KIEDY JESTEŚ…

 

*

*

To tylko Twoja skóra
oblekająca przestrzeń, w której już jesteś
a jednak mój dotyk rzeźbi Cię i stwarza
za każdym razem
kiedy zamykają się nasze oczy

Kości, krew, paznokcie, włosy…
to tylko dodatki do Ciebie
Ty jesteś w mgnieniu oka,
odbiciu źrenicy i splocie dłoni
w westchnieniu, jęku, muśnięciu rzęsy…
refleksie światła na obnażonej piersi
w jasnej smudze nagiego uda

Mimo to nie jesteś zwiewna i ulotna
a rzeczywista, dotykalna, cielesna
– miękka, wilgotna, oddana, ciepła…

Czy ta rozkosz to tylko przynęta,
którą natura zwabia nas
do swojej matni zwanej życiem?
Czy też boska nagroda
za poszukiwanie i znajdywanie
– za dopełnianie się w miłości?

To tylko moment
wykradziony zachłannej wieczności
a jednak smakuje tak,
jak haust życiodajnej wody,
jak schwytany na gorącym uczynku sens
– wyciśnięta z niebytu kropla istnienia

Wyłaniasz się z mroku
jasnym ciałem
i cichym szeptem

Język Twojej nagości
może się obyć bez słów
lecz Twoje plecy potrzebują światła,
które odbija się we mnie

Chwytając oddech
nie pragnę niczego więcej
może tylko…
jeszcze jednej chwili
takiej jak ta

* * * 

 (zdjęcie własne)