WAGA PIÓRKOWA

 

* * *

Ludzie piszący to istoty szalenie naiwne.
 
Naiwne po trzykroć:
Po pierwsze – dlatego, że naiwnie się łudzą, iż to, co piszą, inni przeczytają.
Po drugie – dlatego, że się naiwnie łudzą, iż to, co innni przeczytają, zarazem zrozumieją.
Po trzecie – dlatego, że się naiwnie łudzą, iż to, co inni przeczytają i zrozumieją, coś zmieni.
 
A może zmieni?…
 
* * *
Notować własne myśli?
Co za pycha – mógłby ktoś powiedzieć.
Uważać, iż narodzą się w naszej głowie idee nigdy jeszcze nie pomyślane, a w duszy – uczucia nigdy jeszcze nie doświadczone.
A przecież miliardy mózgów, kłęby nerwów…
Oryginalna myśl?
To ponoć tylko nie wykryty plagiat. Nic nowego pod słońcem – słyszymy.
A my sami?
Czy ktoś wcześniej cierpiał nasz ból, lękał się naszych demonów, śnił nasze marzenia?
I ten szum oceanu, ciepły piasek pod naszymi stopami, fale dotykające skóry… bicie serca…
 
* * *  
 
 

 

"Akrobatyka - waga piórkowa" (koncepcja i rysunek autora)

 *

 

Advertisements

komentarzy 25 to “WAGA PIÓRKOWA”

  1. Torlin Says:

    Bardzo mądre słowa, ale ja wewnętrznie bronię się przed nimi. Uważam, chcę tak uważać, że te słowa są nieprawdziwe.

  2. alias Says:

    Niełatwo balansować na piórze, nawet… z głową wielką jak balon :)

  3. czara Says:

    Patrzę i patrzę na ten rysunek i myślę sobie: „autora”, no dobrze, ale ja chcę znać tego autora! Dopiero po chwili doszedł do mnie sens tego podpisu i… Wszystko mi się w nim podoba, kolorystyka kreska, pomysł, zabawna aluzja… !!!
    Co do naiwności – to po trzykroć masz rację. Dziwne jest tylko, że chyba świat, a już zwłaszcza blogosfera, sprzyja naiwnym. Zawsze jest ktoś kto nie tylko przeczyta, ale na dodatek zinterpretuje, przerobi na swoje, a potem doda „piszesz o mnie?”. Zawsze zapiera mi to dech.
    Kiedyś też myślałam, słuchając o książkach nowych debiutantów, że to pycha i po co, tyle pełnych półek, ociężałych od kurzu, Dante już był, nawet Kapuściński już był. A teraz czytam te debiuty z uwagą i jestem wdzięczna za tę „pychę”. Bo we wszystkim co już było, jest zawsze coś odkrywczego.
    pozdrawiam gorąco!

    • Logos Amicus Says:

      Tak, wszystko już było, ale my i tak musimy to odkryć dla siebie… niekoniecznie w książkach.
      Najczęściej odkrywamy to w sobie (a słowa są tylko pewnego rodzaju wytrychem).

      Myśli, które przychodzą do nas z zewnątrz nabierają dla nas wartości dopiero wtedy, kiedy uznamy je za nasze własne.

  4. Jula Says:

    Ten rysunek znam z Twojego poprzedniego bloga ;)…

    Mam linki do trzech polskich pisarzy u siebie, każdy z nich pisał na swoim blogu dlaczego pisze książki, nie dał odpowiedzi wprost, tylko powoływał się na innych pisarzy, bo poza potrzeba wewnętrzną, poza zdolnościami piszącego, musi być czytelnik, zwłaszcza w dzisiejszych skomercjalizowanych czasach ;)

    Jest też i moda na pisarzy, o jednych się zapomina, innych odkrywa na nowo i tak od zawsze. Przed „Dantem” byli pisarze starożytni i ich myśli jakże aktualne po dzisiaj… :)

  5. salina Says:

    Aaa co mi tam, będę mężna i powiem Ci „3 x NIE” Amicusie :)
    Ty narzekasz, że nie jesteś czytany?! Albo czytany bez zrozumienia, powierzchownie?
    Chyba, że występujesz w czyimś imieniu ;)
    Rzeczywiście piszesz tylko po to żeby „coś” zmieniać? A jeśli tak, to „co”?
    Według mnie, pisząc zmieniamy przede wszystkim siebie, bardziej niż sobie wyobrażamy. Ćwiczymy myślenie, pamięć, wyobraźnię. Poszerzamy wiedzę, kształtujemy swoje poglądy, pogłębiamy zainteresowania.
    A poza tym jest chyba tak jak powiedział Seneka, że „życie całkiem bezczynne jest bez zajęć literackich śmiercią i grobem żywego człowieka”

