SEKS W ŚWIĄTYNI (erotyczny splendor Kadżuraho)

*

*

„To jedyny kraj, w którym spółkowanie nie jest występkiem, lecz warunkiem trwania w przyzwoitości”.
(Mircea Eliade o Indiach)

*

Kiedy przechadzałem się pośród niezwykłych świątyń Kadżuraho, uświadomiłem sobie to, jak niewiele wiem o prawdziwym znaczeniu tych pysznych erotycznych rzeźb, które tysiąc lat temu wyczarowali tu z kamienia jacyś anonimowi artyści. Mimo, że z ponad 80 pokrytych rzeźbami świątyń pozostało zaledwie 25, to jednak w niczym nie umniejsza to wrażenia bogactwa i obfitości tej wyrytej w piaskowcu sztuki. Tysiące posążków, w które zaklęto Indie sprzed millenium. Obecność nie do końca uświadomionych bóstw. Strzelające w niebo sikhary, wyrażające – niczym falliczne symbole linga skryte w ich wnętrzach – witalność ludzkiej natury.
Erotyka stanowi zaledwie część tematyki wszystkich rzeźb Kadżuraho, ale jednak niemal wszyscy odwiedzający to miejsce wpatrują się z większą uwagą w tę wykutą w skale Kamasutrę, niż w scenki rodzajowe odtwarzające powszednie życie mieszkańców okolicznych wiosek i miast, dworów i klasztorów, jakie rozgrywało się za czasów dynastii Czandela, kiedy to świątynie owe powstały. Trudno się dziwić: nigdzie indziej na świecie nie miała miejsce taka eksplozja erotyki w rzeźbie; nigdzie indziej na tak wielką skalę nie łączono sakralności z seksem.

Żadne z zasłyszanych na miejscu wyjaśnień co do sensu owego fenomenu nie mogło mnie zadowolić. Kilka zabrzamiało wręcz absurdalnie. A to – mówiono – zabezpieczano w ten sposób świątynie przed piorunami (takie decorum pozyskujące przychylność bóstw i gwarancję ochrony przed destrukcyjnymi siłami przyrody); to znów uważano, iż te rzeźbione pozycje były jakby podręcznikiem seksu dla wchodzących w życie, a szkolących się przy świątyniach, młodych braminów…
Jednakże wszystkie te teorie pod względem humorystyki przebiła ta, wedle której seksualne wygibasy posążkow są niczym innym jak sugestią, iż tak naprawdę ów seks jest sposobem praktykowania… wstrzemięźliwości, a to ze względu na kontarast gorących uścisków z pozbawionym emocji wyrazem twarzy spółkujących. (Czy jednak ktoś z twórców owego konceptu słyszał o kamiennym obliczu? To akurat nie jest tutaj prawdą – wystarczy spojrzeć na zmysłowość i ekspresję wypisaną nie tylko na pupach i biuście tych wszystkich świątynnych nimf i kurtyzan, ale również na kamiennych fizys zwierząt, wśród których uśmiechają się nawet… słonie, o małpach nie wspominając!)

Panuje jednakże powszechna zgoda, że owe erotyczne parady przedstawiają sceny z zaślubin boga Siwy z Parvati, uosabiającą boską kobiecą moc (shakti), i są niczym innym jak tantryczną manifastacją potęgi i znaczenia seksu w kreacji, nie tylko ludzkiej, ale i kosmicznej – twórcza siła boskości miała bowiem charakter seksualny. (Świat, który powstał podczas stosunku seksualnego bogów, to jeden z motywów hinduskiej kosmogonii.)
Wiąże się to wszystko z obecną w Hinduiźmie tendencją do sakralizacji seksu – uznania prokreacji za jeden z głównych aspektów egzystencji. Szła za tym religijna konfirmacja przyjemności i poszukiwanie rozkoszy (kama), jako jednego z trzech głównych celów życia, obok dotrzymywania praktyk religijnych (dharma) i uczciwego bogacenia się (artha). Mimo więc istnienia mocnych inklinacji ascetycznych i purytańskich, tworzyły się również sekty, w których stosunki seksualne stawały się wręcz elementem religijnego rytuału. Stąd tylko krok dzielił ich od sakralnych orgii, które miały również na celu zdobycie jakiejś nadnaturalnej mocy. Działo się tak nie tylko w hinduiźmie, ale i w buddyźmie.

Jak pisze Arthur Basham w swoich monumentalnych „Indiach”: „W obrzędach seksualnych tantrycznego buddyzmu anulowano wszelkie rodzaje tabu. Dozwolone było nawet kazirodztwo, gdyż to, co było grzechem dla człowieka pogrążonego w niewiedzy, stawało się cnotą dla wtajemniczonego. Podczas tantrycznych sabatów pito alkohol, spożywano mięso, zabijano zwierzęta, a czasem nawet istoty ludzkie – dozwolone były wszelkie występki, jakie tylko można sobie było wyobrazić. Wszystko to jednak odbywało się pod ścisłą kontrolą i dostępne było tylko dla ludzi wtajemniczonych w święte obrzędy. Podobnie jak tantryści bengalscy w późniejszych czasach, wyzanawcy wadzrajany mogli być w codziennym życiu zupełnie normalnymi ludźmi, okresowa rozpusta sakralna stanowiła jakby katharsis dla ich złych skłonności psychologicznych i mogła im rzeczywiście pomagać w prowadzeniu godziwego w ich pojęciu życia”.

Podobne zachowania spotykamy w innych kulturach (sabaty, dionizje, bachanalia), ale zawsze stanowiły one raczej margines, i błędem byłoby kojarzyć te ekscesy z głównymi nurtami życia społecznego i religijnego. Także w Kadżuraho interpretacja tych wszystkich erotycznych wątków jakie ukazują rzeźby, nie powinna iść aż tak daleko. To, co widoczne gołym okiem jest po prostu tym, czym jest, czyli pełną artyzmu, gracji i humoru gloryfikacją sił witalnych, piękna kobiecego ciała i męskiej potencji, jako siły ważnej w stwarzaniu i rządzeniu światem. Sądząc po efektach ich pracy, rzeźbiarze musieli po prostu odczuwać radość wyczarowując z bezdusznego i zimnego kamienia te jakże wdzięczne, emanujące gorącą namiętnością ciała kobiet i mężczyzn łączące się w odwiecznym rytuale płciowej atrakcji i przedłużania życia.

Oczywiście, że wiele z pozycji ukazanych na ścianach świątyń w Kadżuraho ma walor wręcz akrobatyczny, zdarzają sie motywy zoofilne, nie brakuje też bestiarium, ale ma to według mnie charakter bardziej estetyczny niż wyuzdany czy orgiastyczny, jest też nasycone sporą dawką humoru – i jako takie winno być postrzegane… No, chyba że ma się mocno purytańskie zacięcie, tudzież jest się wypełnionym po brzegi pruderią, niczym owi brytyjscy odkrywcy, którzy w pierwszej połowie XIX-go wieku natknęli się na te zagubione w dżungli Madyah Pradesh światynie i pozostawili po sobie zdegustowane komentarze traktujące o „dzikiej rozwiązłości”, jaką ich zdaniem ukazywały rzeźby.
Sądząc po reakcjach współczesnych turystów, mentalność purytańska jest raczej w odwrocie. Nikt się nie oburza, nie gorszy, nikogo to nie szokuje… Cóż, większość odwiedzających to miejsce przybyszów traktuje je jako kolejną turystyczną atrakcję, jakich w Indiach wiele.
Czyżby to skutek przesycenia dzisiejszej pop-kultury seksem? A może, po prostu – wśród natłoku wrażeń – straciliśmy umiejętność patrzenia na takie kulturowe unikaty, jak te cudowne erotyczne rzeźby w Kadżuraho? Kto powiedział, że kamienia nie można obdarzyć sex-appealem ?

*  *  *

( © ZDJĘCIA WŁASNE )

Więcej zdjęć świątyń w indyjskim Kadżuraho zobaczyć można w BRULIONIE PODRÓŻNYM (ilustrowanym) .

Natomiast więcej o Indiach przeczytać można w  ZAPISKACH INDYJSKICH .

Advertisements

komentarzy 75 to “SEKS W ŚWIĄTYNI (erotyczny splendor Kadżuraho)”

  1. miziol Says:

    Troche to taka starozytna pornografia chociaz tworzona z innymi intencjami niz wspolczesna. A w ogole seks ma w tamtych stronach inne znaczenie. Jako akt zespolenia i jednosci jest najwyzszym stopniem dawania milosci i moze byc bardzo dobrze wykorzystany do budowania dobrej karmy. Teoretycznie. W praktyce roznie to bywa, jak to miedzy ludzmi :-)

    • Logos Amicus Says:

      Miziole, użyłeś słowa „pornografia” a przecież wiesz, że o to, czym jest pornografia, można się spierać bez końca i nie dojść w końcu do żadnego, że tak się wyrażę, konsensusu.
      Dobrze, że dodałeś też to „trochę”, przez co Twoje spostrzeżenie nie zabrzmiało radykalnie.
      Ale… musisz przyznać, seks ważny jest w naszym życiu, nieprawdaż? Ważny jest także dla ludzi religijnych, choć bardzo często wypierają oni z siebie tę świadomość.

      A jeśli chodzi o naszą tradycję religijną?
      Niby nasze kościoły są odseksualnione, a i tak Eros się do nich zakrada (najczęściej w jakimś mylącym albo zastępczym przebraniu), nie wspominając o „sługach bożych”, a nawet samych księżach, których niekiedy seks dopada z najmniej spodziewanej (dla nas, a czasami i dla nich) strony.

      • miziol Says:

        Seks ma kolosalne znaczenie w naszym zyciu! Mowie to jako mezczyzna, oczywiscie. Kobiety niech mowia za siebie :-) Dlatego tyle zwiazanych z nim rytualow w roznych religiach swiata i tyle zwiazanych z nim tabu. Na drugim miejscu postawil bym jedzenie i picie i wszystkie rytualy zwiazane ze spozywaniem swietych lub magicznych pokarmow i napojow. Atawizm. Widac jak malo odbieglismy od naszych zwierzecych braci. Podstawowe instynkty zajmuja najwiecej naszej energii. Przetrwac i przekazac dalej swoje geny. Reszta to tylko kulturowa otoczka.

      • Logos Amicus Says:

        Czy aby na pewno jesteśmy TYLKO przekaźnikiem owego „samolubnego genu”?

    • Krystyna Waniczek Says:

      Wspaniały tekst i dobre spostrzeżenia. Podoba mi się podejście do życia starożytnych :) Pozdrawiam!

  2. Torlin Says:

    Ja wiem, że to brzmi strasznie (i banalnie), ale człowiek powstał po to, aby dać życie następnym pokoleniom. Reszta to nasze „pole manewru”.

    • Logos Amicus Says:

      Torlinie, a dlaczego „strasznie”?
      A może „powstał” jeszcze do czegoś innego?
      No i nie wiem – podobają Ci się te rzeźby, czy nie?
      I co Ty o nich sądzisz… tak wogóle? :)

      • Torlin Says:

        Podobają mi się jako obiekty zabytkowe, związane to jest troszeczkę z moim magicznym myśleniem (to jest jak z opowiadaniem „Kameleon” Czechowa – to jest pies generała, to nie jest pies generała; ta świątynia jest z XIV wieku – cudowna, nie, ona jest z początku XX – eeeeeeeeee, taka sobie), ale nie mają one w moim umyśle (rozumie) żadnego związku z seksem.

      • Logos Amicus Says:

        Sztuka sakralna zazwyczaj jest związana z myśleniem magicznym, a unikalność Kadżuraho polega głownie na tym, że tam to wszystko jest jeszcze związane (w sposób otwarty i dosłowny/obrazowy) z seksem.

        „…ale nie mają one w moim umyśle (rozumie) żadnego związku z seksem.”
        Muszę przyznać, że tym stwierdzeniem trochę mnie Torlinie „zażyłeś” :)

      • Torlin Says:

        Odpowiem Ci na przykładzie, tak samo aseksualna jest kobieta karmiąca dziecko, rodząca czy będąca u ginekologa. W Wiki pod hasłem „Stulejka” masz stojącego członka, wątpię, aby mógł kogokolwiek podniecić. Tak samo traktuję te rzeźby, przedstawiają one sceny erotyczne, ale dla mnie mogłyby grać w szachy.

      • Logos Amicus Says:

        Torlinie, tym swoim stwierdzeniem: “…ale nie mają one w moim umyśle (rozumie) żadnego związku z seksem” spowodowałeś u mnie konsternację, bo patrząc na te rzeźby „rozumowo” nie sposób zaprzeczyć, że mają one jednak związek z seksem. No jakże by inaczej!?
        Inną sprawą jest już natomiast to, czy TY odczuwasz ich erotykę. Rozmumiem, że nie odczuwasz – i tak teraz pojmuję Twoje stwierdzenie. Może więc po prostu nie wyraziłeś się ściśle (a ja jednak lubię – jak się okazuje – ścisłość i niejaką precyzję w wysławianiu się pisemnym ;) )

        Oczywiście, że jeśli chodzi o mnie, to owe figurki także i mnie nie podniecają seksualnie (nie wspominając już o samej erekcji ;) ), ale jednak nie mogę zaprzeczyć, że oddziaływuje na mnie ich… erotyczna aura. Jednakże przyznaję, że bardziej ma to charakter estetyczny, niż fizjologiczny.

        PS. Nie przesadzaj Torlinie: porównywać erotykę rzeźb Kadżuraho do aseksualności gry w szachy? :)

        PS2. Zważ także, że gwałty zdarzały się także w gabinetach ginekologów. Sporo jednak zależy od temperamentu seksualnego, jaki się posiada. I od samego charakteru popędu płciowego.

  3. Sarna Says:

    Piszesz, że „niemal wszyscy odwiedzający to miejsce wpatrują się z większą uwagą w tę wykutą w skale Kamasutrę, niż w scenki rodzajowe” i , że „sądząc po reakcjach współczesnych turystów, mentalność purytańska jest raczej w odwrocie”. Może i tak (oby), ale można też spojrzeć na to odwrotnie, skoro „te” scenki głównie ich interesują. Może to właśnie owym podglądactwem, pod eleganckim szyldem „kultura”, próbują sobie powetować purytańską życiową ascezę, a jawnym, nieskrepowanym przyglądaniem się w otoczeniu grupy chcą dać dowód innym (a może głównie sobie) swojej otwartości na sprawy seksu? O seksie mówią wszyscy, ale większość poprzestaje tylko na mówieniu, bo przeszkadzają im w nim owe purytańskie zasady. Jak to ostatnio leciało w kabarecie ? By w życiu nie żałować nie wystarczy tylko żyć, powinno się jeszcze się wyżyć. Może prymitywne, ale mi pasuje :)

    Poza tym pytasz „Kto powiedział, że kamienia nie można obdarzyć sex-appealem ?” A można? Wg mnie sexapil to nie tyle sprawa fizyczności, co osobowości, stylu, wdzięku, czegoś nieokreślonego co drażni zmysły, ale nie potrafimy tego zdefiniować, tym bardziej wykuć w kamieniu. No chyba, że go skropisz feromonami :))
    Skoro to miejsce uchodzi za wielką sztukę to zapewne nią jest. Nawet w to nie wątpię, nie wiem tylko czy na podstawie samej fotografii mogę powiedzieć, że to jest piękne w moim odczuciu ( zbyt duży tłok jak na mój gust) . Na pewno jest imponujące. Zwłaszcza jak sobie uświadomimy, że za liczbą tych rzeźb stali konkretni ludzie.
    Fenomenem jest kraj, gdzie chyba wszyscy byli artystami rzeźbiarzami. Zachwycają mnie misterne koronki gzymsów wieńczących i międzypiętrowych. Gdybym mogła wybrać sobie zawód w kolejnym życiu :) to chciałbym być architektem żyjącym w czasach starożytnych.
    Na tych wyrzeźbionych scenkach widoczny jest nie tylko wolny swawolny seks, ale też i hipokryzja purytańskich zachowań. Zobacz ile tam odkrytych biustów i łon, a zakrytych dłońmi oczu. Może jednak nie do końca byli przekonani, że postępują właściwie.
    Przy scence zoofilnej jest już nie tylko zakrycie oczu ale i nawet odwrócenie głowy, a spółkowanie trwa w najlepsze :) To tak jakby mówili, że wiedzą, co czynić każe rozum, ale instynkty są silniejsze. Właściwie jakie to spółkowanie skoro bez porozumienia z drga stroną? To chyba spółka z o.o. :)

    Jest jeszcze coś, a dotyczy tego samego tematu na innym bloogu i toczonego tam przez Ciebie sporu :) o wielką sztukę. Zastanawiam się, co decyduje o tym, że coś nią jest? Bo czasami wystarczy samo założenie że stworzę coś, co z góry jest założeniem artystycznym i jest nią już w chwili powstania, a czasami zwykłe przedmioty użytkowe (np. meble gdańskie, inkrustowana broń, kilimy wawelskie, kobierce perskie etc.), budynki i budowle (fontanny, piramidy, zamki itp.) z upływem wieków zostają nimi okrzyknięte przez potomnych. Nawet w literaturze i malarstwie coś powstaje i jest niezauważone albo krytykowane, a zostaje okrzyknięte wielką sztuką po śmierci autora i na aukcjach koneserzy i muzea toczą o nie boje.
    Nie rozumiem o co chodzi z cytatem wieńczącym Twój artykuł. Zakładam, że koro go przytaczasz to się z nim zgadzasz? Poważnie? Sądzisz, że w innych krajach spółkowanie jest traktowane jak występek i nieprzyzwoitość? No chyba, że autor myślał o publicznym, ale zapomniał dodać to słowo :)

    PS Zazdroszczę Ci możliwości poznawania świata poprzez podróże kilka razy w roku, choć nie wiem czy to dobry pomysł taka zamiana zimy na lato. Uważam, że zima ma swoje uroki, trwa zaledwie chwilę i powinno się ten czas przeznaczyć na delektowanie jej urodą i możliwościami jakie stwarza tj. sporty zimowe, kuligi, spacery, czytanie książek, spotkania z przyjaciółmi, na które zwykle brakuje nam czasu latem bo wszyscy podróżujemy. Każdy ma zegar biologiczny ukształtowany przez środowisko w którym wyrósł. Ja dla zachowania zdrowia psychicznego )) muszę mieć wszystkie 4 pory roku i koniecznie w kolejności wiosna, lato, jesień, zima :)

    pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Sarno, poruszyłaś wiele wątków i to dość od siebie odległych, może więc – gwoli jasności – zajmę się nimi, tak nieco może w… rozproszeniu, ale i systematycznie ;) :

      – Nie wydaje mi się, że „o seksie mówią wszyscy”. Wielu ludzi spycha ten temat gdzieś do własnego… „podziemia”. Nie dlatego, że seks ich nie interesuje. Czasem przyczyna jest wręcz odwrotna: unikają mówienia o seksie, bo jest on dla nich w głębi czymś bardzo istotnym, tylko że w jakiś sposób zrepresjonowanym, albo po prostu przynależy on u nich do sfery bardzo intymnej, z którą nie chcą wychodzić w świat. Ja to wszystko rozumiem, ale kiedy przeradza się to w pruderię, to gotów jestem to uznać za pewne… zakłamanie (również siebie samego).

      – Oczywiście, że w kamieniu oddać można sex-appeal, tak samo jak piękno ludzkiego ciała. Świadczą o tym choćby rzeźby Michała Anioła, Rodina, Canovy, Berniniego… i wielu, wielu innych artystów (takich rzeźb istnieje całe mnóstwo).

      – Kadżuraho imponuje, to prawda. Nie tylko tymi erotycznymi rzeźbami.
      Wspominasz o misternej robocie koronkowych gzymsów. Szkoda, że nie widziałaś koronkowych fasad budynków w Radżastanie (np. w forcie Jaisalmer). To jest dopiero coś niesamowitego. Postaram się to kiedyś na którejś z moich stron pokazać.

      – Uważasz, że te zakryte dłońmi oczy albo poodwracane głowy rzeźbionych figurek to przejaw hipokryzji? Nie jestem pewien. A może jednak lekkiego wstydu? Czy wstyd, zażenowanie muszą być koniecznie przejawem hipokryzji? A może to jest wstyd udawany? Przecież w grze wstępnej kobieta często udaje, że się wstydzi, albo że się opiera ;) Czasem podsyca to tylko ogień, który zaczyna się palić w piecu ;) Poza tym: wydaje mi się, że za pomocą tych gestów przemycono do owych rzeźb humor, (który przydaje im czegoś… ludzkiego, obdarza pewnym ciepłem, a nawet ironią.)

      – Piszesz: „Spółka z o.o.” wskazując na sceny zoo-filne. Dobre :)
      Oczywiście, że takie spółkowanie jest pozbawione rozumności, że to ma coś z absurdu. Wszak sam mistrz Mleczko narysował kiedyś obrazek, na którym bodajże słoń pokrywa żyrafę, podpisując go: „Obywatelu! Nie pieprz bez sensu!” Tym bardziej bez sensu jest, kiedy człowiek chce pokryć klacz albo… owcę. Chciaż praktykujący to baca miałby zapewne jakieś usprawiedliwienie ;)

      – Co to jest wielka sztuka? Ooo, to temat na rozprawę całą! I wart, by zająć się nim osobno.

      – Autorem cytatu o Indiach, będącym niejako mottem tego wpisu, jest Mircea Eliade, jeden z najwybitniejszych religioznawców i kulturoznawców XX wieku. Spędził on w Indiach ładnych parę lat swojego życia, studiując tam sanskryt i filozfię indyjską, (przed moją podróżą do Indii czytałem jego „Dziennik indyjski” oraz „Moje życie” ). Podróżował on także po całym świecie, badając religie różnych, często bardzo od siebie odległych, kultur. Dlaczego więc miałbym się nie zgadzać z tak wybitnym naukowcem i badaczem, kiedy pisze on o Indiach, że “to jedyny kraj, w którym spółkowanie nie jest występkiem, lecz warunkiem trwania w przyzwoitości”? Istnieją chyba podstawy, żeby mu wierzyć. Gdybym się z nim (pod tym względem) nie zgadzał, to czy nie byłoby to czystym zarozumialstwem, a może i arogancją? Przecież jego wiedza o Indiach jest nieporównanie pełniejsza i głębsza, niż moja.
      A tak a propos – zadajmy sobie sami to pytanie: czy w głębi duszy nie mamy poczucia, że „spółkowanie jest występkiem i nieprzyzwoitością”?
      Niestety, tak odczuwa większość ludzi wychowanych w naszym kręgu kulturowym – w chrześcijaństwie, czyli w religii, która bardzo mocno seks zrepresjonowała, zaszczepiając nam poczucie winy, które prawie wszyscy doskonale pamiętamy, zwłaszcza z okresu naszego dojrzewania, kiedy zaczęły buzować w nas hormony, a nasze głowy wypełniały się „kudłatymi” myślami. Nie zastanawiało Cię to dlaczego tak często seks określano u nas jako coś brudnego, skażonego, jako „świntuszenie”?

      Pozdrawiam

  4. Sarna Says:

    oj! oj! :)
    Po pierwsze udawanie wstydu to jednak hipokryzja, zresztą jak wszystko co jest udawaniem, zaklamaniem.
    Po drugie nie przekonasz mnie co do sexapilu. Żadna z przywołanych przez Ciebie rzeźb nie przyprawiła Cię o taki dreszcz podniecenia i nie trwa on do dziś :) jak dotyk Pani Walach.
    Po trzecie zapamiętam obietnicę o koronkach Radżastanu.
    Po czwarte, co to za odpowiedź ? W kwestii cytatu tj. „chyba istnieją powody” albo przekonanie, że skoro mówi to on, to wie co mówi. Pytałam czy wiesz o czym on mówi i czy się z tym zgadzasz? A żeby się zgodzić lub nie, trzeba w wiedzieć z czym, a nie przytakiwać tylko dlatego, że to mówi autorytet (tu mnie kompletnie tym razem zaskoczyłeś). Wiesz ile było np. myśli i teorii ekonomii i ilu jej prekursorów? A wszyscy byli autorytetami, dopóki nie przyszedł nowy i nie wymyślił, a nawet potwierdził badaniami czegoś nowszego.
    Po piąte, nie uważam, że spółkowanie jest występkiem i nieprzyzwoitością o ile odnosi się do ludzi dorosłych i odpowiedzialnych za swoje czyny. A świntuszenie jest fajne, polecam )))
    Przypomniał mi się Mleczko, więc może wystarczy.
    pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Moje odczucie pokrywało się ze stwierdzeniem Eliadego. Dlatego posłużyłem się jego słowami jako mottem do mojego tekstu. Uznałem też (jest to dla mnie oczywistość), że jego wiedza o Indiach jest bez porównania bardziej rozległa i bogatsza od mojej.
      To nie jest jednak sprawa uległości wobec autorytetu. Do tzw. „autorytetów” podchodzę sceptycznie, i jeśli coś nie zgadza się z moim przekonaniem (intuicją, odczuciem), to nie przyjmuję (wbrew sobie) żadnej takiej opinii, nawet jeśli poparta jest ona jakimś „autorytetem”.

  5. grinuva Says:

    „…okresowa rozpusta sakralna stanowiła jakby katharsis dla ich złych skłonności psychologicznych i mogła im rzeczywiście pomagać…” przemawia do mnie i chętnie potwierdziłabym to :)
    Ta kultura zawsze mnie nęciła zdrowym ciepłem.
    Jednak moje przyzwyczajenie do czterech pór roku stało sie juz chyba naturalne (o ile może być przyzwyczajenie nienaturalne;)
    Do zwiedzania niewątpliwie – wspaniałości.

    • Logos Amicus Says:

      Piszesz: ” ‚…okresowa rozpusta sakralna stanowiła jakby katharsis dla ich złych skłonności psychologicznych i mogła im rzeczywiście pomagać…’ przemawia do mnie i chętnie potwierdziłabym to.”

      Zdajesz sobie grinuva sprawę, że jest to w ustach kobiety wyznanie cokolwiek ryzykowne, prawda? :)

      • grinuva Says:

        Tak ryzykowne, cokolwiek. Zdaję sobie sprawę Logosie Amicusie. A Ty nie lubisz ryzykować? Przecież robisz to udostępniając swój blog niepowołanym osobom, prawda? ;)

      • Logos Amicus Says:

        Ale czym ryzykuję prowadząc bloga?
        I co to znaczy „niepowołanym osobom”?
        Nie do końca to rozumiem

  6. Jula Says:

    Czyżby było nawiązanie do Walentego?… ;)))))))
    Historia Walentynek, podobnie jak dzieje większości obchodzonych przez nas świąt, wywodzi się z prastarego, pogańskiego zwyczaju, który następnie został zaadaptowany przez chrześcijaństwo.
    W starożytnym Rzymie dzień 14 lutego był wigilią Lupercaliów – świąt ku czci Fauna – bożka płodności, mitycznego opiekuna trzód i zbiorów. Święto płodności tzw. Lupercalia obchodzono 15 lutego.
    Również w dawnej kulturze słowiańskiej obchodzono święto miłości i płodności. Była to Noc Świętojańska, obchodzona z 23 na 24 czerwca, zwana wcześniej Nocą Kupały.
    Święto to sięga głęboko w obyczaje słowiańskie, ale zawiera też pierwiastki celtyckie, germańskie i indoeuropejskie.

    Przesyłam nieco spóznione Serduszko Walentego ;)))))))
    …………………………………………………………
    ………..*..*..*………….*..*..* …………………
    ……*……………..*..*……………..* ……………
    ….*…………………*…………. …….* ………….
    …*………………….. …………………*………….
    …..*…………………….*…*…. …….*……* ….
    …….*………………..*……….. .. *…………*…
    ……….*………………*………. ..*………. ..* …
    …………..*…………… *.. ..*…….. …..* ……..
    ……………….*……………*…. ………*…………
    ……………………….*………….*.*……………..

    Pozdrawiam wszystkich !…
    W starozytności, człowiek był bliżej przyrody, natury… i religia też ;D

    • Logos Amicus Says:

      Ech Jula, co ja z Tobą mam! :)
      Za serduszko oczywiście dziękuję, ale jednak tematyka tego wpisu nie była w moim zamyśle nawiązaniem do Walentynek (ani tym bardziej do Świętego Walentego ;) )
      Szkoda, że nic nie napisałaś o tym, jak Ty odbierasz te rzeźby z Kadżuraho.

      • Jula Says:

        Odbieram tak, jak wszystkie starożytne rzezby np. greckie, rzymskie, które nawiązują poprzez swój erotyzm do życia, do przyrody i religia w starozytności, też była bliżej przrody. ;D
        Religia była ściśle związana z przyrodą, zreszta jak ktoś bardziej naukowo będzie chciał podejśc do narodziń Chrystusa, to dowie się, że ta data ma zawiązek z innym świętem w starożytnym Rzymie, zaadoptowanym na potrzeby nowej religii. ;) Zwłaszcza, że wtedy było 10 a nie 12 miesięcy !…

        A rzezby ze starozytności też traktuja seks w sposób zgoła inny niz w średniowieczu . A kult „Fallusa”? i etc…

        Świat starożytny może i by mi się podobał, gdyby kobieta nie była traktowana przedmiotowo, np. w starożytnej grecji w małżeństwie np. w Sparcie, jeżeli genetycznie była dobra, bez wad ;))), tzn. mogła rodzić zdrowe dzieci, to była użyczana przez męża innym zdrowym obywatelom ;)
        Tam nie było prostytucji. Bo każdy mężczyzna mógł mieć kobietę, kiedy chciał, czyjąś żonę za zgodą, czy raczej na polecenie jej własnego męża .
        Natomiast jak była chora, nieplodna, to była zabijana.

        W innych miastach mężatki i zwykłe prostytuki miały przychlapane, natomiast „Hetery”, różna jest teraz znaczenie tego słowa, nie?…
        To były kobiety „wykształcone” w każdej dziedzinie, mogły się cieszyć seksem do woli i dyskutować na różne uczone tematy z mężczyznami :D
        No cóż, w pózniejszych czasach były to faworyty, „gejsze” a teraz „luksusowe prostytutki, utrzymanki ” :)

        Kobieta grecka seks mogła uprawiać z własnym mężem, w pozycji od tyłu, czyli absolutnie ta poza nie pozwalała na uczoną dyskusję w nocy! hahaha..
        Dopiero w chrześcijaństwie była pozycja „po bożemu” ;)

        W kulturze Hellenistycznej pełno jest tych rysuneczków, na dzbanach, na mozaikach!

        Pozdrawiam, czyli temat stary, jak świat, a raczej, jak życie ludzkie! PA!

        PS.
        Żeby nalezycie odbierać inna kulturę, trzeba się trochę zapoznać z jej genezą, prawda?…

      • Logos Amicus Says:

        Jula, Twój wykład porusza wiele wątków, nie wszystkie jednak wiążą się z tematem wpisu (np. ten o roli i znaczeniu kobiety w starożytnej Europie, które jednak było inne, niż w kulturach indyjskich, gdzie kobieta miała miejsce wyjątkowe, a w niektórych przypadkach wręcz uprzywilejowane.)
        Tak skaczesz trochę z tematu na temat, więc nie wiadomo na czym się skupić.

        Może więc tylko parę dygresji.
        1. Piszesz: „Kobieta grecka seks mogła uprawiać z własnym mężem, w pozycji od tyłu, czyli absolutnie ta poza nie pozwalała na uczoną dyskusję w nocy!”
        – A czy Twoim zdaniem pozycja „po bożemu” pozwala na „uczoną dyskusję w nocy”? :)

        2. Piszesz: „Żeby nalezycie odbierać inna kulturę, trzeba się trochę zapoznać z jej genezą, prawda?…”
        – Prawda! :)

        Dziękuję i pozdrawiam!

  7. magamara Says:

    Indyjska rzezba, wcale niekoniecznie z Kadżuraho, jest szalenie pociagajaca. Naprawde imponujaca jest ta niezwykla zmyslowosc i artyzm ruchu!

    Zreszta Kadżuraho nie jest wcale przypadkiem odosobnionym, bo podobne kamasutrowe scenki maja na swoich swiatyniach np. dzinisci z Ranakpuru w Radzastanie. Pamietam, ze zostalismy nawet zaproszeni na kolacje do jednego z braminow, ktory chcial wyjasnic, dlaczego indyjskie swiatynie pokryte sa wizerunkami demonow i czesto wlasnie kopulujacych par. Jego wytlumaczenie bylo dosc proste, zeby nie powiedziec mocno upraszczajace, wpisujace sie w tony dzisiejszego dydaktyzmu w Indiach – sa po to, by nasycic wzrok, uspokoic mysli, by potem mozna sie w skupieniu oddac modlitwie i bogom.

    Wole Twoje refleksje, Logosie!

    Przy okazji, zapraszam na chwilke do mnie, po odbior nagrody :)
    I przepraszam, ze milcze. Mam nadzieje, ze wybaczysz.
    Mam klopoty zdrowotne, wiec spedzam przy komputerze bardzo malo czasu.

    • Logos Amicus Says:

      Kadżuraho jest jednak ewenementem, jeśli chodzi o tak wielką koncentrację erotycznych rzeźb, nie tylko w Indiach, ale i na całym świecie.
      Podobne motywy spotkałem w różnych miejscach tego kraju, ale nigdy w takiej ilości, nie tak wyrafinowane artystycznie i nie traktujące seksu w tak otwarty, zróżnicowany sposób, jak to jest w świątyniach Czandelów pod Mathurą.

      Ranakpur jest niewątpliwym cudem architektury dżinijskiej (mam na myśli główną swiątynię Adinatha), ale raczej nie ma tam wielu rzeźb erotycznych (jedynie kilka takich widziałem w położonej tuż obok Świątyni Słońca). Lecz jeśli chodzi o misterność dekoracji (1444 wyczarowanych z marmuru kolumn, a każda inna!) to chyba nie ma ona równych sobie… musisz przyznać, prawda? :)
      * * *

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2010/02/kreativbloggeraward1.jpg?w=780

      PS. Magamaro, dziękuję Ci bardzo za wyróżnienie. Nagrodę, jak widzisz ;) , już odebrałem. Sprawiłaś mi nią doprawdy wielką przyjemność :)
      Życzę również szybkiego powrotu do zdrowia (mam nadzieję, że to nic poważnego).

      • magamara Says:

        Tak, absolutnie sie zgadzam. Swiatynia jest przepiekna :-)

        Rzezby ze scenami z Kamasutry pojawia sie, ale nie na tej wielkiej swiatyni, tylko tych mniejszych dookola. I podobnych miejsc z parami czy grupami w najbardziej fikusnych pozach jest wiecej. Kadzuraho jest zdecydowanie najbardziej znane i ma najwieksza skale +liczbe tego typu rzezb.

        Jedna rzecz przyszla mi do glowy odnosnie tytulu: seks, owszem, ale na swiatyni, nie w swiatyni. To zreszta ciekawy kontrast: swiatynie indyjskie na zewnatrz sa pokryte najrozniejszymi rzezbami (ciekawe sa tez rzezby demonow), ale w srodku sa raczej oschle, ascetyczne (oczywiscie poza samym przedstawienien bostwa, ktore tonie w kolorach i kwiatach).

        Ps. Nagroda jak najbardziej zasluzona, moj drogi Panie Esteto! :-)

        Ps. 2. Dziekuje, moj GP rozgryzl zagadke, dostalam magiczna pigulke i wracam powoli do zdrowia :-)

      • Logos Amicus Says:

        „swiatynie indyjskie na zewnatrz sa pokryte najrozniejszymi rzezbami (ciekawe sa tez rzezby demonow), ale w srodku sa raczej oschle, ascetyczne(…)”

        Tak, często przypominają jakąś… grotę lub jaskinię… Najwięcej dekoracji jest na zewnątrz (może przyczyną jest po prostu to, że wewnątrz nie ma zbyt dużo światła?) Chociaż są wyjątki, jak chociażby ta wspomniana przez Ciebie dżinijska świątynia Adinathy w Ranakpur: jej wnętrze jest wprost bajeczne!

        PS. Nie ma to jak magiczna pigułka! ;)

  8. salina Says:

    Doskonały temat „walentynkowy” Amicusie!
    Może tak właśnie należałoby podchodzić do tej „nowej świeckiej tradycji”? Rozpoznając jej uwarunkowania i osobliwości w przebogatym kulturowo świecie a nie poprzez upowszechnianie wszelkich odmian czerwonych serduszek?
    W gruncie rzeczy niewiele mi wiadomo o Indiach, z tym większą ciekawością czytam Twoje „zeznania” jako „naocznego świadka” :)
    Nie wiem czy podobają mi się prezentowane tu rzeźby, chyba tak, ale może to kwestia pociągającej zawsze inności, oryginalności, egzotyki? Żeby być pewną swych odczuć musiałabym widzieć ich więcej i patrzeć dłużej.
    A ja widziałam tylko stojące nieruchomo, naturalnej wielkości rzeźby indyjskich bóstw, w świątyni w Kioto – jak mi mówiono, Japończycy przejęli je od Hindusów i uznali za swoje. Oczywiste, że trudno je nawet porównywać z tymi przez Ciebie prezentowanymi :)

    • Logos Amicus Says:

      Salino, zbieżność tematyczna z Walentynkami raczej przypadkowa (no chyba że to wyszło z mojej podświadomości ;) )

      „…może to kwestia pociągającej zawsze inności, oryginalności, egzotyki?”
      No właśnie. Czy nie zastanowiło Cię to, dlaczego tak ciekawi jesteśmy tych „obcych”, „innych”, „egzotycznych” kultur?
      Może dlatego, że mimo owej „inności” chcemy w nich odnaleźć to, co jest dla nas wszystkich wspólne? I dojść do wniosku, że mimo wszystkich (powierzchownych) różnic, w samej swej istocie (w tym ludzkim rdzeniu) wszyscy jesteśmy jednak tacy sami?

  9. marcinpietraszek.blogspot.com Says:

    rzeźba u góry strony robi na mnie największe wrażenie. fakt, że te kamienie nie są zimne – są gorące! :) niesamowite, że poza seksem, tak doskonale pokazują również towarzyszące mu emocje.

    • Logos Amicus Says:

      I ruch… prawda? I ruch!

      Tych rzeźb jest tam tysiące, więc aby to wszystko stworzyć, należało niewątpliwie zatrudnić przy tym wielu rzeźbiarzy. A wiadomo: artysta artyście nierówny, więc i same rzeźby różnią się od siebie poziomem artyzmu. Obok takich, które zdają się być arcydziełami, znajdziemy również i te bardziej nieporadne, już mniej jakby zachwycające. To było dość ekscytujące zajęcie: wyszukiwać wśród tego natłoku figurek prawdziwe rarytasy. Ale całość też wywiera niesamowite wrażenie.

  10. Kamat Says:

    There is an argument in the modern world that prosperity leads to increased sexual activity. It is possible that in the very prosperous times of ancient India, people were more relaxed and therefore engaged themselves in quenching physical hunger. If indeed these temples represent the social life at the time, we again must be proud of the land of abundance that was India.

    If we concede that these sculptures are completely imaginary, then we must admire the grand imagination of our ancestors! It must have taken enormous talent to sculpt postures that artists never practiced or saw. Many of the sculptures have the artists names carved under them and it is impossible for me to think that these creations were considered vulgar, if the sculptor felt compelled to claim artistic ownership.

    Although Khajuraho is most famous for these sculptures, most Indian temples have them in one form or another. Belur, Halebidu, Somanathupura, and Nugguhalli temples of the Hoysala period have many such beautiful sculptures. The Badami and Banashankari temples of the Chalukya times, and the Vijayanagar temples of Bhatkal, Lepakshi and Hampi have these too. The Meenakshi temple of Madurai and Veeraranarayan temple of Gadag has erotic sculptures on their Gopuram. Ancient Indians thought that the appropriate use of sex was an art. Perhaps that’s why they called pleasure girls as artists. Many of these pleasure girls treated their profession as a form of devotion to God, and refined it as an advanced fine art. If you observe the Khajuraho temples from this perspective, you will notice the real beauty of the sculptures. And then you can’t have enough of it!

  11. Logos Amicus Says:

    I don’t think these sculptures are „completetely imaginary”. So it’s not the grand imagination of the artist that have created them, but their great artistic skills and talent of depicting human body in motion. And I also think, that some of them did practice at least some of the positions ;) or, simply, saw it in erotic depiction somewhere else. Consider that Kamasutra was well known at that time – and was treated as some kind of manual.

    You don’t think that some of the people attending the temples considered these „creations” vulgar?
    I disagree. People’s reactions, when confronted with graphic expressions of sex, are widely different, and were also different at the time these sculptures were created and displayed.
    But I agree that many of these objects of arts are beautiful, not to mention, that they are important artifacts of our World Heritage – and should be treated as artful manifestation of the developments of human civilization.
    UNESCO cannot be wrong! :)

    • Jula Says:

      “UNESCO nie może się mylić! ”

      Myślę, że w starożytnym świecie ludzie podobnie myśleli, bez względu na region. Boginie, bogowie płodności i etc… były wszędzie ;)

      Dobrze, że ten region nie został zdominowany przez chrześcijaństwo, bo inaczej “UNESCO” , nie miałoby co chronić !!! ;D)))

  12. Chihiro Says:

    Po raz pierwszy zgadzam sie kompletnie z Sarna! Cos podobnego! :)
    Nie widze zmyslowosci w rzezbach, ale widze proby oddania owej zmyslowosci – rzezby dzialaja na wyobraznie i mozna sobie wyobrazic po pozach, jakie przyjmuja postacie, po ich gestach, te zmyslowosc. Ale sama zmyslowosc to cos wiecej, to nie nagie cialo, chocby bylo w najbardziej wyzywajacej pozie. To osobowosc, przede wszystkim osobowosc!
    Ja nie odczuwam ani u siebie, ani u moich przyjaciol (no, nie wszystkich) skrepowania jesli chodzi o mowienie o seksie. Nie uwazam, ze to temat tak intymny, iz powinien stanowic tajemnice. Oczywiscie mowienie o seksie w kontekscie osobistym jest bardzo intymne i nie powinno sie tym epatowac, ale sam seks jako seks to temat jak kazdy inny. Negatywny wplyw religii na podejscie ludzi do seksu niestety widze, mowie tu o chrzescijanstwie (nie wspominajac islamu, bo tam sytuacja jest tak skomplikowana, ze chyba nie sposob jej zrozumiec). W kosciele anglikanskim pastorami moga byc takze kobiety, duchowni maja rodziny, wiec tego „sztywniactwa” ksiezy nie ma, widac po lagodnych twarzach i bardziej przyjacielskim, zyczliwym, rozluznionym stosunku do wszystkiego tutejszych duchownych dobroczynny wplyw seksu :)))
    Jeszcze tylko chcialam wspomniec (przepraszam ze wielce chaotyczny komentarz), ze takze w buddyzmie seks wiaze sie silnie z obrzadkami sakralnymi – w Tybecie inicjacja nowego wcielenia Buddy wiaze sie m.in. z rytualnym stosunkiem seksualnym. W Indiach takze w wielu swiatyniach „urzedowaly” prostytuki z kasty nietykalnych, ktorych jedyna misja na zycie bylo dostarczac uslugi spragnionym mnichom, sadhu i innym mezczyznom, ktorzy potrzebowali rozladowania seksualnego.
    PS. A slowo „spolkowanie” wydaje mi sie obrzydliwe i bardzo wulgarne i dziwie sie, ze tlumacz zdecydowal sie na nie.

    • Logos Amicus Says:

      „Po raz pierwszy zgadzam się kompletnie z Sarną! Coś podobnego! :) „

      Wiedziałem, że kobietom łatwo jest dogadać się za naszymi plecami! :)

      „(…) sam seks jako seks to temat jak każdy inny.”
      Naprawdę tak uważasz? Mówienie o seksie to jak mówienie o nowej parze pończoch, o tym co zjadło sie na lunch, albo jak Ci się jeździ nowym samochodem?
      A może mówiąc o seksie zbliżamy się do bardzo intymnej strony naszego Ja, czego nie można powiedzieć o takich tematach jak np. motoryzacja, moda, dieta, sport, zakupy?… Zwłaszcza jeśli rozmawiamy o seksie z osobami nam bliskimi, nie można chyba o tym mówić ot tak sobie, jak choćby o nowych kaloszach ;)

      PS. A dlaczego Chihiro słowo „spółkowanie” wydaje Ci się „obrzydliwe” i „bardzo wulgarne”?
      Zwłaszcza jeśli odnosi się do seksu, czyli, wg Ciebie, do „tematu jak każdy inny”?
      W takim razie jak odnosisz się do tak niezwykle popularnych (w strefie anglojęzycznej) określeń, jak – sorry za tę dosłowność – „fuck” czy „fucking”? Albo w kręgach polskojęzycznych: – sorry again – „pieprzyć”, „pierd….ć”? Wyrażeń, które przecież możemy usłyszeć (i niestety często słyszymy) dosłownie wszędzie? Jak się ma ostrość „fuck” do raczej oględnego „spólkowania”?

  13. Chihiro Says:

    Nie uzywam ani slow „fuck” ani wszelkich odmian „pieprzenia”, nie przeklinam w ogole, wymyka mi sie jedynie „kurcze” i „cholera” (nie mam na mysli „dirty talk”, bo to cos zupelnie innego). Przeklenstwa sa latwa wymowka, by uzyc slow, ktorych odpowiednikow nie chce sie mowiacemu znalezc.
    Naprawde uwazam seks za temat jak kazdy inny – przy czym zaznaczam raz jeszcze, ze chodzi mi o seks jako zagadnienie a nie zbior osobistych dowiadczen. Np. moge przy sniadaniu omawiac praktyki seksualne mlodziezy, o ktorych wyczytalam w jakiejs ankiecie, ale nie bede opowiadac, co robilam poprzedniej nocy z moim ukochanym. Seks jest czyms tak naturalnym jak jedzenie, mycie zebow, czytanie i nie widze powodow, by nie mowic o tym. Tak samo intymne jest mowienie o seksie jako zagadnieniu jak i o literaturze. Niektorym zreszta bardziej intymne wydaje sie odslanianie swojej psychiki niz swojego ciala, bardziej skrepowani sa, by mowic o swych pogladach i uczuciach niz o praktykach seksualnych. Wystarczy poczytac czasem wyznania aktorow, ktorzy mowia, ze trudniejsze bylo dla nich zagranie scen, w ktorych wyrazali rozpacz czy milosc niz uprawiali seks.

  14. Logos Amicus Says:

    Chihiro, ja się nie pytałem się o to, czy używasz przekleństw, tylko zastanowiło mnie to, że słowo „spółkowanie” uznałaś za „obrzydliwe” i „bardzo wulgarne”.
    Może w ten sposób (podświadomie) wyraziłaś to, że również i te rzeźby w Kadżuraho dobierasz podobnie? (Ale to jest już chyba zbyt daleko idąca spekulacja z mojej strony… więc… sorry ;) )

    Ja także nie mam oporów w mówieniu o seksie, ale… muszę byc przekonany, że takich oporów nie ma też osoba, z którą rozmawiam. Gdyż wiem, że nie dla wszystkich seks jest „tematem takim ja wszystkie”. W tym właśnie sensie dla mnie seks nie jest „tematem takie jak wszystkie” i z tego (ale i z innych względów także) dostrzegam różnicę w… np. mówieniu o pozycjach seksalnych a mówieniu o nowym modelu samochodu czy o rajstopach.

    PS. Jeśli chodzi o mnie, to też raczej rzadko przeklinam, ale bardziej z powodów… estetycznych, niż etycznych :)
    Lecz nie jestem także jakimś purystą językowym i uważam, że użycie wulgaryzmów ma niekiedy swój sens i uzasadnienie (i to nie tylko w filmie czy literaturze).
    Pozdrawiam

    PS. Piszesz: „Wystarczy poczytac czasem wyznania aktorow, ktorzy mowia, ze trudniejsze bylo dla nich zagranie scen, w ktorych wyrazali rozpacz czy milosc niz uprawiali seks.” Czy nie oznacza to, że seks im… spowszedniał, że stał się czymś banalnym, niczym zjedzenie kolejnego kotleta? Mniej ważnym, mniej istotnym niż głębokie uczucie? Nie wiążącym się już z takimi uczuciami (reakcjami) „wyższymi”, jak np. miłość czy rozpacz?

    • Chihiro Says:

      Ja tez nie przeklinam z powodow etycznych, skad ten pomysl? Purystka jezykowa takze nie mozna mnie nazwac. Przeklinanie to pojscie na latwizne, a ja sie staram o precyzje jezykowa (i rzadko bywam az tak wsciekla, by przeklenstwa, jak to sie mowi, cisnely mi sie na usta). „Spolkowanie” uwazam za slowo obrzydliwe, bo brzmi mi ohydnie i nie oznacza dla mnie absolutnie nic – ani nic pozytywnego, zwiazanego z miloscia, ani z rozmnazaniem, ani z pozadaniem. Slowo bez znaczenia.

      A rzezby sa piekne i intrygujace, widzialam podobne gdzie indziej w Indiach.

      Oczywiscie, o seksie nie bede rozmawiala z gleboko religijnym muzulmaninem np., ale z nim nie pogadam tez na niby zwykle tematy, takie jak ubrania czy wystawa rzezb sakralnych.

      Odnosnie aktorow: moge tylko spekulowac, bo z zadnym nie rozmawialam osobiscie. Nie sadze, by seks im spowszednial, ale ze traktuje cialo jako narzedzie pracy, bo nim jest. By oddac wiarygodnie akt uprawiania seksu nie trzeba az tak gleboko siegac do wlasnej duszy czy serca, by oddac rozpacz czy milosc, tak sadze. Uczucia jest oddac trudniej, a seks moze sie obywac bez uczucia, przynajmniej na ekranie.

      • Logos Amicus Says:

        Sorry Chihiro, ale jakoś nie daje mi spokoju ten Twój wstręt wobec słowa „spółkowanie”, piszesz bowiem: ” “Spolkowanie” uwazam za slowo obrzydliwe, bo brzmi mi ohydnie i nie oznacza dla mnie absolutnie nic – ani nic pozytywnego, zwiazanego z miloscia, ani z rozmnazaniem, ani z pozadaniem. Slowo bez znaczenia.”

        Dlaczego „bez znaczenia”? Dlaczego „nie związane ani z rozmnażaniem, ani z pożądaniem?”
        Dla mnie to słowo jest dość… zwykłe, neutralne i na pewno nie wulgarne. Zresztą, jakie słowa Ty zaproponowałabyś na określenie tej czynności?

        Na koniec chciałbym jeszcze zacytować to, co na ten temat ma do powiedzenia Wikipedia:

        „Kopulacją (krycie, spółkowanie; ang. mating) nazywa się też sam akt połączenia dwóch osobników pod wpływem pobudzenia płciowego. Spółkowanie nie musi prowadzić do zapłodnienia, a jego celem może być samo szczytowanie. Kopulacja taka, wbrew utartym poglądom, jest zjawiskiem pospolitym nie tylko u ludzi, ale i u zwierząt wyższych, również tej samej płci. W tym znaczeniu właściwsze jest używanie określenia spółkowanie. Przykładem zwierząt, u których występuje nagminnie spółkowanie w celu podtrzymywania więzi społecznych i dla przyjemności, są szympansy bonobo.”

        Czy takie określenia jak „krycie”, „kopulacja”… brzmią wg Ciebie lepiej?

  15. georgeeliot Says:

    Nie wiem, jak to sobie wytłumaczyć, ale te „pyszne erotyczne rzeźby”, jak to określiłeś, od zawsze wywoływały u mnie wielkie zaciekawienie jak do jedynej w swoim rodzaju gry- łamigłówki i podziw jako dzieła sztuki. Natomiast nie działają na wyobraźnię pod kątem erotycznym. W ogóle. Wydaje mi się, że zawierają w sobie całkiem inne przesłanie – być może jakiś zbiór informacji o życiu, mentalności i zachowaniu ziemskich istot. Bo przecież świątynie Kadżuraho zdobią nie tylko te erotyczne rzeźby o całkiem nieerotycznym oddziaływaniu.

    • Logos Amicus Says:

      „Bo przecież świątynie Kadżuraho zdobią nie tylko te erotyczne rzeźby o całkiem nieerotycznym oddziaływaniu.”

      Tak, to prawda. Ja w moim wpisie celowo skupiłem się na tych motywach erotycznych, bo jednak Kadźuraho jest – pod względem nagromadzenia i koncentracji tego typu rzeźb – ewenementem na skalę światową.

      „(…) nie działają na wyobraźnię pod kątem erotycznym.”

      Wiadomo: każdy człowiek (zarówno kobieta, jak i mężczyzna) ma inną wrażliwość, jeśli chodzi o działanie różnych bodźców na jego erotyczną „wyobraźnię”.
      Mnie również te rzeźby nie podniecają seksulanie :) ale bez wątpienia odczuwam w nich wielki ładunek erotyczny ;)

  16. Sarna Says:

    Logosie, seks to dla mnie temat do rozmowy jak każdy inny. I zgadzam się z Chihiro, że spółkowanie brzmi prymitywnie, obrzydliwie i wulgarnie, z wyłączeniem nazewnictwa fachowego, ale myślę, że wówczas mówimy o czystym seksie pozbawionym erotyki, o którym niniejszy wpis chyba nie traktuje?

    Szczerze, wole współczesną, wolną od kompleksów rozpasaną seksualnie młodzież, niż stłamszone, zakompleksione starsze pokolenie spluwające na słowo seks przez ramię, „robiące” dzieci będąc zakryte kołdrą po szyję, nie wiedzące, co to zmysłowość, seksapil, erotyka.

    Dziwne, nasunęło mi się skojarzenie z tymi rzeźbami – tj. może ładni, akuratni, spółkujący, ale czy czujący?

    • Logos Amicus Says:

      “Szczerze, wole współczesną, wolną od kompleksów rozpasaną seksualnie młodzież, niż stłamszone, zakompleksione starsze pokolenie spluwające na słowo seks przez ramię, “robiące” dzieci będąc zakryte kołdrą po szyję, nie wiedzące, co to zmysłowość, seksapil, erotyka.”

      Ja wiem Sarno, że wolisz być bezprudryjna i wyzwolona seksualnie ;) – w przeciwieństwie do “zakompleksionego staszego pokolenia” – nie wiem jednak dlaczego tak leciesz tu “pokoleniowo” właśnie. Tak, jakby starsze pokolenie już z zasady było “zakompleksione seksulanie”. A przecież ludzie, którzy dokonali tzw. rewolucji seksualnej w latach 60-tych, mają teraz po 60 – 70 lat, są dziadkami, pradziadkami, mają siwe włosy i zmarszczki… I wśród nich jest zapewne wielu, którzy w braku pruderii, i w otwartości podejścia do seksu zakasowaliby niejednego z przedstawicieli pokolenia młodzików (wśród których także znaleźć można seksualnie zakompleksionych – jest to bowiem sprawa bardziej związana z charakterem, indywidualnymi skłonnościami człowieka, niż z przynależnością do jakiegoś tam pokolenia.)

      I czy to owo “rozpasanie seksualne” (jak sama się wyraziłaś) dzisiejszej młodzieży jest takie wspaniałe i godne podziwu?
      Ja tam nie chciałbym mieć “rozpasanej seksualnie” córki (ani nawet… żony :) ).

      Niestety, taka ostentacyjna “otwartość” wobec spraw seksualnych, traktowanie seksu jak sportu – albo jak każdą inną aktywność (typu: jazda samochodem, jedzenie, przymierzanie ciuchów) – bez otoczki intymności, bez cienia liryzmu, bez bliższej uwagi dla partnera… to nie jest moja “para kaloszy” (choć przecież do osób niechętnych erotyce, tudzież szalenie wstrzemięźliwych seksualnie raczej się nie zaliczam, jak sama być może zauważyłaś ;) )

      Jeśli mam być szczery, to wcale nie chciałbym aby jakieś „rozpasanie”, zwłaszcza seksualne, przeniknęło do mainstreamu społecznych zachowań, bowiem zwykle prowadzi ono do wulgarności.

      A starsze pokolenie?
      Starsze pokolenie nie jest już tak ekspresyjne i otwarte seksualnie z przyczyn zupełnie naturalnych (bo po prostu z wiekiem aktywność seksualna czlowieka maleje – powody zaś są różne).
      Zresztą… ja tam wcale nie chciałbym patrzeć na szalejącą w miejscu publicznym “wyzwoloną seksualnie” 80-latkę :)
      Ale to sprawa bardziej estetyki niż moralności.

      • Chihiro Says:

        Ale co oznacza owo rozpasanie? Czy mierzy sie je liczba partnerow, stosunkiem do seksu, wyzywajacym zachowaniem? Jak to rozpasanie zdefiniowac?
        Wyzwolenie seksualne nie oznacza i nie musi prowadzic do zadnej wulgarnosci. Ja pod tym terminem rozumiem brak skrepowania jesli chodzi zarowno o rozmawianie o seksie (znajomosc terminologii niewulgarnej, technik itp., jak rowniez dojrzalosc, ktora przejawia sie tym, ze czlowiek nie czerwieni sie, gdy ma powiedziec publicznie slowo „penis”), tolerancje w odniesieniu do cudzych praktyk i preferencji, traktowanie seksu jako cos naturalnego, czegos co praktykuje niemal kazdy dorosly czlowiek (ale tez akceptacja faktu, ze niektorzy maja ochote zyc aseksualnie, tolerancja wobec tzw. „bialych malzenstw”). Absolutnie nie wiaze z tym narzucanie innym wlasnych upodoban i nie traktowanie osob, nie lubiacych pewnych praktyk, jako dziwakow i osob staroswieckich.
        To, co mnie razi bardzo, to narzucanie pseudoswobodnego stosunku do seksu wszystkim, jakie obserwuje w kulturze francuskiej. Razi mnie, ze idac ulica, widze w szybach w kioskach plakaty reklamujace magazyny pornograficzne. Razi mnie element flirtu, jaki pojawia sie w ogromnej wiekszosci rozmow miedzy kobietami a mezczyznami. Razi mnie traktowanie kobiet wystepujacych w tamtejszej TV jako obiekty seksu i – fakt, ze kobiety zgadzaja sie byc tak traktowane! W ekstremalnej formie zreszta takie kuriozum mozna zaobserwowac w telewizji wloskiej. Czy naprawde kobietom pochlebia, jesli sa traktowane jako obiekt seksualny? Czy naprawde cieszy ich wiedza, ze mezczyzni fantazjuja na ich temat? Wedlug mnie nadmierne epatowanie swoja seksualnoscia wynika z jakichs kompleksow i braku poczucia wlasnej wartosci. To tez widzimy u „rozpasanych” nastolatek, nieswiadomych do konca swojej kobiecosci i pragnacych udowodnic sobie, ze skoro koledzy chca z nimi spac, to one musza byc cos warte (bo w mediach obraz kobiety atrakcyjnej = obraz kobiety sukcesu).

  17. Sarna Says:

    ))) od czego by tu zacząć?
    Może od wyjaśnienia, że „wolę” wg mnie ozn. że z dwojga wybieram jedno, choć nie do końca musi mi to odpowiadać. Czasami jest o wybór pomiędzy skrajnościami, na zasadzie że z dwojga złego itp.
    Słuszna uwaga o stereotypowym podejściu do seksu i wieku. Rzeczywiście starsi panowie bywają lepszymi kochankami niż młodzież :)

    Mogę zrozumieć, że wolałbyś aby Twoja córka była skromna i żeby wszystko szło u niej po bożemu, ale żona?
    Czy nie masz wrażenia Logosie, że tym nobliwym oburzeniem na seksualne rozpasanie położyłeś całe przesłanie swojego wpisu? Piszesz : „Niestety, taka ostentacyjna “otwartość” wobec spraw seksualnych, traktowanie seksu jak sportu – albo jak każdą inną aktywność (typu: jazda samochodem, jedzenie, przymierzanie ciuchów) – bez otoczki intymności … „
    Jak w kontekście tych słów jawi ci się twój zachwyt nad podejściem do seksu w Kadżuraho i nad myślą Eliade?

    PS Chihiro w pierwszych 20 linijkach ostatniego komentarza bardzo trafnie oddała to, jak pojmuję rozpasanie.
    To czego nie podzielam w wypowiedzi Chihiro to zdziwienie, że kobietom pochlebiać może fakt, że mężczyźni fantazjują na ich temat. Przyjemna świadomość, tak jak przyjemnością może być flirt z mądrym, kulturalnym mężczyzną.

    PS „…ja tam wcale nie chciałbym patrzeć na szalejącą w miejscu publicznym “wyzwoloną seksualnie” 80-latkę :) „
    Czyli, czytając między wierszami, należy wywieść wniosek, że Twoje niechcenie patrzenia ogranicza się tylko do miejsca publicznego? oJ , oJ! cnotliwa żona dla Ciebie to jakaś kara? ))))

    • Chihiro Says:

      Sarno, oczywiscie, ze czasem kobietom pochlebia mysl, ze mezczyzni fantazjuja na ich temat. Poki zdarza sie to raz na jakis czas i wiesz, ze mezczyzna fantazjuje nie tylko dlatego, ze masz spodniczke ledwo zakrywajaca posladki, szpilki i obcisla koszulke, z ktorej piersi malo nie wyskocza – wszystko jest ok. Kazdy lubi flirtowac od czasu do czasu :) Ale gdy tak we Francji ogladalam „Kolo fortuny” (by cwiczyc francuski) i widzialam, jak w kazdym programie pani od odslaniania literek mizdrzy sie, wypina i slodko potrzasa lokami, mowiac czasem celowo glupoty, i gdy pan prowadzacy niekiedy ja nasladuje (raz posunal sie do tanca na rurze), a obecni mezczyzni (i kobiety!) na widowni klaszcza i smieja sie, to robi mi sie niedobrze.
      Mowie o tego rodzaju seksualizacji: http://latajacapyza.blox.pl/2009/09/Wloska-wideokracja.html

      Piszesz o flircie z kulturalnym, madrym mezczyzna. Tak, to jest przyjemne. Ale nieprzyjemne jest, gdy idziesz ulica, a mezczyzni siedzacy przy kawiarnianych stolikach tasuja cie wzrokiem od gory do dolu, ze pracujacy na budowie gwizdza na twoj widok. Nie wyobrazam sobie, jakiej kobiecie moze cos takiego na okraglo pochlebiac.

    • Logos Amicus Says:

      Sarno,
      ja nie pałam „nobliwym oburzeniem” na seksualne rozpasanie, tylko po prostu napisałem, że „nie chciałbym aby jakieś “rozpasanie”, zwłaszcza seksualne, przeniknęło do mainstreamu społecznych zachowań, bowiem zwykle prowadzi ono do wulgarności.”
      A to jest jednak różnica.
      Poza tym, ja nie pałam żadnym „oburzeniem” na seksualne rozpasanie, tylko nie podzielam Twojej preferencji dla – jak sama się wyraziłaś – „współczesnej, wolnej od kompleksów rozpasanej seksualnie młodzieży.”

      I jeszcze jedno: cytujesz mnie: „…ja tam wcale nie chciałbym patrzeć na szalejącą w miejscu publicznym “wyzwoloną seksualnie” 80-latkę “ , sugerując, że tolerowałbym to samo poza miejscem publicznym.
      Oczywiście, że tak. Może ja sam nie chciałbym aż tak bardzo tego oglądać, ale jeżeli ta 80-latka spotakałaby się z zainteresowaniem jakiegoś amatora jej (matuzalemowych) wdzięków, to… dlaczego nie!? ;) W swojej sypalni – niech sobie szaleje! :) Good for her!
      (Bo jednak rozróżnienie na miejsce prywatne i publiczne istnieje… zwłaszcza jeśli chodzi o naszą aktywność intymną. Seks jednak lepiej jest uprawiać np. w hotelu Pod Różą, niż w biały dzień na krakowskim Rynku :) )
      Czyż nie?

      • Sarna Says:

        „Hotel pod Różą” powiadasz? Ach! wiem Pani Walach grała w tym filmie ))
        Nie wiem czy lepiej :), ale zapewne przyzwoiciej w hotelu Pod Różą. Krakowski Rynek jednak ma swój urok, więc kto wie )))

        Moje preferencje są zgoła inne niż sądzisz. Jestem jak ten dzban, z którego żeby się napić trzeba go objąć. Ale to nie historia na blooga, nudna aż do obrzydzenia ))

        Rety, jaka składnia )) idę spać! dobranoc

  18. lirik Says:

    Hello. And Bye.

  19. z kim pojechac? Says:

    Cześć, szukam kogoś, kto był w Indiach i chce je odwiedzić jeszcze raz.
    Nie mam nikogo z kim mogłabym się tam wybrać. To zbyt niebezpieczne dla młodej kobiety. Macie jakiś pomysł?

  20. TePo Says:

    Pornografia rodzi się w Europie i jest związana z chrześcijaństwem. Stygmatyzacja cielesności i seksualności, która dokonała się głównie za sprawą pism św. Pawła i św. Augustyna, doprowadziła do wyłączenia z przestrzeni publicznej wizerunków ciała i seksu – obecnych i dostępnych wcześniej – jako pornograficznych właśnie.
    Podobny zakaz pojawia sie w islamie później, ale związany jest przede wszystkim z ikonoklazmem. Na tym tle kultury azjatyckie wydają się wyjątkowo „libertyńskie”.

  21. Eugene Says:

    Lingam, stanowiący dla niektórych badaczy szczytowy rozkwit fallizmu, który to Hinduski nosiły z pobożnym upodobaniem na szyi zdawał się być fallosem Greków. Również mężczyźni hinduscy nosili na szyjach małe srebrne wizerunki „Priapów”, dzięki czemu spodziewali się uzyskać siłę i płodność. Zauważono też podobieństwa pomiędzy fallicznymi wyobrażeniami przedstawianymi w „nieprzyzwoitych pozach” w świątyniach Indii, a podobnymi przedmiotami kultu u Egipcjan, Greków, Rzymian i Hebrajczyków. W Indiach istniała wielka różnorodność wyobrażeń lingamicznych, raz miały one formę męskich narządów płciowych, kiedy indziej również narządów obojga płci złączonych, jakby uchwyconych podczas spółkowania. W świątyniach hinduskich istniały całe grupy uprawiające zbiorowo seks sakralny. Słynne hinduskie bajadery były nie tylko prostytutkami na użytek ogółu, ale i postaciami sakralnymi, kapłankami bóstw płodności. W tamtych czasach na ogół wszystkie kobiety traciły cnotę z fallicznym posągiem, zanim posiadł je mąż. Czasem dziewczęta, które nie miały jeszcze stosunku z mężczyzną, poświęcano bogom jako żony.

    Jeśli badacz (lub czytelnik) nie ma pojęcia o hierogamii, wówczas sprowadzi owe zachowania jak nie do prostytucji sakralnej, to do zwykłej rozpusty i rozwiązłości seksualnej kapłanów, co mija się z prawdą. Wszystkie pierwotne religie w swych odległych początkach były bowiem kultami płodności, witalizmu przyrody i człowieka. I choć wyglądają w oczach zwolenników (lub niewolników ascezy) na dowody deprawacji, to są one przede wszystkim naturalnym wyrazem ludzkiego szacunku dla samego życia. Wśród hinduskich bóstw płodności wymienia się Siwę, którego kapłani opuszczali nago świątynię i obchodzili tak okolicę, dając o tym znać dzwoneczkami. Na ich dźwięk zbiegały się kobiety i całowały pobożnie ich narządy płciowe, by zjednać sobie względy bóstwa.

  22. merlin Says:

    Erotyzm i religia są tylko pozornie odległe od siebie. Tak w każdym razie twierdzą zwolennicy tantryzmu i jako przykład podają słynne erotyczne rzeźby w indyjskich świątyniach w Khadźuraho.
    Wbrew obiegowym opiniom, celem tantryzmu nie jest rozkosz cielesna sama w sobie (tak sądzą ci, a jest ich większość, którzy słysząc słowo „tantryzm”, od razu myślą o wyuzdanym seksie), lecz poszerzanie ludzkiej świadomości i rozwój wewnętrzny. Bo drogą do przeżyć mistycznych i wprowadzenia się w odmienny stan świadomości, jest prócz medytacji, także odpowiednio pokierowana energia seksualna. Wyznawcy tantry uważają, że do osiągnięcia nirwany równie ważne są przeżycia zarówno ducha, jak i ciała. Ich praktyki erotyczne umożliwiają wymianę energii między kobietą a mężczyzną, a także przetworzenie energii seksualnej w sposób, który doprowadzi do pełni duchowej. Wszak każda forma istnienia powstaje z połączenia pierwiastka żeńskiego i męskiego. Kochankowie identyfikują się z kosmicznym aktem stworzenia (seksualnym zespoleniem boga i bogini) i poprzez orgazm osiągają oświecenie.

  23. Nauka Buddy Says:

    Seks jest pięknym przeżyciem dla dwojga ludzi i wcale niekoniecznie musi być powiązany z prokreacją. Nauki buddyjskie mówią jasno, że związek cielesny dwojga partnerów czyniony za obopólną zgodą i nie krzywdzący nikogo nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie. Seks wykorzystywany jest nawet w pewnych buddyjskich praktykach tantrycznych jako jedna z metod prowadzących do rozpoznania natury umysłu. Są to jednak metody dość zaawansowane i nie przeznaczone dla wszystkich, dlatego nie będę ich opisywał. Jeśli natomiast seks przeszkadza komuś na drodze buddyjskiej to nic nie stoi na przeszkodzie by został mnichem i przyjął celibat. Wszystko to są sprawy bardzo indywidualne i każdy, kto podejmuje praktykę zapewne sam rozważy wszelkie za i przeciw. Nie ma tu, bowiem żadnych sztywnych reguł czy nakazów, których trzeba by się trzymać.

    Więcej na stronie Nauki Buddy:
    http://amitaba.republika.pl/budd_kobiety.html

  24. Monika T. Says:

    wydaje mi się, że zostanę zlinczowana ale co mi tam , tyle tu słów o seksie, z seksem, w seksie, seksu… i takie tam, a wystarczy spojrzeć na te rzeźby , zamknąć oczy i odpłynąć, i jeżeli masz w sobie „Boga”- Boginię” to poczujesz… później możesz się modlić lub wrócić do normalnych zajęć ale pozytywne wibracje już są w tobie po takich doświadczeniach wzrokowych połączonych z wyobraźnia i chyba o to chodzi… , pozdrawiam

  25. Sigil of Scream Says:

    Muszę się nieco nie zgodzić z autorem, tego, jakby nie było, całkiem zajmującego artykułu. Prokreacja nigdy nie byłą wartością tantryczną. Praktykowanie Kaula Tantry wymaga wręcz czystości na tym polu, gdyż dziewictwo w tantrze nie oznacza braku doświadczeń seksualnych – oznacza nie dawania życia. Tantra jest w istocie sztuką jak najbardziej alchemiczną, której sednem jest transformacja wewnętrznego pierwiastka.
    Seks jest tylko jedną z wielu technik praktykowanych w tym celu. Albowiem zawiera w sobie sakrament eucharystii – jako bardzo bezpośrednia metoda wymiany energetycznej, umożliwia połączenie z bóstwem w jedności. Niemniej ludzie zachodu często źle rozumieją istotę sprawy, skupiając się na metodzie, a nie na celu. Dzieje się tak dlatego, iż na ich postrzeganie erotyki ogromny i szkodliwy wpływ wywarły stulecia dominacji chorej, chrześcijańskiej moralności – która wypacza znaczenie seksualności, rolę kobiety i sens sacrum. Tak więc seks dla większości europejczyków kojarzony jest raczej z grzechem, niż ze świętością – najczęściej zresztą szkodzi to tym, którzy utrzymują takie przekonania.
    Myślę jednak, iż warto jest prezentować tego typu tematy, poddając je pod rozwagę odbiorców – konfrontacja z nimi może być bowiem nad wyraz transgresywna i wydać interesujące plony. ;)

    • Logos Amicus Says:

      Ale wartością tantryczną jak najbardziej jest seks, uznawany tu za główną siłę życiową, napędzającą niejako każde istnienie. Prokreacja zaś jest jednym z najbardziej oczywistych jej przejawów, więc – pośrednio – jest także elementem tantry (która nota bene jest koncepcją holistyczną, a więc obejmującą wszystko).
      Lecz to prawda: wskazanie na prokreację jako głównego aspektu tantry byłoby mylące.
      Tyle że ja, pisząc o uznaniu „prokreacji za jeden z głównych aspektów egzystencji” nie miałem na myśli tantryzmu tylko ogólny zlepek koncepcji religijnych obecny w Hinduizmie (zdając sobie przy tym sprawę z pewnej nieścisłości tego stwierdzenia).

    • Logos Amicus Says:

      Zgadzam się z tezą postawioną przez Ciebie w drugim akapicie.
      Mnie również się wydaje, że judeochrześcijańskie podejście do seksu wyrządziło ludziom wiele krzywdy. Ale z drugiej strony, dzięki temu represjonowaniu seksu, miała miejsce sublimacja energii seksualnej (czy też pisząc wprost: popędu seksualnego), widoczna choćby w sztuce, osiągnięciach artystycznych – w całej jednak kulturze (co zauważył nawet ateista i człowiek zupełnie a-religijny, Freud, który wręcz utożsamiał z tą sublimacją powstanie całej ludzkiej kultury).

  26. Sigil of Scream Says:

    Strasznie pozytywne stwierdzenie (mam na myśli sublimacje energii dzięki chrześcijaństwu). Moja rogata dusza nie może się jednak z nim pogodzić, bowiem przychodzą mi na myśl wszystkie te nieszczęśliwe istoty, które z tego tytułu nabawiły się zaburzeń, traum, a często także postradały zdrowie lub życie. Ponadto nigdy nie uważałem teorii rozwoju kultury Freuda za szczególnie trafną. Kultury świata antycznego charakteryzują się osiągnięciami, które dla współczesnej cywilizacji zachodu są wręcz… cudowne. Mam tutaj na myśli np. gramatykę Paniniego w Indiach, osiągnięcia egipskiej architektury, obróbkę kamienia i astronomię w Mezoameryce, poetykę ludów Nordyckich etc. Długo można by wymieniać. Jesteśmy karłami na ramionach tytanów. I nie sądzę by to miało się zmienić – a nawet jestem zdania, iż współczesna cywilizacja nie jest rozwojem lecz regresem, zwłąszcza w obecnej dobie dekadencji. Być może nie jest to zbyt pozytywne i motywujące podejście, i nie twierdzę, iż jest mi wesoło z tego powodu. W istocie często czuję smutek, niemniej obserwacja świata wokół mnie niestety nie skłania mnie do wyciągnięcia innych wniosków.

    • Logos Amicus Says:

      Masz rację – zbyt pozytywnie to zabrzmiało. Mnie również nie przekonują (w większości) koncepcje Freuda. Powinienem był raczej napisać: „być może, (do jakiegoś stopnia, w pewnych przypadkach…) sublimacja energii seksualnej miała wpływ na rozwój kultury i sztuki”.
      Bo jednak coś takiego jak sublimacja popędu seksualnego istnieje (z tym się raczej współczesna seksuologia zgadza). To jest po prostu skanalizowanie pewnej życiowej energii i niejako przesunięcie jej z obiektu seksualnego na inny – np. na twórczość artystyczną czy jakąkolwiek inną.
      No ale na pewno lepiej byłoby, gdyby się to odbywało bez takich represji, jakiej poddawało erotyzm judeo-chrześcijaństwo.
      Należy jednak przy tym pamiętać, że seks jako element tabuistyczny występował w wielu kulturach, nie tylko zachodnich.

      A co do tego, czy kultury antyczne były takie cudowne, to można się jednak spierać. Osiągnięcia, o których wspominasz, to był tylko wierzchołek góry lodowej, którą stanowili ludzie żyjący w poniżeniu, strachu, biedzie, niewolnictwie, przymusie i bez końca wzajem się wyrzynający.

      Rzeczywiście jednak można odnieść niekiedy wrażenie, iż dana kultura (choćby nasza modernistyczna) przeżywa regres, w jakimś stopniu się uwstecznia. Nie jestem np. przekonany, że ewolucja naszej etyki idzie w dobrym kierunku. Chciałbym w to oczywiście wierzyć, ale nie tak dawne doświadczenia (choćby XX-wieczne), nie mogą napawać zbytnim optymizmem.

      • Sigil of Scream Says:

        Nie neguję zjawiska sublimacji seksualnej – wszakże całą tantra opiera się właśnie na nim. ;)
        Jednak, zablokowanie energii na niższych poziomach rzadko kiedy pozwala ją sublimować. Zwykle zaś tworzy zachowania agresywne, terytorialne i dewiacje seksualne. Kultura Zachodu jest tego znakomitym przykładem.
        Jedynie jednostki wybitne są w stanie sublimować w ten sposób energię Libido (czy też Kundalini). Co jednakże nie jest pozbawione cierpień. Choć jeśli kończy się sukcesem, staje się niespotykanym dowodem siły ducha.

        Jeśli zaś o spojrzenie na kultury antyczne chodzi: możemy oczywiście spekulować na ten temat – jednak wiele badań nad psychiką i świadomością dowodzi, że ludzie pierwotni byli o wiele bardziej spokojni i otwarci niż ludzie współcześni. Rzadko tak naprawdę powodowali konflikty na wielką skalę, byli też o wiele zdrowsi psychicznie. Pogląd, jakoby wcześniejsze kultury cechowała ciemnota, zabobon i duży poziom agresji jest swego rodzaju „mitem białego człowieka”, wynikającym z kompleksów kultury Zachodu, (której o wiele bardziej przynależą wymienione cechy). Fromm np. pisze dużo na ten temat w „Analizie ludzkiej destruktywności”, choć można dojść do podobnych wniosków na podstawie ustaleń etnologii, religioznawstwa czy ogólnie pojętej antropologii. Mógłbym tutaj rozpisać się szalenie na ten temat, podając dużą ilość przykładów, niemniej… Cóż, myślę, że byłaby to jednak spekulacja, obrona przyjętego przeze mnie mitu kulturowego. Patrzymy w końcu na przeszłość z dystansem, a nasze postrzeganie kształtują opowieści, wierzenia i mity, które przyjmujemy za prawdę (także w dziedzinie nauki). Myślę, iż istotne jest w tej mierze raczej duchowe zrozumienie procesu, jakiemu podlega człowiek i jego kultura, a więc przedkładam tutaj mądrość serca nad wiedzę rozumu.

        • Logos Amicus Says:

          Masz rację – wszystko to są przede wszystkim spekulacje (które pewnie więcej mówią o nas niż o przedmiocie naszego zainteresowania ;) )
          Tego, czy człowiek pierwotny był bardziej spokojny i otwarty od człowieka współczesnego, tak naprawdę nie wiemy, i jeśli nawet tak myślimy, to też może być jeden z kolejnych naszych mitów. Podobnie jak mitem był tzw. „szlachetny dzikus”, którego już przecież wspominano kilkaset lat temu (nawet przed J.J. Rousseau). NIe zapominajmy też o swoistej „rewindykacji” kultur pierwotnych – choćby w strukturalistycznych koncepcjach Levi Straussa, czy wcześniej – także u naszego Malinowskiego.
          Moim zdaniem jednak, nie można jednak postawić jakiejś jednej uniwersalnej tezy.

          To czy w przeszłości człowiek był bardziej agresywny, czy też wręcz przeciwnie – zależało przecież od tego, w jakiej żył kulturze, w jakim czasie, w jakich okolicznościach, jakich miał sąsiadów, jakimi dysponował zasobami, jakie było jego widzenie świata… etc. A to przecież się zmieniało, falowało, oscylowało…
          Oto np. co powiedział w jednym ze swoich wywiadów Ryszard Kapuściński o czasach, w jakich żył Herodot, (o którym, jak wiemy, napisał on książkę). Na słowa dziennikarza („U Herodota widać potwierdzenie dla heraklitejskiego stwierdzenia, że ojcem wszystkiego jest wojna, że jest ona naturalnym rytuałem”), Kapuściński odpowiada:

          „Wojny nie dość, że były (wówczas) niezwykle okrutne, to jednocześnie trwały nieustannie, toczą się bez przerwy. Niemal każde miasto-państwo jest w stanie wojny z innym lub w czasowym sojuszu. (…) Zabijanie było wówczas częścią kultury, rzeczą zupełnie normalną (…) Musimy pamiętać, że bitwy były niezwykle okrutne (…). Nawet kiedy Grecy walczyli między sobą, to po zdobyciu jakiegoś miasta albo wyrzynano całą ludność, albo zabijano mężczyzn, a kobiety i dzieci sprzedawano jako niewolników. (…) Grecja była biedna. Panowała w niej nędza, głód, susze, trzęsienia ziemi, powodzie, wielka bezbronność wobec natury.”

          Wojny więc wpisane były w historię rozwoju każdej cywilizacji – i ogólnie: w dzieje człowieka jako gatunku. Lecz nie można zapominać i o tym (zwłaszcza wobec tego, że skłonni jesteśmy naszą historię znaczyć przede wszystkim datami bitew), że są w tej historii trwania ludzkiej cywilizacji okresy, kiedy przez setki lat ludzie żyli jednak w pokoju i się masowo nie mordowali. Różnie to było.

  27. Sigil of Scream Says:

    Wspominając o tym, iż natura człowieka jest tak naprawdę o wiele bardziej pokojowa, niż mogłoby się to wydawać współcześnie, miałem na myśli głownie wczesny okres rozwoju. Warto przyjrzeć się społecznościom matriarchalnym, czego przykład odnajdujemy choćby w kulturze Minojskiej. Także Indianie z Ameryki Północnej mieli bardzo cywilizowane podejście do wojen (nie łączyli w ogóle spraw wojennych z osobą wodza plemienia i rządzeniem społecznością). Fromm wysuwa tezę, iż przyczyną wielu agresywnych ludzkich zachowań, jest stłoczenie zbyt wielu osobników na małym terenie (co ewokuje napięcie, a w efekcie zachowania terytorialne). Patrząc na historię ludzkości można zauważyć, iż takie warunki występowały bardzo często, a obecnie stały się dość skrajne.

    Poza tym wciąż można by było spekulować: czy okrutniejsze jest ostrzelanie wroga strzałami, czy obozy śmierci i broń biologiczna? Oczywiście, nie da się odpowiedzieć na to pytanie. Wojna zawsze jest okrutna, to leży w jej naturze.

    Tak na marginesie zauważyłem, iż odeszliśmy dość daleko od głównego tematu. Ale jest to bardzo interesująca dyskusja. :)

    • Logos Amicus Says:

      Zgadzam się z tym co napisałeś. Wszystko wskazuje jednak na to, że społeczeństwa pierwotne (mimo, że oczywiście doświadczały strachu, frustracji, gniewu, agresji – i całej tej niedoli związanej z walką o byt i przetrwanie) były mniej wojownicze od tych, które następowały po nich. Wygląda bowiem na to, że, niestety, człowiek im bardziej się „cywilizował”, tym więcej wojen prowadził, stosując agresję w sposób coraz bardziej złożony i zorganizowany (dużo by tu mówić o przyczynach tego). Antropolodzy skłonni są twierdzić, że wojna jest stosunkowo nowym „wynalazkiem” człowieka, stosowanym na większą skalę dopiero od 3 – 5 tysięcy lat (a cóż to jest wobec setek tysięcy lat życia w stanach bardziej „pierwotnych”, czy też „prymitywnych”?)
      To właśnie ten ostatni okres (wielkiego rozwoju cywilizacyjnego Homo sapiens) miałem na myśli pisząc, że mimo owych osiągnięć cywilizacyjnych, człowiek żył w ciągłym zagrożeniu wojną, a szerokie rzesze społeczeństwa cierpiały opresję (niewolnictwo, bezwzględne poddanie ciemiężącym je satrapom), żyjąc w okropnych warunkach – w ciągłym poniżeniu i strachu.

  28. sarna Says:

    Masakra, jak ten czas, od 2010 r. szybko minął. W świetle uwagi Magamary, z którą się zresztą zgodziłeś, tytuł SEKS W ŚWIĄTYNI jest nieadekwatny do tego posta.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      No tak, pięć lat to nie w kij dmuchał ;)

      Przyznaję, że tytuł „Seks w świątyni” jest nieco użyty trochę na wyrost, może lekko prowokujący, zwracający na siebie uwagę (nie bez kozery post ten – którym nota bene podparła się polska wikipedia w swoim haśle poświęconym Kadżuraho – dorobił się największej ilości wejść z wszystkich moich postów: ponad 25 tysięcy)… ale gwoli sprawiedliwości można go było (chodzi o tytuł) użyć zgodnie z prawdą, gdyż wśród świątyń Kadżuraho były i takie, które miały w środku ołtarz z falliczną lingą ;)


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s