„PARASITE”, albo o potrawach naszych czasów

.

„Parasite” – klasowy resentyment bawi i przestrasza wszystkich… a może też tumani?

.

Jestem w zdecydowanej mniejszości, bo nie uważam „Pasożyta” za najlepszy film roku (jak by wynikało z deszczu nagród przeróżnych oraz morza zachwytów – zarówno krytyki, jak i publiki), ani tym bardziej za dzieło wybitne. Sądzę natomiast, że jest to dobrze zmontowany film (choć im bliżej końca, tym jego konstrukcja trochę się sypie), z nieźle napisanym scenariuszem, i rzeczywiście znakomicie wyprodukowany. Widać, że „Pasożyt” został zrobiony przez bardzo zdolnego reżysera (Bong Joon-ho), ale uznanie go za wiekopomne arcydzieło kina byłoby według mnie przesadą.
Wydaje mi się, że na moje rozczarowanie „Pasożytem” wpłynęła jednak cała ta medialna pompa, jaka rozpoczęła się od przyznania mu Złotej Palmy w Cannes (później podkręciła to cała masa innych nagród i wyróżnień – łącznie ze Złotym Globem oraz sześcioma nominacjami do Oscara) i skonfrontowanie tego hype’u z moim odbiorem filmu, po którym spodziewałem się tak wiele dobrego.
Nie kupuję tego, że jest to film głęboko wchodzący w problematykę społeczną obecnego, coraz większego rozwarstwiania się klas społecznych (z uzasadnienia Jury w Cannes: „It’s so global but in such a local film”), ani tego, że stanowi on asumpt do jakieś głębszej analizy psychologicznej, o filozoficznej nie wspominając. Jeżeli już, to jest to wszystko raczej na poziomie gimbazy, a gdybym chciał być bardziej złośliwy, to napisałbym, że jest to taka „class struggle for dummies”, wpędzająca na dodatek w niejaką konfuzję.

Co mi przeszkadzało w tym filmie?
Nie rozpisując się zbytnio, chciałbym wymienić kilka moich wrażeń i zastrzeżeń.

– Cała intryga wydała mi się tak mocno naciągana (by nie napisać : niedorzeczna), że nawet (deklarowana przez Bonga Joon-ho) satyryczno-metaforyczna formuła nie mogła tego rozgrzeszyć i uwiarygodnić. W sumie wyszła z tego taka lunatyczna baja, podlana krwistym, horrorowym sosem, z wyraźną inklinacją do miażdżenia, kłucia i kiereszowania ciał. (Nic dziwnego, że Bonga pod niebiosa wynosi traktujący przemoc jak zabawkę Tarantino; ale że dał się w to wciągnąć Iñárritu… to mnie jednak trochę zaskakuje.)

– Dziwna przewrotność w postawach i charakterystyce bohaterów: ci, którzy mieli być mądrzejsi, bardziej inteligentni i wykształceni (upper class), zachowywali się jak naiwniacy i idioci; natomiast ci, wyraźnie kreowani na pasożytów z aluzjami do karaluchów (lower class), wykazywali się niezwykłą inteligencją, sprytem, przebiegłością i genialnymi wręcz zdolnościami. No i oczywiście byli przy tym oszustami i zawistnikami, a z czasem okazali się nawet (spoiler!) mordercami.
Czy to ma być wykładnia charakteru niższych klas? Nawet jeśli przyjmiemy, że jest to satyra, to bardziej świadczy to o mizantropii scenarzysty/reżysera, niż o konkretnych realiach społecznych czy jakiejś głębszej psychologii.
W sumie perfidia i mydłkowatość tych naciągaczy i macherów przeszkadzały mi w kibicowaniu ich intrydze, o braku wobec nich sympatii nie wspominając.

– Ten film jednak ludzi dehumanizuje – i być może to jest główną przyczyna mojej wobec niego rezerwy.

– To prawda, że reżyser zgrabnie żongluje różnymi konwencjami kina, zmieniając nagle ton i nastroje, ale zbyt często – przynajmniej jeśli chodzi o mój odbiór filmu – to nie działało: bo straszność znosiła śmieszność i vice versa: śmieszność rugowała straszność. To właśnie dlatego film ani za bardzo mnie nie śmieszył, ani też zbytnio mnie nie straszył. Zamiast tego stawał się w moich oczach coraz bardziej dziwaczny – i tak już było do samego końca, kiedy po finałowej krwawej jatce, na ekrany wylewa się… sentymentalizm.

– „Pasożyt” wpisuje się w postmodernistyczny model poszatkowanego świata, w którym trudno jest odróżnić dobro od zła, prawdę od fałszu – gdzie estetyka zastępuje etykę, forma staje się ważniejsza od treści i do jednego wora wsypuje się wszelkie możliwe konwencje. No i mamy bigos – potrawę naszych czasów, którą karmi się mózgi konsumentów współczesnej kultury (antykultury?)

To, że film mnie nie zachwycił, uznaję za swoją stratę. Ci, którzy się na nim bawili – wygrali. Mam nadzieję, że to co napisałem o „Pasożycie” nie zniechęci nikogo do jego obejrzenia, bo szansa, że film się spodoba, jest spora. Tak się stało, że do mnie – do mojego wnętrza (od dawna hołduję tezie, że każdy film odbieramy przede wszystkim trzewiami, a dopiero później uzasadniamy to racjonalnie) jakoś ten „Pasożyt” nie trafił (i bynajmniej nie stało się tak przez jego tytuł – którego przestraszył się chyba polski dystrybutor, bo jak widzę w kraju film pokazuje się pod angielskim tytułem „Parasite”).
Zachwyt „Pasożytem” pozostawiam innym.

*  *  *

Komentarzy 39 to “„PARASITE”, albo o potrawach naszych czasów”

  1. Beata Karaś Says:

    Film widziałam. Zaliczam go do takich, które dobrze się ogląda, ale po tygodniu już nic z niego nie zostaje w głowie. Jestem z pokolenia, które uczyło się, że sztuka dostarcza przeżyć katharsis. Po „Parasite” nie ma oczyszczenia. Pozostaje wrażenie zbrukania.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Dokładnie. Nie ma żadnego „oczyszczenia” a jest wręcz przeciwnie: można się ubrudzić. Ale to nie tylko to. Ten film wpisuje się w pewną, istniejącą już od dłuższego czasu tendencję, którą nazwałbym „zdziecinnieniem” współczesnego kina. Bo jak się porówna klasę – i ciężar gatunkowy – tego filmu z filmami np. Bergmana, Kubricka, Tarkowskiego, Felliniego, Antonioniego… to widać prawie że przepaść. Problemem jest też stadność reakcji – i to nie tylko publiczności, ale i krytyków (bo przecież bez wątpienia istnieje coś takiego, jak zbiorowa sugestia).

  2. Beata Rosiak Says:

    Ta zbiorowa sugestia zaczyna dotyczyć wielu dziedzin, nie tylko kina przytoczę chociażby literaturę. Im łatwiej tym przyjemniej..

  3. Jacek Dygoń Says:

    Jasne, jeszcze Murnaua, Pasoliniego, Dowżenkę i Kieślowskiego dopisz, to się na drugą półkulę z tą przepaścią przekopiesz :D Tu się kłaniają Harold Pinter z Josephem Loseyem, Roland Topor, Polański, Ettore Scola, Nikodem Dyzma a nawet Rene Clement ( ,,Koty”) przy których film Bonga wcale na ubogiego krewnego nie wygląda. A przede wszystkim jest to czarna komedia, gdzie humor i makabra egzystują pospołu, bo takie są reguły tego gatunku. Dlatego Twoje argumenty są dla mnie wydumane. Dla mnie jest to bdb pomyślane i wykonane nawiązanie do przebogatej i uniwersalnej tradycji opowieści o łebskich przekręciarzach z ludu, która to opowieść nieoczekiwanie skręca w drapieżny paszkwil na tzw. mentalność getta. Rzecz o wysokich walorach filmowych z świetnie wygrywanym suspensem , twistami fabularnymi i paroma na prawdę świeżymi gagami. Owszem, jest parę nonsensów ( właściciele bez pojęcia o architekturze własnego domu), ale to w końcu nie jest naturalistyczny dramat, można wybaczyć. Ja się przednio bawiłem i nawet ten duszoszczipatielny finał sprawia wrażenie ironicznego persyflażu łzawych i obowiązkowo patetycznych hollywoodzkich zakończeń z odnajdywaniem się po latach. Bong umie opowiadać.. Z kolei dla mnie przykładem totalnie przehajpowanego filmu, który mnie tylko zmęczył i wynudził;, jest ,,Faworyta”.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      No nie! Harold Pinter i Joseph Losey a Bong Joon-ho to są jednak intelektualne antypody! (To tak jak porównywać Mameta z Tarantino). Nawet Polański, ze swoim „Lokatorem” i „Wstrętem” jest lepszy od Bongowego „Pasożyta”.
      Nawiasem mówiąc, Bong nie jest żadnym ubogim krewnym tych twórców, których wymieniłeś, tylko bardziej sofomorycznym.
      A przy okazji dziękuję za wymienienie – dla porównania – Murnaua, Dowżenkę i Pasoliniego 😉 (Sporo innych by się jeszcze znalazło)

