DOM GUCCI, czyli Amerykanie (i Anglik) we Włoszech

.

… i że Cię nie opuszczę (bogaty mężu) aż do śmierci (Lady Gaga i Adam Driver w filmie „Dom Gucci”)

.

       Napiszę wprost i bez ogródek, że moja relacja z tym filmem była lepsza, niż on na to zasługiwał. Całkiem przyjemnie się to oglądało – momentów komediowych nie brakowało, melodramatyzacja tak bardzo nie przeszkadzała, Dariusz Wolski jak zwykle „płynął” ze swoją kamerą jak w jakimś flow; muzyka (choć to była mixed bag) przypomniała nam naszą dyskotekową (w dobrym znaczeniu tego słowa) młodość; na ekranie brylowali świetni aktorzy: Al Pacino, choć już pomarszczony i leciwy, to jednak nadal wyrazisty i krzepki; Jeremy Irons arystokratyczny, przykuwał uwagę swoją nonszalancką kostycznością, a przy tym (paradoksalnie) pełną niuansów swobodą; Jared Leto nierozpoznawalny, brawurowy, choć w aktorskiej wirtuozerii zbliżał się czasem do karykatury; Adam Driver swoją wrodzoną sztywność zamienił tutaj w gładki czar kameleona; Lady Gaga była (usiłowała być) bardziej włoska, niż Gina Lollobrigida, a przy tym okręciła wokół siebie wszystkich, „kradnąc” niemal cały show

       Mam słabość do filmów Ridley’a Scotta (niedawno pisałem o jego „Ostatnim pojedynku” – filmie jakże różnym, i jednak zdecydowanie istotniejszym, niż „Dom Gucci”), jednak tutaj muszę wyznać, że spodziewałem się po tym reżyserze czegoś więcej, niż tylko ciągu popisowych hollywoodzkich numerów. Bowiem zamiast krwistej opowieści o rodzinnej wojnie między cholerykami, którym się komercyjnie powiodło, obnażenia mechanizmu działania manipulującego konsumentami rynku mody, czy wreszcie ukazania prawdziwej morderczej wendety mszczącej małżeńską zdradę, otrzymałem zbiór (miejscami kwiecistych) anegdot balansujących na granicy gagu – rozrywkę pozbawioną ciężaru właściwego ludzkiego doświadczenia, które być może dorównywało szekspirowskiej, a może nawet antycznej tragedii, jaka się rozgrywała w klanie Gucci. Nie wiem, może rzeczywiście wymagam od tego filmu zbyt wiele? A jednak nie mogę przełknąć tego, że mając taki artystyczny potencjał i historię, która mogłaby być prawdziwym scenariuszowym „killerem”, „Dom Gucci” prawie że utonął w mydlanej operze.

6.5/10

*  *  *

Portret rodziny włoskiej we wnętrzu – tak, jak widzą go Amerykanie (od lewej: Jared Leto, Florence Andrews, Adam Driver, Lady Gaga i Al Pacino)

.

       Myślę, że w tych dwóch powyższych akapitach wyraziłem to co uważam za najważniejsze w moim odbiorze i opinii o najnowszym filmie Ridley’a Scotta – a więc zarówno przychylność dla jego rozrywkowych walorów (dzięki nim jestem gotów film polecić), jaki i pewne rozczarowanie (w tym zawarta jest pewna przestroga). Nie znajduję większych powodów by się o „Domu Gucci” rozpisywać, ale tak się złożyło, że czytając jeden z wpisów na (zawierającej wiele ciekawych dla mnie tematów) stronie Facebookowej Aleksandry Fredrych (TUTAJ), trafiłem na recenzję filmu Scotta jaką opublikował New York Post pod wymownym i cokolwiek obciachowym jednak tytułem: ”Lady Gaga and her terrible movie are shallow”, którego autorem jest Johnny Oleksinski (na dodatek wyrażający się o filmie per „The abysmal ‘Gucci’”. Wtóruje mu Aleksandra Fredrych: “The movie is just like our times – trashy.” (…) “Patricia Reggiani was vulgar but she had a gentle appearance. Lady Gaga, unfortunately, has nothing to do with Reggiani, except Italian roots. She looks here like a housewife from Yorkshire. The syndrome of Elizabeth Taylor, who turned from a princess into a frog in her old age. What annoys me in the movie is English (…)”.

