O filmach ROMA, FAWORYTA, VICE, GREEN BOOK, NARODZINY GWIAZDY, CZARNA PANTERA, BLACKKKLANSMAN I BOHEMIAN RHAPSODY – rozmowa ze ZBIGNIEWEM BANASIEM

.

O filmach nominowanych w tym roku do Oscara w kategorii BEST PICTURE rozmawiam ze Zbigniewem Banasiem, znanym krytykiem filmowym z Chicago.

.

GREEN BOOK, BLACKKKLANSMAN, CZARNA PANTERA:

.

.

FAWORYTA, VICE:

.

.

NARODZINY GWIAZDY, BOHEMIAN RHAPSODY, ROMA:

.

*  *  *

Ze Zbyszkiem Banasiem znamy się od wielu lat, dzielimy wspólną pasję, jaką jest kino. Jego erudycja, elokwencja i wiedza o filmie jest wśród Polonii chicagowskiej szeroko znana – głównie z programów radiowych i telewizyjnych, w których zajmuje się krytyką kina. Jest on również doskonałym konferansjerem. Z Festiwalem Filmu Polskiego w Ameryce związany jest od samego początku jego istnienia. Uczestniczy także, jako sprawozdawca, w najważniejszych festiwalach filmowych na świecie, organizowanych w Berlinie, Cannes, Sundance, Gdyni…

Spotkaliśmy się na tydzień przez 91. uroczystością rozdania Oscarów i porozmawialiśmy o ośmiu tytułach nominowanych w tym roku w kategorii Najlepszy Film. Rozmowa trwała prawie trzy godziny, z której prezentuję tutaj fragmenty, podzielone na trzy niespełna pół-godzinne części. Zdaję sobie sprawę, że w obecnej dobie pośpiechu i drastycznie skracającego się attention span, ich wysłuchanie może być pewnym wyzwaniem, ale zapewniam, że warto to zrobić, bo Zbigniew Banaś mówi rzeczy ciekawe i do tego pięknym polskim językiem.

Poniżej pozwalam sobie zilustrować ten wpis dwoma zdjęciami. Pierwsze pochodzi z mojego ubiegłorocznego spotkania autorskiego, które Banaś – wraz z dyrektorką Muzeum Polskiego w Ameryce, Małgorzatą Kot – prowadził. Drugie to… selfie wykonane przez samego Alfonso Cuaróna na prowadzonym przez Zbigniewa Banasia spotkaniu z publicznością na Festiwalu Camerimage w Bydgoszczy w ubiegłym roku. (Zbyszek zdradził, że kiedy Cuarón – nota bene nominowany w tym roku do Oscara nie tylko za reżyserie w kategorii Best Director, ale i za zdjęcia w kategorii Best Cinematography – zobaczył niezbyt udane selfie zrobione przez Zbyszka, to wziął jego telefon i strzelił zdjęcie nieporównanie lepsze… co widać na załączonym obrazku.

.

Zbigniew Banaś i Stanisław Błaszczyna na spotkaniu autorskim w Chicago (fot. Dariusz Lachowski)

.

Alfonso Cuarón i Zbigniew Banaś. (Zdjęcie-selfie zrobił reżyser „Romy” na prowadzonym przez Banasia spotkaniu z publicznością na Festiwalu Camerimage w Bydgoszczy w ubiegłym roku.)

.

O Oscarowych nominacjach przeczytać można TUTAJ.

.

MIŁOŚĆ, POLITYKA I MIT – rozmowa o „Zimnej Wojnie”

.

.

Na „Zimną wojnę” sypią się nagrody, niedawno dostała ona trzy nominacje do Oscara, obecnie można go obejrzeć w amerykańskich kinach… Nic dziwnego, że postanowiliśmy ze Zbyszkiem Banasiem porozmawiać o tym filmie. Planowaliśmy nagrać rozmowę także o innych filmach, ale w ostatniej chwili postanowiliśmy skupić się na „Zimnej wojnie”, bo rzeczywiście było o czym gadać.

Zbigniew Banaś to najbardziej znany wśród amerykańskiej Polonii krytyk filmowy, jest on również tłumaczem, wykładowcą i znakomitym konferansjerem… Znamy się od wielu lat, dzielimy pasję do kina – on sam twierdzi, że ja (jeśli chodzi o publicystykę w tematyce filmowej) opanowałem pole „pisane”, on natomiast „mówione”. To chyba słychać w naszej rozmowie, bo Zbyszek przed mikrofonem czuje się niezwykle swobodnie, ja natomiast muszę przełamywać własną tremę, gdyż nie mam w tych występach radiowych większego doświadczenia. Mimo to, mam nadzieję, że nasza rozmowa może kogoś zainteresować i wciągnąć.

*

Nagrania można wysłuchać na SoundCloud lub YouTube:

.

.

.

.

Moją recenzję „Zimnej wojny” można przeczytać TUTAJ.

.

RADIO

.

Z bodajże sześciu rozmów radiowych, w jakich wziąłem udział przed moim spotkaniem autorskim w Muzeum Polskim w Ameryce, udało mi się skompletować cztery, które chciałbym teraz przedstawić, gdyż są one dla mnie nie tylko cenną pamiątką, ale i dokumentacją pewnego etapu w moim życiu. Jeśli ktoś chce, może sobie ich posłuchać.

Oto garść podcastów – rozmów:

.

1. z Jackiem Zielińskim w WPNA Chicago: TUTAJ

 

*  *  *

*

2. z Beatą Kociołek w Polski FM: TUTAJ

 

*  *  *

*

3. ze Zbigniewem Banasiem w Polskim Radiu 1030: TUTAJ

 

*  *  *

*

4. z Markiem Boberem w Radiu Polonii 2000: TUTAJ

 

*  *  *

*

.

CZY KULTURA JEST NA WYMARCIU?

.

Moje spotkanie autorskie zostało sfilmowane – parę godzin zarejestrowanego materiału czeka jeszcze na zmontowanie – jednakże chciałbym już teraz przedstawić fragment mojej rozmowy z prowadzącym to spotkanie (wraz z dyrektor Muzeum Polskiego w Ameryce, Małgorzatą Kot) Zbigniewem Banasiem, który zadał mi pytanie dość trudne, ale prowokujące: czy przeżywamy zmierzch naszej kultury?

.

Zbigniew Banaś

ZBIGNIEW BANAŚ: Fantastyczne jest to twoje zdjęcie z Czesławem Niemenem z Deer Field z 1991 roku, kiedy siedzicie i rozmawiacie, bo w pewien sposób jest to obraz świata, który już nie istnieje. Mówię zarówno o XX wieku, który jest za nami; o tym, że Niemena z nami już nie ma; o tym, że wszyscy jesteśmy już dużo starsi… Świat się zmienił, my się zmieniliśmy. Jak postrzegasz ten zmieniający się świat i zmieniające się w nim wartości?

STANISŁAW BŁASZCZYNA: Ten świat tak teraz pędzi, że ja mam problemy, żeby jakoś ogarnąć to, co się dzieje. Nie wiem, czy ktokolwiek z nas wie, co się dzieje. Ten pędzący coraz bardziej świat porywa nas ze sobą i my w tym kołowrocie – chcąc nie chcąc – bierzemy udział. I bardzo często się przy tym zatracamy. Nie mamy czasu dla siebie; nie mamy czasu dla tych rzeczy, które cenimy; nie mamy czasu na to, żeby się wyciszyć, poddać refleksji… Te media, ten Internet, ta wirtualna rzeczywistość nas porywa i gdzieś razem z tym wszystkim pędzimy. Chodzi więc o to, żeby się zatrzymać, żeby nie dać się bombardować tymi informacjami – najczęściej bez znaczenia. Trzeba się wyciszyć, pozwolić sobie na moment refleksji. I może wtedy dotrze do nas to, co rzeczywiście jest najważniejsze.

Z.B.: Ale w moim pytaniu był taki podtekst związany z tym, że zarówno ty i ja, jak i Czesław Niemen, Agnieszka Holland, Krzysztof Zanussi… to są osoby, które wyrosły na bazie wartości wieku XX-go i być może wiele z tych rzeczy, o których my rozmawiamy teraz, to jest pewnego rodzaju przeszłość, jaką staramy się zatrzymać w zapiskach, w rozmowach, artykułach… Grube książki w świecie zdominowanym przez Internet i elektronikę też są pewnego rodzaju – pozornie przynajmniej – anachronizmem. Chciałbym, żebyś powiedział na ile według ciebie to wszystko, co możemy wyczytać w tych książkach, stanowi pewną próbę zatrzymania czasu, który w sposób nieunikniony nieustannie idzie naprzód.

Stanisław Błaszczyna

S.B.: Myślę, że czasami warto zatrzymać coś z tego, co nam w głowie czy sercu powstaje. Te książki to taka moja tego próba. Według mnie bardzo ważna jest tradycja – kanony, które tworzy kultura przez wieki. Dlatego ja nie lubię w zasadzie rewolucji; nie lubię kontestatorów (mimo, że sam kiedyś uważałem się za takiego), którzy wychodzą i mówią, że wszystko, co było do tej pory jest nic nie warte i dopiero oni będą teraz tworzyć coś, co jest naprawdę warte. Sądzę, że bardzo ważne jest to co powstało wcześniej, bo przecież tworzymy pewną ciągłość kulturową – kanony, wartości, które wypada nam respektować. Mimo, że kultura jest taką sferą mityczną, to nie możemy tego co w jej ramach powstało lekceważyć i odrzucać, bo to jest dla nas pewien punkt zaczepienia i orientacji – dzięki temu istnieje właśnie ta ciągłość kulturowa, a my możemy się w tym wszystkim odnaleźć. Kiedy rozmawiamy, próbujemy się porozumieć, to właśnie odnosimy się do tych wartości i kanonów, które nas przecież ukształtowały i w których się wychowaliśmy, któryśmy się przejęli – nawet jeśli teraz próbujemy stworzyć nowe. To dlatego znajomość kultury – tego co było wcześniej – jest taka ważna. A jest to właśnie utrwalone w… już nie mówię o moich książkach, ale np. w dziełach gigantów literatury i myśli człowieka, jak choćby Lew Tołstoj, czy nawet Nietzsche…

Z.B.: Ale czy te kanony są na wymarciu? Czy kultura jest na wymarciu? Bo kiedy piszesz o sztuce współczesnej to bardzo często przekazujesz swoje przemyślenia o tym, ile jest w niej kiczu i brzydoty. Tymi najnowszymi formami „instagramowo-różnymi” w ogóle się nie zajmujesz, a zatem może wszyscy ci, którzy podpisują się pod tym, pod czym i ty się podpisujesz, coraz bardziej należą do świata przemijającego?

*

Tutaj odstąpię od naszej rozmowy na spotkaniu, bo moja odpowiedź, jakiej wtedy udzieliłem, była właściwie nie na temat – tak to widzę teraz. Być może przyczynił się do tego stres – presja jaką czułem wypowiadając się przed licznym audytorium; być może w tamtej chwili te pytania mnie po prostu przerosły, więc jakakolwiek odpowiedź byłaby w takiej sytuacji nie tylko niepełna, ale i wymijająca. Jednakże to, o co zapytał Zbyszek Banaś, jest i było dla mnie na tyle istotne, że sam niejednokrotnie się nad tym zastanawiałem. Mimo wszystko pozwolę sobie teraz na poczynienie kliku – odnoszących się do tego tematu – uwag.

*

Ciągłość kulturowa a kontestacja

Czy kultura jest na wymarciu?

Cóż, ludzka kultura wymrze dopiero wraz z wymarciem gatunku Homo sapiens, bo jest ona jego nieodzowną, niejako przyrodzoną i charakteryzującą go cechą. Wprawdzie wiemy, że w historii ludzkości wymarło wiele kultur a nawet cywilizacji, ale były one ograniczone do pewnego regionu, państwa, społeczności – miały zasięg lokalny, a nie globalny. Tak więc, aby spróbować odpowiedzieć na pytanie postawione w pierwszym zdaniu, musimy się umówić, co rozumiemy w nim przez „kulturę”.
Zbigniew Banaś miał zapewne na myśli kulturę, w której wyrośliśmy, która nas ukształtowała i w której nadal funkcjonujemy – czyli kulturę Zachodu, która nota bene ma obecnie największy wpływ na ludzkość w skali globalnej (takiego wpływu nie mają kultury orientalne czy afrykańskie, o pomniejszych nie wspominając).
Czy chcemy tego czy nie, cały świat się homogenizuje, a tym samym homogenizuje się ludzka kultura, mimo oporów stawianych przez różne uwarunkowania polityczne – w tym przez nacjonalizmy czy religie. Wszystko jednak wskazuje na to, że w przyszłości cała ludzkość będzie zdominowana przez kulturę uniwersalną, która będzie – poprzez swoje wartości, paradygmaty, normy i formy – kształtować i określać całą ludzką cywilizację en bloc.
Lecz nie wybiegajmy aż tak daleko w przyszłość i skoncentrujmy się na tym, co dzieje się z naszą kulturą obecnie.
Jedyną rzeczą, która się nie zmienia na świecie jest sama zmiana. Wszystko płynie, wszystko się zmienia… Nieuchronną tego konsekwencją jest przemijanie, odchodzenie w przeszłość. Tak więc, wraz ze zmianą (przemianą) kulturową, przemijają (tracą swój wpływ i znaczenie) pewne jej elementy. Chodzi jednak o to, aby w tym procesie zachować pewną ciągłość (o której wspomniałem na spotkaniu), pozwalającą nam na wzajemne porozumienie się. A to jest możliwe tylko wtedy, kiedy znamy i respektujemy pewne istniejące już wartości kulturowe (w tym również normy, zasady i kanony) – czyli to, co powstało wcześniej. Bo to jest ten język, bez znajomości którego cały nasz świat zmieniłby się w jedną ogromną wieżę Babel, ogarniętą semantycznym chaosem i zdominowaną przez bełkot.

Ale, ale… czy taką chaotyczną i zdominowaną przez bełkot wieżą Babel nie jest obecnie Internet?

*

Każde pokolenie ma tendencje to tego, by uważać to, co było wcześniej, za lepsze od tego co jest teraz. To dlatego mówi się: stare dobre czasy. Czy rzeczywiście jednak są powody, by tęsknić za wiekiem XX – wiekiem totalitaryzmów, dwóch szalejących wojen światowych, masowego ludobójstwa i obozów zagłady? W porównaniu z tamtym czasem (o mizerii wieków dawniejszych nie wspominając), to w czym żyjemy dzisiaj, wygląda na prawdziwą sielankę.
Czy jednak nie mamy żadnych powodów do niepokojów i zmartwień?

Niestety, nasza współczesna cywilizacja stoi przez olbrzymim wyzwaniem, jakie stwarza gwałtowny rozwój technologii informatycznej (komputeryzacja, automatyzacja, sztuczna inteligencja, algorytmizacja… etc.), biotechnologii (manipulacje genetyczne, hybrydyzacja biologiczno-cybernetyczna, interfejs, genetyczne „ulepszanie” człowieka…); musimy się również mierzyć ze zmianą klimatyczną, degradacją ekologiczną, zagrożeniem nuklearnym, przeludnieniem… Ponadto, wygląda na to, że wszystkie dotychczasowe społeczno-ideowe narracje, które do tej pory organizowały, cementowały i napędzały ludzką cywilizację (jak np. feudalizm, komunizm, faszyzm) straciły na znaczeniu, czy wręcz zbankrutowały i raczej nie ma do nich powrotu (w tej formie w jakiej przez jakiś czas funkcjonowały). Co gorsza, kryzys – a może nawet i wyczerpanie – przeżywa narracja, jaka wydawała się zwyciężyć wszystkie dotychczasowe, a nawet stanowić „koniec historii”, czyli demokracja liberalna, która de facto umożliwia teraz coraz większą monopolizację świata – skupianie coraz większej władzy, środków i bogactwa w rękach nielicznej grupy ludzi.
Wziąwszy to wszystko pod uwagę, można sobie uświadomić, że stoimy na progu zmian, które zadecydują nie tylko o tym, jak będzie wyglądała nasza cywilizacja (w tym i kultura), ale i o tym, czy w ogóle gatunek ludzki przetrwa.

Może to zabrzmi cokolwiek anachronicznie i pretensjonalnie, ale w tym procesie przemian chodzi o to, aby przetrwała… ludzka dusza.
Innymi słowy, warto dbać właśnie o kulturę, która określa naszą humanistyczną tożsamość, opartą na wartościach stworzonych i przyjętych przez ludzi w przeszłości.
Oczywiście w swojej historii człowiek wyznawał różne wartości, jednak z czasem wypracowany został kodeks moralny, który uwzględniał dobro każdego człowieka, jako autonomicznej i równoprawnej jednostki, określał well-being jak największej ludzkiej grupy (a w najogólniejszym znaczeniu: całej ludzkości); miał na względzie ludzką solidarność, respektował wolność, równość i sprawiedliwość; uznawał prawo każdego człowieka do godnego życia i dążenia do szczęścia; zmierzał do minimalizacji cierpienia, szerzył empatię, a nawet miłosierdzie.
Zauważmy jak w tym wszystkim człowiek zbliżał się do pojęcia miłości jako najwyższej wartości (nie tylko jednostkowej, ale i powszechnej), która nadawała sens jego istnieniu.

To prawda, że wymienieni przez Zbyszka Banasia twórcy są (byli) „wytworami” XX wieku. Banaś stwierdził nawet dobitnie, że my (on, ja, Zanussi, Holland…) nadal żyjemy w XX wieku. Poniekąd jest to prawda, gdyż zostaliśmy właśnie w tym wieku mentalnie i światopoglądowo ukształtowani – i ciągle też się do niego (a konkretnie do tego, co wówczas stworzono, sfilmowano, napisano) odnosimy i wracamy. Dla mnie osobiście XX wiek był niejako lustrem, w którym odbijało się – na ogromną skalę! – zarówno to co jest w człowieku najgorsze, jak i najlepsze.
Przerażony wojnami światowymi i ludobójstwem (mimo, że sam nie byłem ich świadkiem, to jednak szok jakiego doświadczyłem w zetknięciu się z faktami, które je ukazywały, naznaczył mnie na całe życie) starałem się dociec genezy tych zbrodni oraz totalitaryzmów (zarówno faszystowskiego, jak i komunistycznego), szukając odpowiedzi m.in. w książkach takich pisarzy i myślicieli, jak np. Camus, Miłosz, Herling-Grudziński, Sołżenicyn… Była też lektura tego, co w paryskiej „Kulturze” wydawał Giedroyć; był Gombrowicz, Lem, Mrożek, Kołakowski… Wszystko to są ludzie XX wieku, którzy – paradoksalnie! – w czarnych czasach zamętu, kłamstwa, agresji, zniewolenia i masowych mordów, starali się określić ludzką duszę – zachować godność i wartości, które mogłyby człowieka zrehabilitować a nawet zbawić. Czy możemy – w tych naszych idyllicznych ponoć czasach – pozwolić sobie na to, żeby to wszystko przeminęło, żebyśmy o tym zapomnieli?
Pochłonięci coraz bardziej przez wirtualną rzeczywistość, oddając się niepohamowanej konsumpcji, bawiąc się i używając, narkotyzując i znieczulając; oglądając pieski, kotki i dzimdziusie na Fejsbuczku, obrazkując się bezmyślnie oraz mizdrząc w Instagramie, uciekając od jakiejkolwiek głębszej myśli i refleksji… z attention span kurczącym się do karłowatych rozmiarów… skłóceni przez politykę (która zbyt często odbiera nam rozum); bezkrytyczni w sprawach ważnych, hiper-krytyczni w bzdurkach… zalani przez informacyjny junk, ogłupiani przez fake news  i rozmamływani przez popkulturę… manipulowani przez algorytmy, komercję i reklamy… itp, itd…
Tak oto dajemy się zhakować nie tylko przez Internet, ale także przez różnej maści handlarzy, wpadając w korporacyjny kołowrót, poddając się dominacji najsilniejszych graczy. Stajemy się niewolnikiem ekonomiczno-bankowych schematów wyznaczonych przez współczesny kapitalizm tudzież łudzimy się, że nadal żyjemy w demokracji.
Kto więc urządza nam świat? Czy na pewno jesteśmy to my sami?

Wobec tego wszystkiego musimy poszerzyć pole naszej świadomości – żyć bardziej uważnie – sięgając po to, co stworzyli przed nami mądrzejsi od nas i bardziej doświadczeni ludzie.

*

Spotkanie autorskie w Muzeum Polskim w Ameryce. Na zdjęciu (od lewej): Stanisław Błaszczyna i Zbigniew Banaś.

.

Na koniec podsumowanie, czyli próba konkretnych acz skrótowych odpowiedzi na zadane pytania.

P: Czy kultura jest na wymarciu?
O: Nie jest. Na wymarciu są tylko pewne jej elementy, jak również ci, którzy tę kulturę tworzyli. Lecz oni w pewnym sensie nadal żyją w tym, co nam pozostawili i z czego możemy cały czas korzystać.
Ogólnie: kultura współczesna nie wymiera, ale ulega ciągłej przemianie.

P: Czy kanony są na wymarciu?
O: Kanony jako takie nie mogą „wymrzeć” (tak jak nie może „wymrzeć” sztuka Renesansu, zasady rysunku klasycznego albo muzycznej harmonii, czy też arcydzieła pozostawione nam przez mistrzów z przeszłości). Natomiast mogą być te kanony odrzucone, lekceważone, nie stosowane… Najgorszą sytuacją jest taka, w której nie respektuje się żadnych kanonów – czyli kiedy wszystko można, kiedy wszystko jest równoprawne, kiedy nie ma żadnej hierarchii a wartości przyjmowane są dowolnie, tylko przez czyjeś widzimisię. Podobna, postmodernistyczna dezynwoltura ogarnęła np. duże obszary sztuki współczesnej – dlatego wygląda ona tak, jak wygląda. Kanony są niczym język, dzięki któremu możemy się porozumieć, i dzięki któremu możemy poznać, jak również ocenić to, co ma jakąś wartość. Mało tego: bez przyjętych kanonów pojęcie sztuki traci swój sens. (Nie ma sztuki, kiedy sztuką może być wszystko). Jak do tej pory, dość skutecznie opiera się temu np. kino, teatr i literatura – mimo pewnych ekscesów, które stanowią wszak margines.
Ogólnie: kanony same w sobie nie wymierają (bo mogą być nadal używane). I powstają ciągle nowe, poszerzając w pewnym sensie kulturowe spectrum.

P: Czy ludzie, o których mówimy, należą do świata przemijającego?
O: To co istnieje przemija. Dotyczy to zwłaszcza ludzi – twórców kultury. Czyli ci, których działa podziwialiśmy i których twórczość nas ukształtowała – a którzy stale od nas odchodzą, czy też już ich pośród nas nie ma – naturalną koleją rzeczy należą do świata przemijającego. Ale jednocześnie jest to świat, który jeszcze całkiem nie przeminął. I nie przeminie, dopóki my żyjemy – i dopóki będzie istniało to, co ci ludzie stworzyli. I dopóki będziemy do tego wracać.
Ogólnie: świat przemija – zmienia się – ale nie przestaje (jak na razie) istnieć.

A tego, jaka będzie przyszłość, nie wie nikt.

*  *  *

SPOTKANIE AUTORSKIE – echa prasy polonijnej

Od mojego spotkania autorskiego w Chicago minęło już prawie trzy miesiące, ale dopiero teraz zdołałem przygotować wpis dotyczący artykułów jakie ukazały się na jego temat w prasie polonijnej („Monitor”, „Kurier”, „Dziennik Związkowy”, „Super Express”). Gwoli dokumentacji i wspomnienia, przedstawiam tutaj dwa z nich.

.

.

I

O LITERATURZE, PODRÓŻACH I FOTOGRAFII
wieczór autorski Stanisława Błaszczyny
(„DZIENNIK ZWIĄZKOWY”)

.

W sobotę 29 września chicagowskie Muzeum Polskie w Ameryce było miejscem nadzwyczajnego wieczoru autorskiego. O swoich związkach z literaturą, fotografią, kinem, teatrem a przede wszystkim podróżami po całym świecie opowiadał Stanisław Błaszczyna, publicysta, krytyk filmowy i podróżnik, autor książek: „Zapiski”, „Artykuły Lektury Rozmowy”, „Kino Teatr Sztuka” oraz „Podróże”. Na wydanych bardzo starannie opasłych, bo zawierających po kilkaset stron tomach autor zawarł doświadczenia swojego życia.

„Dzisiejszy wieczór łączy nas Błaszczyną. Pan Stanisław to dziennikarz, fotograf, krytyk filmowy, podróżnik, publicysta. Osoba, która jest świetnym obserwatorem, komentatorem, puentystą. Jego rodzinne miasto to Leżajsk, natomiast emocjonalnie, biograficznie i sercowo związany jest z Krakowem. Mieszka w Stanach Zjednoczonych od 28 lat. Przez wiele lat był redaktorem rozmaitych polonijnych periodyków, między innymi „Dziennika Chicagowskiego”, tygodnika „Relax”, publikował w „Dzienniku Związkowym”, a także jego artykuły ukazywały się w prasie krajowej, w tym w tygodniku „Wprost” i tygodniku „Polityka”. Przeprowadził w swoim życiu wiele wywiadów. Jest autorem pierwszej polskiej monografii o Parku Narodowym Yellowstone. Jedną z jego pasji oprócz podróżowania i przebywania ze swoją uroczą żoną jest film. Współpracował z miesięcznikami „Kino”, „Film na Świecie” i „Powiększenie”.(…) Dzięki temu, że pan Stanisław sprezentował Muzeum Polskiemu i mnie swoje publikacje, muszę stwierdzić, że chociażby „Zapiski” wielokrotnie trafiały mi prosto w serce” – powiedziała prezentując sylwetkę bohatera Małgorzata Kot, dyrektor wykonawcza MPA.
Słowa Małgorzaty Kot są najlepszą i bardzo skondensowaną opinią o twórcy, który ma w swoim dorobku setki podróży i tysiące fotografii dokumentujących przepych i biedę zwiedzanego świata. Kartkując książkę „Podróże” czytelnik przenosi się w bajkowy świat Indii, Tajlandii, Gwatemali, Nepalu i dziesiątków innych krajów i krain. Na zamieszczonych fotografiach widać ludzi, na których twarzach wyryta jest surowa codzienność i trudy życia. To niezwykle poznawcza i ciekawa lektura, podobnie jak i pozostałe trzy pozycje będące zbiorem dotychczasowych własnych publikacji z różnych dziedzin życia i kultury, uzupełnionym aktualnymi przemyśleniami. Mówiąc o autorytetach, którzy mieli wpływ na jego twórczość, przytoczył nazwiska Giedroycia, Miłosza, Grudzińskiego, Kołakowskiego oraz prof. Stefana Chwina, wykładowcy Uniwersytetu Gdańskiego, który sporo czasu poświęcił lekturze szczególnie dwóch pierwszych tomów. W swojej opinii o książce profesor napisał: „Ciekawa, drażniąca, rozgrzewająca mieszanka jakości – także w sensie literackim. Jest w tej książce wiele rzeczy świetnych, które czytałem z wielkim zainteresowaniem”. Obok zainteresowania różnymi dziedzinami sztuki Stanisław Błaszczyna z powodzeniem próbował swoich sił w rysunku.
Trwająca ponad dwie godziny część oficjalna sobotniego spotkania, prowadzonego przez Małgorzatę Kot i krytyka filmowego Zbigniewa Banasia, przeplatana była wystąpieniami Julity Mroczkowskiej, która recytowała poezję oraz czytała krótkie fragmenty książek bohatera wieczoru. Punktem kulminacyjnym było podpisywanie książek i rozmowy, które prowadzone przy lampce wina i smacznych przekąskach, przeciągnęły się do późnych godzin wieczornych.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak/NEWSRP
Dziennik Związkowy, 5 -7 października, 2018 r.

*  *  *

Spotkanie prowadzili dyrektor wykonawcza Muzeum Polskiego w Ameryce Małgorzata Kot oraz krytyk filmowy Zbigniew Banaś       (fot. Paweł Szubzda)

II

PODRÓŻE, KINO, LITERATURA, SZTUKA…
o wieczorze autorskim Stanisława Błaszczyny
(„KURIER”)

.

W ostatnią sobotę września w Muzeum Polskim w Ameryce miało miejsce niezwykłe wydarzenie, którym było spotkanie autorskie Stanisława Błaszczyny, publicysty, podróżnika, krytyka filmowego i fotografa, od blisko trzech dekad związanego ze środowiskiem polonijnym w Ameryce, byłego redaktora chicagowskich gazet, współpracującego również z prasą krajową. Okazją do wieczoru autorskiego było wydanie przez niego w ostatnich kilku latach czterech książek, którymi są „Zapiski”, „Artykuły Lektury Rozmowy”, „Kino Teatr Sztuka” oraz „Podróże”.

Spotkanie otwarła dyrektor wykonawcza MPA Małgorzata Kot, która przedstawiła sylwetkę autora: „Dzisiejszy wieczór łączy nas Błaszczyną. Pan Stanisław to podróżnik, fotograf, krytyk filmowy, publicysta. Osoba, która jest świetnym obserwatorem, komentatorem, puentystą… Jego rodzinne miasto to Leżajsk, natomiast emocjonalnie, biograficznie i sercowo związany jest z Krakowem. Mieszka w Stanach Zjednoczonych od 28 lat. Przez wiele lat był redaktorem rozmaitych polonijnych periodyków, między innymi ‘Dziennika Chicagowskiego’, tygodnika ‘Relax’, publikował w ‘Dzienniku Związkowym’. Jego artykuły ukazywały się również w prasie krajowej, w tym w tygodnikach ‘Wprost’ i ‘Polityka’. Przeprowadził w swoim życiu wiele wywiadów. Jest autorem pierwszej polskiej monografii o Parku Narodowym Yellowstone. Jedną z jego pasji, oprócz podróżowania i przebywania ze swoją uroczą żoną jest film. Współpracował z miesięcznikami ‘Kino’, ‘Film na Świecie’ oraz ‘Powiększenie’. (…) Dzięki temu, że pan Stanisław sprezentował Muzeum Polskiemu i mnie swoje publikacje, muszę stwierdzić, że chociażby ‘Zapiski’ wielokrotnie trafiały mi prosto w serce” – powiedziała Małgorzata Kot.

