BEAUTY AND THE BRIDGE

.

Na Brooklyńskim Moście

na Brooklińskim moście

 

      Most jako bestia – w tle, a na pierwszym planie –  kontrast w formie kobiecego piękna i delikatności. Jasna skóra, blond włosy, zmysłowe usta, piękne rysy twarzy, a drugi plan – to ciężkie stalowe bele, grube metalowe nity, poręcz ławki z kutego żelaza i siatka chroniąca nas przed przepaścią… Extremes meet. Lubimy takie kontrasty – lekkość i ciężar, ulotność i stałość, kruchość i solidność – świat eksponuje swe detale, ostrzej rysuje kontury, podsuwa nam to co jest gorące i zimne, pomijając letnią średniość, która jest nudna, szara i bez smaku. Majakowski był mostem brooklińskim zachwycony, Stachura już mniej – a ja ciekaw jestem jakby się zachowali gdyby na moście w Nowym Jorku spotkali tę kobietę? Na pewno nie letnio, choć Wołodia, mimo tego, że kipiał w nim testosteron i miał kochanek bez liku, mógłby zapałać większym pożądaniem do mostowych nitów, niż do tego ciała, poddając się urokowi na wpół przymkniętych powiek, zmysłowo rozchylonych ust czy kosmyka jasnych włosów. I krzyknąć: most to jest to! A później? Upić się wódką nieprzytomnie. A Sted? A Sted – to całkiem możliwe – tchnięty tęsknotą podróży na cudne manowce, mógłby o tej kobiecie napisać tak, jak już pisał o kobietach wcześniej: „Patrzyła w okno, a ja patrzyłem na nią, na jej profil i myślałem: sercem nie mógłbym, bo serce miałem kiedyś jedno i mi się potrzaskało straszliwie i doszczętnie, i nie udało się pokleić skorupek tego dzbanka, ani łzami – tym klejem białym, ani krwią – tym klejem czerwonym, i tak nie mam serca, nie mam, więc sercem nie mógłbym, ale mógłbym taką istotę pokochać SIŁĄ WOLI. SIŁĄ WOLI pokochać istotę taką mógłbym. Pierwszą dziewiczą i wielką i wolną miłością wolnej mojej woli. Skąd ona wzięła się, ta dziewczyna, tu, przede mną, prawie na wyciągnięcie ręki, ona, co jest taka, jak gdyby ją stworzyła jakaś niewysłowiona rozdzierająca tęsknota, już nie serca tęsknota, ale czegoś innego, nie wiem czego… Ducha tęsknota. Moja tęsknota.”  Czyli – zatęsknić, poczuć w sercu kłucie niespełnionej miłości, ból jaki sprawia niedosiężność idealnego piękna, które tylko udaje, że się przed nami materializuje, a tak naprawdę jest zamknięte w absolucie, jak w szklanej kuli… A później… upić się, upić jakimś tanim winem nieprzytomnie, i to niekoniecznie w jakimś hipsterskim barze w Greenwich Village, a najlepiej z homlesami pod mostem. Zresztą, czy jest to przypadek, że na moście tym spotkali się w swojej poezji dwaj samobójcy? Choć akt ostatecznej rozpaczy przyszło im odegrać w innych dekoracjach i z innym słowem na papierze i ustach, przejście przez Styks, po moście jak łódź Charona, zbliżyło ich do siebie – co na pewno nie było dziełem przypadku, bo przecież ten, tak naprawdę, nie istnieje.

