RADOŚĆ I MELANCHOLIA (rozmowa z Edytą Geppert)

.

Kiedy spotykamy się z unikalnym talentem, wszelka próba opisu tego fenomenu staje się pewnym nietaktem, a słowa bezsilne – ledwie bladą kalka wrażenia. To, co najgłębsze i najintymniejsze, jest zarazem niewypowiedzialne. Intymność wzruszenia łatwo wystawia się na łup profanacji przez banał i prozę komunałów. Tak właśnie podziałało na mnie zetknięcie się ze sztuką i osobą Edyty Geppert.

Edyta Geppert (zdjęcie własne)

Edyta Geppert: Śpiewanie zawsze traktowałam jako rodzaj intymnej rozmowy ze słuchaczami (zdjęcie własne)

Bywała w Chicago wielokrotnie ze swoimi recitalami. Jej piosenki często można usłyszeć w polskim radiu. Ma swoich wiernych słuchaczy, którzy ze skutkiem natychmiastowym potrafią zestroić się z jej wrażliwością – z jej sposobem odczuwania, obserwacji i reagowania na świat. Nie mogłem tego powiedzieć o sobie… aż do momentu osobistego spotkania z Edytą Geppert.
Zaskoczył mnie zupełnie jej chicagowski występ. Nie mogło być inaczej w przypadku kogoś, komu sztuka Edyty Geppert kojarzyła się głównie z refleksyjną i melancholijną modlitwą „Zamiast”. Modlitwa – to zapewne właściwe słowo: cicha skarga wzniesiona ku Bogu, gorzkie westchnienie potulnej istoty zagubionej wśród codzienności matowej i smutnej egzystencji. Podobnie śpiewała Billy Holiday – jakby krople cierpkiego bluesa padały na miękki aksamit ballady. A więc Edyta Geppert liryczna – poetycka zaduma i lekki spleen.
Na dzień przed recitalem powiedziałem pani Edycie o tych wyobrażeniach. Ta uśmiechnęła się delikatnie i rzekła: „Proszę przyjść jutro na koncert.”

ROZBAWIĆ I DOSMUCIĆ

Oczywiście, że poszedłem, lecz wcześniej chciałem usłyszeć odpowiedź od niej samej. Wszyscy znają ją z piosenki „Zamiast”. Wydawało mi się, że to właśnie ona określa w wyobraźni także innych ludzi osobowość i charakter artystki. Przypomnę jedną ze zwrotek:

Póki co w zamęcie trwam
liczę na palcach lata szare
i czasem tylko przemknie myśl:
przecież nie jestem tu za karę

Tak więc „zamęt”, „lata szare”, „kara”… cała ta gorycz i smutek istnienia. Ale przecież taka gwiazda, jak pani – powiedziałem – a ponadto piękna kobieta, która odniosła wielki sukces artystyczny, zyskała ogromną popularność, ma więcej atutów i powodów po temu, by nie poddawać się życiowej melancholii. Na ile więc identyfikuje się pani z tymi słowami?

Edyta Geppert na to odparła: „Chciałabym przypomnieć, że początek mojego śpiewania przypadał na początek lat 80-tych, a ten czas – jak większość z nas pamięta – nie był najweselszy. Był, co tu kryć, ponury, trudny dla każdego z Polaków. A ja moje śpiewanie zawsze traktowałam jako rodzaj intymnej rozmowy ze słuchaczami – wypowiedzi, z którą również inni mogą się identyfikować. Oczywiście, że i ja utożsamiałam się z nią również. Martwi mnie tylko to, że ona ciągle jest aktualna.”
Taka odpowiedź mogła być chyba satysfakcjonująca. Chociaż wiersz „Zamiast”, (którego autorką jest Magda Czapińska) ma na pewno znaczenie uniwersalne i nie można go przypisać do żadnego momentu historycznego, nawet tak doniosłego, jak stan wojenny i czasy, które po nim nastały. Nie jest więc okazjonalnym przyczynkiem do sytuacji politycznej czy społecznej. Ma sens głęboko egzystencjalny, mimo swojej rozbrajającej prostoty i oczywistości.
Przytoczyłem jeszcze wówczas opinię dwóch osób, które uczestniczyły w koncertach Edyty Geppert w Polsce:
– „Jej pieśni są jak nasze życie, chyba dlatego tyle w nich smutku i rezygnacji, czasami aż pretensji do świata i ludzi i samego Boga nawet – o to, że przyszło nam żyć na tej ziemi nad Wisłą, w tak trudnych latach, że ich zła nawet nie sposób pojąć!”
oraz inna:
– „… z gwiazdy emanuje spokój, optymizm, szczęście”
i zapytałem, jak to możliwe, że publiczność tego samego koncertu wynosi z niego tak odmienne wrażenia? – na co usłyszałem: „To jest możliwe, gdyż recital jest różnorodny i tak skonstruowany, żeby zadowolić i tych, którzy przyszli oderwać się nieco od rzeczywistości, rozbawić troszkę; jak i tych, którzy chcą się dosmucić. To również zależy od tego, w jakim nastroju ktoś przychodzi na koncert, od jego osobowości…”
Tak po prostu! Edyta Geppert, przez swoją skromność, omieszkała dodać, że jest to możliwe także dzięki jej wszechstronności, odwadze włączania do swego repertuaru utworów krańcowo odmiennych zarówno nastrojowo, jak i stylistycznie; a co najważniejsze – dzięki swojej artystycznej kompetencji i sprostaniu tymże wyzwaniom.
Co właściwie decyduje, że jakaś kompozycja jest przez nią akceptowana?
Edyta Geppert: „W związku z tym, że traktuję piosenkę właśnie jako wyraz osobistej wypowiedzi, musi być ona przeze mnie jakby przefiltrowana, to znaczy musi być zgodna z moim odczuwaniem, budzić moje emocje. Musi najpierw mnie wzruszyć, żebym później mogła wywołać uczucia słuchaczy.”