       Pozwoliłem sobie na takowe dictum odpowiedzieć komentarzem:

       This film might be (and I think it is) a glitter confetti (or glittering confection) but it’s not a trash (Ridley Scott might direct a few not so good movies – and a couple that approach the greatness of a masterpiece – but he would never produce a trashy movie – the way Van Gogh would never paint a trashy picture).
I am also disappointed with his “House of Gucci” but I would never write such a mean and derisive review of this film as Mr Oleksinski in New York Post (he’s got so many things wrong that his opinion to me is mostly deplorable hence disposable).
I think Lady Gaga was pretty good in this movie and (according to the Garrett Strommen, who runs a Los Angeles company that offers language lessons and dialect coaching) her Italian accent was also pretty good (“she really nailed the lines that were in spoken Italian”). But Mr Oleksinski knows better: Lady Gaga “focuses so much on tics and facial expressions and her Slavic accent that there’s no soul, genuineness or vulnerability to the character”.
Slavic?! Why Mr Oleksinski hears “Slavic accent” in the performance of Stefani Angelina Germanotta is quite a mystery to me. I think she is a naturally talented actress (I like her acting much more than her music) – and I did felt a “soul, genuineness or vulnerability” in her characters, both in “A Star is Born” and “House of Gucci”. It’s nobody’s fault that Mr Oleksinski didn’t feel it, but his.*

A Wy co o tym filmie sądzicie?

*  *  *

* Ten film może być (i ja myślę, że jest) błyszczącą konfekcją, ale nie jest śmieciem (Ridley Scott mógł wyreżyserować kilka niezbyt dobrych filmów – i parę, które zbliżyły się do wielkości arcydzieła – ale nigdy nie wyprodukowałby śmieciowego filmu – tak jak np. Van Gogh nigdy nie namalowałby śmieciowego obrazu.)
Ja również zawiodłem się na jego „Domu Gucci”, ale nigdy bym nie napisał takiej złośliwej i szyderczej recenzji jak to zrobił Mr Oleksinski w New York Post (myli się tam w tak wielu rzeczach, że jego opinia dla mnie staje się bezwartościowa).
Myślę, że Lady Gaga jest całkiem dobra w tym filmie (w opinii Garetta Strommena, który prowadzi w Los Angeles szkołę językową i udziela coachingu w dialekcie), jej włoski akcent też nie jest zły („świetnie dała sobie radę tam, gdzie miała użyć mówionego włoskiego”).
Ale Mr Oleksinski wie lepiej: Lady Gaga „skupia się tak bardzo na grymasach i twarzowej ekspresji – oraz na swoim słowiańskim akcencie – że w jej postaci nie ma duszy, autentyzmu ani wrażliwości.”
Słowiański?! Dlaczego Mr Oleksinski słyszy „słowiański akcent” w wykonaniu i grze aktorskiej Stefanii Angeliny Germanotty pozostaje dla mnie tajemnicą.
Sadzę, że jest ona naturalnie utalentowana aktorką (jej grę lubię dużo bardziej niż jej muzykę) – i naprawdę czułem duszę, autentyzm oraz wrażliwość w jej postaciach, zarówno w „Narodzinach gwiazdy”, jak i w „Domu Gucci”. To niczyja wina, że Mr Oleksinski tego nie czuł, tylko jego samego.

*  *  *

Komentarze 23 to “DOM GUCCI, czyli Amerykanie (i Anglik) we Włoszech”

  1. Aleksandra Fredrych Says:

    Lady Gaga voice sounds more Eastern European (Russian are Slavic) than Italian in this movie. Trust me, I know the sound of English Donatella Versace and Silvio Berlusconi. For sure it’s not Nothern Italian accent. Anyway, have no idea what for such linguistic mascarade.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      It worked for me (although before I saw the movie I thought it wouldn’t work 😉) You know the sound of English Donatella Versaci and Silvio Berlusconi (I trust you with that, why not? ;)), but what about Patrizzia Gucci? We are talking about HER accent. And Lady Gaga – perfectionista! – worked on this like a horse 🙂

      • Aleksandra Fredrych Says:

        Here is the same like with Spaghetti Western. “Per un pugno di dollari” (A Fistful of Dollars) sounds same hilarious. Have you seen this scene below? It was funny but not ridiculous.

      • Aleksandra Fredrych Says:

        Recenzja pana Oleksinskiego jest miażdżąca, fakt ale od czego mamy polemikę. Osobiście uważam, że ta językowa maskarada psuje odbiór całego filmu. Z językiem jest dokładnie tak samo jak z kuchnią. Jeden składnik może zmienić cały smak potrawy. Tylko najpierw trzeba znać ten smak.
        Proszę pamiętać że w filmie Scotta jesteśmy na północy Włoch a tu jest bliżej nam do Szwajcarii niż Palermo. Otaczają nas Alpy i rytm roczny jest zupełnie inny niż w Rzymie. Mówimy gestami i o tym scenarzyści House of Gucci zapomnieli. Mamy za to dziwacznych Amerykanów próbujących mówić z włoskim akcentem, co brzmi – z całym szacunkiem dla Ridleya Scotta- groteskowo.
        Co do Lady Gaga nie wypowiadam się, bo nie jestem fanka ani jej wokalu (oprócz duetu z Tony Bennettem) ani jej umiejętności aktorskich. Mogłaby zagrać jednocześnie transwestytę i gwiazdę burleski. Niestety roli Grace Kelly już by nie udźwignęła. Porównuje się ją do Elizabeth Taylor. Ok, ale ta ostatnia dopiero po pięćdziesiątce zaczęła przypominać gospodynie domowa z Yorkshire. Taki typ urody, ale ocena jak zwykle pozostaje subiektywna. Pozdrawiam

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Recenzja pana Oleksinskiego nie jest miażdżąca, tylko szydercza i złośliwa Określenia jakie stosuje („śmieć”, „denny”) zastosowane są dla efektu i pod publiczkę i moim zdaniem zupełnie nie są adekwatne do rzeczywistej wartości filmu. Takie recenzje to się czyta, żeby mieć „fun” (dotyczy to zwłaszcza tych, którym film się nie podbał), bo ich wartość poznawcza (wnosząca coś do dyskusji) jest nader nikła.

          Rozumiem, że ta (jak to Pani ujmuje) „językowa maskarada” zastosowana przez aktorów w filmie, zepsuła Pani odbiór całego filmu – z takim oświadczeniem nie mogę polemizować, bo to jest fakt. Ale już ze stwierdzeniem, że przez to, iż w filmie Scotta jesteśmy na północy Włoch i bohaterowie filmu powinni mówić tamtejszym dialektem mogę, ponieważ mogą oni pochodzić z innych regionów Włoch, a nawet świata (rodzina Guccich zadomowiona była we Florencji, a to jest przecież Toskania). Sama Patrizia Reggiani urodziła się i wychowała w Modenie, a ten region Włoch wcale nie jest otoczony Alpami (Mediolan, gdzie umiejscowione są niektóre sceny filmu, zresztą też nie jest).
          Natomiast słuszna jest Pani uwaga, że – skoro już usiłuje się w tym filmie mówić z włoskim akcentem, to powinno się również gestykulować (czego w filmie nie ma).

          Oczywiście nie jestem znawcą regionalnych akcentów językowych we Włoszech, więc może dlatego (w przeciwieństwie do Pani) mnie ta „językowa maskarada” tak nie raziła, bo uznałem ją za element konwencji zastosowanej przez (znakomitych przecież) aktorów (obstaję przy swojej opinii, że Lady Gaga wypadła w tym filmie bardzo dobrze).

          Chciałbym się przy okazji zapytać, czym charakteryzuje się „gospodyni domowa z Yorkshire? Czy to jakiś odrębny typ (gatunek) kobiety? Po czym ją można poznać, zwłaszcza jeśli jest (spotka się ją) poza Yorkshire? Czy one wszystkie mówią ze słowiańskim akcentem i noszą włoskie ubrania tudzież odzież markową Gucci? 😉

          Pozdrawiam

          PS. Scena z „Inglourious Basterds” świetna!

        • Aleksandra Fredrych Says:

          Pianura Padana to nizina w północnych Włoszech, otoczona z północy i zachodu Alpami. Największe miasta tej niziny to Mediolan, Turyn, Wenecja i Bolonia. W bezdeszczowy, słoneczny dzień Alpy widać z Katedry Mediolańskiej jak z obrazów Ernsta Ludwiga Kirschnera. To a propos Mediolanu.
          Nie wspomniałam nic o dialekcie północnych Włoch tylko o odmienności regionalnej, tak innej od reszty kraju. To kraina wielkich jeziorem i sportów zimowych. Tego nie doświadczy Pan gdzie indziej. Ale mniejsza z tym.
          Rodzina Gucci pochodzi rzeczywiście z Florencji, ale nie mówimy o genezie rodu tylko o korporacji.
          Co do gospodyni domowej z Yorkshire, to jest potoczne określenie kobiety po przejściach, która z uporem maniaka udowadnia, że nic podobnego nie miało miejsca. Czy mówi ze słowiańskim akcentem? Nie, zdarza się, że mówi nieskazitelną angielszczyzną.
          A co do marki Gucci, to jest to po LV chyba najczęściej podrabiana marka odzieżowa. Zresztą jakiś czas temu Gucci wypuściło serię FAKE, trochę na zasadzie przekory, by wskazać na problem, z którym boryka się już od kilku dekad.
          Gdyby się Pan mnie zapytał, czy każdego stać na wille nad jeziorem Como lub Maggiore, apartament w centrum historycznym Mediolanu lub przy Upper East Side, to moja odpowiedź byłaby oczywista, pozdrawiam.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          W moim mniemaniu, jeśli ktoś mówi, że jakieś miasto jest otoczone górami, to jest to górskie miasto. Natomiast dla mnie Mediolan, Turyn, Bolonia czy Wenecja nie mają nic z górskich miast.
          Byłem kilkakrotnie w północnych Włoszech, (widziałem nawet Alpy z dachu mediolańskiej katedry 😉 ) ale jeśli jeździło się na nartach, to nie w okolicach leżących w Dolinie Padana w/w miast, a w Alpach 😊

          Napisała Pani, że Lady Gaga “… looks here like a housewife from Yorkshire”. Czyli wyraźnie odniosła się Pani do jej wyglądu (stąd moje pytanie, po czym – jeśli chodzi o wygląd- taka gospodynie z Yorkshire się poznaje?).
          Teraz Pani zaznacza, że jest to „potoczne określenie kobiety po przejściach, która z uporem maniaka udowadnia, że nic podobnego nie miało miejsca”, co odnosi się do zachowania.
          Jeśli tak, to kiedy filmowa Lady Gaga po zdradzie męża „z uporem maniaka udowadnia, że nic podobnego nie miało miejsca?”
          Moim zdaniem jest na odwrót: ona w filmie jest wściekła, że została zdradzona i odsunięta od łask i bogactwa Guccich – posuwając się w tym aż do morderstwa.

          Pozdrawiam

  2. Beata Rosiak Says:

    Tak, plejada gwiazd – powściągliwy A. Driver, leciwy i pomarszczony Al Pacino, arystokratyczny J. Irons i rzeczywiście mocno ukryty pod trikami charakteryzatora J. Leto, ale jakże wyrazista Lady Gaga! Odniosłam wrażenie, jakoby film skrojono zdecydowanie pod historię Patrizii Reggiani.
    Świetne kostiumy, muzyka disco z parkietów lat 70.i 80. – oj wyrywały się moje nogi spod fotela.

    Generalnie dobry film, dobrze zagrany, ale czegoś mi zabrakło rzeczywiście, by powiedzieć wow!…tylko czego no właśnie? Na co powinien położyć nacisk R.Scott, byśmy przepadli z kretesem?
    Ale zdjęcia, kostiumy, muzyka mniam…w końcu tak żyli Gucci:))

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Cieszę się, że Ci się film (generalnie 😉) spodobał.
      Dobrze „wypunktowałaś” plejadę gwiazd!

      Czego zabrakło?
      Może właśnie tego, o czym piszę w recenzji:

      „Bowiem zamiast krwistej opowieści o rodzinnej wojnie między cholerykami, którym się komercyjnie powiodło, obnażenia mechanizmu działania manipulującego konsumentami rynku mody, czy wreszcie ukazania prawdziwej morderczej wendety mszczącej małżeńską zdradę, otrzymałem zbiór (miejscami kwiecistych) anegdot balansujących na granicy gagu – rozrywkę pozbawiającą ciężaru właściwego ludzkiego doświadczenia, które być może dorównywało szekspirowskiej, a może nawet antycznej tragedii, jaka się rozgrywała w klanie Gucci.”

      Nie sądzisz?

      • Beata Rosiak Says:

        Przeczytałam z uwagą, co napisałeś, ale zastanawiam się, co ja bym chciała, by mnie tak fajnie „potarmosiło” 😜 szperam w pamięci czy coś podobnego oglądałam, ale w mocniejszym wydaniu…
        Tak Staś, napisałam natomiast, iż zdecydowanie uwagę skradła Lady Gaga.
        Wymieniłeś, co mogłoby uczynić film bardziej mięsistym, intrygującym, ale czy Scott tego chciał?
        Film generalnie 😜 jest bardzo strawny. Aaa Ostatni pojedynek też widziałam.
        Pozdrawiam

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Ridley Scott zgodził się na wyreżyserowanie filmu według tego scenariusza, więc chyba chciał tego, co mu z tego wyszło ;)
          Rzeczywiście, Lady Gaga skupiła na sobie największą uwagę (zarówno widzów, jak i komentatorów/krytyków) – tak jak napisałem: „skradła” show. To jednak świadczy o jej charyzmie – tym bardziej że scenariusz nie obracał się tylko wokół niej, a na planie byli oprócz niej znakomici aktorzy.

          Pisałem niedawno o „Ostatnim pojedynku”, ale się do mojej recenzji nie doniosłaś. A ja jestem ciekaw jak odebrałaś ten film.

        • Beata Rosiak Says:

          Staś, z przyjemnością w wolnej chwili to zrobię, tzn.odniosę się do Ostatniego pojedynku, który był bardziej zajmujący. Film bardzo na czasie.
          Przed chwilą wróciłam z seansu Złe baśnie braci D’Innocenzo i rozmów po filmie. Oglądałeś może??

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          No to czekam na odniesienie się do „Ostatniego pojedynku”.
          „Złych baśni” nie oglądałem. Dobre?

        • Beata Rosiak Says:

          Czy dobre?? Nie mogę jednoznacznie napisać – napiszę tak – kino, gdzie obrazy, dźwięki też prowokują do myślenia, musisz nieco zmusić swój intelekt do spójnej interpretacji, gdzie drobiazgi mogą coś znaczyć. Zawsze jak rozmawiam z ludźmi po seansie to wpadam na fajne tropy, szukam i odpowiadam sobie. Dużo mi daje inne spojrzenie, konfrontacja, dialog, który może prowadzić do konstruktywnego sporu:))
          Wspaniale byłoby móc porozmawiać, wymienić wrażenia.
          Wiesz, zastanawiam się, jaki film ostatnio oglądany wbił mnie w fotel, zagrał na najwyższych emocjach??? I mam – Aida!
          A jak Twój odbiór kina?? Masz swój typ??
          O pojedynku za chwilę. Jeszcze jestem w pracy….
          pozdrawiam

  3. Jacek Szumlas Says:

    Ludzie….szkoda gadac, bo to naprawde kiepskie kino, bez rezyseri & scenariusza. Kochany za takie filmy jak: ‚The Duellists”; ‚Alien’; ‚BladeRunner’; ‚Thelma & Louise’ & ‚Gladiator’ – Ridley Scott: od poczatku tego wieku, i.e. od ponad 20-tu lat nie moze znalesc formy, niestety. I ta ostatnia produkcja – ( $100M !?! 😳) – to kasa w bloto i strata naszego ( 160′ !!) czasu – me thinks. 😔 Xxxx

  4. MR Says:

    Na poziomie narracyjnym „Dom Gucci” to, niestety, bałagan, z całą paletą niepotrzebnych scen i niedopieszczonych wątków. Jest to też prawdziwy miks nastrojów – w tym przypadku Scott naprzemiennie operuje skrajnościami, wywołując dysonans. Łapie wiele srok za ogon, nie angażując się w żadną z perspektyw i nie potrafiąc się zdecydować, co w tej opowieści jest tak naprawdę istotne.
    Nie szkodzi: bajzel wynagradza dbałość o soczyste szczegóły, a siłą napędową naszego zaangażowania, poza obserwacją aktorskich wyczynów, jest kolorowy i głośny spektakl nieustannie wędrującej władzy i wbijanych w plecy noży. Ten pełen luzu, energii i nieco prześmiewczy portret znanej całemu światu rodziny, który zdaje się doskonale rozumieć specyfikę niedostępnej zwykłym śmiertelnikom rzeczywistości, na ponad dwie i pół godziny pochłonął mnie bez reszty. Takiego Ridleya Scotta się nie spodziewałem, ale – jak się okazało – właśnie takiego potrzebowałem.

  5. Krystyna Goscik Says:

    Wróciłam właśnie z kina, o kasę to ja bym się nie martwiła,ale scenariusz rzeczywiście trochę zgrzyta. Lecz klimaty włoskie nabijają punkty pozytywnie. Film mi się podobał, nie powalał, ale na niedzielne popołudnie fajny. Czas mojej młodości, muzyka, moda to takie mile wspomnienia. Lady Gaga zaskakuje pozytywnie w aktorstwie, Al Pacino – pierwsza liga.
    Ogólnie daję plus, nie minus.

  6. Małgosia K. Says:

    Jestem świeżo po lekturze znakomitej (moim zdaniem) książki „Dom Gucci”, Twoja recenzja i komentarze pod nią dały mi mocny impuls do skonfrontowania wrażeń z filmem :).


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: