OGNISKO W ZIMIE

Jacob van Ruisdael („Scena zimowa z młynem”)

 

*  *  *

Dobra ta zima, która rodzi nadzieję na nadejście wiosny. Pod lodem, który skuł rzekę płynie woda pełna uśpionego życia. W oddali, na horyzoncie jaśnieje złotawa poświata – promienie słońca kładą się na sino-niebieskich, ołowianych chmurach. Ludzie, okutani w ciepłe kożuchy, oddają się nieśpiesznej krzątaninie wokół własnych spraw; zwierzęta czekają, nawet dzieci z większym spokojem przyglądają się zamrożonemu światu… Co też to będzie dalej? Trudno o odpowiedź – w zimnym powietrzu zawieszona jest tylko niepewność. A ciepło? Czy poczuć go można tylko przy domowym ognisku? Skrzące się światło, emanujący gorącem żar! To te trzaskające i sypiące iskrami płonące polana – hipnotyzujący nasze oczy ogień; płomień, który rozgrzewa nie tylko naszą skórę, ale i serca. Jakże łatwo przy nim o senną melancholię. Młyn zastygł także. Skrzydła wiatraka znieruchomiały. Ziarna zmielone na mąkę i ziarna zachowane na wiosenny posiew – coś umiera, coś żyje dalej, coś się narodzi. Przetrwanie i przemiana. Stagnacja i przesilenie. Bezruch i porusznie. Oczekujemy, że coś – lub ktoś – nas wyzwoli, że zostaniemy oczyszczeni i wkrótce zacznie się nowe życie, nawet dla takich starych worków na kości, jak my.

 

WESOŁYCH ŚWIĄT!

 

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!

*

*