CZYTAM BOBKOWSKIEGO… na głos! ;)

.

.

       Ku memu zaskoczeniu Polski Instytut Teatralny w Nowym Jorku zaszczycił mnie zaproszeniem do wzięcia udziału we wspanialej inicjatywie, jaką jest zorganizowana przez tę instytucję akcja „PROJEKT BOBKOWSKI” – popularyzująca i przypominająca największe dzieło polskiego pisarza emigracyjnego Andrzeja Bobkowskiego, jakim są jego – pisane w okupowanym przez Niemców Paryżu – „Szkice piórkiem”. Ucieszyłem się, bo mam bardzo dobre zdanie o tej książce (i swego czasu poświęciłem jej recenzję, którą przeczytać można TUTAJ)
Projekt Bobkowski polega – jak piszą organizatorzy – na czytaniu fragmentów „Szkiców piórkiem”„na głosów wiele, z różnych zawodów i z różnych stron świata”.
Z małym wahaniem przyjąłem zaproszenie, ale i nieco stremowałem, bo przecież żaden ze mnie aktor, lektor czy orator – a ponadto nie za bardzo lubię swój własny głos ;) Tym większa była moja trema, że miałem wystąpić w znamienitym gronie sław, w którym znaleźli się m.in. Magdalena Zawadzka, Andrzej Seweryn, Renata Dancewicz, Maja Komorowska, Ewa Błaszczyk, Marek Probosz. Adrianna Biedrzyńska, Grażyna Auguścik, Janusz Majewski, Dorota Stalińska, Andrzej Krukowski… i wielu, wielu innych artystów sceny i filmu.

*  *  *

Komentarzy 41 to “CZYTAM BOBKOWSKIEGO… na głos! ;)”

  1. Marta Wróblewska Says:

    Jak bym słuchała Bobkowskiego 🙂 Gratulacje

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Hmm… Próbowałem znaleźć jakieś nagranie z głosem Bobkowskiego, ale nic nie znalazłem. Myślę, że miał jednak inny głos ode mnie. Ale jeśli takie było Pani skojarzenie, to dziękuję, miło mi 🙂

      • Marta Wróblewska Says:

        Ja również nie znalazłam 😊, jednak słuchając, wyobraziłam sobie dzielącego się słowem i odczuciami Pana Bobkowskiego.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Bardzo chciałbym poznać Bobkowskiego osobiście. Na pewno nie był tuzinkowym człowiekiem – i to nie tylko dlatego. że napisał te swoje niesamowite „Szkice piórkiem”. W których, notabene, sam siebie kreował – a mimo to, sprawiają one wrażenie jakby były pisane przez kogoś o szczerym niezwykle sercu i prawdomówności. Taki paradoks i wielka sztuka: kreować siebie samego, a jednocześnie pozostać sobą; zmyślać, a przy tym być szczerym; pokazać swoją wielkość, ale nie wywyższać się; tworzyć wielką literaturę, ale trzymać się ziemi i żyć życiem człowieka z krwi i kości… 😉

        • Marta Wróblewska Says:

          To unikatowe i piękne cechy

  2. Halina Says:

    Stasiu powiem ci, że jestem pod wrażeniem twojego głosu, choć muszę przyznać, że jeszcze pamiętam dźwięk twojego głosu z przed 45 lat i niestety nic mi się z nim nie kojarzy ten dzisiejszy głos. Ale to było prawie pół wieku temu.
    Wiedzę, że jesteś obdarowany bardzo wieloma talentami. Gratuluje tylu doskonałości w jednym człowieku. Możesz nagrywać audiobooki które uwielbiam słucham codziennie .
    Gratuluje i serdecznie pozdrawiam. 😘

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Ja też pamiętam Twój głos – o Twojej urodzie najładniejszej dziewczyny w całym liceum nie wspominając 😉 To wielkie było szczęście być z Tobą na wagarach 😉

      PS. No popatrz: niby tyle we mnie doskonałości, a tak niedoskonałym człowiekiem jestem 😉

      • Halina Says:

        Jesteś prawie doskonały ponieważ doskonałych ludzi nie ma. Talentu masz tyle abyś obdzielił pułk wojska.
        A za komplement dziękuje.
        Życzę wielu sukcesów

  3. Helena Kuczek Says:

    Pięknie gratuluję!!👍👍

  4. Christopher Vened Says:

    Słucha się to dobrze. Najważniejsze jest czytanie ze zrozumieniem tekstu, a to Pan ma.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Dziękuję za tak przychylną opinię,
      Zazwyczaj staram się rozumieć tekst, który czytam ;)
      Ale rzeczywiście, często kiedy czyta się na głos, jest się skupionym na samym czytaniu, niekoniecznie łapiąc sens tego, co się czyta. Przeradza się więc to w jakiś automatyzm.
      Cieszę się, że udało mi się tego uniknąć.

