O DEKULTURALIZACJI i innych współczesnych fanaberiach

(co się plecie w kajecie – z wypowiedzi rozproszonych, XV)

. zapiski notatki kajet notes.

.

Dziwna jest ta ewolucja korelacji ludzkiej duszy (psyche) z ciałem. Na początku musiał być tylko instynkt i popędy, a więc całkowite podporządkowanie się potrzebom ciała, mające na celu jego fizyczne przetrwanie. Jednakże to kult czegoś transcendentnego i metafizycznego spowodował odwrócenie uwagi człowieka od własnego ciała i skierowanie jej poza fizyczność zarówno samego ciała, jak i szerzej – świata widzialnego (materialnego) – i to właśnie było tożsame (równoległe) z tworzeniem ludzkiej kultury. Gdzieś po drodze pojawił się dualizm duszy i ciała – być może było to konsekwencją wznoszenia się przez nas na coraz wyższy poziom świadomości, a to z kolei powodowało nasze coraz większe wyobcowanie ze świata „naturalnego”, „przyrodzonego” (czyli związanego z „przyrodą”). A jednak, w większości kultur, człowiek przez dziesiątki tysięcy lat, za swój prawdziwy „dom” uważał świat duchowy, czyli niematerialny (własnej wyobraźni, tęsknot, pragnień, lęków, pożądań, myśli… etc.) – bo z nim właśnie wiązała się (kształtowała) jego ludzka tożsamość. Ciało więc traktowane było dość instrumentalnie – było dla człowieka czymś „przejściowym”. Ale to się zaczęło zmieniać – i mam wrażenie, że to chyba Renesans (nota bene zawsze przeze mnie podziwiany), spowodował, że coraz większą uwagę zaczęliśmy skupiać na ciele, czego jedną z konsekwencji była coraz większa indywidualizacja człowieka. Nie rezygnowaliśmy jednak przy tym z mitów, przez co ten materialistyczny trend nas nie „dekulturalizował”, a wręcz przeciwnie: to właśnie w tamtym okresie dał się zauważyć „wybuch” ludzkiej kreatywności (choćby w dziedzinie sztuki).

Niemniej jednak nasze ciało rozdzielone było od duszy (oczywiście walnie przyczyniła się do tego mentalność wywodząca się z chrześcijaństwa) i wydaje mi się, że właśnie dlatego było możliwe to, iż od jakiegoś czasu (wiek XIX?) ludzkie ciało (a ściślej: jego image) stało się – co tu kryć – przedmiotem handlu.

Innymi słowy: w tych ewolucyjnych perypetiach duszy z ciałem wróciliśmy do samego materialistycznego początku, ergo: staliśmy się przez to bardziej „prymitywni”, bo „wyprani” z ducha (mimo rozbuchanej „kultury” gadżetów, pozorów, czczych informacji i bezmyślnej a niepohamowanej konsumpcji).

Tym oto sposobem znów pozostajemy sam na sam z naszym ciałem – bo dusza ulatuje z naszego wnętrza, jak powietrze z przekłutego balonu. (I tu można się zapytać: skoro dusza zachowuje się jak nadmuchany balon, to co to za dusza?)

Ale żeby nie konkludować tak pesymistycznie: jednak nie wszyscy ludzie tak mają. Są wśród nas tacy, których dusza nie jest nadmuchanym – czyli de facto pustym – balonem. I to właśnie oni są strażnikami ludzkiej „duchowości” – czyli tego, co w człowieku jest najważniejsze i co stanowi o jego człowieczeństwie. Warto żyć w zgodzie z materią (własnym ciałem – respektując jego potrzeby, dbając o nie, jak o naczynie, które jest nam jednak niezbędne), ale nie można zapominać, że pełnego człowieczeństwa nie da się „skwantyfikować” (zdefiniować, określić) posługując się tylko kategoriami materii. Nie jesteśmy mechanicznymi marionetkami, a tym bardziej zredukowanymi do (modelowanej wedle naszego widzimisię) cielesnej powłoki, laleczkami barbie i kena.

greydot

“Ostatni wolni ludzie na Ziemi” – adekwatnie zatytułowała “Polityka” reportaż o niekontaktującym się ze światem zewnętrznym (współczesną cywilizacją) plemieniu żyjącym w lasach Amazonii. Oczywiście, stosując dzisiejsze kryteria oceny cywilizacji (narodu, społeczeństwa, człowieka) przez uwikłaną w produkcję, konsumpcję i politykę większość ludzkiej populacji, ludzie ci (bezproduktywni w sensie przemysłowym, nieznający nowoczesnej techniki, odcięci od internetu, analfabeci… etc.) to prymitywy bez wartości, których kultura jest jakąś czarną dziurą.

greydot

Dżihad ante portas? Brytyjski premier David Cameron lamentuje, że Państwo Islamskie zagraża Europie. Zachód angażuje się więc w “pokoleniową walkę z trującą odmianą islamskiego ekstremizmu”. Oczywiście, zdaniem Camerona, agresja Stanów Zjednoczonych (poparta przez Wielką Brytanię – również przez Polskę) na Irak w 2003 r., (która de facto zrujnowała kraj, zainstalowała w rządzie szyitów, którzy zrepresjonowali pozostałe grupy społeczne, zwłaszcza sunnitów… o takim drobiazgu, jak setki tysięcy ludzi zabitych w tej wojnie nie wspominając) nie ma nic wspólnego z odrodzeniem się hydry wojującego islamu, w postaci ISIS. Jak można przypuszczać, wszystko to wzbudzi falę wrogości wobec muzułmanów mieszkających w Europie.

greydot

Nie ulega wątpliwości, że muzułmanie w Europie są demonizowani i “odczłowieczani” (podobnie, jak demonizowało się i odczłowieczało swego czasu Żydów). Wskazuje się na grupkę oszalałych ekstremistów, którzy roją sobie o jakimś dżihadzie, klecą bomby i zabili w Europie kilkadziesiąt osób, i utożsamia się ich z całym społeczeństwem muzułmanów. Problem jest rozdmuchiwany, czasem przechodzący w paranoję – czego ekstremalnym przykładem jest niejaki Breivik, przedstawiciel rasy panów, stojącej nieskończenie wyższej nad muslimskim “gównem”.

Ludzie niestety myślą schematami, eksponując przy tym często swoją bezmyślność i zwykłą głupotę. Zobaczą zakapturzonego bandytę ucinającego na pustyni głowę białemu człowiekowi i już wołają dusząc się z nienawiści, żeby z wszystkimi wyznawcami Allaha w Europie, (którzy stają się przy tym “szczurami”, “ciapatymi”, “muślinami”, a nawet “gównem” i “nowotworem”) zrobić porządek – najlepiej wyrzucić ich wszystkich z Europy, zebrać w jednym miejscu i zdetonować nuklearnie.

Kiedy czytam te komentarze dotyczące muzułmanów, (których nota bene w Polsce jest znikoma ilość), choćby na polskich forach (to właśnie stamtąd zaczerpnąłem obecne tu wulgaryzmy odnoszące się do muzułmanów), to mi się z tej rasistowskiej głupoty Polaków i szowinistycznego zaślepienie włos jeży na głowie. (Pamiętam, że kiedy w Warszawie społeczność muzułmańska chciała wybudować meczet – nawet nie minaret! – to 95% ankietowanych Warszawiaków było przeciw. Ot, klasyczna swojska ksenofobia.)

greydot

Na razie trudno jest nam sobie wyobrazić islamizację Europy i jedyną możliwością wydaje się nam europeizacja islamu – czyli powstanie (zastosowanie) tego, co nazywane jest przez niektórych kulturoznawców euroislamem. Wymaga tego zachowanie europejskiej tożsamości – czyli wszystkich osiągnięć cywilizacji zachodniej, takich np. jak wolność osobista, wolność wyznaniowa, rozdział religii od państwa (zachowanie świeckiego charakteru tzw. przestrzeni publicznej), demokracja, wolność słowa… A tego wszystkiego nie da się pogodzić z islamską ortodoksją – z utożsamianiem prawa państwowego z szariatem. Z tego wniosek, że jednak dla islamskiej ortodoksji nie ma w Europie miejsca – gdyż trudno sobie wyobrazić powstanie i funkcjonowanie w Europie zupełnie odizolowanych gett muzułmańskich, gdzie ta ortodoksja mogłaby ewentualnie funkcjonować. Tym bardziej, że jeśli chodzi o demografię, to społeczność muzułmańska rozrasta się liczebnie najszybciej z wszystkich społeczności i narodów Europy. Z tego tylko względu problem ten będzie na Starym Kontynencie narastał.

greydot Tzw. „walka z terroryzmem” jest w rzeczywistości przykrywką do tego, by rozbudowywać do kolosalnych rozmiarów aparat masowej inwigilacji, ssąc przy tym federalną kasę. No bo jakie zagrożenie terrorystyczne można znaleźć zakładając podsłuch w biurach Unii Europejskiej? Nie, tu nie chodzi o terroryzm. Tu chodzi o szpiegostwo mające na celu prześwietlenie pewnych struktur władzy, organizacji pozarządowych i przepływu kapitału.

A czy lepiej tego (że się jest inwigilowanym) nie wiedzieć? Mnie osobiście nie uśmiecha się bezrefleksyjna egzystencja cielątka, które o niczym nie chce wiedzieć, bo to mu przeszkadza w radosnym hasaniu po łączce. Wolę jednak życie w świadomości, (która przynosi czasem ból i cierpienie), niż taką cielęcą szczęśliwość (która i tak jest przecież problematyczna – i nawet nie wiadomo, czy jest w rzeczywistości możliwa).

Zgadzam się: wszystko wskazuje na to, że podleganie inwigilacji jest nieuchronne. Lecz mimo to, powinny być stosowane pewne reguły, a człowiek powinien posiadać pewne prawa – a nie być tylko bezwolnym (zniewolonym) przedmiotem, z którym można zrobić, co się tylko pewnym służbom specjalnym podoba. Mimo wszystko uważam, że istnieje realna szansa, by takie prawa dla człowieka zachować.

greydot

Cały ten zmasowany system szpiegowania ludzi, który uskuteczniają już nie tylko Stany Zjednoczone, ale praktycznie wszystkie większe państwa na świecie, nie ma wiele wspólnego z ochroną przed terroryzmem. Ma natomiast wiele wspólnego z grą o władzę i kontrolą przepływających pieniędzy (to jest po prostu szpiegowanie światowego biznesu).

greydot

Czy ludzkość zmierza w kierunku samozagłady? Tego nie wiem, ale wydaje mi się, że zmierzamy do życia w rzeczywistości, w której nie będzie żadnej prywatności, w której każdy będzie prześwietlony na wylot (odpowiednie „służby” będą wiedzieć o każdym człowieku wszystko) oraz manipulowany przez wielkie korporacje – przez tych, którzy będą mieli władzę i pieniądze – i którzy za wszelką cenę będą chcieli utrzymać swoją uprzywilejowaną pozycję, zwiększając przy tym zakres swojej władzy i bogactwa. To, niestety, czeka nasze wnuki, czy też prawnuki – które najprawdopodobniej nie załapią się do „elity”, a będą tymi, których ta „elita” będzie kontrolowała i eksploatowała.

Zdaję sobie sprawę, że jest to czarny scenariusz, ale niestety istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że się on spełni.

greydot

Łudzimy się, że internet zbliża nam świat, lecz w rzeczywistości on nas od niego oddala. Zamiast żyć życiem realnym, zaczynamy żyć w świecie wirtualnym, zdeformowanym, iluzorycznym – choć często, paradoksalnie, wydaje się on nam być bardziej prawdziwy od świata realnego, zewnętrznego. A to dlatego, że wszystko zaczyna się dziać w naszym wnętrzu – nasza świadomość zaczyna się ograniczać do percepcji tego, co znajdziemy w internecie, co na dodatek zaczyna także determinować nasze życie uczuciowe, generujące się wokół fantomów.

greydot

Daniel Passent pisze na swoim blogu: „Rzadkim światełkiem w tunelu było czytanie i ‚wyświetlanie’ ‚Golgoty’ w kilkunastu teatrach. Ale energia, dynamika – jest po stronie konserwatywnej.” (Chodzi oczywiście o sztukę „Golgota Picnic”, która wywołała w Polsce szeroka falę protestów wśród ludzi – „konserwatystów” – dotkniętych jej obrazoburczą treścią, i jej prezentację w wielu miejscach kraju, która była kontr-rekacją na usunięcie tej sztuki z repertuaru festiwalu teatralnego w Poznaniu.)

Jak wygląda owo “rzadkie światełko w tunelu”, które wg Passenta jest najwidoczniej rodzajem kaganka oświaty i nadziei na dalszy nieskrępowany rozwój światowej dramaturgii, w której autora Golgoty obwołano geniuszem a jego „dzieło” uznano za jedną z najważniejszych i najbardziej wybitnych sztuk współczesnego teatru? Oto wrażenia ze spektaklu-prezentacji, jaki odbył się w krakowskim Teatrze Starym. Pisze jedna z kobiet, która była widzem przedstawienia: Jak przedstawiono śmierć Jezusa? “Jako zmielenia mięsa i oblepienia nim głowy mężczyzny, leżącego na świetlistym krzyżu na ziemi, pokrytej bułkami hamburgerowymi. Rozebrano go do naga, ubrano w skąpy kobiecy kostium i szpilki. Następnie ta osoba wstała, poszła dziwacznym krokiem do krzesła, spod kostiumu zwisały mu genitalia, na które było przybliżenie. Usiadł on na krześle, zakładając nogę na nogę, by genitalia cały czas były widoczne” – opisuje Anna K., która podkreśla, że “w kontekście męki i śmierci Jezusa pokazywano nagich ludzi, ocierających się o siebie genitaliami, głowami, wijących się w dziwnych maziach”.

Zadałem sobie trud przeczytania tekstu sztuki Rodriga Garcii. Zamieszczam parę (bardziej klarownych) cytatów z tej “najważniejszej sztuki ćwierćwiecza”, jak określili ją co poniektórzy entuzjaści współczesnych trendów w teatrze:

“Skończył na krzyżu, na co sobie zasłużył, ponieważ każdy tyran zasługuje na karę lub – jak to mówią w mojej dzielnicy – kto zawinił, musi za to zapłacić. I żeby w końcu się zamknął, przybili mu gwoźdźmi ręce i stopy. A ten dalej gadał jak gdyby nigdy nic. Przeszedł Drogę Krzyżową, która nie była bardziej bolesna od tej, którą przebywa pracownik poczty – drogi krzyżowej życia pozbawionej sensu, jak każde życie, dokładnie takie jak twoje. I twoje.” (…) “Te i inne mądrości rozpowiadał ten szaleniec nawet wtedy, kiedy wisiał na krzyżu. Ludziom, którzy myśleli inaczej niż on, życzył źle, i sprawił, że drzewo figowe uschło, ponieważ nie miało owoców, kiedy był głodny. Posiadał niemal boską umiejętność zadawania bólu i czynienia zła. Lubił napawać strachem obecnych za pomocą perwersyjnych cudów, takich jak przyklejenie odciętego mieczem ucha biedakowi, co wdał się w bójkę, leczenie trędowatych czy chodzenie po oceanie. Był też pierwszym demagogiem: rozmnożył ludziom jedzenie, zamiast wspólnie z nimi pracować. Trzeba pamiętać, że nigdy nie pracował.” (…) “Sam o sobie powiedział, że jest barankiem. Ale był cholernym demonem. I groził dżumą i wszelkiego typu chorobami, był Mesjaszem AIDS. Zniszczył świątynię z zazdrości o cudze bogactwo, wiedział, że ktoś bez pieniędzy i pochodzenia jak on nic nie znaczy i że daleko nie zajdzie, więc chciał przywłaszczyć sobie bogactwa tych, którzy wiernie za nim podążali.” (…) “Było to w miejscu o nazwie Golgota, ziemi czaszek, odkryto tam wszystkie jego kłamstwa – poległ jako strateg wojskowy i lider społeczny. Był tak beznadziejny, że zamiast podpisać rozejm czy wbić białą flagę, kiedy było już po wszystkim, powiedział jedynie nocą do gwiazd w Ogrójcu: “Odsuń ode mnie ten kielich. Ojcze, odsuń ode mnie ten kielich”. Mówił to w powietrze, czekał na ocalenie z powietrza, stracił rozum. Tak tchórze rozmawiają z bogami, którzy nie chcą słuchać, rzeźnicy rozmawiają z ostrzem, a murarze rozmawiają z piwem, a marynarze z krabami, a ja żrę soczystego, miękkiego i ogolonego kutasa.” (…) “Bóg jest językowym podstępem i wszystko, co mówię i co powiem do końca tej sztuki, to nieczyste zagrywki, które wymyślam, by przeżyć przy odrobienie radości na tej parszywej ziemi.” (…)

itd… itp…

Można się tu zapytać: czy o taką kulturę walczą tzw. „liberałowie” polscy? A może o taką, jaką zaprezentowali na taśmach “gwarantujących normalność” politycy i polscy mężowie stanu typu Sienkiewicz, Sikorski, Nowak… et consortes, oraz ten (chodzi oczywiście o prezesa Narodowego Banku Polskiego), co ma – jak sam stwierdził – „największego ch.uja”?

PS. Sorry za wulgaryzmy, ale taki mamy (w polskiej „kulturze” politycznej) klimat.

greydot

Polski minister skarbu Włodzimierz Karpiński o pewnym biznesmenie, koalicjancie: “Albo dostanie, je.bnie go w końcu ktoś i tyle, no. Na poważnie. No tyle tylko, że to może rozsypać się koalicja.”

Właśnie, koalicja nie rozsypuje się tylko dlatego, że nikt w niej nie został jeszcze dobrze “je.bnięty”. Kiedy więc zaczną się nawzajem – używając języka dżentelmenów sprawujących najwyższe stanowiska w polskim państwie – “je.bać”, to jest szansa odmiany w sposobie rządzenia krajem jaki jest teraz uskuteczniany przez układ trzymający władzę. A że jest cała masa “haków” jakie ci panowie mają na siebie, które jak najbardziej byłyby pretekstem do “je.bania” się nawzajem – tudzież do “wyje.bania” tego i owego w kosmos (to również cytat z podsłuchanych rozmów) – to jest to raczej oczywiste dla tych, którzy się tego nie boją, albo, wręcz przeciwnie: boją się bardzo. Cała reszta jest ślepa, udaje ślepą, albo też jest obojętna. I na utrzymanie tego stanu (ślepoty i obojętności) liczą ci wszyscy szlachetni panowie “z klasą”.

Ten i podobne przykłady skutecznie zniechęcają nas do polityki, prowadząc do wniosku, że rozsądniej byłoby się od tego politycznego bagienka vel polskiego piekiełka trzymać z daleka. Ale to jest ten paradoks i dość niewygodna alternatywa: albo angażujemy się w politykę i wtedy mamy prawo polskich polityków krytykować, chcąc to nędzne status quo zmienić; albo się nie angażujemy – i wtedy takiego prawa się pozbawiamy, odsuwając się przy tym od jakiegokolwiek wpływu na zmianę sytuacji politycznej w Polsce.

greydot

Czytam dzienniki Alberta Speera, („nadwornego” architekta Hitlera, a później ministra przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy) ze Spandau (czyli z więzienia, w którym odsiadywał on swój norymberski wyrok 2o lat pozbawienia wolności i gdzie – potajemnie, głównie na papierze toaletowym – spisywał swoje wspomnienia i prowadził dziennik). I to jest znakomita rzecz – taka wiwisekcja człowieka, który umie swoje (ewentualne) sumienie schować do kieszeni i traktować rzeczywistość doskonale wybiórczo. Tzw. “przyzwoity (???) człowiek”, który potrafi doskonale wpisać się z zbrodniczy system (układ), myśleć tylko swoją karierą, wykorzystując do tego własną (nieprzeciętną) inteligencję, która umożliwia mu doskonały kamuflaż… I to nie tylko przed światem zewnętrznym, ale także jeśli chodzi o obraz samego samego siebie – we własnych oczach.

Odnoszę wrażenie, że Speer nie tyle “wypycha” z siebie poczucie winy, co doskonale potrafi je w sobie ukryć (nawet przed samym sobą). A może on w ogóle nie miał poczucia winy? To też jest możliwe. I co ciekawe – nadal tego nie wiem po przeczytaniu 500 stron jego dzienników. To jest psychiczna ekwilibrystyka co się zowie! Zresztą, tylko tacy “żonglerzy” mogli się uchować w rządzie Hitlera. Niestety, podobnymi “żonglerstwem” wykazała się w czasach faszyzmu większość Niemców.

Mogę się zgodzić ze stwierdzeniem (z którym nota bene już kilkakrotnie się spotkałem), że na tle całej tej nazistowskiej zgrai, Speer sprawiał wrażenie intelektualisty. Mało tego: on sprawiał także wrażenie człowieka przyzwoitego – i to był właśnie szczyt kamuflażu.

greydot

Reinhold Messner, legendarny alpinista i himalaista, który był również Eurodeputowanym: “W naszym świecie nie ma definicji dobra ani zła. Są tylko cele możliwe albo niemożliwe do realizacji”.

Ktoś cytuje te słowa zachwycony, a ja się temu dziwię, bo przecież w naszym świecie jest mnóstwo definicji dobra i zła. Każdy system etyczny tworzy definicje dobra i zła. Tak na dobrą (złą?) sprawę każdy człowiek ma swoją definicję dobra i zła – najczęściej przejmowaną z systemu etycznego jaki funkcjonuje w kulturze w jakiej się rodzi, wychowuje i żyje. Bezrefleksyjne powtarzanie słów jakiegoś celebryty – choćby to była nawet “gwiazda” alpinizmu, która nam imponuje – często jest niczym innym jak robienie ludziom wody z mózgu.

Jeśli ktoś miałby z trudności ze zrozumieniem tego, co napisałem, to powinien pomyśleć np. … choćby o piwie: jest piwo dobre i jest piwo złe. A bardziej ambitnym intelektualnie można zaproponować przypomnienie podstawowych systemów etycznych stworzonych przez człowieka:

Sokrates – praktyk metody majeutycznej, intelektualizm etyczny Anaksymenes i Epikur – hedonizm – system subiektywno-emotywistyczno-efektywistyczny Platon, św. Augustyn, etyka chrześcijańska – systemy obiektywno-antynaturalistyczno-motywistyczne Arystoteles, Stoicyzm, Baruch Spinoza – systemy obiektywno-naturalistyczno-motywistyczne Kartezjusz, Georg Wilhelm Friedrich Hegel – systemy obiektywno-antynaturalistyczno-efektywistyczne Jean-Jacques Rousseau i następcy – system obiektywistyczno-naturalistyczno-motywistyczny Immanuel Kant – system obiektywno-antynaturalistyczno-motywistyczny John Stuart Mill – utylitaryzm – system obiektywno-naturalistyczno-efektywistyczny Karol Marks – materializm dialektyczny – system subiektywno-naturalistyczno-nominalistyczny Fryderyk Nietzsche – system subiektywno-naturalistyczno-efektywistyczny Arthur Schopenhauer – system subiektywno-emotywistyczno-nominalistyczny Rudolf Carnap – opracowanie kilku różnych wersji etyki nominalistycznej i początek studiów porównawczych różnych systemów etycznych. Ayn Rand – twórczyni obiektywizmu, opartego na “racjonalnym zainteresowaniu sobą” Nel Noddings – twórczyni etyki troski Richard Hare – twórca preskryptywizmu

PS. Do listy tej dodałbym również Kalego, (który właściwie podpada pod system subiektywno-naturalistyczno-efektywistyczny).

greydot

Uderzyły mnie słowa Johna Swintona, dziennikarza ”The New York Times”, który, odchodząc na emeryturę, powiedział:

”Każdy z obecnych tutaj wie, że niezależna prasa nie istnieje. Wy to wiecie i ja to wiem: żaden z was nie ośmieliłby się ogłosić na łamach gazety swoich własnych opinii; a gdyby nawet się ośmielił, zdajecie sobie sprawę z tego, że nie zostałyby one nigdy wydrukowane. Dostaję ileś dolarów tygodniowo za to, żebym powstrzymywał się od wyrażania własnych poglądów i opinii w gazecie, w której pracuję. Wielu tu obecnych otrzymuje podobną zapłatę na identycznych zasadach. Gdyby ktoś z was był na tyle szalony, by uczciwie opisać sprawy, znalazłby się natychmiast na bruku ! Gdybym dopuścił, by moje prawdziwe opinie zostały opublikowane w którymkolwiek numerze gazety, straciłbym pracę w niecałe 24 godziny ! Praca dziennikarza polega na niszczeniu prawdy, łganiu na potęgę, deprawowaniu, zohydzaniu, czołganiu się u stóp mamony, sprzedawaniu siebie, sprzedawaniu swojego kraju i swojego Narodu w zamian za chleb swój powszedni, czy też – co sprowadza do tego samego – za swoją pensję. Wiecie to wy i wiem to ja. Cóż to więc szaleństwo, wznosić toast za niezależną prasę! My, dziennikarze jesteśmy wasalami, instrumentami w rękach bogaczy, którzy potajemnie spiskują i kierują wszystkim zza kulis! My jesteśmy ich marionetkami! To oni pociągają za sznurki, a my tańczymy! Nasz czas, nasz potencjał i nasze talenty są w rękach tych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami!”

