RASKOLNIKOW TO JA

Na ile bohaterowie literaccy mogą być utożsamiani z autorem, który tę literaturę tworzy? Oto pytanie, które mnie czasami nurtuje. Jest oczywiste, że oświadczenia Flauberta, iż sam jest panią Bovary („Madame Bovary, c’est moi”), nie należy brać dosłownie – jest to bowiem rodzaj paraboli wskazującej na to, że ta postać zrodziła się w nim samym – w jego głowie, sercu, wyobraźni… stając się niejako bardziej częścią samego pisarza, niż nim samym. W rzeczywistości, mylenie literackiego podmiotu z przedmiotem jest zazwyczaj pewną (nad)interpretacyjną naiwnością, zbyt daleko idącym uproszczeniem, a czasem nawet niesprawiedliwością, jaką się wyrządza autorowi, posądzając go o bezeceństwa, których dopuszczają się wykreowani przez niego bohaterowie.
Czyż można np. oskarżać Nabokova o pedofilię tylko dlatego że stworzył najbardziej kompleksową powieść świata o lolityźmie? Czy można osądzać Dostojewskiego i przypisywać mu jakieś mordercze instynkty tylko dlatego, że jest autorem jednego z najbardziej przejmujących studiów mordu, ukazując wstrząsającą anatomię zabójstwa w swoich „Braciach Karamazow” czy „Zbrodni i karze”? Oczywiście, że nie! Ale na rzeczy już będzie rozliczanie autora ze sposobu, w jaki widzi świat; z barw, jakimi go maluje; z sądów, jakim on poddaje ludzi; z pesymizmu, jaki sączy w czytelnika (lub z optymizmu, którym tego czytelnika podnosi na duchu)… Bo tym wszystkim właśnie jest on naprawdę.

Ten oto niewinny przypis do tekstu o „Nieznośnej lekkości bytu” Kundery stał się zarzewiem mojej dyskusji z Telemachem, poruszającej tematy na tyle wg mnie istotne, że zdecydowałem się ją tutaj przytoczyć, aby uchronić niejako od totalnego zagubienia w przepastnej otchłani wirtualnej sieci.

• TELEMACH: „Na ile bohaterowie literaccy mogą być utożsamiani z autorem(…)”?
Mogą? Forma bezosobowa sprawia, że gubimy istotę problemu. Sądzę. Doszukiwanie się autora w dziele jest – jak sądzę – poza rozrywką poniektórych krytyków w zasadzie domeną autorów niespełnionych. Ile Rastignaca jest w Balzacu? Myślę że konsumenta Komedii Ludzkiej to raczej nie zajmowało. Trudno wyobrażalne. Ale może się mylę.

LA: Telemachu, pamiętasz nasz „bój” o Św. Pawła w kontekście jego „Hymnu do Miłości”? Czy naprawdę sądzisz, że komukolwiek czytającemu dziś, dajmy na to, „Wspomnienia z domu umarłych” albo „Poza dobrem i złem” obojętna być może osoba autora? (W tym wypadku – wybacz, że to dodam – Dostojewskiego i Nietzschego.) Trudno mi to sobie wyobrazić.
Poza tym, nie uważam się wcale ani za „poniektórego krytyka” ani za „niespełnionego autora”, a zwykle jestem zainteresowany osobą pisarza, którego książkę czytam, oraz tym, ile jest „z niego w dziele”. Co w tym dziwnego? Myślę, że podobnie zainteresowanych jest tysiące zwykłych czytelników, (którzy nie są ani jednym, ani drugim).
Oczywiście spotkałem także wielu autorów spełnionych, których również to interesuje: choćby samego Kunderę (nie tak dawno przeczytałem eseje Kundery o Kafce i jego twórczości), choćby Miłosza (jego studium o Oskarze Miłoszu, Svedenborgu – poprzez ich dzieła…), choćby Ernesto Sabato (prace o twórczości Borgesa, Sartre’a, Flauberta… w ścisłym kontekście z osobą autora)… etc.
Przykłady mógłbym mnożyć.

więcej….

Ciąg dalszy dyskusji TUTAJ .