MISTRZ I EDYTA

Wiosną 1995 roku Edyta Geppert przyjechała do Wietrznego Miasta z całą swoją rodziną. 7-letni Miecio zaglądał często do pokoju, w którym odbywał się wywiad, rozpraszając mamę, która wreszcie udzieliła mu ostrej reprymendy. W końcu zjawił się też sam Piotr Loretz, którego obecność w Chicago u boku Edyty jak najdalsza była wszak od przypadkowości czy zbędności: Piotr Loretz bowiem to producent, impresario, menadżer, reżyser, konferansjer… no i – last but not the least – mąż Edyty Geppert. Jakby tego było mało, w przeszłości również nauczyciel akademicki piosenkarki. Tak się złożyło – bynajmniej więc nie przypadkiem – że zapytałem wtedy o to, kto był dla niej wzorem, inspiratorem? Oto co usłyszałem:
– „Mistrzem jest i był zawsze Piotr Loretz. Słucham jego rad. Wydaje mi się, że naprawdę miałam wielkie szczęście, że spotkałam tego człowieka, ponieważ on sam pochodzi z rodziny o ogromnych tradycjach aktorskich. W ich domu bywali wielcy artyści. Poza tym, on sam przez kilkanaście lat uczył w Warszawskiej Szkole Muzycznej na Wydziale Piosenki (był też członkiem komisji, która przyjmowała Edytę Geppert na studia – przyp. stb). Sam też występował, był aktorem. W tej chwili zawiesił swoją działalność artystyczną, zajmuje się czymś innym, nie ma już tyle czasu. Mam ogromne szczęście, że mam takiego człowieka, z którego rad i wiedzy mogę korzystać na co dzień.”
Tutaj wtrąciłem: Czy wobec mnogości ról jakie przyjął na siebie mąż w związku z pani działalnością artystyczną, nie czuje się pani zdominowana?
Edyta Geppert: „Rzeczywiście, jest to reżyser, scenarzysta, pomysłodawca większości moich przedsięwzięć. Myślę, że bez niego nie zdecydowałabym się uprawiać tego zawodu w naszym kraju. Nie, nie czuję się zdominowana. Wręcz przeciwnie: wiem, że mogę pracować, robić to, co jest moją pasją. Piotr przyjął też na siebie ten – proszę mi wierzyć – ciężki w Polsce obowiązek menadżera, organizatora. Tym sposobem zbiera wszystkie ciosy na siebie, a ja tylko oklaski.”
Chciałem się właśnie zapytać, jakimi cechami winien się według Edyty cechować mężczyzna? To, co przed chwilą usłyszałem, mogłem chyba potraktować jako odpowiedź na to pytanie. A może jednak chciałaby dodać coś do portretu idealnego (pożądanego, poszukiwanego) mężczyzny?
Edyta Geppert (uśmiech szczery, ale i lekko ironiczny): „Na pewno powinien być mądry, tolerancyjny, no i… dobrze gotować (Śmiech) I znów wymieniłam wszystkie cechy Piotrusia.”
Pitor Loretz, który w międzyczasie zaczął się przysłuchiwać naszej rozmowie, wtrącił: „I jeszcze niepalący.”
Eydta: „A tak! Niepalący! Zdecydowanie!”
Ja: Pijący z umiarem?
Edyta: No, to jak on już uważa. Nie mam pod tym względem szczególnych wymagań.” (Śmiech)
Ja: Czy wierz pani w miłość?
Edyta: „Oczywiście, że tak! Co za pytanie!?”
Ja: Muszę więc pani powiedzieć, że nie dla wszystkich to jest takie oczywiste. Otóż niedawno przeprowadzono w Polsce sondaż, według którego 57% dorosłych Polaków przyznało, że nigdy się nie zakochało… w tym 86% biznesmenów.
Edyta: „To jest w takim razie bardzo ponura statystyka. Dla mnie miłość jest sprawą podstawową. Biznesmeni sercem nie mogą się widocznie kierować.”
Ja: No ale mogą się chyba zakochać… choć czasami. Życie to nie tylko biznes.
Piotr Loretz (wyraźnie rozbawiony): „Oni już mają swoją kochankę…”; po chwili namysłu dodając: „Ja mam prywatne przedsiębiorstwo. Dzięki temu mogę jakby inwestować w Edytę. Co jakiś czas dokupuję jej coś ze sprzętu, finansuję inne wydatki.”

Edyta Geppert: moje spojrzenie na wszystko, na świat cały, po urodzeniu Miecia, zmieniło się na bardzo pozytywne. Zupełnie zmienił się mój punkt widzenia. (Fot. East News)

Edyta Geppert: Moje spojrzenie na wszystko, na świat cały, po urodzeniu Miecia, zmieniło się na bardzo pozytywne. Zupełnie zmienił się mój punkt widzenia. (Fot. East News)

MIECIO

Był jeszcze Miecio („słynny Miecio” – jak nazwał syna Piotra Loretza i Edyty Geppert jeden z polonijnych radiowców).
Nie mogło się więc obyć i bez takiego oto pytania: W pewnym momencie swojego życia została pani żoną, matką… Jaki to miało wpływ na wyraz tego, o czym pani śpiewa? W jaki sposób człowiek twórczy radzi sobie z godzeniem życia rodzinnego z karierą artystyczną? Czy jest to w ogóle do pogodzenia?
Edyta Geppert: „To musi być do pogodzenia, choć naprawdę jest sprawą trudną. Jednak nie do tego stopnia, żeby z tego powodu rezygnować z macierzyństwa, bo dziecko mogłoby przeszkodzić mi w karierze. Spotkało mnie to szczęście, że mam wspaniałą, udaną rodzinę, mam synka. Naprawdę, moje spojrzenie na wszystko, na świat cały, po urodzeniu Miecia, zmieniło się na bardzo pozytywne. Zupełnie zmienił się mój punkt widzenia. Doznałam tego szczęścia i mam dziecko.”

POCZĄTEK NORMALNOŚCI?

Od Piotra Loretza usłyszałem jeszcze parę zdań na temat zmieniającej się sytuacji – jeśli chodzi o działalność artystyczną – w Polsce:
„Wie pan – powiedział Loretz – nasza sytuacja jest jednak lepsza, niż była, a daje szanse i nadzieję na to, że będzie jeszcze lepsza. No bo tak: uchwalono prawa autorów, którzy do tej pory byli systematycznie okradani. Tutaj – wskazał na Edytę – siedzi osoba, która sprzedała ponad milion egzemplarzy swoich dwóch pierwszych płyt. Jak się teraz taką liczbę wymienia w Europie, to ludzie zaczynają człowieka po stopach całować. Bo to oznacza ogromne pieniądze, których Edyta oczywiście nie dostała. Są jednak w kraju początki jakiegoś normalnego funkcjonowania. Edyta jest w tej szczęśliwej sytuacji, że na nią publiczność przychodzi. A tym może się pochwalić niewielu artystów w Polsce. Ważne jest jeszcze to, że Edyta należy do tego typu wykonawców, którzy w każdych czasach niezwykle szanowali publiczność, a publiczność potrafi to docenić. (…) Teraz na tyle się zmieniło, że te propozycje z Ameryki są dla polskich artystów czymś innym, niż były kiedyś. Już się trochę na innych zasadach tutaj przyjeżdża. Praca w kraju stała się naprawdę konkurencyjna. Jest paszport w domu, fax, telefon… Jest jakiś kontakt ze światem – już człowiek nie czuje się taki ubezwłasnowolniony, jak to było za czasów PRL-u.”

ŚPIEWANIE TO INTYMNA ROZMOWA

Ta nasza rozmowa często sprowadzała nas na ziemię, jednak już nazajutrz mogliśmy się poczuć przeniesieni w zupełnie inny świat… świat artyzmu i poezji. Myślę, że warto przytoczyć tu słowa wyrażone na początku:
Kiedy spotykamy się z unikalnym talentem, wszelka próba opisu tego fenomenu staje się pewnym nietaktem a słowo bezsilne – ledwie bladą kalką wrażenia. To, co najgłębsze i najcenniejsze, jest zarazem niewypowiedzialne. Intymność wzruszenia tak łatwo wystawia się na łup profanacji przez banał i prozę komunałów.

Recital Edyty Geppert. Jak go opisać wobec tych ograniczeń i pułapek?
Już na samym początku uderzenie: precz ze smętkiem! Wiązanka piosenek lekkich, żywych, pełnych humoru i przyjemności istnienia: żart i jasna strona życia. Nadęty patos pęka jak mydlana bańka. Zwiewny i nieuchwytny mit zmienia się w ciało – w kobietę z krwi i kości.
To właśnie w repertuarze koncertu dominowało, objawiając w pełnej krasie szalenie bogate aktorskie emploi Edyty Geppert. A bogate emploi to nic innego jak bogata osobowość. Można było usłyszeć piosenki kabaretowe, był żywiołowy folklor cygański i pełne temperamentu akcenty żydowskie, a nawet… heavy-metalowa parodia.
Całe spotkanie niezwykle precyzyjnie wyreżyserowane. Każdy utwór miał swoją dramaturgię, jak przystało na dobrze skrojoną aktorską etiudę. Czasem przypominało to obyczajową anegdotę, plotkarską wręcz historyjkę, pełną ekspresji dzięki ruchowi, gestom, mimice – grze całego ciała. A o urodzie Edyty Geppert można by napisać poemat cały.

To cecha przypisywana jedynie prawdziwej sztuce: harmonijne połączenie przeciwieństw.. Na przykład wtedy, kiedy pozorna kruchość i delikatność łączy się w jakimś zadziwiającym mariażu z mocną dynamiką i uderzająca ekspresją. Tak właśnie, jak w przypadku Edyty Geppert. A przy tym ta lekkość, urok, wdzięk i czar…
Jak widać było – i słychać – piosenkę można potraktować z estymą prawdziwego artyzmu i nadać jej status wielkiej sztuki. To właśnie robią Edyta Geppert i Piotr Loretz. I doprawdy, niewielu jest w Polsce takich wykonawców, którzy mogliby im w tym dorównać. Te monotonne, statyczne, ograne gesty – w wielu przypadkach przebijająca rutyna chałturników. Brak dla Edyty Geppert konkurencji.
Mam nadzieję, że nie będzie to pretensjonalne, jeśli zacytuję w tym miejscu Arystotelesa, który zauważył, że większość ludzi raczej odbiera, niż daje uczucia. Edyta należy do tej artystycznej elity, która głębokie wzruszenia daje innym. Tak jak robili to Edith Piaff, Jacques Brell, Włodzimierz Wysocki, Bułat Okudżawa i szczególnie bliskie piosenkarce: Liza Minelli czy Bette Midler.
Mark Twain powiedział kiedyś: „Pochwała jest dobra, komplement jest dobry, ale dopiero uczucie, wzruszenie… ono jest tą ostateczną, pełną i najbardziej cenną nagrodą, jaką może zyskać człowiek, czy to dzięki zaletom swego charakteru, sztuki i artyzmu, czy też innych osiągnięć.”
Bob Dylan wierzył w to, że w tłumie, na jego koncertach, zawsze znajdzie się ten jeden człowiek, który będzie wiedział to samo, co on wie; będzie czuł to samo, co on czuje – There is One in Every Crowd… Pani Edyto, na Pani koncercie takich ludzi było naprawdę wielu. Czymże można się Pani odwdzięczyć i podziękowań, jeśli nie uczuciem – tą najcenniejszą nagrodą?

greydot

(Artykuł ukazał się na łamach “Dziennika Chicagowskiego”, 24 listopada, 1995 r.)

Inne odcinki cyklu: TUTAJ.

.

Reklamy

Komentarzy 28 to “RADOŚĆ I MELANCHOLIA (rozmowa z Edytą Geppert)”

  1. Czytelnik Says:

    Cieszę się, że trafiłem na Twój blog :) Też lubię Edytę Geppert. A znasz może Antoninę Krzysztoń?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Dziękuję za wizytę.
      Antoniny Krzysztoń nie znam, ale postaram się o niej czegoś dowiedzieć.
      Pozdrawiam

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        Trochę wstyd, że o niej zapomniałem. To ona przecież wygrała Studencki Festiwal Piosenki w Krakowie, w czasie kiedy tam studiowałem.
        Ładny, czysty głos… nastrojowość. Niewątpliwie zasługuje na miejsce w czołówce polskiej poezji śpiewanej.

        Szkoda, że nie została wylansowana tak, jak Edyta Geppert (moja żona twierdzi, że ma lepszy głos od Edyty, ale to pewnie dlatego, że jest o tę ostatnią nieco zazdrosna ;) )

      • sarna Says:

        Ta piosenka jest z nowej płyty, która dopiero jest promowana, stąd zapewne tak mała liczba odsłuchań. Dla mnie o sile utworu nie stanowi ilość odsłuchań, dla Ciebie też nie – Jej chyba zależy na takich odbiorcach, którzy mają wartości i wrażliwość podobne do tych, które ceni ona.
        A Edyta Geppert skradła moje serce już wieki temu, z sentymentu przechowuję taśmy z kaseciaka z jej nagraniami mimo, że te same piosenki mam już na innych nośnikach :)

  2. Bogumiła Jęcek Says:

    Edyta Geppert – wspaniała kobieta, piosenkarka. Niestety, nigdy nie byłam na jej koncercie, szkoda.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Jeśli jeszcze koncertuje, to zawsze można nadrobić tę zaległość.

      • sarna Says:

        – koncertuje po kościołach, niedawno gościła na takim koncercie w moim miasteczku, to nic złego czy wstydliwego, ale faktem jest, że jest piosenkarką niszową – szkoda, bo piękny głos i mądre teksty.

        – jesienią wspominałam Ci, że kręcą za moimi opłotkami kolejny film, „niewinne”. widziałam pokaz przedpremierowy, może Tobie Staszku też kiedyś będzie dane go zobaczyć. Ciekawa jestem Twojej recenzji.
        macham

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Piosenkarka „niszowa” – według mnie jest to komplement.

          Z tego co pamiętam „Niewinne” to film francuski opowiadający historię zakonnic prześladowanych przez żołnierzy sowieckich podczas II wojny światowej.
          Słyszałem, że znowu były w Polsce przepychanki, że film (ponoć) „przekłamuje” historię, ukazując nie te siostry zakonne – i nie to miejsce – co trzeba. (A przecież film fabularny nie jest filmem dokumentalnym.)

  3. kenar Says:

    Jedyna, która powiedziała, że nigdy nie przyjmie reguł rządzących naszym, pozal się Boże – szołbyznesem.
    I płaci za to. Nieobecnościa w mediach, które są tak publiczne, jak niektóre domy.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Nie wiem jaka była popularność Edyty Geppert w czasie, kiedy nie było mnie w kraju. I czy jest obecna w mediach. Wiem, ze nadal koncertowała i że ma spore grono swoich wiernych słuchaczy. Nie sądzę jednak, by rodzaj uprawianej przez nią sztuki dobrze się „sprzedawał” w dobie krzykliwości i skandalizowania – w czasie, kiedy na ustach wszystkich była np. Doda.

  4. Tess Says:

    Warto przy tej okazji posłuchać tego:

    Jak również tej niezapomnianej piosenki

    Pozdrawiam i dziękuję za ciekawy wywiad,
    T.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Tutaj akurat przeważa melancholia.
      „Jaka róża taki cierń”, to chyba – obok „Zamiast” i „Kocham cię życie” – najbardziej znana piosenka Edyty Geppert.
      „Nie żałuję” zaś – jak widzę, cieszy się największą popularnością na YouTube, mając już ponad milion odsłuchań. Czy jednak może to być miernikiem wartości artystycznej? Wątpię.
      Utwory Edyty Geppert bronią się same.

  5. kris Says:

    Pamiętam Ją jak śpiewała na obozach harcerskich, w zespole „Nowa Ruda” w Warszawie na Europejskim Zgromadzeniu Młodzieży i Studentów – zawsze była zjawiskowa, zawsze ostawiła po sobie ogromne wrażenie. Po jej występach przy ognisku nie można było zasnąć bez marzeń.

    • Bogusz_W Says:

      Wspaniała artystka, którą się szanuje i podziwia, w której jest prawda i swoją prawdę się czuje słuchając jej. Osobowość, która nie potrzebuje lansować się – tańczyć, wyginać się na łyżwach, bić na głosy, jurorować, włóczyć po serialach i konferansjerkach, Galach, Vivach etc. Ma swoje miejsce i my tam jesteśmy.

  6. roma Says:

    Ten wpis to laurka :)
    Ale chyba zasłużona.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      No pewnie, że laurka. ;)
      Młody byłem, to i szybko się zadurzałem.
      A było przecież w kim ;)

      Mam zresztą z tego spotkania z Edytą Geppert piękną pamiątkę.
      Wprawdzie nie tak dawno gdzieś już to zdjęcie na blogu zamieściłem, ale nie zaszkodzi pochwalić się nią ponownie z okazji tego wpisu.

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/04/spotkanie-z-edytc485-geppert.jpg?w=780

  7. Piotr Says:

    Delikatna, wrażliwa, subtelna…

  8. ulotna_wiecznosc Says:

    ,, Daj mi, proszę, dobry Boże,
    Zamiast drogi – to bezdroże,
    Które prosto poprowadzi
    Poprowadzi mnie w nieznane.
    Innym, dobry Boże, zostaw
    Wstęgi ulic i autostrad,
    A ja niech już na manowcach pozostanę!….”

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Autorem tych słów jest Jerzy Ficowski. Tak się złożyło, że niedawno widziałem go w dokumentalnym filmie o Papuszy (TUTAJ). Bardzo polecam.

      A to jest chyba najsłynniejsza piosenka, której słów autorem jest Ficowski.

      Jak wspominać, to wspominać ;)

  9. Marta Says:

    Dziękuję, byłam ostatnio na recitalu pani Edyty i szukałam później więcej informacji o samej artystce i jej twórczości. Pana artykuł przybliżył mi ją najbardziej :-)

  10. Teresa Says:

    Cudowne zdjęcie i cudowna wypowiedź Edyty Geppert.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s