    Nie wiem co jest Amicusie – z trudem wchodzę na Twój blog, ciężko mi się po nim porusza, nie mogę wklepać komentarza (już tak jeden mi przepadł) – czyżby przegrzewanie łączy z powodu ścisku? I Ty mówisz coś o braku zainteresowania?? :)
    Jak nie otrzymasz tego tu co napisałam, będzie znaczyło, że i tym razem przepadło ;)

    • Logos Amicus Says:

      Ja nie narzekam, Salino.
      Już dawno pozbyłem się złudzeń, że cokolwiek mogę zmienić pisaniem (a było to jeszcze w czasie, kiedy publikowałem w prasie).
      Ale mimo to wierzę w moc słowa. Zresztą… nie tylko wierzę, ja to wiem: słowo(słowa) mogą zmienić nasze całe życie.
      Ja jednak nie piszę po to, bo cokolowiek zmienić (to byłoby chyba zarozumialstwo, a może i naraziłoby mnie na zarzut pewnej megalomanii ;) ). Piszę, bo jest mi to potrzebne tak, jak… sen, jedzenie, seks ;) No, może trochę inaczej – bo przecież pisanie nie należy do fundamentalnych potrzeb człowieka :) Ale już wyrażenie samego siebie, wejście w relacje z drugim człowiekiem – tak!
      Poza tym, bardzo ważne są również te pobudki, o których wspomniałaś: „Ćwiczymy myślenie, pamięć, wyobraźnię. Poszerzamy wiedzę, kształtujemy swoje poglądy, pogłębiamy zainteresowania”, można jeszcze dodać parę innych. Zgadzam się także z Seneką, jednakże te jego „zajęcia literackie” zamieniłbym na twórczość (w ogólnym znaczeniu tego słowa).

      PS. Nie wiem Salino skąd te problemy z wchodzeniem na mojego bloga. Do tej pory nikt się jeszcze na to nie skarżył. Ja w sumie jestem zadowolony z funkcjonowania platformy wordpressowej.

  6. tani1 Says:

    Bardzo z pozoru mądra myśl, w rzeczywistości zaś zgorzkniała i prawdziwa tyko w 1/3, tak mnie się widzi.
    Bo przeczytać i nawet zrozumieć (co się wielu zdarza) to za mało, aby cokolwiek zmienić (to się zdarza bardzo rzadko, jeśli w ogóle), Patrząc tak na świat okiem obserwatora ogólnego widać już od razu, że nie zmienia się nic, choć wszyscy piszemy i czytamy, a niektórym udaje się nawet to i owo zrozumieć. ;)

    • Logos Amicus Says:

      Tani1, no przecież ja to napisałem: „Po trzecie – dlatego, że się naiwnie łudzą, iż to, co inni przeczytają i zrozumieją, coś zmieni.” :)

      I jeszcze jedno pytanie na marginesie (ma to związek z tym co napisałaś – wątpiąc czy słowo pisane może coś zmienić… w ludziach, w świecie):
      A Biblia? A Koran? A „Kapitał” Marksa?
      Czy te księgi zmieniły (zmieniają) świat?

      • tani1 Says:

        Ale dodałeś, „a może”, to znaczy, chyba, że to takie… typowo retoryczne „może… mórz…”
        Xięgi o których piszesz tak naprawdę nie zmieniły nic, bo nie zmieniły nas. Jesteśmy jacy jesteśmy i tacy pozostaniemy. Próbujemy, a wychodzi jak… widać, czasami tylko można coś spaprać. Obrzydliwość i naiwność Robespierre’ów i niestety Ha-Nocri też tu podpada. Biedny… W chwili, gdy zdajemy sobie z tego sprawę, porażka tym większa, ale próbujemy wciąż i wciąż… Warto? Nie wiem, skoro niczego się nie uczymy z historii… ot choćby. Też jestem zgorzkniała. Eeech… napiję się herbatki.

      • Logos Amicus Says:

        “może… mórz…” czy może raczej morze… móż…? :)

        Chyba jednak niepotrzebnie wytoczyłem te grube działa (w postaci Biblii i Koranu), bo mój post właściwie nie był pisany z myślą o wielkich dziełach kanonicznych, tylko o słowie pisanym wogóle.

        Ale skoro poruszony został ten temat, to myślę jednak, że owe Xięgi mają (a zwłaszcza miały) dość wielki wpływ na ludzi (czyli na nasz świat). One same są świadectwem tego, jak się zmieniamy od czasu kiedy zeszliśmy z drzew. Zgadza się, nasza “zwierzęcość” (czyli atawizmy) nie chce nas opuszczać tak szybko, jak byśmy sobie tego życzyli (innymi słowy: my, jako gatunek Homo sapiens, nie nadążamy po prostu za naszymi aspiracjami kulturowymi), mimo to jednak wydaje mi się, że w dalszym ciągu ewoluujemy, czyli się zmieniamy – i zmieniają się nie tylko nasze ciała, ale i umysły. Ale w jakim kioerunku to zdąża? Tego niestety nie wiem.

  7. miziol Says:

    To wszystko prawda Amicusie, z jednym wyjatkiem. Mysl moze byc plagiatem i rzeczywiscie chyba wszystko juz bylo, ale uczucia i emocje sa zawsze swieze i niepowtarzalne, tak jak kazdy nowonarodzony czlowiek jest inny, chociaz przyszly na ten swiat i odeszly juz z niego miliardy ludzi. Wiec jesli mysl, ktora juz byla, moze wywolac u kogos emocje, to warto ten plagiat popelnic.

    • Logos Amicus Says:

      Miziole, użyłem określenia „plagiat” nie w tym dosłownym jego znaczeniu, tzn. świadomym zawłaszczeniu, skopiowaniu czegoś, co już istnieje – bez wskazania autora. Miałem raczej na myśli „plagiat” nieuświadomiony, „niechcący”, przypadkowy…
      Ja np. wielokrotnie natrafiłem na cudze myśli, które prawie w tej samej formie pojawiły się wcześniej w mojej głowie. Zdarza się też, że popełniamy plagiat nieświadomie, tzn. zapominamy po prostu o tym, że kiedyś to już było – że kiedyś już coś przeczytaliśmy, usłyszeliśmy, zobaczylismy… i traktujemy pojawiającą się w nas myśl jak własną. I ona w pewnym, sensie jest już „nasza”, bo wynika z naszej świadomości, wrażliwości – jest już „zadomowiona” w naszym wnętrzu.

      Ja jednak staram się unikać plagiatu jak ognia. Zawsze, nawet jeśli tylko zostałem przez kogoś zainspirowany do jakiejś refleksji, rozwinięcia myśli, to staram się o tym jej źródle wspomnieć. Uważam, że „zapożyczanie” cudzej myśli i podawnie jej jako własnej, jest swego rodzaju kradzieżą, jest czymś niskim. Ten, kto tak robi, winien się nie tylko wstydzić, ale i… zaprzestać robienia tego :)

  8. miziol Says:

    Wlasnie o tym znaczeniu „plagiatu” myslalem, konstruujac swoj komentarz. Chyba nie wyrazilem sie jednak zbyt precyzyjnie. Uzycie czyjegos pomyslu, czegos co juz bylo, powoli staje sie niuniknione. Ilosc kombinacji slow, nut, kolorow i czego tam jeszcze, jest skonczona a jedyna alternatywa to uzycie nowego nosnika.

    • Logos Amicus Says:

      Miziole, nie sądzę, że „ilość kombinacji słów, nut, kolorów i czego tam jeszcze” jest skończona. Wg mnie jest ona nieskończona… Dlatego mogą powstawać (i ciągle powstają) nowe książki, kompozycje, obrazy i „co tam jeszcze”…
      Idee, odczucia, wrażenia, (bóle, cierpienia, zachwyty, odrazy…) są podobne, zmieniają się tylko, jak powiadasz, „nośniki”, czyli my sami – indywidualne i odrębne istoty myślące, czujące i… niepowtarzalne. Dlatego też myśl, która się w nas wykluła, jest naszą (a więc oryginalną) myślą, bez względu na to, jak podobna (czy może nawet wręcz identyczna) jest do myśli, którą ktoś już pomyślał przed nami.
      Bowiem żaden człowiek nie jest plagiatem innego człowieka.

  9. georgeeliot Says:

    „…naiwnie się łudzą, iż to, co inni przeczytają i zrozumieją, coś zmieni”

    Zmieni, bo ci, co piszą i ci, co czytają, dokonają nowych odkryć – myśli własnych i cudzych, co samo w sobie jest ciekawym doświadczeniem. Żeby zaspokoić głód samodoskonalenia, nie wystarczy poznawać świat od wewnątrz, ale i świat wewnętrzny, nie tylko nasz własny.

    Logosie, oglądałam Twoje rysunki w galerii oraz te z notki „Ołówek”. Jestem pod wielkim wrażeniem. Mam do Ciebie prośbę z rodzaju „muszę to mieć!”- czy mogłabym na moim „Kwadracie” umieścić Twóją ołówkowa wersję obrazu „The Calmady Children”? Oczywiście z zachowaniem wszystkich reguł, dotyczących praw autorskich.

  10. Logos Amicus Says:

    Georgeeliot, miło mi, że zwróciłaś uwagę na ten rysuneczek. Oczywiście, weź go sobie i zrób z nim to, co Ci się tylko podoba :)
    (Jeśli ta wielkość jest za mała, to daj mi znać – prześlę Ci obrazek o większej pojemności.)

    • georgeeliot Says:

      Dziękuję za życzliwość, Logosie. Rozdzielczość obrazków jest w sam raz – oko odbiera obraz w całości jak i wyodrębnione przez Ciebie fragmenty tego wspaniałego rysunku.

      • Logos Amicus Says:

        Nie powiem, zaskoczony jestem tym wpisem na Twoim blogu i zamieszczonymi tam obrazkami mojego rysyneczku, który popełniłem ładnych parę lat temu ;)
        A przede wszystkim cieszę się, że sprawił Ci on przyjemność.

        Chwała należy się oczywiście Sir. Thomasowi Lawrence’owi, który tak pięknie namalował dwie rozkoszne dziewczynki. Myślę, że ten jego zachwyt i uczucie, jakim obdarzył on on swoje małe modelki, przeszły niejako na mnie – dlatego z tak wielką przyjemnością ten obrazeczek rysowałem.
        Jest to dość wierna kopia „Dzieci Calmady”, starałem się tylko znaleźć sposób, by efekt, jaki osiągnął Lawrence malując farbami olejnymi, oddać za pomocą ołówka, przy czym bardziej musiałem się tu posłużyć plamą i walorem, niż kreską (przez co moja wersja obrazu Lawrence’a bliższa jest jednak malarstwu, niż rysunkowi).

        Acha… jeszcze jedno… Wogóle mi nie przeszkadza słodycz i sentymentalizm tego tematu. Wręcz przeciwnie – jest to jeden z moich ulubionych obrazów w historii malarstwa, na których przedstawiono dzieci :)

  11. czara Says:

    Logosie, jeśli pozwolisz mi na pewną prywatę w Twoich progach, chciałabym się zwrócić do Georgeeliot:

    Bardzo podoba mi się podoba Twoja strona, dzięki niej odkrywam różne dzieła, o których nie miałam pojęcia, dziękuję za tyle inspiracji! Próbowałam komentować na Twoim blogu, ale bez loginu nie mogę, dlatego piszę tutaj.

    No i chapeau bas dla Logosa za ten rysunek! Co za wszechstronny człowiek Renesansu :)

  12. mirek.bartold Says:

    @miziol
    Mysl moze byc plagiatem i rzeczywiscie chyba wszystko juz bylo.

    Zapewniam, że nie wszystko. Tajemnic fizyki jest tyle, że starczy jeszcze dla wielu pokoleń. A tu wbrew pozorom fantazja też jest potrzebna

    A a propos, w Annie Kareninie była taka oto scena (z pamięci):

    Pewna księżna wyprawiła bal. Jako że zapadła niezręczna cisza, jedna z dam zwróciła się do pewnego dżentelmena, który uchodził za duszę towarzystwa zawsze-mającą-coś-ciekawego-do-powiedzenia, z prośbą o jakąś anegdotkę.
    Dama: Proszę niech pan coś opowie. Pan tak pięknie opowiada
    Dżentelmen: Cóż tu mówić, skoro już wszystko powiedziano?
    Księżna (z ironią): I to też już kiedyś powiedziano.

    BTW, skąd te cytaty? Pachnie mi Gombrowiczem i jego pierwszym dziennikiem, ale nie dam sobie za to urwać żadnej części ciała. Wiem, że skądś to znam, ale nie wiem skąd. Przypomnij mi proszę drogi autorze, bo mam to na końcu języka ale… Znasz na pewno to uczucie.

    • Logos Amicus Says:

      To nie są cytaty. Jeśli by nimi były, to ująłbym je w cudzysłów… i oczywiście podałbym autora :)
      Jeśli zaś nie podaję, to znaczy, że są to myśli moje.

      Ale niewykluczone, że ktoś kiedyś coś podobnego pomyślał, a może nawet napisał :)


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s