ZAPISKI PROWINCJUSZA (rzecz o „Młodości” J. M. Coetzeego)

Wymowny jest już sam podtytuł tej – mającej wyraźnie autobiograficzny charakter – powieści Coetzeego: „Sceny z prowincjonalnego życia”. Mimo, że autor opisuje swoje młode lata upływające mu w metropolitarnym Londynie, (który prowincją raczej nie jest, a wręcz przeciwnie – jest miastem kulturowej awangardy) to jednak jego życie w tym miejscu nadal nacechowane jest pewnym prowincjonalizmem, jaki przywlókł on ze sobą z peryferyjnej Republiki Południowej Afryki. Być może właśnie to stanowi główne wytłumaczenie jego alienacji. Ale chyba nie tylko: młody Coetzee zdaje się być wyobcowany ze świata z powodu pewnej psychicznej skazy wewnętrznej, a wyrażając się ściślej – wskutek swego rodzaju intelektualno-emocjonalnego autyzmu uniemożliwiającego mu wejście w pełniejsze i głębsze relacje z innymi ludźmi.

Na ile do owej alienacji przyczynił się południowo-afrykański zaścianek, a na ile charakter samego autora? – to pozostaje kwestią otwartą i niewymierną. Natomiast pewne jest to, że właśnie poczucie wyobcowania stanowi rdzeń „Młodości” Coetzeego, czy też raczej duchowe jądro, nie tyle puste, co zaciemnione – zanurzone w chłodnej i mglistej londyńskiej rzeczywistości, w atmosferze żegnania się z młodością.

Powieść Coetzeego nazwana została także „dziennikiem intymnym” i rzeczywiście „Młodość” takie wrażenie sprawia: szczerość autora tych zapisków wydaje się być daleko posunięta a ekshibicjonizm ów nie ogranicza się jedynie do obnażenia niezbyt porywającego (by nie napisać – żałosnego) życia erotycznego protagonisty, ale i bez ogródek ujawnia rozedrganą, niezdecydowaną i bezkształtną niedojrzałość wewnętrzną młodzieńca, który rości sobie pretensje do tego, by zostać artystą i poetą.

Coetzee (rys. J. Ciardiello)

Kiedy zakończyłem lekturę książki, zadałem sobie (być może zupełnie niepotrzebnie) pytanie: czy owa otwartość autora, który przedstawia siebie w tak niekorzystnym świetle, nie jest aby pewną kokieterią pisarza, za którym stoi już niebagatelny literacki sukces? Czyli pisanie o swojej „nieopierzoności” i artystycznym nieudacznictwie z pozycji twórcy usadowionego już mocno na twardym gruncie własnej dojrzałości i solidności.

Zresztą, osądźmy sami. Oto kilka fragmentów prozy Coetzeego.

O szczerości pisze on np. tak: „A swoją drogą szczerość do bólu to sztuczka, której nietrudno się nauczyć. Wręcz przeciwnie: to najłatwiejsza rzecz na świecie. Tak jak jadowitej ropusze nie szkodzi własny jad, tak i człowiek w wkrótce porasta grubą skórą, która broni go przed własną szczerością”.

O dylemacie, czy lepiej jest obrać słuszną drogę pozostając dobrym człowiekiem, czy też nie – i wtedy mieć szansę na zostanie dobrym poetą: „Kiedy próbuje wyobrazić sobie poezję inspirowaną niezłomnie słusznym postępowaniem, widzi jedynie bezbarwną pustkę. Słuszność jest nudna. Znalazł się więc w impasie: woli być złym człowiekiem, niż nudziarzem (…).”

O swoim udziale w nudzie: „Zabija czas, usiłuje zabić niedzielę, żeby szybciej nastał poniedziałek, bo wtedy będzie można znaleźć ulgę w pracy. Ale w ogólniejszym sensie praca także jest sposobem zabijania czasu. Odkąd zszedł na ląd w Southampton, nic nie robi tylko zabija czas, czekając aż nadejdzie jego przeznaczenie.”

O własnej niemocy twórczej: „Nienawidzi tych konfrontacji z pustą kartką, nienawidzi tak bardzo, że zaczyna ich unikać. Nie potrafi udźwignąć brzemienia rozpaczy, która przytłacza go pod koniec każdej z tych bezowocnych sesji, nie potrafi znieść świadomości, że znowu nie podołał.”

I wreszcie coś, co można potraktować jako swego rodzaju konkluzję: „Doskonale wie, że jego niepowodzenia w rolach pisarza i kochanka ściśle się ze sobą wiążą, właściwie można je sprowadzić do jednego (…). Jeśli samowolnie się nie zmobilizuje do działania, nic nie wydarzy się ani w miłości, ani w sztuce. Lecz on nie dowierza woli. Tak jak nie może samą jej siłą zmusić się do pisania, lecz musi czekać aż pomoże mu jakaś zewnętrzna moc, którą nazywano niegdyś muzą, tak też nie może po prostu siłą woli nakłonić się do tego, żeby zaczepić kobietę, nie otrzymawszy wcześniej znaku (…), że to właśnie ona jest mu przeznaczona (…). Można to też powiedzieć brutalnie, a prawdę rzekłszy, na setki rozmaitych sposobów: mógłby je wyliczać do końca życia. Ale najbrutalniejsza wersja stwierdza, że on się po prostu boi: pisania, kobiet.”

„Ale najbrutalniejsza wersja stwierdza, że on się po prostu boi: pisania, kobiet” (J. M. Coetzee przy pracy. Photo: M. Pelletier)

Czy to, że człowiek piszący te słowa jest już spełnionym pisarzem o światowej sławie i Noblistą, zdobywcą najcenniejszych literackich trofeów, nie rzuca na te jego wyznania innego, specyficznego światła? Czyż nie sugeruje, że mimo wszystko obawy tego artystowskiego aspiranta były płonne, bo w końcu stał się on par excellence artystą pióra, wybitnym pisarzem? A może to samo można odnieść do jego męskiej kariery w roli kochanka i zdobywcy kobiet?

Zdaję sobie sprawę, iż rozpatrując podobne dylematy wchodzi się zbyt głęboko w newralgicznie wewnętrzną sferę Coetzeego jako osoby prywatnej, niemniej jednak prowokuje do tego sam charakter owego – jak się rzekło – „dziennika intymnego”, którego konfesyjna otwartość jest przecież dość oczywista, by nie napisać – ostentacyjna.

Ale chyba właśnie na tym zasadza się jego największa wartość, dzięki czemu możemy mieć wgląd we wnętrze inteligentnego i wrażliwego młodego człowieka poszukującego swojej drogi i miejsca w świecie, który wydaje mu się obcy, zimny i obojętny, a jednak na tyle fascynujący i pojemny, by się w nim zagłębić z całym swym cierpieniem i nadzieją, z wszystkimi lękami i pragnieniami – znajdując tam wreszcie własne przeznaczenie, los i spełnienie.

*  *  *

Reklamy

komentarzy 20 to “ZAPISKI PROWINCJUSZA (rzecz o „Młodości” J. M. Coetzeego)”

  1. snoopy Says:

    Wielkie dzięki za tę refleksję zainspirowaną powieścią Coetzeego. Ciekawi mnie, czy czytałeś wcześniejszy tom „Chłopięce lata”, w którym opisuje swoje dzieciństwo. Jest jeszcze kolejny: „Summertime” (w Polsce będzie wydany dopiero na jesieni), gdzie opisuje swoje życie w czasie wydania debiutanckiej książki „Ciemny kraj”.

    Pytasz m.in. o to, czy w takim ekshibicjonistycznym przedstawieniu siebie nie ma jakiejś kokieterii. Pewnie tego do końca nie rozstrzygniemy, ale myślę, że właśnie o to głównie autorowi chodzi, by zadać pytanie o możliwość rzetelnej biografii lub szczerej autobiografii (kwestię tę porusza także w swoich esejach). Te pytania są jeszcze bardziej widoczne w „Summertime”, gdzie poznajemy tę część życia pisarza poprzez szczątki jego dziennika i notatek do powieści autobiograficznej, a także poprzez relacje osób, które wówczas go znały. Całość w formie materiałów zbieranych przez młodego literata/dziennikarza do biografii artysty pisanej już po jego śmierci.

    Jeśli o mnie chodzi, to raczej wierzę w szczerość Coetzeego. Znając jego wszystkie dotychczasowe powieści nie wątpię, że nas nie kokietuje. Oczywiście, mamy tu do czynienia z literacką kreacją, co podkreślone zostaje mocno przez używanie w narracji 3 osoby – i to też jest pewien konkretny problem, jaki stawia przed nami autor. Bo przecież każda opowieść jest wyborem i interpretacją faktów. Złożone to wszystko, ale przez to jeszcze bardziej fascynujące.

    • Logos Amicus Says:

      „Chłopięce lata” leżą u mnie na półce, ale jeszcze nie przeczytane. Zacząłem więc niechronologicznie, ale chyba jednak nie ma to większego znaczenia.

      Prawdę pisząc to nie jestem pewien tego, czy wierzę w szczerość Coetzeego – co nie znaczy, że naprawdę podejrzewam go o jakąś kokieterię. Jeśli już, to może o jakąś małą konfabulację, o wykorzystywanie swojej licentia poetica do nadania powieści pewnej artystycznej formy… w końcu materia jaką on urabia (jak każdy zresztą pisarz) to literacka fikcja. Ale nawet jeśli „rozmija się” on z faktami, to nie oznacza to, że kłamie, gdyż nawet wtedy przekazuje nam pewną „własną” prawdę… o sobie samym i świecie (i w tym sensie jest on szczery).
      Koniec końców, naiwnością byłoby od pisarza tego pokroju oczekiwać „prawdy i tylko prawdy” – tego, że będzie jakimś dokumentalistą, faktografem.
      Mimo wszystko Coetzee jest dla mnie pisarzem, który opisuje świat w całym jego skomplikowaniu, nie łudzi nas tanią pociechą, nie dostarcza łatwych rozwiązań… i tym chociażby różni się od takiego Coelho, który raczy nas zwykle jakimś uduchowionym sentymentalizmem, często o powierzchowności łatwo strawnej bajeczki.
      Coetzee jest „cielesny”, Coelho „uduchowiony”; Coetzee opisuje świat i życie takie jakie są w swoim konkrecie, Coelho za wszelką cenę stara się dodać nam otuchy. Dzięki temu ten ostatni wydaje się czytelnikowi bardziej sympatyczny, „budujący”… lecz mimo to, jeśli chodzi o mnie, to i tak wolę Coetzeego, chociaż uważam, że świat bez ducha byłby czymś nieludzkim. Może więc jest to sprawa upodobania pewnego stylu?

  2. Torlin Says:

    Przykro mi bardzo, ale nie trawię tego autora.

  3. Torlin Says:

    Logosie Amicusie!
    Czy jest szansa, abyś wycofał mój komentarz mnie kompromitujący? Ja po prostu pomyliłem pisarzy, myślałem o zupełnie kimś innym, po zobaczeniu w Wiki – nic Jego nie czytałem.

  4. Sarna Says:

    Torlinie, z ta szczerością jesteś przesympatyczny i bardzo ludzki :) Właściwie to przeskoczyłeś Coetzee o głowę, bo jego szczerość nie jest jednoznaczna. Pozwala nam gdybać: szczerość, kokieteria, a może drwina na zasadzie myślcie sobie o mnie co chcecie, to mi i tak nie zaszkodzi, jestem wielkim pisarzem, noblistą, szaleją za mną kobiety, jestem Kimś. A kim naprawdę jest i co czuje? To jego słodka ( albo gorzka ) tajemnica. Czytałam Go, ale mimo, że podoba mi się to jak pisze, jego lektura zawsze pozostawia we mnie smutek. We mnie jako kobiecie. Kobiecie dla której mężczyzna nie jest tworem wirtualnym. On naprawdę „boi się pisać kobietę”. Zna teorię materii, ale brakuje mu odwagi bycia z kimś, nie potrafi kochać choć bardzo tego pragnie i dąży do miłości doskonałej. Nie tyle boi się, co nie potrafi okazywać uczuć. Pod tą złudną otoczką pewności, dorosłości, sukcesu, kryje się niespełniony mężczyzna.
    Mam podobne odczucia z Amicusem, że to jakiś rodzaj dysfunkcji, autyzmu emocjonalnego nie pozwalającego mu wejść w prawdziwe, głębokie relacje z drugim człowiekiem.

    PS Amicusie swego czasu oberwało mi się od Ciebie za stwierdzenie, że Coelho jest dla infantylnych panienek. Czyżbyś zaczął się przekonywać do mojej opinii? ))

  5. Torlin Says:

    Sarno! à propos PS.
    A skąd wiedziałaś, że właśnie z nim pomyliłem Coetzeego?
    Pozdrowienia

  6. Sarna Says:

    Torlinie, zacznij się bać! bo wygląda na to, że czytam w Twoich myślach:)
    A poważnie, nietrudno było zgadnąć o kim myślisz, zwłaszcza, że mamy podobne wrażenia z lektury i , że na półkach księgarskich te dwa nazwiska (podobne trochę do siebie w brzmieniu) teraz się ciągle przeplatają. Wiadomo, moda na noblistę trwa. Snob powinien coś z tego przeczytać ))) Dlaczego aż tak nie trawisz Coelho? Ja czytam go z lekkim przymróżeniem oka i czasami znajduje coś dla siebie. Muszę Ci się po cichutku przyznać, że czasami wyłazi ze mnie infantylna panienka i nawet Coelho potrafi mnie zachwycić tak jak np. stało się to przy lekturze „Spóźnionych kochanków” i „Nad brzegiem rzeki Piedry” … Zupełnie nic Ci się nie spodobało z tego co przeczytałeś?
    pozdrawiam

  7. georgeeliot Says:

    Czyż odpowiedź, dlaczego Coetzee napisał swoją autobiograficzną książkę właśnie w taki sposób, nie leży w jegoż słowach, że słuszność jest nudna?
    Pisząc o sobie dosyć krytycznie ze szczerością do bólu, bo (przecież to sztuczka, której nietrudno się nauczyć), tylko potwierdza tezę, że zadowolenie z samego siebie i osiągniętych sukcesów często zatrzymuje czlowieka w miejscu, a nawet i cofa kilka kroków do tyłu.

  8. snoopy Says:

    Sarno, nie sądzę, by prawdziwe był przypuszczenie, że te książki to „drwina na zasadzie myślcie sobie o mnie co chcecie, to mi i tak nie zaszkodzi, jestem wielkim pisarzem, noblistą, szaleją za mną kobiety, jestem Kimś”. Już prędzej zgodziłbym się z domysłem o dysfunkcji, autyźmie emocjonalnym, niespełnieniu… etc. Myślę, że to da się wyczuć w jego książkach. Ponadto wiemy, że w życiu jest pewnego rodzaju mizantropem. Unika ludzi (a już dziennikarzy szczególnie!). Jest też człowiekiem samotnym, bardzo poważnym, trochę smutnym, trzymającym wszystkich na dystans. Bardzo trudno namówić go na jakiekolwiek spotkania, promocje, wywiady itp. Chce być daleko od świata i by to urzeczywistnić obecnie mieszka w… Australii (Afrykę jak na razie porzucił). Co ciekawe, właśnie taki obraz siebie, jako człowieka dysfunkcyjnego i wyalienowanego, przedstawia właśnie w „Młodości”, a jeszcze wyraźniej w „Summertime”.

    A co do Coelho – nie wiem dlaczego zestawiacie akurat tych dwóch autorów ze sobą. Przecież to dwa różne światy. Coelho próbowałem czytać kilkanaście lat temu, jeszcze w liceum (gdy dopiero zaczynał być u nas popularny), ale nie dałem przebrnąć przez teksty tego grafomana. Od tego czasu już nigdy do niego nie wróciłem.

  9. Logos Amicus Says:

    Torlinie, nie przesadzaj z tą kompromitacją.
    Po pierwsze: każdy może pomylić jakichś tam pisarzy (zwłaszcza jeśli ich nazwiska brzmią tak podobnie ;) )
    Po drugie: każdy ma prawo nie trawić danego pisarza, nawet jeśli zdobył on nagrodę Nobla.
    Po trzecie: a co czytałeś Coelho i dlaczego go nie trawisz? (To pytanie powtarzam za Sarną :) )

    Sarno, nadal uważam, że stwierdzenie, iż „Coelho jest dla infantylnych panienek” jest dla tego pisarza krzywdzące, choć w pewnym momencie ja również miałem dość tego jego sentymentalizmu, naiwności i uduchowienia – przy jednoczesnym krygowaniu się na mędrca. Skłamałbym, jeślibym napisał, że wszystko to, co jego autorstwa czytałem, nie podobało mi się. Byłem pod niejakim wrażeniem „11 minut” (nie podejrzewając go wcześniej o to, że może się on poważyć na taki – zahaczający niemal o perwersję – temat). Wiem, wiem… Ty pewnie byś napisała, że jeśli nawet jest tam jakaś perwersja, to jest to także taka perwersja „dla infantylnych panienek”… i pewnie miałabyś w tym trochę racji :)
    A Coetzee? Nie wiem czy jest niespełnionym mężczyzną. Szczerze mówiąc, nie wiem nawet czy czuje się spełnionym pisarzem (mimo wszystkich tych wielkich nagród).
    Prawdopodobnie człowiek tego pokroju nigdy nie będzie się czuł kimś spełnionym… ale to już jest pewnie bardziej problem egzystencjalny – to poczucie niepełności własnej kondycji w świecie.

    Gerogreeliot, wątpię w to, czy Coetzee jest „zadowolony z samego siebie i osiągniętych sukcesów”. Mogę tylko powtórzyć to, co napisałem przed chwilą Sarnie: wydaje mi się, że nie należy on do tego pokroju ludzi, którzy mogą być z siebie zadowoleni, a tym bardziej zadowoleni z kondycji świata w jakim żyją.

    Snoopy, piszesz: „A co do Coelho – nie wiem dlaczego zestawiacie akurat tych dwóch autorów ze sobą. Przecież to dwa różne światy.”
    Właśnie dlatego zestawiłem Coetzeego z Coelho: by zwrócić uwagę na tę dzielącą ich różnicę.
    Z tego co wiem, jak mizantrop zachowuje się także Coelho, który zaszył się w jakiejś iberyjskiej górskiej wiosce i tam pisze te swoje przypowiastki. Ale mimo wszystko wydaje mi się on człowiekiem bardziej sympatycznym, niż Coetzee. Na pewno, jeślibym na bezludnej wyspie miał do wyboru towarzystwo Coelho albo Coetzeego, wybrałbym jednak tego pierwszego.
    Chociaż… jacy oni są NAPRAWDĘ, któż to wie? I co to wogóle znaczy „NAPRAWDĘ”? Literatura i życie nie musi iść w parze (i zwykle nie idzie). Można być nędznym człowiekiem i tworzyć wspaniałą literaturę… I vice versa.

  10. Sarna Says:

    Amicusie, chyba też powinnam zacząć się Ciebie bać, bo o „11 minutach” napisałeś to, co zdążyłam w trakcie czytania Twojego komentarza pomyśleć :)
    Na bezludnej wyspie też wybrałabym towarzystwo Coelho. Już choćby tylko dlatego, że podoba mi się sposób w jaki traktuje kobietę. Jego bohaterów cechuje czułość, dotyk, zainteresowanie nią, nie wspominając o seksie, który jest, bo tego oboje chcą i nie traktują się instrumentalnie. Nawet w tym tak naiwnym, że aż drażniącym „11 minut” seks jest czymś, co mimo całej niezbyt pięknej otoczki jest dla partnerów miłe i niewulgarne. Ma sprawić by ten co szuka znalazł to czego nie ma w domu i by przy tym poczuł się spełniony, ważny, męski. Coetzee natomiast „w tych sprawach” jest odpychający, rzec by można prymitywny. Chciałoby się napisać, że brakuje u niego ognia, ale jest gorzej, bo on nie potrafi wykrzesać nawet iskry. Zobacz jak Lourie kocha się z Bev. Był z nią z litości bo chciał żeby nawet tak nieurodziwa kobieta poczuła się atrakcyjna, a chyba byłoby lepiej żeby jej nawet nie dotknął, takie to było żałosne i poniżające kobietę. Zresztą z Melanii też był toporny.
    Wiem, że na bezludnej wyspie skarbem byłby interesujący intelekt „Piętaszka-Coetzeego” ale z tych dwóch wybrałabym jednak Coelho.
    No tak, tak to wygląda z mojego babskiego punktu widzenia.
    pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Mimo wszystko, na bezludnej wyspie wolałbym towarzystwo kobiety: nawet jeśliby nie miała intelektu równego intelektowi Coetzeego, ani nie była tak uduchowiona jak Coelho. ;)

  11. buksy Says:

    Parę lat temu przeczytałam tę ksiażkę i zrobila na mnie spore wrazenie. Raczej nie odebrałam jej jako wyznania, a jako wariację na temat „co by było, gdyby”. Kiedy przeczytałam ostatnie zdania, finał całej tej historii, po prostu pomysłalam sobie ze autor chciał powiedziec „zobaczcie, o maly włos nie było to tak. Jednak w rzeczywstości udało mi się wywinąc. A wam?”

    • Logos Amicus Says:

      Wydaje mi się, że historia opisana w „Młodości” przez Coetzeego nie ma jednak finału. Książka kończy się, ale przed bohaterem życie nadal stoi otworem, niewiadome, nierozstrzygnięte… I tylko na podstawie tego, czego dowiedzieliśmy się z książki, nie możemy powiedzieć, czy bohaterowi „udało się wywinąć”.
      Wnioskujemy, że mu się „udało”, zestawiając losy bohatera z pisarzem, który odniósł literacki sukces, a którego my identyfikujemy jako J. M. Coetzeego.
      Ale czy on sam – czyli Coetzee – mógłby teraz powiedzieć, że mu się „udało wywinąć”? Nie wiem. Przypuszczm jednak, że nie – przed tym, co go naprawdę gnębi, nie da się bowiem „wywinąć”.

  12. magamara Says:

    Logosie, moze odpowiedzia na Twoje pytania bedzie ta sugestia: autobiografia jest tez kreacja, jest gatunkiem literackim. Nie zastanowilo Cie dlaczego ta omawiana powyzej zostala napisana w 3 osobie liczby pojednyczej? Coetzee to szalenie interesujacy stylista. Wlasnie czytam jego „The Diary of the Bad Year”. Niezwykle zajmujace.

    O tym, jaka jest osoba, trudno dyskutowac, zupelnie go nie znajac osobiscie. Widzialam Coetzee raz jedyny w Oksfordzie podczas spotkania i przyznam szczerze, ze nie wydal mi sie ani zimny ani kokieteryjny, ale jak to Anglicy ladnie okreslaja „well composed” :-) , precyzyjny w dobieraniu slow z niezwykle spokojnym i miarowym glosem.