  5. Katarzyna Krys Says:

    Bardzo dobrze się tego słucha. Wielkie uznanie.

  6. Anna Stankiewicz Ordyczynska Says:

    Zanim odsłucha już teraz gratuluję

  7. Zygmunt Wilk Says:

    No, nie !!! Jak na jednego człowieka za dużo talentów 😉😉😉.

    Odsłuchałem . Nie musisz być tak skromny w samoocenie. Głos i dykcja aktorskie. Zwróciłem ponadto na dobry francuski akcent .
    Gratuluję.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Dziękuję.
      Z pochwałą tego aktorstwa u mnie – jak również francuskiego akcentu – to bym nie przesadzał ;)

      Pozdrawiam serdecznie,

      • Zugmunt Wilk Says:

        Im więcej „Ciebie” czytam tym bardziej doceniam i myślę że to zamiłowanie do książek od dzieciństwa dało późniejsze efekty. To jest proces długotrwały. Tak naprawdę nigdy nie da się nadrobić straconego czasu. Ty go wykorzystałeś właściwie.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          A jednak zawsze ma się jakiś niedosyt – że ten czas można było wykorzystać jeszcze lepiej… Myślę, że każdy z nas w pewnym okresie życia wybiera się w poszukiwanie straconego czasu ;)

  8. Bogdan Kwiatek Says:

    Słucha się dobrze! Znam Twój głos nie od dziś. Dlatego pewnie niezbyt obiektywnie wysłuchałem Twojego odcinka. Nie wiem, co masz do swojego głosu?… ale… czas najwyższy go polubić 🙂

    Słuchałem Ciebie, a raczej Bobkowskiego, czyli lektor nie skupiał na sobie uwagi – czyli prawidłowo. Raz tylko lekko się zaciąłeś przy tytule filmu i nazwisku jego reżysera, i nie wiem, czy tytuł był po francusku (pewnie tak), czy po angielsku… Nazwy własne zawsze mogą stanowić pewien problem, no ale… pewnie trzeba było przeczytać jakkolwiek, byle płynnie 🙂 I tak nikt pewnie nie sięgnie do tego filmu (obym się mylił).

    Zaskoczyło mnie coś innego – otóż właśnie fakt, że dzienniki chyba lepiej się wchłania, gdy są przez kogoś czytane, niż przez siebie… są wtedy takie bardziej odautorskie. W dzisiejszych czasach autorzy mają narzędzia, by swoje czytania nagrywać i w takiej wersji zostawiać potomnym… Kiedyś dominował papier, a jeszcze wcześniej pergamin…

    Good job! – że tak podsumuję na potrzeby Nowego Jorku 🙂

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Zauważyłem kiedyś ciekawe zjawisko: często lepiej mi się słucha jakiegoś tekstu/wiersza czytanego przez lektora, niż przez tego tekstu/wiersza autora. Ale to przecież nie powinno dziwić: bo pisanie to nie czytanie, bo autor wcale nie musi posiadać talentu lektorskiego (i najczęściej go nie ma).
      Ja się trochę łamałem, by wziąć udział w tym projekcie, gdyż – bez fałszywej skromności – nie mam dobrego zdania zarówno o brzmieniu mojego głosu, jak i -zwłaszcza – moich zdolnościach aktorskich/lektorskich.
      No ale skoro wszyscy tak chwalą, to chyba nie jest tak źle.

      PS. Ten tekst przeczytałbym lepiej, gdybym miał więcej czasu i… gdyby akurat samoloty nie latały mi tak często nad głową ;)

  9. Beata Rosiak Says:

    Hurra, wskrzeszamy dobrą prozę 😊
    Nie tak sobie wyobrażałam Twój głos. To fajne w końcu twarz z głosem połączyć 😉

  10. Krystyna Arthur Says:

    Słucha się jak zawodowego aktora, w dodatku mogło by to być napisane współcześnie.
    Gratuluje uznania wśród polskiej inteligencji twórczej – zasłużonego !

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Człowiek przeczyta jedną stronę z dziennika Bobkowskiego, a tu już takie uznanie! – dziesiątki lajków i ponad 60 komentarzy ;)
      Żeby jeszcze takim uznaniem i odzewem cieszyły się moje recenzje i artykuły, które wymagają przecież nieporównanie większego wysiłku i czasu ;)

      Ciekawe spostrzeżenie, że to mogłoby być napisane współcześnie. Pewnie dlatego, że Bobkowski pisał spontanicznie (nawet jeśli później poprawiał swój tekst i dodawał do swoich dzienników coś nowego), w żadnym wypadku nie drętwo i „literacko”. Choć był niezmiernie oczytany, to jego dezynwoltura w stylu i w podejściu do meritum – „mięsa” opisywanej rzeczywistości – uchroniła go od jakiejkolwiek sztywności. Pewnie dlatego „Szkice” nie brzmią staroświecko a współcześnie.

  11. Ela Says:

    No dobrze, skoro się sam prosisz 😉, to …
    słucha się przyjemnie, bo to Twój głos, choć nad dykcją musisz popracować. Na plus jest to, że starasz się czytać ze zrozumieniem, fajnie ratujesz się czytaniem z pauzą, no i trzeba przyznać, że jednak się przygotowałeś, a przynajmniej pracowałeś nad tym, co widać we fragmentach z przemową A. Hitlera. Przyznam się, że w tym momencie rozbawiłeś mnie, mimo że sam przekaz śmieszny nie był.
    Głos jak zwykle kojący, ale posapywanie ‚w tle’ zdradzało ile kosztowało Cię stresu 😁.
    Mimo to, podziwiam za odwagę. 🤗

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Jak zwykle – uważna i krytyczna 😉

      … bo ta „przemowa Hitlera” (wygłosił ją jednak Esser, a nie Hitler) rzeczywiście była komiczna (mimo, że tragiczna). I w takim tonie j- jak myślę – przekazał ją Bobkowski w swoim zapisie.

      • Ela Says:

        Jestem krytyczna nie po to by Ci dokopać, a dlatego, że wiem, że jesteś bardzo ambitny i pracowity, i że komplementy zwyczajnie Cię psują. Nie znosisz krytyki, ale właśnie ona potrafi Cię podkręcić i twórczo nakręcić.

  12. Q Says:

    Hmmm za pare dni będzie 22.02. Nawet 2022 roku
    Czyli 79 rocznica napisania tego fragmentu dziennika…
    Brzmi to magicznie.
    Dla takich chwil – jak Twoje czytanie zapisków sprzed lat – warto pisać dzienniki! Merci!
    A to co zrobiłeś/robi PTI to jakoby tlumaczenie nie tylko z pol. na pol. Ale i z języka pisanego na język mówiony/czytany… Ma to głębszy sens, zwłaszcza dla niepiśmiennych, ale i niewidomych, a również tych, którzy są stałe za kierownicą… Kwalifikowałem się kiedyś do jednej z kategorii, teraz prawie do dwóch… Merci #2!

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Tak, zbieżność dat ma w sobie jakąś magię.
      To coś podobnego do genius loci, tyle że nie w odniesieniu do miejsca, a czasu ;)

      Wiem, że audiobooki są w bardzo szerokim, powszechnym użyciu, ale mnie jakoś do tej pory nie porwały i książek nie słucham. Prawdopodobnie jest to błąd, ale do książek podchodzę w bardzo tradycyjny sposób – czytam trzymając książkę w rękach, przewracając strony swoimi palcami (dla mnie ważna jest ta „materialność” książki” – wyczucie jej zmysłem dotyku, czasem nawet węchu ;)) Z tego też powodu nie czytam książek w wersji elektronicznej, na jakimś ekranie.
      Ale pamiętam, że kiedyś broniłem się w podobny sposób przed pisaniem przy użyciu komputera (czy nawet, wcześniej, maszyny do pisania). Do tego stopnia, że najpierw pisałem tekst ręcznie (wtedy po prostu myślało mi się lepiej ;) ), a dopiero później przenosiłam go na jakiś elektroniczny nośnik.

      BIBLIOTEKA


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: