PRZYGODA MŁODEGO UMYSŁU (odnalezione w szufladzie)

*

Życie zatacza krąg – wszyscy wracamy do punktu wyjścia. To co się w nas kiedykolwiek odezwało, było w nas zawsze. Nawet jeśli brzmi teraz obco, było częścią nas samych. W czasie jednej z wizyt w moim domu rodzinnym, dość przypadkowo trafiłem na swoje wiersze, które napisałem mając mniej więcej 17 lat. Zupełnie o nich zapomniałem – tkwiły w jednej z dawno opuszczonych szuflad, do których nie zaglądałem od wielu, wielu lat. Dziwne to było uczucie odczytywać je na nowo: ta mieszanina ciekawości, zażenowania, sentymentu, zawstydzenia, melancholii… oto docierałem do kogoś, kto był mną w mojej młodości; a ponadto do bardzo specyficznego momentu w moim życiu, który teraz odzywał się echem w dawno nieporuszanych strunach, tkwiących we mnie, mimo upływu lat. 
Jaka jest wartość tych wierszyków? Dla mnie nie jest to teraz tak ważne, choć kiedy je pisałem, wydawały mi się istotne, bo oddawały stan mojego ducha i umysłu – wzburzonych wówczas niespełnioną miłością, tudzież lękami egzystencjalnymi, które towarzyszyły mi od wczesnego dzieciństwa.
Kiedy czytam je teraz, odczuwam lekkie zakłopotanie, bo widzę ich braki i mankamenty, pewne natarczywe wręcz repetycje – słowa tak wyeksploatowane przez wieki w poezji (te wszystkie serca, kwiaty, łzy, krew, usta, słońca, tęsknoty, krople i księżyce…) choć dla mnie były one wtedy świeże, pozbawione kiczu i pretensji – wydawały mi się być czymś naturalnym i adekwatnym w opisie i oddaniu tego, co w tamtych momentach przeżywałem i odczuwałem. Teraz zastanawiam się skąd mi się to wzięło. Czy to tylko wpływ literatury, którą wówczas namiętnie pochłaniałem? Chyba jednak nie – to co pisałem było autentyczne, niezapożyczone, choć obecnie widzę jak pławi się to wszystko w swoistym symbolizmie, pobrzemiewa jakąś mieszanką romantyzmu z egzystencjalizmem, defetyzmu z katastrofizmem, wreszcie psychologią kafkowsko-borgesowską, jungowsko-freudowską… Oczywiście, to wszystko w wydaniu na moją miarę. Wybrałem kilkanaście utworów. Widzę że większość z nich posiada podobną tonację – to rezultat nastrojów, które nawiedziły mnie dość gwałtownie tamtego lata, kiedy zbliżałem się do tzw. „pełnoletności” i cierpiałem katusze niezbyt szczęśliwie zakochanego nastolatka  ;)
Mam nadzieję, że moja odwaga opublikowania ich tu i teraz zostanie doceniona, choć nie oczekuję jednak żadnej taryfy ulgowej, jeśli ktoś będzie chciał je ocenić.

*

polna droga na Podkarpaciu (zdjęcie własne)

polna droga na Podkarpaciu (zdjęcie własne)

*
*

* * *

*

zabolało mnie piękno róży
jej czerwień
skradziona mej źrenicy
wbitym kolcem –
to krew
zabarwiła płatki
a kielich kwiatu
wypełnił się
twoimi ustami
zagrzmiały serca ptaków
i ból niemy
skonał w mych ramionach

*

greydot

*

* * *

*

Noc jest moją kochanką

a zazdrosny jestem

jedynie o gwiazdy

*
Nie podejrzewam bowiem
by zdradzała mnie
z tym łysym typem
Księżycem
        – starym truposzem
          żebrzącym Słońce
          o światło

*

greydot

*

* * *

*

brzytwą z oka
błękit wykroisz
i rzucisz
na pożarcie burzy
jak ochłap
łzę wystawisz
na urągowisko
deszczu

*

greydot

*

impresja in blue

*

zdziwione świtem
krople rosy
oczekują słońca
            – swojej śmierci
ich słabość truchleje
drżą srebrzyście
na ostrzu liścia
uśpionego popielatym
smutkiem nocy
otulonej
wilgotną pierzyną mgły

*

greydot

*

misterium babiego lata

*

Ach, jak tu pięknie jest wkoło
nawet kwiat błękitny
niedosiężny
nie rani

*

Rozbite stogów namioty
przylgnęły do traw
kobierców rozłożystych
i pachną

*

Kłosy ziarnem brzemienne
złotem rozpęknięte
są wyniosłe i dumne
i takie proste

*

Na puchu skrzydeł
na przestrzał obłokom
spływają miodem
krople pszczół
         – żółte płatki
           o lepkich palcach

*

Wypełnia się omdlałe
misterium dnia
babiego lata

*

greydot

*

obojętność

**

Pewnego razu przechodziłem
tuż obok
obojętności
i nie zważając na nic
przystanąłem
zaintrygowany płomieniem
uwięzionym
w jej cokole
z lodowych tafli

*

greydot

*

* * *

*

Gdzie chcesz dopłynąć
z tym żaglem
dziurawym na plecach
co bardziej ciężarem ci jest
niż wolności
obietnicą

*

Na mych skrzydłach płonących
                           – myślisz
wzbiję się na sam szczyt
                           – i rozpościerasz
                             swe cherlawe ramiona

*

Oddam wam cały żar mego serca
                           – mówisz
a wiesz, że nie wystarczy go nawet
na ogrzanie twojego ciała

*

greydot

*

natarczywość miękko okolona puklami włosów

*

Moje oczy spotkały się
z jej spojrzeniem
serce załkało trzepotem
słodko zagłębiłem się
w jej obraz
utkany z siateczki czerni
przemienionej
w barwną paletę
jej twarzy
której rysów obsesyjna obecność
                       była ciepła…

*

greydot

*

dwa razy serce w temacie

*

                           I

*

W moim sercu – pochmurne niebo
                         mówiące czerwonemu słońcu krwi
                         wiele czułości

*

W mojej duszy – zagubiony dzwon
                         brzmiący odnalezioną świadomością
                         wymowną milczeniem

*

                           II

*

W mym sercu drży iskra
ciągle żywa jeszcze,
lecz nie wiem
czy jest ona zmierzchem
czy też świtem
płomienia

*

greydot

*

* * *

*
                                                        czas jest zaledwie zwlekaniem
                                                        tego, co ma nadejść
**************************************José Hernández

*

Mówisz – jestem młody
te pokryte żółtym pyłem
dni nie są moje

*

odsłonięte przez czas

białe kości

należą do starca
który siedział w cichej czerwieni
zgarbionej jak on chaty
i patrzył tęsknie
na zachodzące słońce

*

wysuszone smutkiem zmarszczki
spływały z jego serca na ziemię
a siwowłosy wiatr
czesał czule
słomiane strzechy
rozczochrane

*

greydot

*

sen

*

chwila
dzieliła mnie
od Końca Świata
kiedy pomyślałem
o tym,
który był przedtem

*

                   obudziłem się
                   mając przed sobą
                   Wieczność

*

greydot

*

nieśmiertelny

*

Cóż to!
Pędzisz tak
bez tchu

z językiem na brodzie
z pianą na ustach
z wytrzeszczonymi oczyma

*

Poczekaj,
szepnę ci coś! – krzyczę

*

Za późno:
w obłokach pyłu
widzę już tylko
zad krzyża
wbitego w serce śmierci

*

greydot

*

* * *

*
                                                                     Ewie

Kochałem Ciebie…
gdy słońce rozpalało tysiące chłodnych iskier
na czymś, co było zupełnie podobne do śniegu
ale tak piękne
że nie mogło być rzeczywistością
ani żadną rzeczą,
która jej jest

*

Kochałem Ciebie…
gdy ostre konary drzew kaleczyły niebo
a z ran błękitu wypływały łzy deszczu
i mieszały się z moimi na pachnącej wiosną ziemi
łącząc się w bezimiennej przyjaźni

*

Kochałem Ciebie…

kiedy ptaki witały radośnie ludzi i drzewa
wydobywając z siebie dźwięki przedziwne
a wszystko było zaklęte
i wydawało się być dekoracją do baśni
pamiętanej przez dorosłe dzieci

*

Kochałem Ciebie…
drżącą ręką
lękającą się pokalania świętości Twego Ciała
urzekającego bielą
i barwami ciepłymi jak moje uczucie

*

Kochałem Ciebie…
i Twoje usta podobne nierealnej róży
której zapach był smakiem
tego, co było Tobą
i tylko Tobą

*

Kochałem Ciebie…
oczyma pochłoniętymi mgłą pragnienia
spotykającymi się z dwiema iskrami
Twych oczu
których bezmiaru nie pojąłem do końca

*

Kochałem Ciebie…

i czułem Twe ciało tuż obok mojego
a nasze zmysły przenikały się w szale uniesień
goniąc na spienionych rumakach pożądania
na zatracenie
ku wieczności

*

Kochałem Ciebie…
i może dlatego nie ma Cię już przy mnie

*

greydot

*

ona

*

Przyszła kiedyś do mnie
gdy czuwałem nad mymi dniami
usiadła, spojrzała na księżyc
(mogło to być również wygasłe słońce)
wiesz – usłyszałem –
dawno nie widziałam twojego uśmiechu…
                  (wstrząśnięty ukryłem twarz w dłoniach)

*

Zapytała mnie pewnego razu
kiedy pochylony nad korcem pór roku
oddzielałem noce od dni
zadrżałem nagle i podniosłem wzrok
ujrzałem wtedy jej oczy:
jestem zmęczona,
cały dzień ciężko pracowałam
                   – wyczytałem to z jej spojrzenia
                     (i nie pomogły zaciśnięte na uszach pięści)

*

Minęło wiele dni
a może lat
nie musiałem odwracać głowy
aby ją znów zobaczyć
zrezygnowany wypuściłem z garści
spłoszone godziny – byłem gotowy na wszystko
                   a kiedy jej wargi się poruszyły
                   przytuliłem się ufnie do jej piersi

*

greydot

*

rytuał

*

Piłaś świt do dna
Słońce rozpływało się w Twych ustach
Światłość wypełniła je po brzegi
a gwiazdy pobladły od trwogi
i zgasły
w milczeniu

*

Piłaś świt stężały
Mrok sączył się strumieniem,
wezbrał ciemnością,
aż połączył się z morzem nocy

*

A Ty piłaś
Świt budzący się w mym sercu
Świt, co wypalał me źrenice
Świt przemieniony w moją krew
Do dna…

*

greydot

*

wieczór Franciszka K.

*

oczy stężały
zamilkła pusta szklanka
zdziwiona niedopitą kroplą
purpurowe wskazówki zegara, uwięzionego przez czas
to one – krople łez mijających dni wyżłobiły
na twarz Franciszka K. swoje piętno codzienności
jest teraz sam – upragniona i przeklęta samotność
dusza uwięziona w ciele sączy się z ran
i bluźnierczo profanuje gwiazdy – jej macki
mają niekiedy kształt skrzydeł roztapiających się
w Wielkiej Niemożności
Franciszek K. jest człowiekiem
spętany krzyk trzepocze się w gardle – z jego ust
wydobywają się resztki
zwymiotowanego milczenia i nie zwiedzie go gwar
ulicy Nieznanych drzwi jego klatki zatrzaśnięte
nieruchomo – sztaby i okucia wykonane przez Największego
Artystę nie poddadzą się ludzkiemu uczuciu
o sile mimozy – więc nie próbuj wyłamać ich łomem
fałszywego współczucia
nie zwracaj uwagi na Franciszka K.
i wpatruj się w niego
jest zły i dlatego jest taki dobry
ludzie znają go i gdy pełznie
po zmurszałym śliskim murze pozdrawiają go
nie widząc swojego smutnego uśmiechu
K. Nienawidzi ludzi i dlatego tak ich kocha
tylko nieliczni dostrzegają jeszcze
jego prawdziwie piękne ciało
lecz większość z nich chwyta w siatkę
wstydu swe niebieskie motyle
ukradkiem rzucanych mu spojrzeń

*

greydot

*

Borges

*
                                 dla D.

*

Widziałem człowieka
           w odbiciu zwierciadeł
           tworzących rzeczywistość
           (mnożących Ciebie w nieskończoność)
Szedł trzymając wyciągniętą przez siebie laskę
           dotykał chłodnego muru labiryntu
           (słyszał siebie tuż za ścianą)
Chwalił otaczającą go ciemność
           natarczywie upominał się o jej przyjaźń
           (gdyż myślał, że cienie to nieskończona
           ilość pęknięć lustra, którego odłamki,
           dzięki swej nieprzeliczalności, są tak
           małe, że trudno je porównać ze źródłem
           odbitego światła i Twojej twarzy)
Mówił: słowa
           wyrywające się mej pamięci
           wielu pokoleń
           są martwe
           lecz Ty potrafisz je ożywić

*

Zjednocz się więc ze mną
w którymś ze światów
            (ten, o którym myślę, stanie się kiedyś Ciałem
            choć może też być jeszcze Słowem
            lub już istnieje)

*
Gdzieś w zakamarkach zakrzywionej przestrzeni i czasu
moja myśl będzie Twoją myślą
a ja – nie wierząc w swoje ogromne szczęście
nie odróżnię Cię od innych w tłumie ludzi
gdyż tłumem będziesz Ty

*

Wiem, że wytrąci to z pewnej dłoni sztylet
znaleziony na jednej z rozwidlających się ścieżek
             Ogrodu Wyobraźni
a dwoje oczu
wyglądających jak rozszczepiony Alef
będzie patrzeć
na jego rozsypujące się w proch ostrze
             (być może ujrzysz wtedy siebie
             lub coś, co na przykład nazwać możesz
             radością
                    … bo i tak nie będzie to miało
                        żadnego znaczenia)

*

greydot

*

* * *

*

Tęsknota, ta wieczna tęsknota:
objąć cały świat
                 nie z zachłanności
                 nie z zachwytu
                 nie z miłości…
lecz po to,
by wypełnić pustkę

zdławić absurd
wyciszyć lęk
ukoić cierpienie
na zawsze…

*

greydot

*

Advertisements

Odpowiedzi: 33 to “PRZYGODA MŁODEGO UMYSŁU (odnalezione w szufladzie)”

  1. Cane Says:

    Doceniam odwagę. Ja swoich nie mam odwagi opublikować. Na domiar złego krążą gdzieś jeszcze niektóre w zakamarkach sieci, niczym „widmo przeszłości”. ;)

  2. Jula :D Says:

    Trudno mi się odnieść do wierszy bo nie znam się, jednak wyraźnie czuć, że byłeś i jesteś wrażliwym człowiekiem. :D
    Cieszę się, że w końcu pojawiłeś się z nowym wpisem i to tak osobistym.

    Człowiek chyba się nie zmienia, raczej bardziej dostosowuje się do rzeczywistości. Ta romantyczność w nas jest, ale reguły życia wymuszają bardziej realistyczne spojrzenie. :)
    Pozdrawiam! ;)

  3. Jula :D Says:

    napisałam komentarz i co? nie ma!!!

  4. Jula :D Says:

    To piszę jeszcze raz. :)
    Myślę, że byłeś i jesteś wrażliwym człowiekiem. Z czasem życie wymusza na nas, weryfikuje naszą „romantyczność” i zmusza byśmy się stali bardziej pragmatykami.
    Pozdrawiam! :D))

    • Logos Amicus Says:

      Zmieniamy się i nie zmieniamy – to ten paradoks naszej relacji z czasem ;)
      Czy z czasem nasza skóra staje się grubsza? Chyba jednak nie. Może tylko udaje się nam częściej unikać sparzenia.
      A czy jesteśmy takimi pragmatykami w latach naszych „dojrzałych”? No, różnie z tym bywa. Większość z nas przez całe życia zachowuje się mniej lub bardziej irracjonalnie.

      PS. Nie wiem dlaczego, ale WordPress pakuje czasami niektóre komentarze do spamu. Przepraszam więc w imieniu WP, który skądinąd jest całkiem solidną firmą.

  5. Onibe Says:

    próbowałem w podstawówce… grafomania straszna, dobrze że zaginęły ;-). Tobie poszło lepiej ;-D

  6. nela Says:

    Z poezji młodzieńczej w końcu się wyrasta.
    Najważniejsze jednak, by nigdy nie wyrosnąć z samej poezji – czy też raczej z wrażliwości na nią.

  7. sarna Says:

    Dumam nad myślą „To co się w nas kiedykolwiek odezwało, było w nas zawsze” i poraża mnie trafność spostrzeżenia.

    • Logos Amicus Says:

      Ale czy jest to takie oczywiste?
      Chyba jednak nie, bo gdyby tak było to by Cię nie poraziło ;)

    • Logos Amicus Says:

      A jak odebrałaś moje wiersze sprzed wieków? ;)

      (Wiem, że to także sprawa nastroju, momentu, nastawienia, zainteresowania, skupienia… etc.)

      • sarna Says:

        Już miałam wkleić komentarz, ale zorientowałam się, że wprowadziłeś korektę, więc poddaję się :)

        • Logos Amicus Says:

          To nie była korekta.
          Jak widzę przeczytałaś to jedno zdanie, które wykreśliłem – i o to chodziło, bo było skierowane tylko do Ciebie.
          A tego co w nim było nie wycofuję ;)

          PS. I nie miało ono nic wspólnego z wpisem, było osobistą uwagą, która nie wszystkich musiała interesować ;)

          PS 2. Dobry pretekst by nie zdradzić się ze swoją opinią o wierszach ;)

  8. sarna Says:

    Mój komentarz nie dotyczył tego zdania ;)

    • Logos Amicus Says:

      Moja „korekta” (jak to nazwałaś), to było wykreślenie tylko tego jednego zdania. Wszystko inne pozostało bez zmian.
      A jeśli Twój komentarz nie dotyczył tego zdania, to nie rozumiem, dlaczego go nie zamieściłaś.

      A poza tym: ten nasz dialog nie dotyczy wpisu. Szkoda.

      • sarna Says:

        hym….- teraz dumam nad: „A jeśli Twój komentarz nie dotyczył tego zdania, to nie rozumiem, dlaczego go nie zamieściłaś”
        – bo jak sam piszesz „to także sprawa nastroju, momentu, nastawienia” – widocznie wraz z jego wykreśleniem uleciała moja twórcza wena ;)
        – bo kobiecie nie do końca należy wierzyć ;), w tym komentarzu było coś miłego pod Twoim adresem, ale parafrazując piosenkę Lady Pank „nigdy nie dowiesz się, …co to było :)

        PS A propos wierszy – też takie mam i jest w nich wszystko o czym piszesz: naiwność, ckliwość, śmieszą i budzą zażenowanie, ale lubię je, bo są autentyczne i jest w nich dziewczyna, którą lubiłam.

  9. ulotna_wiecznosc Says:

    ,, Szedłem jedną z krakowskich ulic i zobaczyłem siebie sprzed lat „
    S. Mrożek

    • Logos Amicus Says:

      Teraz Mrożek może oglądać siebie z każdego wieku ;)

      • Megi Says:

        Wiersze pisane nie pod publikę, nie na wzór mody – szlachetne, czyste, autentyczne… Słowa bez pretensji do poezji a będące poezją godną drugich oczu.

        Od dłuższego czasu pilnie śledzę zawarte na tym blogu cenne spostrzeżenia z obserwacji drogi, stanu ducha i umysłu, w moim odczuciu pisane przez wrażliwego człowieka.
        Jestem ciekawa ciekawych ludzi i dlatego tu bywam z potrzeby, aby czegoś cennego nie przegapić w życiu, aby poszerzyć jesienny horyzont.
        Dużo dobrego Panu życzę w podróży po szerokiej leśnej drodze.

        • Logos Amicus Says:

          Dziękuję. Miło mi się dowiedzieć, że moje wpisy mogą komuś pomóc w „nie przegapieniu czegoś cennego w życiu”. :)
          Żyjmy więc uważnie, dbajmy o nasze relacje z ludźmi, starajmy się dostrzegać piękno świata, ale też nie znieczulać się wobec istniejącego w nim cierpienia. Trudne, ale jednak możliwe.

          Dziękuję za życzenia. Droga, na którą właśnie wkroczyłem nie będzie łatwa, ale i na niej – jak myślę – będzie można spotkać wiele dobrego.
          Pozdrawiam serdecznie.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s