SZTUKA PATRZENIA W OCZY

Prawda w oczach dziecka – dziewczynka z plemienia Karibów na Dominice

*

Pęd za człowiekiem jako antropologiczną ciekawostką.
Wszystko jednak rozbija się o intencje.
Istnieje zasadnicza różnica między byciem ciekawym ludzi a ciekawskim – autentyczne zainteresowanie człowiekiem jako istotą niosącą ze sobą duchowość i kulturę zwiedzanego kraju, nie jest jednak tym samym, co powierzchowne kolekcjonowanie ludzkich obrazków, będące niczym innym jak zbieractwem kolejnych turystycznych pamiątek.
Fotografowany człowiek jako kolorowa żywa atrakcja – taka egzotyczna małpka, która robi jakieś fotogeniczne „fiku-miku” i zaraz potem wyciąga łapkę po orzeszka.
Nie chodzi mi o to, aby nie fotografować podczas podróży ludzi. Wprost przeciwnie – uważam, że moje podróże bez przywiezionych do domu zdjęć spotkanych podczas nich ludzi, byłyby znacznie uboższe – pozbawione czegoś cennego, czegoś co ciągle ginie we mgle zapomnienia, jeśli nie wspomoże się naszej pamięci jakąś techniczną protezą, np. fotograficznym aparatem czy kamerą. Zależy mi jednak na tym, aby ci fotografowani przeze mnie ludzie nie tylko nie gubili na zdjęciu swojej godności, lecz aby utrwaliło się na nim ich człowieczeństwo, co może brzmi cokolwiek patetycznie, ale czego nie można lekceważyć.

Tybetańskie pokolenia

Ucząc się fotografowania (a cały czas, robiąc zdjęcia, powinniśmy się uczyć) dość szybko zorientowałem się, że najbardziej lubię robić zdjęcia dzieciom i ludziom starym.*[1] Bowiem zarówno na twarzy dziecka, jak i starca uwidacznia się jakaś esencja człowieka, którą ten – będąc osobą dorosłą czy też „dojrzałą” – w jakiś zagadkowy sposób gubi. Co może nie tyle wynika z chęci ukrycia czegoś, co z pewnego rodzaju powściągliwości – przesunięcia na dalszy plan prawdziwej istoty własnej osobowości. Może jest w tym też coś z kamuflażu?
Dziecko, skonfrontowane z obiektywem aparatu, nawet jeśli robi głupiutkie, słodkie, czy „małpie” miny – jest spontaniczne, autentyczne, szczere – nic to z kamuflażem nie ma wspólnego.
Człowiekowi staremu natomiast nie zależy już na żadnej grze – najczęściej patrzy on wprost w obiektyw aparatu ze śmiałością i mądrością kogoś, kto dotknął już jakiejś fundamentalnej prawdy o życiu, kto przejrzał wszystkie nasze zwodnicze sztuczki i kto nie dba już o żadne upiększające a próżne zabiegi podobania się światu.

Ryszard Kapuściński napisał kiedyś: „Fotografowanie jest nie tylko czynnością mechaniczną – jest to również akt magiczny. Oddajesz mi swój wizerunek, którego od tej chwili staję się współwłaścicielem. Twoja twarz nie jest już twoją wyłącznie; zrobiłem jej zdjęcie i tym samym wszedłem w posiadanie jej cząstki, ­wiernej kopii, negatywu. Z tego negatywu mogę zrobić dowolną ich liczbę. Mogę skazać cię na niebyt, jeżeli retuszem usunę ją z grona innych, wśród których widniała na zdjęciu. Albo odwrotnie – mogę cię unieśmiertelnić, usuwając retuszem wszystkie inne twarze, a pozostawiając tylko twoją. Mogę właściwie zrobić wszystko – dać dowód, że żyłeś, lub też pokazać, że nigdy cię nie było.
Straszna i ryzykowna to rzecz stanąć przed obiektywem! Ludzie wyczuwają, że w akcie fotografowania jest jakaś tajemna magia i dlatego widok aparatu – zwłaszcza podczas działania – zawsze budzi w nich jakąś reakcję. Pozytywną lub negatywną, ale nigdy – obojętną.”

Tak, fotografowanie wymaga tej świadomości, że utrwalając czyjś obraz na kliszy czy w cyfrowej karcie pamięci, stajemy się niejako właścicielami cząstki drugiego człowieka. Dlatego fotografowanie wymaga również taktu. Ale i przydaje się też przy tym śmiałość. Oczywiście nie piszę tu o bezczelności robienia zdjęć przez paparazzich, które wg mnie żadnym fotografowaniem ludzi nie jest, a jest wobec nich ordynarną a niekiedy i brutalną agresją.
Tak więc, oprócz tego, że fotografowanie może być wielką przygodą, to wymaga jeszcze pewnego wyczucia. Niekiedy bowiem można zrobić komuś zdjęcie – wykorzystując np. chwilę czyjejś nieuwagi lub nieświadomości (a uchwycenie takiego momentu jest niekiedy dla uzyskania dobrej fotografii czymś niezbędnym) – ale zwykle możemy się domyśleć, czy wykorzystanie takiego zdjęcia (i w danym kontekście) byłoby dla kogoś czymś deprymującym, kłopotliwym, zawstydzającym…

Zwykle nie mam problemu z tym, aby bez wywoływania większego popłochu robić ludziom zdjęcia. Zazwyczaj wystarcza porozumienie za pomocą naszych oczu – jedno spojrzenie potrafi powiedzieć więcej, niż stek niezrozumiałych, czy nawet zrozumiałych, słów. Czasem jest to dla mnie spojrzenie na wagę złota.

*[1] Moja żona, przeczytawszy to, zgłosiła poprawkę, że to nie do końca jest prawda, gdyż na pewno lubię także fotografować kobiety – i to w każdym – a zwłaszcza młodym ;) – wieku. I że w tym to ona też dość szybko się zorientowała ;)

*

Prawda w oczach starego człowieka – pobożna seniorka z Lhasy (Tybet)

*

*

Stara kobieta z Chichicastenango (Gwatemala)

*

*

Bracia z St. Lucia (Karaiby)

*

*

Mała Majanka w masarni (Gwatemala)

 © ZDJĘCIA WŁASNE

Nową wystawę zdjęć ukazującą ludzi Tybetu można obejrzeć TUTAJ. Na stronie brulionu podróżnego znalazły się już także tybetańskie panoramy oraz Tybet w obrazach.

Jeśli ktoś chce popatrzeć także i na uśmiechy, może zaglądnąć TUTAJ.

*

SMILE!

Uiechnięte rodzeństwo z Delhi (Indie)

*
Uśmiech.
Czym byłoby życie bez uśmiechu? Nawet nie możemy sobie tego wyobrazić, tak przywykliśmy do niego, uważając go za coś zwykłego.
A przecież śmiech – jeśli szczery – jest czymś bez mała cudownym. Przegania smutki, wzbudza sympatię, zwycięża wrogość, rozprasza melancholię… Rozjaśnia mroki egzystencji.
Świat bez uśmiechu byłby nie do zniesienia.
Oto mała kolekcja uśmiechów zebrana przeze mnie w różnych częściach naszego globu.
*

Dziewczyna spotkana przypadkowo na wiejskiej drodze pod Dżodpurem w indyjskim Radżastanie. Poprosiłem ją tylko, by popatrzyła się w kierunku zachodzącego Słońca – stąd to miękkie światło i… zniewalający uśmiech.
*  *  *
*

Ojciec i syn z Varanasi (Indie)

Varanasi to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc w Indiach. To właśnie tam – na brzegach Gangesu – pali się zwłoki Indusów. Na przybyszu z innego rejonu świata robi to doprawdy niesamowite wrażenie. Przechodząc się wśród płonących stosów doznajemy wstrząsu – dociera do naszej świadomości to, w jak odmienny sposób ludzie różnych kultur podchodzą do śmierci.
W pewnej chwili odwróciłem wzrok od płomieni stosów i mętnej wody Świętej Rzeki, zasłaniając się od swądu palących się ciał.
I wtedy właśnie dostrzegłem tę śmiejącą się z całego serca parę – ojca z synem. Efekt był piorunujący: jednocześnie, w tym samym momencie, poczułem grozę śmierci i radość życia.
Zawirowało mi w głowie.
*  *  *
*

W drodze do szkoły (Dżajpur, Indie)

Najjaśniejsze i najczystsze uśmiechy z mojej kolekcji.
To rodzeństwo emanuje niezwykłym ciepłem, które wyzwala się nie tylko poprzez uśmiech, ale i przez te młode, ufne i spokojne oczy.
To był kolejny indyjski kontrast. Warto zwrócić uwagę na tło – niestety słabo tutaj widoczne. Dzieci, ubrane czysto i schludnie szły bowiem do szkoły po jednej z ulic Dżajpuru, która przypominała śmietnik i rynsztok zarazem.
To zastanawiające, że najwięcej ludzkich uśmiechów wywiozłem z Indii – z kraju nieopisanej nędzy i mizerii.
*  *  *
*

Chocolate trio from Ocho Rios (Jamajka)

Czekoladowe trio z Ocho Rios.
Trzy siostry (koleżanki?), które spotkałem w miasteczku Ocho Rios na Jamajce.
Jamajczycy mają typowo południowy charakter: bywają gorący i namiętni. Te dziewczynki o namiętności jeszcze nic nie wiedzą, ale emanująca z nich radość oraz ciepło ich uśmiechów są już widocznym odbiciem jamajskiej duszy.
O ile sobie przypominam, była wówczas niedziela – stąd te „kościółkowe” ubranka, w których dominowały róż i biel. Samo miasto zaś nie sprawiało dobrego wrażenia. Te uśmiechy uratowały jednak moje o nim wspomnienie.
*  *  *
*

Dziadziu spod Machu Picchu (Peru)

Rozbrajający uśmiech dziadzia spod Machu Picchu w Peru.
Kiedy zjechaliśmy już z gór, gdzie rozłożone jest legendarne miasto Inków, natrafiliśmy na coś w rodzaju wiejskiej fiesty, w której brali udział dość cudacznie poprzebierani mężczyźni w różnym wieku. Również ten senior w jakże oryginalnym przybraniu głowy.
Jak widać, nawet bezzębny uśmiech może mieć swój nieodparty urok.
*  *  *
*

Soooooo sweeeeet! Dziewczynka z lamą (Peru)

Dziewczynka spotkana w drodze znad Jeziora Titicaca do Cuzco w peruwiańskich Andach. Do dzisiaj nie wiem, czy uśmiech lamy był szczery, czy też… wyuczony ;)
*  *  *
*

Dziewczynka z lizakiem (Lago de Atitlán, Gwatemala)

Gwatemala to miejsce, gdzie do dzisiaj żyje kilka milionów potomków legendarnych Majów. W tej dziewczynce bez wątpienia płynie krew plemienia, które zawładnęło na kilkaset lat Ameryką Środkową,  by wkrótce popaść w ruinę i to zaledwie w ciągu życia  jednego pokolenia. Dziewczynka sprzedawała haftowany rękodzieło, w którym specjalizują się mieszkańcy wiosek położonych w cieniu wielkich wulkanów nad Jeziorem Atitlán.
*  *  *
*

Carnaval beauty from Rio (Rio de Janeiro, Brazylia)

Brazylijskie Rio de Janeiro w czasie Karnawału zamienia się w miasto szalone, tętniące życiem, kipiące erotyzmem i naładowane seksem.
Ten uśmiech jest dla mnie niezwykły – łączy bowiem skromność i zawstydzenie z jednoznacznie wyzywającym strojem, niemalże negliżem.
Okazuje się że taka fuzja też może mieć swój nieodparty sex-appeal.
*  *  *
*

Prząśniczka z Katmandu (Nepal)

I jeszcze jeden zniewalający uśmiech seniora – tym razem kobiety przy krosnach napotkanej pod Himalajami.
*  *  *
*

Ludowy przyodziewek jednej z pod-andyjskich wiosek (Peru)

Peruwianka w fantazyjnym kapeluszu i równie oryginalnie haftowanym stroju.
*  *  *
*

Zadowolone z życia Japonki (Honolulu, Hawaje)

Dwie japońskie dziewczyny (Koreanki?) na Hawajach.
Uśmiech cokolwiek pozowany, niemniej jednak szczery.
Nawet jeśli wymuszamy swój uśmiech, w pewnym momencie może się on stać czymś autentycznym… Wtedy nas nie razi.
Uśmiech sztuczny i nieszczery szybko się demaskuje. I niekiedy staje się nawet czymś trudnym do zniesienia.
*  *  *
*

Młodziutkie Tajki (Bangkok, Tajlandia)

Cóż tu będę krył – z wszystkich Azjatek najbardziej podobają mi się kobiety z Tajlandii.
Lecz mam tu na myśli nie tylko urodę – chodzi mi również o charakter i sposób bycia. Nie ma chyba milszych kobiet za świecie niż Tajki… naturalnie, z wyjątkiem naszych kochanych Polek.
*  *  *
*

Uśmiechnięty reprezentant Europy (Paryż, Francja)

Oczywiście, nie może w naszej kolekcji zabraknąć uśmiechu ze Starego Kontynentu. I oto mamy – uśmiech młodego dżentelmena, sprzedawcy staroci w jednej z paryskich dzielnic. Nie wiadomo co bardziej podziwiać – gest i pozę czy szykowny, choć niemal sportowy, kostium.
*  *  *
*

Od chmurności, przez wstydliwość do uśmiechu (Antigua, Gwatemala)

Małe studium przełamywania lodów i zdobywania zaufania… tutaj: nieśmiałej dziewczynki z gwatemalskiego miasteczka Antigua.
*  *  *
*
A NA KONIEC… JESZCZE KILKA UŚMIECHÓW Z INDII:
*
*
*
*
*
*
*
*
*