ŚWIATOWID

.

.

Ostatnio stronę Wizji Lokalnej zdominował film, więc proponuję przenieść się do świata realnego i obejrzeć garść moich zdjęć z różnych zakątków globu, które umieszczam sukcesywnie na stronie „Światowid”.

.

.

Wszystkie zdjęcia w oryginalnej wielkości obejrzeć można TUTAJ.

.

DEKALOG PODRÓŻNY

.

Na Czarnej Plaży - Hawaje

Na Czarnej Plaży – Hawaje

.

W swojej książce „The Tao of Travel” Paul Theroux podaje chętnym do wyruszenia w świat dziesięć zasad (porad):

.
1. Wyjedź z domu
2. Podróżuj samotnie
3. Podróżuj lekko.
4. Weź ze sobą mapę
5. Podróżuj lądem
6. Przejdź pieszo przez granicę narodową.
7. Prowadź dziennik
8. Czytaj powieść, która nie jest związana z miejscem, w którym przebywasz
9. Jeśli musisz mieć telefon komórkowy, staraj się go nie używać.
10. Zaprzyjaźnij się

.

Ciekawe. Jednak należy pamiętać, że pan Theroux jest podróżnikiem „zawodowym”, tudzież pisarzem profesjonalistą – a to po to, by się nie wpędzać w niepotrzebne kompleksy.
Poza tym, zaczął on to swoje włóczęgi po świecie w czasach kiedy podróżowało się zupełnie inaczej niż dzisiaj (i to nie tylko dlatego, że nie było jeszcze wówczas przewodników Lonely Planet).

Można by rady Theroux poddać szczegółowej i rozległej analizie, jednakże pozwolę sobie tutaj na rzucenie kilku dość luźnych uwag à propos każdego „przykazania”.

Ad 1. No tak, wyjazd z domu wydaje się warunkiem koniecznym do tego, by poznać świat indywidualnie, doświadczyć go na własnej skórze, poczuć wszystkimi zmysłami – przemieniając też to wszystko w doświadczenie duchowe. Wprawdzie można podróżować jedynie palcem po mapie i we własnej wyobraźni – ale czy to może zastąpić prawdziwą podróż? To jest dobre jeśli jest impulsem do działania, jeśli stanowi preludium naszej przygody – mobilizując nas do poczynienie konkretnych planów podróży, które znajdą w końcu swoje spełnienie.

Ad 2. Dobrze jest podróżować samotnie. Dobrze jest podróżować w towarzystwie. Tak czy siak… dobrze jest podróżować w ogóle. Jeśli jednak podróżujemy z kimś, to oczywiście towarzystwo to jest bardzo ważne. Tak więc powinno być ono dobre – także wtedy, kiedy podróżujemy samotnie i jesteśmy skazani na towarzystwo samego siebie.
Coś jednak jest na rzeczy w tej radzie Theroux, by podróżować samemu. Bo wydaje się, że podróżnik, kiedy jest sam, może się bardziej skoncentrować – i to nie tyle na sobie, co na własnych doświadczeniach. Ale przede wszystkim na świecie, który poznaje – wejść w bliższy kontakt ze spotkanymi ludźmi (chodzi zarówno o tubylców, jak i innych podróżnych) oraz z miejscami, które odwiedza.

rejs po Brahmaputrze - Tybet

Rejs po Brahmaputrze – Tybet

Ad 3. Tak, dobrze jest mieć lekki bagaż – i nie czuć tego ciężaru posiadanych rzeczy na grzbiecie. Choć ciężar, jaki się ma w duszy, może jednak sprzyjać naszej podróży i ją pogłębić. Przydaje się też więc tzw. „bagaż” doświadczeń. Lecz to prawda: czy widział ktoś prawdziwego podróżnika z wielkimi walizami wypełnionymi toną ubrań na zmianę? Większości wystarcza plecak. I nie mówi się wtedy zbyt dużo o higienie, która nie idzie raczej w parze z włóczęgowskim szlajaniem się po świecie

