KRAINA WIECZNYCH CZARÓW – YELLOWSTONE

*

W Krainie Wiecznych Czarów (gorące źródła i gejzery w Parku Narodowym Yellowstone)

*

Pewna młoda osoba imieniem Agata pisała nie tak dawno pracę magisterską o Yellowstone i – widocznie uznawszy mnie za osobę kompetentną w tej dziedzinie – postanowiła jeden z jej rozdziałów poświęcić na coś w rodzaju wywiadu, w którym odpowiadałbym na jej pytania.
Jako że Yellowstone był w swoim czasie moim oczkiem w głowie i spędziłem w nim w sumie parę miesięcy swojego życia, tym chętniej przystałem na ten pomysł, czego rezultatem jest poniższy tekst.
Uważam, że Yellowstone należy do tych szczególnych i niezwykłych miejsc na świecie, które warto w swoim życiu zobaczyć.

*

Gejzer Old Faithful – najsłynniejszy gejzer świata

Dlaczego Amerykanie za największą atrakcję turystyczną uważają nie NYC, czy Las Vegas… ale właśnie parki narodowe?

Ktoś ze znanych ludzi powiedział, ze parki narodowe to najlepszy pomysł jaki Amerykanie dali światu. Rzeczywiście, parki narodowe są chlubą zamieszkujących Stany Zjednoczone ludzi. Podchodzi się tu do nich wręcz z pietyzmem, cieszą się też olbrzymią popularnością wśród turystów. Oczywiście Nowy Jork czy Las Vegas odwiedzane są równie tłumnie (może nawet bardziej), jednak prestiż parku narodowego jako turystycznej atrakcji jest wyższy. Trudno bowiem zestawić ze sobą konsumpcyjny raj na Manhattanie czy kasynową krzykliwą rozrywkę w Las Vegas z wypoczynkiem na świeżym powietrzu, na łonie natury, wśród autentycznych cudów przyrody.

Według źródeł w USA jest 58 parków narodowych. Dlaczego jednak najbardziej prestiżowy i najczęściej odwiedzany jest Yellowstone National Park?

Od Yellowstone wszystko się zaczęło – sama idea parku narodowego poczęła się i krystalizowała właśnie tutaj. Yellowstone jest najsłynniejszym z wszystkich parków, a swoją sławę zawdzięcza nie tylko animowanym filmikom z misiami Yogi i Bubu.
Bez wątpienia jest to park najbardziej różnorodny i najciekawszy. Znajduje się tutaj najwięcej zwierzyny (niektórzy Yellowstone nazywają amerykańskim Serengetti), no i oczywiście zjawisk hydrotermalnych, czyli gorących źródeł i gejzerów.
Nie bez znaczenia jest również bardzo dobrze rozwinięta infrastruktura parku, jego dostępność dla zwiedzających. Być może jeszcze więcej ludzi odwiedza znajdujący się w Apallachach Park Narodowy Smokey Mountains, lecz to wynika z przyczyn demograficznych – na wschodzie Stanów Zjednoczonych jest większe zaludnienie, do parku można wybrać się na weekend. Natomiast Yellowstone leży z daleka od wielkich skupisk ludności i dotarcie tam wymaga większego wysiłku, będąc już wyprawą z prawdziwego zdarzenia.

Kto zajmuje się marketingiem i promocją parku?

Park Yellowstone jest tak znanym parkiem, że właściwie nie potrzebuje żadnej promocji czy marketingu. Wiadomo, że i tak zawsze odwiedzi go odpowiednia ilość ludzi. Miejsca w hotelach na terenie parku rezerwowane są na kilka miesięcy wcześniej.

Bizony forsujące wpław rzekę Yellowstone

*

Jaka jest chłonność turystyczna parku i czy taka ilość turystów nie determinuje „dzikości” parku, oraz czy możliwość obcowania bezpośredniego (noclegi na terenie parku, wspinaczki, łowienie ryb, spływy ) nie mają negatywnych skutków?

Zachowanie równowagi pomiędzy udostępnieniem parku ludziom a protekcją jego naturalnych zasobów to jedna z ważniejszych idei ochrony środowiska, która kształtowała się właśnie w Yellowstone – często zwykłą metodą prób i błędów.
To jest permanentna kwestia: wpływu naszej cywilizacji na przyrodę nie da się wykluczyć, należy jednak zminimalizować jej szkodliwość.
Każdego roku Yellowstone odwiedza ponad 3 mln. turystów. Największe tłumy zjawiają się oczywiście latem (każdego dnia około 15 tys. ludzi); zimą zaś, kiedy park jest równie piękny, tyle że trudniej dostępny – 150 tysięcy w całym sezonie.
Robi się wiele, aby wpływ tak wielkiej liczby zwiedzających miał jak najmniej negatywnych skutków na tzw. „dzikość” parku.
Przede wszystkim istnieją surowe przepisy regulujące zachowanie się turystów na terenie parku, a nad ich przestrzeganiem czuwa Służba Parków Narodowych, mająca uprawnienia policji federalnej. Zdecydowana większość turystów podporządkowuje się tym rygorom, zawsze jednak znajdą się tacy, którzy owe przepisy będą łamać – bardziej lub mniej świadomie. Wtedy dochodzi do szkód. I pokrzywdzonymi są zarówno ludzie, jak i środowisko naturalne.

Ogólnie rzecz biorąc, udaje się jednak zachować pewną równowagę, również dzięki wzrastającej wśród wizytujących świadomości o konieczności zachowania pewnych reguł w naszym obcowaniu z naturą.
Ci, którzy się w parku wspinają po skałach, nocują w namiotach, idą na długi szlak, łowią ryby… są zazwyczaj bardziej świadomymi i odpowiedzialnymi ludzmi, niż tzw. niedzielni turyści, którzy zwłaszcza latem zalewają park. Z ich strony Yellowstone nie doświadcza jakichś większych szkód.
Natomiast turystyczne tłumy przewijają się na stosunkowo małym obszarze parku (wokół tzw. 8-ki, czyli pętli obiegającej park). To jest najbardziej newralgiczny punkt, jednakże właśnie na tym styku egzekwowana jest najściślejsza kontrola przez służby parku.

Niedźwiedzica grizzly z małym niedźwiedziątkiem (Yellowstone NP)

*

Jakie są zagrożenia parku?

Te zagrożenia wynikają z problemu poruszonego w poprzednim pytaniu, czyli odnoszą się do przeciążenia frekwencyjnego parku.
Jednak największym zagrożeniem jest ogólna degradacja środowiska – w skali całego naszego globu, wliczając w to zmiany klimatyczne związane z tzw. „efektem cieplarnianym”.
Położenie Yellowstone jest o tyle szczęśliwe, że ów znajdujący się na wyżynie park porównać można do wyspy otoczonej „morzem” prerii – z dala od wielkich miast i ośrodków przemysłowych.
Jeśli zaś chodzi o zwierzynę, to w parku ustaliła się pewna równowaga populacji różnych gatunków. Sukcesem zakończyła się zarówno próba wskrzeszenia bizona (będącego na granicy wymarcia), jak również reintrodukcja wilków, całkowicie wcześniej wytępionych.

Pewnym zgrożeniem są także pożary, ale i one należą do zjawisk naturalnych, z którymi przyroda, prędzej czy później, daje sobie radę.
Naturalnie, w kazdej chwili można się spodziewać gigantycznej erupcji wulkanu, jakim tak naprawdę jest Yellowstone. A wtedy szkody równe byłyby w skutkach wybuchowi miliona bomb atomowych, na czym ucierpiał by nie tylko Yellowstone, ale i cała nasza planeta (taka erupcja zdarza się tu przeciętnie co 600 tys. lat, a ostatnia miała miejsce mniej więcej właśnie taki czas temu).

Czy należy obawiać się gejzerów?

Jak najbardziej!
Należy obawiać się nie tylko gejzerów, ale i gorących źródeł. Każdego roku bowiem zdarzają się w Yellowstone nieszczęśliwe wypadki, spowodowane ludzką nieostrożnością, czy wręcz bezmyślnością.
Można tego uniknąć trzymając się wyznaczonych szlaków i przestrzegając reguł bezpieczeństwa.
Rozwaga wskazana jest oczywiście nie tylko wobec zjawisk hydrotermalnych, ale również wobec zwierzyny, zwłaszcza bizonów, jeleni i niedźwiedzi.

greydot

Nastrojowa erupcja

*

YELLOWSTONE W OBIEKTYWIE

Yellowstone to raj dla fotografów. O zawrót głowy może już przyprawić różnorodność fotograficznych tematów: począwszy od krajobrazowego ukształtowania terenu, przez niezwykłość form i kolorystyki gorących źródeł i gejzerów, po zwierzynę, której w Yellowstone jest w bród. Co nie znaczy, że fotografowanie tego wszystkiego w Parku jest łatwe, nie wymagając wysiłku, skupienia czy nawet determinacji. Wręcz przeciwnie – nie można się bowiem poddać swoistemu automatyzmowi, który zwykle cechuje przeciętnego turystę, wpadającego do parku zwykle na kilka godzin, strzelającego fotki jak i gdzie popadnie, zwabionego (złudną przecież i pozorną) łatwością robienia zdjęć, wynikającą z tematycznego bogactwa i dostępności do niezwykłych obrazów. Istnieje też niebezpieczeństwo zdominowania naszej uwagi spektakularną potęgą yellowstońskiej natury kosztem detali, które absolutnie zasługują na naszą uwagę – bo to właśnie one, moim zdaniem, tworzą tę zniuansowaną unikalność nadającą Yellowstone specyficznego charakteru i smaku wyjątkowości.
Na Yellowstone – jak zresztą na wszystko – trzeba umieć patrzeć, aby następnie można było to nasze spojrzenie zaaplikować do fotografii mającej utrwalić i pokazać pikturalną urodę tego unikalnego zakątka naszej planety. Oczywiście przydaje się w tym wszystkim nasze uwrażliwienie na piękno natury, umiejętność wychwycenia przyrodniczej fotogeniczności miejsca, zdolność do odczuwania przyjemności jaką daje nam obcowanie z Naturą i jej tworami (wliczając to nie tylko pejzaż, ale także faunę i florę).

Fotografując Yellowstone nie można się bać koloru – choć ktoś, kto preferuje bardziej stonowane i monochromatyczne obrazy również znajdzie w tym rejonie możliwości, by zadowolić swoje oko. Lecz, według mnie, być w pobliżu bajecznie kolorowych gorących źródeł, czy niezwykłej malowniczości Wielkiego Kanionu Rzeki Yellowstone i zamknąć oczy na owe orgiastyczne bogactwo barw, form i kształtów, byłoby zbyt daleko idącym zaniechaniem reportażowego niemal obowiązku oddania sprawiedliwości faktycznemu charakterowi ich obrazowej atrakcyjności. A tę można zrozumieć (odebrać?) chyba tylko wtedy, kiedy w jakiś sposób „ominiemy” nasze estetyczne upodobania (będące zresztą często zwykłymi uprzedzeniami) odnoszące się do sztuki (czyli czegoś z natury swej „sztucznego”) i otworzymy się na wizualne walory i splendor tego, co jest już par excellence naturalne – a co nadal może wpływać pozytywnie na nasze zmysły i estetyczną percepcję.
Tak więc: oglądając Yellowstone, otwórzmy szeroko nasze oczy – starając się przy tym nie tylko przyjąć piękno oferowanych nam obrazów, ale i zrozumieć to, na co patrzymy.

greydot

Fotogeniczny korzeń

*

*

Poranek wśród yellowstońskich osobliwości

*

*

Yellowstone to raj dla fotografów

*

WSTĘP DO YELLOWSTONE

*

Yellowstone – najstarszy i najsłynniejszy park narodowy na świecie. Bez wątpienia wart jest tej swojej reputacji jednego z najbardziej interesujących zakątków naszej planety. To właśnie tu piekło z rajem przenikają się nawzajem, a my nie do końca jesteśmy pewni, co robi na nas większe wrażenie – diaboliczny dramatyzm dzikiej nieposkromionej natury i jej żywiołów, czy też boska malowniczość pejzaży i dyskretny urok dziejących się tu nieustannie czarów.

*

Kiedy na początku ubiegłego stulecia zaczęły docierać na amerykański Wschód wieści i opisy tej nieznanej jeszcze wówczas krainy Gór Skalistych, nie dawano im wiary. Johna Coltera, członka słynnej ekspedycji Lewisa i Clarka, który w 1806 roku odłączył się od swoich towarzyszy i spędził w okolicach Yellowstone zimę, uznano za człowieka szalonego, kiedy wróciwszy do “cywilizowanego świata” opowiadał o gorących kolorowych stawach, woniejących siarką „bulgotkach”, strzelających w górę fontannach, błotnych kotłach i dymiących dziurach w ziemi. Tę jego wyimaginowaną – jak uznano  – krainę zaczęto nawet ironicznie nazywać “piekłem Coltera”. Jeszcze w latach 60-tych, tuż przed pierwszymi oficjalnymi wyprawami naukowymi w tamte rejony, nie chciano publikować w prasie relacji z Yellowstone, jako zbyt fantastycznych i niesprawdzonych. Po prostu nie chciano im wierzyć. Kiedy Thomas Moran, jeden z bardziej znanych malarzy tamtych czasów, zaczął pokazywać na Wschodzie swoje szkice i obrazy przedstawiające kaniony, rzeki, jeziora i wodospady Yellowstone, uznano, z niejakim podziwem zresztą, że ten pacykarz to ma dopiero fantazję. Tym razem obyło się bez podejrzeń o szaleństwo. Cóż, artystom przysługuje wszak licentia poetica.
Yellowstone jest przedmiotem nieustającej ludzkiej fascynacji. Co roku przybywa tu ponad 3 mln. gości, co stawia to miejsce w rzędzie największych atrakcji turystycznych świata. Cały czas trwają badania naukowe, kręci się filmy, pisze nowe książki. Interesujący jest Yellowstone zarówno dla rzeszy profesjonalistów, przyrodoznawców, jak i dla całych zastępów laików, ogarniających ten park narodowy bardziej ogólnie i powierzchownie.
Uznaje się, że jest to największy obszar stosunkowo nieskażonej przyrody na terenie kontynentalnych Stanów Zjednoczonych (nie licząc Alaski) i najbogatsze w Ameryce zbiorowisko mieszkających na swobodzie ssaków.

Jest jeszcze jeden niepobity rekord świata należący do Parku Narodowego Yellowstone. Otóż znajduje się tu połowa wszystkich gejzerów jakie zliczylibyśmy na całej Ziemi. W tym niezwykłym północno – zachodnim rogu stanu Wyoming jest ich ponad 300. Wyróżniają się one spośród 10 tys. występujących tu tzw. “tworów geotermalnych”, do których, oprócz gejzerów, zaliczają się jeszcze gorące źródła, błotne wulkany i fumarole.

Wizyta w Yellowstone jest dla każdego człowieka innym doświadczeniem. Wynika to nie tylko z naszej ludzkiej odmienności, ale również z przyrodniczej różnorodności oferowanej nam przez tutejszą ziemię. Bowiem – jak ktoś to zauważył – jest wiele parków Yellowstone. Z innej perspektywy patrzy stojący godzinami w wodzie wędkarz, z innej jadący na skuterze śnieżnym motocyklista. Czymś innym jest zetknięcie się oko w oko z niedźwiedziem, czymś innym udział w publicznym widowisku urządzanym nam regularnie przez gejzer Old Faithful. Czy można do czegokolwiek porównać zachwyt jaki ogarnia niektórych, gdy stają na krawędzi Wielkiego Kanionu Rzeki Yellowstone, patrząc na jego bajecznie kolorowe zbocza, ich niezwykłą rzeźbę oraz potężny wodospad cudownie w to wszystko wkomponowany? To właśnie w takich miejscach łatwiej jest nam uwierzyć w boski talent Wielkiego Artysty.
A jednak trzeba pewnego przygotowania, by właściwie ogarnąć całe to bogactwo Yellowstone,  czy choćby tylko jego cząstkę. Potrzebna jest nam wiedza oraz pewne nastrojenie, które to wszystko umożliwią. Bez tej świadomości może nam umknąć wiele niuansów z piękna i harmonii tego miejsca. Otwórzmy więc nasze umysły, wyostrzmy wzrok, wyczulmy serca… Może wtedy poczujemy się tak samo oczarowani, jak Thomas Wolfe, który pisał: “Jest to baśniowa kraina, jedyna taka baśniowa kraina; jedyne miejsce, gdzie cuda nie tylko się zdarzają, lecz zdarzają się cały czas”.

greydot

PS. Powyższy rozdział „Wstęp do Yellowstone”, jak również poniższe: „Zwierzęta Yellowstone” i „Skąd te kolory?” są fragmentami monografii o Parku Narodowym Yellowstone mojego autorstwa, napisanej i opublikowanej w latach 90-tych.

*

Potężny i monumentalny Wodospad Dolny (blisko 100-metrowej wysokości) położony w Wielkim Kanionie Rzeki Yellowstone to jeden z najbardziej spektakularnych widoków na naszej planecie

*

*

Łania wapiti pod malowniczymi acz groźnie wyglądającymi Gorącymi Źródłami Mamucimi

*

*

Wodospad w wąwozie żółtych skał i kamieni, (od koloru których Park wywodzi swoją nazwę)

*

*

Tarasy trawertynowe i gorące źródła w ciągłej przemianie (okolica Mammoth Hot Springs)

*

*

Niebiańsko-piekielne krajobrazy Yellowstone – więcej uroku czy grozy?

*

ZWIERZĘTA W YELLOWSTONE

Park Narodowy Yellowstone to dla dzikiej zwierzyny i jej entuzjastów prawdziwe sanktuarium. Nie ma na terenie Stanów Zjednoczonych (wyjąwszy Alaskę), drugiego takiego obszaru, gdzie żyłoby tak wiele ssaków. A to właśnie one wzbudzają największe zainteresowanie przeciętnego gościa parku. Są wśród nich zarówno roślinożerne zwierzęta kopytne: ponad 3 tys. bizonów, 30 tys. jeleni amerykańskich (wapiti), kilkadziesiąt tysięcy jeleni „mulaków”, po parę tysięcy łosi, widłorogów i jeleni wirginijskich, kilkaset owiec gruborogich; jak również drapieżniki zdecydowanie mięsożerne, takie jak: wilki, lisy, kojoty, pumy, rysie, żbiki i łasice; oraz wszystkożerne niedźwiedzie – ponad 500 czarnych i około 350 grizzly.
Ta obfitość zadziwiła ludzi jeszcze przed powstaniem parku narodowego w 1872 r. Oto co na temat tej ziemi mówił jeden z poszukiwaczy złota, który zawitał tu dwa lata wcześniej: „Dotarliśmy do pięknej równiny, którą nazwaliśmy Równiną Buffalo, gdyż ujrzeliśmy tam tysiące spokojnie gryzących trawę bizonów… Widzieliśmy liczne jeziora i najwspanialsze góry na świecie. Spotkaliśmy też tam wszelkie odmiany łownej zwierzyny – oprócz bizonów, jelenie, niedźwiedzie i łosie”.

Kiedy podobne widoki ukazują się nam w Yellowstone dzisiaj, to mamy wrażenie, że czas się zatrzymał, a my zaglądamy w jego okna.
A jest co oglądać: ponad 60 gatunków ssaków, 300 gatunków ptaków, kilkanaście gatunków ryb, 100 gatunków motyli, 10 gatunków płazów i gadów. Wszystkie nosi ziemia, na której glebie rośnie ponad 1100 gatunków roślin.

greydot

Rodzinka misiów czarnych – baribali (widok niedźwiedzia w Yellowstone nie należy do rzadkości)

*

*

Jelenie wapiti jesienią prezentują swoje wspaniałe poroże

*

*

Kanadyjskie owce gruborogie przypominają o tym, że Yellowstone leży na terenie Gór Skalistych

*

*

A oto mniej spektakularne, ale przecież zawsze wdzięczne motyle

*

*

Bizonie oseski – każdej wiosny stado wzbogaca się o takie oto sympatyczne istoty

*

SKĄD TE KOLORY ?

Wielki Kanion Yellowstone jest bajecznie kolorowy, takie też bywają gorące źródła. W wielu miejscach park przypomina malarską paletę. Czym to jest powodowane ?
Podczas gdy ryolit, bazalt i inne skały pochodzenia wulkanicznego, stanowiące fundament yellowstońskich wyżyn są szare i mało efektowne kolorystycznie, to przeobrażone chemicznie nabierają barw. Przykładem są malownicze zbocza Wielkiego Kanionu zbudowane z hydrotermicznie zmienionego ryolitu. Również brązowo-żółte kolumny bazaltowe znajdujące się na krawędziach północnej części Wielkiego Kanionu (bardzo blisko Tower Falls), nie tylko wyróżniają się kolorystycznie, ale stanowią również ciekawą i zaskakującą naturalną kompozycję.
Gejzeryt, skała tworzona przez gejzery, jest biało-szary. Podobnie błotne wulkany i kociołki są zwykle brudno-szare, brunatne lub popielate z niebieskim odcieniem. Czasem jednak znajdzie się jakiś ślad innego koloru, którego źródłem są minerały, substancje nieorganiczne. Kolor zółty zdradza siarkę; zaś czerwienie, brązy i pomarańcze – żelazo.
Biały trawertyn, z którego zbudowane są tarasy w Mammoth Hot Springs, to nic innego, jak węglan wapnia. A wapno jest przecież białe.

Jednak  najbardziej zdumiewa koloryt gorących źródeł: intensywne zielenie, błękity, czerwienie, pomarańcze, żółcie… Poruszyły nawet jednego z traperów, który jeszcze w latach 30-tych XIX-wieku dotarł nad Grand Prismatic Spring: “Strumień, który wypływał ze źródła, wyróżniały trzy kolory: biały, blado-czerwony i błękitny jak niebo. Czy było coś niezwykłego w atmosferze, czy też jakieś chemiczne zawartości w wodzie… Nie jestem w stanie tego powiedzieć i muszę zostawić to wyjaśnienie naukowcom turystom, którzy będą to miejsce odwiedzać w przyszłości”.
Naukowcy przyszli i objaśnili, znajdując przy okazji nieznane dotychczas nikomu organizmy żywe – bakterie termofilne, które wręcz nie mogą żyć bez bardzo wysokich temperatur. Okazało się, że są i takie, które dobrze się maję we wrzącej wodzie!

Gorące źródła swoje kolory zawdzięczają właśnie żyjącym  w nich bakteriom i algom, czyli organizmom żywym. Kolor niebieski jest zaś odbiciem nieba. Bakterie i algi te żyją w środowisku wodnym, więc pochodzący od nich koloryt świadczy o aktywności źródła i o temperaturze w danym miejscu. Bliżej wylotu źródła żyją głównie bakterie zawierające pigmenty żółte i białe. Tam też temperatura jest najwyższa. Dalej, w miarę jak woda staje się coraz chłodniejsza, zaczynają dominować pomarańczowe i brązowe algi. W niektórych miejscach błękit nieba nakłada się na kolor żółty bakteryjnych mat, czego efektem jest piękna szmaragdowa zieleń (patrz: Emerald Pool).

greydot

Jak nie z tej planety

*

*

Bajecznie kolorowe tarasy trawertynowe Mammoth Hot Springs

*

*

Mammoth Hot Springs – jedno z wielu niezwykłych miejsc w Yellowstone

*

*

Niewiarygodna paleta malarska Natury – tutaj dominują pomarańcze i żółcie

*

*

Rezultat aktywności gorących źródeł przybiera często niezwykłe formy

*

*

Jeszcze jedno niezwykłe dzieło „artystki” Natury

*

*

Kompozycja jakiej nie powstydziłby się niejeden twórca sztuki współczesnej

*

*

Marmurowe paciorki

*

*

Najsłynniejsze chyba gorące źródełko w Yellowstone – wygląda pięknie i zostało obdarzone równie piękną a ponadto bardzo adekwatną nazwą: Morning Glory

*

*

“Odlotowe” faktury Grand Prismatic Springs (Środkowa Kotlina Gejzerów)

*

*

Grand Prismatic Sprsng – największe (i chyba najbardziej kolorowe) gorące źródło na świecie (warto zwrócić uwagę na maleńkie postacie ludzkie – widać wtedy potęgę całego zjawiska)

*

*

Robota zaiste koronkowa

*

*

Kolorystyczne abstrakcje

*

*

Dziwy nad dziwami (bąble-perełki w wulkanie „błotnym”)

*

Zapraszam do obejrzenia nowej wystawy zdjęć pt. „YELLOWSTONE – PANORAMY”, które właśnie ukazały się na stronie „brulionu podróżnego (ilustrowanego)” TUTAJ.

*

Yellowstoński zmierzch – ze stadem saren (i jednym jelonkiem)

© ZDJĘCIA WŁASNE

*

Odpowiedzi: 75 to “KRAINA WIECZNYCH CZARÓW – YELLOWSTONE”

  1. YELLOWSTONE: PANORAMY « brulion podróżny (ilustrowany) Says:

    […] zdjęcia są ilustracją wpisu pt. „KRAINA WIECZNYCH CZARÓW – YELLOWSTONE” opublikowanego na blogu “Wizja Lokalna” […]

  2. Ewa Says:

    Dziękuję za sprezentowanie tej wakacyjnej wyprawy; bardzo sugestywna słowno-ilustracyjna wycieczka.
    Piękny ten świat, szkoda że tak odległy od mojego grajdołka :)

    • Logos Amicus Says:

      Proszę bardzo :)
      Odległy świat?
      I tak i nie. Biorąc pod uwagę dobre połączenia lotnicze – Yellowstone oddalony jest od dowolnego miejsca w Polsce o jeden dzień podróży ;)
      PS. Grajdołek nie zawsze kojarzony jest pejoratywnie (np. z zad… ;) )
      Kojarzony jest także z domem – z tym, co jest człowiekowi bliskie, nieprawdaż?

      • Ewa Says:

        Właśnie taki miły, cieplutki grajdołek miałam na myśli.
        Jeden dzień w podróży? A te wszystkie wizy i inne takie?
        Pooglądałam pozostałe zdjęcia na ‚drugim’ blogu.
        Napatrzywszy się tych wszystkich cudowności z sercem, uwagą i talentem sfotografowanych – mogę spokojnie pozostać ‚w bliskim człowiekowi’ grajdołku :)

  3. Onibe Says:

    niesamowite miejsce, genialne zdjęcia… wspaniała wyprawa do jednego z bardziej magicznych miejsc na naszej starej, dobrej Ziemi…

    • Logos Amicus Says:

      Tych „wypraw” Onibe było w sumie kilkadziesiąt (pilotowanie wycieczek) – choć takich z prawdziwego zdarzenia, w których Yellowstone był głównym i właściwie jedynym miejscem docelowym i które były zupełnie prywatne – było trzy-cztery).
      W sumie, jak by to wszystko zabrać do kupy, to wyszłoby z tego kilka miesięcy spędzonych w Yellowstone.
      PS. Cieszę się z superlatyw jakimi obdarzyłeś moje zdjęcia :)

  4. Torlin Says:

    Jak zwykle bardzo Ci dziękuję za wpis. Przeczytałem (i obejrzałem) z zapartym tchem. Szkoda, że tego w życiu nie zobaczę. Ale nie byłbym sobą, gdybym z Tobą nie podyskutował. Piszesz: „Yellowstone – najstarszy i najsłynniejszy park narodowy na świecie” – najstarszy to najstarszy, ale czy najsłynniejszy?
    Zrobiłem maluteńką ankietę w rodzinie i znajomych – z prośbą o odpowiedź na jedno pytanie – jaki jest najsłynniejszy park narodowy świata – 8 osób na 12 odpowiedziało, że Wielki Kanion. A jedna, że Serengeti. Tylko trzy osoby odpowiedziały, że Yellowstone. Jak ja odpowiadałbym sam sobie na pytanie, to zdecydowanie wskazałbym na Grand Canyon National Park jako na najsłynniejszy.

    • Logos Amicus Says:

      Nigdy nie mów nigdy :)
      Może jednak uda Ci się do Yellowstone dotrzeć – jeśli tylko bardzo będziesz tego chciał?

      Muszę przyznać, że zdziwił mnie nieco wynik Twojej mini-ankiety. A zdziwiło mnie to, że ludzie (tu konkretnie: Twoi znajomi i rodzina) Wielki Kanion (chodzi oczywiście o Wielki Kanion Rzeki Colorado) kojarzą z parkiem narodowym (czyli: że wiedzą, iż ta najbardziej spektakularna dziura na świcie ma status parku narodowego). Ja sam ulegam takiej tendencji, aby nie myśleć o Wielkim Kanionie jako o parku narodowym (choć oczywiście pełna nazwa narzuca się sama: Grand Canyon National Park). Może właśnie dlatego napisałem, że Park Narodowy Yellowstone jest najsłynniejszym parkiem na świecie. Zresztą: należałoby zrobić jakąś międzynarodową (globalną) ankietę, aby to rozstrzygnąć.
      Lecz to prawda: Grand Canyon jest bez wątpienia najsłynniejszym tworem natury w Ameryce, a może i na świecie?

      • Torlin Says:

        Przyznaję bez bicia, że kilka osób mnie pytało, bo chciało podać Kanion, czy to jest park narodowy, a nie wiedziało.
        I nie podoba mi się tytuł – wybacz – ale jest nietrafiony. Jest to parafraza „Krainy Wiecznych Łowów”, co jest raczej smutną konstatacją.

    • Logos Amicus Says:

      Torlinie, podejrzewam, że owym „prezentem” chcesz podważyć moje stwierdzenie, że Grand Canyon to najbardziej spektakularna dziura w ziemi :)
      Ale… choć darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, a ponadto nie wypada w ten sposób dziękować za „prezent”, to jednak napiszę, że ów kanion Miedziany w Meksyku nie robi na mnie szczególnego wrażenia, zwłaszcza w zestawieniu z Wielkim Kanionem rzeki Kolorado (poza tym wikipedia, do której link podajesz, robi błąd, bo jednak Grand Canyon jest głębszym kanionem, (średnia głębokość GC: 1600m, najgłębsze miejsce – 2333 m., o takich gabarytach jak długość czy odległość między krawędziami nie wspominając) od Kanionu Miedzianego, który jest głęboki na 1400 m.
      Ale to nie głębokość jest tym, co robi wrażenie w spotkaniu z Wielkim Kanionem, a jego koloryt i ukształtowanie.
      Zresztą, wystarczy zerknąć na te obrazki:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2012/07/kanion-miedziany.jpg?w=780

      Kanion Miedziany (Meksyk)

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2012/07/grand-canyon-usa.jpg?w=780

      Wielki Kanion rzeki Kolorado (Arizona USA)

      • Torlin Says:

        Logosie, dlatego napisałem „prezent”, bo nie wiedziałem, czy wiesz w ogóle o jego istnieniu. Ja dowiedziałem się – szczerze mówiąc – wczoraj, jak z nudów zacząłem czytać wszystkie przewodniki turystyczne, jakie mam w bibliotece. A że mam „MeksyK”, pięknie wydany przewodnik „Gazety Wyborczej” z cyklu „Podróże marzeń”, to i znalazłem tekst, że: „jest on głębszy od Wielkiego Kanionu”, dopiero wtedy nacisnąłem Wikipedię. Piszą tam też o olbrzymich lokalnie głębokościach, powierzchni, ale ja nie polemizuję, że jest on „ważniejszy”. Traktuję to raczej jako ciekawostkę przyrodniczą.

        • Logos Amicus Says:

          Zamieściłeś Torlinie mój cytat, co zabrzmiało, jakbyś polemizował z zawartym tam stwierdzeniem.
          Niewątpliwie meksykański Miedziany Kanion jest miejscem ciekawym i niezwykłym (słyszałem o nim wcześniej aczkolwiek nigdy nie widziałem go na własne oczy) i nie ma chyba sensu zastanawiać się który z tych kanionów: Grand Canyon czy Copper Canyon jest „ważniejszy” (cokolwiek to znaczy).

          Ne pewno jednak amerykański Wielki Kanion rzeki Kolorado jest najsłynniejszym (i największym gabarytowo – biorąc pod uwagę wszystkie wymiary) kanionem świata.
          Nie jest jednak kanionem najgłębszym (w samych Stanach jest głębsza gardziel, a mianowicie Hells Canyon leżący na pograniczu stanów Oregon, Waszyngton i Idaho – 2,436 m. głębokości).

  5. Cane Says:

    Tak daleko, a tak blisko. :)
    Kolejny punkt na niezrealizowanej mapie podróżniczej. Dziękuję za piękną galerię zdjęć.
    Jedna drobna subiektywna uwaga, na zdjęciu z miśkami grizzly wolałbym selektywny kolor brązowy. :)

    • Logos Amicus Says:

      Nie wszystkie grizzly są brązowe. Bywają one różnej „maści” – także czarnej, szaro-burej a nawet płowej (to tak ja z ludzkimi włosami ;) )
      Podobnie niedźwiedzie „czarne” (baribale) – zdarzają się wśród nich również brązowe.

      • Cane Says:

        A tamte były południowo-amerykańskie, tudzież brązowe? ;)

        • Logos Amicus Says:

          Tamte, tzn. które?
          I dlaczego południowo-amerykańskie?

        • Cane Says:

          Tamte, tzn. Grizzly. Południowo-amerykańskie, ze względu na kolor futra. ;)
          Dowcip, dla rozluźnienia (dlaczego? Od razu odpowiadam, rozmowa o kolorze futra wzbudza w ludziach negatywne emocje ;)).
          Kresy (moje rejony), amerykański myśliwy wraca z łowów na saniach (bez trofeum, niestety). Mijają się z miejscowym chłopem, który wiezie na saniach niedźwiedzia (martwego najprawdopodobniej). Amerykanin pyta miejscowego chłopa:
          – Grizzly?
          Na to chłop:
          – Nie, strilali!
          ;)

  6. sporothrix Says:

    Przepiękne krajobrazy, wspaniała podróż. Analnie przyczepię się tylko do szczegółów: sarna nie występuje w Ameryce, a mulaka nie trzeba pisać w cudzysłowie, jest to bowiem przyjęta nazwa.

    • Logos Amicus Says:

      Słuszne uwagi (jeśli chodzi o sarnę i mulaki ;) )
      Rzeczywiście, w ujęciu naukowym sarna (jako gatunek jeleniowatych) nie występuje w Ameryce. W podpisie pod zdjęciem użyłem więc określenia kolokwialnego, (które na samicę zwierzyny płowej mówi „sarna”, zaś na samca – „jeleń”). Usprawiedliwia mnie jedynie popularny charakter tego wpisu.
      Angielska nazwa sarny – jako gatunku – brzmi „roe deer”. Często jednak (w mowie potocznej) tłumaczy się słowo „deer” jako „sarna” (samica) lub „jeleń” (samiec).

      Te ssaki parzystokopytne z rodziny jeleniowatych na zdjęciu ;) to oczywiście mulaki. Ale gdybym chciał użyć ścisłego języka, to jakby to zabrzmiało: „Yellowstoński zmierzch – ze stadem samic mulaków (i jednym samcem)”? ;)
      Dlatego wybrałem sarenki i jelonka :)

      Pozdrawiam i witam na moich skromnych łamach.

  7. Ulotna_wiecznosc Says:

    Piekne z impresjonistyczna nutka zdjęcia :))…..ale motyle to takie jak u nas na Roztoczu :) Bieszczady sa cudne…,,….bo taka jest nasza Soplicow choroba że nam się Polska podoba…..,,

    • Logos Amicus Says:

      To dobrze, że się Polska podoba. Gorzej jednak byłoby, gdyby TYLKO nam się Polska podobała – i nie dostrzegalibyśmy piękna innych krajów.
      A motyle wszędzie są piękne – różnią się „tylko” wielkością i kolorem ;)

  8. nutta Says:

    Natura to największy artysta. Pejzażysta, abstrakcjonista, jubiler.

    • Logos Amicus Says:

      Największy, bo za nic ma wszelkie mody i tworzy na skalę potężną? ;)
      „Pejzażysta, abstrakcjonista, jubiler…” – wszechstronność Natury nie powinna chyba dziwić, wszak jest Ona wszystkim :)

  9. Kasia Says:

    od jakiegoś czasu marzę, żeby się tam wybrać tylko, że lista miejsc „do zobaczenia” rośnie więc dziękuję za przypomnienie mi o Yellowstone :)

  10. babka filmowa Says:

    I znowu zatkało mnie z zachwytu, jak zwykle, gdy oglądam cuda natury, także w twoim ujęciu. A te marmurowe paciorki bardziej mi przypominają małe móżdżki. :) Nic więcej nie jestem w stanie z siebie wydusić.

    PS. Jako, że jestem niespełnionym podróżnikiem (pamiętasz może czasopismo „Kontynenty”, gdzie jako dziennikarka debiutowała Elżbieta Dzikowska? później żona Halika – czytałam pasjami i inne też – teraz już tak się pisze w czasopismach o profilu geograficzno-podróżniczym – „Kontynenty” zostały teraz reaktywaowane, ale jakoś mnie nie pociągają – mnóstwo znanych nazwisk, także celebrytów, którzy podróżują bo mają pieniądze), oglądam często filmy podróżniczo-krajoznawcze, czasem kupuję, i mam taką serię http://www.kolekcjadvd.pl/, gdzie Parkowi Yellowstone poświęcono aż dwie płytki. Filmy nie mają najlepszej jakości, ale całkiem wyczerpująco opowiadają o dziejach tego parku i także jego obecnym czasie.

    • babka filmowa Says:

      Wróć! – poprawka, gwoli ścisłości, nie dwie płytki, nie tylko parkowi Yellowstone, ale parkom USA w ogóle.

    • Logos Amicus Says:

      Bardzo dobrze pamiętam (i wspominam) polskich podróżników (z prawdziwego zdarzenia): właśnie Tony’ego Halika i Elżbietę Dzikowską, Stanisława Szwarc-Bronikowskiego, Ryszarda Badowskiego…
      Kiedy zaś dzisiaj patrzę na Panią Pawlikowską i Pana Cejrowskiego (celebrowanych jako wielkich podróżników) to… widzę jednak smutny regres :(

      • babka filmowa Says:

        Jak miło. Mam na myśli pierwsze zdanie. Ku pamięci dorzucę jeszcze nazwisko Olgierda Budrewicza.
        Jeśli chodzi o tych drugich, to pani Pawlikowska jest chociaż sympatyczna, czego nie można powiedzieć o bigocie w krótkich w majteczkach – Cejrowskim. A do tej grupy, celebrowanych na wielkich podróżników, i zdobywców, też mam jeszcze jedno nazwisko do dodania – Martyna Wojciechowska.
        Całkiem niedawno byłam na spotkaniu z panią Dzikowską – świetna kobieta, wszechstronnie wykształcona, ciągle aktywna, na wielu polach, no i teraz, skoro wszyscy wszędzie już byli, wzięła się za promowanie ciekawych i mało spektakularnych miejsc w Polsce („Groch i kapusta”).

        • Logos Amicus Says:

          Nie mogę zaprzeczyć, że Beata Pawlikowska jest sympatyczna (w przeciwieństwie do mało już sympatycznych poglądów Cejrowskiego), ale to co ona pisze w tych swoich książeczkach (seria z Blondynką) jest takie… trochę naiwne i powierzchowne, jednym słowem – dość cieniutkie.

          A co do mało spektakularnych miejsc? Sztuką jest i z takich miejsc wycisnąć coś ciekawego (a może to zrobić tylko taka ciekawa osoba, jaką jest choćby Elżbieta Dzikowska).

  11. Heliska Says:

    Yellowstone znane jest również biologom molekularnym ;-) Z gorących źródeł wyizolowano bakterie z rodziny Thermeaceae, które żyją sobie całkiem dobrze w temp +95 st C i to właśnie z nich pozyskuje się wiele enzymów używanych m.in do klonowania, tworzenia transgenów, rekombinacji genetycznej. Nie ma dnia, w którym ja nie używałabym Taq polimerazy :)

    • Logos Amicus Says:

      No właśnie… białko jest przecież podstawową strukturą każdej żywej komórki (kiedyś nawet się mówiło, że życie na Ziemi jest niczym innym jak formą białka). Często się wiec zastanawiałem, jak to możliwe, że to białko może przetrwać w tak wysokiej temperaturze (skoro się „ścina” już powyżej… nie wiem… 60 st.C?)
      Rozmawiałem nawet na ten temat z pewną panią biolog molekularną, ale też nie otrzymałem na to pytanie odpowiedzi.

      Wiem nawet z którego źródełka pobiera się te bakterie (w Kotlinie Porcelanowej). I z tego co sobie przypominam, to piszą tam nawet, że żyjątka owe mogą wytrzymać temperaturę powyżej punktu wrzenia. Ale czy to już przesada?

      • Heliska Says:

        Znalazłam doskonale wytłumaczenie termostabilności enzymów produkowanych przez bakterie z rodziny Thermeaceae. Nie jestem pewna czy masz dostęp do tej publikacji (mój Univerek ma wykupioną subskrypcję) więc wklejam rozdział poniżej:

        Resistance of thermophiles to high temperatures and denaturation – Microorganisms, like all living things, adapt to the condition in which they have to live and survive. Thermophiles are reported to contain proteins which are thermostable and resist denaturation and proteolysis (Kumar and Nussinov, 2001).
        Specialized proteins known as hcaperonins re produced by these organisms, which help, after their denaturation to refold the proteins to their native form and restore their functions (Everly and Alberto, 2000).
        The cell membrane of thermophiles is made up of saturated fatty acids. The fatty acid provides a hydrophobic environment for the cell and keeps the cell rigid enough to live at elevated temperatures (Herbert and Sharp, 1992).
        The archae, which compose most of the hyperthermophiles, have lipids linked with ether on the cell wall. This layer is much more heat resistant than a membrane formed of fatty acids (De Rosa et al., 1994).
        The DNA of thermophiles contains a reverse DNA gyrase which produces positive super coils in the DNA (Lopez, 1999).
        This raises the melting point of the DNA (the temperature at which the strands of the double helix separate) to at least as high as the organisms maximum temperature for growth. Thermophiles also tolerate high temperature by using increased interactions that non-thermotolerant organisms use, namely, electrostatic, disulphide bridge and hydrophobic interactions (Kumar and Nussinov, 2001).

        Cala publikacja jest dostepna pod adresem:
        http://www.tkk.fi/Units/BioprocessEngineering/KE-70.4500_2007/Thermostable_enzymes.pdf

        • Logos Amicus Says:

          Dzięki za tę naukową wklejkę. Spróbuję coś z tego zrozumieć :)

        • Heliska Says:

          Dobrze, to przetłumaczę ten naukowy bełkot na coś bardziej przyswajalnego. Otóż Thermus posiadają takie specjalne białka – w Polsce określane mianem „opiekunki” – które potrafią zadbać o strukturę innych białek, zwyczajnie otaczając je i chroniąc przed denaturacją. Zawsze w książkach przedstawiają chaperonins jako takie baryłki z dziurą w środku, do których inne białka wchodzą i pozostają tak długo aż ich struktura powróci do stabilnego stanu.
          Ponadto, specyficzny skład ścian komórkowych bakterii (m.in duża zawartość kwasów tłuszczowych nasyconych) sprawia, że ich zewnętrzna otoczka komórkowa jest bardziej odporna na działanie wysokich temperatur.
          Dodatkowo, Thermus mają taki specjalny enzym o nazwie gyraza (ze studiów w PL pamiętam), która dba o to by DNA się nie niszczyło. Wprowadza dodatkowe skręty do spirali DNA, upakowuje je ciaśniej nadając większa odporność, w związku z tym DNA się nie topi.
          Chyba teraz jest bardziej przyswajalnie – czyli Thermus przetrwa w gorących źródłach dzięki swojej specjalnej ścianie komórkowej i niezwykłym właściwościom białek, które chronią cały metabolizm.

        • Logos Amicus Says:

          Dzięki – Twoje wyjaśnienia trochę rozjaśniają w głowie, choć dalej trudno to wszystko sobie wyobrazić…

          Jakie te cholery zmyślne! Czyżby to tylko owe miliony lat prób i błędów tak te bakterie wycwaniły? Czyżby to tylko przypadek? No, bez przesady :)
          Czy kamień może się nauczyć śpiewać, nawet jeśliby miał na to 100 milionów lat?
          To, co czasem Natura wyprawia jest dla mnie niesamowite i zdumiewające.
          I byłoby niewiarygodne, gdyby nie było empirycznie sprawdzone.
          A przecież jest!

  12. laudate44 Says:

    Super, super!
    Dzięki Logosie za Yellowstone!

  13. S. Says:

    Co jest takiego w tym pięknym zakątku świata, co wzbudza w ludziach taką fascynację, która każe im budować swoje domy w bezpośrednim sąsiedztwie gejzerów, na wulkanie? Co za siła każe im działać tak irracjonalnie, wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew instynktowi samozachowawczemu? Czy jest możliwe, by człowiek, istota rozumna kierował się w swoim działaniu zaufaniem do instynktu prymitywnych istot-zwierząt, które póki co ufnie wypasają się na prerii?

    • Logos Amicus Says:

      To jest park narodowy i ludzie nie budują tam „swoich” domów, a już zwłaszcza w pobliżu gejzerów. Ten budynek, który być może widzisz za gejzerem Old Faithful to najbardziej znany w Yellowstone hotel Old Faithful Inn, wybudowany dawno, dawno temu… i nie zaraz obok gejzeru, a jakieś 200 metrów od niego. Erupcja gejzera Old Faithful pojawia się mniej więcej co półtorej godziny, bardzo regularnie (stąd ta nazwa: Stary Wierny), i latem zbiera się po parę tysięcy ludzi, żeby ten spektakl oglądać. Jednak nikt nie może zbliżyć się do gejzera na odległość bliższą, niż 50 metrów.
      Czy kilka tysięcy ludzi może się mylić?
      No może… ;)
      Ale czy np. Ty nie chciałabyś zobaczyć takiego wytrysku?

      A nawiązując do drugiej części Twojego komentarza: tak właśnie… czasem instykt zwierząt może nas uratować (np. zwierzęta pierwsze wyczuły tsunami.) W przeciwieństwie do instynktu naszego,który bardzo przytępiła nasza kochana cywilizacja.

      • S. Says:

        Dzięki za wytłumaczenie, ale co to za różnica dom czy hotel. I tu i tu, ludzie zapadają w blogi sen z przeświadczeniem, że obudzą się następnego dnia i nie będzie trzęsienia ziemi, erupcji wulkanu. A odleglość 200m to dla Ciebie tak wiele? Dla mnie to zaledwie kilka susów.

    • Logos Amicus Says:

      Erupcji wulkanu nie było tu od około 600 tys. lat. Może więc jeszcze jakoś da się wytrzymać przez te najbliższe parę tysięcy? :)

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2012/07/old-faithful-crowd.jpg?w=780

      Tłumy oczekujące na erupcję gejzera Old Faithful

  14. Watra Says:

    Mogę tylko podziękować za tak interesujący wpis. Pozwolisz , że dołaczę do grona Twoich czytelników. Trafilam tutaj poprzez blog „Kartka z podrózy’.

  15. violamalecka Says:

    Obudziłeś stare tęsknoty…
    Piękne!!!

  16. dablju Says:

    Przepiękne fotografie ubrane w ciekawy tekst. Kilka zdjęć jest tak niesamowitych, iż mam nieodpoartą ochotę, zamienić moją podróż z fascynujących kosmicznych mgławic na przyziemne Yellowstone ;)

  17. Jo Says:

    Wspaniałe, nie tylko post, ale cały blog na który przypadkowo trafiłam, świetna podróż poparta zdjęciami, z których jedno nie ustępuje kolejnym (choć najpiękniejsze wydają się te dzieła matki natury począwszy od gorących źródeł ;). I choć nigdy mnie do Stanów nie ciągnęło…chyba czas wyjątkowo zmienić zdanie ;)

    • Logos Amicus Says:

      Witam i cieszę się, że się podoba :)

      A Ameryka to ziemia, którą naprawdę warto zobaczyć – jeśli nie dla kultury (cywilizacji), to właśnie dla niezwykłych tworów przyrody, które się tu w wielkiej obfitości się znajdują.

  18. SABATOWKA Says:

    Niesamowity blog. Pozdrawiamy serdecznie. Gratulujemy. :)

  19. Jackson2001 Says:

    Wpadłam na ten blog przypadkiem i wcale nie żałuję. Akurat szukałam informacji na temat yellowstone i je znalazłam. Nie tylko sam post jest piękny, ale i cały blog jest wspaniale prowadzony. Od teraz zamierzam przybywać tu częściej. Tylko mam jedno pytanie… Czy w yellowstone istnieje kraina/góra/rzeka/cokolwiek, co zaczyna się na litery MP? Byłabym bardzo wdzięczna za odpowiedź i dziękuję za prowadzenie tego jakże wspaniałego źródła informacji i przyjemności.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Witam.

      Ciekawe pytanie. (Można wiedzieć, dlaczgo akurat te litery?)
      Rozumiem, że chodzi i nazwę dwuwyrazową – a wyrazy zaczyna ją się na M i P?

      Może Mornig Glory Pool? (No, ale to jest właściwie MGP ;) )

      • Jackson2001 Says:

        Istnieje pewna gra o wilkach z Yellowstone. Po prostu szukałam informacji na temat Yellowstone, ponieważ grając w tą grę zachciało mi się poznać ten park z bliska. Koleżanka równie zafascynowana tym miejscem, jak ja powiedziała, że istnieje miejsce w Yellowstone, które zaczyna się na litery M i P. I teraz razem szukamy takiego miejsca/rzeki/kanionu/góry/jeziora/wulkanu/czegokolwiek innego, co istnieje w Yellowstone i zaczyna się na te właśnie litery.

        Morning Glory Pool to może być to, aczkolwiek osobiście zastanawiałam się nad Mirror Pool.

        Dziękuję za pomoc. :) Pana słowa są bardzo przydatne. ;)

        P.S.:

        Sama kiedyś zamierzam zwiedzić cały park i poznać jego wszystkie najmroczniejsze i najcudowniejsze zakątki. :-)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Tak, rzeczywiście – Mirror Pool pasuje tu jak ulał :)
          W Górnej Kotlinie Gejzerów jest źródło, które tak się nazywa.

          Życzę udanej wyprawy do Yellowstone.

          PS. W Yellowstone jest znacznie więcej kolorowych zakątków, niż tych mrocznych ;)

  20. trailblazer Says:

    Polecam znakomite filmy o Yellowstone:

    Również ten (dobry, choć amatorski):

    Pozdrawiam i dziękuję za ciekawy tekst i wspaniałe zdjęcia z tak niezwykłego miejsca,
    EA

  21. Ela Wolny Says:

    A uznawszy Ciebie za osobę kompetentną, uznawszy – dobrze o tym wiesz, że znasz ten skawek Ziemi jak mało kto. „Kraina wiecznych czarów” dokładnie, Twoje fotografie niczym wymysł wybujałej wyobraźni utalentowanego artysty, a to… Natura. Nieprawdopodobnie urzekająca, piękna.

    Pozdrawiam pozostając w nieustannym zadziwieniu nad urokiem tego Twojego skrawka świata.

  22. Bogdan Says:

    Dodam jednak łyżke dziegciu… Niby 1872 to wcześniej niż 1895, ale jednak 1864 było podstawą wlasnie tego zdarzenia z 1872… Może to tajemnicze nieco cyferki, ale wlasnie od tygodnia obchodzony jest w Yosemite NP 150-lecie Grantu Lincolna i powołania do życia tego rezerwatu… I innych… A Grant Prez. Granta był wypadkowa tamtego…
    I na koniec taka teza: Yellowstone ma sie do Yosemite jak Grant do Lincolna . (c)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      I pomyśleć, ze doszło do tego w środku wojny domowej. Nota bene Yosemite ustanowiono parkiem narodowym w 1890 r. (rozszerzono o Mariposa Grove w 1906 r.) A generał Grant (jak dobrze wiesz) ma swój wspaniały zagajnik sekwojowy – wraz z wiadomym Wielkim Drzewem – w tych samych górach, ale już w innym parku.

      • Bogdan Says:

        A to się strzelilem, choć nie powinienem… Bo wydawało/wydaje mi sie, ze Yos stal sie NP w 1895… Ale może masz racje…
        KC&S NP o którym wspomniales powstał chyba w tym samym roku, a może nawet deko wcześniej… Oba – najwyższa polka!
        Sekwoje uber alles!

        Aaa niby w środku wojny, ale kto tam w Kalifornii o niej słyszał… Żyli za górami, za lasami…

      • Bogdan Says:

        Masz racje… 3 parki stanowe zostały upgradowane do narodowych w rożnych miesiącach ale jednak 1890 roku. Obok Sequoia i Yosemite był rownież park Grant Grove, który został wcielony do Kings Canyon NP w bodaj 1907. Dalej jest niejasność jak w szczegółach Kalifornia dealowala z rządem Federalnym. Muir spotykał sie co najmniej 2 razy z prez. Teodorem Rooseveltem i chyba kolo wlasnie 1906/7 doszli jakiegoś konsensusu… Tak więc to nie jest takie proste i jednoznaczne… Choć mówiąc short words – Yosemite jest moim nr 1 a Yellowstone… gdzieś w pierwszej 10…

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Trudno jest robić jakiś ranking parków narodowych Ameryki, jeśli nie przyjmie się pewnych jasno określonych kryteriów. Zawsze jednak można stworzyć swoją „prywatną”, czyli subiektywną listę parków ulubionych. U mnie, wśród nich znalazłby się np. zarówno Yellowstone, jak i Yosemite, ale na pewno też Glacier, Mt. Rainier, Zion, Bryce Canyon, Arches, Grand Teton… (w pewnym sensie Grand Canyon leży tutaj poza konkurencją).

          Ale gdyby mnie ktoś sterroryzował i zmusił do wymienienia trzech ulubionych, najwspanialszych, the best… to wybrałbym Yellowstone, Glacier i Yosemite.

        • Bogdan Says:

          Dlatego napisałem, ze tak jest moim zdaniem. A jeśli o Top 3, to chyba kolejność jest jasna: Yosemite, Denali, Bryce…
          Oczywiście obiektywne kryteria istnieją ale łatwiej zostawić to subiektywnej ocenie.
          Usciski

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Bogdanie, kolejność jest jasna dla Ciebie – bo to jest Twoja kolejność. Każdy ma swoją „jasność”, nie uważasz? (Choć często tą naszą „jasnością” chcemy – niekiedy na siłę – oświecić innych ;) )

  23. rolka Says:

    wilcze echa


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s