KINO I KRYTYKA

.

W filmowym raju (kadr z filmu Cinema Paradiso)

     .

        Spotkałem się ostatnio z następującym stwierdzeniem: Recenzja filmowa, przynajmniej w wydaniu profesjonalnym, musi, jak się wydaje, prędzej czy później stać się reliktem przeszłości. Jaki jest bowiem cel istnienia tego typu formy, szczególnie w Internecie, w którym możliwość wyrażenia swojego zdania w o wiele prostszy sposób stanowi niezbywalne prawo? Czy tekst krytyczny ma jakąkolwiek przyszłość w świecie, w którym publicznie oceniać i krytykować – konstruktywnie lub nie – może każdy? (Cytat pochodzi stąd).

       Otóż wydaje mi się, że dopóki będzie istnieć kino, dopóty będzie istniała krytyka filmowa – i będą pojawiać się recenzje filmowe w wydaniu profesjonalnym. Jednakże, aby uznać daną recenzje za profesjonalną, muszą istnieć pewne kryteria, które taka recenzja musi spełniać. Podobnie jest z samym kinem (a ogólnie z całą sztuką): aby ocenić wartość filmu (dzieła sztuki), muszą istnieć kryteria jego oceny – normatywne punkty odniesienia, stanowiące aksjologiczną hierarchię. Bez niej poruszalibyśmy się po omacku, kierując się tylko własnym „widzimisię”.

       Wszelka dyskusja bez określenia czy też odniesienia się do pewnej hierarchii wartości nie ma większego sensu, ale to dopiero zgoda na przyjęcie określonej hierarchii (w tym definicji, norm, reguł, punktów odniesienia, kanonów) umożliwia sensowną wymianę myśli i osiągnięcie ewentualnego porozumienia (czy choćby tylko wzajemnego zrozumienia się).
Dlatego tak ważna w tym wszystkim jest erudycja – wiedza o kulturze, a w przypadku kina – znajomość jego historii, ustalonego kanonu arcydzieł, dorobku wybitnych twórców… etc. Tylko wtedy możliwe jest wyróżnienie (rozpoznanie, ustalenie…) autorytetów wśród ludzi wypowiadających się na temat kina (chodzi mi zarówno o samych twórców kina, jak i jego krytyków), bez których to autorytetów, według mnie, uprawiałoby się tylko amatorszczyznę. Tak jak to ma miejsce obecnie – w dobie rozpasanego Internetu, gdzie wszyscy wygłaszają swoje zdanie, opiniują, krytykują, oceniają – wieszają psy albo gloryfikują, mieszają z błotem albo wychwalają; gdzie każdy jest besserwisserem i ma we wszystkim rację, nie zawracając sobie głowy jakimiś autorytetami, czy ogólnie: własną edukacją i znajomością kultury. Niestety, dezynwoltura ta wprowadza w dyskursie chaos, wykluczając na dodatek zgodę. Ignorancja sprzyja prostactwu, zaś arogancja – tworzeniu podziałów i wzajemnych animozji.

      Nie ma nic złego w tym, że ktoś chce wyrazić (nawet publicznie) swoją opinię o filmie (książce, obrazie, dziele sztuki…), jednak warto mieć świadomość tego, że jest to zawsze nie tylko subiektywne, ale i skrojone na naszą miarę – że przynależy do domeny amatorskiej, z wszystkimi swoimi ograniczeniami. A tym samym nie może sobie rościć prawa do wyznaczania wartości uniwersalnych, ultymatywnych – do forowania sądów ostatecznych. To powinno uczyć pewnej pokory, a tymczasem niemal wszyscy wypowiadają się tak, jakby byli wyrocznią i inkwizytorem, uważając swoje zdanie za jedynie słuszne a własną opinię za nieomylną.
Internetowy zalew radosnej twórczości amatorów i dyletantów powoduje pewne kulturowe rozmycie i zaburzenie hierarchii – w tej powodzi ginie to, co jest rzeczywiście cenne, wybitne i naprawdę wartościowe: choćby właśnie profesjonalna krytyka filmowa.

       Inną sprawą jest to, że – takie odnoszę wrażenie – krytyka ta przeżywa dziś kryzys (powodów jest zbyt wiele, by się tutaj nimi zająć). Bo gdzie są krytycy takiego formatu, jakimi byli w Polsce choćby Zygmunt Kałużyński, Rafał Marszałek, Krzysztof Mętrak, Bolesław Michałek, Stanisław Janicki, Aleksander Jackiewicz… a na świecie Éric Rohmer, François Truffaut, James Agee, André Bazin, Pauline Kael, Andrew Sarris czy wreszcie Roger Ebert? Wymarli albo przeszli na emeryturę. Wszyscy, których wymieniłem to osobowości wybitne – nie tylko w dziedzinie kina, ale i w szerszym wymiarze kulturowym: literackim, humanistycznym a nawet filozoficznym. Obecna krytyka filmowa nie ma już tego ciężaru, jest moim zdaniem bardziej okazjonalna i efemeryczna, miałka i płytka tudzież zależna, czasem nawet sprzedajna, będąc na usługach jakiegoś medium lub środowiska, gdzie pisze się recenzje na zamówienie.

       Dawniej pozycja krytyka filmowego była bardziej określona i ustalona. Na to by uznano kogoś za krytyka trzeba było sobie zasłużyć, czyli innymi słowy: należało spełniać pewne kryteria, które stanowiły o jego poziomie, kompetencji czy wreszcie decydowały o prestiżu i autorytecie. Dziś, kiedy krytykiem jest każdy (bo przecież „śpiewać każdy może”), wszystko się pomieszało i pogubiło a języki, jakimi się mówi o filmie, to istna wieża Babel. Do tzw. średniego widza bardziej zaś trafia to, co pisze „średni” krytyk, bo ten zazwyczaj posługuje się jego językiem, czyli tym, co jest charakterystyczne dla kultury masowej, z wszystkimi jej ograniczeniami i miazmatami (stąd częsta niechlujność wypowiedzi, posługiwanie się językiem potocznym, a nawet wulgarnym). A przecież sztuce bardziej sprzyja elitaryzm niż demokracja – plebejskość wyklucza wyrafinowanie. Postmodernizm jednak poprzewracał ludziom w głowach – relatywizując prawdę, negując wartości, sprowadzając do jednego poziomu to, co dawniej porządkowane było pewną hierarchią. Wmówił ludziom, że wszystko jest sztuką (czyli każdy jest artystą, a jeśli tak, to również każdy może być filmowym krytykiem).

     Filmy są różne. To, co nam się podoba niekoniecznie jest dobre, a to, co nie podoba – niekoniecznie złe. Zawsze należy sobie uświadamiać to, że wszystkie nasze sądy są subiektywne ale dyskurs jaki prowadzimy zawsze posługuje się pewnym kodem, który warto umieć rozpoznawać i zdawać sobie z niego sprawę. To prowadzi nas do konstatacji jak bardzo ważny jest kontekst kulturowy (gatunkowy, historyczny, światopoglądowy…) filmu, a zarazem do stwierdzenia, że wszelka dyskusja na temat wartości filmu powinna zacząć się od rozpoznania (określenia) tego kontekstu. W przeciwnym razie każdy oceniający (krytykujący, opisujący) film będzie się poruszał po innym polu, śpiewając sobie a muzom.

       A i tak najważniejsza w tym wszystkim powinna być nasza miłość do kina. I to, by jednak większą przyjemność sprawiało nam oglądanie filmu, niż pisanie o nim, a tym bardziej – jego krytykowanie.

*  *  *

Komentarzy 36 to “KINO I KRYTYKA”

  1. Beata Says:

    Dziękuję za kadr z cudownego filmu, mojego ukochanego „‚Cinema Paradiso”.
    Zgadzam się z tym, co piszesz na temat krytyki, ale Staś od bylejakości (a tu posłużę się synonimami tego słowa, które powiedzą wszystko – miałkość, miernota, nierzetelność, partactwo, płytkość, fuszerstwo, przeciętniactwo, niedbalstwo, nieznajomość rzeczy, nieudolność, płytkość, tandeta…) nie uciekniesz. Dlatego moja wiara w to, że dobre rzeczy się same bronią, tak też z krytyką, dobrą recenzją. Kto wymaga i oczekuje dobrego produktu, ten znajdzie Staś. Miałkie rzeczy są i zawsze będą dla niewymagających :)
    Pozdrawiam i wierzę, że dziś również znajdą się młodzi, którzy świetnie znają dorobek twórców kina, odnajdują odniesienia do sztuki, muzyki, literatury. Potrafią czytać między wierszami i widzą „więcej „.
    Nie trać wiary recenzencie

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      „Cinema Paradiso” to również jeden z moich ulubionych filmów.

      Cały internet (wliczając w to FB ;) ) zalany jest bylejakością i zaśmiecony zupełnie nieprzydatnymi dla nas informacjami. Jednak myślę, że kiedy człowiek jest bardziej uważny i selektywny, to można w jakiś sposób odseparować się od tego wszystkiego.
      Tak więc, kto będzie chciał dostać się do bardziej wartościowych rzeczy (jak np. krytyka filmowa na właściwym poziomie), to coś takiego znajdzie – bo rzeczywiście, jak sama piszesz, to co dobre może obronić się samo.
      Zwłaszcza wtedy, kiedy będzie miało w nas swojego sojusznika ;)

      Pozdrawiam

      • Beata Says:

        Staś, czytam teraz Młynarski i nie mogłam się oprzeć, by podzielić się słowami, które pasują mi do ostatniej wymiany myśli – „…Czasy, w których żyjemy, to czasy niebywałego postępu technicznego, ale i postępującej głupoty, chamstwa, upadku moralnych autorytetów i powtórnej wewnętrznej emigracji ludzi prawdziwie mądrych, ale skrajnie zrezygnowanych.”
        Tak czuł Młynarski, tak czuje wielu.
        Pozdrawiam

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Myślę, że zawsze tak było (ludzka natura tak szybko się nie zmienia ;) ), tylko że teraz – dzięki rozpowszechnieniu internetu – jest to bardziej widoczne ;)
          A może rzeczywiście jest to jakaś epidemia – charakterystyczna tylko dla naszych czasów? ;)

        • babka filmowa Says:

          Dokładnie tak Stanisławie, zgadzam się z Tobą. Chamstwo i głupota, upadki moralne wpisane są w naturę człowieka (patrz historia), w obecnej dobie, za sprawą internetu jesteśmy bardziej świadomi, że dzieje się to na wielką skalę.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          @babka filmowa – Wydawało mi się jednak, że wraz z rozwojem internetu coraz trudniej będzie robić ludziom wodę z mózgu. Choćby dlatego, że łatwiejszy będzie dostęp do informacji. Okazuje się, że się nie tylko łudziłem ale i myliłem, bo Internet wprowadza jeszcze więcej zamieszania (dezinformacji), rozmywając rzeczywistość, zamulając prawdę… bardziej chyba dzieląc ludzi, niż łącząc. Mam nadzieję, że jest to tylko moje subiektywne wrażenie i że… znowu się mylę ;)

  2. Jula :D Says:

    Myślę, że recenzja i krytyka jest nadal potrzebna. Kiedyś w TVP były dyskusje znawców na poważnie i mniej poważnie.
    Uwielbiałam rozmowy na temat filmów Z. Kałużyńskiego z T. Raczkiem.
    Był taki cykl pt. Perły z lamusa. Świetne były te rozmowy przed filmem, oczywiście nie była opowiedziana treść ale zaznaczyli na co należy zwrócić uwagę, co jest w danym filmie fenomenalnie. Nawet jakiś malutki kadr. Potem był wyświetlany omawiany film.
    Laik taki jak ja zaczął zwracać uwagę na coś, czego by w życiu nie dostrzegł.

    Gusta ludzi są różne. To widać, słychać i czuć, że tak powiem za klasykiem ;)
    Zastanawiam się czy kino jako takie też odejdzie do lamusa ?…

    Ludzie są już wygodni, każdy ma swoje kino domowe. Coraz więcej jest filmików na Youtube, gdzie sami jesteśmy dla siebie aktorami.
    Ja na przykład śledzę rodzinę z Australii. Super, bo poznaję kulturę jakby od środka, jak chowane są tam dzieci, no w średnozamożnej białej rodzinie pochodzenia anglosaskiego, na razie w odizolowaniu mixu kultur ale już jako drugiego języka są uczeni przez znajomą Chińskiego. ☺

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Taka właśnie powinna być rola profesjonalnej krytyki filmowej: edukacyjna, przybliżająca ludziom kino, pozwalająca lepiej go rozumieć, pomagająca widzom w poszukiwaniu i odbiorze coraz lepszych filmów… To zakłada pewien wysiłek widza, a nie tylko bierną konsumpcję „ruchomych obrazków”. Niestety, wydaje mi się, że zdecydowana większość widowni jest właśnie bierna – bezrefleksyjnie i bezkrytycznie łykając to, co podaje się jej na tacy (za pomocą wielkiej machiny promocyjnej filmów). Podobnie jest zresztą z całym rynkiem masowej konsumpcji.

      Myślę, że kino – podobnie jak książka – będzie istnieć zawsze (tzn. dopóki będzie istniała ludzka cywilizacja ;) )
      Będzie się chyba tylko zmieniać jego forma (np. w kierunku trójwymiarowości, symulacji wrażeń – zmysłowego i psychicznego doświadczania rzeczywistości wirtualnej… etc.)

      Obecnie masę filmów ogląda się na małym ekranie: telewizora (a jeszcze częściej: komputerowego monitora), jednak moim zdaniem nic nie może zastąpić wielkiego ekranu (dotyczy to zwłaszcza filmów, w których ważna jest strona wizualna – które są pan excellence spektaklem).

      • Jula :D Says:

        Myślę, że kiedyś może się bali, że teatr zostanie zastąpiony kinem. Okazało się, że te dwie formy swobodnie istnieją obok siebie. Tak będzie i z „Iluzjonem”, jednak tak jak teatr, opera straciły na rzecz kina w sensie popularności u mas, tak stanie się i z kinem.
        Po co mam się gnieść w tłoku, jak mogę indywidualnie czy w małym gronie przyjaciół obejrzeć coś co mnie relaksuje.
        Te dodatki, to można nałożyć na głowę specjalny, oprogramowanie hełm; ) i w ogóle udawać bohatera czy niewidzialnego uczestnika w filmie, ale można być przy tym we własnym domku. 😉

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          A jednak oglądając film w domu nie można doświadczyć tego, czego się doświadcza w kinie. Oglądając wraz z innymi widzami film w sali kinowej bierze się udział w pewnym rytuale – nie bez kozery mówi się tutaj o filmowym „seansie”. Przypomina to coś w rodzaju zbiorowej „hipnozy” – współuczestnictwo w bardzo szczególnej atmosferze jaka się tworzy w ciemnej sali dzięki „latarni magicznej”.
          Ale to nie tylko to.
          Wspominasz o „tłoku” ale ja dość często oglądam film w kinie w towarzystwie zaledwie kilku, kilkunastu osób, i to rozsianych po dużej kinowej sali.
          Poza tym, jeśli chodzi o mnie, to niektóre filmy wolę zdecydowanie oglądać na dużym (kinowym) ekranie. Mały ekran (telewizora czy monitora) nie jest w stanie zapewnić wrażeń, jakich doświadcza się oglądając ten sam film na wielkim (często o wysokości paru pięter ;) ) ekranie.

          PS. Do kina też można się wybrać z przyjaciółmi, nie mówiąc o randkach ;)

  3. Alicja Says:

    Świetny tekst, może niektóre zdania są zbyt radykalne, ale i tak zgadzam się – zwłaszcza z ostatnim zdaniem.

  4. Tess Says:

    Cinema Paradiso – film uroczy

  5. myslowniejszelife Says:

    Świetny wątek. Zgadzam się z Tobą w każdym calu. Szkoda tylko, że wielu ludzi pędzi za masówką i nie zastanawia się właściwie, dlaczego warto oglądać filmy w kinie, a nie w domu. Ja uwielbiam kina studyjne. Mam swoje ukochane. Na pewno słyszałeś, jako koneser. Nie wiem czy byłeś. Kino Pionier w Szczecinie – notabene noszące tytuł najstarszego kina na świecie. Ma swój niepowtarzalny urok. I czasem właśnie idę tam na seans nie dla filmu, ale dla atmosfery. Z miłości do Kina po prostu.

  6. Gosia Says:

    Z waszą wymiana zdań skojarzył mi się komentarz pani opiekunki sali muzealnej, która zachęcała moja mamę do oglądania obrazów w internecie. Pani po co to wychodzić z domu i męczyć się chodzeniem po salach, kiedy w internecie zobaczy pani wszystko bez zmeczenia. I było to powiedziane całkiem serio, z troską o starsza panią, która zmęczyć może przejście kilkunastu sal.
    Pewnie, można słuchać muzyki z płyty i można jeść witaminy w tabletkach zamiast w naturze, tylko czy to będzie tak smakować? Ale wciągam też z waszej zmiany zdań pewną radę aby porzucić Multikina, gdzie tłum, głośne rozmowy, śledzenie ekranów komórek i zapach popcornu potrafią skutecznie zabić magię kina. Wiele filmów można zapewne obejrzeć na innych nośnikach, ale przychodzi mi na myśl Vincent, którego nie wyobrażam sobie poza salą kinową.

  7. Bogdan Kwiatek Says:

    Piszesz jak zawsze w sposób poukładany, erudycyjny, przemyślany, stonowany!
    Czy ja już jestem „krytykiem” twórczości pisanej St. B. !?