      Znając Twoje upodobanie do krwawej jatki, gorowego extremum i wszelkiej filmowej perwersji – wcale mnie Twoja obrona tej (gimbazjalnej moim zdaniem) czarnej komedii nie dziwi. No ale tu przyłączasz się do chóru apologetów filmu, który jest wszechogarniający i niezmierzony.

      Moje argumenty nie są wydumane – są odczute, a to jest jednak różnica.

      Good for You, że się bawiłeś!

      Sorry, ale “Faworytę” uważam za jeden z najlepszych filmów ostatnich lat.

      Ja mam wrażenie, że nasz dysonans wynika bardziej z różnicy naszych gustów, niż z niezgody w ocenie wartości filmu, jeśli chodzi o jego walory, że tak się wyrażę, artystyczne.

      • Jacek Dygoń Says:

        Treść, a nawet trochę fabuła ,,Służącego” Loseya, z akcentem na roszczeniowość klas niższych bardzo przypomina to, co tu oglądamy, inny jest kaliber i wrażliwość. Co do Polańskiego, to ,,Wstręt” na pewno nie, ale groteskowość ,,Lokatora” nie jest tak od ,,Pasożytowej” odległa.
        Z drugiej strony, nie stosuj wybiórczej taryfy, bo to wygląda tak, że jak zachwycasz się filmem, który widownia i krytyka chwali ( np. ,,Roma”), to jest wszystko cacy, a kiedy odnosi sukces film, który się Tobie nie spodobał, to zaczynasz szafować ,,instynktem stadnym” , ,,chórem apologetów”, etc.
        Ja wybierając ten seans kierowałem się tylko wcześniejszą twórczością Bonga, zresztą nie gustuję w kinie festiwalowym. Nawet nie wiedziałem o czym to będzie, nie czytałem ani jednej recenzji
        A z tą jatką, to nie przesadzaj, do ekstremum temu baaardzo daleko, jatka ma tu cel satyryczny. Biedak z nożem na garden party atakuje wyłącznie równych sobie, ci odpowiadają mu równą furią i nienawiścią (prawa getta). A kiedy ojciec wbija nagle nóż w pierś klasy posiadającej, dostajemy parodię narodzin klasowej świadomości.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Losey, Pinter a Bong Joon-ho – „Inny kaliber i wrażliwość”. Zgoda! Dodał bym jeszcze: większe intelektualne wyrafinowanie i wyższa literacka klasa.

          To prawda, że jak mi się film podoba, to nie wypominam mu „chóru apologetów” i nie piszę o gromadnym instynkcie krytyki i publiki, a jak mi się nie podoba to czasem mi się to zdarza. Wyjaśnienie w sumie jest (psychologicznie) proste: w pierwszym wypadku czuję solidarność, w drugim… wyobcowanie ;) Stąd to się bierze.
          Ale masz rację: to nie jest sprawiedliwe, ani też nawet zbytnio uczciwe.

          W sumie podoba mi się Twoje indywidualne podejście do kina (nie pozbawione zresztą zamiłowania i prawdziwej pasji, jak mi się wydaje) – abstrahując od tego, czy ja uważam filmy, którymi się karmisz, za artystycznie wartościowe. (Sorry, nie obrażając Twojej inteligencji – może raczej smak – ale dla mnie sporo z tych horrorów, slasherów, sadystycznych kanibali… całej tej kaszany drugiego sortu, klasy B i C – to po prostu trudny do przełknięcia junk).

          Jak na kino mainstreamowe (jakim jest „Pasożyt”) finał jest jednak cokolwiek ekstremalny. I mnie akurat ta kulminacyjna krwawa jatka finałowa wydała się mało zabawna. Co ciekawe, bardziej mnie rozśmieszył rozlewający się w końcówce filmu sentymentalizm (abstrahując od tego, że samo zakończenie było po prostu niedorzeczne).

