NADAL DZIWNY JEST TEN ŚWIAT (rozmowa z Czesławem Niemenem)

Jeden z najwybitniejszych muzyków polskich ostatniego półwiecza. Kompozytor – także muzyki filmowej i teatralnej – multiinstrumentalista i wokalista; autor tekstów i poeta. Sam wyznaczał trendy w polskiej muzyce rozrywkowej… Tę listę można by ciągnąć długą, tak jak i przypomnienie wszystkich nagranych przez niego płyt i wylansowanych przebojów. Artysta niezapomniany.

.

– STANISŁAW BŁASZCZYNA: Zacznijmy naszą rozmowę od powrotu do tamtych „dziwnych” lat 60-tych, kiedy pojawił się pan w przestrzeni publicznej. Czy ten raczej negatywny stosunek starszego pokolenia do pańskiej muzyki w początkach kariery, ta anatema rzucona na pana przez rodziców fanów Niemena była czymś dokuczliwym? Jak pan sobie dawał z tym radę?

Czesław Niemen na koncercie... (zdjęcie własne)

Czesław Niemen na koncercie… (zdjęcie własne)

– CZESŁAW NIEMEN: Tak, było coś takiego. Stary jak świat konflikt pokoleń. Ale z reguły dzieci jest więcej, a poza tym rodzice – tak na poważnie zajmując się innymi sprawami – nie zdołali mi w niczym przeszkodzić. Oczywiście, było wiele antagonizmów, ale to normalne – taka socjologiczna prawidłowość. Wtedy też miał miejsce ruch hippisowski, w którym nigdy nie uczestniczyłem, choć w ruch kontestacyjny byłem zamieszany. Moje teksty miały nośność kontestacji, co było bardzo niestrawne dla naszego systemu, w którym funkcjonowałem. Ale ponieważ miałem kontakty zagraniczne, to byłem w pewnym sensie nienaruszalny. Wiem, ze istniały jakieś „macki” stamtąd, żeby nie dopuścić do mojej większej kariery.

– Pamiętne są losy pańskiego utworu „Dziwny jest ten świat” i jego bojkotu przez polskie media. Jakie były przesłanki tego zakazu? Czy nie utwierdziło to pana w przekonaniu, że ludzie zazwyczaj nie chcą znać prawdy – zwłaszcza ci wpasowani w jakiś ideologiczny system?

– Nieopatrznie w 1967 roku prezes Sikorski, szef Radiokomitetu, przyznał mi jedną z głównych nagród w Opolu za tę piosenkę. To był taki moment nieuwagi ze strony decydentów. Ale później dotarło do nich, że jednak był to wyłom totalny i zaczęto – pod pretekstem szukania zarzutu, jak na tamte czasy bardzo istotnego – uważać ją za piosenkę antysocjalistyczną. No bo jak „dziwny” może być świat w tak pięknym ustroju. Zaczęły obowiązywać niepisane dyrektywy – to tu mnie wyrzucono, to tam. Wystarczył telefon, sugestia… Później śpiewałem na koncertach teksty Zbigniewa Herberta, też bardzo adekwatne do „ery sukcesu”, ale już na płytę nie pozwolono mi ich nagrać.

– A po latach? Jak teraz widzi pan ten świat?

– Mnie świat interesuje jako cud niepodważalny. Zdziwienie, a właściwie zachwyt światem. Na „Terra Deflorata”, mojej ostatniej płycie, jest taki tekst: „Dałeś nam Panie Cud Wszechświata, Ziemię”. Bo z Ziemi czerpiemy wszystko. Dlatego martwi mnie bezmyślność człowieka, który jej nie szanuje. Chociaż podnoszą się głosy ostrzegawcze, rozsądku. Jest poważnie przeludnienie, co może grozić zatruciem totalnym, jeśli będziemy postępować w takim tempie. Ale tu chodzi nie tylko o sprawy fizyczne, materialne – również o ludzką mentalność. Taka np. ideologia komunistyczna mentalnie oszpeciła człowieka w wielu krajach. Na szczęście upadła i tylko gdzieniegdzie podnosi jeszcze ten swój łeb hydry, zatruwa utopijną mrzonką. Lecz tu nie tylko o nią chodzi, bo w politycznych głowach nadal roją się różne niebezpieczne dla nas wszystkich – i dla świata – idee.

– W tym miejscu jest okazja na pytanie właśnie o pańskie preferencje polityczne. Jeżeli miałby się pan określić politycznie, to z jakim obozem identyfikowałby się pan najbardziej – czy też raczej: ku jakim poglądom skłaniał?

– Nie mam preferencji politycznych. Na „Terra Deflorata” jest również taki tekst: „Nikt mnie nie nakarmił ideami świata…”, albo: „… pomińmy brednie ideologów”.

– Może to zabrzmi jak wywoływanie upiorów przeszłości (nie tak znów odległej), ale co sądzi pan dzisiaj o bojkocie artystów po wprowadzeniu stanu wojennego?

– Stan wojenny był w Polsce okresem bardzo ciężkim, dlatego choćby, że zastopował piękny ruch „Solidarności”. I akurat wtedy zamieszano mnie w rzekome poparcie reżimowej junty, generalskiej 13-ki. Na domiar złego przypisywano mi, jakobym należał do szeregów PZPR – co w ogóle było totalnym nieporozumienie i bzdurą. Otóż, ja nigdy do żadnej partii się nie zapisywałem, ojciec wpoił we mnie taką zasadę. Choćby dlatego, by nie szukać przeciwników. Muszę tutaj przytoczyć bardzo piękną fraszkę Cypriana Norwida na temat partii, którą tak przewrotnie zatytułował „Miłość”:

... i prywatnie

… i prywatnie (zdjęcie własne)

Jeżeli szukasz nieprzyjaciół
swoich nieprzyjaciół
To jakbyś szukał ostrza,
żebyś w ranę zaciął
I nie jesteś z miłości
ogólnego ducha
Lecz z ducha partii,
który co pochlebne słucha…

Przynależność do jakiejkolwiek partii to bielmo na oku. Wszystkie racje rozczłonkowane, to półprawdy. Nigdy więc w żadnej partii nie byłem, ale popierałem np. ruch „Solidarności”, bo widziałem w nim solidarność narodu, który chce i musi odrzucić to, co mu było nienawistne, co doprowadziło do ruiny.

– Jednak po 13 grudnia 1981 roku wystąpił pan w telewizji…

– Znów przytoczę cytat: „Kto ma lepszą sztukę, ten ma lepszy rząd” – to z Herberta. Więc decydenci, już od połowy lat 70-tych, umizgiwali się i do mnie. Próbowali mnie wmieszać w swoją strukturę rządzenia kulturą, przypasowywać do obrazka. Ja jednak uparcie robiłem swoje. Np. prezentując Norwida, czy własne teksty – mówiłem wprost, co było niemiłe dla systemu. Oni przymykali na to oczy i mówili: „Dobra, niech sobie mówi, ale żeby nam tutaj coś zagrał”. Tak było zresztą po stanie wojennym z całym ruchem młodzieżowych orkiestr rockowych. Taki Jarocin (Festiwal Muzyki Rockowej – przyp. StB) na przykład. Kto tym kierował? Przecież ZMS (Związek Młodzieży Socjalistycznej będący „satelitą” Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – przyp. StB). I nie zważali na to, że młodzież takie ewidentne wrzuty im tam słała, co dziś robi pod adresem innej władzy. Jak to młodzież!
Tak, że i mnie gdzieś ta machina zagarnęła, gdzieś w te swoje tryby wciągnęła. No i w tym nieszczęsnym stanie wojennym podrzucono fragment mojego wywiadu do Dziennika TV, który zapowiadał jakiś facet w zielonym mundurze. I to wystarczyło.

– Ale skąd oni to wzięli, gdzie i kiedy było to nagrane?

– Szczegóły będą w książce, nad którą teraz pracuję. W 1981 roku robiłem program świąteczny, który właściwie firmowany był przez „Solidarność”. Zresztą, pod tym szyldem robiłem wówczas wiele innych rzeczy… Do czego zmierzam? Wiem dzisiaj, że nagonka na mnie w tym okresie była przeprowadzona specjalnie, żeby mi zrobić… „opinię”. To była jedyna broń. Mogli mnie zamknąć, ale wtedy byłbym ewidentnym bohaterem. Podobnie postąpiono np. z Danielem Olbrychskim, którego wypuszczono natychmiast za granicę. Nie chcieli bohaterów.

– Ponoć bojkotowała pana tutejsza chicagowska Polonia, jako że przyjechał pan „stamtąd”, komuniści dali panu paszport – to było podejrzane.

– Śmieszny zarzut, wtedy wydawał mi się nawet groźny. Dobrze to pamiętam, mam materiały, ulotki z tamtych groteskowych wieczorów przed klubem „Cardinal”. Później dowiedziałem się jeszcze innych rzeczy. Te wszystkie bojkoty były po prostu robione przez ambasady, konsulaty, według dyrektyw czynników bardzo mocno postawionych na Wschodzie, m.in. przez ambasady sowieckie. Chciano po prostu zniszczyć nazwisko „Niemen”, które od samego początku było solą w oku różnym czynnikom krzywo patrzących na moje poglądy, niby to rewizjonistyczne. Po wojnie, jak wiadomo, rzeka Niemen znalazła się w innym państwie.
A wracając jeszcze do Grudnia ’81 i owego świątecznego programu… Powstał on oczywiście dużo wcześniej, a w grudniu – mając cały czas kontakt z „Solidarnością” – dowiedziałem się, że szuka mnie jakiś pułkownik. Trochę się ukrywałem, żonę nachodził, w końcu dorwał mnie którejś nocy i mówi: „Proszę się nie obawiać – mówi – pan taki program nagrał, my chcemy go wyemitować, ale chcielibyśmy zapytać dlaczego to on jest taki religijny”. Na co ja mu wtedy powiedziałem, że z wszystkich ideologii, jakimi mnie do tej pory karmiono, została mi jedna: „Nie czyń bliźniemu swemu, co tobie niemiłe”. Jednak pułkownicy pokazali moją twarz w Dzienniku. Niestety, nie widziałem. Z przyzwyczajenia bojkotowałem godzinę „dobrobytu”. Wtedy zaczął się też kształtować bojkot całej umundurowanej telewizji.

– Na gwałt szukali wówczas ludzi, żeby tylko zapełnić te okienka w telewizji i pokazać, że nic się nie dzieje.

– Było to perfidne. Olbrychskiemu dali paszport, Wajda wyjechał, mnóstwo ludzi wtedy puścili. Mówili: „Jedźcie, nie bruździe nam tutaj”. Poza tym, mnie paszportu dawać nie musieli, bo go po prostu cały czas miałem.

– Jak pan to wszystko odbiera dzisiaj, kiedy sprawy te trochę okrzepły, emocje się wyciszyły?

– Mam tylko żal do niektórych ludzi z opozycji, którzy okazali się tak naiwni i wykazali się tak małą wyobraźnią, że mogli dopuścić do powstania opinii, iż ja miałem być prokomunistą, czy komunistą czy wręcz kolaborantem – co już w ogóle zakrawało na kpinę. Ale, widzi pan, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ten cały bojkot miał oczywiście swoje złe, ale też i dobre strony. Złe, gdyż mnie wtedy sporo nadenerwowali, byłem w kiepskim stanie, na ogół depresyjnym i w ogóle z trudem to znosiłem. Zamiast czterech tygodni tutaj, byłem osiem. Później pojechałem jeszcze do Nowego Jorku i Kanady, a po powrocie zacząłem cały cykl koncertów w Polsce.

Niemen enigmatic  (zdjęcie własne)

Niemen enigmatic (zdjęcie własne)

– Pamiętam dobrze. Odbierałem to nawet jako swoisty pański come-back – nowa płyta, nowe wersje starych nagrań, entuzjastycznie przyjęty koncert w Sopocie i nagroda tamże…

– A tu były takie sugestie, że ja już w Polsce nie występuję, bo mnie naród tak znienawidził, że nikt nie przychodzi na moje koncerty.

– Podobno ostatnio w kraju nawet (czy też przede wszystkim) artyści wołają „komuno wróć!” Nikt chyba nie traktuje tego poważnie – gdyż biegu historii nie da się odwrócić, pewne epoki odchodzą w przeszłość bezpowrotnie – ale ma to wydźwięk raczej gorzki i smutnawy. Czy nie jest jednak prawdą, że ówczesne warunki (mam tu na myśli lata 60-te i 70-te) stwarzały twórcom polskim pewnego rodzaju komfort materialny pozwalający na znaczną swobodę twórczą – zwłaszcza wtedy, gdy była ona indyferentna politycznie (chociaż nie było to regułą), a przynajmniej sprawiała takie wrażenie? Ten państwowy mecenat, niekiedy wręcz opiekuńczość, zapewne wielu wspomina dziś z tęsknotą i rozrzewnieniem.

– Każdy sądzi według własnego statusu. Ja komfortu nie miałem. To, co zarobiłem, to dzięki moim wyjazdom za granicę. Krajowe stawki dla artystów estrady były wówczas śmieszne. Podczas, gdy rzeczywiście jest wielu artystów, którzy muszą dzisiaj zabiegać o wszystko, a wtedy mieli komfort. Ci mogą wołać „komuno wróć!” Smutne jest to, że wśród tych, co nie mają co robić, jest też wielu artystów znakomitych. Jeżeli chodzi np. o świat filmu i teatru, to jest to naprawdę smutna sprawa. W latach 70-tych mieli dotacje państwowe, bo „Belzebub kocha sztukę, zapewnia swoim artystom dobre wyżywienie i kompletną izolację od piekielnego życia.” Znowu Herbert.

– Moim zdaniem musi istnieć coś w rodzaju protekcji (państwowej czy prywatnej) nad artystami, bowiem często rzeczy bardzo dobre i wartościowe są po prostu niekomercyjne. Niekomercyjne, bo elitarne – to chyba wynika jedno z drugiego. W krajach wysoko rozwiniętych, bogatych, są też fundusze państwowe, chroniące jakąś tam część kultury, pewne działania artystyczne, które nie przynoszą materialnych dochodów.

– W Polsce też powstają fundacje, ale na razie wszystko to jest w powijakach i nie wystarcza. Przetrwają pewnie tylko ci, którzy byli i są naprawdę wybitni. Mam nadzieję, że się to wszystko jakoś unormuje. Takie przemiany ewolucyjne mogą potrwać kilka lat, lecz sądzę, że obecna trudna sytuacja jest przejściowa.

– Życzę zatem panu dalszych artystycznych sukcesów w kraju, no i przyjemnego pobytu w Ameryce. Dziękuję także za rozmowę, jak również za muzykę której słuchaliśmy przez ostatnie trzy dekady w Polsce, a teraz tutaj, w Chicago.

greydot

Wywiad z Czesławem Niemenem opublikowany został w tygodniku „Relax” (Nr 34/1991)

Inne odcinki cyklu: TUTAJ.

greydot

APENDYKS. Istnieje zapis koncertu Niemena z zespołem SBB w Helsinkach z 1973 roku. Uważam, że rzecz jest znakomita – polski rock w szczytowej (na poły awangardowej) formie! Kto nie słyszał – i nie widział – ten ma okazję tę stratę nadrobić. Polecam bardzo – tak bardzo, że zdecydowałem się zrobić z tego apendyks do wpisu:

 

 

APENDYKS 2. Jakże przy tej okazji mógłbym nie pochwalić się pamiątką ze spotkań z Niemenem w postaci płyty „Terra Deflorata” którą wraz z autografem otrzymałem od artysty:

.

Niemen Terra Deflorata autograf

.

Reklamy

komentarze 43 to “NADAL DZIWNY JEST TEN ŚWIAT (rozmowa z Czesławem Niemenem)”

  1. Simply Says:

    Szkoda, że nie zapytałeś Niemena, jak to było z propozycją od „Blood Sweat & Tears”. Nie znam szczegółów tej historii, ale chcieli go wziąć na wokalistę i była to poważna oferta, bez ściemy. I jakieś czynniki w kraju storpedowały to, ale jak mówię, chętnie bym się czegoś więcej na ten temat dowiedział.
    Najlepszy polski głos rockowy ever, klasa Arthura Browna.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Wydaje mi się, że zapytałem, ale dokładnej odpowiedzi nie pamiętam.
      W sumie spotkałem się z Niemenem kilka razy i mam gdzieś nagranych około trzech godzin rozmów. Niestety, taśmy z dyktafonu spoczywają gdzieś w jakichś pudłach na poddaszu i nawet nie wiem, czy się już nie rozmagnesowały (nie mówiąc o tym, że nie miałbym pojęcia jak je odegrać, bo takich ustrojstw już od wieków nie ma).

      Opublikowałem dwa różne wywiady z tych rozmów, niestety zachował się tylko ten, który przedstawiłem w tym wpisie. Moim zdaniem to zaginione opracowanie (zajmujące się innymi wątkami rozmowy) było lepsze, bo dotyczyło bardziej muzyki/sztuki/Niemena jako artysty i człowieka, a nie polityki, której jest sporo w wersji powyższej, bo była skrojona na specjalne zapotrzebowanie tamtej chwili – w Chicago żyło się jeszcze wtedy emigracją stanu wojennego, walką z komuną i takimi tam zaszłościami…)

      Lecz znalazłem fragment wywiadu, który z Niemenem swego czasu przeprowadził Jan Skaradziński, gdzie przewinął się ten właśnie wątek:

      – Czy zgodzi się Pan z tezą, że kariera zagraniczna po prostu Panu nie wyszła?

      – Czy ja wiem?… Może tak. Ale specjalnie jej nie żałuję. Byłem dość uparty, nie chciałem nagiąć się do zbyt komercyjnych propozycji. A później uznałem, że co ta zagranica ma się męczyć z jakimś Niemenem z Polski, skoro ma pod bokiem tysiące własnych.

      – Podobno nie zgodził się Pan objąć posady wokalisty Blood Sweat & Tears tłumacząc odmowę faktem, iż stylistyka BS&T nie leży na drodze Pana artystycznych poszukiwań. A przecież mógł Pan w tym zespole „zrobić nazwisko” i dopiero wtedy zaatakować z własnej flanki…

      – Takie rozważania rzeczywiście były, ale ani CBS, ani ja nie podchodziliśmy do nich z entuzjazmem. Być może zrobiłem błąd o tyle, że Blood Sweat and Tears był wówczas zespołem w miarę awangardowym (a na pewno nie grał szmiry) i ewentualnie byłaby szansa na zrobienie z nim kilku moich własnych kompozycji. Ale tak myślę dopiero po latach.
      (…)

      PS. A skojarzenie z Arthurem Brownem ciekawe (wokal), choć „teatralność” i osobowość estradowa tych dwóch panów była jednak diametralnie różna:

      • Simply Says:

        Śmieszna wersja, Brown wygląda jak ten astrolog, co czytał królewiczowi ,, Okrutne straszydła o sierści wielbłądziej dorwały chłopczyka, zaczęły go bić ” :D) Ale bez Vincenta Crane’a na organach to już trochę nie to :(

        Wielkość Niemena przejawiała się też w tym, że nigdy nie dał się medialnym decydentom wtłoczyć na amen w te ,, Papugi”, ,, Stodoły”, ,,Wspomnienia”, najchętniej widzieli by go, jako etatowego enterteinera od przeobojów. Grał muzykę trudną i stawiająca wymagania odbiorcy, współpracował z jazzmanami ( w tym z takim odlotowcem, jak Helmut Nadolski ), robił w połowie 70′ rock progresywny na światowym poziomie – płyta ,,Człowiek jam niewdzięczny”, czy pomysłowo eklektyczna „eksportowa” wersja ,, Rapsodu…” , ,, Mourner’s Rapsody ” z Janem Hammerem, Johnem Abercrombie i Urbaniakiem, z której zapodałeś poniżej utwór. I mało kto w ogóle orientował się wtedy, że takie powstały.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          W wersji „eksportowej” „Rapsodu” – nota bene nagranej w Nowym Jorku – rzeczywiście wzięli udział m.in. Hammer i Abercrombie, ale nie Urbaniak, który był w składzie nagrywającym „Niemen Enigmatic” – płytę uznaną za najlepszą w historii polskiego rocka – gdzie znajduje się pierwotna, znana nam wszystkim, wersja „Bema pamięci żałobny rapsod”.
          To ona jest poniżej, a nie wersja z NYC. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by i ją tutaj przypomnieć (czy jest lepsza od wersji polskiej? Nie wiem. Na pewno lepszy jest chór, bo Alibabki, moim zdaniem, pasują do tej muzyki jak kwiatek do kożucha):

          Natomiast, jeśli chodzi o późniejsze kontakty Niemena z Urbaniakiem, to można wspomnieć o takiej ciekawostce, jak pioseneczka nagrana przez nich wspólnie w 1986 r. też zresztą w New Yorku. Styl mocno eklektyczny, rzec można żartobliwy, trochę popowy – coś jakby skrzyżowanie disco z reagge – ale posłuchać można:

        • Simply Says:

          Pisząc o ,utworze poniżej’ miałem na myśli ,,Lilac and Champagne” z tej płyty, nie utwór tytułowy. Urbaniak jest w tym składzie, słychać go nawet wyraźnie.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Masz rację – w nagraniu tej płyty wziął także udział Michał Urbaniak (co słychać np. w „Lilac and Champaigne”), Ale, z tego co wiem, nie ma go w składzie nagrywającym utwór tytułowy „Mourner’s Rapsody”).

          A przy okazji: ciekawe były perypetie Niemena z muzykami SBB, zwłaszcza z Józefem Skrzekiem.
          Na szczęście, zanim ich drogi się rozeszły, zdołali nagrać ze sobą (jako Grupa Niemen) parę fajnych rzeczy (vide: dołączony przeze mnie koncert w Helsinkach) – co zostało utrwalone na płytach „Strange is This World” (tutaj zagrał jeszcze Nadolski) i „Ode to Venus” (tu Niemenowi towarzyszyło już tylko SBB-owskie trio: Skrzek, Apostolis, Piotrowski).

  2. Jula :D Says:

    Niemen to historia powojennej muzyki i piosenki. Tej, jak mawiał „stary” L. Kydryński, łatwej i przyjemnej. ;)
    Klasyk i indywidualista niepowtarzalny. :D
    Dzisiaj współczesna młodzież, ta poniżej 30-tki, chyba już go nie zna ?… Oczywiście poza pasjonatami, choć pewne piosenki są ponadczasowe.
    Inny typ muzyki teraz w modzie. Nawet stary dobry rock and roll to już nie to, bo każde pokolenie ma swój czas i swoich idoli.
    On był niepowtarzalny ale ta muza, ten biznes ma to do siebie, że nieobecni się nie liczą. To ciągłe poszukiwanie nowych talentów.
    Tak sobie myślę, bo np. M. Rodowicz jeszcze śpiewa, ma dobry głos, nawet przypomina się w Opolu, ale już na imprezach typu; rankingach w ilości lajków, czy sprzedaży płyt, jej już nie ma. Co nie znaczy, że nie ma swojej publiczności tak, 50+ !!!
    Pozdrawiam!.. :D)))

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Warto przypomnieć, że Czesław Niemen w plebiscycie „Polityki” (1999 r.) został wybrany „wykonawcą wszechczasów” (w kategorii zespołów wygrali bodajże Beatlesi). Ale to dlatego, że głosowały na niego pokolenia, które go jeszcze dobrze pamiętały. Bo młodzi, tak jak piszesz, raczej Niemena nie znają – pewnie wydaje im się on jakąś archaiczną starocią… nie ten (dla nich) styl, nie te treści, nie ta forma – wszystko się zmienia.

      Ale myślę, że piosenki i muzyka Niemena przetrwa – obroni się przed zapadnięciem w nicość swoją klasą.
      Bo rzeczywiście jest (w pewnym sensie) „ponadczasowa”.

      PS. No nie wiem, czy twórczość Niemena można zaliczyć do muzyki „lekkiej, łatwej i przyjemnej”. Może tylko niektóre jego piosenki typu „Pod papugami”, „Sen o Warszawie” czy „Wspomnienie”.
      Z czasem poszedł on wyraźnie w kierunku tzw. muzyki „ambitnej”, która docierała do raczej wąskiej grupy odbiorców.

  3. Torlin Says:

    Za moich młodych lat były inne listy przebojów i chyba inni słuchacze, pamiętam, jak na liście „Rozgłośni Harcerskiej” (późny Gomułka, jeszcze sprzed Trójkowej Listy) – „Bema pamięci” był 16 tygodni na pierwszym miejscu. Wyobrażacie sobie to teraz?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Rzeczywiście, trudno sobie to wyobrazić, by obecnie na listy przebojów trafił utwór, który trwa dłużej, niż 3 – 4 minuty. Oczywiści nadal nagrywa się jakieś suity, ale słucha tego garstka pasjonatów.

      Łezka się w oku kręci, kiedy tak człowiek przypomni sobie, kiedy „hitem” były dla nas takie rozbudowane „kawałki” jak np. „July Morning” Uriah Heap, „In-A-Gadda-Da-Vida” Iron Buterfly, czy „Epitafium” King Crimson…

  4. flores Says:

    Niemen jest ponad miarę, ponad swój czas. ponad mody. Jest absolutnym klasykiem polskiej muzyki. Był i jest Dobrem Narodowym. Jego dzieła z przełomu lat ’60 i ’70 są niedocenione. Radio ich nie puszcza (wyjątki się zdarzają, by wspomnieć audycję Piotra Metza), a warto, bo to prawdziwe dzieła sztuki muzycznej.
    Zasługi Niemena w zakresie popularyzacji polskiej poezji są nieocenione. Dzięki Niemu „późny wnuk” zapoznał się z poezją Norwida, której szkoła nie była w stanie zakrzewić w naszych umysłach.
    Wielki ukłon Panie Czesławie dla Pańskiego dzieła. Nikt Panu nie dorównuje, ani w czasach Pańskiej działalności, ani teraz, po 10 latach od Pańskiego odejścia.

    • Torlin Says:

      To nie jest prawda, utwory Niemena bardzo często goszczą w różnego rodzaju audycjach polskich. Najwięcej jest z „Czy mnie jeszcze pamiętasz”, ale sporo nadają z okresu „syberyjskiego” – „Włóczęga”

      • flores Says:

        Niemen bardzo często w polskim radio? Pan raczy żartować?
        Jeśli już – to za mało…
        Tak mało, tak mało…

        Nadal dziwny jest ten świat – a dzisiaj nie dość że dziwny, to jeszcze bardziej tandetny pod względem wartości pop-kultury, w porówaniu z muzyką, którą tworzyło pokolenie Niemena.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Niestety, trudno mi się wypowiedzieć w tej sprawie, bo polskiego radia słucham raczej rzadko.
          Ale mam nadzieję, że istnieją takie programy – i są tacy ludzie – gdzie wraca się do muzyki Niemena, która niewątpliwie (może zabrzmi to zbyt patetycznie, ale jest jednak prawdą) przynależy do naszego narodowego dorobku kulturowego wyższej klasy.

  5. Tess Says:

    Wywiad ma wartość archiwalną. Tak się składa, że w tym roku mija dokładnie dziesięć lat od śmierci Czesława Niemena. Pamiętam, że z tej okazji GW opublikowała wspomnienie o Niemenie, które tutaj w całości przytoczę, bo warto.
    Pokolenie Niemena nigdy o nim nie zapomni.

    10 lat temu zmarł Czesław Niemen. Czy go jeszcze pamiętasz?
    Jeden z najoryginalniejszych wokalistów (a być może i najoryginalniejszy) w historii polskiej muzyki rockowej, twórca takich przebojów jak „Sen o Warszawie”, „Pod Papugami” czy „Dziwny jest ten świat”, ale też monumentalnych, eksperymentalnych dzieł w rodzaju „Bema pamięci rapsod żałobny”, zmarł 17 stycznia 2004 roku.


    „Włóczęga”

    Czesław Juliusz Wydrzycki urodził się 16 lutego 1939 roku we wsi Stare Wasiliszki na Grodzieńszczyźnie – terenach, które ledwie pół roku później w ramach paktu Ribbentrop-Mołotow Armia Czerwona zagarnęła II Rzeczpospolitej i przyłączyła do Związku Radzieckiego. Niemen wychowuje się, uczy się, pobiera pierwszą edukację muzyczną (śpiewa w kościelnym chórze, ale też idzie do liceum pedagogicznego do klasy fortepianu) poza granicami Polski. Tam też poznaje swoją pierwszą miłość i żonę Marię Klauzunik. Paradoksalnie Polska odzyskuje przyszłego gwiazdora dzięki tej samej Armii Czerwonej, która go jej odebrała – w 1958 roku rodzina Wydrzyckich za namową Czesława, któremu grozi powołanie do armii radzieckiej, decyduje się na repatriację. Przez kilkanaście miesięcy tułają się po kraju, od obozu dla repatriantów w Drawsku Pomorskim po Białogard. Z życia na radzieckiej Białorusi Czesław wynosi niechęć do komunizmu oraz sentyment do wschodniosłowiańskiej kultury, tradycji, języków. Po latach chętnie wraca do utworów, które poznał w tamtych czasach. Przypominamy jedną z jego ulubionych piosenek – „Włóczęgę”, którą chętnie śpiewał w różnych wersjach językowych, jak i w różnych aranżacjach.


    „Adieu, tristesse”

    W 1959 roku Wydrzycki trafia do Gdańska, gdzie podejmuje przerwaną edukację muzyczną w średniej szkole muzycznej w klasie fagotu. Rok później jest już rozpoznawalną postacią na trójmiejskiej scenie klubów i teatrzyków studenckich. Śpiewa nieomal wyłącznie bossa novy, samby i piosenki latynoamerykańskie. Jedna z nich, „Malaguena”, daje mu w 1962 roku kwalifikację do finału Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Innym jego popisowym numerem z tamtych czasów jest „Adieu, tristesse”, czyli „Felicidade”, znane z filmu „Czarny Orfeusz”.


    „Czy mnie jeszcze pamiętasz”

    Dostrzeżony przez ojca chrzestnego polskiego bigbitu Franciszka Walickiego w 1962 roku na stałe trafia do popularnego trójmiejskiego zespołu Niebiesko-Czarni. Jako jeden z jego wokalistów początkowo śpiewa w nim swój repertuar latynoamerykański oraz bigbitowe wersje piosenek ludowych w rodzaju „Stary niedźwiedź mocno śpi”. Rok później nagrywa z grupą już pierwsze przeboje własnego autorstwa takie jak „Wiem, że nie wrócisz” i „Czy mnie jeszcze pamiętasz”. Słuchamy wersji drugiej tych piosenek w późniejszym wykonaniu Niemena.


    „Pod Papugami”

    Razem z Niebiesko-Czarnymi Wydrzycki odnosi spore sukcesy zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami. Na koncercie w warszawskiej Sali Kongresowej śpiewa obok światowej legendy kina i piosenki Marleny Dietrich. Wyjeżdża też z zespołem do mekki ówczesnej europejskiej rozrywki – paryskiego klubu Olympia. To właśnie wojaże zagraniczne sprawiają, że namówiony przez Walickiego po tym, kiedy na plakacie jego trudne dla obcokrajowców nazwisko zostaje zapisane z błędem, przyjmuje artystyczny pseudonim Niemen. Przypominamy jedną z najsłynniejszych piosenek Niemena z tego okresu, nagraną jednak nie z Niebiesko-Czarnymi, ale z Bossa Nova Combo kompozycję Mateusza Święcickiego „Pod Papugami”.


    „Sen o Warszawie”

    W 1965 roku jest już jasne, że Niemen zdecydowanie przerasta formułę Niebiesko-Czarnych, zespołu, który gromadził stajnię kilku wykonujących na koncertach ledwie po parę piosenek wokalistów. Zachęcony propozycjami płynącymi z Francji wyjeżdża szukać szczęścia za granicą. Występuje na festiwalach, nagrywa piosenki, ale oczekiwany sukces nie nadchodzi. Gdy wraca do Polski, jest już jednak bogatszy o nowe doświadczenia i pewien własnej wartości solistą. Ostatecznie zrywa z Niebiesko-Czarnymi i stawia na działalność pod własnym szyldem. Jednym z pierwszych przykładów „nowego” Niemena jest nagrana pierwotnie po francusku piosenka „Sen o Warszawie”.


    „Wspomnienie”

    Z Francji Niemen przywozi także nowe spojrzenie na popkulturę. W Paryżu trafił w sam wir przemian lat 60. Wraca odmieniony. Ubrany w kolorowe stroje i peruki, które od teraz będą zawsze wzbudzać emocje i dyskusje. Ale też zafascynowany nowymi trendami muzycznymi – słucha dużo muzyki rockowej i soulu. Na koncertach śpiewa Beatlesów, ale też Otisa Reddinga. Z nową, kierowaną przez siebie formacją Akwarele pisze nowy, mocno inspirowany soulem repertuar. Jego sztandarowym przykładem jest utwór „Dziwny jest ten świat” – numer nieco zainspirowany Jamesem Brownem i jego przebojem „It’s A Man’s Man’s World”. Gdy Czesław wykrzykuje słowa tej piosenki na festiwalu w Opolu, cała Polska jest w szoku. Takiej ekspresji nie spodziewał się nikt z fanów, a takiej wymowy tekstu – partyjne władze. Niemen nieomal w ciągu kilku minut staje się z jednej strony idolem młodego pokolenia, z drugiej – najbardziej kontrowersyjnym artystą w Polsce. My przypominamy jego inny wielki przebój z tego okresu, napisane do wiersza Tuwima „Wspomnienie”.


    „Bema pamięci rapsod żałobny”

    Niemen prowokuje, Niemen jest uwielbiany, ale Niemen całe to zamieszanie wokół siebie wykorzystuje też do coraz odważniejszych elementów formalnych. Gdy w grudniu 1968 roku podczas koncertów w Sali Kongresowej odbiera pierwszą w historii polskiej fonografii Złotą Płytę za album „Dziwny jest ten świat”, prezentuje publiczności po raz pierwszy nowe, ambitne dzieło – opartą na wierszu Norwida suitę „Bema pamięci rapsod żałobny”. Na płycie nagra go już ze swoją nową grupą Enigmatic, w której skład wchodzą tacy wybitni jazzmani jak Zbigniew Namysłowski czy Michał Urbaniak.


    „Marionetki”

    Przez następne lata Niemen nieustannie eksperymentuje. Nagrywa z Andrzejem Kurylewiczem i Wandą Warską, montuje skład podpisany własnym pseudonimem, potem kieruje formacją Aerolit. Wciąż próbuje kariery za granicą. Pojawiają się nawet plotki, że może zostać nowym wokalistą amerykańskiej grupy jazzrockowej Blood, Sweat & Tears. Wydaje płyty we Włoszech i RFN, ale zamiast ambitnych nagrań tamtejsze firmy wolą go w repertuarze piosenkowym, często nawet nawiązującym do wschodniosłowiańskiego folkloru. W Polsce jest tymczasem z jednej strony idolem zasłuchującej się w rockowej awangardzie młodzieży, z drugiej – wrogiem publicznym numer 1. Jeszcze od końca lat 60. i premiery filmu Marka Piwowskiego „Sukces” aż po absurdalny, wyssany z palca skandal podczas jednego z koncertów, na którym miał rzekomo wypiąć się na publiczność i pokazać goły tyłek, Niemen jest obiektem medialnej nagonki. Słuchamy nagranej w 1972 roku kompozycji „Marionetki” – za tekst posłużył znów wiersz Norwida, a wśród muzyków akompaniującej wokaliście Grupy Niemen słuchamy między innymi muzyków znanych później z SBB.


    „Nim przyjdzie wiosna”

    Niezrozumiany przez masową publiczność i nieustannie szczuty przez PRL-owskie media Niemen powoli odwracał się od muzyki popularnej i pogrążał w swoim własnym muzycznym świecie. Coraz bardziej zafascynowany elektroniką otacza się baterią instrumentów klawiszowych, w studiu i na żywo coraz rzadziej współpracuje z innymi instrumentalistami, w końcu zostaje artystą zupełnie samowystarczalnym, który nie zważając na opinie fanów i krytyków, jak i zmieniające się światowe trendy, realizuje własne wizje. Ale nawet wtedy potrafi przypomnieć, że wciąż drzemie w nim ogromny potencjał wykonawcy, który potrafi porywać tłumy. Najlepszym dowodem występ na festiwalu w Sopocie w 1979 roku i zaśpiewana tam piosenka do wiersza Jarosława Iwaszkiewicza „Nim przyjdzie wiosna”, którą wygrywa Grand Prix. My słuchamy wersji zarejestrowanej na tym samym festiwalu rok później.


    „Dziwny jest ten świat”

    Występ w Sopocie to ostatni wielki triumf Niemena. W latach 80. w czasach stanu wojennego i później woli występować w kościołach, niż funkcjonować w obiegu oficjalnym. Nagrywa muzykę do filmów, znów wraca do współpracy z jazzmanami (w tym z Urbaniakiem i Kulpowiczem). W następnej dekadzie pojawia się w nagraniach grupy Dżem oraz w zarejestrowanej charytatywnie w ramach pomocy poszkodowanym w „powodzi stulecia” nowej wersji „Mojej i twojej nadziei” zespołu Hey. Płyty z nową, własną muzyką wydaje raz na kilkanaście lat. „Terra deflorata” z 1989 oraz „Spodchmurykapelusza” z 2001 to jedyne pełnowymiarowe dowody twórczości „późnego” Niemena. O jego problemach ze zdrowiem wiadomo było od dawna – przez kilka lat zmagał się z rakiem, z którym początkowo starał się walczyć metodami medycyny niekonwencjonalnej. Zmarł w wyniku powikłań 17 stycznia 2004 roku w Warszawie. W dniu jego pogrzebu 30 stycznia o godz. 13, gdy urna z jego prochami spoczęła w grobie, wiele stacji radiowych w Polsce wyemitowało jego najsłynniejszy utwór „Dziwny jest ten świat”.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75475,15291012,10_lat_temu_zmarl_Czeslaw_Niemen__Czy_go_jeszcze_pamietasz_.html#ixzz3CkqhKGWz
    Autorem jest Robert Sankowski

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Ciekawy artykuł – powiązanie faktów biograficznych Niemena z „klipami” jego utworów – głównie tych najbardziej znanych i pamiętanych.

      Ja ze swojej strony mógłbym dorzucić jeszcze kilka takich, które mnie szczególnie zapadły w pamięć:

      A zwłaszcza ten (awangardowo – lirycznie a zarazem czadowo); szkoda, że zupełnie zapomniany:

      • Simply Says:

        i jeszcze to

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          No a jakże można było zapomnieć o tym! Ostatni raz słyszałem to wieki temu. Teraz posłuchałem kilka razy i chyba po raz pierwszy dotarło to do mnie jak to jest zgrabnie skomponowane, świetnie zaaranżowane, i oczywiście znakomicie zaśpiewane (barwa głosu podobna tu trochę do D. Claytona-Thomasa).

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Fantastycznie słuchało mi się również tego:

          Genialne sola: Piotrowskiego na perkusji, Skrzeka na harmonijce; SBB (tutaj jeszcze w ramach „Grypy Niemen”) w najlepszej nieskrępowanej formie Niemen pełen werwy, rozedrgany… szaleje z głosem… Polski rock szczytuje w Helsinkach – było czym się pochwalić przed Finami.

          W sieci, oprócz całej masy badziewia, można jednak znaleźć prawdziwe rarytasy – jak ten koncert, którego video zdecydowałem się nawet zamieścić pod wywiadem na głównej stronie, żeby go – jeśli tylko ma sę na to ochotę – nie przeoczyć.

        • saszka Says:

          Niemen + SBB = jedno z ważniejszych zjawisk w polskim rocku!
          Strange is this world i Ode to Venus to naprawde swietne, ambitne albumy, a nadal tak mało znane w Polsce…

  6. Róża Says:

    Kiedyś w latach 60-tych byłam na koncercie. Niemen był młodziutki, ubrany barwnie, inaczej niż inni artysci. Ludzie wariowali z uciechy, śpiewali z Niemenem, wstawali, był ogromny hałas. Niemen też trzymając w ręku ten ciężki stojak z mikrofonem biegał po całej scenie i jeszcze nim wywijał. Nie podobało mi się to, bo ja lubię słuchać w skupieniu, a co najważniejsze muszę słyszeć słowa. Wtedy nic nie słyszałam, no, ale byłam i widziałam Niemena na własne oczy… :)
    Potem słuchałam w radiu, nie wszystkie piosenki mi się podobały, ale niektóre bardzo polubiłam i słuchałam już zawsze.

    Cóż, artyści-egoiści nie istnieją bez zawiści… – tak powiedział Niemen w jednym z wywiadów. Prawdziwych, wielkich artystów najbardziej nie lubią sami artyści.

    Parafrazując Norwida, który już w XIX wieku widział problem, dopowiem : naturą każdej partii jest pozyskiwanie nieprzyjaciół swoich nieprzyjaciół oraz słuchanie tego, co pochlebne, niezależnie od szczerych czy fałszywych intencji pochlebców – wyrażał swą niechęć do polityki.

    Nie był celebrytą, był sobą, nierozumiany przez wielu.
    „Dziwny jest ten świat” – nie jest metaforą, to przekaz jasny i prosty. Znakomity utwór, ponadczasowy.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      A ja musiałem przyjechać do Ameryki, by zobaczyć i posłuchać Niemena „na żywo”.
      Zgromadziłem jednak w Polsce sporą kolekcję płyt (oczywiście winylowych) Niemena – być może część z nich jeszcze gdzieś istnieje, „rozprowadzona” przez kuzynki i kuzynów ;)

      Nie rozumiem w jakim kontekście jest ten wtręt o zawiści. Niemen zawiścił innym? Inni zawiścili Niemenowi?

      „Prawdziwych, wielkich artystów najbardziej nie lubią sami artyści.”

      Pewnie i tak bywa, choć jednak częściej spotykam się z podziwem jaki darzą artyści swoich mistrzów, idoli – wielkich artystów, którym bardziej lub mniej świadomie chcą dorównać, których chcą naśladować, których dzieło niejako chcą kontynuować…

  7. Adam W. Says:

    Swą interpretacją i darem brzmienia głosu (myślę, że świadomy był skąd go ma i od kogo otrzymał) pięknie zaprezentował fragment Pierwszego Listu do Koryntian:

    I choćbym miał dar prorokowania
    i znał wszystkie tajemnice
    i posiadał całą wiedzę
    i choćbym miał pełnię wiary
    tak żebym góry przenosił
    a miłości bym nie miał
    byłbym niczym

    Według mojej oceny pokazywał w utworach uczucia jakie mu towarzyszyły w relacji z Bogiem. W innych utworach widoczne jest również Jego postrzeganie świata. Pozdrawiam wszystkich wielbicieli Czesława. Brakuje mi w naszej dzisiejszej rzeczywistości pozytywnych emocji wychodzącej z serca czystej miłości.

  8. Miriam Says:

    Taka ciekawostka:

    I Marlena:

  9. ola Says:

    ciekawy wywiad i bardzo sympatyczne zdjęcie z psem – takie zupełnie inne, nigdzie chyba dotychczas nie publikowane…

    zapraszam do odwiedzenia strony fanów Czesława Niemena na FB:

    https://www.facebook.com/groups/132831263554721/?fref=nf

    pozdrawiam

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Zdjęcie opublikowane tylko raz – w tym samym numerze „Ralaxu”, w którym ukazał się wywiad.
      I rzeczywiście wyróżnia się spośród całej masy zdjęć, na jakich utrwalono Niemena – jakimś takim… właśnie relaksem ;) , bezpretensjonalnością, luzem, nie pozowaniem na gwiazdora…

      Stronę odwiedziłem. Sympatyczna ;)

  10. darek Says:

    Fragment artykułu Wiesława Królikowskiego pt. „Niemen – przekora uniwersalna” opublikowanego w miesięczniku „Tylko Rock”:

    Wiadomo, że Niemen bywał w przeszłości muzycznym ryzykantem. Jednak naprawdę ryzykowne było włączenie do tego zestawu kompozycji Nadolskiego Requiem dla Van Gogha, która jest przede wszystkim ekspozycją brzmień niekonwencjonalnie traktowanego kontrabasu… Skąd taka odwaga?
    Niemen:Zrobiłem to, bo byłem zafascynowany Helmutem i zdawałem sobie sprawę, że jego płyta nie miałaby takiego „posłuchu” jak moja. To bardzo wrażliwy człowiek… Starałem się mu pomagać, tylko że… był konflikt w zespole. Apostolis, Piotrowski, nawet Skrzek weszli w ten układ trochę na zasadzie przymusu. I nie mogli długo w nim trwać. Dlatego metodą podchodów trzeba było zrezygnować z Helmuta…

    Skrzek był już wtedy wschodzącą gwiazdą naszego rocka. Czy konflikt, który spowodował rozstanie był tylko ambicjonalny, czy również muzyczny?
    Niemen:On od początku miał ambicje, żeby robić swoje rzeczy. Ja byłem wymagającym szefem, ale – liberalnym. To nie zawsze było dobre, co dostrzegam słuchając po latach naszych płyt… Bo uważam, że ewidentne zapożyczenia nie mają racji bytu. Nie mówię, iż sam jestem święty. Na pewno od innych sporo się nauczyłem. Natomiast nie uprawiałem „cytatów”. Kiedyś nawet miałem takie rozmowy z Namysłowskim. Mówił, że trzeba grać standardy, aby dobrze grać. A ja na to, że właśnie – nie. Bo jak gitarzysta umie wszystkie zagrywki Hendrixa, to już się nigdy od tego nie odczepi, nie zagra nic swojego… Ja nie uczyłem się standardów i potem uchodziłem za takiego faceta, co to tylko dotyka, nie umie grać (śmiech). Jestem pewny, że kiedyś ktoś przeanalizuje, czy moje granie jest warte miana swoistej – żeby nie powiedzieć: odważnej – wirtuozerii. Najważniejszy jest spontan, a nie kalkulacja… A ze Skrzekiem zagraliśmy podczas olimpiady w Monachium w światowym gronie – obok Charlesa Mingusa i Mahavishnu Orchestra. No i Skrzeka, Piotrowskiego i Apostolisa poraziło wtedy to jazzrockowe Mahavishnu. Nie ukrywam, że mnie także… Ale żeby bazować tylko na tym?

    Całość: http://niemen.aerolit.pl/forum/viewtopic.php?f=6&t=472

    Artykuł wart przeczytania w całości.
    Pozdrawiam i dziękuję za opublikowanie nieznanego fanom Niemena wywiadu.
    D.

  11. darek Says:

    Tutaj zamieszczona jest lista artykułów o Niemenie, nieocenione źródło wiedzy i informacji o artyście:

    http://niemen.aerolit.pl/forum/viewforum.php?f=6

    A wszystko pochodzi z nieoficjalnej strony poświęconej Czesławowi Niemenowi NIEMEN AEROLIT.

    pozdr.
    D.

  12. Stanisław Błaszczyna Says:

    Pamiątka ze spotkań z Czesławem Niemenem w Deerfield pod Chicago.
    Jak się okazało, poniższe zdjęcie, które zamieściłem na facebookowej stronie fanów Niemena, sprawiło im wielką przyjemność:

    I może jeszcze jedno zdjęcie z tego samego dnia:

    I z koncertu w Chicago nieco później:

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/11/czesc582aw-niemen-kom.jpg?w=780

    I jeszcze jedno: Czesław Niemen prywatnie (portret):

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/01/czesc582aw-niemen-fot-stanisc582aw-bc582aszczyna.jpg?w=780

    (Zdjęcia własne)

  13. rosen_77 Says:

    Donoszę, że fragment wywiadu został wykorzystany w artykule Gazety Wyborczej, i to jako pointa:

    „Przeciw ideologiom
    Niemen w rozmowie z amerykańskim dziennikarzem Stanisławem Błaszczyną:

    Niemen: Mnie świat interesuje jako cud niepodważalny. Na „Terra Deflorata”, mojej ostatniej płycie, jest taki tekst: „Dałeś nam, Panie, Cud Wszechświata, Ziemię”. Bo z Ziemi czerpiemy wszystko. Dlatego martwi mnie bezmyślność człowieka, który jej nie szanuje. Chociaż podnoszą się głosy ostrzegawcze. Jest poważne przeludnienie, co może grozić zatruciem totalnym, jeśli będziemy postępować w takim tempie. Ale tu chodzi nie tylko o sprawy fizyczne, materialne – również o ludzką mentalność. Taka np. ideologia komunistyczna mentalnie oszpeciła człowieka w wielu krajach. Na szczęście upadła i tylko gdzieniegdzie podnosi jeszcze ten swój łeb hydry, zatruwa utopijną mrzonką. Lecz tu nie tylko o nią chodzi, bo w politycznych głowach nadal roją się różne niebezpieczne dla nas wszystkich – i dla świata – idee. Na „Terra Deflorata” jest również taki tekst: „Nikt mnie nie nakarmił ideami świata „.

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,87648,16991200,Czeslaw_Niemen__agenci_PRL_zwalczali_go_nawet_w_Ameryce.html#ixzz3uWpR3Frr

  14. Bogdan Kwiatek Says:

    Wczoraj puszczałem „Dziwny jest ten świat” po spacerze do najszybciej wytapiających sie lodowców swiata… Foxa i Franza J. w NZ.
    Pozdro znad Cieśniny Cooka :)

  15. Art Says:

    Niemen po włosku :)

  16. Stanisław Wojciekian Says:

    Cytat:”APENDYKS. Istnieje zapis koncertu Niemena z zespołem SBB w Helsinkach z 1973 roku.”
    To nieprawda Niemen nigdy nie grał z sbb.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To prawda – z formalnego punktu widzenia.
      Niemen nie grał z zespołem SBB tylko z muzykami, którzy wcześniej (w 1971 r.) stworzyli zespół Silesian Blues Band (przemianowany w 1974 r. na SBB).
      Niemen – wraz ze Skrzekiem, Apostolisem i Piotrowskim – występowali pod nazwą Niemen Group.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s