NARCYZ

*

Narcyz Caravaggia

Caravaggio, „Narcyz”

*

*

Każdy kwiat jest narcyzem.
Bez uznania konieczności tego, że musi się być pięknym po to, by skutecznie uwodzić i wydać owoce, nie byłoby piękna kwiatów.

Jakież wyrzuty sumienia może mieć rajski ptak będąc świadom tego, iż jest najpiękniejszy – skoro pomaga mu to w zdobyciu wszystkiego, czego tylko zapragnie?

greydot
Dążenie do tego, aby być pierwszym, by zostać zwycięzcą, by zdobyć najbardziej urodziwą kobietę, by stworzyć najpiękniejsze dzieło… to wszystko związane jest z narcyzmem.
Chęć wyróżnienia się z anonimowego tłumu, wyniesienia się ponad „szarą masę” (jaką, tak naprawdę, dla poszczególnego osobnika są inni ludzie) – to jeden z najsilniejszych bodźców kierujących zachowaniem człowieka.
Wygląda więc na to, iż pewne elementy narcyzmu są czymś niezbędnym w budowaniu naszego świata. I były już obecne w przyrodzie, zanim człowiek stworzył swoją cywilizację.
Są siłą ewolucyjną równie mocną, jak dążność do władzy, chęć panowania nad innymi, narzucania innym swojej woli.
Jednym słowem: są czymś, jeśli nie boskim, to naturalnym.

greydot
Pismo czasami trafia w sedno, mówiąc np. bez ogródek:
„Kochaj bliźniego, jak siebie samego” (najwidoczniej odbywa się to przy założeniu, że miłość samego siebie jest czymś naturalnym i powszechnym).
Czy osoba, która nie kocha siebie, może pokochać kogoś innego?
Pytanie otwarte.
Jednak pewien jestem już tego, że ktoś, kto nienawidzi samego siebie, nie jest zdolny do miłości.

greydot
Kiedy kogoś bezgranicznie podziwiamy, wręcz ubóstwiamy? Czy wtedy, gdy projektujemy nań nasze własne pragnienia, dążenia i aspiracje?

Kiedy akceptujemy w kimś narcyzm? Czy wtedy, gdy widzimy w nim pewne atrybuty boskości?

Któraż z kobiet nie podziwiała choć raz swoich pomalowanych ust?
Któryż obdarzony mięśniami mężczyzna nie prężył przed lustrem swojej muskulatury?
Czyż nasze narcyzmy nie spotykają się ze sobą?
greydot
Czym są nasze kompleksy jeśli nie urażonym narcyzmem?

Czyjś narcyzm wziął górę nad naszym.
Rzadko wybaczamy taką zniewagę.
greydot
Narcyz przyznający się do swojego narcyzmu nie przestaje być narcyzem. Staje się po prostu narcyzem bardziej szczerym.
Ten zaś, który się nie przyznaje – narcyzem skrytym, albo nawet zatwardziałym.
Jest oczywiste, że większą sympatię wzbudza w nas ów pierwszy. Gotowi nawet jesteśmy przyznać, że narcyzmu się on wyzbył.
Co jest oczywiście złudzeniem.

greydot
Naturalnie, jest również ta ciemniejsza strona narcyzmu: niezaspokojona żądza, która kończy się autodestrukcją. Skupienie się na sobie prowadzące do zupełnego zerwania ze światem. Rozdmuchane ego, które dławi samo siebie. Miraż i złudzenie jako obiekt pożądania i źródło westchnień.
Wreszcie obłęd i katatonia – ostateczne uwięzienie w klatce skrajnego introwertyzmu.
Być może melancholia to łagodniejsza forma autyzmu.
greydot
Jesteśmy dziwnym zlepkiem narcyzmu i niechęci do samego siebie.

greydot
Trudno mi się jednak zgodzić z tym, że narcyzm jest – jak ktoś to określił – „korzeniem psychopatii”. Jeśli już chcemy ów „korzeń” znaleźć, to prędzej odnajdziemy go w czymś, co jest przeciwieństwem narcyzmu, a mianowicie w nienawiści do samego siebie, (czyli – w konsekwencji – w nienawiści do świata i innych ludzi).


greydot
Zwykle, posądzenia o narcyzm unikamy jak ognia.
Głównie dlatego, że pochwała samego siebie, działa zwykle na innych jak przysłowiowa płachta na byka – potrafi wręcz kogoś zdyskredytować, jako zarozumiałego pyszałka. Nawet jeśli jest prawdą… Co innego, jeśli to samo wypowiada ktoś inny.
To właśnie na to czeka narcyz, który udaje skromność.
Jednakże, kto z nas nie pragnie pochwał?

Pascal: „Chcecie, aby ludzie mieli o was dobre mniemanie. Nie mówcie dobrze o sobie.”


greydot
„Metamorfozy” Owidiusza.
Mit o Narcyzie nabiera tu literackiej formy. Czy jednak możemy go traktować jako pochodną czegoś co jest głębiej, a mianowicie archetypu?
Co w nim jest?
Losy Narcyza i zakochanej w nim nimfy Echo są tragiczne: żadne z nich nie zazna zaspokojenia ani spełnienia. Oboje skazani są na alienację: Echo nigdy nie zespoli się ani z Naturą, ani z człowiekiem (powtarzając tylko to, co dotrze do niej z zewnątrz). Narcyz zatopi się zaś we własnym odbiciu i znajdzie tam śmierć (niezdolny do otwarcia się na świat i pokochania go – ani czegokolwiek, co jest poza nim, na zewnątrz).

Mit o Echu i Narcyzie wskazuje na to, iż rzeczywistość jest zbiorem elementów, które do siebie nie przystają.

Zwróćmy uwagę, że mitologiczny Narcyz (podobnie jak Echo), nie wywołuje w nas odrazy (ani nawet niechęci). Nie wydaje się też nam śmieszny. Budzi natomiast nasze współczucie, może nawet sympatię.
Czyż nie dzieje się tak dlatego, iż podświadomie odnajdujemy w nim wszystkie nasze zawiedzione miłości – zarówno te, w których kochamy kogoś innego, jak i tę, w której kochamy samego siebie?

greydot

APENDYKS
*
A OTO „NARCYZ” HERBERTA:
*
“Ten mit tkwił we mnie całe dziesięciolecia, tkwił, ale nie rósł, nie rozwijał się jak piąstka niemowlęcia wokół nieruchomej grzechotki.
Cóż można bowiem powiedzieć o Narcyzie? Że był, że był piękny, że zapatrzył się w swoje odbicie w sadzawce i rażony pięknem utonął. A gdzież wzniosły przekaz, przesłanie, morał? Gapi się w wodę i nagle – chlup. W sam raz na modne haiku, które propagował przed laty pewien klasyk, aby powściągnąć wodolejstwo poezji rodzimej. W istocie mit był nieznośnie statyczny. Tkwił.
Czyniono wszakże próby ożywienia Narcyza. Wymyślono mu nerw, nerw oczywiście erotyczny. W Narcyzie zakochała się nimfa leśna – Echo. Z niewiadomych przyczyn Narcyz odrzucił tę miłość i Echo z żalu została bóstwem leśnych ustroni. Wycieczkom otyłych mieszczuchów odpowiadało – imię.
I tak nimfa stała się stewardesą natury.
Jak widać, brak Narcyzowi zarysu charakteru, czy choćby zalążka winy tragicznej, by można go było traktować poważnie i tropić jego losy naszym współczuciem lub gniewem. Tłumaczyć może on najwyżej imię kwiatu, uwodzicielskiego oczywiście, ale róża, która nie ma swojego kawalera i trubadura, jak wiadomo – obywa się bez mitów.
I jaka była kolejność? Zapewne olśnienie nowym zjawiskiem natury, poszukiwanie nazwy, wreszcie próba dopasowania anegdoty, bez której i tak istniał, więc była ona czymś przypadkowym i bez znaczenia, niekoniecznym. Tak więc Narcyz został emblematem tautologii.
Taki los musiał spotkać Narcyza, którego jedyną cnotą była – uroda”.
* * *

Zbigniew Herbert („Król mrówek. Prywatna mitologia”)

To odnalezienie Herberta zawdzięczam  Adzie . Przy okazji zapraszam do zobaczenia całej galerii narcyzów TUTAJ .

John William Waterhouse („Echo and Narcissus”)

John William Waterhouse („Echo and Narcissus”)
*