  4. Dawid Says:

    Nie rozumiem zachwytu tym filmem. Jestem wielkim miłośnikiem kina azjatyckiego, w szczególności koreańskiego i być może oczekiwałem czegoś więcej [?]. Sam pomysł na film, scenariusz, niezły. Warto zwrócić także uwagę na grę aktorska, która jest niebywała. Jednak całościowo film oceniam jako słaby. Symbolika staje się tutaj momentami tak nachalna jakby ktoś chciał wpoić coś świeżemu gimnazjaliście, zabawa stylami staje się nachalna a zwroty akcji przewidywalne. Koniec filmu banalny. Mówiono, że to kino zrobione przez Koreańczyka dla Koreańczyków, ale jak na ironię to na zachodzie „Parasite” odnosi wielki sukces.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Azjaci mają bardzo ciekawe kino. Nie mówię, już o kinie japońskie, które jest klasą samo w sobie, ale właśnie o koreańskim. Jest paru ciekawych reżyserów chińskich. Uważam jednak, że przebijają wszystkich Irańczycy – ich kino chyba lubię najbardziej.

      Nie powiedziałbym, że „Parasite” jest filmem „słabym”, ale prawdą jest, że się na nim zawiodłem. Dlaczego? Mam nadzieję, że udało mi się to w mojej recenzji uzasadnić.

  5. GL Says:

    Wyszedłem z kina – kompletnie zdegustowany (po scenie powrotu dawnej służącej).

    Na film wybrałem się nastawiony pozytywnie, więc początkowe naiwności, grubą krechę i „pessendorferyzmy” przebolałem. Aliści ta biedna rodzina robiła mi się z każdą sceną obrzydliwsza. O ile lubię odzwierciedlenie angielskiej fobii (sługa rządzi domem) bo pięknie się odwzorowała w literaturze (choćby Gormeghast) to jej azjatycka forma jest marna i w podświadomym rozkroku; Z jednej strony deklaratywna lewicowość (bardzo słaba i nieszczera) z drugiej feudalne myślenie.
    To dzieło tak społecznie krytyczne, jak gadki o biedzie Biedronia. Pustka. I to byłoby pół biedy ale to też kicz.
    Słabo mi się zrobiło, nie miałem ochoty na kontakt z tą kabotyńską, przegiętą bajdurą, tom se poszedł. Tyle.

  6. Gniewko Lewandowski Says:

    Krytycyzm ostoją wewnętrznej wolności

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Schopenhauer wiecznie żywy:
      „Doprawdy, nie ma tak absurdalnego poglądu, którego ludzie by nie przyjęli jako własny, o ile tylko potrafi im się wmówić, że pogląd ten został przyjęty przez ogół. Przykład tak działa na ich myślenie, jak na ich czyny. Są oni jak owce, które idą za swoim baranem, gdziekolwiek ich prowadzi; łatwiej im umrzeć niż myśleć. Jest to bardzo dziwne, że zdanie ogółu ma dla nich tak wielkie znaczenie, skoro przecież sami widzą po sobie, w jaki sposób przyjmuje się zdania, mianowicie zupełnie bez rozumowania i tylko na skutek przykładu. Tego nie wiedzą jednak, bo nie mają żadnego samokrytycyzmu.”

  7. JackieXK Says:

    A jadnak „Parasite”! 4 oscary! To chyba fenomen, jeśli chodzi o film spoza angielskiego kręgu jezykowego? ;)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Podejrzewałem, że tak będzie. Tym bardziej utwierdziło mnie to w opinii, że jest to najbardziej przeceniony film roku ;)

      • JackieXK Says:

        Muszę w takim razie obejrzeć ten film, aby wyrobić sobie zdanie. Czy tj. coś w „estetyce” „Mondo cane” sprzed .. 50 lat? ;)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Nie wiem, czy będziesz mógł obejrzeć ten film nieuprzedzony. Jest duża szansa, że Ci się spodoba – bo tak ma jakieś 95% krytyków i widzów (biorąc przynajmniej pod uwagę opinie zadeklarowane publicznie bo podejrzewam, że ci, którym się film nie podobał siedzą cicho, żeby nie wyjść na tych, co to się „nie znają” ;)

  8. Katarzyna Dyaczyńska Says:

    Oglądanie „Parasite” również przede mną.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Tak, zwłaszcza po tym oscarowym szumie sporo ludzi będzie chciało ten film obejrzeć (do tej pory nie miał on jakiejś masowej widowni). Ale wszyscy będą już w jakiś sposób „uprzedzeni” – co może mieć dwojaki efekt: zarówno dobry, jak i i zły ;)

      • Katarzyna Dyaczyńska Says:

        Chciałam zobaczyć wcześniej, ale jakiś się nie złożyło. Teraz powoduje mną już czysta ciekawość, również w odniesieniu do Pana opinii o tym filmie 🙂

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Ja nie przeczę, że ten film jest bardzo dobrze zrealizowany, zagrany, wyreżyserowany, wyprodukowany… Niestety, tym razem to było za mało, żeby film mi się spodobał – o zachwycie nie wspominając ;)

          Całkiem możliwe, że teraz – po tych wszystkich Oscarach i aplauzie – więcej ludzi tym filmem się rozczaruje, bo będą się spodziewali arcydzieła.