Ad 4. Mapa jest ważna. Uwielbiam mapy! Wszystkie moje podróże rozpoczynają się od dokładnego studiowania mapy (co było ważne zwłaszcza wtedy, kiedy sam byłem pilotem grupy i ustalałem dla niej trasę podróży). Tak, była to swego rodzaju podróż palcem po mapie, ale już wtedy można buło poczuć dreszcz zbliżającej się przygody. Podsycała się też tym sposobem ciekawość – pragnienie poznania nieznanych jeszcze miejsc.

Ad 5. „Podróżuj lądem.” Hm… dobrze mówić. Ale jeśli chce się dotrzeć do Australii albo Nowej Zelandii? A pisząc poważniej: zasadniczo podróże odbywają się (wypełniają) na lądzie. Samolot jest bardzo dogodnym środkiem lokomocji, który pozwala nam w stosunkowo krótkim czasie dotrzeć do najbardziej odległych zakątków Ziemi. A po wylądowaniu – zaczyna się przecież nasza podróż po lądzie, która może trwać dowolnie długo (w miarę dysponowania czasem, chęcią i środkami, którymi możemy się w podróży wesprzeć). Zaś statek – podobnie jak jacht, żaglowiec, czy łódź – to już zupełnie inna para kaloszy.

Ad 6. Pieszo przez granicę? Tak, to nie to samo, co przekraczanie tej granicy na wodzie czy w powietrzu. Lecz znowu – jak to zrobić, jeśli wybieramy się na inny kontynent i zamiast trzech tygodni wołami musimy przelecieć ten sam dystans w dwie godziny samolotem? Ale rzeczywiście – jednym z moich najmocniejszych (i niezapomnianych) wrażeń podróżniczych było (piesze) przekraczanie granicy Indii z Nepalem. (Dużo by pisać dlaczego.)

Ad 7. Nie zawsze jest czas na prowadzenie dziennika w czasie podróży. Ale warto to robić. Nigdy w domu nie napiszemy czegoś takiego, jak na gorąco, w trasie (bo jest to bardziej sprawa specyficznego stanu ducha, niż wiedzy). W pisaniu o wrażeniach z miejsc, które odwiedzamy, preferuję szczerość. Lekkie podkolorowywanie jest dopuszczalne (można to uznać za pewną „literacką obróbkę”), ale kompletna konfabulacja, przeinaczanie lub ignorowanie faktów – już nie. Irytuje mnie czasem dość bezmyślny „zachwyt” nad „bajkowością” czy „magicznością” miejsca (tego typu frazesy), podczas gdy w rzeczywistości nic magicznego ani zachwycającego tam nie widzimy, wręcz przeciwnie – jesteśmy zawiedzeni, rozczarowani – niekiedy nawet zdegustowani tym co zastajemy (a przecież to ostatnie także może być źródłem interesującego doświadczenia i opisu). Dla mnie bardzo ważny jest jednak autentyzm.

Ad 8. Czytać w trakcie podróży książkę nie związaną z krajem, w którym podróżujemy? No, trochę to przewrotne. Ja się nie dziwię panu Theroux, że podróżując kilka miesięcy po jakichś pustkowiach (zwłaszcza pociągiem), może już mieć czasami wszystkiego dość i chce się od tego oderwać. Ale my? Jeśli mamy na podróż najwyżej kilka tygodni i każda chwila jest dla nas cenna, by chłonąć dane miejsce, kraj, ludzi? Według mnie rada trochę kosmiczna. Jeśli już, to właśnie czytać książkę związaną z odwiedzanym krajem – o przewodnikach nie wspominając.

Ad 9. Precz z komórkami! (To już wolę lochy.)
Jeśli jednak mamy przy sobie komórkę (i zakładając, że jest tzw. „zasięg” – a w najciekawszych kątach Ziemi tego zasięgu najczęściej nie ma), to warto ją używać jedynie jako swoiste „narzędzie” pomocne nam w podróżowaniu. Nie jest dobrze, kiedy w podróż ciągniemy ze sobą cały nasz wirtualny świat – z Facebookiem na czele.

Ad 10. „Zaprzyjaźnij się.” O tak! To jest moim zdaniem najcenniejsza rada jaką daje nam Paul Theroux. Jednakże przyjaźń to duże słowo. Przyjaźń wymaga sprawdzenia się, spełnienia, a na to potrzeba pewnych warunków, jak również czasu. Może więc mówmy o próbie zbliżenia się do ludzi, których w czasie naszej podróży spotykamy (chodzi mi zwłaszcza o tubylców, ale nie tylko). Bez tego nigdy nie będziemy w stanie poczuć smaku, istoty, ducha kraju, który odwiedzamy i który chcemy poznać. A czasami wystarczy jedna chwila, kilka zamienionych słów, jedno wymowne spojrzenie, jeden uśmiech…

I na koniec: fotografowanie w czasie podróży. Wprawdzie Theroux nie formułuje tego jako kolejnego „przykazania” to jednak uważa, że robienie zdjęć jest przeszkodą dla pamięci, bo powoduje, że nie trzeba już danej rzeczy pamiętać. Ponadto, jego zdaniem, tworzy to dystans między rozmówcą a podróżującym. I dlatego nie zabiera ze sobą w podróż aparatu.
Mam zupełnie inne zdanie na ten temat, niż Theroux. Nie chcę podróżować bez aparatu fotograficznego (choć oczywiście taką podróż jestem sobie w stanie wyobrazić, a nawet docenić pewne jej zalety). Bowiem zdjęcia nie tylko dokumentują moją podróż – one stają się jakby częścią kraju (i ludzi), który zwiedziłem, a który chcę zapamiętać. I dzięki tym zdjęciom ten kraj w pewnym sensie mogę zabrać ze sobą do domu. W ten sposób niejako zostaje on ze mną na dłużej. I jednak fakt, że robię ludziom zdjęcia, zbliża mnie do nich – przynajmniej takie mam wrażenie.
Myślę, że na miejscu będzie jeśli przytoczę tu kilka słów, jakie na temat fotografowania (i tej jego ujemnej strony) napisałem podczas mojej podróży po Indii (teraz zauważyłem, że pobrzmiewa w nich zastrzeżenie jakie wysnuł Theroux): „Wyjazd do Indii z traktowanym poważnie aparatem fotograficznym ma swoje dość istotne konsekwencje. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo nadmiernej estetyzacji tego kraju. Również wizualizacji, która zajmuje się powierzchnią, przez co można mieć problem z dotarciem do wnętrza i poznania głębi. Ograniczenie się do patrzenia na obcy kraj przez wizjer aparatu zwiększa zwykle dystans do jego prawdziwej esencji.
Z drugiej jednak strony czuję (być może wikłam się tu w sprzeczności), że w jakiś sposób o wiele uboższe byłyby moje wspomnienia i doświadczenie Indii, gdybym teraz, po powrocie, nie mógł się wesprzeć tymi wszystkimi zdjęciami, gdzie utrwaliłem napływające do mnie zewsząd obrazy, odwiedzane miejsca, a przede wszystkim setki ludzkich twarzy spotkanych osób, w których oczach mogę dziś oglądać ich dusze, dopowiadać sobie historię ich życia.”

*  *  *

Mozaika zdjęć z moich podróży: Świat w obrazach.

.

Nie, żebym przeszedł na buddyzm - to mnisi zaprosili mnie do wspólnego zdjęcia w jednej ze świątyń w Mandalay (Birma)

Nie, żebym przeszedł na buddyzm – to mnisi zaprosili mnie do wspólnego zdjęcia w jednej ze świątyń w Mandalay (Birma)

.