z MARYLĄ RODOWICZ rozmowa… nie tylko o MĘŻCZYZNACH JEJ ŻYCIA

.

Wśród wielu artystów z Polski, których gościliśmy ostatnio*, Maryla Rodowicz była z pewnością postacią najbardziej kolorową i szaloną… jak zresztą przystało na najpopularniejszą piosenkarkę w historii polskiej muzyki rozrywkowej – kobietę z wielkim temperamentem, o ogromnej, zaskakującej inwencji i niespożytej energii; a ponadto niezależnej, śmiałej i konsekwentnej. A to wszystko cechy kobiety kontrowersyjnej.

.

Maryla Rodowicz:    (zdjęcie własne)

Maryla Rodowicz: „Ja sobie realizuję to, co sobie wymyślę. I w tym jestem konsekwentna.” (Zdjęcie własne)

 

STANISŁAW BŁASZCZYNA: Niedawno, z wielkim hukiem, odbyła się w Polsce promocja pani najnowszej płyty „Marysia Biesiadna”. Impreza miała miejsce w warszawskiej Stodole i odbiła się szerokim echem w kraju. Jej oprawa była nad wyraz nietypowa: suto zastawione stoły biesiadne, żywy inwentarz, ludowa stylizacja. Zwaliło się na nią mnóstwo gości, a wśród nich ministrowie, ambasadorzy…

MARYLA RODOWICZ: Siedzieli sobie na sianie i pili kozie mleko, bo były tam kozy i dawały mleko.

– Co zasugerowało pani taką wiejską oprawę?

– Charakter piosenek, które zdecydowałam się nagrać.

– Czy nie był to ukłon w stronę „ludowców”, którzy byli wtedy u władzy?

– Nie był to żaden ukłon, zwłaszcza w stronę polityków. Nie muszę się nikomu kłaniać repertuarem. Pomyślałam to sobie już dawno, że warto nagrać piosenki, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa i które chyba wszyscy w Polsce znają.

– Czy ludzie nie byli zbulwersowani hasłem, którym zachęcała pani do udziału w tej imprezie: „MARYSIA DAJE W STODOLE NA SIANIE”?

– Dawałam oczywiście koncert.

– A jednak była w tym ukryta mała sprośność, którą każdy wychwycił. Jak reagują na coś takiego ludzie w naszym kraju?

– Różnie. Polacy w dużej części są pruderyjni i zdarzało się, że się oburzali. W pewnym mieście zrywano nawet plakaty, które były rozwieszone w pobliżu kościoła.

– Jak pani to przyjmowała?

– Nie chcę tego komentować. To jest ich sprawa.

– Doszły jeszcze do tego całkiem śmiałe zdjęcia na okładce płyty. Może się pani na to uśmiechnie, ale te pozy przypominały mi jako żywo Madonnę.

– To nie była chęć upodobnienia się do kogokolwiek. Po prostu stwierdziłam, że do tych piosenek będzie pasował wianek na mojej głowie, a każda sukienka byłaby wtedy jakimś… brudem estetycznym i dlatego postanowiłam się sfotografować nago – we wianku i obłożona słomą. Było to więc zdjęcie nagie, ale jednocześnie zakryte.

– I znów się co poniektórzy gorszyli i obruszyli…

– Nie obchodzi mnie to. Ja sobie realizuję to, co sobie wymyślę. I w tym jestem konsekwentna. Oczywiście, że liczę się z opinią, ale z opinią ludzi, na których opinii mi zależy. Poza tym uważam, że nie było tam niczego obraźliwego. A jeżeli tak to ktoś odebrał, to jest jego problem i zmartwienie. A że komentują? Całe życie to, co robiłam, było komentowane, więc już się do tego przyzwyczaiłam.

– Właśnie. Od początku pani kariery znana jest pani jako kobieta z temperamentem, wręcz „szalona”. W swojej autobiografii „Niech żyje bal”, która zresztą zainspirowała mnie do tego wywiadu, opisuje pani dość otwarcie swoje liczne przygody, czy też związki z kolejnymi „mężczyznami swojego życia”. To byli ludzie znani i popularni: Daniel Olbrychski, Andrzej Jaroszewicz, Krzysztof Jasiński… Takie obnażanie się przed publiką ze swojego życia prywatnego, zwykle pociąga za sobą pewne konsekwencje, np. tzw. moralne potępienie. Nie boi się pani moralistów?

