UŚMIECH

Susan Sontag porównała fotografowanie do zbierania świata. Podczas moich podróży utrwaliłem i zebrałem wiele jego obrazów, w tym portretów ludzi, którzy się uśmiechali. Niektóre z tych uśmiechów kierowane były do mnie, dzięki czemu moje włóczęgi rozjaśniała często ludzka serdeczność. Oto mała kolekcja uśmiechów z różnych zakątków naszego globu.

.

hawajska tancerka

.

.

.

.

.

.

Czym byłoby życie bez uśmiechu? Nawet nie możemy sobie tego wyobrazić, tak przywykliśmy do niego, uważając go za coś zwykłego. A przecież śmiech – jeśli szczery – jest czymś bez mała cudownym. Przegania smutki, wzbudza sympatię, zwycięża wrogość, rozprasza melancholię, rozjaśnia świat, który bez uśmiechu byłby nie do zniesienia.

*  *  *

.

.

greydot.

Ojciec i syn z Varanasi (Indie)

Varanasi to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Indiach. To właśnie tam – na brzegach Gangesu – pali się zwłoki Indusów. Na przybyszu z innego rejonu świata robi to doprawdy niesamowite wrażenie. Przechodząc się wśród płonących stosów doznajemy wstrząsu – dociera do naszej świadomości to, w jak odmienny sposób ludzie różnych kultur podchodzą do śmierci. W pewnej chwili odwróciłem wzrok od płomieni stosów i mętnej wody Świętej Rzeki, zasłaniając się od swądu palących się ciał. I wtedy właśnie dostrzegłem tę śmiejącą się z całego serca parę – ojca z synem. Efekt był piorunujący: jednocześnie, w tym samym momencie, poczułem grozę śmierci i radość życia. Zawirowało mi w głowie.

greydot.

Pasterka z Radżastanu (Indie)

Dziewczyna spotkana przypadkowo na wiejskiej drodze pod Dżodpurem w indyjskim Radżastanie. Poprosiłem ją tylko, by popatrzyła się w kierunku zachodzącego Słońca – stąd to miękkie światło i… zniewalający uśmiech.

greydot.

Chocolate trio from Ocho Rios (Jamajka)

Czekoladowe trio z Ocho Rios. Trzy siostry (koleżanki?), które spotkałem w miasteczku Ocho Rios na Jamajce. Jamajczycy mają typowo południowy charakter: bywają gorący i namiętni. Te dziewczynki o namiętności jeszcze nic nie wiedzą, ale emanująca z nich radość oraz ciepło ich uśmiechów są już widocznym odbiciem jamajskiej duszy. O ile sobie przypominam, była wówczas niedziela – stąd te „kościółkowe” ubranka, w których dominowały róż i biel. Samo miasto zaś nie sprawiało dobrego wrażenia. Te uśmiechy uratowały jednak moje o nim wspomnienie.

greydot.

Senior spod Machu Picchu (Peru)

Rozbrajający uśmiech dziadzia spod Machu Picchu w Peru. Kiedy zjechaliśmy już z gór, gdzie rozłożone jest legendarne miasto Inków, natrafiliśmy na coś w rodzaju wiejskiej fiesty, w której brali udział dość cudacznie poprzebierani mężczyźni w różnym wieku. Również ten senior w jakże oryginalnym przybraniu głowy. Jak widać, nawet bezzębny uśmiech może mieć swój nieodparty urok.

greydot.

W drodze do szkoły (Dżajpur, Indie)

Jedne z najjaśniejszych i najczystszych uśmiechów z mojej kolekcji. To rodzeństwo emanuje niezwykłym ciepłem, które wyzwala się nie tylko poprzez uśmiech, ale i przez te młode, ufne i spokojne oczy. To był kolejny indyjski kontrast. Warto zwrócić uwagę na tło – niestety słabo tutaj widoczne. Dzieci, ubrane czysto i schludnie szły bowiem do szkoły po jednej z ulic Dżajpuru, która przypominała śmietnik i rynsztok zarazem. To zastanawiające, że najwięcej ludzkich uśmiechów wywiozłem z Indii – z kraju nieopisanej nędzy i mizerii.

greydot.

Piękność na Moście Brooklińskim (Nowy Jork, Stany Zjednoczone)

Beauty and the Bridge. Most jako bestia – w tle, a na pierwszym planie –  kontrast w formie kobiecego piękna i delikatności. Jasna skóra, blond włosy, zmysłowe usta, piękne rysy twarzy, a drugi plan – to ciężkie stalowe bele, grube metalowe nity, poręcz ławki z kutego żelaza i siatka chroniąca nas przed przepaścią… Extremes meet. Lubimy takie kontrasty – lekkość i ciężar, ulotność i stałość, kruchość i solidność – świat eksponuje swe detale, ostrzej rysuje kontury, podsuwa nam to co jest gorące i zimne, pomijając letnią średniość, która jest nudna, szara i bez smaku. (O moim spotkaniu na Moście Brooklińskim przeczytać można TUTAJ.)

greydot.

Legendarny Foxy ze swoją wysłużoną gitarą (Jost Van Dyke)

Bard Karaibów, o którym wiedzą wszyscy szwendacze po antylskich wyspach, plażach i zatoczkach: Philicianno Callwood, zwany i znany wszem i wobec jako Foxy. Mimo żę jest już teraz bogatym człowiekiem, to nadal chodzi boso i często zabawia gości (i siebie) grając na gitarze i śpiewając dowcipne, często sprośne (i właśnie naruszające taboo) piosenki, z których każda jest czymś w rodzaju miniaturowej opowieści… z humorem kąsającym różne absurdy i absurdziki tego świata. Występy Foxy’ego odbywają się na pełnym luzie, gdzie popadnie, sporo w nich improwizacji i interakcji z nadchodzącymi co rusz (i odchodzącymi – nikt tu nikogo na siłę nie trzyma) bardziej lub mniej przypadkowymi słuchaczami… A i widzami, bo Foxy (mimo 80-ki na karku) pełen jest czegoś w rodzaju… błazeńskiej dynamiki – gestykulacji i póz przypominających trochę lunatyka (czyt. lekkiego wariata). I choć nie wszyscy rozumieją wszystko co Foxy śpiewa – czy też deklamuje – ale zaśmiewają się już wszyscy… i to zaśmiewają szczerze, nawet przed uraczeniem się słynnym (nie tylko na JVD), wspomnianym już przeze mnie drinkiem zwanym adekwatnie painkillerem. (Więcej o moim spotkaniu z Foxy’m przeczytać można TUTAJ.)

greydot

Soooooo sweeeeet! Dziewczynka z lamą (Peru)

Dziewczynka spotkana w drodze znad Jeziora Titicaca do Cuzco w peruwiańskich Andach. Do dzisiaj nie wiem, czy uśmiech lamy był szczery, czy też… wyuczony ;)

greydot.

Trzy gracje na karaibskiej plaży (Aruba)

.

greydot.

Prząśniczka z Katmandu (Nepal)

I jeszcze jeden zniewalający uśmiech seniora – tym razem kobiety przy krosnach napotkanej pod Himalajami.

greydot.

Ludowy przyodziewek jednej z pod-andyjskich wiosek (Peru)

Peruwianka w fantazyjnym kapeluszu i równie oryginalnie haftowanym stroju.

greydot.

Uśmiechnięty reprezentant Europy (Paryż, Francja)

Oczywiście, nie może w naszej kolekcji zabraknąć uśmiechu ze Starego Kontynentu. I oto mamy – uśmiech młodego dżentelmena, sprzedawcy staroci w jednej z paryskich dzielnic. Nie wiadomo co bardziej podziwiać – gest i pozę czy szykowny, choć niemal sportowy, kostium.

greydot.

Carnival beauty from Rio (Rio de Janeiro, Brazylia)

Brazylijskie Rio de Janeiro w czasie Karnawału zamienia się w miasto szalone, tętniące życiem, kipiące erotyzmem i naładowane seksem. Ten uśmiech jest dla mnie niezwykły – łączy bowiem skromność i zawstydzenie z jednoznacznie wyzywającym strojem, niemalże negliżem. Okazuje się że taka fuzja też może mieć swój nieodparty sex-appeal.

greydot.

Smiling face to smiling face (Dominikana)

greydot.

Smiling ladies in red w natarciu (Indie)

.

greydot.

Indianie z Uros (Peru)

.

greydot.

Dziewczynka spod Angkor Wat (Kambodża)

.

greydot.

Rozbrajający uśmiech i dredy (Dominika)

.

greydot.

W tej twarzyczce to się po prostu zakochałem ;)  (Dominikana)

greydot.

Polskie dziewczyny w Utah (Stany Zjednoczone)

Ania i Ula na Dzikim Zachodzie – a konkretnie w Parku Narodowym Arches.

greydot.

Od chmurności, przez wstydliwość do uśmiechu (Antigua, Gwatemala)

Małe studium przełamywania lodów i zdobywania zaufania… tutaj: nieśmiałej dziewczynki z gwatemalskiego miasteczka Antigua.

greydot.

Polka w Krainie Klonowego Liścia (Percé Rock, Kanada)

I wreszcie uśmiech mojej żony :)

greydot.

greydot.

SZTUKA PATRZENIA W OCZY

Prawda w oczach dziecka – dziewczynka z plemienia Karibów na Dominice

*

Pęd za człowiekiem jako antropologiczną ciekawostką.
Wszystko jednak rozbija się o intencje.
Istnieje zasadnicza różnica między byciem ciekawym ludzi a ciekawskim – autentyczne zainteresowanie człowiekiem jako istotą niosącą ze sobą duchowość i kulturę zwiedzanego kraju, nie jest jednak tym samym, co powierzchowne kolekcjonowanie ludzkich obrazków, będące niczym innym jak zbieractwem kolejnych turystycznych pamiątek.
Fotografowany człowiek jako kolorowa żywa atrakcja – taka egzotyczna małpka, która robi jakieś fotogeniczne „fiku-miku” i zaraz potem wyciąga łapkę po orzeszka.
Nie chodzi mi o to, aby nie fotografować podczas podróży ludzi. Wprost przeciwnie – uważam, że moje podróże bez przywiezionych do domu zdjęć spotkanych podczas nich ludzi, byłyby znacznie uboższe – pozbawione czegoś cennego, czegoś co ciągle ginie we mgle zapomnienia, jeśli nie wspomoże się naszej pamięci jakąś techniczną protezą, np. fotograficznym aparatem czy kamerą. Zależy mi jednak na tym, aby ci fotografowani przeze mnie ludzie nie tylko nie gubili na zdjęciu swojej godności, lecz aby utrwaliło się na nim ich człowieczeństwo, co może brzmi cokolwiek patetycznie, ale czego nie można lekceważyć.

Tybetańskie pokolenia

Ucząc się fotografowania (a cały czas, robiąc zdjęcia, powinniśmy się uczyć) dość szybko zorientowałem się, że najbardziej lubię robić zdjęcia dzieciom i ludziom starym.*[1] Bowiem zarówno na twarzy dziecka, jak i starca uwidacznia się jakaś esencja człowieka, którą ten – będąc osobą dorosłą czy też „dojrzałą” – w jakiś zagadkowy sposób gubi. Co może nie tyle wynika z chęci ukrycia czegoś, co z pewnego rodzaju powściągliwości – przesunięcia na dalszy plan prawdziwej istoty własnej osobowości. Może jest w tym też coś z kamuflażu?
Dziecko, skonfrontowane z obiektywem aparatu, nawet jeśli robi głupiutkie, słodkie, czy „małpie” miny – jest spontaniczne, autentyczne, szczere – nic to z kamuflażem nie ma wspólnego.
Człowiekowi staremu natomiast nie zależy już na żadnej grze – najczęściej patrzy on wprost w obiektyw aparatu ze śmiałością i mądrością kogoś, kto dotknął już jakiejś fundamentalnej prawdy o życiu, kto przejrzał wszystkie nasze zwodnicze sztuczki i kto nie dba już o żadne upiększające a próżne zabiegi podobania się światu.

Ryszard Kapuściński napisał kiedyś: „Fotografowanie jest nie tylko czynnością mechaniczną – jest to również akt magiczny. Oddajesz mi swój wizerunek, którego od tej chwili staję się współwłaścicielem. Twoja twarz nie jest już twoją wyłącznie; zrobiłem jej zdjęcie i tym samym wszedłem w posiadanie jej cząstki, ­wiernej kopii, negatywu. Z tego negatywu mogę zrobić dowolną ich liczbę. Mogę skazać cię na niebyt, jeżeli retuszem usunę ją z grona innych, wśród których widniała na zdjęciu. Albo odwrotnie – mogę cię unieśmiertelnić, usuwając retuszem wszystkie inne twarze, a pozostawiając tylko twoją. Mogę właściwie zrobić wszystko – dać dowód, że żyłeś, lub też pokazać, że nigdy cię nie było.
Straszna i ryzykowna to rzecz stanąć przed obiektywem! Ludzie wyczuwają, że w akcie fotografowania jest jakaś tajemna magia i dlatego widok aparatu – zwłaszcza podczas działania – zawsze budzi w nich jakąś reakcję. Pozytywną lub negatywną, ale nigdy – obojętną.”

Tak, fotografowanie wymaga tej świadomości, że utrwalając czyjś obraz na kliszy czy w cyfrowej karcie pamięci, stajemy się niejako właścicielami cząstki drugiego człowieka. Dlatego fotografowanie wymaga również taktu. Ale i przydaje się też przy tym śmiałość. Oczywiście nie piszę tu o bezczelności robienia zdjęć przez paparazzich, które wg mnie żadnym fotografowaniem ludzi nie jest, a jest wobec nich ordynarną a niekiedy i brutalną agresją.
Tak więc, oprócz tego, że fotografowanie może być wielką przygodą, to wymaga jeszcze pewnego wyczucia. Niekiedy bowiem można zrobić komuś zdjęcie – wykorzystując np. chwilę czyjejś nieuwagi lub nieświadomości (a uchwycenie takiego momentu jest niekiedy dla uzyskania dobrej fotografii czymś niezbędnym) – ale zwykle możemy się domyśleć, czy wykorzystanie takiego zdjęcia (i w danym kontekście) byłoby dla kogoś czymś deprymującym, kłopotliwym, zawstydzającym…

Zwykle nie mam problemu z tym, aby bez wywoływania większego popłochu robić ludziom zdjęcia. Zazwyczaj wystarcza porozumienie za pomocą naszych oczu – jedno spojrzenie potrafi powiedzieć więcej, niż stek niezrozumiałych, czy nawet zrozumiałych, słów. Czasem jest to dla mnie spojrzenie na wagę złota.

*[1] Moja żona, przeczytawszy to, zgłosiła poprawkę, że to nie do końca jest prawda, gdyż na pewno lubię także fotografować kobiety – i to w każdym – a zwłaszcza młodym ;) – wieku. I że w tym to ona też dość szybko się zorientowała ;)

*

Prawda w oczach starego człowieka – pobożna seniorka z Lhasy (Tybet)

*

*

Stara kobieta z Chichicastenango (Gwatemala)

*

*

Bracia z St. Lucia (Karaiby)

*

*

Mała Majanka w masarni (Gwatemala)

 © ZDJĘCIA WŁASNE

Nową wystawę zdjęć ukazującą ludzi Tybetu można obejrzeć TUTAJ. Na stronie brulionu podróżnego znalazły się już także tybetańskie panoramy oraz Tybet w obrazach.

Jeśli ktoś chce popatrzeć także i na uśmiechy, może zaglądnąć TUTAJ.

*

SMILE!

Uiechnięte rodzeństwo z Delhi (Indie)

*
Uśmiech.
Czym byłoby życie bez uśmiechu? Nawet nie możemy sobie tego wyobrazić, tak przywykliśmy do niego, uważając go za coś zwykłego.
A przecież śmiech – jeśli szczery – jest czymś bez mała cudownym. Przegania smutki, wzbudza sympatię, zwycięża wrogość, rozprasza melancholię… Rozjaśnia mroki egzystencji.
Świat bez uśmiechu byłby nie do zniesienia.
Oto mała kolekcja uśmiechów zebrana przeze mnie w różnych częściach naszego globu.
*

Dziewczyna spotkana przypadkowo na wiejskiej drodze pod Dżodpurem w indyjskim Radżastanie. Poprosiłem ją tylko, by popatrzyła się w kierunku zachodzącego Słońca – stąd to miękkie światło i… zniewalający uśmiech.
*  *  *
*

Ojciec i syn z Varanasi (Indie)

Varanasi to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Indiach. To właśnie tam – na brzegach Gangesu – pali się zwłoki Indusów. Na przybyszu z innego rejonu świata robi to doprawdy niesamowite wrażenie. Przechodząc się wśród płonących stosów doznajemy wstrząsu – dociera do naszej świadomości to, w jak odmienny sposób ludzie różnych kultur podchodzą do śmierci.
W pewnej chwili odwróciłem wzrok od płomieni stosów i mętnej wody Świętej Rzeki, zasłaniając się od swądu palących się ciał.
I wtedy właśnie dostrzegłem tę śmiejącą się z całego serca parę – ojca z synem. Efekt był piorunujący: jednocześnie, w tym samym momencie, poczułem grozę śmierci i radość życia.
Zawirowało mi w głowie.
*  *  *
*

W drodze do szkoły (Dżajpur, Indie)

Najjaśniejsze i najczystsze uśmiechy z mojej kolekcji.
To rodzeństwo emanuje niezwykłym ciepłem, które wyzwala się nie tylko poprzez uśmiech, ale i przez te młode, ufne i spokojne oczy.
To był kolejny indyjski kontrast. Warto zwrócić uwagę na tło – niestety słabo tutaj widoczne. Dzieci, ubrane czysto i schludnie szły bowiem do szkoły po jednej z ulic Dżajpuru, która przypominała śmietnik i rynsztok zarazem.
To zastanawiające, że najwięcej ludzkich uśmiechów wywiozłem z Indii – z kraju nieopisanej nędzy i mizerii.
*  *  *
*

Chocolate trio from Ocho Rios (Jamajka)

Czekoladowe trio z Ocho Rios.
Trzy siostry (koleżanki?), które spotkałem w miasteczku Ocho Rios na Jamajce.
Jamajczycy mają typowo południowy charakter: bywają gorący i namiętni. Te dziewczynki o namiętności jeszcze nic nie wiedzą, ale emanująca z nich radość oraz ciepło ich uśmiechów są już widocznym odbiciem jamajskiej duszy.
O ile sobie przypominam, była wówczas niedziela – stąd te „kościółkowe” ubranka, w których dominowały róż i biel. Samo miasto zaś nie sprawiało dobrego wrażenia. Te uśmiechy uratowały jednak moje o nim wspomnienie.
*  *  *
*

Dziadziu spod Machu Picchu (Peru)

Rozbrajający uśmiech dziadzia spod Machu Picchu w Peru.
Kiedy zjechaliśmy już z gór, gdzie rozłożone jest legendarne miasto Inków, natrafiliśmy na coś w rodzaju wiejskiej fiesty, w której brali udział dość cudacznie poprzebierani mężczyźni w różnym wieku. Również ten senior w jakże oryginalnym przybraniu głowy.
Jak widać, nawet bezzębny uśmiech może mieć swój nieodparty urok.
*  *  *
*

Soooooo sweeeeet! Dziewczynka z lamą (Peru)

Dziewczynka spotkana w drodze znad Jeziora Titicaca do Cuzco w peruwiańskich Andach. Do dzisiaj nie wiem, czy uśmiech lamy był szczery, czy też… wyuczony ;)
*  *  *
*

Dziewczynka z lizakiem (Lago de Atitlán, Gwatemala)

Gwatemala to miejsce, gdzie do dzisiaj żyje kilka milionów potomków legendarnych Majów. W tej dziewczynce bez wątpienia płynie krew plemienia, które zawładnęło na kilkaset lat Ameryką Środkową,  by wkrótce popaść w ruinę i to zaledwie w ciągu życia  jednego pokolenia. Dziewczynka sprzedawała haftowany rękodzieło, w którym specjalizują się mieszkańcy wiosek położonych w cieniu wielkich wulkanów nad Jeziorem Atitlán.
*  *  *
*

Carnaval beauty from Rio (Rio de Janeiro, Brazylia)

Brazylijskie Rio de Janeiro w czasie Karnawału zamienia się w miasto szalone, tętniące życiem, kipiące erotyzmem i naładowane seksem.
Ten uśmiech jest dla mnie niezwykły – łączy bowiem skromność i zawstydzenie z jednoznacznie wyzywającym strojem, niemalże negliżem.
Okazuje się że taka fuzja też może mieć swój nieodparty sex-appeal.
*  *  *
*

Prząśniczka z Katmandu (Nepal)

I jeszcze jeden zniewalający uśmiech seniora – tym razem kobiety przy krosnach napotkanej pod Himalajami.
*  *  *
*

Ludowy przyodziewek jednej z pod-andyjskich wiosek (Peru)

Peruwianka w fantazyjnym kapeluszu i równie oryginalnie haftowanym stroju.
*  *  *
*

Zadowolone z życia Japonki (Honolulu, Hawaje)

Dwie japońskie dziewczyny (Koreanki?) na Hawajach.
Uśmiech cokolwiek pozowany, niemniej jednak szczery.
Nawet jeśli wymuszamy swój uśmiech, w pewnym momencie może się on stać czymś autentycznym… Wtedy nas nie razi.
Uśmiech sztuczny i nieszczery szybko się demaskuje. I niekiedy staje się nawet czymś trudnym do zniesienia.
*  *  *
*

Młodziutkie Tajki (Bangkok, Tajlandia)

Cóż tu będę krył – z wszystkich Azjatek najbardziej podobają mi się kobiety z Tajlandii.
Lecz mam tu na myśli nie tylko urodę – chodzi mi również o charakter i sposób bycia. Nie ma chyba milszych kobiet za świecie niż Tajki… naturalnie, z wyjątkiem naszych kochanych Polek.
*  *  *
*

Uśmiechnięty reprezentant Europy (Paryż, Francja)

Oczywiście, nie może w naszej kolekcji zabraknąć uśmiechu ze Starego Kontynentu. I oto mamy – uśmiech młodego dżentelmena, sprzedawcy staroci w jednej z paryskich dzielnic. Nie wiadomo co bardziej podziwiać – gest i pozę czy szykowny, choć niemal sportowy, kostium.
*  *  *
*

Od chmurności, przez wstydliwość do uśmiechu (Antigua, Gwatemala)

Małe studium przełamywania lodów i zdobywania zaufania… tutaj: nieśmiałej dziewczynki z gwatemalskiego miasteczka Antigua.
*  *  *
*
A NA KONIEC… JESZCZE KILKA UŚMIECHÓW Z INDII:
*
*
*
*
*
*
*
*
*

CUDA TWOJE I MOJE

„Zadziwienie” (Playa de Carmen, Jukatan, Meksyk)

 

I.

Zadziwiony wszystkim co dookoła mnie
w dziwnym i cudownym spektaklu się mieni
od wschodu do zachodu słońca
także i w mroku co tajemnicą kuszącą tchnie
w noc kochanków przemienione drżenia
rozkoszy, która spazmem chwyta ten jeden sens
zagubienia w tak rozszumiałej i rozdygotanej dżungli
zmysłów zamkniętych w ciele pełnym
ciemnej i jasnej materii

Wszelkie odcienie szarości i barwy
rozszalałe na firmamencie nieba i ziemi
okrytej gęstą siatką życia wciskającego się
w każdą piędź ziemi i betonu z rozlaną plamą
ropy i rozległym brudnym kalejdoskopem śmietniska

To miasto udaje świetlistą katedrę a jest tylko
sztucznym ludowiskiem pełnym kominów
banków, spiżarni, latryn i kościołów
z wysuniętymi ku niebu czułkami wież

A jednak cuda nie tylko się zdarzają
ale i płyną nieustannym strumieniem
w moich żyłach i nerwach drżących
ciągłym podnieceniem, gdy tak patrzę i czuję
jak kaskadą spływa na moje ramiona, barki
i głowę… cała ta lekkość i cały ten ciężar
małych i dużych niesamowitości

 

„Krzątająca się pszczoła” (Mt. Rainier, stan Waszyngton, USA)

 

II.

Weźmy taki wschód słońca, któremu wszak daleko jeszcze
do zachodu – tego morza krwawej czerwieni
albo pszczołę opętaną zapachem nektaru i lepką
od słodyczy upychanej w każdy plaster miodu

Weźmy lekką mgiełkę i ulewny deszcz,
szum wiatru, pisk kurczęcia lub odgłos pioruna
pajęczynę srebrną z kosmosem pająka
czekającego na zbłąkaną muchę
A także szkliste oko sarny, pomruk niedźwiedzia
wydrę z nosem zadartym do góry i bobra
machającego ogonem przy obgryzaniu drzewa

Czy to nie cud taka tęcza na przykład?
Albo cud jeszcze większy – chłopiec na plaży
z zadartą do góry głową i z oczami
utkwionymi w cudowne spektrum barw
– w ten wielki spektakl na niebie
pełen chmur skłębionych, rozświetlonych,
łapiących ostatnie promienie słońca
które kładą się gdzieś na dnie naszej duszy
uciekając przed nadchodzącą burzą

III.

Czyż nie jest to zdumiewające
jak mocno lgniemy
do materii, którą skądinąd mamy
za śmiertelnego wroga?

Jakże miły naszemu oku jest ten błysk
– ów refleks na krawędzi szafiru, opalu czy złota.
Srebrne łańcuchy, pyszne branzolety
jasny kryształ z wyrżniętymi zeń dłońmi
albo jedwab gładki niczym skóra niemowlęcia

Zachwycamy się kamieniem
rozświetlonym jak klejnot w górskim potoku
igraszkami porannego słońca.

Jest „gwiaździsty dyjament” Norwida
bajecznie kolorowe jajo Fabergé
niezwykłe desenie marmuru z Carrary
granit, którego abstrakcji
nie powstydziłby się sam malarz Pollock…
Stalowy, świetlisty ptak Brancusi’ego
i zwykły gliniany garnek Picassa
(nie wspominając już o boskiej Piecie
równie boskiego Michała Anioła)

IV.

Kto mówi, że nie ma cudów?
A czy on sam nie jest cudem
mimo, że nazywa siebie tylko
… workiem na stare kości?
Czy cudem nie jesteś Ty sam (albo sama)
– mimo, że czasem wstydzisz się spojrzeć
w lustro, albo zajrzeć wgłąb swego wnętrza?

Czy nie jest cudowne to, że zdołałaś (zdołałeś)
przeczytać ten wiersz do końca
i zrozumieć cokolwiek z tego co tu napisałem?
A może nawet poczuć to, co i ja poczułem?
I zamienić to w elegię, sonet, rapsod, poemat…
Albo zwykły żart, który na moment rozbudzi
Twoje niewątpliwe poczucie humoru?
Hm…

*  *  *

 

„Iluminacja na pustyni” (Białe Piaski, Nowy Meksyk, USA)

*

„Pajęczy mikrokosmos” (Park Narodowy Lodowców, Montana, USA)

 *

Kamienie w strumieniu igrają ze słońcem (Góry Skaliste, Kanada)

Wielki spektakl na niebie (zachód słońca nad rezerwatem Nawahów, Arizona, USA)

*

Uśmiech.
Czym byłoby życie bez uśmiechu?
Nawet nie możemy sobie tego wyobrazić, tak przywykliśmy do niego – uważamy go za coś zwykłego.
A przecież śmiech jest czymś cudownym.
Przegania smutki, wzbudza sympatię, zwycięża wrogość, rozprasza melancholię…
Rozjaśnia mroki egzystencji.

Świat bez uśmiechu byłby nie do zniesienia.

* * *

 
 © ZDJĘCIA  AUTORA 

Ilustrujące tekst fotografie pochodzą z następujących zbiorów:

– chłopiec na plaży   ( MEKSYK: JUKATAN )

– pszczoła na kwiatku   (  MT. RAINIER LATEM  )

– człowiek na piasku   (  WHITE SANDS )

– pajęczyna w lesie i kamyczki w strumieniu   (  WATERTONE – GLACIER

– chmury na niebie   (  GDZIE SŁOŃCE WSCHODZI I KĘDY ZAPADA )

– uśmiechy   (  LUDZIE INDIILUDZIE NEPALU,  LUDZIE JAMAJKI,  LUDZIE PERU  )