    Sprowokowałaś mnie tym zdjęciem z filmu „Cinema Paradiso”… będącego wzruszającym obrazem filmowym o sztuce filmowej. Taka trochę tautologia… podobna do krytyki krytyka… Ale sam chyba się prosiłeś

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      „Piszesz jak zawsze w sposób poukładany, erudycyjny, przemyślany, stonowany!”
      No tak, dziękuję, że to doceniłeś Ale zobacz jaki jest odzew Czy komuś chce się to przeczytać?
      Niestety, internet sprawia, że zalewa się nas informacjami, co, paradoksalnie, nie objaśnia nam świata, tylko obraz tego świata jeszcze bardziej zamula. Oprócz tego wszyscy wpychani jesteśmy do baniek i tam się kisimy, karmiąc się memaqmi i jadąc na stereotypach.
      No cóż, wychodzi na to, że ja również – jako i Ty – jestem sceptyczny co do tego, że jako rasa (homo sapiens) kiedykolwiek zmądrzejemy. Ale przecież stać nas także na rzeczy cudowne – człowiek pod pewnymi względami bywa genialny, dysponuje niesamowitym twórczym potencjałem.
      Jak Ty widzisz tę sprzeczność?

      • Bogdan Kwiatek Says:

        Otóż mniemam (czyli pewny nie jestem, choć są na to jakieś zewnętrzne dowody), że jako cywilizacja cofamy się do epoki obrazkowej… i – tu Cię jakoś logicznie zaskoczę – kultura filmu jest tego nieodłącznym elementem. Może i nawet dużą cegiełką we współczesnym murze. Ergo zamiast przeczytać książkę – łatwiej obejrzeć „ekranizację” (że niekoniecznie jako najlepszy przykład podam „Malowanego ptaka” ) /o którym deliberowaliśmy czas jakiś temu/
        Ciekawym absurdem jest, ze znów jako całość: ludzkość wymyśliła tysiące maszyn, które miały ułatwić życie i spowodować, ze człowiek (jako masowy robotnik czy raczej dziś pracownik) będzie miał więcej wolnego czasu. (Taki był chyba ich cel, poza ekonomicznym). Tymczasem, życie przyspieszyło i tego czasu chyba jakoś więcej każdy z nas NIE MA! Czy się mylę? (Powtórzę: ciekawy absurd) /choć może {a raczej na pewno} to jednak kwestia ORGANIZACJI tego danego, choć niekoniecznie jednoznacznie ustalonego co do ilości CZASU./
        TAK! Maszyny wymyślające maszyny. Sztuczna inteligencja. Ponoć jako gatunek jakoś od początku XXl w. jesteśmy już „homo sapiens sapiens” /właśnie dzięki tym urządzeniom! (pod koniec 90-tych lat nie mogliśmy tak sobie „rozmawiać via Atlantyk” jak teraz/dzisiaj.
        I smutek jednostkowy a zarazem pesymizm ogólno-gatunkowy jak widzę mam taki – że cała ta wiedza (summa sapiaentie) nie przybliża nas indywidualnie i osobowo do jakiegoś ultima thule, będącego współczesnym stanem nirvany, czy po prostu, ale ostatecznie rodzajem gatunkowego szczęścia!

        Powinienem jeszcze dodać, że: w związku z tym tzw. brakiem czasu wolimy iść na skróty, zostać we własnym świecie, niż wybierać się na jego obrzeża lub przekraczać jego granice („qui non” jak powiedział G. Caboto, gdy ruszał w XV w. na krawędź świata).
        Łatwiej zaszufladkować czyli określić słowno-myślowym pojęciem jakiś przedmiot czy osobę. By mieć jakieś zdanie. W sumie nieważne, czy prawdziwe… Gorzej przyznać się do niewiedzy! Do nie bycia „na bieżąco”. Nie posiadania własnego zdania i opinii.
        Cywilizacja wymusza na nas bycie cywilizowanymi… dyletantami. Specjalistami od jakiejś sobie tylko znanej wąskiej specjalizacji. Najlepiej bez oglądu całościowego. Aaaa… kiedyś sposobem było zaciemnienie /brak informacji i zero wiedzy. Dziś zalew informacji (choć najczęściej wcześniej są komentarze i ustawione jedynie słuszne myśli) postmodernistycznie rozmywa widziany obraz.
        Pokaż mi jedną partie polityczną (w PL czy US), która jest w stanie – jak Mojżesz – ubrać swój program w 10 punktów jednozdaniowych/równoważnikowych?!

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Nie uświadamiamy sobie tego, jak mocno jesteśmy w tę cywilizacyjną machinę wciągnięci – a przecież de facto jest to pewna forma zniewolenia. (Jakakolwiek ORGANIZACJA tylko ten fenomen wzmacnia. Poza tym: ORGANIZACJA na poziomie jednostkowym/indywidualnym jest niestety niemożliwa)

          Wszystko staje się coraz bardziej skomplikowane, zalewa nas coraz większa lawina informacji (nie mylić z indywidualnym przyrostem wiedzy) – więc bronimy się przed tym wszystko upraszczając (schematyzując) i label-izując. Stąd chodzenie na skróty, na łatwiznę… oglądanie obrazków, a nie czytanie… a co najważniejsze: unikanie samodzielnego myślenia i moszczenie się w gromadnych „bańkach”. (Stąd internetowa „memizacja”, czyli „porozumiewanie się” za pomocą memów).

          Wydaje mi się, że ludzkość (na tym świecie) nigdy nie osiągnie stanu szczęśliwości. (Zresztą: czy jakiś gatunek – w sensie zbiorowości – może być szczęśliwy?)
          Człowiek (jako jednostka) może poczuć się szczęśliwy – tylko wtedy, kiedy doświadcza jakiejś formy miłości – i znajduje w swoim działaniu sens, którego nie przekreśla jego śmiertelność.

          Czy gatunek Homo sapiens znalazł swój sens, wie że zmierza do jakiegoś celu?
          Wydaje mi się, że (jeszcze?) nie – mimo, że różne religie usiłują ten cel i sens człowiekowi objawić, uświadomić i uzmysłowić.

          Warto przy tym zauważyć, że każda religia jest ekskluzywna, czyli wyznacza cel i sens dla swojej grupy wyznawców, a nie dla całej reszty ludzkości. Malo tego: wyklucza (ze „zbawienia”, czyli Sensu i Celu ostatecznego) całe masy innych ludzi (myślących inaczej, wyznających inną religię, czy też „niewierzących”).
          Nawiasem mówić, ja nie wierzę, że Bóg (jakkolwiek nazwiemy absolutną Siłę Nadrzędną i Sprawczą) jest jakimkolwiek dyskryminatorem. To tyko człowiek dyskryminuje innych.

        • Bogdan Kwiatek Says:

          Każdy Twój akapit w tym wpisie to odrębne zagadnienie. Powinienem wstawić 4 ikony, ale się nie da. 😕 może w wersji FB 5.0 (gdzie każdy będzie mógł wstawić do 5 emotikonów).
          Chciałem Twoją odpowiedz „opędzić” lapidarną ikoną, ale zmusiłeś mnie do dłuższej wypowiedzi:

          1Ak/ zgoda. Do czasu 🙂 Myślę, że jednostkowa/indywidualna organizacja JEST możliwa. To wszak jednostki organizują grupy/społeczeństwa. Takie „prawo Hammurabiego” było pewnie spisane/wprowadzone przez pana H. Dziś uznawane za najstarsze prawodawstwo światowe ze słynnym: „oko za oko”. (Myślę, ze to podstawowa forma sprawiedliwości społecznej). Później w Sparcie był niejaki Likurg. To dzięki jego surowym decyzjom, by zachować zdrowe społeczeństwo chore noworodki zrzucano ze skał… bodaj Tajgetos (byłem tam dawno temu, więc dokłada nazwa mogła mi uciec w natłoku innych skał 😉 ) //Tajgetos tł. „Ciemne”//

          AK2/ zgoda! „Memizacja” i uproszczenia – w dużym uproszczeniu powiem: pełna zgoda 🙂

          AK3/ sens gatunku homo sapiens? Chyba w przedłużeniu 😉 Ale to natura za nas robi. Indywidualnie czy socjalnie – odpowiedzią jest filozofia i sztuka. Próba pozostawienia po sobie jednostkowo myśli, dzieła – zdjęcia, zdania, jakiegoś tworu, który nas przeżyje i – najlepiej jak dzieła Arystotelesa – będzie wspomniany jakieś 2000+ lat po śmierci 😉

          AK4/ religia… hmm… duży temat. Ale chyba również należy do powyższego. Owszem jest ekskluzywna dla własnej grupy, ale skoro zdarzają się konwersje świadome, a nie tylko przymusowe (przyjęcie innego wyznania ze względu na idee w nich głoszone) to te wyznania wykraczają poza własną grupę wyznawców i próbują stawać się instytucją uniwersalną… Oczywiście względy ekonomiczne, społeczne, bezpieczeństwa itp. są czynnikami decydującymi w pierwszym rzędzie o przynależności lub nie do danej grupy.

          AK N/ „Bóg nie jest jakimkolwiek dyskryminatorem”? Przyciąga do Swojej światłości wszystkich? Pociąga do Siebie? Przenika Sobą (Swoją Samomyślącą Się Myślą) wszystko? To skąd ciemność? I bezmyślność? … Nie wiem… Ale może ludzie dyskryminują się sami. Sami siebie… Zanim zrobią to inni…

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          1) „To wszak jednostki organizują grupy/społeczeństwa.”
          No właśnie, to jest organizacja na poziomie społecznym (cywilizacyjnym), a nie indywidualnym (jednostka sama w sobie nie może się organizować – w oderwaniu od „grupy/społeczeństwa”). (Pisałem to w tym znaczeniu.)
          Co najwyżej można sobie zorganizować czas ;)

          3) „sens gatunku homo sapiens?”
          Uderzyło mnie tutaj to, że – jako człowiek wierzący – zupełnie pominąłeś nawiązanie do religii (wiary), która przecież (expressis verbis) ustala cel i sens życia ludzkiego na Ziemi, jak również – w sensie eschatologicznym – cel i sens istnienia (nie tylko każdego człowieka, ale i całego rodzaju ludzkiego) po śmierci.
          Judaizm, chrześcijaństwo i islam są przecież religiami eschatologicznymi.

          4) Konwersje (zwłaszcza jednostkowe) można pominąć – one nigdy nie spowodują, że dana religia stanie się uniwersalna (tzn. ogarnie całą ludzkość, eliminując inne wyznania/religie). Jeśli kiedyś powstanie jakaś religia uniwersalna, to myślę, że nie będzie to ani judaizm, ani chrześcijaństwo, ani islam (wbrew marzeniom doktrynerów każdej z tych religii).
          Czy uda się świadomości ludzkiej przekroczyć granice metafizyki – bez powoływania się na żadną wiarę, a opierając się tylko na rzeczywistej, weryfikowalnej (tu i teraz) wiedzy?

          5) Przenika wszystko i wszystkich – bez żadnej dyskryminacji. (Ciemność, bezmyślność… a nawet zło są pojęciami, słowami i wartościami ludzkimi – myślę, że nie ma ich w „języku” Boga, którego tak naprawdę nie znamy).

        • Krystyna Arthur Says:

          Dobry dialog Panowie.

        • Bogdan Kwiatek Says:

          ad 1/ uważam, ze aby dobrze organizować jakaś grupę/społeczeństwo, trzeba być samemu dobrze zorganizowanym!
          Aristo twierdził, ze najpierw a/ etyka – względem sobie, później b/ekonomia – ojkos = rodzina, a na końcu c/ polityka – czyli polis=państwo
          Ergo warunek konieczny i podstawowy!

          3/ nie pominąłem, tylko zaznaczyłem jako duży temat i wspomniałem o non-ekskluzywności. IMHO na tym polegają religie uniwersalistyczne, ze właśnie dotyczą wszystkich potencjalnych wyznawców, czyli wszystkich. Nawet buddyzm, który jest ekspansywny inaczej. Delikatniej, w sposób mniej imperatywny wobec obcych, gdzie misjonarzami są… zasady Buddy.
          Tak, wierzę w uniwersalne i uniwersalistyczne zasady religii (coś jak fizyka duchowej materii – zwana tez metafizyką) i teodyceę dobra i zła. Tej jasnej i ciemnej materii, z której wszyscy jesteśmy zbudowani…

          5/ owszem – zasadniczo przychylam się do tzw teologii negatywnej. Czyli takiej, gdzie (o dziwo) nie możemy nic pozytywnego powiedzieć o Bogu… wiem, ze brzmi to dziwnie, co najmniej dwuznacznie… ale wszak idzie o to, że pojęcie „Boga” przekracza wszystko, co o nim na nasz ludzko ograniczony sposób możemy pomyśleć. NIE JEST TYM WSZYSTKIM, tylko wielokrotnie czymś/kimś większym. (Kimś jeśli jest Osobą) /i ja w to wierze, ze możemy się do Niego zwracać. Jakkolwiek.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          1) No tak, a tu zwykle już na pierwszym warunku się wykładamy, na drugim kulejemy, a trzeci to… polityka jaka jest, to każdy widzi 😉

          3) Religie „uniwersalistyczne” mają do siebie to, że nigdy (w rzeczywistości, praktyce) nie staną się religiami uniwersalnymi (w sensie uznania/przyjęcia przez całą ludzkość). A skoro tak, to pozostają religiami ekskluzywnymi (czyli wykluczającymi – np. jeśli chodzi o „zbawienie” – „innowierców”).
          Bóg przerasta moje pojęcie, więc na temat teodycei nie będę się wypowiadał.
          PS. W życiu zbyt często doświadczamy niesprawiedliwości (nie ma sprawiedliwości na tym świecie). Ale my musimy postępować tak, jakby była. (Mamy obowiązek być sprawiedliwymi – nawet nie z „bożego nakazu” a w sensie kantowskiej metafizyki moralności.)

          5) To już napisałem: Bóg przerasta moje pojęcie. (Ja wiem, że taki stan mojej świadomości zbliża mnie do agnostycyzmu, ale jednak niczego nie przesądza. Poza tym, jest w tym stwierdzeniu zawarta wiara w istnienie jakiejś Siły Wyższej i Sprawczej, którą można nazwać „Bogiem”).

        • Bogdan Kwiatek Says:

          Moje też. Pojęcie „Boga” całkowicie przerasta moje pojmowanie świata (to tez mnie przerasta, choć coś-nieco go widziałem zwl. ostatnie 10-20 lat XX w i 20 lat XXI w), ale dużo nie widziałem i tez nie czuje się na siłach, by jakieś ogólne wnioski z tych obserwacji wyciągać, a zwłaszcza nimi się uniwersalnie dzielić…
          Dlatego wierze, ze:
          Jest Siła Sprawcza
          Osobowa
          Pozytywna
          Tworząca Kosmos (z gr.: ład), a nie Chaos
          Z Którą można wchodzić w jakiś osobowy dyskurs
          Poprzez poszukiwanie Tego Porządku
          I jakoś stosowanie się do niego.
          Jeśli jest religia instytucjonalna, która głosi podobne poglądy, to jest mi bliska.

          A co możemy pozostawić po sobie? Co by przetrwało 10-100-1000 lat po śmierci?…
          Dobre wrażenie 🙂
          Czego Tobie życzę!

  8. Gniewko Lewandowski Says:

    W tych turbo skomercjalizowanych czasach krytyka filmowa staje się działem marketingu (dystrybutorów i producentów) – Nie dotyczy to Wizji Lokalnej bo nie jest medium uzależnionym od reklamodawców, zarządu etc. Cieszmy się zatem, że jeszcze uczciwi i wrażliwi ludzie zadają sobie trud oceny dzieła, posiadając przy tym znajomość warsztatu filmowego.
    W wypadku krytyki sztuki (wizualnej) jest już tragicznie – o sztuce piszą ludzie bez krztyny wrażliwości artystycznej. No ale rynek sztuki jest już kompletnie oderwany od publiczności – nie wymaga się od widza, by siedział 90 minut przed obrazem – pardon – video-instalacją i szczerze mówiąc, odczucia gawiedzi nikogo nie interesują. Pisz, brachu dalej

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Oczywiście ja też nie jestem wyrocznią, mogę się mylić, wypowiadam się subiektywnie, nie mam takiej wiedzy jaką chciałbym mieć… etc. Ale ciesze się, że zauważyłeś, że wszystko co piszę nie jest uzależnione od żadnych układów, reklamodawców, sponsorów, zarządu, jakiegoś interesu… Wszystko to idzie na mój rachunek – nie jest skażone żadnym fałszem, co najwyżej… moją niedoskonałością ;)
      W sumie bardzo sobie cenię tę niezależność, tym bardziej, że wiem, iż w dzisiejszych czasach nie jest o nią łatwo – to właściwie takie dobro luksusowe.
      No ale wszystko ma swoją cenę.

  9. Krystyna Arthur Says:

    Widzę, że moja nieformalna opinia o postmodernizmie nie wynika z kulturowej ignorancji… jest częścią masowej urawniłowki, jak też wyrazem czasu głębokich zmian samej Planety, i ewolucyjnych zmian homo sapiens.
    ” abyś żył w ciekawych czasach” 😁
    Zanik elit, czas kiedy kupcy i handlarze rządzą Światem… upadająca rola religii, są wyrazem wzrostu powszechnej edukacji… I dlatego politycy żądni władzy negują wartość nauki I wiedzy…
    Chleba i igrzysk… czyli gry i filmy są pełne przemocy, która jest nagradzana.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Niestety „wzrost powszechnej edukacji” nie przekłada się na wzrost ludzkiej samoświadomości – a zwłaszcza samodzielności (w działaniu i myśleniu) – bo edukacja jest najczęściej rodzajem „tresury”, która przystosowuje człowieka do obowiązującego systemu funkcjonowania społeczeństwa, utrwalając dany układ stosunków politycznych i społecznych. Wiedza naukowa me ma tu większego znaczenia, bo jest niejako „ślepa” aksjologicznie, tzn. nie ustala wartości etycznych, społecznych czy politycznych (a często jest wykorzystywana do partykularnych celów ludzi, czy też instytucji, które dominują i mają władzę).


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s