MOUNT RAINIER – najpiękniejsza góra świata

.

.

All Nature’s wildness tells the same story – the shocks and outburst
of earthquakes, volcanoes, geysers, roaring, thundering waves and floods,
the silent uprush or sap in plants, storms of every sort
– each and all are the orderly beauty-making love-beats of Nature’s heart.

John Muir

 

       „Cała dzikość Natury opowiada tę samą historię – drżenia i wybuchy trzęsień ziemi, wulkanów, gejzerów; grzmiące, ryczące fale i potopy; ciche wędrówki soków w roślinach; wszelkiego rodzaju sztormy – wszystko to, osobno i razem, składa się na harmonijne, tworzące piękno, miłosne bicie serca Natury.”

       Zacząłem ten tekst od jednego z wielu natchnionych cytatów Johna Muira, mojego bohatera-naturalisty, człowieka najbardziej chyba zasłużonego dla ochrony amerykańskiej przyrody, który już pod koniec XIX wieku – jako prezydent dopiero co założonej przez siebie organizacji Sierra Club – dokładał nieustannych wysiłków, by nie tylko deklaratywnie, ale i formalnie ochronić piękno Mount Rainier. Muir ukochał wiele „dzikich” zakątków amerykańskiego Zachodu, ale jego największą miłością – oczywiście obok Doliny Yosemite – była właśnie góra Tacoma vel Rainier. Wraz z sześcioma towarzyszami wspiął się na jej szczyt już w 1988 roku, którą to wyprawę opisał w swoim artykule „An Ascent Of Mount Rainier”. Od tamtego czasu wygłosił mnóstwo odczytów, napisał wiele innych artykułów, nie tylko opiewając urodę tego wyjątkowego miejsca w stanie Waszyngton, ale i starając się o przyznanie mu statusu ziemi specjalnie chronionej. Jego wysiłki przyniosły skutek i w 1899 roku Kongres Stanów Zjednoczonych utworzył Park Narodowy Mount Rainier.

       Można powiedzieć, że duchowymi (ale i filozoficznymi) „ojcami” Muira byli przejęci transcendencją i duchowością Natury, słynni amerykańscy idealiści-romantycy Henry David Thoreau oraz Ralph Waldo Emerson, wraz z ich panteizmem i uniwersalizmem – poczuciem zespolenia człowieka z obdarzoną boskimi atrybutami Naturą, bo tylko ta łączność może objawić nam prawdziwą istotę naszej duszy, a tym samym dostarczyć sensu egzystencji. Emerson twierdził, że najszczęśliwszym człowiekiem jest ten, który potrafi od Natury nauczyć się lekcji oddawania czci – religijnego ubóstwienia. A nikt inny nie potrafił tego robić lepiej i głębiej, niż John Muir, który wielbił i uświęcał Naturę, nawet w tych jej brutalnych, gwałtownych i bezwzględnych przejawach. Jego świątyniami były doliny, rzeki, jeziora, lasy… Otoczony splendorem przyrody i pochłonięty przez jej bogactwo pisał: „W obecności Natury dzika rozkosz przenika człowieka, mimo jego smutku i cierpienia.”
Myślę, że Muir te słowa Emersona przyjąłby jak swoje: „Powiadam wam, w dzikości jest przetrwanie świata… Dzikość jest istotą życia. Najpełniej żyje to, co najbardziej dzikie. Kiedy pragnę się odrodzić, szukam najciemniejszego lasu, najgęstszego i najbardziej nieprzebytego, szukam najbardziej odludnych mokradeł, z dala od zgiełku miast. Wchodzę tam jak do świętego miejsca, sanctum sanctorum. Tam właśnie tkwi moc, istota Natury. Mówiąc krótko, wszystko co dobre jest dzikie i wolne” – pisał autor „Walden, czyli życie w lesie”. Myślę, że łatwiej te słowa zrozumieć i przeżyć właśnie w pobliżu takich miejsc, jak Wielka Góra – Tacoma.

.

Tipsoo Lake – Naches Peak Trail

.

        Według mnie góra Tacoma (może się doczekam, kiedy – podobnie jak to było z McKinley’em przemianowanym kilka lat temu na Denali – wróci się do pierwotnej nazwy góry, jakiej Indianie używali tysiące lat przed Europejczykami, którzy „ochrzcili” Tacomę nadając jej imię jakiegoś tam admirała Rainiera) jest NAJPIĘKNIEJSZĄ GÓRĄ ŚWIATA.
A jeśli ktoś posądziłby mnie tu o przesadę (na dodatek egzaltowaną), to jestem w stanie dokładnie i dość obszernie to stwierdzenie umotywować. Bowiem mam tu na uwadze nie tyle widoczne niekiedy z odległości prawie 300 km pokryte białą czapą śniegu skalno-lodowe cielsko góry, ale przede wszystkim to, co dzięki Tacomie powstało wokół niej, a co przecież też jest częścią góry.

       Ów superwulkan pojawił się tu mniej więcej pół miliona lat temu i od tamtego czasu ulegał erozji oraz przemianom, które ukształtowały jego zbocza, dzięki czemu w tym rejonie mamy teraz tak oszałamiająco zróżnicowaną rzeźbę terenu – topografię stanowiącą zachwycającą kompilację dolin, kanionów, rzek, jezior, wzgórz, kaskad, wodospadów… Powstała przy tym gleba umożliwiła z kolei rozwój bujnego życia – zarówno fauny, jak i flory. Tak więc niższe partie Mt. Rainier porastają gęste lasy i prastare bory; wyżej zaś mamy alpejskie łąki, które latem zamieniają się w niewiarygodnie piękny kolorowy kobierzec kwitnących dzikich kwiatów. No a w tym wszystkim spotkać można setki gatunków zwierząt i ptaków. To bogactwo i różnorodność składają się na unikalną w skali całego naszego globu mozaikę, która fascynuje i oczarowuje nie tylko pięknoduchów.

       Ktoś by mógł powiedzieć: przecież inne góry mają ciekawsze kształty, są bardziej znane, wręcz święte… No tak, ale to jednak mało by dziwaczny kształt, mitologia czy nawet religijna wzniosłość – przynajmniej w moich oczach – czyniły z nich Miss piękności. Dlatego Tacoma jest dla mnie bezkonkurencyjnie najpiękniejsza.
W Parku Narodowym Mount Rainier byłem wiele razy i mimo, że schodziłem dziesiątki kilometrów tutejszych szlaków (których atrakcyjność i uroda oczywiście walnie przyczyniają się do mojej opinii o całej górze) to za każdym razem wracam tu z radością i zawsze odkrywam coś nowego (bo Tacoma cały czas żyje swoją przemianą i w rytm następujących po sobie pór roku). Tak też jest i teraz[*]: obrazy, które mnie tu otaczają będą mi się śnić po nocach. A jednak dobrze jest również utrwalić je w fotograficznym kadrze… co też niniejszym czynię, przy okazji dzieląc się tym z Wami.

.

W borze – Summerland Trail

.

[*] Słowa te pisałem we wrześniu 2020 roku, podczas mojej ostatniej wyprawy do Parku Narodowego Mount Rainier. Pochodzą z niej również zamieszczone tutaj zdjęcia. Niestety, robiłem je smartfonem, więc pozostawiają wiele do życzenia. Lepszej jakości fotografie Mt Rainier, jak również opis jednej z poprzednich podróży do stanu Waszyngton, można obejrzeć i przeczytać we wpisie „Raj w cieniu Wielkiej Góry” oraz w galeriach zdjęć TUTAJ TUTAJ. Warto do nich zajrzeć, bo każda pora roku dostarcza innych obrazów Parku, a dzikie kwiaty kwitną najpiękniej w pełni lata.

*  *  *

PARĘ UWAG PRAKTYCZNYCH

       Oczywiście najlepszą porą, by wybrać się do parku jest lato, a zwłaszcza lipiec i sierpień, kiedy to jak szalone kwitną na górskich łąkach piękne dzikie kwiaty, co – kiedy po raz pierwszy to zobaczyłem – wydało mi się cudownym zjawiskiem wręcz nieziemskim, zwłaszcza w tej niesamowitej górskiej scenerii, z olbrzymimi lodowcami w tle. (Nota bene na Mt Rainier znajduje się największa ilość lodowców, wziąwszy pod uwagę góry poza Alaską. Mimo, że coraz bardziej topnieją, to nadal jest ich 26.)
Mount Rainier jest też najwyższą z wszystkich gór/wulkanów Gór Kaskadowych (prawie 4 400 m n.p.m.), Jest tak kolosalna i masywna, że ma swój własny klimat. Dramatycznie zmieniają się też na niej warunki atmosferyczne, w zależności od położenia nad poziomem morza. Doświadczyłem tego zwłaszcza podczas jednej z wcześniejszych wizyt. Było to w połowie czerwca, kiedy u podnóża góry była jeszcze wiosna, trochę wyżej już takie nieśmiałe trochę lato, zaś w jej połowie panowała jeszcze na całego zima (o skutej lodem czapie wulkanu i jego zasypanych głębokim śniegiem wysokich zboczach nie wspominam).

       Myślę, że aby tak naprawdę cieszyć się z wizyty w Parku Narodowym Mt Rainier, należy spędzić w nim co najmniej 5 – 7 dni (1 lub 2 dni to jest według mnie ledwie rekonesans) i naturalnie każdego dnia wybierać się na jego szlaki (listę tych, które sam przemierzyłem – wraz z ich oceną – podaję poniżej). Są dwa rejony w Parku, które obowiązkowo należy odwiedzić: słynny, leżący na południowym zboczu góry Paradise, oraz leżący po północno wschodniej stronie Sunrise. (Próba odwiedzenia tych dwóch miejsc w ciągu jednego dnia jest karkołomna, bo krętymi drogami w parku jedzie się całymi godzinami).

       Znalezienie miejsca noclegowego w obrębie parku latem jest nie lada wyczynem, jeśli nie robi się tego na ładnych kilka miesięcy wcześniej. Choć próbować warto, gdyż gospody/hotele National Park Inn (Longmire), czy zwłaszcza Paradise Inn są miejscami atrakcyjnymi samymi w sobie, a poza tym to doskonałe bazy wypadowe do eksploracji Parku (o cenach wolę tu nie pisać). Jeśli to się nie uda, to nie należy rozpaczać a poszukać noclegu w dwóch miejscowościach (lub w ich okolicy): Ashford (wjazd do parku południowo-zachodni Nisqually) albo Packwood (wjazd południowo-wschodni Ohanapecosh).
Ashford jest miejscem zdecydowanie lepszym (zarówno, jeśli chodzi o dostęp do Paradise, jak i ilość noclegowni), ale jeśli planuje się spędzić w pobliżu góry więcej niż 3 – 4 noclegi (najlepiej 7), to proponuję 5 nocy przespać w Ashford, zaś 2 noce w Packwood (skąd wygodniej wybierać się we wschodnie rejony parku, a zwłaszcza do Sunrise, czy na wspaniały szlak Naches Peak Loop Trail.

.

Bench Lake – Snow Lake Trail

    .

       Życzę każdemu, aby przynajmniej raz w życiu znalazł się w pobliżu Wielkiej Góry, zachwycił się jej widokami, oszołomił pięknem kobierców kwitnących łąk, przemierzył jak najwięcej szlaków… Oczywiście na Mt Rainier można się wspiąć (próbuje to robić blisko 10 tys. ludzi każdego roku – choć na szczyt udaje się dotrzeć połowie tych śmiałków, gdyż nie jest to zabawa dla wszystkich). Wulkan też można obejść liczącym 150 km szlakiem Wonderland Trail, który jest bez wątpienia jednym z najwspanialszych górskich szlaków świata (zwykle zajmuje to ludziom 10 dni). Przy okazji: najlepszą próbką tego szlaku jest dwudniowy Summerland Trail. Zaś niemal każdy w miarę sprawny parkowy gość – nawet ten jednodniowy – jest w stanie przejść nie mniej słynny Skyline Trail, który jest absolutną rewelacją.

       Zanim pokażę garść zdjęć Parku, poniżej podam listę szlaków, o której już wspomniałem powyżej. Nazwy szlaków wymieniam wraz z ich oceną, którą oczywiście należy traktować subiektywnie. Szklaków jest więcej, podaję tylko te, które sam przeszedłem. Myślę, że zaliczają się one do najlepszych. Ich stopień trudności jest różny, tak samo jak czas, jaki musi się przeznaczyć na ich przejście (wszystkie są uważane za tzw. day hikes, a pokonać je może każdy w miarę sprawny piechur). Jeśli chodzi o oceny, to stosuję cenzurki takie, jakie obowiązywały w naszych latach szkolnych, kiedy to piątka była oceną najwyższą.

  • Skyline Trail    +5
  • Rampart Ridge    -4
  • Comet Falls & Van Trump Trail    5
  • Trail of the Shadows    -4
  • Alta Vista Summit    +4
  • Nisqually Vista    4
  • Dead Horse Creek    4
  • Pinnacle Peak Saddle    -5
  • Bench Lake & Snow Lake    -5
  • Box Canyon    -4
  • Silver Falls    -4
  • Grove of the Patriarchs   +4
  • Naches Peak Loop    5
  • Sourdough Ridge Nature Lake    +4
  • Mount Fremont Lookout    -5
  • Sunrise Rim    -5
  • Tolmie Peak    -5
  • Twin Firs Loop    -4

Happy trails to you!

*  *  *

Na szlaku Naches Peak Trail

.

Mount Rainier – potęga i majestat Wielkiej Góry (Ania nad Jeziorem Bench Lake)

.

.

.

Na „ławeczce” z pnia nad jeziorem Bench Lake – z widokiem na Wielką Górę

.

© ZDJĘCIA WŁASNE

Więcej o Mount Rainier: TUTAJ; zdjęcia z różnych pór roku: TUTAJ i TUTAJ

.