  9. Agnieszka Krajnik Says:

    Zgadzam się. Dobra filmowa robota, zaskakujaca fabula, wszystko gra ale brakowało mi … po Twojej recenzji juz wiem 😉emocji, które wywołał „Ból i Blask”.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Emocji brakuje, kiedy przestają nas obchodzić bohaterowie filmu. Mnie nie tylko przestali obchodzić, ale i stali się dla mnie odpychający. Warto zwrócić uwagę, że sam reżyser przedstawiał ich tak, jakby chciał taką reakcję wywołać (stąd ten”pasożyt”, karaluchy, niechlujstwo a nawet… smród!). Już chyba lepiej ukazał warstwę wyższą, bo z nich zrobił tylko naiwniaków i idiotów ;)

  10. Jacek Szumlas Says:

    hmm…ewidentnie circa 6,000 > głosujących członków Amerykańskiej Akademii – (fachowców z branży z całego świata) – się tu z kolegą nie zgadza + ja też. No ale każdy ma swoje problemy, nes’t pas ? Xxxx

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Ależ to nie jest mój problem, tylko Akademii :) Oprócz tego, to nie jest mój problem, tylko opinia. Problemem dla mnie byłoby to, gdybym się zgadzał bezkrytycznie z tym, co mówi i myśli „circa 6,000 >” jakichś „głosujących członków”.

      • Jacek Szumlas Says:

        ale sama Akademia nie ma żadnego problemu z tym jak jej członkowie – (nie ‚jacyś głosujący członkowie’ – tylko praktycznie wszyscy świetni zawodowi fachowcy z branży filmowej) – w ten czy inny sposób – głosują. Jak byś też był ich członkiem, to byś mógł ewentualnie. według swojej opinii głosować tak czy inaczej i kto wie: może by to wtedy miało jakiś wpływ na ostateczny rezultat wyników głosowania. Xxxx

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Z tym „problemem” Akademii to był oczywiście żart (tym bardziej, że ona ze swojego wyboru wydaje się bardzo zadowolona). Chodziło mi o to, że o wyborach Akademii zbyt często, moim zdaniem, decydują czynniki pozafilmowe, np. dobrze przeprowadzona, intensywna kampania promocyjna. Albo jakiś trend, którym często kieruje tzw. „polityczna poprawność”, albo polityczny wręcz „statement”.
          „Parasite” to nie jest zły film, ale ten hype, który wokół niego teraz się rozpętał, wydaje mi się absurdalnie przesadzony.
          Koniec końców, Oscary zawsze były problematyczne.

  11. Renata Brodzinska Ziemian Says:

    Właśnie ta tendencja do kiereszowania ciał, może Ty mi wyjaśnisz dlaczego w amerykańskiej i kanadyjskiej telewizji, którą uważam za beznadziejną tak naprawdę, jest tyle kanałów, na których nadaje się filmy, w których morduje się na różne wyszukane sposoby, odziera ciała ze skory na oczach widzów, na części rozbiera się ciała ludzkie w prosektorium, zalewa się to hektolitrami krwi, pokazuje psychopatów.
    Te filmy z lubością są oglądane i podziwiane, ja się pytam: za co???
    Dlaczego jest tyle seriali o jakichś duchach, marach, czarach i innych idiotyzmach? Tego jest tyle, że rysuje się obraz świata pełnego krwi, duchów, zła i przemocy, a ludzie zwyczajni są jak jakieś dziwadła, które do niczego nie są potrzebne.
    Jestem tym światem przerażona. Ogląda to tysiące ludzi, a potem dziwić się, że mają depresję.
    Gdy szukam dobrych komedii, nie znajduje, za to dramaty, w których się wylewa litry łez są na porządku dziennym. Nie rozumiem tej telewizji i nie rozumiem ludzi, którzy to oglądają.
    To jest zwyczajnie coś, czego nie ogarniam i uważam, że to jeden ze sposobów, które z ludzi robią chorych idiotów.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Telewizję oglądam jakieś 2 – 3 razy w roku, więc nawet nie wiem, jak teraz wygląda. Ale podejrzewam, że nadal jest w niej sporo z tego, o czym piszesz.

