CZYJA TRAGEDIA? – KRYZYS UCHODŹCZY W EUROPIE

Zdecydowałem się przerwać swoje blogowe milczenie, bo właśnie dzieje się w Europie coś ważnego, co mnie dotyka niemal osobiście. Zebrałem więc kilka moich – dość luźno powiązanych – uwag i komentarzy, jakie w ostatnich dniach poczyniłem przy różnych okazjach, by wyrazić moje o tym kryzysie humanitarnym opinie. Oczywiście zdaje sobie sprawę z ich fragmentaryczności – z tego że nie mam monopolu na prawdę i że mogę się zwyczajnie i po ludzku mylić.

Konfrontacja postaw i wartości każdej ze stron w największym kryzisie uchodźczym w historii powojennej Europy (fot. Sedat Suna)

Ludzie i zasieki. Konfrontacja postaw i wartości każdej ze stron w największym kryzysie uchodźczym w historii powojennej Europy (fot. Sedat Suna/EPA)

.

Co najmniej dziwne wydają się próby rozlokowania uchodźców/migrantów po Europie co do ułamka procenta – według jakiegoś tam algorytmu (zasobności, możliwości, populacji danego kraju, chęci?) Widać w tym biurokratyczną mentalność funkcjonariuszy UE, którym się wydaje, że wszystko mogą załatwić za pomocą liczb (przez co samych ludzi de facto traktuje się jak liczby).

A czy ktoś bierze pod uwagę to, że niemal wszyscy ci uchodźcy/migranci chcą się dostać do Niemiec (część do Szwecji i Wielkiej Brytanii?) Jak więc ma to w praktyce wyglądać? Ludzi będzie się rozlokowywać po całej Europie nie pytając ich o zdanie gdzie chcą zamieszkać? Wbrew ich woli? Decydował będzie urzędnik? Czy może odbędzie się jakieś losowanie?

A jeśli już ci ludzie znajdą się w jakimś kraju, to czy będą tam trzymani pod przymusem? Bez swobody poruszania się – a tym samym – decydowania o sobie? (Co w takim razie z ideą Schengen?)
Już nie piszę o konieczności logistycznego rozwiązania tego problemu, ani nawet (mając na uwagę nasz kraj) o ogólnej niechęci Polaków do „obcych” (piszę dość eufemistycznie o „niechęci” rodaków, by nie nazwać tego ksenofobią czy wręcz wrogością).

Coś mi się wydaje, że urzędnicy EU (wraz z przywódcami krajów Unii) szykują kolejny bigos – a dobre intencje można będzie sobie o kant tyłka rozbić, bo w praktyce spowoduje to chaos.
Dobrze gadać – podnosić wartości chrześcijańskie czy solidarnościowe – brylować politycznie i humanitarnie – trudniej to mądrze zrealizować.

* * *

Czy nas (Europę, cywilizację Zachodu) może coś ten kryzys nauczyć? Choćby tego, że mieszając w obcym, nienależącym do naszego obszaru kulturowego rejonie świata (np. Bliski Wschód), destabilizując leżące tam kraje, (co najczęściej powodowane jest “ustawianiem” ich pod nasze zachodnie interesy)… etc. trzeba się liczyć z konsekwencjami – i to nie tylko w postaci demontażu tych krajów (jak np. Libia) czy setek tysięcy ofiar rozpętanych wojen i konfliktów (z tym jakoś dajemy sobie łatwo radę – bo nasza empatia rzadko sięga poza nasze rodzime opłotki) – ale i w postaci milionów uchodźców, którzy będą szturmować nasz kontynent – co już możemy nieco dotkliwiej poczuć na własnej skórze?

Ale my chcemy zjeść ciasto i je mieć. Eksploatować świat, dokonywać ekspansji (choćby ekonomicznej), globalizować – a jednocześnie żyć sobie w ciepełku na naszej zielonej wyspie, niepokojeni przez nikogo.
A to się tak nie da.

* * *

Obecny kryzys znów spolaryzuje całą Europę – o Polakach nie wspominając. Będzie też – czy też raczej już jest – okazją do konfrontacji rzeczywistych, a nie tylko deklarowanych wartości wśród członków europejskich społeczeństw. Mnie np. uderza rozbieżność miedzy tzw. „wartościami chrześcijańskimi”, (wśród których jedną z ważniejszych jest przecież miłosierdzie i miłość bliźniego) a faktyczną postawą polityków, którzy zdecydowanie mianują siebie katolikami, a wykazują się obojętnością na tragedię uchodźców z Azji i Afryki, odmawiając ich przyjęcia i udzielenia im pomocy – lub ignorując potrzebę solidarnego uporania się z zaistniałym kryzysem przez wszystkie państwa należące do Unii Europejskiej. Nie podoba mi się też zdecydowanie wartościowanie tych migrantów pod względem religii i wiary: „dobrzy” chrześcijanie i „źli” muzułmanie – pierwszym należy pomóc, drugim nie za bardzo (bo to przecież gorsi inni, a na dodatek terroryści). Zaiste samarytańska to postawa, godna prawdziwego Chrześcijanina. *

* * *

Zgadzam się, że w dużej części jest to migracja o podłożu także ekonomicznym. Oczywiste jest, że zarabiają na tym całe gangi cwaniaków i bandytów, którzy bez skrupułów poświęcają życie ludzkie dla paru tysięcy dolarów (to nimi przede wszystkim powinna się zająć Unia Europejska, likwidując te siatki – lecz, jak widać, nie ma do tego żadnych instrumentów).

Jednakże ludzi z objętej wojnami Libii czy Syrii, powinno się traktować w tej chwili jako uchodźców. Trudno – widząc dzieci, które się poniewierają, giną, toną – przerzucać się argumentami, czy ich rodzice uciekają przed śmiercią z rąk siepaczy ISIS, czy po to, by żyć w normalnych, ludzkich warunkach, (których już nie ma w ich kraju) albo czy to są imigranci, czy uchodźcy…
Faktem jest, że te rodziny potrzebują pomocy.
Sprawy polityczne (jak również ekonomiczne) są tutaj drugorzędne (co nie znaczy, że nie ważne).

A na marginesie: zarówno politycy (vide: m.in. Donald Tusk), jak i polskie media powinny zaprzestać głoszenia bzdury, że Syryjczycy to są uchodźcy “afrykańscy”. (Od kogo jak od kogo, ale od przewodniczącego Rady Europejskiej powinno się wymagać wiedzy geograficznej na poziomie przynajmniej ucznia szkoły podstawowej.)

* * *

Jestem przekonany, że bez amerykańskiej agresji wojskowej na Irak (2003 r.) nie byłoby ISIS (a wiec i obecnego kryzysu z uchodźcami w Europie). (Korekta: nie powinienem pisać “amerykańskiej”, bo w ataku na Irak wzięły także udział wojska australijskie, brytyjskie, duńskie i polskie.)

A przy okazji dwie ciekawostki (wbrew pozorom – wcale niehumorystyczne):
– Siły Zbrojne RP działały w ramach Operacji Iracka Wolnoć (zamienionej później w Trwała Wolność (jeszcze lepiej!)
– po raz pierwszy od II wojny światowej Wojsko Polskie zaatakowało inny kraj, i to bez wypowiedzenia wojny

Przypomnę tylko jeszcze, że ówczesne władze Polski usprawiedliwiały tę inwazję nie tylko sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi (wersja oficjalna), ale i (expressis verbis) korzyściami ekonomicznymi, jakie Polska odniesie angażując się w wojnę w Iraku (co było według mnie nie tylko bezczelne, ale i nikczemne, bo żadne względy ekonomiczne nie mogą usprawiedliwiać wojny).
Jak się skończyły te nasze “interesy”, to też powinniśmy pamiętać (naturalnie: aferą korupcyjną z udziałem polskich “biznesmenów”)

* * *

Ktoś z komentujących na blogu Daniela Passenta En passant napisał: „Z takich krajów przybywają uchodźcy. Z krajów, w których nie ma poszanowania prawa jako takiego, porządek opiera się na poszanowaniu władzy. Poszanowanie nie wymuszone prawem, ale przemocą. Szalona różnica jeśli chodzi o mentalność.”

Czy naprawdę tym co spowodowało wojnę domową w Syrii było poszanowanie władzy? Przecież to, jakie jest rzeczywiste „poszanowanie” dla władzy, można było zobaczyć kiedy wściekli “poddani” linczowali Kadafiego. Albo obalali pomnik Husajna. Albo wykopali wreszcie Mubaraka z egipskiego tronu.

Nie, to nie żadne “poszanowanie” władzy, tylko terror autorytaryzmu i uległość wobec dyktatury. (“Poszanowanie” wymuszone przemocą nie jest żadnym poszanowaniem.) Zasadnicza różnica. Czy można się więc dziwić, że ludzie ci odreagowują ten “zamordyzm”, któremu są poddawani w swoich krajach? Ci migranci znajdują się teraz w bardzo specyficznej sytuacji, w ekstremalnych warunkach, pod wielką presję (nie piszę teraz, czyja to wina, ale stwierdzam prosty fakt). Zachowują się nienormalnie bo znaleźli się w nienormalnej sytuacji i warunkach.

Z kolei, na tym samym blogu, ktoś inny odmowę przyjęcia przez niektórych uchodźców żywności na dworcu w Budapeszcie, skomentował: Węgierską pomocą gardzą, albo nie jest im potrzebna? To by stawiało sprawę w innym świetle… na co odpowiedziałem:

I to jest właśnie nasza wielka podatność na obrazki, propagandę, “światło”… Wystarczy, że pokaże się ciało 3-letniego chłopca, a już cała Europa i pół świata wzruszona (wcześniej zupełnie nie reagując na tysiące trupów uchodźców w Morzu Śródziemnym, o ciężarówce z 71 zaduszonymi ludźmi nie wspominając – ot, kolejny news).
Wystarczy, że pokaże się kilku arabskich wyrostków, którzy nie chcą chipsów i butelek z wodą od chcących ich upchać w obozie Węgrów – a już: niewdzięczne „byczki”, którym się w głowie przewróciło… etc. I dlatego trzeba na to spojrzeć w “innym świetle” (najlepiej w takim, jakie nam pasuje).

Swoją drogą te maski na twarzach i rękawice ochronne noszone przez tych Węgrów rozdających żywność uchodźcom/migrantom, to też są bardzo wymowne: w podświadomości (a może i świadomości?) sporej części Europejczyków ci ludzie są “nieczyści”, skażeni – są nosicielami wszelkich śmiertelnych chorób (w tym terroryzmu) – to tacy “trędowaci”, wręcz “zombies” od których za wszelką cenę trzeba się odizolować (i których należy izolować).

 * * *

Uprzedzając posądzenie mnie o jakiś naiwny idealizm dodam, że dobrze zdaję sobie sprawę z różnic kulturowych, jakie nas dzielą z muzułmanami, czy ogólnie: z mieszkańcami państw arabskich. Wiem też o zachowaniach agresywnych, przemocy i rozróbach jakich dokonują zwłaszcza młodzi uchodźcy, którzy dostali się na teren Europy. Nie można też – stosując naszą perspektywę laicką – zrozumieć pewnych sytuacji, jak np. odmowę przyjęcia przez nich pomocy (żywność, ubrania, lekarstwa) tylko dlatego, że umieszczone były one w pudełkach ze znakiem czerwonego krzyża, (który muzułmanie utożsamili z chrześcijaństwem). Takie zachowania na pewno nie wzbudzą sympatii Europejczyków wobec migrantów, wręcz przeciwnie. Skandaliczna jest też moim zdaniem obojętność bogatych państw islamskich, takich jak Arabia Saudyjska, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar wobec swoich muzułmańskich współwyznawców. Jak widać świat islamski łatwo się solidaryzuje i oburza w wielkich manifestacjach, kiedy obraża się ich proroka, ale kiedy przyjdzie pomóc swoim braciom w wierze, to ma ich daleko w d…

Ale czy wobec tych faktów mamy zrezygnować z wartości, które sami wyznajemy i uznajemy za nasze cywilizacyjny i humanitarny dorobek? Rozwiązanie tego kryzysu nie jest łatwe, ale wierzę, że jest to możliwe. Musimy być konsekwentni, także wobec samych siebie. Koniec końców mogę powtórzyć to, co napisałem dokładnie rok temu w tekście „O zderzeniu cywilizacji i samozachowawczym instynkcie”:

„…istnieją pewne granice, których nie powinno się przekroczyć, a nasza postawa winna być logiczna i konsekwentna: jeśli cenimy takie wartości, jak demokracja, tolerancja, wolność słowa, poszanowanie innych… etc. (a wartości te są produktami Zachodu), to powinniśmy się przeciwstawić tym, którzy owych wartości nie przestrzegają (i to bez względu na ich pochodzenie, kolor skóry, religię, narodowość…), a którzy zaczynają (chcą, zamierzają) wpływać na rzeczywistość (państwową, społeczną, kulturową) w jakiej żyjemy. Nasza tolerancja winna się więc kończyć tam, gdzie zderza się ona z czyjąś nietolerancją. Nie łudźmy się, że jesteśmy w stanie poszanować wartości, jakie wyznają inni, jeśli kłócą się one – albo wręcz zaprzeczają – wartościom, które przyjęliśmy my sami.

Jak by na to nie patrzeć kraje zachodnie udzielają gościny tym, których przyjmują jako imigrantów. Nie tylko grzeczność, ale i uczciwość oraz sprawiedliwość wymagają tego, aby w domu, w którym jesteśmy gośćmi, zachowywać się tak, by nie burzyć jego spokoju, nie obrażać gospodarzy, nie lekceważyć wartości, które on ceni.”

* * *

* DOPISEK. A jednak Kościół w Polsce zajął wyraźne stanowisko w tej sprawie. Gazeta.p w artykule zatytułowanym „Prymas Polski o uchodźcach. Jednym zdaniem przypomniał, na czym polega chrześcijaństwo” przedstawia stanowisko polskiego episkopatu: „Potrzebą chwili staje się w Polsce przyjęcie uchodźców z krajów północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Według nauki Kościoła mamy powinność przypominać społeczeństwu o chrześcijańskim obowiązku pomocy uchodźcom ratującym swoje życie z krajów objętych działaniami wojennymi. Pomoc ta powinna być organizowana wobec wszystkich uchodźców bez względu na religię i wyznanie.” (…) „Państwa powinny eliminować przyczyny masowej emigracji” – zaznacza episkopat. Gazeta.pl przytacza też wypowiedzi abp Józefa Kupnego, który na pytanie, czy należy przyjmować tylko chrześcijan, stwierdził: „Nie wolno dzielić ludzi na lepszych i gorszych, bardziej i mniej godnych ratowania życia.” i dodał:  „Państwa powinny wzmocnić wysiłki, aby stopniowo eliminować przyczyny, które powodują, że całe społeczności opuszczają swoją rodzinną ziemię. Na pewno państwo i społeczeństwo nie może wziąć na siebie ciężarów, które są nie do uniesienia lub które spowodują destabilizację sytuacji ekonomicznej lub zachwianie bezpieczeństwa jego obywateli. Tutaj jednak oczekujemy działań polityków i stosownych organów państwowych. Chodzi przecież nie tylko o to, by przyjmować uchodźców, ale by stworzyć tym, których przyjmiemy, godziwe warunki funkcjonowania.”

.