Według mnie warto ten cytat przeczytać kilka razy, bo go sobie lepiej przyswoić i utrwalić. Dobrze byłoby go pamiętać – czy też przypominać – za każdym razem, kiedy sięgamy po nowe wydanie jakiejś “niezależnej” gazety. Wtedy wiele spraw łatwiej byłoby nam zrozumieć – a zwłaszcza zakłamanie i obłudę niektórych dziennikarzy.

greydot

Bezstronność najczęściej oznacza obojętność, ma też coś z amoralizmu. Lecz jeśli przyjmie się pewien system etyczny (a każdy człowiek, bardziej lub mniej świadomie jakiś system etyczny przyjmuje), to ów system wyznacza “stronę”, po której się ktoś opowiada.

Kiedyś rozmawiałem na ten temat z Agnieszką Holland, która nota bene nie wstydziła się nawiązać do etyki i uznać expressis verbis ważność Dekalogu, a szerzej: stwierdzić konieczność respektowania pewnego systemu etycznego, którym człowiek winien się kierować w swoim życiu (ale oczywiście cynizm jakim przesiąknięty jest obecnie świat, czyni jakiekolwiek odniesienie się do moralności czymś niebywale wstydliwym – a ten, kto to robi, spotyka się zwykle z ośmieszeniem i szyderstwem).

Agnieszka Holland stwierdziła, że wierzy, iż istnieje coś takiego, jak Zło absolutne. Ja w to nie wierzę, podobnie jak nie wierzę w istnienie Diabła (wcielonego). Uważam, że są to tylko kulturowe konstrukcje, które ułatwiają nam aksjologiczną orientację w naszych wysiłkach utrzymania się przy życiu i funkcjonowania w charakterze „ludzkiego” człowieka. (Nie chcę jednak przez to powiedzieć, iż nie są one ważne. Wręcz przeciwnie.)

Wydaje mi się jednak, że zło jako takie we Wszechświecie nie istnieje. Zło i dobro pojawia się (a ściślej: możemy je nazwać) dopiero wtedy, kiedy – organizując kulturę – tworzymy pewien system wartości, który nota bene jest inny w każdej epoce, na każdym stopniu rozwoju ewolucyjnego, w każdej cywilizacji. To właśnie wskazuje na to, że takie wartości jak zło i dobro są relatywne, czyli względne. Oczywiście my usiłujemy to przeróżnie sankcjonować, a do tej pory najlepsza (i najskuteczniejsza) wydawała się nam sankcja metafizyczna (religijna) – czyli zawsze wikłaliśmy w to jakąś Siłę Wyższą, czyli Boga (lub bogów). Jednak już tak chyba nie jest – i to nie tylko od dekadenckich czasów Nietzschego, który obwieścił śmierć Boga ponad sto lat temu. Zaczęło się to bowiem już gdzieś w Renesansie, (kiedy to zaczęliśmy postrzegać świat bardziej antropocentrycznie), a w pełni wykwitło podczas Oświecenia i Rewolucji Francuskiej. No a współcześnie to już mamy totalny post-modernistyczny misz-masz, gdzie wszystkim się wydaje, że wszystko jest dozwolone, równo-prawne (bo wszyscy mają jakąś swoją „rację”) – bo przecież jest już (niby) udowodnione, że nie ma dla nas żadnej metafizycznej podstawy (i niektórzy tylko przebąkują o jakimś „prawie naturalnym”). Stąd to pomieszanie aksjologiczne naszych czasów. Stąd cynizm, sarkazm, szyderstwo, nihilistyczne ciągoty… Także rozpacz i poczucie bezsensu.

Lecz Agnieszka Holland powiedziała też coś bardzo ważnego: otóż, że powinien liczyć się Dekalog. Choć tutaj może ktoś powiedzieć: przecież to też tylko jest ludzki wymysł, rodzaj społecznej umowy, który umożliwia nam jako takie funkcjonowanie i rozmnażanie się gatunkowe (tyle że w pewnej kulturowej otulinie). Tak. Ale tu chodzi także o coś innego: o to, by pozostać wiernym systemowi etycznemu, który wybieramy (tworzymy). Bo dopiero z tej perspektywy zaczyna nabierać sens nasze nazywanie Zła albo Dobra. I nie chodzi tu jedynie o ważny w świecie judeo-chrześcijańskim Dekalog, ale o każdy system etyczny bez wyjątku. Tak więc, być może zabijanie słabych i „zbędnych” niemowląt było w Starożytności czymś dobrym, ale biorąc już pod uwagę nasz system etyczny (np. Dekalog), to czymś dobrym już to nie jest. Nie jest więc prawdą, że nie możemy oceniać etycznie tego co działo się w innych epokach (bo „takie były czasy”, bo przecież możemy kogoś sądzić dopiero wtedy, jak „wejdziemy w jego buty”… etc.). Być może tło i uwarunkowania epoki ułatwiają nam zrozumienie tego co się wtedy działo, ale niekoniecznie już stanowią dla tego usprawiedliwienie.

Agnieszka Holland wspomniała też o instynkcie zachowawczym – że on niejako powinien nas prowadzić, by człowiek, jako gatunek, nie wykończył sam siebie doszczętnie. No tak, ale Hitlerowców też mógł prowadzić taki instynkt. Mało tego: gdyby oni odnieśli sukces, tzn. zwyciężyli i zdominowali świat, to rzeczywiście mogliby człowieka wzmocnić „rasowo” (stosując np. eugenikę i niewoląc całe narody, które by na tę ich potęgę i rasowe well beeing pracowały – a czyniąc to nie robiliby, powiedzmy sobie szczerze, nic innego, jak sama Natura, która egzekwuje to samo na masową skalę w każdej sekundzie trwania życia na Ziemi). Ale na szczęście się przeliczyli – bo okazało się, że generują więcej destrukcji niż konstrukcji. I dlatego przegrali. Nie chodziło tu więc o zwycięstwo jakiejś metafizycznej „Jasnej Mocy”, ale o zwykłe pokonanie wroga, który się pomylił i był jednak na tyle słaby, że dał się zwalczyć i przegrał.

A Boga jednak lepiej do tego wszystkiego nie mieszać. Jeśli bowiem obdarzył On czymś takim jak „wolną wolą” (choć to – z czysto biologicznego punktu widzenia – też jest problematyczne), to człowiek dysponuje wolnością… nie tylko czynienia (wyboru) Dobra, ale i Zła. Faszyści, decydując się na ludobójstwo, wybrali (w świetle wyznawanego przez nas systemu etycznego) Zło. Bóg więc nie miał z Holocaustem nic do czynienia – rozpaczliwą bezradnością jest więc obwinianie Go o komory gazowe i obozy masowej zagłady.

Kończąc: nawet jeśli wartości jakie wybieramy (etyka jaką przyjmujemy) wisi w jakiejś nihilistycznej (kosmicznej) próżni i nie ma żadnych metafizycznych fundamentów, to i tak nie ma według mnie żadnego innego wyjścia, jak starać się temu systemowi etycznemu sprostać – jeśli chce się człowiekiem (w sensie wartości tzw. Hhumanitarnych”) pozostać. I nie wiem, czy chodzi tu też tylko o jakąś inną próbę (jednostkowego lub gatunkowego) przetrwania, czy po prostu o zwykłą „ludzką” przyzwoitość. Ale tak mi mówi coś, co jest gdzieś głęboko we mnie – a co chyba można nazwać sumieniem.

greydot

Pisząc „Indiański tryptyk” zastanawiałem nad tym, czy eksterminację Indian Ameryki Północnej można nazwać holocaustem, ale w końcu doszedłem do wniosku, że nie był to holocaust w takim sensie, jak my to rozumiemy po doświadczeniu Holocaustu dokonanego przez Niemców podczas II wojny światowej na Żydach. I bynajmniej nie z tego powodu, że jednak określenie to zostało niejako zawłaszczone przez tych, którzy zarezerwowali go dla nazywania masowej eksterminacji narodu żydowskiego podczas ostatniej wojny. Oczywiście dochodziło w czasie kolonizacji Ameryki przez Europejczyków do aktów ludobójstwa ale Koloniści, a później rząd amerykański, nigdy nie zastosowali czegoś w rodzaju “ostatecznego rozwiązania” kwestii indiańskiej, w sensie celowej, zorganizowanej i masowej eksterminacji narodów (plemion) indiańskich – tak jak to zrobili Niemcy wobec europejskich Żydów.

Tak naprawdę jednak nie jest ważne to, jak nazwiemy fakt niszczenia populacji i kultury Indian amerykańskich – istotne jest to, że kulturę tę zniszczono, a życie straciło miliony ludzi, rdzennych Amerykanów.

Ktoś niedawno zarzucił mi, że pisząc o nieuchronności europejskiej ekspansji kulturowo-terytorialnej w czasach kolonialnych, usprawiedliwiałem tym samym, jak to określił: „mechanizm nieuchronności dziejów, czyli – mówiąc brutalnie – argumenty wyższości lepiej uzbrojonych, bardziej sprawnych w logistyce prowadzenia wojny, znaczy silniejszych”.

Jest to nieporozumienie, choćby tylko dlatego, że mamy tu do czynienia z różnymi sytuacjami historycznymi. Ja wcale nie uznaję, że brutalne narzucanie przez silniejszego swojej woli słabszemu  jest “mechanizmem nieuchronnym” dziejów. Gdybym tak uważał, to bym się zamknął i nic więcej już na ten temat nie napisał – bo po co się kopać z koniem? Uważam wręcz przeciwnie: że można chronić kogoś, kto jest słabszy, że należy domagać się sprawiedliwości, że trzeba sprzeciwiać się ludobójstwu i instrumentalnemu traktowaniu człowieka przez polityków i “możnych” tego świata… Wierzę, że taka postawa może coś zmienić. Mimo wszystko jestem tego pewny, że są ludzie, którzy przechowują w sobie taką elementarną przyzwoitość – i to oni w końcu (z)definiują tzw. “człowieczeństwo” Homo sapiens. Gdybym w to nie wierzył, to już dawno palnąłbym sobie w łeb – bo jak tu można byłoby żyć wśród zwierząt, które kierują się tylko prawem silniejszego, przemocą wyznaczając hierarchię wyzysku i kolejności dziobania?

To właśnie dlatego sądzę, że jeśli poddamy się jakiejś “konieczności dziejów” (na ukąszenie heglowskie jestem chyba dość mocno uodporniony) i uznamy, że zawsze “pięścią musimy odpowiadać na pięść”, to przegramy.

greydot

Do pewnego stopnia Fides et ratio są od siebie nieodłączne, ale w pewnym miejscu się jednak rozchodzą (nie bez kozery bowiem “wiara” to nie to samo, co “rozum”). Niestety, nie zawsze te pojęcia są komplementarne – stąd najczęściej wyrasta nasza głupota. A jeśli się komplementują? Być może właśnie na tym polega(łaby) nasza mądrość?

greydot Jedynie miłość zbawia. Reszta jest nicością. greydot .

Advertisements

Odpowiedzi: 43 to “O DEKULTURALIZACJI i innych współczesnych fanaberiach”

  1. Daga Says:

    Cieszę się, że opublikowałeś między innymi rozmyślania dotyczące korelacji ciała i duszy, którymi podzieliłeś się również pod moim niedawnym wpisem. Temat ten od dawna mnie nurtuje i ta ewolucja, o której piszesz bardzo mnie zainteresowała i co nieco rozjaśniła.

    Poza tym, są tu też fragmenty tekstu o sytuacji na Bliskim Wschodzie i miejsca muzułman we współczesnym świecie. Muszę przyznać, że przeczytałam ten wpis dwa razy, przejrzałam też wszystkie komentarze pod nim. Wiem, że mam znikomą wiedzę na poruszony temat, dlatego nie wypowiedziałam się pod wpisem. Mimo to, post wydaje mi się szczególnie wartościowy – pokazuje różne spojrzenia na tę sprawę i zawiera odesłania do lektury pomagającej nieco zrozumieć ten, ważny przecież, problem.
    Udostępniłam ten tekst na facebooku, mając nadzieję, że pomoże też innym osobom zająć słuszne stanowisko czy też zainteresować się tym tematem trochę bardziej.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To właśnie Twój tekst „Wszechobecność ciała” zainspirował mnie do napisania tej notki o korelacji duszy i ciała – to była forma odpowiedzi nań, a właściwie komentarz – refleksja.
      Nawiasem mówiąc, piszesz bardzo wartościowe teksty, poruszasz sprawy, które i mnie interesują – stąd ten odzew :)

      Nie jestem pewien, czy pisząc o wątku bliskowschodnim masz na myśli mój wpis „Czyja wina”? Temat to trudny. I raczej nie spotyka się z szerokim zainteresowaniem, a przecież to jedna z najgorętszych kwestii współczesnego świata. (Ciekaw jestem Twojej opinii, a przy okazji: można wiedzieć na jakiej stronie FB go opublikowałaś?)
      Ja sam wróciłem do książki Huntingtona (chodzi oczywiście o „Zderzenie cywilizacji”) i widzę, że mimo, iż napisana ona została niemal 20 lat temu, to nadal jest aktualna – poglądy Huntingtona, w przeciwieństwie do tych Fukuyamy („koniec historii”), wcale się tak nie zestarzały.

      Pozdrawiam

      • Daga Says:

        Cieszę się więc tym bardziej ! Temat jest rzeczywiście interesujący, dlatego poruszałam go już wcześniej, choć pod nieco innym kątem w tekście „Teatr ciała” (https://espressocorretto.wordpress.com/?s=teatr+cia%C5%82a)

        Odpowiadając na pytanie – tak, miałam na myśli naprawdę świetny post „Czyja wina?”. I niestety chyba masz rację, że wątek bliskowschodni jest „gorącym tematem” tylko w wąskich kręgach. Sama zamieściłam link do tego tekstu na mojej osobistej stronie FB i nie doczekałam się komentarza – ale może chociaż ktoś rzucił okiem? Muszę przyznać, że w gronie moich rówieśników (+20) raczej nie jest to temat do rozmów – ktoś czasem rzuci coś zasłyszanego w radiu czy telewizji z większym lub mniejszym przekonaniem, ale temat mimo wszystko pozostaje poza obszarem większego zainteresowania. Wydaje mi się, że czasem wynika to z niewiedzy i niezdecydowania, jakie stanowisko zająć – ciężko rozmawiać o czymś o czym niewiele tak naprawdę się wie. Nie mówię tu oczywiście o tej grupie, która wypisuje obelgi pod adresem muzułman na forach itd. Takich ludzi osobiście, na szczęście, nie znam.

        Kiedyś na zajęciach z antropologii kulturowej profesor zadał nam pytanie czy uważamy, że muzułmanki we Francji powinny móc się zasłaniać czy nie. Pamiętam, że niektórzy mieli na sprawę jakiś własny pogląd (może wyrobiony wcześniej, a może właśnie w tamtej chwili), ale jednak argumentacja przychodziła ciężko – myślę, że w wielu przypadkach właśnie z niewiedzy.
        Niedawno Trybunał w Strasburgu oddalił skargę muzułmanki, według której zakaz noszenia chusty we Francji godzi w wolność wyznania. Uważam, że to słuszny werdykt. Podzielam Twoje zdanie, że powinniśmy szanować obcą kulturę, a przy tym dbać również o własną tożsamość.

        Pozdrawiam serdecznie.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Wszystko więc na to wskazuje, że poruszamy tematy „niszowe”, choć nam się wydaje, że mówimy o sprawach ważnych dla współczesnego świata – bo przecież tzw. „zderzenie cywilizacji” jest tematem ważnym, tak samo jak obecność muzułmanów w Europie i konfrontacja „kulturowa” jaka z tego faktu wynika.

          Zajrzałem na stronę, do której link podałaś. Zaciekawił mnie Twój artykuł i przypomniał o jednym z esejów Susan Sontag, która zajęła się kiedyś podobnym tematem w kontekście fotografii.
          Podzielę się z Tobą moimi uwagami po uważniejszym przeczytaniu tego tekstu.

          Pozdrawiam

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Daga, myślę też, że na miejscu będzie, jeśli przytoczę tu Twoją odpowiedź na mój komentarz, (który stanowi pierwszą część powyższego wpisu):

      Proponujesz ciekawe wyjaśnienie dla wszechobecności ciała, o której piszę. Bardzo podoba mi się stwierdzenie, że skupienie się wyłącznie na materialności powoduje, że w końcu z tym ciałem zostajemy sam na sam – a to wydaje się być bardzo grząskim, niepewnym gruntem. Oczywiście nie wszyscy poddali się tej fali i wrócili do początków, jak mówisz, ale chyba dobrze zwracać uwagę na to zjawisko i podkreślać, że tak wcale nie musi być. Nie musimy do końca poddawać się presji otoczenia i odrzucać duchowość – przekłuwać balon.

      Dzięki za filmik, może i trochę na początku śmieszy, ale jednak widok Superwenus na końcu okropnie mnie obrzydza. To tylko animacja, ale świetnie podsumowuje te rozważania.

      I link do filmu, o którym mowa:

      Film niebywale sarkastyczny (a nawet, jak piszesz „obrzydliwy” ;) ), ale niestety ukazuje wiele z prawdy, jeśli chodzi o to, jak podchodzi się dzisiaj do (zwłaszcza, choć nie tylko) kobiecego ciała.

      PS. Jeśli ten filmik na Youtube nie działa, to można go też obejrzeć tutaj:

      http://www.cda.pl/video/143118c6/Animacja-o-dazeniu-do-idealu

  2. Torlin Says:

    Jak zwykle Stasiu u Ciebie pomieszanie najróżniejszych form i treści, trudno jest coś takiego komentować. Ale tak w punktach, po kilka słów napiszę:

    1. Dusza i ciało – bardzo nie podoba mi się to porównanie. Psychika i ciało – to rozumiem. Nie ma czegoś takiego jak dusza, popularnie tak zwana jest psychika człowieka, a samo słowo zostało narzucone przez chrześcijaństwo.

    2. I co za tym idzie narzekanie na dzisiejsze czasy, że przewagę zaczyna mieć ciało nad duszą (co u Ciebie jest tożsame z kulturą, co jest nieprawdopodobnym uproszczeniem) świadczy o nieumiejętności obiektywnego osądu rzeczywistości dzisiejszej i historycznej. Człowiek o swoje ciało dbał od czasów jaskiniowych, a sami Indianie z Amazonki farbują swoje ciało i czasami oszpecają. W Średniowieczu noszono niepraktyczne, fantazyjne stroje, i dzisiejsze czasy niczym się nie różnią od dawnych. Różnica jest jedna, że dawniej człowiek żył w strachu przed Bogiem (chorobami, klęskami, burzą) i wszystko kręciło się koło bóstwa, bo człowiek nie umiał sobie wytłumaczyć wielu spraw. I to tłumaczy Twoje powiedzenie o dawnym „uduchowieniu”. Dzisiejsze czasy (jak i każde inne) są tak samo „uduchowione” i na przestrzeni wieków jest to constans.

    3. Sprawa operacji plastycznych, jak zwykle Stasiu wyolbrzymiasz problem tak, gdzie go nie ma. Rzeczywiście, tak gruntownie zmieniające kobietę operacje się zdarzają bardzo rzadko, ale przecież w dawnych wiekach też oszpecali się ludzie specjalnie dla urody. Operacje plastyczne dzisiaj w 90 kilku procentach służą ratowaniu psychiki ludzi niemogących żyć z pieprzykiem, z za małymi piersiami, blizną, lub jako mężczyzna lub kobieta. Jest to bardzo ważny dla człowieka dział medycyny i oskarżanie go o przebudowę kobiety jak w tym filmiku świadczy o zacietrzewieniu, charakterystycznym dla miłośników chrześcijaństwa (Boga nie powinno się poprawiać, korygować).

    4. Rozmowy polityków – wstydziłbyś się Stasiu w ogóle pisać na ten temat, to były rozmowy prywatne, i nikomu nic do tego, jakich słów używałem w kawiarni czy restauracji w prywatnej rozmowie, niech się wstydzi ten co słucha (lub czyta stenogram), a nie ten, co mówi.

    5. Mówienie, że Państwo Islamskie powołali do życia Europejczycy z Amerykanami jest nieprawdopodobnym uproszczeniem. Wojujący islam istnieje od dwudziestu wieków, i nic się pod tym względem nie zmieniło. Problem polega na tym, że widzisz tylko jedną stronę medalu, identycznie, jak to było w dyskusji o niewolnictwie, pisałem Ci wtedy, że niewolnictwo w Ameryce to był mały pikuś wobec niewolnictwa w krajach arabskich.

    6. Muzułmanie w Polsce, też pisałem Ci o tym, i dawałem link do swojej notki. Zupełnie czymś innym są Muzułmanie zamieszkujący nasze tereny od niepamiętnych czasów, a co innego muzułmanie napływający. Nasi nigdy nie będą piętnowani (ani napiętnowani), są cudownym elementem naszej kultury. Muzułmanie napływający są obcym elementem kulturowym i dlatego nikt w Warszawie nie chce budowy meczetu, na który daje pieniądze anonimowy książę z Arabii Saudyjskiej (skoro nie daje się pozwolenia na budowę naszym muzułmanom). Czy Ty potrafisz zrozumieć, że Warszawiacy byli w 95 % przeciwko meczetowi nowemu, a za meczetem starym?

    7. Powiem Ci szczerze, że przykro mi się zrobiło wobec demagogii, jaką zawarłeś we fragmencie o Breviku. On nie zabijał muzułmanów, tylko Europejczyków z Norwegii, głównie o białym odcieniu skóry. „Muzułmanie w Europie są demonizowani”, to przejdź się po peryferiach Marsylii, Paryża, to zobaczysz, dlaczego są demonizowani. Poczytaj sobie książki rozsądnych muzułmanów, jak postępują ojcowie wobec córek, jak po niemieckich miastach chodzi policja islamska i zwraca uwagę Niemcom, że żyją niezgodnie z wolą Allacha. Ja sam w Austrii poznałem muzułmanów twierdzących, że nasza kultura musi być zniszczona, bo jest bezbożna. A ja w zamian powinienem ucałować go w brodate policzki.
    Nie chce mi się więcej. Trzymaj się

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To „pomieszanie” wątków, formy i tematów jest celowe i ewidentne, bo są to notatki lub wypowiedzi dotyczące różnych tematów i powstałe przy różnych okazjach. Tak więc – jest to taki całkiem zamierzony misz-masz, kolaż refleksji, impresji, opinii, wrażeń… Nie ma obowiązku czytania wszystkiego, podobnie jak – jeśli chodzi o ewentualny komentarz – odnoszenia się do wszystkich tematów. Można się skupić na wybranych, lub tylko na jednym.

      Ale skoro odpowiedziałeś w podpunktach, to i moja odpowiedź będzie miała podobna formę. Tak więc, po kolei:

      1. Dusza jest pojęciem umownym (i ja sam, zamiast duszy używam niekiedy słowa psyche lub psychika). Ale nawiązanie do duszy uważam jak najbardziej uprawnione, bo jest ono zrośnięte z kulturą judeo-chrześcijańską w sposób nierozerwalny – i chyba wszyscy obyci z literaturą czy sztuką Zachodu rozumieją choćby symboliczne znaczenie słowa „dusza”. (Czy Ty chciałbyś – dlatego, że sam nie wierzysz w duszę, tak jak pojmuje to np. chrześcijaństwo – usunąć to słowo z literatury i sztuki? Too late.) Poza tym, używamy słowa „dusza” nie tylko w znaczeniu religijnym – fenomenologiczno-metafizycznym ;)

      2. Ciesz się Torlinie, że Ty potrafisz obiektywnie ocenić „rzeczywistość dzisiejszą i historyczną”. Ja oceniam subiektywnie i uważam to za normalne (i nota bene nieuniknione – bo przecież każda ocena jest subiektywna). Nie uważam, że „uduchowienie” człowieka na przestrzeni dziejów to jest constans. Psychika człowieka podlega(ła) ewolucji, podobnie jak ewolucji podlega(ło) ciało. Także, w zależności od kręgu kulturowego, zmieniał się stosunek człowieka do swojego ciała.

      3. Nie wyolbrzymiam problemu operacji plastycznej. Być może w Polsce – czy też w niektórych krajach europejskich – nie stanowi to problemu, ale w Stanach Zjednoczonych, czyli w kraju, w którym mieszkam, jest to problem poważny, bo operacji plastycznych przeprowadza się tu dosłownie miliony. Ja większość z tych operacji widzę jako okaleczanie ciała. Gdybyś tylko zobaczył te zniekształcone operacjami twarze, jaki często można zobaczyć np. w amerykańskiej telewizji, czy nawet na ulicy. Horror!

      4. Raczysz żartować! To ja mam się wstydzić za rozmowy polskich polityków i te wszystkie wulgaryzmy i cwaniackie odzywki – ten brak kultury i chamstwo – które stało się jawne, kiedy cała Polska tych „dżentelmenów” usłyszała? Gdyby oni mieli choć odrobinę honoru i poczucia przyzwoitości, ta już dawno zapadliby się pod ziemię ze wstydu. I nie były to rozmowy prywatne – co stwierdził sam Sikorski (ale Ty i tak – z uporem, nie chcę mówić jakim – nie przyjmujesz tego do wiadomości).

      5. Ja nigdzie i nigdy nie napisałem tego, że „Państwo Islamskie powołali do życia Europejczycy z Amerykanami”. Cóż za bzdurę mi imputujesz? Ja tylko twierdzę, że do radykalizacji islamu (i m.in. powstania IS) przyczyniła się polityka amerykańska i europejski kolonializm.
      I wcale nie uważam, że niewolnictwo w Ameryce, to „mały pikuś”. (Polecam zapoznanie się z historią niewolnictwa w Ameryce i dopiero później wygłaszanie sądów na ten temat).

      6. Potrafię zrozumieć, że w Warszawie 95% ludzi było przeciwnych budowaniu meczetu nowego, ale nie potrafię tego zaakceptować – bo to jest ewidentny dowód na polską ksenofobię. Ci „starzy” muzułmanie obecni w naszym kraju, też kiedyś byli muzułmanami „nowymi”. Zresztą, uważam Twój tekst o muzułmanach za przejaw hipokryzji i zupełnie się z Twoim podejściem do tej sprawy nie zgadzam. (Ale to wyłożyłem już chyba w komentarzu przy innej okazji – być może uda mi się ten komentarz odnaleźć, to go tutaj przytoczę.)

      7. To co w tym punkcie piszesz to jest właśnie czysta demagogia – utożsamiasz wszystkich imigrantów muzułmańskich z jakimiś ekstremalnymi przypadkami. Ponadto, w tym co napisałeś, wychodzi z Ciebie typowy polski ksenofob, który wysyła innych na europejskie obrzeża, by zobaczyli jak okropną społecznością są muzułmanie. I Ty uważasz się za liberała?
      A Breivik jak najbardziej demonizował muzułmanów (a przy tym ich nienawidził), a zabijał białych, bo ich uznawał za tych, którzy do szerzenia się muzułmańskiej „zarazy” dopuszczają (choć to nie było jego jedyną obsesją).

      PS. Piszesz na koniec: „Nie chce mi się więcej.”
      Nie uważasz, że jest to po prostu niegrzeczne i lekceważące?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Torlinie, pofatygowałem się i odnazłem na stronie En passant naszą wymianę opinii, którą tutaj przytoczę:

      Torlin
      23 sierpnia o godz. 15:05
      „L.A.!
      Z przykrością stwierdzam, że nie masz racji, właściwie we wszystkim, o czym piszesz. I bawisz się, ku mojemu przerażeniu i zdziwieniu, w demagogię, o co nigdy bym Cie nie podejrzewał. Przykro mi się zrobiło, że cytujesz idiotów obrażających muzułmanów i obciążasz wszystkich takimi słowami, i jeszcze bardziej jest mi przykro, że je bez przerwy cytujesz jako argument. To są ciosy poniżej pasa.
      Po drugie przykro mi, że zabierasz głos w sprawach, na których się nie znasz, i wygłaszasz prawdy objawione tonem nieznoszącym sprzeciwu. Chodzi o meczet w Warszawie. Żeby wszystkiego nie pisać jeszcze raz zapraszam do swojego blogu, gdzie poruszam ten temat:
      http://torlin.wordpress.com/2013/07/09/nowy-meczet-dla-starych-muzulmanow/
      A Szwecja? 2013 rok: “Drugie oblicze Szwecji” źródło Onet – “Ko­lej­na noc upły­nę­ła pod zna­kiem za­mie­szek wy­wo­ła­nych przez mło­dzież na imi­granc­kich przed­mie­ściach Sztok­hol­mu w Szwe­cji. Spraw­cy pod­pa­li­li już kil­ka­dzie­siąt sa­mo­cho­dów, ob­rzu­ci­li ka­mie­nia­mi wa­go­ny metra oraz bu­dyn­ki szkół. Kilka osób za­trzy­ma­no. To, co dzie­je się obec­nie w tym skan­dy­naw­skim kraju spra­wia, że świat za­czy­na za­sta­na­wiać się, dla­cze­go w tak spo­koj­nym pań­stwie dzie­ją się takie rze­czy. (…) Niespokojne noce na przedmieściach Sztokholmu wywołały w Szwecji debatę na temat integracji. Przeciwna imigrantom nacjonalistyczna partia Szwedzcy Demokraci, która od 2010 roku zasiada w szwedzkim parlamencie, wykorzystała zajścia do krytyki idei społeczeństwa wielokulturowego. Lider opozycyjnej Partii Socjaldemokratycznej Stefan Loefven stwierdził, że zajścia wiążą się z rosnącym w Szwecji rozwarstwieniem społeczeństwa. Mimo ogromnej tolerancji wśród społeczeństwa szwedzkiego, Szwedzcy Demokraci uzyskali ogromne poparcie, a wielu Szwedów podziela ich postulaty. Rzecznik Partii Demokratów powiedział w jednym z wywiadów ze szwedzką telewizją, aby “zakazać propagowania Islamu w Szwecji i deportować tych, którzy trwają w tej religii”. Pär Norling powiedział też w rozmowie, że nie wspiera neo-nazistowskich ruchów w Szwecji, ale zgadza się z nimi w tym, iż muzułmanie nie należą do Szwedzkiego społeczeństwa.
      – Mogą istnieć gdziekolwiek, ale nie w Szwecji – mówił rzecznik. – Jedynym rozwiązaniem jest ich deportacja – dodał. W Szwecji coraz częściej pojawiają się głosy o “konieczności optymalizacji polityki imigracyjnej”. Postuluje za tym także obecny minister ds. migracji, Tobias Billström. – Dzisiejsza Szwecja jest jednym z tych krajów, które przyjmują najwięcej uchodźców w całej Unii i tak dalej być nie może – powiedział minister.
      Możesz protestować, ale to się nasila. Wielokulturowość nie ma szans w Europie, świetnie to wykazała w genialnej książce Zadie Smith “Białe zęby”, albo zdradzisz własną kulturę i zaprzeczysz sam sobie, albo będziesz nikim. Szansę mają jedynie osoby bliskie kulturowo, np. Mołdawianka czy Ormianka w Polsce.”

      Przyznaję, że to co napisałeś poirytowało mnie nieco (cytat: „…nie masz racji, właściwie we wszystkim, o czym piszesz”), stąd nieco sarkastyczny i nie pozbawiony uszczypliwości ton mojej odpowiedzi (temu, który uważa, że ma zawsze rację i zawsze jest obiektywny):

      LA
      23 sierpnia o godz. 16:17
      „Torlinie,
      przeczytałem Twój wpis. Oczywiście stroisz się w piórka wielkiego liberała pisząc: “Jestem ostatnio pod wielkim wrażeniem niesprawiedliwości, jak dotknęła w Polsce starych muzułmanów. Są oni wspaniałą cząstką polskiej tradycji i nie zgadzam się z traktowaniem ich po kapitalistycznemu.”
      To jest piękne i szlachetne co piszesz.

      Piszesz też o budowie nowego meczetu i nawet podajesz za innymi źródłami, że “Tymczasem na Woli wielką świątynię buduje Liga Muzułmańska w RP we współpracy z Muzułmańskim Stowarzyszeniem Kształtowania Kulturalnego. W gmachu ma być biblioteka z salą multimedialną, galeria sztuki, kawiarnia, restauracja i sklepik, a całość ma być jednym wielkim spotkaniem międzykulturowym. Samir Ismail, Przewodniczący Rady Naczelnej LIgi Muzułmańskiej w RP deklaruje, że Liga Muzułmańska chce przedstawiać właściwy obraz Islamu jako religii umiarkowanej: „dialog – ludzie różniący się kulturowo, lecz mieszkający razem w jednym kraju , na jednym świecie które stał jak mała wioska , wszysce wskazany na siebie , wzajemny kontakty muszą być w oparciu o dialogu , dialog międzyreligijnego które ma realizować nastepujące kwestii zapoznaniu się”. Na swojej stronie Samir Ismail pisze: „arabskie określenie tabarru-hum odnosi się do najwyższego poziomu moralności i stanowi obowiązek muzułmanina w stosunku do swoich rodziców – lecz również wiąże się z postępowaniem wobec niemuzułmanów, którzy są jednocześnie naszymi braćmi w człowieczeństwie’”.

      I mimo, że to napisałeś, to zaraz, (najwidoczniej nic z tego nie rozumiejąc) zaczynasz swoją tyradę: “Może ja jestem islamofobem, ale ciągle wydaje mi się, że radykalni muzułmanie postępują jak Ojciec Chrzestny, słodkimi słówkami zaskarbiają zaufanie i deklarują przyjaźń, aby później niespodziewającego się niczego człowieka zniszczyć w mgnieniu oka. Gdyby to budowała świecka instytucja, wierzyłbym jej, ale u Arabów nie ma czegoś takiego w życiu, co nie byłoby związane z Allachem, dlatego czarno widzę przyszłość pod tym względem. Zaczyna być budowany przyczółek w Polsce radykalnego Islamu.”

      Tako rzecze wielki liberał, Torlin. Zupełnie do niego nie dociera to, co sam przepisał od innych o charakterze nowego ośrodka muzułmańskiego, a zamiast tego stwierdza, że to spisek muzułmańskiej mafii, która buduje w Polsce przyczółek “radykalnego islamu”.

      Widzę, że głosząc takie “liberalne” poglądy, może sobie Torlinie podać rękę z innym wielkim polskim liberałem, prof. Wolniewiczem, który tak wypowiada się na ten sam temat:

      “Może ja jestem islamofobem” – pisze Torlin i sam sobie głoszonymi przez siebie poglądami (zrównujących islam z mafią) odpowiada.

      Broń nas panie Boże, Jahwe, Allachu Wielki i wszyscy inni bogowie od takiego liberalizmu, bo przed terroryzmem obronimy się sami.”

      • Torlin Says:

        Zaraz wyjeżdżam, więc nie mam czasu. Jeżeli ktoś, kto prowadzi blog, po zobaczeniu tak ogromnego komentarza, i zdania na koniec, że mi się nie chce prowadzić dalszych podpunktów, uważa za lekceważenie, to my to słowo rozumiemy zupełnie inaczej. A tak gadać, to my możemy do śmierci. Ja powiedziałem, że niewolnictwo w Stanach to był mały pikuś wobec muzułmańskiego, Ty swoim zwyczajem wszystko przekręciłeś. U Brevika widzieć antymuzułmanizm, gdy zabijał czystych Europejczyków mających po kilkanaście lub 20+ jest bez sensu (nie gniewaj się). Dla mnie budowanie nowego meczetu za pieniądze Arabii Saudyjskiej, gdy nie oddaje się działki starym muzułmanom, jest szaleństwem. Rzadko u mnie bywasz, ale dałem notkę na temat Pascala, powiedział bardzo mądrą maksymę: „„Wy, w imię naszych zasad, domagacie się dla siebie takich praw, jakich – w imię waszych zasad – nam odmawiacie”, on mówił to wprawdzie w związku ze sporem jansenistów z jezuitami, ale pasuje to do środowisk chrześcijańskich w Mosulu, Egipcie itd.
        „Z jakimiś ekstremalnymi przypadkami” – za długo jesteś w Stanach, w Europie to jest olbrzymi problem.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          „Dla Breivika muzułmanie to niebezpieczni ekstremiści, którzy chcą zniszczyć demokratyczną i laicką Europę i próbują (czy też próbować będą w przyszłości) narzucić jej islam i prawo koraniczne.” – zdanie to pochodzi z artykułu (tutaj) i uważam, że jest prostym stwierdzeniem faktu, który wywodzi się z tzw. manifestu Breivika. Czy ktoś, kto uważa muzułmanów za „niebezpiecznych ekstremistów” nie jest anty-muzułmaninem?

          Nie uważam, że próba wybudowania meczetu w Warszawie jest szaleństwem. I nowy meczet nie musi mieć cokolwiek wspólnego ze starym – zwłaszcza, że ma swoich sponsorów. Mieszasz dwie różne sprawy (czyżby nie było w Warszawie miejsca na dwa meczety?) Jak sądzę, w Warszawie jest kilka synagog. W takim razie odmowę budowy meczetu uważam za dyskryminację. Cóż złego w budowie ośrodka, w którym- jak sam piszesz, cytując pewien artykuł, „ma być biblioteka z salą multimedialną, galeria sztuki, kawiarnia, restauracja i sklepik, a całość ma być jednym wielkim spotkaniem międzykulturowym.” Ale Ty widzisz w tym muzułmańską mafię i przyczółek „radykalnego islamu”.

          Nie widzę związku powiedzenia Pascala ze środowiskami chrześcijańskimi w Mosulu, Egipcie itd. Mógłbyś to wyjaśnić?

          Ja uważam, że Europa nie ma jeszcze „olbrzymiego problemu” z muzułmanami, a w Europie Środkowej (z Polską na czele) jest ich znikoma ilość. Ale, że może mieć w przyszłości – o tym nie wątpię i sam na to zwracałem uwagę. Właśnie dlatego uważam, że jest to ważny temat i że warto dyskutować o recepcji islamu i muzułmanów w Europie.

    • Tess Says:

      „Dusza nie wychodzi na fotografii.”
      ks. Jan Twardowski

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        :)

        „Tylko zmysły mogą uleczyć duszę, tak samo, jak dusza może uleczyć zmysły.”
        Oscar Wilde

        „W duszy człowieka jest tyle piękna, że bez wstydu powinien ją ujawniać.”
        Mikołaj Gogol

        „Każdy człowiek składa się z dziesięciu, stu, tysiąca dusz.”

        Hermann Hesse

        „Świat stworzony jako dobry uległ zaciemnieniu na skutek wolnych aktów stworzonych istot. Obecnie jest miejscem próby, którą przechodzą ludzkie dusze.”
        Karl Jaspers

        „Psychika, pojęta jako swoisty układ symboliczny, nie jest wewnątrz, ale na zewnątrz nas. Stąd może bierze się poczucie, że dusza jest nie związana z ciałem, że nie ginie z jego śmiercią, że w czasie snu, jak wierzą niektórzy przedstawiciele tzw. ludów pierwotnych, wędruje w dalekie nieraz miejsca, że może się ona swobodnie poruszać w czasie i w przestrzeni. „Dusza” jest wolna, a ciało przywiązane do ziemi.”
        Antoni Kępiński

        „Człowiek w innych ludziach to właśnie jest dusza ludzka.”
        Borys Pasternak

        „Ta ziemia nie przyrzekła mi nieśmiertelności. Cóż mi po życiu duszy, jeśli nie będę miał oczu by widzieć Vicenzę, ani rąk, by dotykać winogron z Vicenzy, ani skóry by czuć dotknięcie nocy w drodze z Monte Berico do Villa Valmarana?”
        Albert Camus

  3. Onibe Says:

    w kwestii muzułmanów należałoby posłuchać co mają do powiedzenia inne nacje, bardziej „zainfekowane” ;-)

    natomiast odnośnie indiańskiego holokaustu – odniosę się do cytatu:

    „Koloniści, a później rząd amerykański, nigdy nie zastosowali czegoś w rodzaju “ostatecznego rozwiązania” kwestii indiańskiej, w sensie celowej, zorganizowanej i masowej eksterminacji narodów (plemion) indiańskich – tak jak to zrobili Niemcy wobec europejskich Żydów.”

    a jednak, eksterminacja indian była zorganizowana, konsekwentna i bezwzględna, jedynie bardziej rozłożona w czasie. Miała postać koców celowo zarażanych ospą, nocnych napadów na uśpione wioski, celowego wybijania bizonów itd itp. Nie było w tym przypadku, ale różnica oczywiście jest: to była wojna, natomiast Żydzi byli mordowani bez możliwości stawienia oporu.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Mowa w kontekście imigrantów z krajów arabskich o „zainfekowaniu” sugeruje jakąś muzułmańską „zarazę”, „infekcję”, co wydaje mi się pewnym nadużyciem – o podtekście ksenofobicznym, zresztą. Mój znajomy ze Szwecji (w której nota bene mieszka ok. pół miliona muzułmanów – co sugerowałyby na daleko posuniętą „infekcję”), nie postrzega tego faktu jako problemu (a posłuchałem go, co ma na ten temat do powiedzenia ;) ). Podobnie ja, przebywając w Stanach Zjednoczonych i stykając się z muzułmanami niemalże codziennie, nie widzę w ich pobycie tutaj (a jest ich w USA ok. 3 mln.) jakiegoś większego zagrożenia.
      Co oczywiście nie znaczy, że nie widzę żadnego zagrożenia ze strony ekstremistów legnących się w środowiskach muzułmańskich, ani swego rodzaju kulturowego zagrożenia (wyparcia wartości wywodzących się z cywilizacji zachodniej) wynikającego ze zwykłej demografii, która rzeczywiście może w przyszłości doprowadzić do próby zdominowania kultury europejskiej przez islam.

      Problem eksterminacji Indian Ameryki Północnej nie jest taki prosty, jak to się wydaje. Zakażanie kocami z ospą, czy napady na indiańskie wioski, to jednak incydenty (zwłaszcza to pierwsze), ale długoterminowa redukcja populacji indiańskiej przebiegała w bardziej złożony sposób, który trudno skwitować w kilku zdaniach. (Polecam przy okazji trzecią część tryptyku indiańskiego pt. „Indiański Holocaust”, który nawiązuje do tej kwestii.)

      • Onibe Says:

        żadnego z tych tematów nie da się skwitować w paru zdaniach – to oceany są, a my mamy tylko łyżeczki i to jakby dziurawe. Infekcja to przenośnia, w tym przypadku bez zabarwienia szowinistycznego – uważam, że można sobie pozwolić na korzystanie z narzędzi ewidentnie nieobiektywnych i „złych”, jeśli nie wiąże się to z odpowiednio „złą” praktyką.

  4. ulotna_wiecznosc Says:

    Tylko

    To tylko oczy co chcą widzieć dalej
    to tylko uszy co pochwycą ciszę
    ręce tak smutne jak skrzydła za małe
    serce jak kogut zatrzymany w klatce
    zmysły co kryją sekret przed poznaniem

    Trzeba mieć ciało by odnaleźć duszę

    Jan Twardowski
    (ten od biedronek)

    Czytam właśnie biografię ,,Ksiądz paradoks” Magdaleny Grzebałkowskiej :-)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To prawda: za pomocą ciała szukamy… zarówno swojej duszy, jak i duszy drugiego człowieka.
      Paradoksalnie, przytoczony przez Ciebie wiersz ks. Twardowskiego przypomina nieco to, co napisał kiedyś Camus (podałem nawet ten cytat w jednym z powyższych komentarzy):
      „Cóż mi po życiu duszy, jeśli nie będę miał oczu by widzieć Vicenzę, ani rąk, by dotykać winogron z Vicenzy, ani skóry by czuć dotknięcie nocy w drodze z Monte Berico do Villa Valmarana?”
      Mimo pewnej zbieżności (związek zmysłowości z duszą), wymowa tych dwóch tekstów jest nieco inna, ale to nic dziwnego, bo przecież światopoglądy tych dwóch ludzi były zupełnie inne, choć może łączyła ich podobna (egzystencjalna) wrażliwość na świat, trwanie, życie i przemijanie.

      Książki „Ksiądz paradoks” nie znam, ale zapoznałem się kiedyś z fragmentami dwutomowej biografii Jana Twardowskiego „Myśli nie tylko o sobie” (nawiasem mówiąc to był prezent, jaki sprawiłem mojej siostrze, podczas jednej z moich ostatnich wizyt w kraju – to dlatego zabrakło mi czasu na przeczytanie całości ;) )

  5. Jula :D Says:

    Też posłużę się cytatem użytym przez Torlina, bo to Jego kredo . ;)

    „Wielokulturowość nie ma szans w Europie, świetnie to wykazała w genialnej książce Zadie Smith “Białe zęby”, albo zdradzisz własną kulturę i zaprzeczysz sam sobie, albo będziesz nikim. Szansę mają jedynie osoby bliskie kulturowo, np. Mołdawianka czy Ormianka w Polsce.”

    Myślę, że to jest myślenie klasycznego Polaka katolika i aż dziw, że Torlin – ateista powiela ten wzorzec ale to chyba z mlekiem matki, jak mawiają o Polakach Żydzi, bo religia ma tak duży wpływ na nasze spostrzeganie świata, bo jest składnikiem cywilizacji. ;D
    I dużo trzeba pracy nad sobą by spojrzeć na temat z innej strony, perspektywy. :)

    Koleżanka blogowa, mam link na swoim blogu do jej bloga, niedawno wyemigrowała do Szwecji. Jej mąż znalazł tam pracę i ona dojechała tam do niego z dzieckiem. Dziewczynka w wieku 16 lat musiała się tam zaadoptować w szkole. Jakim szokiem było dla niej po katolickiej państwowej szkole w Polsce odnaleźć się tam w multi-kulturze. Dużo jest tam imigrantów z krajów arabskich, uciekinierów z tych rejonów gdzie toczą się wojny. Te dzieci są po traumatycznych przeżyciach. :(
    Uczyła się z dziewczynkami w „burkach” i ze zdziwieniem stwierdziła, że to są tacy sami LUDZIE !!!…
    Bo u nas ARABÓW się odczłowiecza. W ogóle ze Szwedów też się robi jakichś „cyborgów”. W ogóle to taki „polski klimat”.
    Torlin – jest jego jednym z reprezentantów. ;D

    Teraz dopiero doszło do mnie, jak bardzo Sienkiewiczowskie „W pustyni i puszczy” jest rasistowskie. No ale to postrzeganie świata jest klasycznie XIX .

    Znajoma pisze swojego bloga i dzieli się na bieżąco wrażeniami stamtąd, ze Szwecji. Mieszka tam od niecałych dwóch lat i wszystko wypada na korzyść tego pracowitego kraju, na każdym kroku. Jej córka jest zachwycona szkoła w Szwecji, do szkoły idzie z przyjemnością. W rok opanowała, poza angielskim, którego już uczyła się w Polsce, jeszcze j. szwedzki. Teraz już jest na etapie naszego liceum. Po „maturze” ma zamiar studiować tam weterynarie. Już ma praktyki w stadninie, bo uwielbia konie. Za koleżanki w klasie ma zbieraninę z całego świata. W tej chwili w ławce siedzi z dziewczynką z Tajlandii. Ta lepiej się posługuje j. szwedzkim, bo mieszka już od 7 lat. Młoda jest szkołą zachwycona – jej porównanie szkoły w Polsce i tam , to jak dzień do nocy. ::D

    Ps.
    Odnośnie chust muzułmanek. Ten sam problem mogą mieć protestanci odnośnie ubrań zakonnic wiary katolickiej. Bo mamy XXI wiek a one ciągle zakryte w strojach ze średniowiecza i jeszcze nauczają dzieci w państwowej szkole polskiej ?!…
    Ubrania kapłanów w dzisiejszych czasach to temat dziwny, jak tak się zastanowić. Polskich cyganów też obowiązują jakieś zakazy ubraniowe. Ja w Polsce nie widziałam cyganki w spodniach. W Anglii mogą chodzić w spodniach. Nawet ten katolicyzm w poszczególnych krajach jakiś inny, inne zakazy, nakazy. Czyżby tak różne obyczaje, wchłonięte przez katolicyzm?….

    Pozdrawiam! :)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Po pierwsze: mądra zadie Smith takiej bzdury na pewno nie mogła napisać („albo zdradzisz własną kulturę i zaprzeczysz sam sobie, albo będziesz nikim” – to jest pewnie cytat wg Torlina, który tę niedorzeczność, (w którą wydaje się sam wierzyć) przypisuje komuś, kogo autorytetem próbuje się podeprzeć (trafiając przy tym kulą w płot).
      No ale dość o poglądach Torlina, bo on jest jednak niereformowalny z tym swoim przeświadczeniem, że jest najbardziej obiektywnym człowiekiem na świecie, a poza tym mającym zawsze rację.

      ja jednak wierzę w wielokulturowość – ale to pewnie dlatego, że widzę, że jednak działa ona w Stanach. O Europie trudno mi się wypowiadać, bo nie wiem dokładnie jak przebiega asymilacja tzw. grup napływowych, zróżnicowanych etnicznie, w poszczególnych krajach Europy. Podejrzewam, że w różnych częściach Starego Kontynentu i różnie to przebiega, i zależy Przy tym także od danej grupy kulturowo-etnicznej.

      To ciekawe, skąd wzięła się w Poslce ksenofobia. Jest dość uniwersalny mechanizm plemienny na całym świecie, ale ksenofobia w Polsce wydaje się być specyficzna, bo często dotyczy po prostu urojenia o zagrożeniu ze strony kogoś, kogo w Polsce nie ma (albo dotyczy jakiejś garstki ludzi odmiennych etnicznie).

      • Jula :D Says:

        „To ciekawe, skąd wzięła się w Polsce ksenofobia?..”
        Ta ksenofobia w Polsce zawsze była, to zwalczanie inności od zawsze było, bo było powiązane z prowadzona przez Polskę polityką. Polski nie było ok. 200 lat. Poza językiem nicią wiążącą, była religia i nic więcej niestety.:(

        Ja myślę, że to ten nasz „ludyczny kościół” jakieś przyzwolenie z zaszłości feudalnej, gdzie chłop w hierarchii był na samym dole, to ciągle tkwi w świadomości. :(
        Ksiądz, nawet i kanalia z zachowania prywatnego, publicznie w roli kapłana – jako autorytet i święty. To jest przez wieki bardzo mocno zakorzenione.
        Ja nawet obserwując moją najbliższą rodzinę, rodzone siostry mojej mamy, moi kuzyni, czyli moi równo-latkowie a nawet ich dzieci, pomimo jakieś tam wiedzy o świecie, dostępnych informacji, które mogą sobie poszukać w necie, popytać tych co wyjeżdżają z kraju, sami nawet wyjeżdżają, a świadomość niezmienna. ;D )))
        Ta moja znajoma nawet tam w Szwecji ma to w sobie zakodowane, wbrew sobie . ;)
        W jej osadzie mieszka kilka rodzin polskich i kilka arabskich, prócz Szwedów, Norwegów i Finów. Takie sobie mieszane towarzystwo. Opisała pewne wydarzenie, otóż, jej córka uratowała dwa szczeniaczki wyrzucone przez kogoś, pobite w worku, w lesie.:( Znajoma od razu za winnych zrobiła Arabów. Śledztwo natomiast wykazało, że to był Polak. Bardzo agresywny człowiek, taki klasyczny damski bokser. Jego żona się z nim rozwodzi i on to zrobił jej na złość.

        Natomiast wracając do Torlina, dziwi mnie jego życiowa filozofia. Sam twierdzi, że jest ateistą a jego wnuczka już w przedszkolu (sic!) jest nauczana religii katolickiej.
        Uważam,że były premier Mazowiecki wprowadzając religię do szkół i do państwowych urzędów zrobił Polsce bardzo złą przysługę. Osobiście uważam, że przestrzeń publiczna powinna być wolna od religii a taka jest niewątpliwie państwowa szkoła i urzędy. I te deklaracje wiary w Polsce przez reprezentantów poszczególnych zawodów, to już nie jest nawet śmieszne, to jest straszne!…

        Przy tej klerykalizacji naszego kraju, ja już stałam się zadeklarowana ateistką, a jak to dalej będzie trwało, to nie tylko będę pełna podziwu dla myśli Marksa, Engelsa, ale i będę pełna podziwu i dla Lenina, który to wprowadził w życie.
        Co prawda jak wszystkie światłe idee zostały wypaczone przez żądnych władzy i majątku.

        Bo najlepszy złoty środek i równowaga, która w świecie wyraźnie jest znowu zachwiana, niestety. Nie wiem czy o niej decydują jeszcze państwa, czy jakaś klika najbogatszych o powiązaniach międzynarodowych?!…

        Pozdrawiam :)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Nie mogę się zgodzić z tym, że w Polsce porozbiorowej jedyną „nicią wiążącą” Polaków była religia. Była nią również tożsamość kulturowa – wynikająca z historii narodu polskiego; była też literatura (język) oraz pewne elementy tradycji nie związane z religią.

          Kościół „ludyczny” to byłby kościół „zabawowy” – a zabawa w kościele niezbyt rozpowszechniona ;)
          Miałaś chyba na myśli tzw. kościół „ludowy” wiążący się w Polsce z tradycją katolicyzmu ludowego, o którym dość często rozprawiano, kiedy określano charakter polskiego katolicyzmu.

          Ja nie widzę tylko samego zła w kościele (zwłaszcza współczesnym), doceniam też znaczenie wiary, religii i katolicyzmu w zachowaniu (i przetrwaniu) narodu polskiego. Ty wydajesz się dostrzegać tylko tę złą stronę. Tutaj nasze poglądy się różnią (choć przecież i ja nie byłem – a i nadal nie jestem – pozbawiony krytycyzmu wobec KK – począwszy od mojego buntu młodzieńczego, który miał wyraźnie anty-kościelny i anty-klerykalny wydźwięk. Z czasem jednak mój stosunek do kościoła stał się bardziej ułożony ;)

          Ja również jestem za rozdziałem religii od państwa (nie chciałbym tego by Polska była państwem wyznaniowym). Nie jestem też zwolennikiem nauczania religii w szkołach publicznych – od tego powinna być katecheza przykościelna.
          Symbole religijne w przestrzeni publicznej mnie nie „bodą” – nie widzę powodu by walczyć z krzyżami wiszącymi w szpitalach i innych budynkach publicznych – tak jak nie cierpiałbym z tego powodu, gdybym zobaczył tam gwiazdę Dawida, czy nawet mahometański półksiężyc ;) .. oczywiście, dopóki by mi nie narzucano przy tym pewnych zachowań związanych z konkretną religią, czy wyznaniem. Symbol to w końcu tylko symbol – może działać korzystnie na psychikę wyznawcy danej religii – nawet gdy jest to urzędnik, lekarz, a zwłaszcza pacjent.

          Moim zdaniem nie jest dobrze, kiedy nasza frustracja np. wobec klerykalizmu, skłania nas do przyjęcia ateizmu. Nasz światopogląd powinien wynikać z naszych wewnętrznych przekonań – z przemyśleń, refleksji, intuicji, wrażeń, doświadczeń.. a nie być motywowany sympatią, czy też antypatią do pewnych ludzi, ich zachowań czy stworzonych przez nich instytucji.

        • Jula :D Says:

          Polska, wbrew konstytucji, już jest państwem wyznaniowym . :)

          „Symbole religijne w przestrzeni publicznej mnie nie „bolą” – nie widzę powodu by walczyć z krzyżami wiszącymi w szpitalach i innych budynkach publicznych – tak jak nie cierpiałbym z tego powodu, gdybym zobaczył tam gwiazdę Dawida, czy nawet mahometański półksiężyc ;) .. ”

          Problem jest taki, że wiszą tylko krzyże. :) I to mnie razi, bo jest masę kościołów, kaplic itd… gdzie moim zdaniem jest ich miejsce.
          I dlatego następnym krokiem jest deklaracja wiary poszczególnych grup społecznych w instytucjach publicznych, a to już prawnie jest naruszeniem mojej wolności !…
          Czy w USA w urzędach, w państwowych( publicznych ) szkołach czy urzędach też wiszą symbole wiary chrześcijańskiej?.. Czy dzieci tam mają katechezę w szkołach?..
          Ja jako ateistka nie wiem, czy te urzędy tak oznakowane są i dla mnie.
          Koleżanka blogowa w stanie Oregon, posyła dziecko na religię w szkółce przykościelnej, a na wakacjach nawet korzystała z półkolonii zorganizowanej przez „adwentystów”. Bo pracuje i chciała, żeby dziecko się nie nudziło.
          Szkoły PAŃSTWOWE nie są oznakowane symbolami religijnymi, uczą tolerancji dla wszystkich wiar i ateistów też !!!
          Tego w Polsce teraz nie ma. :D
          Ja mam poczucie, z tytułu tych oznakowań, że jestem poza nawiasem. I dziwisz się, że w Polsce (jednorodnej) nie ma zrozumienia dla innych „kultur” Polska po II w.ś. jest właściwie jednorodna kulturowo a katolicyzm bardzo dobrze współpracował i z poprzednim ustrojem, o czym choćby świadczy pogrom żydów w Kielcach a potem 1968, poza niewielka grupą ludzi, było pełne przyzwolenie.. I nadal by było, niestety w obecnej Polsce.
          Ja miałam na myśli i „kościół ludyczny” też, bo na wsi to jedyna rozrywka msza, to teatr i pokazanie się. :)
          My jako naród nie czytamy i nie analizujemy Biblii. My tylko słuchamy czasami bardzo głupich księży. Moje zdanie jest takie, że dobro i zło tkwi w każdym z nas, a każda wiara jest jego „regulatorem nie zawsze dobrym”. Ja nie mam nic przeciwko wierzącym w cokolwiek, byleby mnie do tego nie przymuszali.

          W Polsce została przekroczona granica mojej wolności. Moja neutralna przestrzeń publiczna. Czy w USA, kraju multi -kulti, gdzie, jak wiadomo dominantą jest kultura anglosaska, czy ona jest narzucona w miejscach publicznych? Sądząc co piszą na blogach Polacy, którzy tam mieszkają z dziećmi, to nie!…
          Każdy, z każdej nacji czuje się swobodnie, może być religijny lub nie, ale poza szkołą państwową.
          W sądach wisi krzyż ?!… ;)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Jest wiele racji w tym co piszesz – ale czy ten katolicyzm w Polsce rzeczywiście sprawia, że ktoś, kto nie jest katolikiem, albo jest tzw. „niewierzącym” czy też ateistą – musi się czuć w naszym kraju tak bardzo wyobcowany? Czy naprawdę podlega jakiemuś ostracyzmowi, „napiętnowaniu” z tego powodu?
          Wydaje mi się, że mimo tych zjawisk, o których piszesz (krzyże w urzędach, religia w szkole… etc) przestrzeń laicka w Polsce jest dość duża i osobom świeckim daje się w niej jakoś żyć.

          Trudno jest porównywać Polskę ze Stanami Zjednoczonymi, choćby z tego powodu, że Polska jest krajem bardzo homogenicznym etnicznie (również wyznaniowo), natomiast społeczność amerykańska to zlepek setek różnych narodowości, ras, religii, kultur… reprezentowanych przez imigrantów, lub ich potomków. I ci ludzie w jakiś cudowny sposób potrafią obok siebie – a nawet razem ze sobą – żyć, w miarę tolerancyjnie, nie zwalczając się, bez większej wrogości,… oczywiście są od tego wyjątki, ale to mimo wszystko margines.
          To prawda – nie zauważam symboli religijnych w amerykańskich urzędach czy szkołach publicznych – a jeśli już, to są to symbole różnorodne, które właściwie niemal nikomu nie przeszkadzają i nie robi się z tego powodu większego „halo”. Ale np. kaplice chrześcijańskie w szpitalach czy nawet na lotniskach są często spotykane i nikt nie ma o to do nikogo pretensji.

        • Jula :D Says:

          „..ale czy ten katolicyzm w Polsce rzeczywiście sprawia, że ktoś, kto nie jest katolikiem, albo jest tzw. „niewierzącym” czy też ateistą – musi się czuć w naszym kraju tak bardzo wyobcowany? Czy naprawdę podlega jakiemuś ostracyzmowi, „napiętnowaniu” z tego powodu?.. „

          Myślę, że tak. Choćby nagłośniona sprawa z profesorem Chazanem, który państwowy szpital dostosował, podporządkował, jako, że był jego dyrektorem, „doktrynie katolickiej”.
          Chorzy w Polsce nie mają wyboru. Sprawy ciągną się aż w Trybunale Haskim i co z tego?.. Państwo płaci, czy szpital z naszych podatków, czy ewentualnie nie ma pieniędzy na leczenie.
          Kobiety, tak jak kiedyś w Irlandii czy w Anglii, korzystają z usług sąsiednich krajów. Dziecko w szkole, uważasz, że nie jest poddane w szkole „napiętnowaniu”, jeżeli nie chodzi na religie w połowie dnia lekcyjnego?…. Gdzie poniedziałkowy apel zaczyna się często od mszy? (sic!).

          W USA nie ma aż tyle kościołów kk, co w Polsce. :) .. Dla katolików jest kaplica szpitalna a dla innych wyznań nic nie ma?… Krzyże w każdej sali chorych w szpitalu i urzędach nie powinny być, bo to jest moim zdaniem na siłę zawłaszczenie przestrzeni dla jednej wiary. Ksiądz przychodzi do chorych i na siłę ewangelizuje, a powinien tylko na prośbę i za parawanem. W urzędach ja nie wiem czy mam mówić „dzień dobry”, czy niech będzie pozdrowiony !…

          I co z tego, że jest papier toaletowy w wielu kolorach i nawet pachnący, jak nadal nie wszyscy chcą korzystać bidetów. ;)
          Mięso i wyroby, w tym nawet wiejską szyneczkę ze świni, to ja sobie kupiłam bezpośrednio od rolnika na targu.
          Jest co prawda mnóstwo wszystkiego, tyle że podlejszej jakości.
          I jeszcze jedno; tak, jak kiedyś tak i teraz najbardziej te korzyści odczuwają ci bardziej u ” żłoba „, bardziej zaradni, cwańsi życiowo, a przegrani (jak to Torlin określa „leniwi-nieudacznicy”) muszą z tego kraju wyjeżdżać by godnie żyć, w krajach nie tylko tolerancyjnych, lecz wprowadzających w swojej organizacji jakąś empatię dla inności, co związane jest również i z wydatkami socjalnymi. Taką politykę mają kraje skandynawskie, nawet i obecnie jest prowadzona w Wielkiej Brytanii, czy Irlandii. W Niemczech też walczą o socjal. No i zarobki tam, przy tych samych wydatkach są, bywa, że 5-krotnie wyższe dla takich samych prac co w kraju. Będziemy mieć w kraju niedługo kolejnego świętego księdza Popiełuszko .T
          Tylko, że nie podaję się ile ludzi w tym czasie, tj. 25 lat popełniło samobójstwa, bo nie potrafili się przestawić, bo utracili pracę i nie mieli za co żyć, przy tym się zadłużając w parabankach, bo nikt ich nie ostrzegł przed ich bezwzględnością. Dlatego tak dużo ludzi musi uciekać z tego kraju..
          To, że będziemy mieć więcej świętych rodaków, do których możemy się modlić. Nie wszystkim wystarcza. P;D)))

  6. Simply Says:

    Mały offtop, ale BYK
    Przypominam uprzejmie, że trzęsienie ziemi zbliża się wielkimi krokami do Windy City :
    http://www.dgmlive.com/news.htm?entry=4663
    A oto insygnia Króla ;
    http://www.setlist.fm/setlist/king-crimson/2014/hart-theatre-the-egg-center-for-the-performing-arts-albany-ny-53cf9fb9.html
    cuda się zdarzają…

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Off topic to fakt – ale tutaj jesteś usprawiedliwiony ;)

      Epicentrum w Vic Theatre (kiedyś widziałem tam m.in. Malmsteena) – i to za kilka dni.
      Thanks for the reminder.
      Zobaczę, co się da zrobić ;)
      Szkoda, że nie ma już w składzie Bruforda – jego chyba najbardziej (obok Frippa, naturalnie) chciałbym usłyszeć na żywo.
      Ale i tak spodziewam się czadu vel „kontrolowanego chaosu” – nie wykluczone, że z hałasu i zgiełku wyłoni się jakieś piękno.

      A przy okazji, może tak dla przypomnienia (to legendarne kawałki mają być podobno w repertuarze koncertu), tutaj nagranie sprzed wieków – 40 lat minęło jak jeden dzień:

      To trochę dziwne, ale teraz „Skowronich Języczków” słuchało mi się lepiej od „Starless”, który ongiś był dla mnie hitem:

      Muszę sprawqdzić jak się mają sprawy z biletami. Jeśli uda mi się tam dostać, to będzie poniekąd Twoja zasługa, bo ja o tym koncercie zapomniałem, a z reklamami żadnymi się ostatnio nie zetknąłem.

  7. Simply Says:

    No to się zwijaj, bo ucieknie Ci historyczny moment. Tam będą rzeczy grane ostatnio w 74′ a niektóre w 72′,
    A i z piękna wyłoni się chaos ( , Letters” )

  8. Simply Says:

    Brawo. Mam nadzieję, że będzie płyta koncertowa z tej trasy. A potem studyjna z nowym materiałem….

  9. Simply Says:

    Na setliście nie ma ,, Epitaph”. Tego to nie wykonywali od 71′-2. Fripp z wrodzonym brakiem sentymentalizmu zwykł odrzucać przeszłość ( nie ważne, jak chwalebną ) na rzecz eksplorowania nowych terytoriów. Ale cień szansy jest – w składzie gra Jako Jakszyk ( g, voc ), który swego czasu założył 21 Century Schizoid Band, formację złożoną z byłych członków KC, wykonującą na żywo numery z pierwszych czterech płyt Crimsonów , on ma to wszystko elegancko rozkminione. Zatem tego typu niespodzianek całkiem wykluczyć nie można.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Jak nie będzie Epitafium, to ja tam płakał nie będę (znam przecie każda nutkę tego kawałka) – co nie znaczy, że byłoby nice usłyszeć to na „żywo”. No ale pewnie Frippowi zwraca się już to i owo z wnętrza na samą myśl zagrania tych sentymentów na koncercie teraz ;)

  10. Simply Says:

    Ważniejsze, że jest ,, Larks Tongues part 1 & 2, ,, Sailor’s Tale” ( !!!! ) , ,, Letters” ( nawet w 72 bardzo rzadko grywany na żywo ) ,, One More Red Nightmare” ( o ile wiem, nie ma tego na żadnej koncertówce ) , ,, Schizoid Man” ( z trzema perkusistami to może być jatka jakich mało ) no i parę premierowych, tajemniczo brzmiących tytułów
    Będzie git.
    Czekam na trasę europejską.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Mam całą dyskografię King Crimson – ale dawno ich nie słuchałem. Trzeba sobie co nieco odświeżyć – i może porównać z tym, co zagrają za kilka dni w Chicago. A porównanie może być ciekawe, bo przecież składy KC zmieniały się jak pogoda w Wietrznym Mieście.

      A skoro o wilku mowa:

      PS. Życzę, by KC dotarli i nad Wisłę – co jest całkiem możliwe, bo przecież mnóstwo kapel legend tam dociera. A myślę, że Fripp słyszał o tym, że w Polsce KC był (jest?) kapelą kultową.

      One crazy classic

  11. Simply Says:

    No ma się rozumieć , KC przecież koncertowali w Polsce dwa razy, w 96′ i 2000.
    Teraz , patrząc w setlistę, będzie hardkor. Lirycznych kawałków prawie wcale tu nie ma . No to zapodajmy jeden z bardziej marzycielskich, a mniej popularnych:

  12. Simply Says:

    84′ , pamiętam , jak ktoś to w radio przetłumaczył, jako ,,Takich dwóch, jak nas trzech” . Adrian Belew miał masę pomysłów i wspaniałą inwencje melodyczną – komponował takie zgrabne tematy, które Fripp poddawał dekonstrukcyjnej ,,wykończeniówce” , z zuchwalstwem nieomal początkującego dadaisty :

    Muzyka, jaką KC tworzyli w latach osiemdziesiątych jest pokłosiem licznych kolaboracji Frippa z okresu 75-81 ( Brian Eno, Peter Gabriel, Talking Heads, David Bowie ). Drogi największych intelektualistów rocka przecinały się bardzo malowniczo:

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Pewnie dlatego, że jest to rock grany przez intelektualistów – bardziej mnie ta muzyka interesuje i intryguje, niż oddziaływuje na emocje. Choć przecież intelektualizm nie wyklucza emocjonalizmu – istnieje przecież wszak coś takiego, jak inteligencja emocjonalna. (A przy okazji: czy jest coś takiego, jak emocja inteligentna? ;) )


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s