      Wszystko wskazuje na to, że ludzie to (przemoc, krew, zabijanie, horror, deprechę…) lubią oglądać na ekranie, dlatego się im to serwuje. A im więcej się tego im serwuje, tym bardziej to lubią – i może nawet od tego uzależniają (to jest w sumie takie sprzężenie zwrotne i w zasadzie dotyczy całej kultury masowej).

      Obrońcy przemocy w kinie mówią, że to tylko taka zabawa, że to wszystko pokazuje się „na niby” i że nie ma to wpływu na to, jak ludzie zachowują się w rzeczywistości. Ale moim zdaniem różnie z tym bywa – bo niektórzy właśnie w kinie znajdują pewne wzory do swoich (gwałtownych, czasem zbrodniczych) zachowań w życiu.

      Jestem natomiast pewny, że oglądanie przemocy ma bardzo niekorzystny wpływ zwłaszcza na dzieci.

  12. Tamara Carsuperkraljsveta Janosevic Says:

    Not even among top 50 Korean movies I have seen. And I looove Korean cinematography. This movie is sooo bland and just messy, no cohesion, no clear theme, no resolution that makes any sense… it’s just lame

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      I don’t like much this movie, but I think this criticism is too harsh.
      This is not such a bad film (in the terms of production, technical, acting and directing skills) but in my opinion it doesn’t deserve such a high acclaim and all this global hype.
      I think it’s the most overrated movie of the year.

  13. Alexander Bilik Says:

    Przyznanie „Pasożytowi” wszystkich możliwych nagród sugeruje, że film ma jakiś istotny podtekst czy wręcz głębszy sens. Bzdura. W porywach to niespecjalnie udana podróbka Tarantino. Filmowa porażka, którą momentami w miarę się ogląda, ale trudno dotrwać do końca.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      No a koniec chyba najbardziej żenujący.
      Film momentami nieźle się ogląda, bo jednak Boon Joon-ho jest dobrym reżyserem, który robi ciekawe filmy (lecz „Pasożyt” nie jest jego najlepszym obrazem – ja np. bardziej cenię „Mother”, czy nawet „Memories of Murder” – jeden z jego pierwszych filmów. „Okja” i „The Host” też nie były złe, ale to takie bajki.)
      Mam wrażenie, że w Hollywood (a i na świecie, na imprezach typu festiwale filmowe w Cannes, Toronto, czy w Berlinie) często kierują się jakimś trendem, modą… (przy Oscarach dochodzą jeszcze motywy polityczne).
      Poza tym, jeśli o chodzi o te wszystkie nagrody (BAFTy, ZŁOTE GLOBY, różne gildie…) to można odnieść wrażenie, że na świecie rocznie powstaje jakieś kilkanaście filmów. Wygląda to tak, że gdzieś tak od Złotych Palm w Cannes po Oscary ładuje się na jeden wagon 10 – 15 filmów, jedzie się z nimi przez te wszystkie imprezy z nagrodami – a cała gromada krytyków i publika za tym goni i podąża (czyli mamy też gromadny pęd). Bardzo duże znaczenie (jeśli nie decydujące) ma promocja filmu przy nominacjach do Oscara.
      No i w rezultacie najważniejsze nagrody przyznaje się takiemu „Pasożytowi”, który absolutnie nie zasługuje no to, żeby uznawać go za film wybitny. Takie jest moje zdanie.

  14. Mariusz Skowroński Says:

    Ten film to jakby zlepek marzeń sadysty, wartościowy jedyne w naprawdę dobrych zdjęciach. Reszta pod względem przekazu do mnie i przynajmniej nie przemawia. Od filmów nagrodzonych głównymi nagrodami powinno wymagać się czegoś więcej niż tylko wywołania szoku. O wiele bardziej podobało mi się np. „Boże Ciało”, ale wiedziałem , że ze względu na tematykę ten film w Hollywood nie ma szans.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Mam podobne zdanie. „Boże ciało” było po prostu… szlachetniejsze, mniej puste, bardziej oddziaływało na emocje, miało coś istotnego do przekazania. Natomiast „Pasożyt” to taka zabawa (dużych chłopców) kinem. I do tego film z nie wiadomo jakim przesłaniem.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s