ŻYCIE JEST PODRÓŻĄ, PODRÓŻ JEST ŻYCIEM – MOJA POLSKA DROGA 2022

.

Wieki minęły jak nic tutaj nie pisałem i nie pokazywałem. Ostatni wpis nosi datę lutową. Dużo się działo ostatnio w moim życiu. Niekiedy wszystko wokół mnie stawało na głowie – i to nie tylko dlatego, że świat się zmieniał (i to nawet bardzo), ale i zmieniała się też moja perspektywa. Było dobrze i było źle. Wiele z uprawianych przeze mnie wcześniej poletek leżało odłogiem, ale i wkroczyłem na nowe terytoria, nie mając pojęcia, jak też skończą się te moje nowe przygody. Kiepską stroną nowej sytuacji było to, że nie miałem czasu na książki i kino – chleb mój powszedni prawie całego życia – ale za to mierzyłem się z wyzwaniami, które w moim wieku mogły zakończyć się… różnie. Stąd moja nieobecność tutaj. Przełamuję się teraz jednak – choć tylko połowicznie, bo zamieszczam materiał, który wcześniej ukazał się na mojej stronie Facebookowej. FB to błachostka i medium niezbyt poważne, a jednak notatki te poruszają ważne dla mnie sprawy. Są też pewnym śladem życiowych zakrętów, doświadczeń i przeszkód, na jakie natrafiałem na przemierzanych ostatnio drogach, z których wiele prowadziło przez kraj mój ojczysty. Oto kilka z nich.

.

Dom mój o świcie

.

EUFORIA I CIERPIENIE

       Pierwszy raz w życiu spałem sam w moim rodzinnym domu. Poprzedniego dnia przeleciałem przez Atlantyk więc jetlag dawał się jak najbardziej we znaki. Mimo to zasnąłem dość szybko (zmęczenie kilkunastogodzinną podróżą robiło swoje) jednak obudziłem się jeszcze szybciej. Za oknem była szarówka. Ptaki też już nie spały i ich śpiew rozlegał się z każdego zakątka ogrodu.
Wyszedłem na dwór. Uderzyło mnie rześkie powietrze i zapach kwitnącego nieopodal dzikiego bzu. Coraz śmielsze promienie wschodzącego słońca przedzierały się przez drzewa i krzewy.
W tym momencie zalała mnie fala wspomnień, a żal po utraconych rodzicach osiadł ciężko na duszy.
Pustka jaką za sobą pozostawili jest dla mnie czasem nie do zniesienia. Nic dziwnego, że odczułem ją szczególnie dojmująco tu i teraz – w opuszczonym przez nich na zawsze domu, pamiętającym wszystkie te szczęśliwe chwile dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy wszystkim nam się zdawało, że jesteśmy nieśmiertelni.

       A jednak wraca jeszcze do mnie czasem upojenie światem. Tak było i tym razem, kiedy przechadzałem się o brzasku dnia po budzącym się do życia ogrodzie mojego rodzinnego domu. I odczuwałem coś w rodzaju euforii pomieszanej z zachwytem.
Kontrast między pustką wewnątrz domu a pełnią życia tętniącego wokół niego był oszałamiający i wprowadzał do mojej głowy spore zamieszanie.
Bujność tych wszystkich roślin – krzewów, drzew, traw i kwiatów – uświadomiła mi po raz nie wiadomo który, że Natura jest niestrudzona w tej swojej witalnej autokreacji, przetrwaniu i regeneracji. Dzięki temu życie wiecznie się odradza, pleni się i wybucha – kiedykolwiek i gdziekolwiek jest to możliwe. Mimo, że jednocześnie coś obumiera i przemija – tak jak umierają i odchodzą na zawsze ludzie, których jednak cały czas kochamy, choć po ich śmierci ta miłość robi się gorzka i często przynosi nam cierpienie.

       Tak po prawdzie to nie spałem sam – spałem z kotką, która jeszcze kilka tygodni temu towarzyszyła tu mojemu Tacie. Nie wiem czy tylko tak mi się wydawało, ale w jej dużych jasnych oczach wyczytałem zdziwienie, że to ja patrzę na nią, a nie jej prawdziwy gospodarz, który ją zostawił i poszedł sobie nie wiadomo gdzie. Tego nie robi się kotu!

.

*  *  *

.

W PUSTYM DOMU

Jeśli ten dom wypełni się szczęściem
– to już nie będzie moje szczęście
Jeśli się będzie rozlegał tu śmiech
– to już nie będzie mój śmiech
Jeśli zagości tu młodość
– to na ruinach mojej straconej młodości
Jeśli wszyscy będą się dookoła weselić
– to nie przepędzi mojej samotności
Jeśli ktoś zatraci się tu w radości
– to nie będzie mnie mniej boleć
Jeśli wspominam tych, którzy naprawdę mnie kochali, a odeszli
– to wiem, że już nigdy nie zaznam ich miłości

.

Gęstwina za płotem


*  *  *

.

MOJA POLSKA 2022

       Jak tu określić moją obecną wizytę w kraju po, tym razem dłuższej, bo czteroletniej w nim nieobecności? Słodko-gorzka, radosno-smutna, a nawet – uderzając już w nieco bardziej patetyczne tony – euforyczno-cierpiętnicza?
Tak, to są dobre określenia, bo wszystkie te uczucia – wraz z całą gamą pośrednich – dane mi było dość intensywnie przeżyć.
Po raz pierwszy odwiedzałem Ojczyznę, w której nie było już wśród żywych ani jednego z moich Kochanych Rodziców. A każde odwiedziny Ich grobu sprawiały mi nieopisany ból – bo już nie mogłem odczuć ich miłości, jaką mnie obdarzali, kiedy jeszcze żyli. Niestety, nie mogła wypełnić tej pustki przychylność, jaka zazwyczaj spotykała mnie ze strony Rodziny, znajomych i przyjaciół – ludzi, jakich spotykałem podczas tego pobytu w kraju.

Niech mi zostanie wybaczony ten ekshibicjonizm i patos (tym bardziej, że zazwyczaj jestem powściągliwy w ujawnianiu tego, co dzieje się w moim życiu rodzinnym) lecz nie sposób jest bez tego opisać choćby szkicowo moje wrażenia – i to co mnie spotkało podczas podróży po Polsce AD 2022.

Od razu wyznam coś, co już nieraz mówiłem tym, którzy pytali mnie o wrażenia, jakie ta 10-dniowa eskapada po Polsce we mnie wzbudziła: otóż nie zamieniłbym tej podróży na żadną inną w najbardziej nawet egzotycznym kraju – odpowiadałem.
I to jest prawda.

Takim pięknem przywitało mnie Podlasie (Kodeń)

.

        Piękno, jakie otwarło się przed moimi oczami, kiedy tak przemierzałem drogi i dróżki Podlasia, Suwalszczyzny, Mazur, Warmii i Pomorza, Mazowsza i Podkarpacia, było niepowtarzalne – i nieporównywalne z niczym innym, co widziałem i czego byłem świadkiem w wielu innych krajach, na kilku kontynentach.
I bynajmniej nie były to jakieś niesamowite, dramatyczne pejzaże, czy niesłychana różnorodność etniczna tudzież kulturowa, jakiej doświadczałem podczas moich podróży po całym świecie, ale piękno bardziej subtelne, swojskie – czekające na odkrycie i nieoczywiste – łagodne, może nawet (w dobrym znaczeniu tego słowa)… przyziemne. Choć polskie niebo i chmury każdego niemal dnia wzbudzały mój zachwyt – podobnie jak wszechobecna, otaczająca mnie, intensywna zwłaszcza o tej porze roku, zieleń.
Naturalnie, była w tym wszystkim spora doza ojczyźnianego sentymentu, może nawet (tak ostatnimi laty niemodnego i traktowanego wstydliwie) patriotyzmu.
I jeszcze ten śpiew ptaków w każdym zakątku, gdzie byłem – poczynając od ogrodu mojego domu rodzinnego i pogrążonego w kwiatach domu siostry, przez białowieską puszczę i mazurskie bory, po zalesione pomorskie jary, rozlewiska i rzeczne przełomy Podlasia.
Cóż, piszę to wszystko w pewnym uniesieniu, więc mogę też dodać tu bezwstydnie i nie zważając na nic: jadąc polskimi drogami, słuchając muzyki i napawając się obrazami, odwiedzając wszystkie te piękne miejsca, przeżywałem chwile nieopisanego wręcz szczęścia, którego nic i nikt mi już nie odbierze, bo utrwalone to zostało nie tylko w moich – jakże nietrwałych przecież – komórkach mózgowych i nerwach, ale i w jakichś metafizycznych niwach kosmicznej pamięci 😉
Bo jest to sprawa i domena duszy, a nie tylko materii.

       Nie byłbym sobą, gdybym w czasie tej podróży nie robił zdjęć. W moim smartfonie utworzyłem sobie nawet album zatytułowany „Cream of Poland” (sorry za ten makaronizm), w którym odkładałem obrazy w jakiś sposób się wyróżniające, zwłaszcza pod względem estetycznym, ale też i sentymentalnym. Muszę przyznać, że trudno mi było dokonać wśród tych zdjęć selekcji. Warto więc mieć na uwadze, że jest to jednak bardzo ograniczony wybór, a nie jakieś szersze spektrum obrazowego bogactwa, które objawiło mi się w kraju.

.

*  *  *

Komentarzy 17 to “ŻYCIE JEST PODRÓŻĄ, PODRÓŻ JEST ŻYCIEM – MOJA POLSKA DROGA 2022”

  1. małgosia Says:

    Ano właśnie, całkiem niedawno sprawdzałam, czy znowu link do twojego bloga gdzieś mi nie zaginął na liście ulubionych, bo dawno nic się nie pokazywało. Co prawda i moje odwiedziny coraz bardziej z doskoku, wpadam, coś tam napiszę, zajrzę na parę blogów, gdzie pojawiły się nowe wpisy i wypadam. I też dotarłam do tych ostatnich twoich wpisów, sprzed wojny. Jakoś czas podzielił się mi na ten przed i ten po wybuchu. Może dlatego, że ona toczy się tak blisko nas, za miedzą. Ale nie o tym tu będę pisać.
    Otóż nie wiem, czy to pocieszające, ale to stare powiedzenie czas goi rany jest naprawdę bardzo mądre. Mój tato odszedł osiemnaście lat temu i od lat już wspominam go z uśmiechem, a ten ból, który rozrywał serce w pierwszych dniach, tygodniach czy miesiącach, jeszcze się czasami rozkrzyczy, czasami szarpnie, ale najczęściej staje się daleki i nie tak bolesny.
    A kraj urodzenia, mała ojczyzna zawsze będą dla każdego z nas najpiękniejsze, bo owiane owym sentymentem o którym piszesz. Jeszcze wczoraj wspominałam coroczne wakacje u babć – jakże one w tych moich wspomnieniach były idylliczne, a przecież były proste, skromne, ubogie, pozbawione egzotyki. A tak piękne. Wspólne wyprawy na działkę i pielenie grządek, jazda na drewnianym, skrzypiącym wózku, kurnik na podwórku i podbieranie jajek kurom, pływanie w zimnym Bałtyku.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę, aby wspomnienia tej podróży pozostały w pamięci jako wyłącznie dobre wspomnienia. A życie tych co odejdą na drugą stronę – wypełniło się, zostało zapisane jak księga.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Tak, wojna i pandemia to jednak dla nas cezura ostatniego czasu. Zwłaszcza wojna na Ukrainie w Polsce, bo dotknęła nasz kraj mocno, no i niewyobrażalna fala uchodźców…

      Czas koi rany, ale blizny jednak zostają.

      Również wspominam idyllę moich wakacji na wsi, gospodarstwo dziadków, zabawy z dzieciństwa… mnóstwo takich drobiazgów, które do tej pory mają dla nas wielką wartość sentymentalną.

      Dziękuje za pamięć i komentarz.
      Pozdrowienia odwzajemniam równie serdecznie!
      Wszystkiego Dobrego!

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      A przy okazji: zdjęcie – pamiątka szczęśliwego jednak dzieciństwa (rzeka płynęła tuż za płotem mojego domu ;), ten płynący crawlem ;), to ja – z siostrą, kuzynkami i dzieciakami sąsiadów ;)

  2. Jula Says:

    No coz takie zycie jedni odchodza, drudzy przychodza..
    Dom, miejsce bedzie..
    Dzieci oodejma decyzje co dalej.
    Czy zostawicie , czy sprzedacie.
    W miedzyczasie u mnie tez odeszli i rodzice i nagle brat.
    Sa bratankowie , jakby w polowie w tradycji mojej rodziny, bo druga polowa to historia rodziny ich mamy.
    Własciwie , to co bylo w dziecinstwie moim i brata tylko ja znam, no i zwyczaje mojej rodziny. ..
    Pozdrawiam i trzymam kciuki , dlugiego , szczesliwego zycia.. !.. :)

    • Jula Says:

      Ps.
      Zagladala tu do Ciebie Sarna..Lubilam jej poczucie humoru..Nie wiem, co z Nia?..
      Juz nie szwenda sie po blogoaferze.
      ;)

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        Ale „szwenda” się na rowerze po Polsce ;)

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        „blogoafera” ;)- ciekawe słówko
        To celowo, czy tak tylko Ci się wyrwało? (Jeśli to ostatnie, to ciekawa freudowska pomyłka jest ;))

        • Jula Says:

          Na blogach polityki Ciebie wspominaja, zwlaszcza piekne zdjecia..
          Nie , celowo!.. :)
          Bo mase znajomych gdzies tam zniknelo a pare osob twardo jeszcze kontynuuje swoje blogowe zmagania.
          Np . Torlin.. Co jakis czas sie obraza na komentujacych ale wraca..
          No i niektorzy nawet systematycznie sie spotykaja..
          Z przerwa na pandemie.
          Ps.
          Milego pobytu w Polsce i radosnych spotkan z rodzina , bo siostra , siostrzenice, znajomi itd..
          :)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Jula, a tego że na blogach Polityki mnie wspominają, to nie wiedziałem. Dawno tam nie zaglądałem, wiem tylko tyle, że w międzyczasie zmarł Daniel Passent, u którego czasem coś tam komentowałem – zwykle pod włos tego, co pisał Gospodarz ;)
          Torlin to historia, podobnie Telemach (ze dwie nasze rozmowy z T. znalazły się nawet w jednej z moich książek ;)
          Osobiście (niewirtualnie) spotkałem kilka osób, które poznałem dzięki prowadzeniu bloga. M.in. Elę (Sarna), Gosię (Czara) i – niestety nie żyjącą już – Małgorzatę (Defendo).

          Prowadzenie bloga (Wizję Lokalną traktuję jednak bardziej jako stronę autorską niż blog) to była jednak wielka przygoda mojego życia – nie wspominając o tym, że chyba dzięki temu mogłem wydać swoje książki.

          PS. To co tutaj opublikowałem, napisałem podczas mojej ostatniej podróży do Polski, która miała miejsce w czerwcu. Teraz jestem w Stanach, ale wkrótce znowu będę w kraju… jak wszystko dobrze pójdzie.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Dzięki Jula za znak życia – i za komentarz.
      No tak to już jest – jak piszesz – w życiu.
      Wszystkiego Dobrego!

  3. Jula Says:

    Moze i tak ;) :D

    • Jula Says:

      To odnośnie roweru. :)

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        Jula, nie może, tylko na pewno. To akurat wiem :)

      • Jula Says:

        Wspominali Ciebie, albo u Hartmana albo u Szostkiewicza. Lub jeszcze może u nauczyciela, bo tylko tam są dyskusje. Na temat wojny na Ukrainie, PIS-u i KK, nie tylko odnogi polskiej.
        Tam na tych blogach gospodarze w miarę panują nad różnymi emocjami komentujących.
        W miarę ciekawe punkty widzenia.
        :)
        Miejmy nadzieję, że Świata na razie nie unicestwią, choćby i przez pomyłkę, bronią jądrową, czy atomową.
        Wojny są cały czas, głównie gdzieś tam daleko – w Azji, Afryce… W Europie od czasów wojny w byłej Jugosławii był pokój. No cóż, za długo okazuje się. Niektórzy określają tę wojnę jako zastępczą pomiędzy dwoma państwami na terenie trzeciego.
        No cóż, problem jest taki, że nic nie wiadomo, wszystko co najgorsze może się stać… Wszędzie.

  4. Torlin Says:

    Miło Cię widzieć (czytać), ale moje nieodwiedziny (sic!) są związane z generalnym nieodwiedzaniem jakichkolwiek blogów. Jula oczywiście nie ma racji, ja nie obrażam się na Komentujących (nie śmiałbym), ale z powodu wypalenia. Strasznie żałuję Defendo, przeżyłem Jej śmierć jak coś osobistego. Jak długo będziesz w Polsce? pzdr

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Era blogów chyba za nami. A na pewno przeminęły już lata świetności tej formy wypowiedzi. Niektóre znajomości przetrwały, ja do tej pory pamiętam całe nasze blogowe towarzystwo, choć prawie wszyscy już nie piszą. Ale ich ślady odnajduję gdzie indziej.
      Zdrowia Jacku!


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: