INDIE JAK RZEKA (zapiski indyjskie)

Hinduskie kobiety pod Tadż Mahal

 

Kontemplacja czy znużenie? (Siedzący Hindus, Jodhpur)

Indie to miejsce mityczne, które zawsze pociagało pewnych ludzi z kręgu cywilizacji zachodniej. Europa od zarania kontaktów z Azją spoglądała na Wschód, by dojrzeć tajemnicze, bo bliżej nieokreślone, Światło (ex Oriente lux), które miało jakoby zdradzić tajemnice wszechrzeczy.
Pielgrzymowali tu pisarze, myśliciele, artyści, ludzie sztuki… A jednak, jeśli coś tu znajdowali, to było to… coś, co już wcześniej w nich się zadowało – tyle że ukryte.
Jeśli chodzi o mnie, to do wszelkich nawróceń czy konwersji podchodzę z pewnym sceptycyzmem. Myślę, że człowiek nie jest w stanie tak drastycznie zmienić swojej mentalności (wyrosłej z kultury, w której się wychował i okrzepł), rzucając się w otchłanie innej religii, przechodząc np. z chrześcijaństwa na buddyzm czy hinduizm. Mam wrażenie, że przeszkody są natury wręcz… organicznej, czy też raczej genetycznej. Na pewno musi to być proces długotrwały, a nie jakaś iluminacja, która jest możliwa jedynie w obrębie religii wpajanej komuś od dzieciństwa.

Pamiętam co o swoim pobycie w Indiach napisał pod koniec życia Mircea Eliade. Otóż wyjechał on tam jako bardzo młody człowiek na studia kulturoznawcze i – jak oznajmia – dopiero po wielu latach pobytu zaczął odczuwać dokonującą się w nim pewną transformację intelektualono-psychologiczną, która stawała się niejako przemianą całej osobowości. Czyli – tak to sobie można chyba tłumaczyć – zaczął się utożsamiać (antropologicznie) z tamtą kulturą. Ale był to dopiero początek, a na drodze do pełnego przemienienia stanęła… jakby mogło być inaczej! – kobieta. No i Eliade wrócił do swojego bizantyjsko-śródziemnomorskiego mózgu.

* * *

W jednej ze swoich rozmów Miłosz przypomniał haiku poety Issa: „Chodzimy nad piekłem, co dzień oglądając kwiaty”.
Nazwał też Indie „wielkim kontynentem metafizycznym”, jak również zwrócił uwagę na pewien pogląd, że XXI wiek będzie „wielkim rewanżem Indii”.
Jak wiele asocjacji prowokują te myśli…

* * *

Poranne ablucje (Orchha, Mdhya Pradesh)

 

Niestety, metafizyka jest poza zasięgiem kogoś, kto tylko turystycznie „wpada” do Indii. Moim zdaniem łudzą się na przykład wszyscy ci, którzy klepiąc mantrę, mażąc sobie kredką czoła, śpiewając w kółko „Hari Kriszna” i przywdziewając kolorowe indyjskie szatki myślą, że zagłębiają się w autentyzm kraju. Bo tak naprawdę jest to tylko powierzchowna mimikra, podpieranie się kulturowym gadżetem, dość tania atrapa…
A opium, haszysz, marihuana…? Łańcuszki, kolczyki, breloczki, wisiorki…? Cała ta błyszcząca maskarada? Do dziś w Indiach przegląda się hippisowska naiwność.

* * *

Złote Słońce pałacu w Udaipur

Pod jednym tylko względem Indie przypominają Stany Zjednoczone: można o nich powiedzieć wszystko. I na tym wszelkie podobieństwa się kończą.
Oto kolejny dowód na to, jak wielkim paradoksem są oba te kraje.

* * *

Wszystkie, najbardziej istotne w Indiach granice, są niewidoczne. Dlatego tak trudno jest Indie pojąć i opisać.

* * *

Indie przypominają grubą księgę, w której zapisują się losy miliardów ludzkich istnień. Jest tam straszno i komicznie, nędznie i bogato, nudno i dramatycznie, pięknie i szkaradnie, sielankowo i tragicznie…
Jesteśmy zdolni przerzucić ledwie kilka kartek…
Czy możemy więc opisać całą księgę?

Indie są też jak szeroka rzeka. Widzimy ją z naszego brzegu; czasem zanurzymy w niej rękę lub stopę, może wejdziemy po kolana, ale nie dalej, bo przecież nie umiemy pływać i boimy się utonąć…
Czy w takim razie możemy ją uchwycić, zbadać, ogarnąć?
Nie wiemy nawet tego, czy jest płytka czy głęboka.

* * *

*

Wioskowa studnia (Bharatpur, Radżastan)

*

Widok na Orchhę z Jahangir Mahal (Madhya Pradesh)

 *

Wschód słońca nad Świętą Rzeką - Gangesem (Varanasi, Uttar Pradesh)

                                                             

       ( © Zdjęcia autora )

*

SEKS W ŚWIĄTYNI (erotyczny splendor Kadżuraho)

*

*

„To jedyny kraj, w którym spółkowanie nie jest występkiem, lecz warunkiem trwania w przyzwoitości”.
(Mircea Eliade o Indiach)

*

Kiedy przechadzałem się pośród niezwykłych świątyń Kadżuraho, uświadomiłem sobie to, jak niewiele wiem o prawdziwym znaczeniu tych pysznych erotycznych rzeźb, które tysiąc lat temu wyczarowali tu z kamienia jacyś anonimowi artyści. Mimo, że z ponad 80 pokrytych rzeźbami świątyń pozostało zaledwie 25, to jednak w niczym nie umniejsza to wrażenia bogactwa i obfitości tej wyrytej w piaskowcu sztuki. Tysiące posążków, w które zaklęto Indie sprzed millenium. Obecność nie do końca uświadomionych bóstw. Strzelające w niebo sikhary, wyrażające – niczym falliczne symbole linga skryte w ich wnętrzach – witalność ludzkiej natury.
Erotyka stanowi zaledwie część tematyki wszystkich rzeźb Kadżuraho, ale jednak niemal wszyscy odwiedzający to miejsce wpatrują się z większą uwagą w tę wykutą w skale Kamasutrę, niż w scenki rodzajowe odtwarzające powszednie życie mieszkańców okolicznych wiosek i miast, dworów i klasztorów, jakie rozgrywało się za czasów dynastii Czandela, kiedy to świątynie owe powstały. Trudno się dziwić: nigdzie indziej na świecie nie miała miejsce taka eksplozja erotyki w rzeźbie; nigdzie indziej na tak wielką skalę nie łączono sakralności z seksem.

Żadne z zasłyszanych na miejscu wyjaśnień co do sensu owego fenomenu nie mogło mnie zadowolić. Kilka zabrzamiało wręcz absurdalnie. A to – mówiono – zabezpieczano w ten sposób świątynie przed piorunami (takie decorum pozyskujące przychylność bóstw i gwarancję ochrony przed destrukcyjnymi siłami przyrody); to znów uważano, iż te rzeźbione pozycje były jakby podręcznikiem seksu dla wchodzących w życie, a szkolących się przy świątyniach, młodych braminów…
Jednakże wszystkie te teorie pod względem humorystyki przebiła ta, wedle której seksualne wygibasy posążkow są niczym innym jak sugestią, iż tak naprawdę ów seks jest sposobem praktykowania… wstrzemięźliwości, a to ze względu na kontarast gorących uścisków z pozbawionym emocji wyrazem twarzy spółkujących. (Czy jednak ktoś z twórców owego konceptu słyszał o kamiennym obliczu? To akurat nie jest tutaj prawdą – wystarczy spojrzeć na zmysłowość i ekspresję wypisaną nie tylko na pupach i biuście tych wszystkich świątynnych nimf i kurtyzan, ale również na kamiennych fizys zwierząt, wśród których uśmiechają się nawet… słonie, o małpach nie wspominając!)

Panuje jednakże powszechna zgoda, że owe erotyczne parady przedstawiają sceny z zaślubin boga Siwy z Parvati, uosabiającą boską kobiecą moc (shakti), i są niczym innym jak tantryczną manifastacją potęgi i znaczenia seksu w kreacji, nie tylko ludzkiej, ale i kosmicznej – twórcza siła boskości miała bowiem charakter seksualny. (Świat, który powstał podczas stosunku seksualnego bogów, to jeden z motywów hinduskiej kosmogonii.)
Wiąże się to wszystko z obecną w Hinduiźmie tendencją do sakralizacji seksu – uznania prokreacji za jeden z głównych aspektów egzystencji. Szła za tym religijna konfirmacja przyjemności i poszukiwanie rozkoszy (kama), jako jednego z trzech głównych celów życia, obok dotrzymywania praktyk religijnych (dharma) i uczciwego bogacenia się (artha). Mimo więc istnienia mocnych inklinacji ascetycznych i purytańskich, tworzyły się również sekty, w których stosunki seksualne stawały się wręcz elementem religijnego rytuału. Stąd tylko krok dzielił ich od sakralnych orgii, które miały również na celu zdobycie jakiejś nadnaturalnej mocy. Działo się tak nie tylko w hinduiźmie, ale i w buddyźmie.

Jak pisze Arthur Basham w swoich monumentalnych „Indiach”: „W obrzędach seksualnych tantrycznego buddyzmu anulowano wszelkie rodzaje tabu. Dozwolone było nawet kazirodztwo, gdyż to, co było grzechem dla człowieka pogrążonego w niewiedzy, stawało się cnotą dla wtajemniczonego. Podczas tantrycznych sabatów pito alkohol, spożywano mięso, zabijano zwierzęta, a czasem nawet istoty ludzkie – dozwolone były wszelkie występki, jakie tylko można sobie było wyobrazić. Wszystko to jednak odbywało się pod ścisłą kontrolą i dostępne było tylko dla ludzi wtajemniczonych w święte obrzędy. Podobnie jak tantryści bengalscy w późniejszych czasach, wyzanawcy wadzrajany mogli być w codziennym życiu zupełnie normalnymi ludźmi, okresowa rozpusta sakralna stanowiła jakby katharsis dla ich złych skłonności psychologicznych i mogła im rzeczywiście pomagać w prowadzeniu godziwego w ich pojęciu życia”.

Podobne zachowania spotykamy w innych kulturach (sabaty, dionizje, bachanalia), ale zawsze stanowiły one raczej margines, i błędem byłoby kojarzyć te ekscesy z głównymi nurtami życia społecznego i religijnego. Także w Kadżuraho interpretacja tych wszystkich erotycznych wątków jakie ukazują rzeźby, nie powinna iść aż tak daleko. To, co widoczne gołym okiem jest po prostu tym, czym jest, czyli pełną artyzmu, gracji i humoru gloryfikacją sił witalnych, piękna kobiecego ciała i męskiej potencji, jako siły ważnej w stwarzaniu i rządzeniu światem. Sądząc po efektach ich pracy, rzeźbiarze musieli po prostu odczuwać radość wyczarowując z bezdusznego i zimnego kamienia te jakże wdzięczne, emanujące gorącą namiętnością ciała kobiet i mężczyzn łączące się w odwiecznym rytuale płciowej atrakcji i przedłużania życia.

Oczywiście, że wiele z pozycji ukazanych na ścianach świątyń w Kadżuraho ma walor wręcz akrobatyczny, zdarzają sie motywy zoofilne, nie brakuje też bestiarium, ale ma to według mnie charakter bardziej estetyczny niż wyuzdany czy orgiastyczny, jest też nasycone sporą dawką humoru – i jako takie winno być postrzegane… No, chyba że ma się mocno purytańskie zacięcie, tudzież jest się wypełnionym po brzegi pruderią, niczym owi brytyjscy odkrywcy, którzy w pierwszej połowie XIX-go wieku natknęli się na te zagubione w dżungli Madyah Pradesh światynie i pozostawili po sobie zdegustowane komentarze traktujące o „dzikiej rozwiązłości”, jaką ich zdaniem ukazywały rzeźby.
Sądząc po reakcjach współczesnych turystów, mentalność purytańska jest raczej w odwrocie. Nikt się nie oburza, nie gorszy, nikogo to nie szokuje… Cóż, większość odwiedzających to miejsce przybyszów traktuje je jako kolejną turystyczną atrakcję, jakich w Indiach wiele.
Czyżby to skutek przesycenia dzisiejszej pop-kultury seksem? A może, po prostu – wśród natłoku wrażeń – straciliśmy umiejętność patrzenia na takie kulturowe unikaty, jak te cudowne erotyczne rzeźby w Kadżuraho? Kto powiedział, że kamienia nie można obdarzyć sex-appealem ?

*  *  *

( © ZDJĘCIA WŁASNE )

Więcej zdjęć świątyń w indyjskim Kadżuraho zobaczyć można w BRULIONIE PODRÓŻNYM (ilustrowanym) .

Natomiast więcej o Indiach przeczytać można w  ZAPISKACH INDYJSKICH .