MUZEUM SZTUKI W MILWAUKEE – uskrzydlony i spełniony sen architekta

.

Geniusz i architektura – niezwykła sylwetka Muzeum Sztuki w Milwaukee – ikona miasta nad Jeziorem Michigan

.

       Ukończona dokładnie 20 lat temu „przybudówka” do mającego 150-letnią tradycję Milwaukee Art Museum to bez wątpienia jeden z najciekawszych architektonicznie budynków jaki wdziałem w swoim życiu. Oficjalnie zwany Quadracci Pavilion, powszechnie jest znany jako „The Calatrava” – i ta potoczna nazwa wydaje mi się bardziej adekwatna, gdyż przypomina o twórcy tej zdumiewającej struktury, łączącej inżynierię, sztukę i budownictwo. Hiszpański architekt Santiago Calatrava wygrał konkurs, na który zgłoszono ponad 70 projektów i był to jego pierwszy projekt sfinalizowany w Stanach Zjednoczonych (magazyn Time uznał go w 2001 roku, czyli w roku oddania do użytku, za Number One Design).
Charakter Calatravy zdeterminowała zarówno bliskość jeziora, jak i funkcjonalność a także powiązanie z miastem: stąd skojarzenia zarówno z żaglowcem, jak i ptakiem; stąd wiszący most łączący główne wejście Muzeum z downtown Milwaukee, stąd „falistość” wnętrz…
Najbardziej rzucają się w oczy olbrzymie białe „skrzydła” – poruszające się (a raczej poruszane) w zależności od siły wiatru oraz nasłonecznienia. Stworzone bynajmniej nie dla efektu (to też) ale po to, by pełnić funkcję tzw. brise-soleil, czyli „łamacza światła” (architekci wiedzą, że tej intrygującej – a osobliwie brzmiącej – nazwy sobie nie wymyśliłem).
Dzięki temu Calatrava stała się niejako „żywym” (bo będącym w ruchu, reagującym na zmiany środowiska) elementem leżącego nad jeziorem miasta, częścią jego organizmu – a przy tym jego ikoną. Tak jak założył sobie projektant: „Kształt budynku jest zarówno formalny, dopełniający kompozycję; funkcjonalny – kontrolujący poziom światła, będący wejściem dla gości; oraz symboliczny – kreujący ikonę, niezapomniany obraz dla Muzeum i miasta.” – tako rzekł Santiago Calatrava i chwała mu za to, tym bardziej że wszystko udało mu się zrealizować – w tym pełnej lekkości i wirtuozerii dziele.

.

Skomponować się i zrosnąć z miastem, sztuką, nabrzeżem, jeziorem – stać się towarzyszem ludzi

.

       Muzeum Sztuki w Milwaukee odwiedzałem wielokrotnie (m. in. z okazji fantastycznej wystawy „Leonardo da Vinci and the Splendor of Poland”, jaka się tutaj odbyła w 2002 roku, prezentując arcydzieła malarstwa zgromadzone w różnych kolekcjach naszego kraju, w tym słynną „Damę z gronostajem” Mistrza Leonarda), ale ponownie z wielką przyjemnością przespacerowałem się wokół muzealnego kompleksu – wstępując na chwilę do śródmieścia, przechodząc się nad brzegiem Jeziora Michigan.
Oczywiście głównym obiektem mojego zainteresowania była uskrzydlona Calatrava (kilkakrotnie otwierająca i zamykająca w tym czasie swoje „skrzydła”) – choć musiałem też okrążyć poprzednie „dodatki” do Muzeum, w tym rzeczywiście „brutalne” dzieła architektoniczne (Kahler Building), z nie tak dawnej epoki, kiedy to modernizm dokonywał spustoszeń nie tylko w sztuce, ale i architekturze szpecącej ludzki świat (tutaj można było odetchnąć z ulgą, bo dzieło Calatravy okazało się powrotem do projektów architektonicznych preferujących artyzm i piękno, a nie „surowość” i brzydotę).
W czasie spaceru znów pożałowałem, że nie zabrałem ze sobą swojego Nikona, ale myślę, że iphon też się spisał dzielnie, dzięki czemu mogę tutaj zaprezentować próbkę zdjęć, które wczoraj zrobiłem.
Jak widać budowla jest bardzo wdzięcznym obiektem dla fotografa – głównie ze względu na swoją niezwykłą, bardzo fotogeniczną i bogatą formę – pełną różnorodności i zaskakujących obrazów. Ta jakże intrygująca gra światła i cieni, ciągle zmieniająca się w rytm zmian zachodzących w samej przyrodzie, ale wchodząca też w kontakt z człowiekiem – to wszystko zdecydowanie ułatwiało mi poszukiwanie ciekawych kadrów, wydobywanie piękna z tej zorganizowanej przez ludzki geniusz materii.

       Co do zgromadzonej wewnątrz Muzeum kolekcji nie chcę się teraz wypowiadać – i to nie tylko dlatego, że brak tu już na to miejsca. Bowiem zwiedzać można było tylko jeden muzealny poziom, a tam dobrych obrazów malarskich było jak na lekarstwo (a właśnie malarstwo zawsze było dla mnie głównym obiektem zainteresowania w tej kolekcji). Kilka przestronnych sal ze sztuką współczesną przeszedłem w kilkanaście minut (bo jak dla mnie wypełniało je w większości „nowoczesne” badziewie – co za marnotrawstwo muzealnej przestrzeni!) – i tylko niekiedy coś mnie tam zaintrygowało (i bynajmniej nie były to puszki po zupie Warhola, ani mazidła pewnych modernistów).

       Uwaga dla mieszkających w Chicago i okolicy: jak się dowiedziałem, Milwaukee Art Museum ma się otworzyć na dobre w czerwcu, więc jeśli będzie ktoś chciał obejrzeć naprawdę ciekawą kolekcję – i to nie tylko malarstwa – kompletną i pełną, to należy do Milwaukee wybrać się za kilka tygodni. No, chyba że ktoś wcześniej zechce sobie poobcować estetycznie z Calatravą, oddychając świeżym powietrzem nad jednym z Wielkich Jezior Ameryki.

.

Widok z okna

.

.

Chmury nad bryłami

.

.

Światło i człowiek w przestrzeni estetycznie zorganizowanej

.

greydot

Komentarzy 18 to “MUZEUM SZTUKI W MILWAUKEE – uskrzydlony i spełniony sen architekta”

  1. Krzysztof Says:

    Nie wystarczy „zrobić” zdjęcia, trzeba je jeszcze opowiedzieć, a robisz to, jak mało kto… i zdjęcia i snujesz opowieści.

  2. malgosia Says:

    Niezwykle ciekawy architektonicznie obiekt. Bardzo mi przypadł do gustu. A kiedy czytam twoje słowa o przebieżeniu przez sale sztuki współczesnej w kilkanaście minut przypomina mi to mój bieg przez sale sztuki współczesnej w jednym z europejskich muzeów. Miałam tak wykrzywioną buzię, że zwracałam na siebie uwagę pań opiekunek sal.
    Podzielam twoje zdanie, że tego badziewia nie da się oglądać 🙂 w przeciwieństwie do gmachu muzeum, na który i z którego chciałoby się patrzeć i patrzeć. A już widok na jezioro, wykorzystanie załamań światła, przejrzystości wody, harmonii całości – cudo

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Nie odrzucam sztuki współczesnej en bloc, ale do pewnych jej przejawów („dzieł”), filozofii, nigdy nie mogłem się przekonać. W przeciwieństwie do tego architektonicznego arcydzieła nad Jeziorem Michigan, którym zachwyciłem się od pierwszego wejrzenia – utwierdzając w tym podziwie przy bliższym poznaniu 🙂

      • malgosia Says:

        Mam podobnie. Może nawet z wiekiem stałam się bardziej otwarta na sztukę inną niż klasyczna, bo zdarza się, że zachwyci mnie coś nowoczesnego, ale generalnie jest większe prawdopodobieństwo, iż właśnie sztuka współczesna nie wzbudzi mego zainteresowania, zwłaszcza te białe kreski na białym tle, albo kupka śmieci na palecie, z kawałkiem drutu.

        Ten budynek ma taką lekkość, czy raczej sprawia wrażenie lekkości i spójności z otoczeniem, że trudno od niego oderwać wzrok.

  3. Stanley Von Medvey Says:

    I love Santiago Calatrava 👍♥️

  4. Jacek K. Says:

    Calatrava jest geniuszem! Jednym z zaledwie kilku żyjących i działających na polu architektury post-modernistycznej. To On (obok F. O’Ghery, N.R. Fostera, czy pochodzącego z Polski D. Liebeskinda) – zachwyca swoją „architektoniczną filozofią” na całym Świecie. Valencjano z urodzenia i Obywatel Świata – dzięki swoim architektonicznym dziełom…
    W jego rodzinnej Valencji – aby wybudować jego wspaniałe „Ciudad de las artes y las ciencias” (miasto sztuki i nauki) – władze „przesunęły” koryto lokalnej rzeki Turii na odcinku ponad 7-miu kilometrów.
    A Sevilla, będąc stolicą i perłą Andaluzji – zyskała również jego most na Gwadalkiwirze – zawieszony na 13-tu (!) linach. Mistrz nie tylko jego genialny, ale i…nie jest przesądny! 😉

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Akurat wiele z post-modernizmu w architekturze mi się podoba (pewnie dlatego, że pewne warunki jakie musi spełniać budowla pozostają niezmienne – czyli przede wszystkim fundamenty ;) ale też – w zasadzie – dach i ściany ;) – zaś w przypadku mostu to wiadomo: musi nas przenieść na drugą stronę – wiec za bardzo nie można tego poddać dekonstrukcji, jak to robi post-modernizm gdzie indziej.
      Niestety nie miałem przyjemności być w Walencji – choć byłem bardzo blisko. Ale Puente del Alamillo w Sewilli widziałem :)
      Ten człowiek to prawdziwy skarb dla Hiszpanii.

      • Jacek K. Says:

        Za to miałeś przyjemność być w wielu innych miejscach, w których ja jeszcze nie byłem. 😉
        W Walencji, oprócz Miasta Sztuki i Nauki warta odwiedzenia jest również XII-to wieczna katedra, w której zgodnie z legendą znajduje się… św. Graal.
        Sam zaś maestro jest moim zdaniem człowiekiem jeszcze zdolniejszym od…Gaudiego, choć oczywiście trudno to porównywać.

  5. Mike Sikora Says:

    Cała budowla przypomina coś z Walencji w Hiszpanii.

  6. Piotr Kopszak Says:

    Zastanawiam się jednak czy ta architektura ma szansę przetrwać. Czy będzie ekscytować kogokolwiek za 50 lat? Czy będzie tylko historyczną ciekawostką jak na przykład dziś stare kamienice w stylu Art Deco zagubione wśród współczesnej zabudowy.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Jeżeli budynek będzie dobrze utrzymywany (czyli jeśli miasto/osoby prywatne będą miały na to fundusze) – i jeśli jakaś bomba atomowa nie wybuchnie w pobliżu a cywilizacja amerykańska się nie załamie 😉 , to ta architektura przetrwa – i na pewno będzie miała lepszą opinię, niż architektura „brutalistyczna” z drugiej połowy XX wieku (notabene jeden z obiektów muzealnego kompleksu w Milwaukee został wybudowany w tym stylu, i tak teraz sobie stoi i straszy co poniektórych na uboczu 😉 )
      Dobra architektura (tutaj wypadałoby zdefiniować jaka architektura jest „dobra”) sama się broni (jeśli nie zostanie zdemolowana), nawet jak otacza ją współczesna zabudowa. No. budynki Art Deco (a nawet całe dystrykty, jak np w Miami) do dzisiaj zwracają na siebie uwagę, podobają się i przyciągają turytów. Akurat Art Deco, według mnie, trzyma się nieźle. Jak np. słynny budynek The Guardian w Detroit, gdzie byliśmy niedawno:

  7. Bogna Says:

    Oniemiałam jak pierwszy raz zobaczyłam, absolutnie skojarzenia z żaglami, niesamowity projekt architektoniczny byłam kilka razy w muzeum pamiętam wizytę „Krakowskiej DAMY”, a wcześniej zacumowały tu żaglowce „Pogoria ” i ” Zawisza Czarny” w drodze do Navy Pier w Chicago .
    Serdecznie dziękuję za historię tego dzieła i wspomnienie co bliskie jest mojej duszy.❤⚓


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: