Z ANIĄ NA SZLAKU

.

Nad Jeziorem Michigan

.

       Może to sprawa szczególnej pory w moim życiu?
Bo chciałbym Wam – stałym, ale i zabłąkanym tu przypadkiem – Czytelnikom tej strony przedstawić moją Żonę Annę. Widzę, że z biegiem czasu mój blog staje się nieco bardziej osobisty – Wizja Lokalna jakoś częściej wchodzi w moje życie – więc czas wspomnieć tutaj o kimś, kto jest dla mnie w życiu najważniejszy.
Czy będzie to podróż sentymentalna? Być może, ale na pewno nie będzie ona czułostkowa ani – nie daj Boże! – ckliwa.

      Tak się złożyło, że przez ostatnie kilkadziesiąt lat sporo podróżowałem. Przez jakiś czas – dawno, dawno temu – robiłem to nawet zawodowo, organizując i prowadząc wycieczki (najczęściej po Ameryce Północnej, ale wypady z grupami na inne kontynenty też mi się zdarzały). Później zacząłem się wybierać w świat prywatnie – samemu, niekiedy w jakimś miłym i ciekawym towarzystwie – ale z czasem w tych podróżach coraz częściej towarzyszyła mi Żona. W końcu starałem się podróżować tylko z Nią. I muszę Wam powiedzieć, że było to (i jest) dla mnie najlepsze i najszczęśliwsze towarzystwo – na pewno z nikim innym tak dobrze by mi się nie podróżowało, jak z moją Anią.
Nie wiem, komu? (czemu?) mam za to dziękować – Bogu, Szczęściu, Losowi, Miłości – w każdym razie wdzięczny jestem za ten czas spędzony z najbliższą mi osobą – nie tylko w domu, ale właśnie również w podróży.

       Tych wojaży było sporo. Kiedy tylko mogliśmy sobie na to pozwolić, to wyruszaliśmy w świat kilka razy do roku, często w bardzo odległe i egzotyczne strony. Właściwie zorganizowanie całej podróży i ustalenie jej planu (skreślenie itinerary, rezerwacje…) leżało w mojej gestii. Ania się na to godziła, bo mi ufała – wiedziała, że wycisnę z przygotowywanej wyprawy to, co najlepsze. (Tutaj skrzywienie zawodowe było dla mnie niczym innym, jak przyjemnością). Kondycję w zasadzie mieliśmy taką samą, podobne upodobania, jeśli chodzi o akomodację i przemieszczanie się po odwiedzanym kraju. Podobne też mieliśmy zainteresowania, taką samą ciekawość nowych miejsc i ludzi. Ania zawsze była bardziej śmiała… czy też bardziej skłonna do nawiązywania kontaktu z obcymi, a ja na tym tylko korzystałem, bo jednak największym skarbem wszystkich krajów są zamieszkujący je ludzie. Muszę też wspomnieć o tym, że Jej opiekuńczość była dla mnie zawsze wielkim komfortem.

       To ciekawe, jak dwoje ludzi o tak odmiennych charakterach i temperamentach, potrafi swój związek nie tylko stworzyć, ale i zachować na długie lata (nie chcę tu uderzać w tak solenne i patetyczne tony, ale jestem pewien, że w naszym przypadku, będzie tak do śmierci).
I to jest bez wątpienia głównie zasługą Żony – istoty znacznie mądrzejszej ode mnie… przynajmniej życiowo ;). Tym bardziej, że ja to raczej utracjusz byłem. Może z wiekiem bardziej dojrzałem a nawet zmądrzałem (choć w to ostatnie to jednak wątpię).

       Najchętniej wybieraliśmy się w góry na tzw. „łono” natury (zdarzało się nam przechodzić po górskich szlakach ponad 20 km dziennie); lubiliśmy też Ocean, morze, spacery po plaży, tropikalne wyspy (przede wszystkim Karaiby i Hawaje)…
Nigdy nie mieliśmy dość amerykańskiego Zachodu: od pustynnego Południowego Zachodu (Kalifornia, Nevada, Arizona, Utah), przez stany Gór Skalistych (Kolorado, Idaho, Montana, Wyoming), po szczególnie darzony przez nas sentymentem Pacyficzny Północny Zachód (Waszyngton, Oregon).
Dość często wyjeżdżaliśmy do Azji – a to ze względu na bogactwo kulturowe i etniczne tamtych krajów (tzw. „podróżą życia” dla nas były Indie). Do miast – i współczesnej cywilizacji – ciągnęło nas mniej, ale też nie unikaliśmy zwiedzania ciekawych metropolii, ani nawet… muzeów (oboje bardzo lubimy malarstwo). Spodobały nam się niektóre zakątki Europy – w Hiszpanii, we Włoszech, Szwajcarii, Norwegii…

       Oczywiście zawsze brałem w te wojaże fotograficzny aparat, robiąc całą masę zdjęć. Te, które wydawały mi się najbardziej udane, publikowałem na moich stronach w Internecie (np. TUTAJ albo TUTAJ), część udało mi się wydać w formie książkowo-albumowej („PODRÓŻE”).
Prawdę mówiąc nigdy nie lubiłem, kiedy ktoś mnie fotografował – o fotografowaniu siebie samego nawet nie wspominam (nie wiem, czy zrobiłem więcej jak dwa selfie w swoim życiu), czego teraz żałuję, bo jednak warto mieć taką pamiątkę z pewnych miejsc – zwłaszcza z takich, w których się jest pierwszy i być może ostatni raz w życiu.
Natomiast bardzo lubiłem fotografować swoją żonę – zwłaszcza na szlaku. Bynajmniej nie dlatego, że jest taka fotogeniczna (no cóż, chyba jednak jest :) ), ale dlatego, że najczęściej jej sylwetka ożywiała po ludzku surowe zwykle – choć bez wątpienia piękne – naturalne lub cywilizacyjne krajobrazy, scenerie i pejzaże. Pozwalała też na ogarnięcie proporcji – zwłaszcza wielkich przestrzeni i ogromnych tworów (czasem nawet cudów) Natury.
Niewielki wybór tych fotografii pozwalam sobie tutaj zaprezentować.

*  *  *

UWAGA: należy kliknąć na zdjęcie, aby zobaczyć go w pełnym wymiarze (do czego zachęcam)

.

Pod Mount Robson w Brytyjskiej Kolumbii (Kanada)

.

.

W Kanionie Paprociowym w Kalifornii

.

.

Pod palmami na wyspie Saona (Dominikana)

.

.

Surowość i piękno północnej krainy – okolice Lysefjorden w Norwegii

.

.

Był kiedyś las – na wydmach Silver Lake SP w Michigan

.

.

Nd Dolnym Wodospadem Naturalnego Mostu w Górach Skalistych Kanady

.

.

Na którejś z osobliwych plaż Morza Andamańskiego w Tajlandii

.

.

Na bezdrożach Big Island of Hawaii – a gdzieś tam w dole Zielona Plaża (Hawaje)

.

..

Pod lodowcami Mount Rainier w stanie Waszyngton

.

.

Wyglądając za wodospadem na szlaku Eagle Creek w Oregonie

.

.

Spacerując po dachu Domu Opery w Oslo (Norwegia)

.

.

Na szlaku w Alpach – masyw Jungfraujoch w Oberlandzie Berneńskim (Szwajcaria)

.

.

W lesie kolumn, pod arkadami Wielkiego Meczetu Mezquita w Kordobie (Hiszpania)

.

.

Na grani równej z chmurami pod Mount Blanc we Francji

.

.

Pewnego razu na Dzikim Zachodzie – w Tombstone, mieście (martwych) rewolwerowców, w Arizonie

.

.

Wśród oszałamiającego kwiecia w Oregonie

.

.

Zagubiona w kolorowym tłumie – na targu rybnym Sassoon Docks w Bombaju (Indie)

.

.

Odpoczywając w hamaku na wyspie Virgin Gorda (British Virgin Islands)

.

.

Razem nad Niebieskim Miastem Dżodhpur w Twierdzy Mehrangarh (Indie)

.

.

Na Cape Flattery – Półwysep Olympic w stanie Waszyngton

.

greydot.

greydot.

I JESZCZE GARŚĆ ZDJĘĆ:

.

.

greydot.

© ZDJĘCIA WŁASNE

.

Komentarzy 35 to “Z ANIĄ NA SZLAKU”

  1. Aleksandra Says:

    Taką piękną parą jesteście I tyle pięknych miejsc razem. Gratuluję odnalezienia bratniej duszy I wspólnych zamiłowań

  2. Ursula Says:

    Piękne ujęcia, piękne wspomnienia ;)

  3. Grażyna Pawłoszek Says:

    Wspaniałe zdjęcia,.. ale najważniejsze jest to, że jest ten KTOŚ z nami, kto dzieli nasze pasje, poglądy, towarzyszy nam na dobre i na złe …
    Wspaniała żona …
    Pozdrawiam…

  4. Maria Zakrzewska Says:

    Pięknie Pan napisał o partnerstwie i miłości, panie Staszku.
    Wszystkiego najlepszego dla Pana i dla Ani.

  5. Anna Pakula Says:

    You are very Blessed

  6. Małgorzata Pietrusewicz Says:

    Piękne zdjęcia uroczej Pani. Pozdrawiamy serdecznie 💕🙂

  7. Andrzej Nowak Says:

    Widzieliście cały świat! Coś wspaniałego.
    Pozdrawiam

  8. Jadwiga Waw Says:

    Łza w oku się kręci po takim wpisie.
    Życzę Wam dalszych szczęśliwych lat !!!

  9. Agata Nawrocka Says:

    Wspomnień nikt Wam nie odbierze, cudownie że można je utrwalić w taki właśnie sposób i podzielić się z innymi!!
    Dziękuję 😊 pozdrawiam 🌞

  10. Beata Rosiak Says:

    Nie znam Was, ale pokuszę się napisać, że miło na Was patrzeć. Twoje prawdziwe słowa o utracjuszostwie i dojrzałości, które to cechy się uzupełniają w Was pokazują, jaki masz do siebie dystans, a do żony szacunek. Trzeba lat, doświadczenia, by to pojąć 🙃
    Najzwyczajniej Was pozdrawiam mili Nieznajomi 🙃

  11. Iwona Says:

    Zdjęcia przepiękne w cudownych miejscach. Podróżować jest bosko!
    Pozdrawiam i życzę wszelkiego dobra w nowym roku tak miłej i uśmiechniętej fajnej parze! 😃🥂

  12. Jolanta Jechuda Says:

    Świadome doświadczanie Piękna i Bliskości…

    Gratuluje i serdecznie pozdrawiam 🥀

  13. Barbara Kos Says:

    Proszę przyjąć wyrazy szacunku i mojego prawdziwie niekłamanego podziwu. Wszak nie każdej udaje się ująć w karby swojego utracjusza – który to utracjusz będzie zapewniał o swojej wdzięczności i miłości dozgonnej.
    Brawo Pani Aniu.
    Pozdrawiam serdecznie☺.

  14. małgosia Says:

    Przepiękna pamiątka z rozlicznych i niezwykle ciekawych, egzotycznych podróży. To ogromna radość, jeśli można dzielić się takimi chwilami z najbliższą osobą. To podwaja nasze doznania, które jakkolwiek piękne pozostawiają jakiś niedosyt, jeśli nie można tych swoich odkryć i olśnień z kimś dzielić. Jako że podróżuję sama (najczęściej, nie każdy ma szczęście mieć swoją Anią, czy swojego Stasia) rzadko zapuszczam się w rejony leżące nieco na uboczu cywilizacji, parki, wąwozy, bezludne (powiedzmy) wyspy. Choć jak pokazuje przykład choćby Martyny Wojciechowskiej jest to możliwe. Dla mnie zatem pozostają metropolie i miasteczka, które uwielbiam odwiedzać. Świątynie, muzea, ruiny, kamienice, pałace, nekropolie – to moje cele. Podobnie, jak Ty nie robię selfie i rzadko też zgadzam się na robienie sobie zdjęć. Nie lubię siebie na zdjęciach, choć po latach szkoda, bo okazuje się, że człowiek był młodszy i jakby ładniejszy niż dziś, a trudno do tego wrócić. Pozdrowienia dla Ani i dla Ciebie też.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Dzięki za miłe słowa :)

      „Metropolie i miasteczka, które uwielbiam odwiedzać. Świątynie, muzea, ruiny, kamienice, pałace, nekropolie…”
      – to zwiedzając Europę musisz się czuć jak w raju, bo tam tego wszystkiego nie brakuje :)
      Byłem ostatnio w Hiszpanii – głównie w Andaluzji – i był to dla mnie wspaniały czas, a spędzaliśmy go głównie w miastach: Sewilla, Grenada, Toledo, Kordoba, Salamanca, Segovia… Architektura, historia, sztuka – to było fascynujące, mnóstwo przeżyć i wrażeń.

      Ja bardzo lubię zwiedzać Stary Kontynent, mimo że chyba jednak bliżej mi do Natury – Przestrzeni, Krajobrazu, Przyrody – to dlatego (z kolei) Amerykański Zachód jest dla mnie poniekąd rajem ;)
      A jeśli nie rajem, to na pewno rejonem świata, który bardzo lubię.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: