LITERATURA

Książki, których omówienia znaleźć można na stronach Wizji lokalnej (podane w porządku chronologicznym ukazywania się na blogu):

*

MILAN KUNDERA – „NIEZNOŚNA LEKKOŚĆ BYTU”

(…) Na ile bohaterowie literaccy mogą być utożsamiani z autorem, który tę literaturę tworzy? Oto pytanie, które mnie czasami nurtuje. Jest oczywiste, że oświadczenia Flauberta, iż sam jest panią Bovary, nie należy brać dosłownie – jest to bowiem bardziej parabola wskazująca na to, że Pani Bovary zrodziła się w nim samym – w jego głowie, sercu, wyobraźni… stając się niejako bardziej częścią samego pisarza, niż nim samym. W rzeczywistości, mylenie literackiego podmiotu z przedmiotem jest pewną (nad)interpretacyjną naiwnością, zbyt daleko idącym uproszczeniem, a czasem nawet niesprawiedliwością, jaką się wyrządza autorowi, posądzając go o bezeceństwa, których dopuszczają się wykreowani przez niego bohaterowie. Czyż można np. oskarżać Nabokova o pedofilię tylko dlatego że stworzył najbardziej kompleksową powieść świata o lolityźmie? Czy można osądzać Dostojewskiego i przypisywać mu jakieś mordercze instynkty tylko dlatego, że stworzył jedno z najbardziej przejmujących studiów mordu, ukazując wstrząsającą anatomię zabójstwa w swoich „Braciach Karamazow” czy „Zbrodni i karze”?  (…) WIĘCEJ…

*

J. M. COETZEE – „MŁODOŚĆ”

(…) Wymowny jest już sam podtytuł tej – mającej wyraźnie autobiograficzny charakter – powieści Coetzeego: “Sceny z prowincjonalnego życia”. Mimo, że autor opisuje swoje młode lata upływające mu w metropolitarnym Londynie, (który prowincją raczej nie jest, a wręcz przeciwnie – jest miastem kulturowej awangardy) to jednak jego życie w tym miejscu nadal nacechowane jest pewnym prowincjonalizmem, jaki przywlókł on ze sobą z peryferyjnej Republiki Południowej Afryki. Być może właśnie to stanowi główne wytłumaczenie jego alienacji. Ale chyba nie tylko: młody Coetzee zdaje się być wyobcowany ze świata z powodu pewnej psychicznej skazy wewnętrznej, a wyrażając się ściślej – wskutek swego rodzaju intelektualno-emocjonalnego autyzmu uniemożliwiającego mu wejście w pełniejsze i głębsze relacje z innymi ludźmi. Na ile do owej alienacji przyczynił się południowo-afrykański zaścianek, a na ile charakter samego autora? – to pozostaje kwestią otwartą i niewymierną. Natomiast pewne jest to, że właśnie poczucie wyobcowania stanowi rdzeń “Młodości” Coetzeego, czy też raczej duchowe jądro, nie tyle puste, co zaciemnione – zanurzone w chłodnej i mglistej londyńskiej rzeczywistości, w atmosferze żegnania się z młodością. (…) WIĘCEJ…

*

HERMANN HESSE – „SIDDHARTHA”

(…) Bohater Hermanna Hessego żyje w czasach Buddy (dochodzi nawet do jego z nim spotkania; nota bene ma również takie samo imię, jak “Przebudzony” – w książce zwany także “Wzniosłym” – oraz podobne bramińsko-arystokratyczne pochodzenie). I poszukuje sensu, satysfakcji, spełnienia, przebudzenia, wyzwolenia…
Czy w tym wszystkim zdolny jest on jednak do odnalezienia samego siebie? A może do… wyparcia własnego ego (co uznać można przecież za utratę siebie samego)?
Porzucając wygodne życie w dostatku i w ustalonym przez tradycję porządku, rezygnując ze szczęścia, które może dać mu życie rodzinne (w czym wszak nie znajduje satysfakcji – nawet w fakcie zostania ojcem) wyrusza w świat na poszukiwanie “drogi dróg”.
Do czego dochodzi? Co znajduje? Co wybiera? Jak się to wszystko dla niego kończy? (…) WIĘCEJ…

*

STEFAN CHWIN – „DZIENNIK DLA DOROSŁYCH”

(…) Stefan Chwin pisze, że właściwie to jest on taki sam jak inni, ale co jakiś czas ma “nieodparte, trudne do zdefiniowania poczucie Różnicy“. Dlaczego? Czyżby myślał i czuł inaczej niż inni? Bynajmniej. Wg niego ludzie myślą i czują to samo co on, jednak wolą “dla świętego spokoju udawać, że nie czują i nie myślą tego samego co on”.
Tak więc – jak należy zapewne rozumieć – on sam nie udaje lecz pisze to co czuje i myśli. Czyżby więc Chwinowi nie zależało na świętym spokoju? A może on po prostu świętego spokoju nie jest w stanie osiągnąć? I nie może się oprzeć kompulsywnej potrzebie ujawnienia tego co mu siedzi w mózgu – leży na wątrobie?
Tutaj rodzi się jeszcze inne pytanie: czy rzeczywiście inni czują i myślą to samo co on? A może Chwinowi nie daje spokoju właśnie świadomość tego, że jednak tak nie jest? Że owa “Różnica” wynika z czegoś innego? Że jest to pewien sposób wyalienowania, “wyrodzenia” się, odszczepienia, braku poczucia solidarności? Zamiast podobieństwa mamy więc Inność, którą Chwin w jakimś sensie pielęgnuje swoim pisarstwem. Mało tego… bez tej Inności on najprawdopodobniej pisarzem by nie był. (…) WIĘCEJ…

*

OLGA TOKARCZUK – „PROWADŹ SWÓJ PŁUG PRZEZ KOŚCI UMARŁYCH”

(…) Wygląda na to, że książka “Prowadź swój pług przez kości umarłych” usiłuje dotknąć jednego z ważniejszych problemów etycznych naszych czasów, a mianowicie stosunku człowieka do zwierząt (a w szerszym aspekcie: do przyrody, i to zarówno ożywionej, jak i nieożywionej, czyli, ogólnie rzecz biorąc, do natury). Na tym ewentualnie może się osadzać jej wartość: uświadomienie nam pewnych ważnych pytań, jak np. o to, jak się ma zwierzęce cierpienie do cierpienia ludzkiego? Dalej: czy zwierzęta mają swoje życie wewnętrzne (i wiążący się z tym problem istnienia zwierzęcej “duszy”). Jakie prawa powinno mieć zwierzę (a jakich praw mieć nie musi)? Kto dał nam prawo do zabijania zwierząt? A jeśli jest to “nasze” prawo, to jakie są podstawy do tego, byśmy sobie uzurpowali tworzenie takiego prawa? Czyli: jeśli już ono istnieje, to co jest jego źródłem i jakie są jego przesłanki? Czy może jest to wręcz prawo wszystkich praw, czyli uniwersalne, immanentne wobec naszego bytu prawo naturalne? (Wystarczy wskazać choćby na istniejący w przyrodzie bezwzględny i “piekielnie” konsekwentny łańcuch pokarmowy, walkę wszystkich ze wszystkimi, odbywającą się dosłownie w każdej chwili orgię zabijania – holocaust uśmiercania słabszych przez silniejszych.) (…) WIĘCEJ…

*

JOSE ORTEGA Y GASSET – „BUNT MAS”

(…) Język “Buntu mas” jest niezwykle sugestywny, Ortega y Gasset patrzy na współczesną sobie Europę przenikliwie i głęboko, analizuje i diagnozuje tak, że – jak podejrzewam – tym, którzy go wówczas czytali i rozumieli, cierpła ze strachu skóra a na głowie jeżył się włos. A i tak, to co się wkrótce zaczęło dziać, przerosło wszelkie wyobrażenia. Wprawdzie nie podzielam jego metodologii, stosunku do “mas”, tzn. podchodzenia do grupy ludzkiej w sposób hurtowy, bez indywidualnego rozróżnienia, czyli traktowania społeczeństwa en bloc – właśnie jako “masy”, to jednak chylę czoła przed jego trafną dalekowzrocznością, jeśli chodzi np. o wskazanie największego zagrożenia ówczesnej Europy, jakim było rodzące się państwo totalitarne (i związane z tym przeradzanie się nacjonalizmu w faszyzm oraz uznanie przemocy i gwałtu za prima ratio funkcjonowania takiego państwa – wg Ortegi y Gasseta było to nic innego jak Magna Charta barbarzyństwa). I chodziło tu zarówno o faszyzm, (który Ortega y Gasset znał wówczas jedynie z dokonań Mussoliniego), jak i komunizm. (…) WIĘCEJ…

*

FRIEDRICH NIETZSCHE – „LISTY”

(…) Listy do matki i siostry pisał Nietzsche przez całe swoje życie. Bardzo często zawierały one podziękowanie za jakiś użyteczny drobiazg, kawałek garderoby, żywność… Miały więc charakter utylitarny. Były także utrzymane w tonie rodzinnym – Nietzschemu zależało na tym, by sprawić wrażenie oddanego brata i dobrego syna. Skądinąd wiemy, że matka była wobec niego oschła, siostra zaś usiłowała nim manipulować. Nietzsche to widział i odczuwał, cały czas jednak zachowując swoją niezależność w myśleniu i czynach, ale – jak na ironię – po psychicznym załamaniu trafił na ponad 10 lat pod kuratelę, wpierw matki, a następnie siostry, która wykorzystała jego niemoc (a właściwie pozbawienie świadomości), by urobić jego spuściznę pod swoje dość prostackie tezy (dzięki czemu mógł się później na jego dziełach paść nazizm i antysemityzm.)Następna niespodzianka, która czekała na mnie podczas lektury listów: najwięcej jest tych napisanych do jego przyjaciół, którzy wszak zmieniali się (z wyjątkiem bodajże wiernego Overbecka ). Może więc nie byli prawdziwymi przyjaciółmi? Jaka ogromna bije z nich potrzeba miłości i zrozumienia! Miłości, której Nietzsche był pozbawiony… (a może sam się jej pozbawił)? (…) WIĘCEJ…

*

SÁNDOR MÁRAI – „DZIENNIK”

(…) Budapesztańskie zapiski Sándora Máraiego z czasów II wojny światowej. Zajęcie Węgier przez Niemców, wywózka Żydów do obozów zagłady, później bombardowania, sowieckie oblężenie, walki w samym mieście… Niezwykle ciekawe jest obserwowanie tych wszystkich drgań wrażeń, myśli i uczuć pisarza wywołanych dziejową burzą. Czasy są ekstremalne, niosą weryfikację kultury i całej europejskiej cywilizacji. Márai, będąc wrażliwym erudytą, kulturalnym Węgrem, jak również Europejczykiem par excellence, wydaje się tu być dobrym detekcyjnym instrumentem – zostawia na papierze ślad drżący, ale i wyraźny, niczym czuła igła sejsmografu. A trzęsienie ziemi jest potężne: wali się w gruzy całe dziedzictwo europejskiego ducha. Wobec zgliszczy wielkich miast i smrodu rozkładających się trupów, kultura staje się widmem. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Márai pisze tu również o sobie i o swoistym bankructwie podobnych mu intelektualistów. Kultura przypomina widmo, niemniej jednak pisarz próbuje się w tym widmowym świecie schronić – czyta poezje Beaudelaire’a, Goethego i Shelley’a, Montaigne’a, Szekspira, Shawa… “Klub Pickwicka” Dickensa, “Pochwałę głupoty” Erazma, “Żywot Jezusa” Renana… (…) WIĘCEJ…

*

IMRE KERTÉSZ – „LOS UTRACONY”

(…) “Los utracony” to świat okupacji i obozów koncentracyjnych widziany oczami 15-letniego chłopca, tyle że opisywany przez trzydziestoparoletniego mężczyznę. Być może już tutaj widzimy jakąś sprzeczność?… Tym bardziej dla nas jaskrawą, kiedy zważymy na niechęć pisarza, do wszelkich literackich chwytów, nawet tych, które nazywamy stylem. Niemniej jednak jest to opis bardzo efektywny i przekonywujący. Kertész chce się wyzwolić z potwornej traumy jaką przeżył w czasie wojny, ale wie, że nie jest to możliwe, jeśli zdecydował się aby żyć nadal. Inni wybrali jako formę ucieczki samobójstwo, które kontempluje też niekiedy i sam Kertész. Ludzie, którzy przeżyli obóz koncentracyjny mają poczucie przynależności do jakiejś innej kasty. W pewnym sensie żyją w innym, niż my – zwykli śmiertelnicy – świecie. I nie chodzi tu tylko o potworny uraz spowodowany przeżytym koszmarem, ale o coś w rodzaju przemeblowania całej rzeczywistości – psychologicznego i cywilizacyjnego przenicowania, przewartościowania świata. Każdy z więźniów doświadczył tego w inny sposób. Jedni stracili wiarę w Boga, inni w człowieka, w cywilizację, jeszcze inni we wszystko z wyjątkiem… kromki suchego chleba czy ziemniaczanych obierzyn. (…) WIĘCEJ…

*

STEFAN KISIELEWSKI – „DZIENNIKI”

(…) Natura Kisiela – ekstrawertyczna, wybujała – peerelowskiego knebla znieść nie mogła. Jego zapiski osobiste pełniły jednak wiele różnych funkcji, będąc nie tylko wentylem bezpieczeństwa, którym uchodziła żółć sfrustrowanego, skazanego na publiczny niebyt zwierza politycznego i publicystycznego. Zgoda, terapeutyczne zadanie „Dzienników” było tu najistotniejsze, lecz Kisiel traktował je również jako kronikę swoich czasów, utrwalenie dziejów peerelowskiego „absurdu” – bo tak tę rzeczywistość widział. Wielokrotnie dawał też wyraz swoim obawom, iż totalne zakłamanie, obłudna polityka Zachodu i prasowe łgarstwa skutecznie blokują prawdę o rzeczywistej stronie tzw. „realnego socjalizmu”, którą trzeba bezkompromisowo obnażać i demaskować. To, że akurat dowód Kisiela miałby tu być monopolem krytycyzmu i nieomylności, nosi oczywiście pewne znamiona megalomanii, a jednak, gdy tak przyjrzymy się ogólnemu stanowi ówczesnej opozycji, to owo egotyczne podejście Kisiela okazuje się mieć pewne realne postawy: na tym tle jego postać opozycjonisty i stronnika kapitalizmu, wydaje się być skrystalizowana, wyjątkowa, wręcz wybitna. (…) WIĘCEJ…

*

STEFAN CHWIN – „KARTKI Z DZIENNIKA”

(…) A my się możemy zastanawiać: czyżby więc to wszystko blaga? Pozór, zewnętrzność, parawan? Albo nawet: co też takiego Chwin ma do ukrycia, że nie chce pisać otwarcie? I jeśli nie pisze otarcie, to czy może nam to nie przeszkadzać w czytaniu? A może wręcz ma to nam w czytaniu pomagać? Czy Chwin nie owija w bawełnę słów także swoje myśli, tudzież wnętrze, podobnie jak swoją cielesną nagość obleka w elano-bawełnę dobrze skrojonego garnituru? Czy jasność garnituru i koszulowa biel nie jest aby kamuflażem dla ciemni która go w środku ogarnia i nęka? Ja jednak, choć nie pałam najmniejszą żądzą ujrzenia pisarza na golasa, to już do jego wnętrza – tego tygla pełnego kłębiących się myśli – chciałbym mieć dostęp bliski, a może nawet intymny. Chcę po prostu wiedzieć, co on myśli NAPRAWDĘ. Czyżby to było pragnienie zbyt wygórowane? A może naturalnie wyrasta to z niechęci do jakiegoś fałszywego tonu, z awersji do bycia zwodzonym, mamionym czy wręcz oszukiwanym? (Mocne słowa, przyznaję, ale czy przesadzone?)(…) WIĘCEJ…

*

J. M. COETZEE – „HAŃBA”

(…) Zaglądam po latach do książki Coetzeego. Co widzę?
Oto zauważam np., że reżyser zmienił sekwencję scen. To, co Coetzee zostawił na koniec, Jacobs wplótł we wcześniejszą narrację i scena, w której Lurie uśmierca psa w schronisku dla zwierząt (a z którym to psem zaczął się on zaprzyjaźniać), stała się w filmie jednym z epizodów, znaczącym wprawdzie ale nie finałowym.
U Coetzeego zaś koniec jest twardy i pozbawiony złudzeń:

“(Lurie) niosąc (psa) na rękach jak jagnię, wraca do gabinetu.
– Myślałam, że przedłużysz mu życie jeszcze o tydzień – mówi Bev Shaw – Poddajesz go?
– Tak, poddaję.”

W pierwszym odruchu uznajemy to za zakończenie jednoznacznie pesymistyczne. Czy jednak tak jest w rzeczywistości? (…)  WIĘCEJ…

*

JONATHAN FENBY – „CHINY. UPADEK I NARODZINY WIELKIEJ POTĘGI”

(…) Każde państwo uważa się za pępek świata, a co za tym idzie – za coś, co jest „najważniejsze”. I Państwo Środka nie jest pod tym względem wyjątkiem… Lecz tak naprawdę Chiny są jednak wyjątkowe pod wieloma innymi względami: to najludniejszy kraj świata (1 miliard 300 milionów mieszkańców – każdego dnia rodzi się tam 44 tysięcy małych Chińczyków!); olbrzymi obszarowo (stanowiąc niejako cały kontynent); posiadający najstarszą, istniejącą nieprzerwanie od dwóch i pół tysiąca lat cywilizację. Ponadto jest to państwo, którym rządzi jedna partia mieniąca się – o dziwo! – nadal „partią komunistyczną” ale przyzwalająca na funkcjonowanie gospodarki charakterystycznej dla państw kapitalistycznych… I to z jakim skutkiem! Żaden inny kraj na świecie nie rozwija się w sposób tak gwałtowny i jeśli proces ten nie zostanie zahamowany, to już wkrótce Chiny wysforują się na czoło globalnej awangardy i prześcigając Stany Zjednoczone staną się największym mocarstwem na planecie Ziemia. (…) WIĘCEJ…

*

ANDRZEJ BOBKOWSKI – „SZKICE PIÓRKIEM”

(…) Bobkowski, pisząc swoje “Szkice piórkiem” nie miał jeszcze trzydziestki (choć niejednokrotnie dał wyraz swojemu poczuciu dojrzałości, traktując np. dwudziestolatków jak “dzieciaki”), gdy więc pędził rowerem po francuskich drogach rozpierała go młodość, buzowały w nim hormony ale i nawiedzały myśli inteligenta – człowieka świadomego tego, iż oto rozwala się stary porządek, dziedzictwo kulturowe staje się śmiechu warte i wraz z jurnymi wojownikami germańskimi nadchodzi jedna wielka cywilizacyjna niewiadoma. To wszystko jednak nie mieściło mu się głowie (a komuż się wówczas mieściło?), szlag go trafiał na widok poddającej się bez walki Francji, więc pewnie dlatego kręcąc zawzięcie pedałami, zjeżdżając na “łeb na szyję” po stromych i wijących się górskich drogach, łapał w płuca powietrze oddychając swoją wolnością i upajając się chwilą, która pozwalała mu smakować życie w stanie czystym i niewyrafinowanym. (…) WIĘCEJ…

*

JERZY KRZYSZTOŃ – „OBŁĘD”

(…) Moim zdaniem “Obłęd” wykracza daleko poza literaturę, jak wszystko co pisane jest własną „krwią” – wszystko co zlepione jest z osoczem egzystencji człowieka, który nie zmyśla, nie fantazjuje, a daje świadectwo własnemu istnieniu – poprzez wszystkie swoje udręki i ekstazy, agonie i olśnienia, przerażenia i ukojenia.  Żyje w horrorze i cudowności własnego świata… I bez znaczenia jest to, czy świat ten urojony jest czy też realny, gdyż dla doświadczającego go człowieka prawdziwy jest zarówno jeden jak i drugi. A jednak książka Krzysztonia jest również literaturą – i jako taka może być poddana zwykłej literackiej krytyce. Lecz wtedy niejako zaciera się jej wyjątkowość – staje się ona bardziej tworem sztuki niż egzystencjalnym fenomenem. Tak dzieje się również wtedy, kiedy autor zamienia się w literata – dla potrzeb formy, kompozycji, stylu, treści… za pomocą tych wszystkich warsztatowych sztafaży zaczyna kalkulować, konfabulować, świadomie tworzyć fikcje… Chociaż w „Obłędzie” trudno jest nam  uchwycić ową granicę, to jednak intuicyjnie wyczuwamy, kiedy mamy do czynienia z autentycznym przeżyciem, a kiedy z gawędą pro fabula bono. (…) WIĘCEJ…

*

GUSTAW HERLING-GRUDZIŃSKI – „OPOWIADANIA”

(…) Pisarz, który wydaje się dźwigać na sobie całe brzemię okrutnego XX wieku. Ocalony z sowieckich obozów zagłady, przygnieciony okrucieństwem dwóch potwornych totalitaryzmów, Herling-Grudziński odprawia rekolekcje nad ludzkim losem. Jego pisarstwo to ciągłe leczenie ran odniesionych w “innym świecie”, na “nieludzkiej ziemi”. Rekonwalescencja okazuje się niezwykle trudna, wręcz niemożliwa… dlatego, że ów “inny świat” jest po prostu również “tym” (naszym) światem, a “nieludzka ziemia” – ziemią, planetą ludzi czyli realnym miejscem gdzie żyjemy i gdzie rozgrywają się wszystkie nasze dramaty, okrucieństwa i zbrodnie. Gułagi i obozy koncentracyjne nie były umiejscowione na jakiejś odizolowanej wyspie w kosmosie. Bomby spadające na Warszawę, Hiroszimę czy Drezno nie były żadną fikcją wymyśloną w powieściach science-fiction. To fakty, z którymi porać się muszą nasze mniemania o nas samych. (…) WIĘCEJ…

*

STEFAN CHWIN – “SAMOBÓJSTWO JAKO DOŚWIADCZENIE WYOBRAŹNI”

(…) Śmierć jest nie tylko nieunikniona, ona jest przede wszystkim możliwa: każdy z nas może się zabić. Chwin w swoim obszernym eseju o samobójstwie posuwa się do stwierdzenia wręcz radykalnego. Oto wyznaje, że przekonany jest o tym, iż istnieją sytuacje, w których samobójstwo popełniłby każdy: “jeśli nie popełniamy go, to tylko dlatego, że jeszcze nie znaleźliśmy się w takiej sytuacji”. W pierwszym momencie, ulegając zapewne sugestii pomyślałem, że to może być prawda, ale po pewnym namyśle uznałem, że mogę na to odpowiedzieć słowami samego Chwina: “Tymczasem nie jest to takie pewne”, (który w ten sposób wyraził wątpliwość w to, że “zdrowa” większość ludzi “z definicji” popełnić samobójstwa raczej nie może). (…)  WIĘCEJ…

*

LOUIS BUÑUEL – „MOJE OSTATNIE TCHNIENIE”

bunuel-moje-ostatnie-tchnienie1

(…) Odłożyłem właśnie “Moje ostatnie tchnienie” – autobiograficzne wspomnienia Luisa Buñuela. Zawsze patrzyłem na tego reżysera poprzez jego filmy, dlatego też wiele w tej książce mnie zaskoczyło. Zwłaszcza kontrast pomiędzy mrocznością, perwersyjnością i okrucieństwem, które często widoczne były w jego obrazach, a osobowością samego reżysera: dziecinną, spontaniczną, bezpretensjonalną, wyzbytą gwałtu, przemocy i złośliwości…
Taki przynajmniej wyłonił mi się obraz autora, kiedy czytałem jego “ostatnie tchnienie”. Jeśli uznać go za wiarygodny, to właśnie na tym przykładzie można wykazać, jak mocna i wyraźna może być linia dzieląca świat filmowy “na niby”, od świata realnego “na serio”. Jednak bywa i tak, że z filmowej szafy może się zwalić na nas niespodziewanie jakiś trup – a to dlatego, że jednak mieszają się w naszych głowach różne światy: zarówno te fikcyjne, przez nas wymyślone, jak i te prawdziwe, twardo nas ustawiające. Czasem uczestniczymy w tym świadomie, czasem zaś bezwiednie. I myślę, że bez tej właściwości nie robilibyśmy żadnych filmów, nie malowalibyśmy żadnych obrazów, nie pisalibyśmy książek… Jest to chyba nawet warunek zdolności do tworzenia przez nas całej kultury. (…) WIĘCEJ…

*

J. M. COETZEE – „ZAPISKI ZE ZŁEGO ROKU”

j-c-coetzee-zapiski-ze-zlego-roku-okladaka(…) Coetzee po raz kolejny pisze o sobie, a raczej o kolejnej wersji samego siebie – człowieka nieprzeciętnie inteligentnego i o wielkiej wrażliwości (to ona najprawdopodobniej jest przyczyną jego dystansu do świata – wycofania się z życia społecznego), podatnego na erotyczny impuls; do pewnego stopnia wyalienowanego, a jednak usiłującego jednocześnie związać się ze światem ludzi, poznać i doświadczyć istotę własnego człowieczeństwa – uporządkować i nadać sens temu wszystkiemu, co go otacza, a co wydaje się być bezcelowe i chaotyczne, a na dodatek skażone hańbą i przepełnione immanentnym wręcz cierpieniem.
Uderzająca jest ta konfrontacja zmysłów z myśleniem, ciała z intelektem, płciowości z duchem, konkretu z abstrakcją, prostoty z wyrafinowaniem, dosłowności z niuansem, frywolności z powagą. (…) WIĘCEJ...

*

***

Jedna odpowiedź to “LITERATURA”

  1. BIBLIOTEKA « WIZJA LOKALNA Says:

    […] BIBLIOTEKA […]

    O mojej bibliotece, czytaniu i książkach przeczytać można TUTAJ.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s