Spotkanie autorskie prowadził wraz z dyrektorką MPA Kot znany chicagowski krytyk filmowy Zbigniew Banaś, który przedstawił pokrótce zawartość poszczególnych publikacji, mówiąc, że „Zapiski” to chyba najbardziej osobista i wnikliwa książka autora, będąca zbiorem zapisków czynionych na marginesie jego podróży po świecie, spotkań z ciekawymi ludźmi, pisanych artykułów, przeczytanych lektur, obejrzanych filmów i obrazów… Książka będąca swoistym komentarzem do cywilizacji, wytworów ludzkiej kultury, na którą składają się sentencje i noty ujęte niekiedy w formę aforyzmu, maksymy, konkluzji, puenty… Odnoszące się do szeroko rozumianej kultury – literatury, kina, malarstwa i sztuki. Takie współczesne silva rerum.
W tomie drugim noszącym tytuł „Artykuły Lektury Rozmowy” znalazł się natomiast wybór najciekawszych artykułów autora publikowanych w różnych pismach – zarówno polonijnych, jak i krajowych – obejmujących szeroką tematykę kulturalną, która nie traci nic ze swojej aktualności. Są również recenzje książek, głównie klasyki oraz pozycji wydawniczych ważnych dla współczesnego świata, W książce tej zawarto także wywiady ze znanymi ludźmi, spośród których większość to wybitni twórcy polskiej kultury, poczynając od ikony polskiej piosenki Czesława Niemena, przez znanych reżyserów, takich jak Krzysztof Zanussi, Juliusz Machulski, Agnieszka Holland… po kompozytora muzyki klasycznej Henryka Mikołaja Góreckiego.
Trzecia książka „Kino Teatr Sztuka” zawiera wybór tekstów filmowych publikowanych w prasie popularnej i fachowej oraz zbiór ponad stu pięćdziesięciu recenzji najgłośniejszych filmów polskich i zagranicznych. Są tutaj również opisy kilku spektakli teatralnych, wystawianych przez artystów polskich w Chicago a także zbiór esejów na temat sztuki, zazwyczaj dość krytycznie odnoszących się do sztuki współczesnej.
„Podróże” to książka najbardziej kolorowa, bo zawierająca setki fotografii, jakie przywiózł autor – będący zarazem fotografem – ze swoich licznych wojaży po całym świecie. Wydawnictwo na poły albumowe, mieniące się wszystkimi barwami i ukazujące piękno odwiedzanych – najczęściej egzotycznych – krajów, ale zajmujące się też najciekawszymi i najbardziej malowniczymi zakątkami amerykańskiego Zachodu.

Ta prezentacja była wstępem do trwającej ponad dwie godziny rozmowy między prowadzącymi spotkanie a autorem, przeplatanej fragmentami książek Błaszczyny, które z niezrównanym kunsztem aktorskim przeczytała Julitta Mroczkowska. Publiczność zasłuchała się w opowieści o „Kobiecie z wagą”, słynnym obrazie Vermeera; o poetach przeklętych, czy wreszcie o przygodzie autora z amerykańskim kontynentem (w latach 90. ubiegłego wieku Stanisław Błaszczyna przez kilka lat zajmował się organizacją i prowadzeniem wycieczek turystycznych po Stanach Zjednoczonych).
Zważywszy na to, że zarówno główny bohater wieczoru, jak i moderator spotkania Zbigniew Banaś podzielają wspólną pasję, jaką jest dla nich kino, rozmowa dość długo – ale i zajmująco – toczyła się wokół filmów, zwłaszcza tych, które szczególnie dotknęły w przeszłości Błaszczynę, począwszy od słynnej „Persony” Bergmana, poprzez nie mniej głośnego „Taksówkarza” Scorsese’go, po współczesne filmy Alejandra Gonzáleza Iñárritu, które Błaszczyna szczególnie ceni i podziwia.
Mówiono również o literaturze, sztuce współczesnej, malarstwie… Błaszczyna podkreślił, że jego korzenie literackie znajdują się w XX wieku – że najwięcej w kształtowaniu swojego języka zawdzięcza takim pisarzom, jak Czesław Miłosz, Gustaw Herling-Grudziński, Witold Gombrowicz, Leszek Kołakowski, Sławomir Mrożek… Następnie pisarzom z kręgu paryskiej „Kultury” prowadzonej przez Jerzego Giedroyca, ale i tych skupionych wokół „Tygodnika Powszechnego”, którego redaktorem naczelnym był Jerzy Turowicz.
W pewnym momencie Zbigniew Banaś zaskoczył Stanisława Błaszczynę wątkiem bardzo osobistym, wpierw cytując fragment listu jaki napisał do Błaszczyny znany polski pisarz, wykładowca literatury na Uniwersytecie Gdańskim, prof. Stefan Chwin, a następnie prosząc o odniesienie się do przeczytanej opinii profesora: „Pana książka jest bardzo ciekawa jako świadectwo życia intelektualnego agnostyka, który jest w gruncie rzeczy człowiekiem religijnym i tylko chwilami wmawia sobie, że jest agnostykiem.” – na co Błaszczyna odpowiedział: „Cóż, wygląda na to, że Chwin mnie przejrzał, ale czy w rzeczywistości jestem człowiekiem religijnym, który wmawia sobie to, że jest agnostykiem? Nie wiem. To prawda – odczuwam swego rodzaju metafizyczną tęsknotę za jakimś Wyższym Sensem. Intuicja (ale też i rozum) mówi mi, że istnieje jednak jakiś wyższy Byt, Siła Nadrzędna – że wszyscy jesteśmy częścią jakiegoś niepojętego przez nas Planu; zaś uczciwość intelektualna (którą chcę zachować) sprawia, że jestem jednak jednocześnie człowiekiem sceptycznym i wątpiącym. Stąd ten agnostycyzm. Ale ja go sobie nie wmawiam – raczej się przed nim bronię, a mimo to, on zawsze mi jakoś w moim racjonalizmie wychodzi na wierzch i daje o sobie znać. Pod tym względem jestem takim człowiekiem trochę rozdwojonym – jak zresztą pewnie większość z nas, nawet tych, uważających się za chrześcijan, jak ja sam.”
Warto zresztą przy tej okazji przytoczyć bardzo pochlebną opinię prof. Chwina o pisarstwie Stanisława Błaszczyny, którą można wyczytać ze skrzydełka jednej z książek autora: „Ciekawa, drażniąca, rozgrzewająca mieszanka jakości – także w sensie literackim. Jest w tej książce wiele rzeczy świetnych, które czytałem z wielkim zainteresowaniem.”
Wśród tematów poruszanych podczas tego wieczoru nie mogło zabraknąć podróży, tym bardziej, że Stanisław Błaszczyna przygotował pokaz fotografii, które tysiącami przywoził ze swoich wypraw w bliższe lub dalsze zakątki naszego globu. Ilustracją do rozmowy o podróżach były więc obrazy m.in. z takich krajów i miejsc jak Indie, Tybet, Nepal, Chiny, Tajlandia, Wietnam, Birma, Kambodża, Laos, Singapur, Brazylia, Peru, Wyspy Dziewicze, Alaska, Hawaje, Kostaryka, Gwatemala, Meksyk, Kanada, Hiszpania, Włochy, Norwegia i wielu innych. Nie zabrakło również zdjęć ukazujących piękno ziemi amerykańskiej.

Po części oficjalnej spotkania, które odbywało się w pięknej scenerii Sali Głównej Muzeum, pełnej dzieł sztuki, rzemiosła i pięknych obrazów, miało miejsce podpisywanie książek, jak również rozmowy w bardziej kameralnych warunkach – między ludźmi, z których wielu się znało, podzielało wspólne pasje i wzajemnie lubiło. Sprzyjała temu nie tylko specjalna atmosfera całego wydarzenia, ale i smaczne przekąski tudzież białe i czerwone wino, rozwiązujące niewątpliwie języki, bo przecież – jak wszyscy wiemy – in vino veritas.
Wśród gości – a przybyło ich na spotkanie grubo ponad setkę – dostrzec można było wiele znanych wśród Polonii chicagowskiej osobistości. Wśród nich znaleźli się np. mecenas polskiej kultury, sponsor i przyjaciel Muzeum Polskiego w Ameryce Stephen Kusmierczak. kompozytor i pianista Jarosław Golembiowski, redaktorka naczelna „Dziennika Chicagowskiego” Alicja Otap z mężem, wieloletni publicyści tej gazety Krystyna Cygielska i Artur Partyka, Maria Zakrzewska – przedstawicielka Chicago Public Library, współ-założycielka Sceny Polonia Kinga Modjeska, mistrzyni i trenerka fitness Magda Huk „Dzika”, artystka-plastyk Ewa Uszpolewicz-Figurski, współ-właścicielka biura „Exotica Travel” Jolanta Kulka z córką Pauliną, właścicielka Księgarni Polonia Agata Szymczyk, animatorki polonijnych wydarzeń kulturalnych Anna Ejsmont i Anna Gliszczyńska, szefowa Studio 41 Elizabeth Stolarczuk, działacz społeczny i policjant w jednej osobie Martin Vogel… i wielu innych. Plakaty i plansze (pięknie wydane przez drukarnię Blue Box) pomagał rozwieszać sam dyrektor Teatru Chopina Zygmunt Dyrkacz. Również fotografów było wielu: Julita Siegel, Andrzej Baraniak, Dariusz Lachowski, Lesław Flis, Paweł Szubzda… Całe wydarzenia sfilmowali i nagrali Kinga i Kuba Łuczkiewicz z Road 28 Productions.
Pełen wrażeń wieczór przeciągnął się do późnych godzin nocnych.

Arkadiusz Słowiński
Kurier (19-25 pażdziernika, 2018 r.)

Zdjęcia: Dariusz Lachowski, Lesław Flis, Paweł Szubzda, Anna Zimny, Anna Ejsmont i archiwum

*  *  *

.

.

SPOTKANIE AUTORSKIE W CHICAGO

Kolejne spotkanie – tym razem w Ameryce.

Poprowadzą go Małgorzata Kot oraz Zbigniew Banaś.

Zapraszam więc wszystkich do Muzeum Polskiego w Wietrznym Mieście.

.

.

.

Wypada to jakoś nagłośnić, stąd te wizyty w takich miejscach jak te:

.

.