     Skoro nie można dosięgnąć piękna, ani nasycić się jego istotą, wypić esencję – skoro ład estetyczny makijażu, gustowna biżuteria, pełne seksapilu nogi i lekki ironiczny uśmiech manhattańskiej Giocondy oddalają od nas jej cielesność – tę kobiecość z krwi i kości, która wypełnić by mogła pory naszej skóry, zmieszać nasz pot z jej potem, nasz oddech z jej oddechem – odcisnąć się w nas, naprężyć nasze mięśnie, wypełnić nam dłonie… to może rację miał Bukowski, który w brudzie, nieświeżości  i w znoju nurzał się w kobiecie pijanej, obszarpanej, śmierdzącej, nieboskiej…  Cóż, może to sprawa gustu, może abnegacji, może sposobności i dostępności – wytarzać się w pierwotnym, parującym, zwierzęcym jeszcze cieple seksu, który bardziej podatny jest hormonom – niczym archaiczny zew reprodukcji gatunku – niż erotyzmowi, jakim chcemy sublimować nasz atawizm i zwierzęcą chuć, otulając się dość kusym płaszczykiem kultury? A czy modelowanie kobiety nie czyni z niej abstrakcję? Czy naturalna dziewczęcość nie ginie pod sztucznością póz i stylizacją, która po zdjęciowej sesji umieszcza kobietę w nierealnej przestrzeni kredowego papieru kolorowych magazynów mody? I dopiero prysznic, zwykły szlafrok, jeszcze mokre włosy… wydobywają z tej pozy i sztuczności kogoś prawdziwego – istotę ziemską, podobną do nas i z naszego gatunku – którą wreszcie można dotknąć bez obawy, że wymknie się nam jak zjawa z wymuskanej w Photoshopie fotografii.

 .

Na tle Manhattanu

z Manhattanem w tle

.

 

.

© ZDJĘCIA WŁASNE

Advertisements

komentarzy 36 to “BEAUTY AND THE BRIDGE”

  1. Simply Says:

    Stachura Stachurą, Majakowski Majakowskim, a Błaszczyna ? Natrzaskał zdjęc, z których – gdyby nie opis – nie szłoby się zorientowac, że tam w ogóle jest jakiś most. Panna mu zawinęła sobą i ten i wszystkie inne mosty świata, trzeba dymac wpław :D

  2. ulotna_wiecznosc Says:

    ,, …) w życiu tym dwie są dla człowieka sprawy jedyne do których wszystko powinno schodzić się zbiegać zlatywać jak wszechświat do nowego początku albo jak ptaki na sejmik do dalekiej za morza wędrówki a te dwie sprawy jedyne to: starać się zawsze i wszędzie pomóc drugiemu człowiekowi ale delikatnie nie nachalnie nie brutalnie nie wulgarnie więc to jedno a drugie to: odnaleźć siebie i podać sobie samemu rękę i uśmiechnąć się do siebie.”
    fragm też z ,,Się”

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Czyli: pomóc światu i sobie. Nie nachalnie, nie brutalnie, nie wulgarnie…
      Ale… ilu takich „Stedów” jest wśród nas?
      I czy zawsze można?

      • ulotna_wiecznosc Says:

        Słowa zawsze czy wszystko to za pojemna pojemność, równoważyć je musiałyby nigdy i nic.
        Myślę że Stedowi chodziło o to że trzeba kiedy trzeba i ujął to we właściwy sobie delikatny sposób.
        Zauważ co u niego po pierwsze a co po drugie.
        Ciekawie powiedział o nim kiedyś Daniel Olbrychski.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Między zawsze i wszystko a nigdy i nic rozpięte jest nasze życie. Śmierć to rozstrzygnie: będzie zawsze i wszystko, czy nigdy i nic?

          Ludzie tacy jak Stachura to bardzo rzadkie ptaki. Na pewno powinny być pod ochroną.
          Nie podoba mi się, kiedy poezję, prozę – i ogólnie: sztukę – opanowują pozerzy, których „głębia” nie sięga Stedowi do pięt. A cynizm – nawet w literaturze – wyżej ceniony jest niż wrażliwość, dobre serce i szczerość – to, co było esencją Stachury, jako poety i człowieka.

          To co napisał żegnając się z życiem jest wstrząsające i rozdzierające:

        • Tess Says:

          A mnie bardzo wzruszyło to, co pod tym nagraniem napisała jedna z komentatorek:

          „Słucham tego od kilku miesięcy. Tak, słucham tego nieustannie. I żałuję tylko jednego. Żałuję, że słyszę Cię tylko przez głośniki. Bo gdybyś mówił do mnie tym głosem, który teraz wypełnia mi ciszę, poszłabym za Tobą wszędzie. Na ślepo, w ciemno i w nieznane, ale wszędzie.” 

  3. Piotr Kruczek Says:

    niż nurzać się „…w kobiecie pijanej, obszarpanej, śmierdzącej, nieboskiej… Cóż, może to sprawa gustu…” w obrazkowej ułudzie zawsze woleć będziemy niedoścignione i ulotne, zjawiskowe zjawy z wymuskanej w Photoshopie fotografii.
    Gratuluję fotografii własnej!

  4. lMdm Says:

    Ach, taka proza, jak cytowana, co w serce patrzy.
    Most stoi i inspiruje.
    Kobieta niech siedzi, odpoczywa, a zewnętrzem odbija wnętrze.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Kobieta (…) odpoczywa, a zewnętrzem odbija wnętrze.

      Tak, zwykle kobieta swoim zewnętrzem odbija własne wnętrze, ale czasami na jej zewnętrzu odbija się też wnętrze cudze (np. patrzącego na nią mężczyzny).

  5. Onibe Says:

    przy takiej kobiecie most musiałby być jednak nieco większy niż jakiś tam bruklynbrydż aby go dostrzec. Ale to bardzo nieuczciwa konkurencja z punktu widzenia mostu, bo gdyby niewiasta podniosła rąbek sukni o centymetr, most musiałby podskoczyć o dobre sto metrów w górę by mieć nadal szanse ;-).
    Fajna sesja, Logosie. Przyjemna odmiana od przyjemnych acz… cennych w inny sposób tematów u Ciebie ;-)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Wierz mi Onibe, Brooklyn Bridge is REALLY BIG!

      Czy nieuczciwa konkurecja z punktu widzenia mostu? Nie wiem. Dla mnie ta kobieta i most grają w różnych konkurencjach. Albo inaczej: jest czas na most i jest czas na kobietę ;)

      Piszesz: „przyjemna odmiana od przyjemnych… acz cennych”… ale to być może dlatego (jeśli się nie pomyliłeś), żeby mi nie zrobić przykrości (?) – sugerując jednak, że ostatnio zajmuję się na blogu tematami raczej mało przyjemnymi.

      Tak więc – dość tego. Wychodzę powoli z politycznego bagienka. Po co mam sobie zawężać perspektywę? – wszak jest tyle innych ciekawych rzeczy na świecie.
      Ot, choćby ta kobieta na moście ;)

      • Onibe Says:

        jestem realistą więc wiem, że czego byśmy nie omówili w tematach filozoficznych, światopoglądowych i ogólnie życiowo-polityczno-egzystencjonalnych… odpływa w siną dal, kiedy na horyzoncie pojawi się odpowiednia niewiasta. Nasza biologia tkwi tuż pod powierzchnią naszej skóry niczym aligator czający się w przyciasnym oczku wodnym ;-).

        Nie twierdzę, że mi to przeszkadza… ale jest to jednak minimalnie rozczarowujące, że cała nasza cywilizacyjność wymięka przy zgrabnych kobiecych nogach ;-D

        PS. zawoalowanej krytyki / przytyków nie było ;-)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Wymięka? ;)

          A jednak „cała nasza cywilizacyjność” nie opiera się tylko na hormonach. (Ponoć mamy jeszcze mózgi i charakteryzujemy się zdolnością myślenia ;) )

        • Onibe Says:

          cywilizacyjność opiera się na kontroli hormonów, ale ta kontrola jest dziurawa i słaba ;-)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Hormony jednak rownież maja wielki wpływ na nasza „cywilizacyjnosc”. Niestety, nie jestem pewien, czy jest to wpływ dobry – i czy przypadkiem nie przyniósł nam więcej szkód, niż korzyści. (Mimo wszystko, kiedy myślimy, nasze postępowanie jest mądrzejsze i – siła rzeczy – bardziej racjonalne. Hormony często powodują, ze wyłącza się nasze myślenie, albo przekierowują to myślenie na inne tory, na swój sposób pozbawiając nas wolnej woli, i w istocie – niewolac.)

        • Onibe Says:

          jest dokładnie tak jak mówisz. Budowanie cywilizacji wymusza trzymania hormonów w ryzach, choć oczywiście niejedna wojna z tych budujących imperia mogła zostać wygrana dzięki hormonom właśnie. Bo przecież żołnierz na wojnę kiedyś szedł nie dla gołego żołdu, prawda? ;-) Ja u siebie zauważyłem już dawno temu, że jestem spokojny i nawet względnie mądry, kiedy nie miesza się do tego wszystkiego moja płeć. Ilekroć jednak się wmiesza… szybko tracę kontrolę, stając się raczej widzem oglądającym samego siebie ;-P. A nie jestem przypadkiem ekstremalnym, hehe.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Co tu gadać – wpływ hormonów na nasze zachowanie, ale tez i na myślenie, jest potężny. To jest tez w pewnym sensie rodzaj zniewolenia, dlatego ci, którzy poszukiwali wolności (absolutnej, wewnętrznej…) – a także zwykłego spokoju – starali się od tego wpływu hormonów uwolnić.
          (Nie wspominając już o tym, ze np. wplyw testosteronu na nasza prostate może być zgubny ;) )

        • Onibe Says:

          tak, dokładnie: to jest zniewolenie. I taka automanipulacja, bo w pewnym sensie to nasz umysł sabotuje i manipuluje nasz umysł ;-)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Oczywiście to, co napisaliśmy dotyczy głównie hormonów płciowych, oraz tych, które przyczyniają się do naszej agresji. Inne hormony (np. oksytocyna) przyczyniają się do tego, że jesteśmy istotami zachowującymi się w „ludzki” (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) sposób – empatycznie, socjalnie – możemy współpracować ze sobą, lubić się, być „spolegliwym”, sympatyzować… etc.
          A dzięki takiej np. dopaminie, możemy odczuwać przyjemność, czy nawet euforię… i trudno, byśmy taki stan traktowali jako jeszcze jedną formę zniewolenia.

          Innymi słowy: bez hormonów ani rusz!

        • Onibe Says:

          no tak, pewne hormony są jednak potrzebne do egzystencji jako takiej i jeszcze egzystencji społecznej ;-)

  6. Stanisław Błaszczyna Says:

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/07/bb-on-bb.jpg?w=780

    Powyższe zdjęcie ukazało się jakiś czas temu na mojej stronie Fejsbukowej Światowid ( TUTAJ ). Myślę, że warto przytoczyć pod tym wpisem rozmowę jaką przeprowadziłem tam z moim przyjaciele, Bogdanem Kwiatkiem. (Przy okazji: mała prośba o wyrozumiałość ;) )

    Bogdan Kwiatek: Kolejny dowód na zawoalowany narcyzm Stanisława B. :)))
    Dla jednych Be dla innych Cacy.

    Stanisław Błaszczyna: ??? Mógłbyś wyrazić się jaśniej?

    Bogdan: Toż to proste w swej wymowie! Stanisław Be zamieścił powyżej piękne zdjęcie (jako zdjęcie) pięknej kobiety (może modelki) na tle pi… Ważnego miasta, a zwł. ważnej dzielnicy (Manhattan). Tym samym Stanislaw Be wysłał sygnał: byłem i ja miałem… Na celowniku. Gdy naciskałem spust – ona się do mnie (do zdjęcia) uśmiechała Ergo jestem macho! I który mi podskoczy (znaczy zrobi lepsze zdjęcie, lepszej laski w lepszym miejscu) Ergo – narcyzm do sześcianu! :))))))

    Ja: Bogdanie, każdy sądzi według siebie. ;)

    Bogdan: Oczywiście, ale również wg literatury i wiedzy, która przyswoił! Nie trzeba być mordercą, by sądzić morderców…

    Ja: Mam nieodparte wrażenie, że osądzając mnie, pisałeś o sobie. Cała ta Twoja NADINTERPRETACJA o tym świadczy. Pojechałeś po bandzie, wypisując na dodatek jakieś banialuki. Zrobiłeś dość niewybredną wycieczkę pod moim adresem, i to tylko na podstawie dość niewinnego zdjęcia pięknej kobiety. Czyżbym (niechcący) nadepnął na jakiś Twój odcisk?

    Bogdan: 1/ Wiesz, że Cię lubię, i tylko chciałem nagiąć komentarz do zdjęcia, które zrobiłeś
    2/ wiesz, że lubię, szanuję/podziwiam WSZYSTKIE Twoje zdjęcia, to tu powyżej/z boku było jednak nieco w kontekście dyskusji toczonej w innym miejscu
    3/ Dziewczyna ładna, miasto mniej, choć arcyważne na mapie świata… a moja interpretacja jest logicznym wywodem pasującym do teorii narcyzmu, który TY Staszku głosisz/ogłosiłeś Ja się z nim nie zgadzam, ale starałem się go zrozumieć… i przyznam Ci, że ma ta teoria w pewnych okolicznościach swój głębszy sens.

    Ja: @Bogdan: „Wiesz że Cie lubię”. A niby skąd mam to wiedzieć?

    Bogdan: Bo lajkuję wszystkie/większość Twoich zdjęć ;)
    Mogę szybko wpis usunąć, jeśli Ciebie nim uraziłem (Sam możesz to zrobić). Jeśli ta Pani jest Twoją znajomą z FB, to… tym bardziej przepraszam, ze napisałem … laska. Ale zdjęcie baaardzo udane!
    Poznaj mnie z nią :)

    Ja: Nic nie usuwamy. Ta Pani nie jest moją znajomą z FB. I jest „zajęta”.
    Lubić zdjęcia nie znaczy lubić fotografa.

    Bogdan: No ale jest chyba modelką i „każdy” może jej zrobić zdjęcie?…

    Ja: Nie każdy ;)

    Bogdan: Dlatego napisałem: „każdy” (w cudzysłowiu).
    Tak naprawdę (teraz to przemyślałem), to zdjęcie jest jednak nieudane… Nowego Jorku nie widać wcale!… to może być dowolny most w dowolnym mieście…

    Ja: Masz rację Bogdanie, to zdjęcie jest fatalne! No bo przecież Nowego Jorku nie widać wcale! A piękna kobieta?… co tam kobieta! Tyle że kobieta tutaj jest najważniejsza. I też jest jednym z przejawów urody świata – dlatego znalazła się na stronie Światowida.

    Bogdan: Ale lubię Staszka B. ! i jako fotografa i jak faceta i jako pisarza, reportera i jako Przyjaciela!
    Jednak, żeby sprawa była jasna – w pewnym sensie wolę bardziej tę Panią (choć jej nie znam), niż Staszka Be ;)

    Ja: @Bogdan: „…w pewnym sensie wole bardziej te Panią (choć jej nie znam) niż Staszka Be” To podobnie jak ja: w pewnym sensie wole tę Panią od Bogdana Kwiatka. ;)
    A jeśli ktoś czytając nasze komentarze przeciera oczy ze zdumienia to może trochę wyjaśni mu je wpis na moim blogu, do którego obaj nawiązaliśmy: https://wizjalokalna.wordpress.com/2009/11/14/love-thyself/ Bo to on była właściwie kontekstem i tłem naszej pogaduszki.
    Pozdrawiam piękn(i)e Kwiatki ;)

    Bogdan: Podoba mi się Twój punkt widzenia, postrzegania świata i fotografowania go. Ergo: wszystkie Twoje zdjęcia! Z tą Panią też.

    Ja: No, to się tym ostatnim zdaniem wykupiłeś ;)

  7. Stanisław Błaszczyna Says:

    Parę miesięcy później, na stronie Światowida ukazało się jeszcze jedno zdjęcie dziewczyny na moście:

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/07/1.jpg?w=780

    A pod nim zainicjowana przez Bogdana następna rozmowa (załączam ją bez skrótów, dodając zdjęcia tak, jak pojawiały się w naszych komentarzach):

    Bogdan: DE ja vu…Znam te panią, choć w istocie nie znam…

    Ja: Tak to już jest z kobietami… i z nami, Bogdanie ;)

    Bogdan: Wiem za to, że Ty ja znasz… Dużo lepiej.

    Ja: Ciekawe, co wg Ciebie znaczy owo „dużo lepiej”?

    Bogdan
    : Nie chodziło o sens biblijny tylko raczej… administracyjny (?)… Imię może nazwisko, ew. pseudonim artystyczny, na pewno miejsce pochodzenia i zamieszkania, osoby znajome… Jakiś zawód, takie tam podstawowe dane, których ja nie mam… A Ty znając tę Panią „dużo lepiej” na pewno posiadasz… Może jeszcze znasz wyjaśnienie faktu, co robi na moście… nie idąc nim, tylko siedząc patrzy w dal… Domysły – trochę jak z obrazem Mistrza Leonarda i jego Giocondą… Wszyscy chcieliby wiedzieć, co się kryje za tym dość dziwnym i właśnie tajemniczym lekkim uśmieszkiem…

    Ja: Właśnie dlatego, że nikt nic nie wie co się za tym kryje, to jest takie ekscytujące… i to nie tylko dla mojej żony, jak widzę ;)

    Bogdan: Prawda, im więcej domysłów, tym poniekąd ciekawiej… Wiem jednak, ze Ty wiesz więcej i nie wiedzieć czemu robisz tu jakaś tajemnicę Nawet przed własną żoną.

    Ja: Zwłaszcza przed własną żoną, nie uważasz? ;) A tak naprawdę, to przed własną żoną nie mam (już) żadnych tajemnic… No, może… prawie żadnych ;)

    Bogdan: No i właśnie… Że zacytuję klasyka: „ciekawe co dla Ciebie znaczy ‚prawie’?”
    Już nie bądź taki – parafrazując Mistrza Umberto: jak ma na imię Róża?
    Że zakończę cytatem z vice mistrza Steda:
    „Nie brooklinski most – lecz na druga stronę głową przebić się, przez obłędu los… To jest dopiero coś”. Ergo: nie dociekam… Bo nie doczekam.

    Ja: W takim razie, tutaj więcej o rzeczonym moście:

    https://wizjalokalna.wordpress.com/2013/03/09/most-to-jest-cos/

    Bogdan: Bardzo dobry… esej na temat mostów! Jakbyś jeszcze opisał Sydney Harbour Br, Story Br z NSW i QLD oraz może Tower Br i Avignon Br z Europy, to tekst miałby znamiona monografii wartej wydania. Okraszony zdjęciami mógłby być, wstępem albo wypełnianiem albumu.
    Oczywiście zdjęcie powyższej pani byłoby na 2 stronie okładki

    Ja: Z niektórymi mostami jest tak, że warte są swojej osobnej monografii. Choćby z tymi, którym głównie poświęciłem mój wpis: Brooklyn Bridge i Golden Gate.
    PS. Możesz sobie żartować Bogdanie, ale to zdjęcie naprawdę dużo mówi o samym moście BB.

