ASCEZA CZY HEDONIZM ? (Hermann Hesse, „Siddhartha”)

Gdzie szukać sensu? W czym jest spełnienie? Jak osiągnąć satysfakcję? W jaki sposób można dokonać afirmacji własnego, jednostkowego bytu?

W prostocie, abstynencji, umiarkowaniu… w negacji przyjemności i odrzuceniu rozkoszy? (Bowiem: vanitas vanitatum!)
Czy też w życiu pełną piersią, spijaniu jego słodyczy, niepohamowanym cieszeniu się światem – w rozkoszy ciała, w ekstazie, w uniesieniu – radując się chwilą? (Bo przecież: carpe diem!)

Czy nigdy nie zadawaliśmy sobie podobnych pytań?
Czy stać nas było na to, by podążać ścieżką, która nas nęciła, którą chcieliśmy wybrać, albo która wydała się nam prawdziwa? Czy nasza ludzka słabość lub zaniechanie nie zrewidowało naszych dążeń i wyborów? Czy coś lub ktoś nie decydował za nas? (Choćby przypadek – nasze wychowanie, uwarunkowania, społeczna tresura, ograniczenia, kultura, charakter? Albo też przywiązanie do jednego miejsca, obawa przed otwarciem na coś innego, nieznanego i obcego?)

A może rozwiązaniem jest tzw. „złoty środek” – umiarkowanie, wstrzemięźliwość, balans, równowaga? Odrzucenie ekstremum, unikanie ekscesu? Czy jednak przez to nie skazujemy się na życie nudne, monotonne, rutynowe i bezbarwne?

Takie i inne myśli mogą przyjść człowiekowi do głowy po odłożeniu „poematu indyjskiego” Hermanna Hessego „Siddhartha” .

 

Bohater Hermanna Hessego żyje w czasach Buddy (dochodzi nawet do jego z nim spotkania; nota bene ma również takie samo imię, jak „Przebudzony” – w książce zwany także „Wzniosłym” – oraz podobne bramińsko-arystokratyczne pochodzenie). I poszukuje sensu, satysfakcji, spełnienia, przebudzenia, wyzwolenia…
Czy w tym wszystkim zdolny jest on jednak do odnalezienia samego siebie? A może do… wyparcia własnego ego (co uznać można przecież za utratę siebie samego)?
Porzucając wygodne życie w dostatku i w ustalonym przez tradycję porządku, rezygnując ze szczęścia, które może dać mu życie rodzinne (w czym wszak nie znajduje satysfakcji – nawet w fakcie zostania ojcem) wyrusza w świat na poszukiwanie „drogi dróg”.
Do czego dochodzi? Co znajduje? Co wybiera? Jak się to wszystko dla niego kończy?

Siddhartha nr 1: PUSTELNIK i ASCETA

 Będąc kimś uprzywilejowanym, mając dostęp do łatwej egzystencji bez większych trosk i preblemów, samemu będąc młodym i pięknym, zaczyna dostrzegać marność świata i życia, które go otacza, jego rozkład i cierpienie: „… i wszystko to nie było warte jego spojrzenia, wszystko kłamało, wszystko cuchnęło, cuchnęło kłamstwem, udawało sens, szczęście i piękno, w kryło w sobie zgniliznę. Świat smakował gorzko. Życie było udręką.”

Hinduski asceta (sadhu). Orchhia, Indie.

Rzuca więc dom, własnego ojca, żonę, nowo-narodzonego syna, rozdaje swoje bogate szaty ubogim, zaczyna pościć, oddawać się samodyscyplinie i medytacjom. Ma tylko jeden cel: „wyzbyć się wszystkiego, wyzbyć się pragnień, wyzbyć się marzeń, wyzbyć się radości i cierpienia. Obumrzeć dla samego siebie, wyzbyć się siebie, znaleźć spokój w opustoszałym sercu, zapomnieć o samym sobie (…) Kiedy jaźń zostanie pokonana i umrze, kiedy ucichną wszelkie zapały i drgnienia serca, musi się obudzić to coś ostatecznego, ten rdzeń istnienia, który nie jest już jaźnią, ta wielka tajemnica.”

Czy mu się to udaje?
W dużym stopnia tak. Osiąga to, do czego aspiruje każdy ascetyczny mędrzec – jest bliski ascetycznej doskonałości, zostaje szamanem wybitnym: wie jak czekać, myśleć i pościć, potrafi przenikać świat; może się stawać ptakiem, kamieniem, wodą, szakalem i drzewem. Lecz mimo to… nie jest zdolny do tego, by do końca pozbyć się własnego JA. Poznał tysiące różnych dróg, ale… ciągle wracał do samego siebie. Przeczuwał nicość, ale… wracał do tego samego kręgu cierpienia, narodzin, bytu i śmierci. Nirwana była dla niego czymś nieosiągalnym.
Więc nie mógł się pozbyć coraz częściej nawiedzających go myśli, wątpliwości i wracającego zwątpienia: „Czym jest kontemplacja? Czym jest porzucanie ciała? Czym jest post? Czym zatrzymanie oddechu? Ucieczką od ja, krótkim wytchnieniem od udręki bycia sobą, krótkim odurzeniem, które chroni przed bólem i bezsensem życia. (…) Znajdujemy pociechę, znajdujemy odurzenie, zdobywamy umiejętności i tym się łudzimy. Ale tego, co istotne, drogi dróg, nie znajdujemy. (…) Celem moich poszukiwań był atman, był brahman, zgodziłem się rozrywać swoje JA na cząstki, zrywać kolejne warstwy, aby odnaleźć to, co kryje się w jego nieznanym wnętrzu, rdzeń, atman, życie, boski pierwiastek, źródło źródeł. Ale w ten sposób utraciłem samego siebie.”

Chce więc samego siebie odnaleźć. Porzuca ascetyzm, wyrzeczenia, posty… takoż złudzenie, iż jakakolwiek nauka, jacykolwiek mędrcy i mistrzowie (a spotkał się był przecież nawet z samym Buddą) mogą go czegoś więcej nauczyć. Postanawia samego siebie poznać i od samego siebie się uczyć.

Siddhartha Nr 2: SYBARYTA i KRÓL ŻYCIA

Nasz bohater rozgląda się więc wokół, otwiera wreszcie oczy i w zadziwieniu, tudzież w zachwycie, patrzy na otaczający go świat, jakby po raz pierwszy go zobaczył: „Świat był piękny, świat był kolorowy, był dziwny i pełen zagadek! Mienił się błękitem, żółcią, zielenią, niebo i rzeka płynęły, las i góra stały w miejscu, wszystko takie piękne, takie zagadkowe, cudowne, a pośród tego wszystkiego stał przebudzony Siddhartha.”
Wszystkie te rzeczy nie były już „omamem (…), nie były zasłoną mai, nie były bezsensowną i przypadkową wielością zjawisk, które głęboko myślący bramin lekceważy – gardzi bowiem wielością, a szuka jedni. (…) Sens i istota znajdowały się nie gdzieś poza rzeczami, ale w nich, we wszystkim.”

Hinduski sybaryta. Shekhawati, Radżastan.

Siddhartha budzi się, i czuje się jak nowo-narodzony – postanawia więc zacząć swe życie zupełnie od nowa. A świat widziany nowymi oczami jest świeży, piękny, obiecujący i kuszący. Siddhartha czuje się pewny siebie, wie, że w jego zasięgu są bogactwa, dobra wszelakie i przyjemności, a może je uzyskać dzięki tym samym przymiotom, które mu pozwoliły osiągnąć stan niemalże doskonałego ascetyzmu. Wyrusza więc na podbój realnego świata i dość szybko zdobywa to, do czego zdąża – wielki majątek, sługi, kochanki, podziw i uznanie; odkrywa rozkosze stołu i łoża, oddają mu się najponętniejsze kobiety, chłonie to wszystko, jest nienasycony, cieszy się tym przez wiele najlepszych lat swojego życia, kiedy czuje się w pełni sił i kiedy dopisuje mu zdrowie.
Jednakże ciągle ma wrażenie, że bierze udział w jakiejś… grze; nadal czuje się aktorem, który odgrywa jakąś rolę. Nie może się przy tym pozbyć dystansu do samego siebie – i do tego wszystkiego, co robi. Nie czuje solidarności z ludźmi, którzy go otaczają. Zazdrości im ich dziecięcej naiwności, (która pozwala im na tak wielkie przywiązanie do życia – do swoich planów i nadziei); zazdrościł im nawet ich „dziecinnej głupoty” (dzięki której mogą być bez przerwy zakochani we własnych złudzeniach, jak również w sobie samych).
On do tego nie jest zdolny. Nie osiąga satysfakcji, jest nienasycony, czuje się wypalony i rozczarowany, dopada go znużenie, opuszczają siły, przeczuwa zbliżającą się starość. Milknie w nim głos, którym kierował się w najlepszym okresie swojego życia. Zamiast tego nachodzą go refleksje, które okazują się nad wyraz gorzkie: „Świat schwytał go w swoje sidła, spętały go uciechy, żądze, rozleniwienie, a wreszcie ta przywara, którą zawsze jako najgłupszą i najbardziej miał w pogardzie i wyszydzał: żądza posiadania. Spętały go na koniec własność, posiadanie, bogactwo – przestały być igraszką i błahostkami, stały się łańcuchem i ciężarem.”

Co robi Siddhartha, by wyrwać się z tego zaklętego kręgu poszukiwań? Czy znajduje jakąś trzecią drogę? Czy osiąga wreszcie spokój i spełnienie?
Nie… na te pytania nie odpowiem (wybaczcie). Może tym sposobem zachęcę kogoś do sięgnięcia po książkę Hessego?
Uważam, że warto.

* * *

PS. Przyznaję, iż miałem gotowy komentarz do „Siddharthy”, lecz postanowiłem go tu nie zamieszczać. Po części dlatego, by nie powiększać długości wpisu; jednak głownie po to, by pozostawić sprawę jaką zajmuje się tekst, otwartą – tę kwestię wyborów, jakich dokonujemy w naszym życiu, skłaniając się to ku ascetyzmowi, ograniczeniom i wyrzeczeniu, to znów ku hedonizmowi, korzystając z radości, przyjemności i rozkoszy, jakich może dostarczyć nam świat i życie.
Kto więc jest nam bliższy? Asceta czy sybaryta?
Tylko nie odwołujmy się do jakiegoś „złotego środka” i rozsądku (bowiem, czy na pewno chcemy wybierać banał i przeciętność?)

* * *

Mnich na świątynnym wzgórzu (Lop Buri, Tajlandia)

 

( © Zdjęcia autora )