– Po pierwsze, to nie były przygody. Ja nigdy nie miałam przygód z mężczyznami. Wszystkie swoje związki traktowałam bardzo poważnie – na całe życie.

– Ale żaden z nich nie był tak trwały.

– Tak zdarza się w życiu. To były naprawdę moje wielkie miłości i miały być na całe życie. Ale to nie zawsze tak wychodzi, jak się chce.

– Z kilkoma partnerami?

– A pan nie miał kilku partnerek w swoim życiu? W pewnym wieku większość z nas ma tych kilku partnerów za sobą. Myślę, że i tak miałam niewielu w stosunku do tego, ilu bym mogła mieć. Sprawa jest taka, że za każdym razem to było głośne, to się komentowało. Ludzie się interesują znanymi osobami. A ja nie wiem, czy te znane osoby mają więcej partnerów, związków, niż inni… Tylko że akurat mówi się o tym.

– Czego pani oczekuje od mężczyzny?

– Żeby był uczciwy.

– To wszystko?

– Nie, nie wszystko. Musi być odpowiedzialny za siebie i za mnie; nie może być tchórzem; musi być dowcipny i musi mnie kochać.

– Tylko tyle… Mężczyźni w pani życiu różnili się zdecydowanie. Z jednej strony artysta, z drugiej – biznesmen. Czy szukała w nich pani jakiegoś dopełnienia?

– Okazuje się, że ja zawsze szukałam – a właściwie znajdowałam – bardzo trudnych mężczyzn. Nie wiem dlaczego. Może psycholog by tu wytłumaczył? Im trudniej było – tym lepiej. I im bardziej szalony, tym bardziej mnie fascynował. A taki mężczyzna zwykle bywa trudnym partnerem. Myślę, że to reguła.

Maryla Rodowicz „Biesiadna”: „Zawsze szukałam – a właściwie znajdowałam – bardzo trudnych mężczyzn.” (Zdjęcie własne)

Maryla Rodowicz „Biesiadna”: „Zawsze szukałam – a właściwie znajdowałam – bardzo trudnych mężczyzn.” (Zdjęcie własne)

– Czy mieli oni jeszcze jakieś cechy wspólne?

– Mieli bardzo silne osobowości i wymagali stałej adoracji.

– Adoracji?!

– Tak!

– To raczej kobieta ma prawo domagać się adoracji.

– Ja też wymagałam adoracji, tylko że oni byli takimi typami, które jeszcze bardziej wymagały tej adoracji. W związku z czym, w momencie, kiedy poczułam się zaniedbywana, czy też kiedy czułam, że zasługuję jednak na lepsze życie… miłość mijała i pakowałam walizki.

– I nie szkoda było pani tych miłości?

– Zawsze mi było bardzo szkoda, bardzo żal.

– Jednak zawsze miała pani nadzieję na następną?

– Nie, nigdy nie było „myślenia”, żadnej kalkulacji! To zawsze było spontaniczne. Jednak wierzyłam, że będę mogła spotkać mężczyznę, z którym będę szczęśliwa. To jest taka moja rada dla wszystkich kobiet: nie poddajcie się jakimś potworom-mężczyznom, szukajcie tego prawdziwego – dla was – mężczyzny.

– Wydaje się jednak, że większość kobiet tych swoich „prawdziwych mężczyzn” znalazła. Mam tu zwłaszcza na myśli te, które są w stałych związkach.

– Nieprawda! Jest pan w błędzie. Bardzo wiele kobiet cierpi w związkach, tylko że boją się decyzji, by z tym skończyć.

– Może właśnie dlatego te związki wydają się takie trwałe i kobiety zostają do końca życia z jednym – i tym samym – człowiekiem?

– I to jest ich błąd. Jeżeli kobieta się męczy z jakimś kretynem (przepraszam), no to dlaczego ma się męczyć? Kobiety boją się wszystkiego: boją się życia, boją się samodzielności, boją się zaczynania od zera, boją się samotności…

– Boją się o utrzymanie.

– Tak, często są to układy małżeńskie polegające na wspólnym majątku. A więc uzależnienie finansowe. Różne są powody, dla których kobiety pozostają w tych nieudanych związkach.

– Czy zmienia się teraz obyczajowość w Polsce? Jakie jest dzisiaj to polskie społeczeństwo? Kiedyś Daniel Olbrychski powiedział mi, że jest ono wspaniałe, ale trudne. Ma się jeszcze wrażenie, że z jednej strony jest pruderyjne; z drugiej zaś wielu Polaków wydaje się przyjmować zachodnią obyczajowość, bardziej liberalną. Obok kościołów, w naszym kraju znakomicie prosperują tzw. agencje towarzyskie.

– Społeczeństwo polskie jest pruderyjne i zakłamane. Idą się modlić do kościoła, po czym mężczyzna wraca do domu i bije żonę… na przykład. W niedzielę żałują za to, co robili w sobotę, a co będą robić w poniedziałek.

– W książce „Niech żyje bal” można znaleźć całkiem ciepłe ustępy tyczące pani dzieci, rodziny… Wydaje się, że w pani „siedzą” jakby dwie kobiety: jedna to właśnie ta „Marysia Biesiadna”, imprezowa; druga – „Marysia rodzinna”, matka dzieciom… I obie te kobiety ze sobą walczą. Która jest górą?

– Imprezowa, czyli jaka?

– Koncertowa, kojarzona właśnie z „balowaniem” i „biesiadą” – trochę szalona, artystka, która chce się wyrwać w świat.

– Zgadza się. Mnie spalają takie przeciwności, ponieważ naprawdę staram się być dobrą matką, a z drugiej strony – kiedy muszę wyjeżdżać – zaniedbuję rodzinę. Bardzo nad tym boleję. Kiedy wczoraj zadzwoniłam do domu i synek mnie zapytał, kiedy wrócę – takim słodkim głosikiem (ma siedem lat i jest bardzo ze mną związany – taki „maminsynek”) to było mi bardzo przykro. Bardzo mnie boli, kiedy widzę, że moja nieobecność sprawia przykrość moim dzieciom. Dlatego jestem rozdarta. Wszystkie kobiety artystki maja ten problem, bo już mężczyźni go nie mają.

– Na pewno?

– Tak, bo mężczyzna założy koszulę, weźmie teczką i… wio z domu! Wie, że żona ugotuje, zadba o dom, o dzieci. A ja? Przecież dzieci w pewnym wieku bardzo potrzebują matki.

– Czy nie zmieniło się pani spojrzenie na świat po urodzeniu dziecka? Napisała pani: „W końcu, przez całe lata 80-te byłam w ciąży”.

– Troszeczkę. Na pewno wszyscy się zmieniamy, przechodząc kolejne stadia naszego życia. Przed chwilą, ktoś mi tu powiedział, że ma przy sobie wywiad, w którym 10 lat temu powiedziałam, że nie ma mowy, abym mogła napisać o sobie książkę. A jednak napisałam.

– Nikt pani w tym nie pomagał?

– Nikt, absolutnie!

– Jest bardzo żywo napisana. Ma pani talent – również i w tym kierunku.

– Dziękuję.

– Pozwoli więc pani, że przytoczę jeszcze jeden cytat z tejże książki: „…nie stoczyłam się, nie byłam na dnie, nie ucięłam sobie żadnego ucha. Nie to, co Presley, czy Janis Joplin. Może dlatego, że nie zepsuły mnie duże pieniądze. A mogło być całkiem przeciwnie”. Jaki jest wobec tego pani stosunek do pieniędzy?

– Lubię je mieć, a jeszcze bardziej lubię je wydawać. Mam bardzo lekki stosunek do pieniędzy. Mogę mieć duże pieniądze i mogę je wydać natychmiast, w ciągu 5 minut. Moim zdaniem, pieniądze są po to, żeby je wydawać, żeby mieć z nich przyjemność. Na pewno nie są do tego, żeby je gromadzić. Ja, te pieniądze, które zarabiałam, zaraz przepuszczałam. Zawsze tak było. Nie wiem, może to jest błąd.

– Życzę więc pani dużych pieniędzy i jeszcze większej przyjemności z korzystania z nich. Jak również wielkiej przyjemności ze śpiewania. No i tego, aby szybko wróciła pani do swojego malca.

– Dziękuję.

greydot

* Wywiad z Marylą Rodowicz ukazał się na łamach „Dziennika Chicagowskiego”, 19 maja, 1995 r.

Inne odcinki cyklu: TUTAJ.