    Bogdan
    : Masz racje Staszku. Tylko te dwa mosty wspomniane przez Ciebie spinają klamrą całe USA. Prawdziwe ikony! A ja sobie nie żartuje… i z detali Twego zdjęcia widzę, ze most jest stalowy z elementami nitowanymi, ni to skręcanymi śrubami… Konstrukcja ażurowa, nie aż tak ciężka jak napisałeś… Mówisz, że pylony są neogotyckie… pewnie masz rację… teraz widzę, ze bohaterka pierwszego planu jednak siedzi na stalowej (chyba jednak żeliwnej) – w pełni stylowej, może nawet w stylu art-deco ławeczce… Trochę unika spojrzenia wprost… wzrok spuszczony w dół – pewnie analizuje belki nośne ;)

    Ja: To jest spojrzenie bardziej „wprost” ale… nadal kontemplujące belki:

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/07/2a.jpg?w=780

    Bogdan: Właśnie – jakby bohaterka (wypełnia jakieś 80-90% powierzchni zdjęcia) nie patrzyła fotografowi w oczy… (?) Co temu fotografowi rzadko się zdarza… Vide np. Twarze Bharatu… itp

    Ja: No to w takim razie masz tutaj spojrzenie bardziej „wprost” – a na dodatek pełen widok na tzw. „belki” nośne ;)

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/07/33a.jpg?w=780

    Bogdan: Nooo, teraz dużo bardziej wprost! Widać i NYC za plecami i stalowość mostu i… dwa neogotyckie pylony. Od tego zdjęcia powinieneś zacząć… tamte to już tele-obiektywowe detale.

    Ja: A może, oprócz diabła, również anioł tkwi w detalach?

    Bogdan: Sądząc po ilości zdjęć, jak również jakości… nie była to przypadkowa sesja… znasz tę panią co najmniej równie dobrze jak Nowy Jork… A co tkwi w detalach – czy Ani-oł; czy diabli wiedzą co… to już Ty najlepiej wiesz *** A brak jednoznacznej odpowiedzi – tez jest odpowiedzią…

    Ja: Czytam właśnie książkę Terzaniego „Nic nie dzieje się przypadkiem” Żeby było ciekawiej: rozdział dotyczący jego wielomiesięcznego pobytu (związanego ze swoim leczeniem) na Manhattanie, gdzie zaszył się w jakiejś kawalerce tuż obok Parku Centralnego.
    PS. To może jeszcze jedno ujęcie – tym razem z uśmiechem specjalnie dla Ciebie:

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/07/44a.jpg?w=780

    Bogdan: Zdecydowanie najładniejsze zdjęcie w zestawie! Choć ściemy, że uśmiech dla mnie, nie kupuję. Any proof? Lewy pylon lekko uniesiony w kierunku autora… ciekaw jestem następnego zdjęcia w serii.
    BTW nie lubię NYC… a z dwóch wspomnianych mostów, najbardziej sobie cenię… Bay Bridge… ciekaw jestem, czy najnowsza wersja jest już zakończona (będę tam chyba w X`14, to się przekonam)

    Ja: A ja nawet lubię NYC (chociaż nie chciałbym tam dłużej mieszkać). Lubię też Golden Gate w SF – uważam go zresztą za jeden z najbardziej malowniczych mostów świata.
    PS. Skoro jesteś ciekaw następnego zdjęcie z serii, to Twoją ciekawość zaspokajam (chyba najbardziej naturalne ze wszystkich zdjęć – ale mogę się mylić):

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/07/5.jpg?w=780

    Bogdan: Tak, zdjęcie – jak poprzednie – bardzo udane, ale zarazem chyba najbardziej spokojne (czyt: bez uśmieszków i domysłów).
    Golden Gate Bridge – chyba rzeczywiście jeden z ładniejszych mostów, zwłaszcza spośród tych kultowych, czy może lepiej kulturowo obecnych. Wiszące mosty mają swoistą przewagę nad innymi konstrukcjami, właśnie poprzez wrażenie lekkości jakie zostawiają…
    A jeśli idzie o miasta – to te do 1 mln mieszkańców są znośne do życia… Vide: San Francisco (ok 700k mieszkańców, Kraków ok 800k, Vancouver chyba 500k…). Tymczasem NYC to bodaj 17 mln, z czego sam Brooklyn – gdyby go wydzielić – byłby bodaj 6 miastem USA…

    • Bogdan Says:

      Dyskusja zrobiła się rzeczywiście ciekawa… Stop Nie widzę, by były jakieś komentarze do naszych spornych – dywagacji Stop Jestem w Skagway na Alasce. Zrobiłem już chyba 8.700km. Przez 2-3 dni mogę nie mieć netu Stop Pozdrawiam Cie najskuteczniej …
      Miało być najserdeczniej… ale widocznie ajfon i fejsbuki wiedzą lepiej ;)

  8. Torlin Says:

    Przesyłam Ci Stasiu w prezencie zdjęcie jeszcze jednej Pani na tle mostu ;)

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/07/widok_mostu_c59bwic499tokrzyskiego_spod_pomnika_syrenki.jpg?w=780

  9. Kamila Says:

    ojojoj:) ale pięknie, dobrze ze nie jestem facetem bo jak Suarez bym gryzła:)

  10. sarna Says:

    Wypisz, wymaluj nasze dobro narodowe Madzia Ogórek na słynnym moście – oby tylko Madzia dla Polski nie zgotowała powtórki z historii w stylu ‚o jeden most za daleko’

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Czyżby Polacy znowu (po Lechu Wałęsie ;) ) zamierzali wybrać miss piękności na swojego prezydenta?
      Pani Ogórek rzeczywiście na urodzie nie zbywa, ale wg mnie to nie uroda decyduje o powodzeniu w polityce.

      A tak naprawdę, ta jej kandydatura to jakiś kolejny wyskok Millera (kiedy ten człowiek wreszcie przejdzie na emeryturę)?

      • sarna Says:

        Takie kandydatury mają rację bytu, bo inne kreatury efektywnie pracują na ich wizaż.
        Zaspałeś wyborco Staszku, czym dałeś fory wszelkiej madzi ;) leszków (wybacz ortografio) – ciągle wierzysz w mądrość narodu – zazdroszczę Ci!

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Nie wierzę w mądrość narodu, tym bardziej, że czegoś takiego nie ma.
          Swoją drogą martwi mnie bierność rodaków i brak reakcji na ewidentną głupotę, cynizm i sprzedajność wielu polskich polityków. (Niestety, ich poziom – i władza, jaką mamy w Polsce – świadczy właśnie o braku narodowej mądrości.
          Jakie społeczeństwo – tacy polityki (to jest jednak dość prosta zależność).

  11. sarna Says:

    Mogłabym napisać – krew nie woda, co się czepiasz ? ;)
    Z drugiej strony, masz rację – i niestety nie jest w żadnej mierze pocieszeniem fakt, że ta dewiza tyczy każdego kraju/społeczeństwa, w tym tego w którym przyszło Ci żyć, też nie masz powodów do puszenia się. Nie wiem czy jest to kwestia naszej bierności – zapewne też, bo ileż można kopać się z koniem. Z całą pewnością ten nasz wszechobecny i obezwładniający paraliż jest reakcją na cynizm i bezczelność ludzi pozbawionych jakichkolwiek cech wstydu, przyzwoitości, honoru. Przecież głupi nie rozumie, że jest głupi – ba, on wierzy, że jest na abarot!
    Nie jest mi żal samej siebie, nie nadstawiałam za zmiany karku, nic nie musiałam poświęcić, ale co z tymi którzy byli w oku cyklonu, a dziś, po latach wiary w lepsze są na minusie, w przeciwieństwie do Milera i jemu podobnych?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Wcale się nie puszę tym, że Stany Zjednoczone mają takich polityków rządzących tym państwem, a nie innych. Wręcz przeciwnie, ubolewam nad ich słabością i nad tym, co sobą reprezentują – pisałem o tym nie raz.
      Niestety, już dawno się złapałem na tym, że ja polityków jednak nie lubię. To jest okropne, bo przecież jestem świadomy tego, że polityka, a tym samym politycy są potrzebni do organizacji państwa. Jednakże, tak jest jednak w większości przypadków, istnienie w polityce selekcja negatywna – do władzy (chodzi tu też oczywiście o kasę) dorywają się często najwięksi cwaniacy, lawiranci i krętacze pozbawieni zasad i poczucia przyzwoitości.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s