MASOWY CZŁOWIEK ZBUNTOWANY (José Ortega y Gasset – „Bunt mas”)

RZECZ O „BUNCIE MAS”  ORTEGI Y GASSETA

 

1. Dobrze jest czasem sięgnąć po klasykę.
Choćby tylko po to, by się dowiedzieć, czym ona jest naprawdę – jaką niesie treść, ile jest teraz warta, czy przystaje do naszych czasów…
Bowiem zbyt często nasza wiedza przypomina jakiś bryk – coś tam o czymś wiemy (ale nie do końca), ktoś tam o tym coś napisał (a my na tym dość bezmyślnie się opieramy), znamy jakieś chwytne hasło, (które wyjęte z kontekstu nabiera innego znaczenia, niż miało pierwotnie – tak jak to jest np. z „religią – opium dla mas” Marksa, czy z „biczem na kobiety” Nietzschego… etc.)
Pod tym względem wszyscy jesteśmy dyletantami.

2. Od czego wychodzi Ortega Y Gasset pisząc swój słynny esej o „buncie mas”?
Otóż od statystyki.
I już tutaj powinniśmy zachować czujny sceptycyzm, bo statystyka, oprócz tego, że może ujawnić prawdę o rzeczywistości, to równie dobrze może tę rzeczywistość fałszować.
Czy np. to, że w ciągu 114 lat (od 1800 roku do 1914) ludność świata ze 180 mln. wzrosła do 460 mln. uprawnia kogokolwiek do potraktowania ludzkości jako rozrastającej się „masy”?
(Cóż w ogóle mówią te liczby, skoro nie ma tu rozróżnienia przyrostu ludności na poszczególne kontynenty, cywilizacje, kultury… ani uwzględnienia sytuacji społeczno-politycznej w jakiej ten przyrost  naturalny się odbywa?)

Ponadto, czy tłok, jaki spotyka Ortega y Gasset w kinie, w tramwaju, na ulicach upoważnia go do wydawania kategorycznych sądów o tłumie, jako tworze amorficznym, niezindywidualizowanym, masowym?
Czy nie jest to po prostu uleganie iluzji wobec niemocy uchwycenia fenomenu, jakim jest poszczególna ludzka istota (w tłumie) i zamiast tego tworzenie jakiejś zbiorowej abstrakcji?

3. Chwali się Ortegę y Gasseta za przenikliwość wręcz proroczą – bo przecież przewidział on tryumf „człowieka masowego”, tudzież wskazał na grozę jaką niesie ze sobą omnipotencja nowoczesnego państwa i rodzący się totalitaryzm. Jednakże wiele jego uwag sformułowanych jest w taki sposób, że można je odnieść zarówno do sytuacji Europy w okresie między wojnami (Ortega y Gasset pisał swoją „La rebelión de las masas” w latach 20-tych XX wieku), do powojnia, jak i do czasów nam współczesnych.
Tu rodzi się pytanie: czy owa „kompatybilność” jest rzeczywiście dowodem na socjologiczno-historyczną przenikliwość, czy też po prostu świadczy o ogólnym i uniwersalnym charakterze tez autora, które da się zastosować do różnych okresów historii nowożytnej ?

4. Czym wg Ortegi y Gasseta jest „człowiek masowy” oraz sama „masa”?
Najlepiej będzie, jeśli oddamy głos jemu samemu:
„Masy możemy zdefiniować jako zjawisko psychologiczne, nie musi to być koniecznie tłum złożony z indywidualnych jednostek.”
„Masy to ‚ludzie przeciętni’. W ten sposób to, co było jedynie ilością, tłumem, nabiera znaczenia jakościowego; staje się wspólną społeczną nijakością. Masy to zbiór ludzi nie wyróżniających się niczym od innych, będących jedynie powtórzeniem typu biologicznego”.
„W diagram psychologiczny współczesnego człowieka masowego możemy więc wpisać dwie podstawowe cechy: swobodną ekspansję życiowych żądań i potrzeb, szczególnie w odniesieniu do własnej osoby, oraz silnie zakorzeniony brak poczucia wdzięczności dla tych, którzy owo wygodne życie umożliwili. Obie cechy są charakterystyczne dla psychiki rozpuszczonego dziecka”.
Jednym słowem, człowiek masowy to taki „zepsuty paniczyk”, którego cechuje również „skłonność do czynienia z zabawy i sportu głównej sprężyny życia; pielęgnacja własnego ciała, dbałość o urodę i strój; brak romantyzmu w stosunkach z kobietami; zabawianie się z intelektualistami z odczuwaniem w głębi duszy pogardy dla nich.” Tak naprawdę nie interesuje go nic, poza własnym dobrobytem.

Człowiek masowy to oczywiście niekoniecznie tylko ktoś przynależący do klasy robotniczej, proletariatu, plebsu… Może być on ównież naukowcem lub specjalistą; może wywodzić się zarówno z tzw. inteligencji, arystokracji, jak i burżuazji, czyli właściwie ze wszystkich warstw i klas społecznych.

Ortega y Gasset nie szczędzi nikogo:
„Prototypem człowieka masowego jest współczesny człowiek nauki. (…) Sama nauka – rdzeń cywilizacji – przemienia go w człowieka masowego, a więc czyni z niego prymitywa, współczesnego barbarzyńcę.”
O tzw. „specjaliście” zaś pisze: „Wobec polityki, sztuki, obyczajów społecznych i towarzyskich, a także wobec innych nauk przyjmuje postawę najgłupszego prymitywa; ale robi to z przekonaniem i pewnością siebie.”(…) „Każdy, kto chce, może zauważyć, jak głupio dziś myślą i postępują w takich sprawach jak polityka, sztuka, religia (…) ‚ludzie nauki’ i oczywiście, za ich przykładem, lekarze, inżynierowie, finansiści, nauczyciele, itp. (…) Oni to symbolizują obecnie imperium mas, które z nich w znacznej mierze się składa, a ich barbarzyństwo jest najbardziej bezpośrednią przyczyną demoralizacji Europy.”
„Nie są to głowy otwarte; stąd też bierze się ich notoryczna tępota i niezaradność.”

Dostaje się również politykom i to tym z najwyższej półki: „Na ogół polityk, i to sławny polityk, dlatego właśnie jest politykiem, że jest tępy.” Summa zaś może brzmieć tak: „Współczesny człowiek masowy jest faktycznie prymitywem, który bocznymi drzwiami wśliznął się na starą i szacowną scenę cywilizacji”.

I na koniec zdanie, które może nas jednak wpędzić w pewną konsternację: „Obecnie wszyscy to tylko masa”.
Zdanie, które na domiar złego Ortega y Gasset doprawia następującą konkluzją: „Taka właśnie jest straszliwa prawda o naszych czasach, przedstawiona brutalnie i bez osłonek”.

Jeśli chodzi o mnie, to również zgadzam się z tym, że jest to prawda straszliwa, ale nie dlatego, że ludzie nagle stali się „masą”, lecz dlatego, że właśnie za „masę” zaczęto ich uważać – i jak „masę” traktować.

5. Nie lubię kiedy ludzi określa się mianem „masa”.
Zważmy, że robiły to wszystkie państwa totalitarne, a konkretnie – przywódcy tych państw, którzy – wszyscy jak jeden – byli autokratami, dyktatorami i tyranami przepełnionym pogardą dla „mas”. Może właśnie dlatego byli jednocześnie tak skutecznymi „zamordystami”?
Hitler i Goebbels żywcem w swoich propagandowych tyradach cytowali np. Le Bona, który zanalizował zachowanie się ludzi „w masie”; podobnie zresztą jak Mussolini, który „Psychologię tłumu” tegoż autora trzymał nawet ponoć na nocnej szafce przy łóżku.

Czy to świadczy o tym, że Le Bon się mylił?
Nie, wręcz przeciwnie – często miał rację, (choć jego podejście do „tłumu” było jednak tendencyjne,  zabarwione ideologią i  pełne uprzedzeń.)
Tu chodzi jednak o coś innego, a mianowicie o humanitarny stosunek do społeczeństwa – o postrzeganie ludzkiej zbiorowości w całym jej zróżnicowaniu i złożoności, nie jako „masy”, a jako zbioru ludzkich indywidualności. W przeciwnym razie możemy mieć do czynienia z instrumentalnym traktowaniem nie tylko jednostki, ale i całego społeczeństwa: socjotechnika zamienia się wtedy w jedną wielką manipulację.

Rzeczywistość wokół nas ma również tę właściwość, że może się zmieniać w zależności od tego jak (i za pomocą jakich instrumentów) my ją postrzegamy i badamy (co ciekawe, ze zjawiskiem tym można się również spotkać w naukach tzw. „ścisłych” – vide: zasada nieoznaczoności Heisenberga).
Ludzie bardzo często zachowują się niczym lustro: odbijają swoim zachowaniem to, jak się ich traktuje, jak pojmuje, jaki się ma do nich stosunek…
Z takich samych ludzi składały się więc tłumy wiwatujące na cześć Hitlera, jak i tłumy zebrane na Placu Św. Piotra, by oddać hołd zmarłemu Janowi Pawłowi II.

6. Na czym wg Ortegi y Gasseta polega „bunt mas”?
Otóż na tym, że „masy” ośmielają się we współczesnej mu Europie sięgać po władzę, jakby posiadanie przez nich tej władzy rozumiało się samo przez się. Pisze on np., że „masy zhardziały w stosunku do mniejszości; nie są im posłuszne, nie naśladują ich ani nie szanują; raczej wprost przeciwnie, odsuwają je na bok i zajmują ich miejsce”.
„Dla chwili obecnej charakterystyczne jest to, że umysły przeciętne i banalne, wiedząc o swej przeciętności i banalności, mają czelność domagać się prawa do bycia przeciętnym i banalnym, i do narzucania tych cech wszystkim innym.”
„Człowiek masowy czując się pospolitym, żąda, by pospolitość była prawem i odmawia uznania jakichkolwiek nadrzędnych wobec siebie instancji.”

Mamy tu po prostu do czynienia z arogancją:
„Człowiek, który przypisuje sobie prawo posiadania własnego zdania na jakiś temat, nie zadając sobie uprzednio trudu, by go przemyśleć, jest doskonałym przykładem owego niezmiennego i absurdalnego sposobu bycia człowiekiem, który nazwałem ‚zbuntowaną masą’ „.
Otóż właśnie dlatego „dzisiejszy świat wszedł w okres poważnej demoralizacji, której jednym z objawów jest nieokiełznany bunt mas, a która bierze swój początek z demoralizacji Europy.”

7. Jakkolwiek wszystkie te wywody Ortegi y Gasseta na temat właściwości, cech i dążeń człowieka masowego, tudzież przejmowania przezeń władzy, nie wyglądałyby przekonująco i sugestywnie, to moim zdaniem nie jest jednak prawdą iż „masa” może przejąć władzę, a tym bardziej błędne jest założenie, że może ona rządzić. Jeśli już – to jest to władza i rządy podobne tym, jakie panują w pędzącym stadzie bydła, czyli coś, co jest impulsywne, okazyjne, chwilowe, instynktowne, żywiołowe, bezmyślne… jak np. zrywy rewolucyjne (dajmy na to zburzenie Bastylii, atak „tłuszczy” na Pałac Zimowy, czy pogromy „kryształowej nocy” w Niemczech).
W żadnym jednak razie podobne zachowania nie mogą konstytuować państwa, ani nawet egzekwować władzy.
Nawet jeśli przejmuje rządy ktoś, kto sam wywodzi się ze „stada” (np. plebejscy: Mussolini, Hitler, Stalin, Mao…) to w momencie, kiedy już ma on władzę w swoich rękach, z owego stada się wyodrębnia, dystansuje doń, a nawet wobec niego alienuje – przestaje tym sposobem zachowywać się stadnie (i choćby dlatego możliwy jest „kult jednostki”, stąd się też biorą partyjne „elity”), choć nadal ludzi, nad którymi zyskał władzę, traktuje on zazwyczaj jako „stado” (przy czym, należy podkreślić, że stwierdzenie to odnosi się do dyktatorów)..

Podobnie zresztą sprawy się mają w ustrojach, które nie są totalitarne, a liberalno-demokratyczne: „masa” może mieć złudzenie, że bierze udział w rządach, ale tak naprawdę władzę sprawuje elita rządowa (wraz z całą podległą jej – albo i nie – biurokracją i aparatem przemocy), nawet jeśli została ona wybrana spośród „masy”.
„Masa”, co najwyżej, może być mocą przyzwalającą (nota bene prawdą jest, że tylko wtedy państwo ma na tyle sił, by na dłuższą metę utrzymać istniejący ustrój, polityczne dążenia i ogólne status quo, jeśli ma na to przyzwolenie większości.)

Człowiek, który zdobywa władzę zmienia się diametralnie, bo zmienia się jego pozycja z podrzędnej na nadrzędną, inicjatywa i plan staje w jego gestii (jego wola może się zamienić w prawo), a tym samym przestaje być on częścią „bezwładnej” i „bezwolnej” „masy”.
Tego właśnie wydaje się nie brać pod uwagę Ortega y Gasset.

8. Język „Buntu mas” jest niezwykle sugestywny, Ortega y Gasset patrzy na współczesną sobie Europę przenikliwie i głęboko, analizuje i diagnozuje tak, że – jak podejrzewam – tym, którzy go wówczas czytali i rozumieli, cierpła ze strachu skóra a na głowie jeżył się włos. A i tak, to co się wkrótce zaczęło dziać, przerosło wszelkie wyobrażenia.

Wprawdzie nie podzielam jego metodologii, stosunku do „mas”, tzn. podchodzenia do grupy ludzkiej w sposób hurtowy, bez indywidualnego rozróżnienia, czyli traktowania społeczeństwa en bloc – właśnie jako „masy”, to jednak chylę czoła przed jego trafną dalekowzrocznością, jeśli chodzi np. o wskazanie największego zagrożenia ówczesnej Europy, jakim było rodzące się państwo totalitarne (i związane z tym przeradzanie się nacjonalizmu w faszyzm oraz uznanie przemocy i gwałtu za prima ratio funkcjonowania takiego państwa – wg Ortegi y Gasseta było to nic innego jak Magna Charta barbarzyństwa). I chodziło tu zarówno o faszyzm, (który Ortega y Gasset znał wówczas jedynie z dokonań Mussoliniego), jak i komunizm.

Jak mogę nie czuć szacunku i podziwu do człowieka, który – w 1929 roku! – pisze coś takiego:
„Bolszewizm i faszyzm są dwoma ‚nowymi’ w polityce wynalazkami, które odkryto w Europie i na jej krańcach. Stanowią one wyraźny przykład istotnego regresu. (…) To typowe ruchy ludzi masowych, kierowane przez ludzi poślednich, ponadczasowych, pozbawionych pamięci i ‚świadomości historycznej’, przybierają od początku formy przestarzałe, zupełnie jakby pojawiwszy się obecnie, należały zarazem do dawno wymarłej fauny.”
„Przekształcenie czegoś, co w samej swojej istocie jest zbrodnicze i niezdrowe, w coś zdrowego i normalnego, jest rzeczą niemożliwą, dlatego też jednostka stara się raczej dostosować do zastanej niezdrowej sytuacji, utożsamiając się w pełni z ową zbrodnią czy nieprawidłowością.”
„Rosyjski komunizm jest nie do strawienia dla Europejczyków, którzy w ciągu całych dziejów włożyli tyle zapału i wysiłku w sprawę indywidualizmu”.
I na koniec zdanie, które warte jest wprost czołobitnego chapeau bas:
„Niemniej – jeszcze raz to powtarzam – wydaje mi się rzeczą wielce prawdopodobną, że w najbliższych latach Europa zacznie entuzjazmować się komunizmem.”

Ortega y Gasset już wówczas (czyli jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy) wiedział czym pachnie faszyzm. Ponadto, nie tylko, że nie dał się otumanić komunizmowi, ale i przewidział wysiew tych wszystkich zachwyconych bolszewikami „użytecznych idiotów”, który wkrótce miał nastąpić wśród zachodnio-europejskich „elit” i „intelektualistów”.

*  *  *

(ilustracje: Zdzisław Beksiński)