INTYMNOŚĆ NA POKAZ, czyli Madonna naszych czasów

Każda epoka i każde pokolenie ma takie bożyszcza na jakie zasługuje. Nasze czasy wojeryzmu, czasy inwazji w prywatność, czasy pomieszania z poplątaniem, (których, bądź co bądź, my sami jesteśmy także nieodrodnymi dziećmi) mają swoją Madonnę. Louise Veronica Ciccone, Amerykanka włoskiego pochodzenia, stała się w ciągu ostatniej dekady figurą w pop-kulturze kultową.
Co reprezentuje sobą „najsłynniejsza kobieta świata”? Jakie niesie wartości, za czym obstaje, co głosi, z czym walczy? Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania.

*

Madonna

Madonna

*

O Madonnie znów głośno.* Nie tylko ze względu na niedawne wyznanie Denisa Rodmana, który o swojej byłej partnerce powiedział, że „nie była akrobatką, ale też in nie była zimną rybą”. Najpierw Madonna zagościła we wszystkich mediach, kiedy została matką; a ostatnio pełno jej wszędzie w związku z filmem „Evita”, w którym zagrała słynną i kontrowersyjną żonę dyktatora Argentyny, Perona.

Podobno Madonna po urodzeniu dziecka „ustatkowała się” i zrównoważyła. Również jej image w związku z „Evitą” odbiega od tego, jaki utrwalił się poprzednimi laty w masowej wyobraźni. Ja jednak chciałbym wrócić do czasów, kiedy Madonna stała się „najsłynniejszą kobietą świata”, co miało miejsce gdzieś na początku naszej dekady. Czy właśnie w tamtym czasie można się doszukać wyjaśnienia istoty fenomenu Madonny? Próbowałem tego dokonać, kiedy dość przypadkowo wpadł mi przed oczy film „Truth or Dare”, będący dokumentem nakręconym podczas jej słynnego „Blond Ambition Tour” po Stanach Zjednoczonych, Europie i Japonii.

wyuzdana lalka barbie

Otóż najkrócej można stwierdzić, że „Madonna naszych czasów” jest ikoną-kameleonem, który pod tuzinami przybrań i kostiumów chce ukryć własny lęk i zagubienie. Madonna to również „wyuzdana lalka barbie” („New York Times”), która zakazane zabawy i igraszki wydobywa z „klozetu” przed światła reflektorów. Madonna to kolejny – śpiewający i tańczący – przykład ziszczenia amerykańskiego mitu „od pucybuta do milionera”. Wyrwała się z zapadłej mieściny Bay City w stanie Michigan, opuściła ojca, pięciu braci i dwie siostry (matka zmarła, kiedy mała Louise miała 5 lat); rzuciła szkołę baletową i jako 19-latka zjawiła się w Nowym Jorku z 35 dolarami w kieszeni. Po paru latach występów off-broadway’owych, klubo-knajpowych – po wielu próbach podrzucania różnym wytwórniom płytowym swoich taśm demo – jej ambicji stało się zadość. Jeden z oddziałów wytwórni Warner Bross wydaje jej płytę „Madonna” (1979). Zaraz później pojawia się album „Like a Virgin”. Obie pozycje lądują na pierwszych miejscach listy bestsellerów Billboardu.
Wszystko rozkręca się na astronomiczną wprost skalę w drugiej połowie lat 80-tych. Kolejne płyty, występy w filmach („Desperately Seeking Susan”, „Who’s That Girl”, „Dick Tracy”); dalej: trasy koncertowe, no i oczywiście skandale. Czas „Blond Ambition Toour” to okres szczytowania Madonny. Przełom ósmej i dziewiątej dekady oznacza apogeum jej show(wo)mańskiej kariery. Romansując z Warrenem Beatty, symulując masturbację na scenie, zachęcając do głosowania, będąc owinięta jedynie w amerykańską flagę… również spółkując ze swoim najnowszym boyfriendem w video-clipach („Justified My Love” został zakazany nawet przez MTV, która do instytucji purytańskich raczej nie należy). A było to nic innego, jak pożywką dla żądnych plotek i sensacji mass-mediów. Dzięki temu miało się wrażenie, że Madonna jest wszędzie: w kinach, salach koncertowych, sklepach muzycznych, serwisach informacyjnych, telewizji… Czyli woda na młyn multi-milionowego interesu. A kryła się za tym solidna polityka promocyjna, super precyzyjna machina menadżerska i najwyższej próby profesjonalizm (abstrahując od jego rodzajowości). To właśnie wyrobiło Madonnie opinię jednej z najbardziej niestrudzonych estradowców w historii muzyki pop. „Forbes”, prestiżowy magazyn zajmujący się ekonomią i biznesem, zasugerował, że Madonna to jedna z najsprytniejszych businesswoman w kraju, a jako najlepiej zarabiająca kobieta w show-businessie ($125 mln. w ciągu trzech lat), wydaje się być symbolem naszej „odpadkowo-śmieciarskiej” – i faszerującej się przy tym „szmalem” – epoki

Madonna z makijażem

Portret Madonny, jakim jest film „Truth or Dare”, to również znak naszych czasów. Dlatego też warto się tu nim bliżej zająć. Właściwie jest to autoportret, gdyż wszystko co widzimy, znalazło się w nim z przyzwolenia Madonny, która zresztą go firmuje, jako executive producer.
Co uderza najbardziej?
Otóż totalny ekshibicjonizm – i to zarówno w sensie fizycznym, jak i duchowym. Zaciera się różnica między tym, co na scenie, tym, co za kulisami i tym, co w życiu prywatnym artystki. Intymność wystawiona na pokaz. Intymność, która wskutek tego przestaje być intymnością, a staje się czymś publicznym. Również wystawionym na sprzedaż towarem. (Przypieczętowaniem tych skłonności Madonny było wydanie albumu „Sex”, pełnego jej aktów – w różnych konfiguracjach, w różnym towarzystwie mieszanym – płciowo i rasowo). „Czy nie jest to w jakimś sensie prostytucja?” – takie pytanie zadał jeden z (bynajmniej niekonserwatywnych) komentatorów.
Jednak pociąga to za sobą jeszcze inne konsekwencje. Otóż okazuje się, że za owymi licznymi fasadami… niewiele tak naprawdę się kryje. Długo przedzieramy się przez sfabrykowane śmiecie i błyskotki, by dotrzeć do… „prawdziwych” śmieci i błyskotek. Głębia jest pozorna. Właściwie nie ma żadnej głębi. To właśnie dlatego nazwano Madonnę „najpłytszą, najgłębszą osobą Wszechczasów”.
Film „Truth or Dare” składa się z przypadkowych i improwizowanych scen ukazujących Madonnę w przeróżnych sytuacjach, rzec można – banalnych. Jednak Madonna dzięki swojej ekscentryczności, nawet z braku sensu i banału potrafi zrobić widowisko. Świadczymy więc jej przygotowaniom do występu: użerkę z elektrykami, nakładanie makijażu, przybieranie kostiumów… Kamera „śledzi” ją w garderobie, za kulisami, w hotelu pokojowym, na korytarzu… Madonna je sałatę, czesze włosy, pije wodę mineralną, rozmawia przez telefon, wybiera się na party, przyjmuje gości i przyjaciół, bierze udział w konferencjach prasowych, składa oświadczenia… etc. A jednak ciągle mamy wrażenie, że wszystko to zgryw. Mało tego. Coraz bardziej jesteśmy pewni, że właśnie ten zgryw jest głównym rysem osobowości Madonny. Tak, jakby inne rysy uległy stępieniu i pozostała tylko sama poza.
Jeden z krytyków amerykańskich pisał: „Film poddaje te scenki i gagi transcendencji – odziera, warstwa za warstwą, tę w pełni świadomą (można chyba powiedzieć: wykalkulowaną – przyp. LA) ikonografię „materialistycznej dziewczyny” („Material Girl” to jeden z hitów Madonny – przyp. LA), striptizerki, bogini srebrnego ekranu, spluwającej i klnącej seniority, Übermädchen z monoklem, outsiderki, wykolejeńca, dziwki, madonny…”.

porno i religia

Niewątpliwie, mimo całej tej błazeńskiej maskarady, „Truth or Dare” przybliża nam Madonnę jako człowieka – ale w tym sensie, że się z jej osobą niejako oswajamy. Oczywiście, że widzimy w niej jeszcze wyraźniej „zepsutą panienkę” – wydaje się, że zupełnie pozbawioną hamulców; widzimy niedojrzałą emocjonalnie i uczuciowo kobietę, która jednakże rozbraja nas, niczym dokazujące, a nieświadome swoich wybryków, dziecko. To chyba dlatego te quasi-religijne ekscesy w jej wykonaniu trudno brać za bluźniercze. Innego zdania był jednak Watykan, którego interwencja spowodował odwołanie kilku koncertów Madonny we Włoszech.
Istotnie, osobie nieuprzedzonej szokujące mogą wydać się inscenizacje Madonny, w których wykorzystuje ona religijną symbolikę i katolickie rekwizyty w skeczach zgoła zmysłowych, naładowanym seksem. I jeszcze te dwuznaczne tańce z księdzem, całowanie się ze świętym, krzyże na nagim torsie i prześwitujący spod ażuru biust… Czy można uznać, że katolickie wychowanie Madonny zwariowało? Zrepresjonowany seksualizm wybucha, mieszają się dowolnie – i bez większego sensu – symbole i wartości…
Casus Madonny zaświadcza ponadto o bliskim pokrewieństwie pasji religijnej i zmysłowej. Bo czy może ktoś zaprzeczyć, że seks i religia to jedne z najistotniejszych komponentów życia psychicznego człowieka? Dwa źródła najmocniejszych doznań człowieka w jego dualizmie cielesno-duchowym (psycho-fizycznym) – tam, gdzie Homo eroticus spotyka się z Homo religiosus, niekiedy usiłując przy tym pozostać Homo sapiens (choć oczywiście ze zmiennym powodzeniem).
W wywiadzie dla „Newsweeka” Madonna powiedziała: „Pamiętam, że kiedy dorastałam, ludzie robili pewne rzeczy, by się ukarać, odpokutować. Znałam takich, co spali na ułożonych na łóżku wieszakach na ubranie, albo klęczeli na nieugotowanym ryżu i modlili się godzinami. Jako dziecko czułam się tym wszystkim zdezorientowana. Tym bardziej, że dawało się w tym odczuć jakąś ekstazę. (…) Myślę, że szczególnie w kościele katolickim ból miesza się często z przyjemnością. Ten masochizm jest chyba również we mnie i w moich przedstawieniach”. (Nota bene, Madonna każdy występ rozpoczynała od zakulisowej wspólnej modlitwy z grupą towarzyszących jej wykonawców. Zaznaczmy przy tym, że ta modlitwa do Boga traktowana była przez nich jak najbardziej szczerze i poważnie.)

Inny rodzaj seksu?

Inny rodzaj seksu?

w łóżku z Madonną

Obserwując Madonnę, niejednokrotnie odnosimy wrażenie, jakby wokół niej prysła jakaś otoczka konwenansów, a także zwykłego taktu i pewnej moralnej restrykcji, którą można nazwać po prostu przyzwoitością. Tak, jakby pękły więzy, które utrzymują w obyczajowych ryzach większość ludzi. Może więc rzeczywiście Madonna nie różni się tak bardzo od innych, „zwykłych” ludzi, którzy noszą w sobie podobny potencjał ekscesu i tłumione popędy. Może o tym świadczyć choćby jej ogromy wpływ na masową wyobraźnię – wręcz histeria popularności, zawładnięcie najsilniejszymi instynktami młodzieży.
A może dałoby się skwitować zachowanie Madonny stosowanym przez psychiatrów określeniem moral insanity? Termin ten (dosłownie „moralna niepoczytalność”) oznacza w psychiatrii rozluźnienie hamulców  moralnych, utratę możliwości rozróżnienia między tym, co przyzwoite, a co już obsceniczne – między tym, co moralne, a co niemoralne. W wypadkach ostrzejszych objawia się to wyuzdanym zachowaniem, seksualnymi ekscesami, nieokiełznaną lubieżnością…
„Truth or Dare” naładowany jest seksem: seks na scenie, seks za kulisami, seks w rozmowach, żartach, piosence… Jednak także ów panseksualizm, (który równie dobrze można nazwać erotomanią) wydaje się tu blefem doskonałym. (Madonna: „Seks jest dla mnie tylko metaforą. Tak naprawdę to chodzi mi o miłość.”) Jest to seks na odległość, seks bez cielesnego kontaktu – jak przystało na nasze czasy dotknięte plagą AIDS. Stąd amerykańskie media nazwały wojeryzm „najbezpieczniejszym sposobem uprawiania seksu”. Stąd rzekomy zalew rynku rozrywki utworami erotycznymi; stąd wreszcie rozkwit pornografii.
Wydaje mi się jednak, że jest to dorabianie  pewnej ideologii do faktów dość prozaicznych i nienowych przecież. Walter Kendrick, autor książki „Muzeum Tajemnic: erotyzm we współczesnej kulturze”, przedstawia m.in. teorię tłumaczącą ten zalew golizny na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Jakie były tego przyczyny? Otóż właśnie AIDS, jak również potępienie przez Republikanów bardziej swobodnej, a przez to ryzykowniejszej rozrywki, przyczyniły się do erotycznego boomu. „Występuje pewien rodzaj buntu i przekorna ucieczka w seksualizm, kiedy usiłuje się demonizować seks” – pisze Kendrick i uzupełnia: „Daje się również zaobserwować wtedy większe zainteresowanie innymi formami seksualnej aktywności. Np. skóra czy łańcuchy, różne pęta… stały się ostatnio bardzo widoczne w seksualnych praktykach, ponieważ – paradoksalnie – są bardziej bezpieczne”.

odmieńcy

„Inne formy seksualnej aktywności” – jakże akuratnie określenie to odnosi się do Madonny i jej środowiska. To właśnie ją obarczono odpowiedzialnością za wprowadzenie do mainstreamu alternatywnej, „innej” erotyki. Z udergroundu, w którym się nasza bohaterka obracała, zanim jeszcze stała się „światową gwiazdą”, wydobyła ona na światło dzienne homoseksualistów, transwestytów, lesbijki… Nie tylko otoczyła się nimi podczas swojego tournee (nota bene wszyscy jej tancerze to geje), ale wprowadziła ich do kulturowego obiegu. Mogła to też być forma kontr-reakcji na potępienie homoseksualistów w związku z plagą AIDS.
W filmie słyszymy od Madonny, że celowo otoczyła się „ludźmi zwichniętymi uczuciowo, kalekimi emocjonalnie”, gdyż chce odgrywać wobec nich rolę „matki”. I rzeczywiście: wygląda na to, że jest wobec nich matką ochraniającą, powiernicą i pocieszycielką – ale też, przy tym, nieznoszącym sprzeciwu „bossem”.
To także dla niej okazja, by opowiedzieć się za tolerancją i akceptacją: „Patrzcie tylko – każdy ma inne pragnienia, potrzeby, preferencje, pożądania i fantazje. I nie powinniśmy potępiać ani sądzić kogoś tylko dlatego, że są one inne od naszych.”
Wszystko pięknie, podobnie jak powoływanie się Madonny w publicznych oświadczeniach na prawo do wolności słowa i ekspresji samego siebie („Express Yourself!”), zwłaszcza wtedy, gdy zawieszono jej koncert we Włoszech, oraz po ostrzeżeniach policji kanadyjskiej, że zostanie aresztowana, jeśli nie zrezygnuje z publicznej masturbacji na scenie podczas wykonywania numeru „Like a Virgin”. („Co oni uznają za masturbację?” – pyta nie na żarty wystraszona Madonna. „To, jak łapiesz się za krocze” – odpowiada jeden z członków jej ekipy.) Tylko czy prawo to może odnosić się do tego typu „ekspresji” uskutecznianej na oczach milionów nastolatków całego świata? – pytają się inni.

konkluzja

Zdaję sobie sprawę, że ukazany tu portret Madonny może wzbudzić kontrowersje. Starałem się nakreślić go w miarę obiektywnie – wedle dostępnych mi ewidencji. Przedstawiłem więc to, co można było zobaczyć gołym okiem, w publicznym zachowaniu Madonny. Wnioski nasuwały się same – czasem bardziej oczywiste, czasem mniej. Nie zamierzam też absolutnie robić z siebie jakiegoś arbitra moralności (bo z czymś takim mi zdecydowanie nie do twarzy), lecz gwoli sprawiedliwości wspomnę, że i mnie samego niejednokrotnie, zwłaszcza w początkach kariery Madonny, irytował nieco ten jej image zepsutej panienki, która usilnie starała zrobić z siebie zrobić skandalistkę. Później jednak (muszę to przyznać) zaimponowała mi ona poniekąd swoją żelazną konsekwencją oraz – co może się wydać paradoksalne – prawdziwym charakterem, mimo wspomnianej płynności estradowej, swoistego pozerstwa i kostiumowej zmienności kameleona. Zaś jakość muzyki jaką uprawia to całkiem odrębny temat, którego jednak nie chciałbym już tutaj poruszać (tym bardziej, że nigdy się jakoś do niej nie przekonałem).
Madonna cały czas jest na topie. Tyle, że w innym już nieco wydaniu. Czas pokaże, czy ten jej nowy wizerunek nie jest aby kolejną pozą na sprzedaż.

Madonna - kolejny image na sprzedaż

Madonna in chains

 

* Artykuł „Intymność na pokaz, czyli Madonna naszych czasów” ukazał się na łamach ‚Dziennika Chicagowskiego”, 17 stycznia 1997 r.
Advertisements

komentarzy 19 to “INTYMNOŚĆ NA POKAZ, czyli Madonna naszych czasów”

  1. Jula :D Says:

    No tak , Madonna niewątpliwie była zjawiskiem scenicznym.
    Tyle ,że znowu marzy nam sie „purytanizm sceniczny” , czego przykladem „Adele” . :D

    • Logos Amicus Says:

      Lubię piosenki Adele. Wydaje mi się, że ma mocniejszy i ciekawszy głos, niż Madonna.

      U Madonny bardzo liczyła się oprawa – wizualność, spektakl show… Czasami miałem wrażenie, że jest to ważniejsze od samej muzyki.
      Natomiast u Adele na pewno najważniejsza jest muzyka. I to mi bardziej odpowiada.

  2. Simply Says:

    Maddie ma świetne teledyski, pracował z nią m.in. David Fincher , jeszcze przed debiutem.

    • Logos Amicus Says:

      Davbid Fincher zrealizował całą masę klipów dla wielu znanych wykonawców – wtedy, gdy królowała MTV. Był wówczas bardzo znany na tym polu – wręcz rozchwytywany. Narzucił też pewien styl, powielany przez innych twórców videoclipów. To były rzeczywiście takie małe dzieła sztuki (filmowej) – niekiedy ciekawsze, niż muzyka którą ilustrowały.
      Widać to choćby w teledysku „Vogue”, który Fincher zrobił dla Madonny:

  3. ina3b Says:

    Świetny tekst.
    Nie przepadam za Madonną, ale muszę przyznać, że niektóre jej piosenki wypychają na parkiet. ;)

  4. Roma Says:

    Mnie ta cala machina popowo-biznesowa bardziej przeraża niż zachwyca, brakuje jeszcze do pary np. Celine Dion czy Lady Gaga :-) Wiele tych gwiazd ostatnio, pojawiają się i znikają.
    Przeszkadza mi zdecydowanie przerost opakowania nad treścią, jak to w którejś chwili swojej wypowiedzi zauważył Logos. Oczywiście nie podważam umiejętności wokalnych niektórych artystek, ale zupełnie brakuje im charakteru i głębi. Faktycznie, może pozorne rozmycie się w kulturowej papce osobowości Madonny, swoiście tworzy charakter, który można nazwać ostatecznie… „bezpłciowym”:-)
    Z tych wszystkich kobiet wybija się „chropowata” Amy Winehouse, która nie wpasowała się w „papkę” dla niemowlaczków jaką często jest publiczność masowa. A jednak jej szybki sukces chyba też po części może dowodzić szczerości, z jaką ujęła publiczność.
    Uderzające i niespotykane w popkulturze podejście do swojego talentu i głosu, ciekawa, kontrowersyjna, kontestująca swoją postawą – tak ją odbierałam, postać, i to nie przez jej słabość czy chorobę, jaką było uzależnienie prawdopodobnie, ale przez image sceniczny, to co robiła ze swoim głosem, w jaki sposób interpretowała proste i łatwe melodie. Z „piosenki do kotleta” stworzyłaby bez wysiłku utwór artystyczny. I co ciekawe, było coś w tej postaci z „clin d’oeil”, które robiła do swojego scenicznego wizerunku.

    • Logos Amicus Says:

      Ja przyznaję się do rocka, który miał na mnie dość duży wpływ, kiedy miałem lat kilkanaście (głównie przez swoją spontaniczność, poczucie wolności i dynamikę). Później niestety, wszystko to zostało pochłonięte – właśnie przez tę popowo-binzesową machinę, gdzie widowisko i szokowanie widowni stało się ważniejsze od samej muzyki.

      Broniłbym tutaj Celine Dion, która moim zdaniem ma bardzo unikalny głos i jest znakomitą wokalistką. Mimo tego, że również dała się skusić na Las Vegas, to jednak show(wo)manska wystrzałowość i widowiskowy szpan (zasłaniający zwykle pustotę) nigdy nie były jej domeną.

      A Amy Winehouse to rzeczywiście jeszcze inna para kaloszy. Oprócz jej niewątpliwego autentyzmu, ujmowało mnie też jej przywiązanie do dawnych znakomitych wzorów muzycznych i wokalnej tradycji w najlepszym stylu (Sarah Vaughan, Dinah Washington, Nina Simone…)

  5. Marta Says:

    Madonna łączy w sobie wiele pożądanych w jej fachu cech. Wbrew temu, co Ci się wydaje, ona MA dobry głos i przede wszystkim muzyczny słuch. Większość osób na jej miejscu – tańcząc 2 h na scenie i śpiewając – dostałaby zadyszki i brzmiałaby żałośnie.
    Posiada też świetną prezencję. Mimo zaawansowanego wieku nadal świetnie wygląda na scenie, czego na pewno wiele osób jej zazdrości. Nie tylko chodzi o świetną figurę, ale przede wszystkim o to, jak ona tańczy i się wygina, będąc de facto prawie babcią (przed reformą 67 w Polsce mogłaby być już emerytką).
    Ale przede wszystkim ma w sobie coś, co pozwala jej tworzyć nowe i nowe utwory i to takie, które zdobywają sobie uznanie fanów i pozwalają jej utrzymywać status „Królowej Popu” już od… lat. Jest to fenomen na ogólnoświatową skalę, bo ilu artystów potrafi tak długo utrzymać się na fali? Raptem znikomy procent ogółu. I za to najbardziej należy ją podziwiać, nawet jeżeli nie podoba Ci się jej twórczość, co jak najbardziej rozumiem, ponieważ również nie jestem jej fanką :).

    • fanka Says:

      Madonna zaczynając swoją karierę była naprawdę zjawiskiem, a nie tylko piosenkarką. Dorastałam w latach 80-tych i wtedy „like a virgin” czy „like a prayer” naprawdę szokowały, podobnie jak cała ta otoczka, jaką Madonna wokół siebie stworzyła. Zwłaszcza że była piosenkarką pop a nie gwiazdą rocka. Przez ileś tam lat Madonna zawsze była o krok przed innymi, wytyczała nowe trendy, a młode dziewczyny chciały wyglądać tak jak ona i chyba trudno nie docenić jej wkładu w pop-kulturę. Bo może i nie śpiewa jakoś wybitnie, można się czepiać że zbyt nachalnie eksponowała swoją seksualność, ale nie da się zaprzeczyć, że za Madonną stoją dziesiątki prawdziwych, światowych hitów. I właśnie dlatego już zawsze będzie ona ikoną.

    • Eliza Says:

      To jest właśnie smutne w show-biznesie, że artysta musi zaszokować, skandalizować, by zdobyć pozycję w przemyśle muzycznym (czego mamy żywy przykład w postaci Lady GG czy Nikki Minaj). Tak naprawdę coraz mniej „piosenkarek” potrafi faktycznie śpiewać, większość ich tych „cudnych wykonań” jest przerobiona w studiach i puszczana z playbacku, a pozycję zdobywają dzięki szokującemu wizerunkowi lub po prostu znajomościom w światku sławy. Pod tym względem Madonna ma u mnie plusa, bo praktycznie do wszystkiego doszła sama. I jej piosenki pozostaną raczej na zawsze zapisane jako hity w historii muzyki, a nie jak jakieś sezonowe gwiazdki typu selena gomez czy inna panienka. Generalnie nie lubię jej charakteru i jej głos wydaje mi się trochę przeciętny, ale reszta może być.

  6. Logos Amicus Says:

    Myślę, że gdyby nie Madonna, to w Polsce nie byłoby różnych takich Dod, czy Mandaryn. Okazało się bowiem, że w kulturze masowej można łamać wszelkie tabu, niszczyć symbole, zachowywać się wulgarnie, mówić co tylko ślina na język przyniesie, wywlekać na widok publiczny najbardziej intymne sprawy… a i tak spotka się to z aplauzem „wyzwolonej” publiki, przynosząc przy tym na dodatek krociowe zyski.
    Jednakże, podczas gdy Madonna była/jest rzeczywiście profesjonalistką w każdym calu i wkładała w swój image mnóstwo pracy, wygrywając wszystkie swoje talenty – przy pomocy całej machiny profesjonalistów przemysłu rozrywkowego, dzięki czemu powstały rzeczy, które może są krzykliwe i w okropnym guście, pławiąc się w powierzchownym blichtrze i pozbawione jakiejkolwiek głębi, ale które dość paradoksalnie nie są jednak tandetą – to cała masa epigonów tego stylu tak wysokiego poziomu nie jest w stanie osiągnąć i utrzymać (wliczając w to „gwiazdy” typu Lady GaGa, Nicky Minaj), więc oto mamy w rezultacie popową papkę, którą jednak trudno jest przełknąć. A jeśli się już przełknie, to człowieka zaraz potem mdli – zwłaszcza gdy tej (pop)papki jest dużo.

    • Jakuboski Says:

      Madonna dla jednych jest niekwestionowaną królową muzyki pop, dla innych królową kiczu, a dla pozostałych prowokatorką skandalu poprzez seks i obsceniczne zachowanie, lecz jednego nie mozna o niej powiedzieć że nie jest gwiazdą. W show biznesie czuja sie jak ryba w wodzie, jest i była osobą która wywiera duży wpływ na mode jak i styl bycia. Jej wulgarność sceniczna przykuwa uwagę jej prowokacje polityczne i religijne niejednokrotnie trząsły światem lecz jest ona nadal ponad falą krytyki i ponad wszystkim co o niej mówią. Tworzy nadal coś co zadziwia, muzycznie nie zawsze idealna, ale na pewno scenicznie perfekcyjna. Nie ma takiej drugiej gwiazdy która po tak długim stażu nadal zarabia miliony na koncertach i bije w tym rekordy. Jest wolna co przyciąga , bezwstydna i w tym wyrachowana, dąży do celu kosztem wszystkiego ! Na pewno jest potwierdzeniem na to że seks i skandal najlepiej sie sprzedaje! Królowa Muzyki POP jest i będzie … i niejednokrotnie jeszcze przekonamy się o tym, ze jej każde show i każde pojawienie sie na okładkach pism to kreacja siebie na najwyższym poziomie poprzez kicz skandal i plotke .

      • damka Says:

        Sama Madonna, hmm… trudno jest mi się wypowiadać jaką jest osobą, człowiekiem, po prostu jej nie znam.
        Jednak to co dziś kojarzy się nam z „Madonną” – to co mamy przez nią oferowane – to w ogólnym ujęciu produkty, będące swego rodzaju inwestycjami, wytworem jej kapitału oraz szerokiego sztabu zatrudnianych specjalistów. Z pewnością atutem Madonny i jej siłą, nie są jej możliwości wokalne, ani związany z nimi rzekomy talent. Uważam, że jej siłą są duże pieniądze oraz związane z nimi możliwości oraz kreatywność jej otoczenia, zatrudnianych osób i specjalistów. Właśnie dzięki nim i niebywałemu kapitałowi, Madonna może w pełni swobodnie wyrażać i przekazywać swoje emocje, produkować i pokazywać się z ogromnym i budzącym zachwyt, czy zainteresowanie show, inwestować tyle w siebie i swoje produkty oraz ich promocje i marketing, że pojawiają się one i są znane na całym świecie.
        „Madonna” to zjawisko, a raczej marka, która przynosi spore zyski, niesie ze sobą szum medialny i budzi ogromne zainteresowanie wielu milionów ludzi. Ile w tym samej Madonny i jej pomysłów? Myślę, że coraz mniej…
        Z kolei jej możliwości wokalne, śpiew, oraz tak ogarniętą rozgłosem kondycje fizyczną, czy wygląd, uważam za totalnie przeciętne, a nawet słabe.
        Jak prezentowałaby się Madonna bez swoich kosztownych, kolorowych, pełnych kontrowersji show, bez playbacków, szerokich zabiegów marketingowych itp.? Niestety, pewnie jako nikomu nieznana, szara, przeciętna, a nawet kiepska wokalistka, z bardzo wąskim gronem odbiorców.

  7. Inner Goddess Says:

    Madonna jest swego rodzaju fenomenem, jej sukces trwa od lat. Tematem mojego bloga jest kobiecość, i bardzo ucieszył mnie ten artykuł, gdyż uważam, że jest to doskonały przykład tego, jak postrzegana jest kobiecość w naszych czasach.

    W kobiecie jest pewien surowy, niebezpieczny, bardzo instynktowny, który często był przedstawiany jako bóstwo w politeistycznych religiach. Przez chrześcijaństwo został wyparty. Chrześcijaństwo wolało uznać za dobrą, tylko matczyną i dziewiczą stronę kobiecości, reszta została naznaczona grzechem.

    Wąż to stary pogański symbol kobiecości. Słowiańska trzygłowa bogini Białoboga miała za pomocników węże. Jak wiemy w chrześcijaństwie stosunek do węża jest raczej odmienny. To samo można powiedzieć o charakterze relacji chrześcijańskich morale do tego aspektu kobiecości. Jeżeli coś jest nie zrozumiane, pominięte i zepchnięte, to wkrada się w strefę cienia i zostaje nieuświadomione, a zatem zagraża, bo wypłynie z człowieka jako projekcja na innych. Człowiek zawiera w sobie sprzeczności. W każdej kobiecie jest sacrum i profanum.

    Siła symbolu jest niesamowita. Artyści zawsze wiedzieli jak używać symbolu w bardziej świadomy sposób. Niestety, wiedzą to także specjaliści od reklam. Osobiście wolałabym żeby symbole były używane do jakiś bardziej wzniosłych celów niż sprzedaż proszków do prania.

    Jak to się ma do Madonny? Ona świetnie wykorzystuje siłę symbolu.

    Nie wiem jak to się ma do prawdziwej Madonny. Osoby sławne zawsze są nośnikami pewnej zbiorowej wizji mitu, Madonna doskonale o tym wie. Jest przy tym inteligentna, ale osobiście myślę, że nie za kobiecość ludzie ją podziwiają, ale za jej męska stronę. Czyli jak nazywa to Jung – animusa. Animus może być negatywny i w pewnym sensie zatruwać kobiecość w kobiecie. Dlaczego tak myślę? Bo Madonna moim zdaniem kobiecości ma dość mało.
    Mężczyźni raczej ją podziwiają niż pożądają, co wskazuje na dość rozwiniętą męskość. Nawet w negliżu Madonna nigdy nie była aż tak wielkim przedmiotem pożądania….. Tak myślę…. a to świadczy o dosyć mocnym ukrytym wewnętrznym, proszę mi wybaczyć, falusie. Moja nauczycielka Jasbinder pisze o tym… artykuł zamieszczam na mojej stronce, niestety jest po angielsku., to ostatni mój post

    http://wewnetrznabogini.wordpress.com

    Wracając do symboliki. Dam przykład. Teledysk Frozen, aż kipi od archetypowych symboli.
    Oto przykłady:

    Noc i dzień jednocześnie – symbol połączania. Boga, jedności, wszechświata.
    Gwiazdy – nadzieja, nieśmiertelność.
    Czarna suknia – żałoba
    Szalik wijący się jak waż: kobiecość, seksualność, transformacja, przyziemność, instynkt.
    3 osoby Madonny – trzy oblicza bóstwa.
    Doberman: śmierć, transformacja, ponowne narodziny, a także kobiecość.
    Kruki: męskość, śmierć, oczyszczanie ducha po przez cierpienie, poświecenie, przemijanie.
    Brzeg morza – miejsce iluminacji boskiej

    Upadek i przemiana w kruki – śmierć ego, zwycięstwo ducha, przemijalność
    Unoszenie się nad ziemią – Wieczność, nieśmiertelność ducha, oderwanie od rzeczywistości.
    Pustynia – pustka duchowa
    Góra w tle – wzniesienie człowieka do Boga.

    A tu teledysk, który dużo bardziej obrazuje opisywany przeze mnie archetyp kobiecy… Falusa nie ma (animusa)… ale jest wąż:)))))))))

    • Logos Amicus Says:

      Bardzo ciekawy komentarz. Poruszyłaś wiele wątków, a ponadto każdy z nich otwiera temat-rzekę, trudno więc mi odnieść się do wszystkich.
      Może więc wspomnę tylko o paru z nich.

      Masz rację z tą kobiecością (a raczej jej braku) u Madonny (mówimy oczywiście o jej estradowym image, bo jej samej nie znamy). Rzeczywiście, jeśli chodzi o mnie, to Madonna raczej nigdy nie pociągała mnie jako kobieta (choć przecież pożądanie różnych gwiazd ekranu czy pop-kultury nie jest mi obce ;) – mimo tego, że jej pozy, zachowanie, stroje (albo ich brak) były – jak się zdawało – seksualnie wyzywające. Lecz, paradoksalnie, nie czułem w nich erotyzmu. Dlaczego? Może dlatego, że tak naprawdę nie miały one budzić pożądania, ale… prowokować, szokować, bulwersować, profanować wreszcie… zwłaszcza w zderzeniu z tabu (symbolika religijna). Poza tym, na scenie otaczali ją głównie homoseksualiści, co dawało wrażenie, że ten jej seksualizm jest czymś udawanym (geje musieli przecież udawać, że pożądają seksualnie Madonny – nie mogło być inaczej ;) ). Wydaje mi się, że to erotyczne pozerstwo sprawiało, iż Madonna wydawała się być pozbawiona sex-appealu, a nawet – na co zwróciłaś uwagę – kobiecości. (Sam zresztą w moim tekście wspomniałem, że zachowywała się wobec wszystkich jak „boss” – co jest oczywiście domeną falusa (męskości).

      Ciekawy jest artykuł, który zalinkowałaś. Znalazłem tam fragment, który jak ulał pasuje do tego, co napisałaś o „męskości” (animusie) w Madonnie:

      If a woman is in the grip of the “spirit-father” animus, she can be caught
 up in thinking that she is a creative genius or get involved in some project that is vague
 and inflated. At this time, what is needed is a very specific project that the woman can 
channel her energies into. This grounds the high-flying animus, at the same time of
fering it a channel for its energy. Emma Jung wrote that
 “confronted with one of these aspects of the animus, the woman’s task is to create a place 
for it in her life and personality. Usually our talents, hobbies and so on, have already 
given us hints as to the direction in which this energy can become active.”

      Podoba mi się ten teledysk Madonny „Frozen”. Rzeczywiście cały przepełniony jest symbolami, a podana przez Ciebie ich interpretacja – bardzo sugestywna. Kiedyś interesowałem się symbolizmem. Napisałem nawet swego czasu tekst „Bergman a symbole”, w którym nawiązałem także do Junga (może Cię to zainteresuje?: https://wizjalokalna.wordpress.com/2012/04/20/bergman-a-symbole/ ) Ale tak to już jest z Jungiem i z symbolami, że zajmują domenę ezoteryczną, a więc otwartą na wielość interpretacji i w gruncie rzeczy (w sposób naukowy) nieweryfikowalną. Oto np. wspomniany przez Ciebie wąż. Dla Junga był on symbolem nie tylko wieloznacznym, ale i nawet zawierającym w sobie znaczenia przeciwstawne: wrogość, pojednanie, mądrość, diabelstwo, dajmonion seksu, własna dusza, nauczyciel, kusiciel… W tej wieloznaczności, niedookreśloności, ezoteryczności… leży wielka siła i atrakcja koncepcji Junga, ale też i – w pewnym sensie – jego słabość (zwłaszcza dla adwersarzy słynnego Szwajcara).

      A wracając do Madonny. Sądzę, że głównym rysem (przynajmniej jeśli chodzi o pierwszą dekadę jej estradowych występów, do których nota bene odnosi się mój tekst) była prowokacja wynikająca z naruszania tabu i – jednak – profanacji. Masz rację, że w każdej kobiecie jest sacrum i profanum – z tym, że są one tam rozdzielone. Madonna zaś dokonała czegoś, co było dla wielu szokujące: ona mieszała w sobie to, co sakralne z tym, co profaniczne – i w tym sensie „niszczyła” sacrum, co powodowało protesty tych, którzy to sacrum wyznawali (czcili). Ona robiła to celowo – głównie z powodów komercyjnych i widowiskowych – ale być może również dlatego, by wyzwolić się od tego dualizmu, który był w niej samej – a był on oczywiście proweniencji religijnej (wychowanie w katolickiej rodzinie). Może nawet w ten sposób próbując to w sobie scalić (co jest zresztą niemożliwe – bo przecież to, co stanowi sacrum, nie może jednocześnie stanowić profanum).

  8. Onibe Says:

    postać ciekawa, szkoda że muzycznie nie dorosła do całej reszty swojego „szoł”.

  9. Oko na kulturę Says:

    […] Intymność na pokaz, czyli Madonna naszych czasów na blogu Wizja Lokalna […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s