    Moja kolezanka, ktora jest irlandzka pisarka, jest jego bliska znajoma (razem pracowali na Chicago University) i zna jego serdeczna i pomocna strone. Mowi, ze nikt jej tak nie pomogl podczas kryzysu w pisaniu powiesci jak wlasnie Coetzee.

  13. Logos Amicus Says:

    Oczywiście, że mnie zastanowiło. Wiem, że ma to swoje znaczenie.
    A czy Ciebie Magamaro z kolei nie zastanowło to, dlaczego Coetzee, zamiast napisać po prostu powieść o młodym człowieku aspirującym do miana artysty w Londynie lat 60-tych, (abstrahując zupełnie od własnej osoby), pisze „powieść o charakterze autobiograficznym”, czym przecież skierowuje uwagę na siebie samego – konkretnego człowieka nazwiskiem J. M. Coetzee?
    Czy aby na pewno nie możemy sobie wyrabiać opinii (albo dyskutować) o człowieku, który pisze taki utwór, nie znając go osobiście?

    Oczywiście, że autobiografia jest gatunkiem literackim, a w takiej formie, jaką mamy w przypadku „Młodości”, jest nawet literacką fikcją, ale chcę zaznaczyć, że nawet sam Coetzee (w jednym ze swoich esejów o Dorris Lessing) napisał, że fikcyjność powieści autobiograficznej lepiej oddaje PRAWDĘ o pisarzu, niż wspomnienia, czy nawet dziennik.
    Może więc Coetzee w swoich książkach jest bardziej PRAWDZIWY, niż we własnym realnym życiu?
    Może właśnie w literaturze, czując się w niej wolnym niemal bezgranicznie, objawia się jego PRAWDZIWA natura? Może właśnie tam wyjawia nam on to, co NAPRAWDĘ sądzi on on świecie i… sobie samym?

    PS. Nie odnoszę wrażenia, że Coetzee jest człowiekiem zimnym, ani tym bardziej kokieteryjnym (dałem zresztą temu wyraz w swoich komentarzach).

  14. Elekt Says:

    Coetzee potrafi poruszyć i opisać te pokłady ludzkiej psychiki, do których istnienia często nie chcemy się przyznać, które negujemy i których często się wstydzimy. Autor pozwala odczytać te uniwersalia rzeczywistości, które nadają kształt prawdziwemu postrzeganiu świata. A ‚Młodość’ koncentruje się na okresie życia, w którym bodźców zewnętrznych chłonie się najwięcej, najintensywniej przeżywa skrajne emocje. I najszybciej traci nadzieję.

  15. EROS, MYŚL I PRZEMIJANIE (o książce J.M. Coetzeego “Zapiski ze złego roku”) | WIZJA LOKALNA Says:

    […] wpisy: “UPADEK”  (rozmowa z Kartką),  “ZAPISKI PROWINCJUSZA”  (o “Młodości”),  “PORYW SERCA, ZWIERZĘCA CHUĆ”  (o […]

  16. aga Says:

    W porównaniu do pierwszej części autobiografii „Chłopięcych lat”, ta jest jeszcze bardziej depresyjna, melancholijna, wypełniona krytyką pod własnym adresem, a jednocześnie szczera aż do bólu. Szczera tak, że chwilami miałam ochotę zamknąć oczy, by nie pogrążać tego dopiero dorastającego młodego mężczyzny w jeszcze większym zażenowaniu. Aż trudno uwierzyć, że człowiek tak zahamowany i wycofany stał się pełnokrwistym pisarzem, podejmującym najtrudniejsze tematy i przedstawiającym je w sposób odarty z romantyzmu i bez zbędnej tkliwości.

    Bardzo chciałabym sięgnąć po kolejną część autobiografii, żeby dowiedzieć się co skłoniło wreszcie Johna Coetzee do pisania prozy i w jaki sposób udało mu się opublikować pierwsze utwory. Poza tym kibicuję mu w życiu prywatnym, bo szkoda, że tak mu się ciągle nie układa. Mam nadzieję, że „Lato” przyniesie autorowi upragniony przełom.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s