O filmach ROMA, FAWORYTA, VICE, GREEN BOOK, NARODZINY GWIAZDY, CZARNA PANTERA, BLACKKKLANSMAN I BOHEMIAN RHAPSODY – rozmowa ze ZBIGNIEWEM BANASIEM

.

O filmach nominowanych w tym roku do Oscara w kategorii BEST PICTURE rozmawiam ze Zbigniewem Banasiem, znanym krytykiem filmowym z Chicago.

.

GREEN BOOK, BLACKKKLANSMAN, CZARNA PANTERA:

.

.

FAWORYTA, VICE:

.

.

NARODZINY GWIAZDY, BOHEMIAN RHAPSODY, ROMA:

.

*  *  *

Ze Zbyszkiem Banasiem znamy się od wielu lat, dzielimy wspólną pasję, jaką jest kino. Jego erudycja, elokwencja i wiedza o filmie jest wśród Polonii chicagowskiej szeroko znana – głównie z programów radiowych i telewizyjnych, w których zajmuje się krytyką kina. Jest on również doskonałym konferansjerem. Z Festiwalem Filmu Polskiego w Ameryce związany jest od samego początku jego istnienia. Uczestniczy także, jako sprawozdawca, w najważniejszych festiwalach filmowych na świecie, organizowanych w Berlinie, Cannes, Sundance, Gdyni…

Spotkaliśmy się na tydzień przez 91. uroczystością rozdania Oscarów i porozmawialiśmy o ośmiu tytułach nominowanych w tym roku w kategorii Najlepszy Film. Rozmowa trwała prawie trzy godziny, z której prezentuję tutaj fragmenty, podzielone na trzy niespełna pół-godzinne części. Zdaję sobie sprawę, że w obecnej dobie pośpiechu i drastycznie skracającego się attention span, ich wysłuchanie może być pewnym wyzwaniem, ale zapewniam, że warto to zrobić, bo Zbigniew Banaś mówi rzeczy ciekawe i do tego pięknym polskim językiem.

Poniżej pozwalam sobie zilustrować ten wpis dwoma zdjęciami. Pierwsze pochodzi z mojego ubiegłorocznego spotkania autorskiego, które Banaś – wraz z dyrektorką Muzeum Polskiego w Ameryce, Małgorzatą Kot – prowadził. Drugie to… selfie wykonane przez samego Alfonso Cuaróna na prowadzonym przez Zbigniewa Banasia spotkaniu z publicznością na Festiwalu Camerimage w Bydgoszczy w ubiegłym roku. (Zbyszek zdradził, że kiedy Cuarón – nota bene nominowany w tym roku do Oscara nie tylko za reżyserie w kategorii Best Director, ale i za zdjęcia w kategorii Best Cinematography – zobaczył niezbyt udane selfie zrobione przez Zbyszka, to wziął jego telefon i strzelił zdjęcie nieporównanie lepsze… co widać na załączonym obrazku.

.

Zbigniew Banaś i Stanisław Błaszczyna na spotkaniu autorskim w Chicago (fot. Dariusz Lachowski)

.

Alfonso Cuarón i Zbigniew Banaś. (Zdjęcie-selfie zrobił reżyser „Romy” na prowadzonym przez Banasia spotkaniu z publicznością na Festiwalu Camerimage w Bydgoszczy w ubiegłym roku.)

.

O Oscarowych nominacjach przeczytać można TUTAJ.

.

Komentarzy 26 to “O filmach ROMA, FAWORYTA, VICE, GREEN BOOK, NARODZINY GWIAZDY, CZARNA PANTERA, BLACKKKLANSMAN I BOHEMIAN RHAPSODY – rozmowa ze ZBIGNIEWEM BANASIEM”

  1. Bartosz Kasza Says:

    Roma to jeden z nudniejszych filmów jaki widziałem…. Po 15 minutach oglądania miałem wrażenie, że za kamerę jest odpowiedzialny facet, który nagrywa wesela.
    Jak to przewidział Himilsbach i Maklakiewicz w Rejsie…. „Nic sie nie dzieje, teksty beznadziejne…”
    A znając Oskary, ze lubią być bardzo polityczne i będą głaskać Meksykańskich twórców za sprawę z Murem, to rozłoży na łopatki inne, dużo lepsze produkcje.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To prawda, „Roma” nie jest dla wszystkich – zwłaszcza dla zwolenników kina akcji ;) ale trudno mi się zgodzić z tym, że za kamerą stanął „facet, który nagrywa wesela”. Tym „facetem” był reżyser „Romy” Alfonso Cuarón, który prawdopodobnie dostanie za to „stanie” Oscara ;) bo film według mnie jest pięknie sfilmowany.
      To prawda, że przychylność dla „Romy” może również wynikać (do pewnego stopnia) z pobudek politycznych, ale nie zmienia to faktu, że ten meksykański film jest dziełem wybitnym.

      • Bartosz Kasza Says:

        W kadrze dużo lepsza jest „Zimna wojna” – nawet w kolorystyce czarno\białej.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          W „Zimnej wojnie” kadry są znacznie bardziej skontrastowane, w „Romie” jest więcej subtelności i odcieni – przez co obraz jest według mnie bogatszy. Większość zdjęć w „Zimnej wojnie” bardzo mi się podobała, choć niektóre wydały mi się zbyt już manieryczne..
          Poza tym fakt, że w „Zimnej wojnie” kadr jest niemal kwadratowy, trochę te zdjęcia udziwnia – dlatego dla mnie panoramiczne kadry „Romy” wyglądają bardziej naturalnie.

        • Robert Gniewko Lewandowski Says:

          Dla mnie Roma to jak najbardziej kino akcji – z tym że ową akcję buduje się poprzez niuans i dotyczy ona spraw ważniejszych, niż kto kogo. Podobnie zdjęcia; są wbrew zasadom (pod światło) ale zgodnie z poetyką (to nie estetyzm ZW) tej pogłębionej opowieści. fakt – Roma nie podsuwa gotowców i schematów, opowiada to, co sami potrafimy tam odnaleźć. stąd dla wielu to jest puste.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Zgadzam się – w tym rozumieniu „Roma” jest kinem akcji (ja, pisząc „‚Roma’ nie jest dla wszystkich – zwłaszcza dla zwolenników kina akcji” miałem na myśli klasyczna definicję „kina akcji”, a oprócz tego żartowałem :)) Cuarón stopniowo buduje napięcie, na początku opowiada bardzo subtelnie, niuansowo, dzięki czemu nasza uwaga niejako uwrażliwia się na detale, więc kiedy pojawia się coś mocniejszego, bardziej dramatycznego, to robi to na nas jeszcze większe wrażenie. I rzeczywiście – estetyka „Romy” nigdy nie jest ważniejsza od opowiadanej historii (a takie wrażenie odnosiłem oglądając „Zimną wojnę”).

      • Anita Eilmes Says:

        Szczerze mówiąc, ja tez nie rozumiem fascynacji tym filmem. Owszem, ma w sobie coś, ale na pewno nie jest to film, który będę chciała obejrzeć drugi raz. Podzielam zdanie Bartosza co do tego, że jeśli dostanie Oskara, to będzie to decyzja bardziej umotywowana politycznie. Ale cóż, Hollywood jest znane z takich decyzji 😉

        • Bartosz Kasza Says:

          Tysiące ludzi, tysiące różnych zdań, nie można z każdym się zgodzić i każdemu przytakiwać.
          Cenię ludzi, którzy mają własne zdanie.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          @Anita Eilmes – Moim zdaniem, ta gremialna fascynacja „Romą” ma podobne źródło, jak w przypadku „Zimnej wojny” – wielu się zachwyca, bo zachwycają się inni. Dochodzi do tego kampania promocyjna i reklamowa, jak również czynniki poza-filmowe, takie jak np. lokalny patriotyzm, grupowa solidarność, wspólny interes, czy wreszcie motywacje polityczne, o których Pani wspomina. Ale autentycznego zachwytu tym filmem też nie można wykluczyć. Ja staram się nie poddawać zewnętrznym sugestiom, zbiorowej presji… oceniam film tylko na podstawie wrażeń jakich mi dostarczył, jak również wiedzy jaką mam o kinie. Czynniki polityczne, motywacje patriotyczne, sympatie i antypatie… tego staram się do oceny filmu nie mieszać. Uważam, że „Roma” jest filmem wybitnym. I to prawda, że spodobała mi się bardziej od „Zimnej wojny”, w której brakło mi autentyzmu (no ale szerzej pisałem o tym w mojej recenzji tego filmu, więc nie chcę się powtarzać).
          https://wizjalokalna.wordpress.com/2018/11/13/zimna-wojna-dramat-bez-dramaturgii-milosc-bez-milosci/

        • Robert Gniewko Lewandowski Says:

          Ja zupełnie nie śledzę krytyki zatem nawet nie wiedziałem, jakie publicity ma Roma i za co jest chwalona. Obejrzałem film to teraz mogę porównać własne odczucia z opiniami opiniotwórczymi :) Faktem jest jednak, że przy dużej promocji nawet nie obije się jakiś tytuł o uszy ale tylko tyle. Wiem, że większość ludzi idzie na zachwalany film już zachwycona ale to mechanizm stadny – potwierdzenie przynależności do elity. Raz poszedłem do kina nie obejrzeć film a ludzi, którzy na nim wysiedzieli do końca. To było na NH a dzieł nazywało się „Przerwa obiadowa” gdzie nieruchoma kamera zapisała 13 minut jedzenia robotników w stołówce z 7 krotnym spowolnieniu (albo 7 min 13x wolniej) – Wychodzili jacyś zmięci ale twierdzili z uporem, że warto było. Wytrawny kinoman zniesie wszystko jeśli potwierdzi to jego elitarność.

  2. Torne Says:

    Obraz miłości, jaki oferuje Jenkins w „Gdyby ulica Beale umiała mówić” jest bardzo staromodny, by nie powiedzieć przestarzały. Co w kinie niegatunkowym razi. Kompleksowa próba uchwycenia egzystencjalnego problemu jakim jest „bycie czarnym”, gryzie się z terrorem piękna i obsesją tworzenia kwiecistych monologów. Jestem jednak przekonany, że należę do mniejszości, że ci, którzy są wzrokowcami, zakochają się w „Gdyby ulica Beale umiała mówić” bez pamięci. I muszę powiedzieć, że trochę im tego zazdroszczę. Bo film jest naprawdę ładny i chętnie bym się sam nim pozachwycał.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Mam podobne odczucia wobec tego filmu, więc razem jesteśmy w mniejszości.
      Coś mi się wydaje, że nad tym wszystkim wisiał duch homoseksualizmu Baldwina – a jest to duch właśnie staroświecki.
      Ta staromodność odbiła się sztucznością, no i wyszedł taki ładnie owinięty cukierek, który udaje mięsko.

      • Torne Says:

        W zasadzie mogę się z Tobą zgodzić, ale w takim razie to w jeszcze gorszym świetle stawia reżysera. Oznacza przecież, że podszedł do pierwowzoru w sposób bezrefleksyjny, nie zagłębił się w niego, nie spróbował go odczytać po swojemu.

  3. filmorg Says:

    ZIMNA WOJNA już dziś w nocy ma szansę zdobyć Oscara. Film Pawła Pawlikowskiego ma swoich fanów, choć zdarzają się i tacy, którzy nie są zachwyceni tą produkcją – jedną z takich osób jest Dawid Konieczka, który swoją opinię kontrastuje ze zdaniem zwolenniczki „Zimnej wojny” – Mają Budką:

    https://film.org.pl/a/cykl/procontra/zimna-wojna-za-i-przeciw-polskiemu-kandydatowi-do-oscara-185714/?fbclid=IwAR3BTU9VnqnttoSLyh8URDvnSVSKAtZwASChQkNIWAZrgAiZTPO7_lTB5Jk

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Trochę niezręcznie to wychodzi, bo jak tu pisać „przeciw polskiemu kandydatowi do Oscara” – zwłaszcza w dzień rozdawania Oscarów? :) Ja nie jestem „przeciw”, ale mam wobec filmu Pawlikowskiego trochę zastrzeżeń (chociaż nie uważam, że jest to film przeciętny). Co ciekawe, jedna z moich obiekcji zawiera się – paradoksalnie – w zdaniu, jakie napisała recenzentka broniąca „Zimnej wojny”: „Może to dawno przestała być miłość, a zostało jedynie zakłamywanie rzeczywistości?” Tak właśnie jest: Pawlikowski ukazał na ekranie nie miłość, ale zakłamywanie rzeczywistości, dlatego ta jego love story jest dla mnie zupełnie niewiarygodna, a na dodatek pretensjonalna. Moim zdaniem jest to wina zarówno reżyserii, jak i (poszatkowanego) scenariusza.

  4. Mariusz Czernic Says:

    Stanisław Błaszczyna: „…nie zmienia to faktu, że ten meksykański film jest filmem wybitnym”.

    To jest tylko opinia, nie fakt :D Faktów nie trzeba uzasadniać. Uzasadnia się opinię.
    W moją wrażliwość bardziej trafiła „Zimna wojna”, ale nie ma to nic wspólnego z patriotyzmem, solidarnością ani pójściem za głosem innych (bo akurat nie należę do miłośników „Idy”, kieruję się wyłącznie własnym gustem). Rozdanie potoczyło się zgodnie z przewidywaniami, nie ma co narzekać, choć to trochę dziwne, że Rami Malek pokonał Mortensena i Bale’a, natomiast Olivia Colman przy pierwszej nominacji dostaje Oscara, a 7-krotnie nominowana Glenn Close wychodzi znowu z miną przegranej.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Czyli nie ma filmów wybitnych? (Bo przecież jeśli coś nie jest faktem, to tego być nie może.)

      • Mariusz Czernic Says:

        No chyba, że fakt prasowy, czyli mający wpływ na opinię publiczną, ale niekoniecznie zgodny z prawdą. Ostatnie dwa filmy Pawlikowskiego też zostały określone przez prasę jako „wybitne”, ale na to, czy w istocie takie są, to raczej ma wiele czynników, przede wszystkim czas. Za 20-30 lat może się okazać, że te filmy, jak również „Roma”, nie mają wielkiego znaczenia dla kinematografii, jakie miał na przykład „Obywatel Kane”.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Masz rację. Ja również sądzę, że to czas weryfikuje to, czy jakiś film jest naprawdę wybitny (i też miałem użyć przykładu „Obywatela Kane” w swoim komentarzu, ale ni3 chciałem sie rozwodzić.) Ale ja pisząc o wybitności „Romy” robiłem to odnosząc się do naszego czasu (do „tu i teraz”) – mając na względzie takie fakty, jak np. olbrzymią famę tego filmu, 10 nominacji do Oscara, krytyczny acclaim (setki recenzji uznających ten film za znakomity i wyróżniający się ponad całą resztę)… To wszystko „wybija” „Romę” ponad tysiące innych filmów, które powstały w ubiegłym roku. Dlatego użyłem słowa „wybitny” – w tym znaczeniu film jest wybitny, i jest to faktem.

  5. zamajmurkiem Says:

    Jakub Majmurek pisze:

    „Najmniej podobały mi się dwa poruszające temat rasowy tytuły: nagrodzony Oscarem za najlepszy film Green Book Petera Farrelly’ego oraz Gdyby ulicy Beale umiała mówić – bardzo rozczarowujący na tle rewelacyjnego Moonlight drugi film Barry’ego Jenkinsa. Oba poruszają ważne problemy, ale zagadują je na śmierć, grzęznąc przy tym w zupełnie nieznośnym sentymentalizmie. […]
    Pokazując jawnie absurdalne i oburzające dla współczesnego widza formy dyskryminacji, Green Book buduje swoistą „nostalgię za teraźniejszością”. Widz, dostrzegając autentyczny postęp, jaki dokonał się od epoki restauracji, hoteli i sklepów „tylko dla białych”, może pogratulować sobie, że żyje w społeczeństwie, gdzie rasa nie jest problemem, i zapomnieć o tym, że jednak jest.[…]
    Nawet jeśli intencje twórców były jak najlepsze, to wymowa filmu brzmi potwornie protekcjonalnie wobec czarnego bohatera. Obraz rasowej harmonii, jaka zawiązuje się w scenie wigilijnej wieczerzy w mieszkaniu Vallelongów, brzmi fałszywie, mdli od potwornego sentymentalizmu. Fascynujący, niełatwy temat ceny, jaką jednostka płaci za awans klasowy, emancypację przez edukację – dotyczący przecież nie tylko czarnych, ale też osób wywodzących się z klas ludowych – został tu zaledwie draśnięty.”

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Jakub Majmurek: „…wymowa filmu brzmi potwornie protekcjonalnie wobec czarnego bohatera”, „Obraz rasowej harmonii (…) mdli od potwornego sentymentalizmu”

      Nie za dużo tej „potworności” w filmie dość dobrodusznym, sympatycznym, rozrywkowym i tak naprawdę zbliżającym rasy? Moim zdaniem zarzuty o „protekcjonalność” są absurdalne (choćby dlatego, że czarnoskóry w „Green Book” góruje nad białoskórym inteligencją, zdolnościami, wykształceniem, manierami, erudycją, kulturalnym wyrobieniem… etc. Sądzę, że film najprawdopodobniej byłby rzeczywiście „potwornie” protekcjonalny, gdyby był napisany z perspektywy Dona Shirley’a, który mówił o Tony’m, że ma „gębę buldoga” i uważał go za zupełnego prymitywa. (Nawiasem mówiąc: podczas gdy postać Dona Shirley’a jest zupełnym zaprzeczeniem stereotypu „czarnego”, to Tony jest jednak strasznym stereotypem „makaroniarza” – no ale to nie spotkało się z żadnymi protestami ze strony Amerykanów włoskiego pochodzenia – co moim zdaniem jest czymś mądrzejszym, niż argumenty i protesty rodziny Shirley’a, której chodziło głównie o pieniądze, a nie o jakieś domniemany „rasowy” protekcjonalizm).
      Moim zdaniem bardziej „mdli” niedorzeczność, infantylizm i zupełna odlotowość „Czarnej Pantery”, która usiłuje kreować coś, co ma być zadośćuczynieniem Afroamerykanom za ich rasową degradację w przeszłości – a co tak naprawdę jest zupełną fantazją plagiatującą obcą mitologię (nota bene mitologię swoich dawnych białych ciemiężycieli), będącą bardziej parodią odkupienia (opierającą się ponadto na fałszywym, sztucznym i bardzo powierzchownym podejściu do afrykańskiego dziedzictwa), niż rzeczywistą rekompensatą, która miałaby jakieś głębsze kulturowe znaczenie.
      PS. Zgadzam się co do „If Beale Street Could Talk” – ten film jest według mnie za… ładny, zbytnio uromantyczniony i bardziej anachroniczny niż „Green Book” (zupełnie pozbawiony autentyzmu „Moonlight”). Ta staromodność odbiła się sztucznością, no i wyszedł taki ładnie owinięty cukierek, który udaje (baldwinowskie) mięsko.

  6. Jula :D Says:

    Podobno Polak otrzymał Oskara, chyba za muzykę. ☺ Co prawda w drugim pokoleniu emigrant, zdaje się z podwójnym obywatelstwem, chyba teraz obywatel Szwecji. Babcia albo mama jeszcze mieszka w Warszawie, bo to młody człowiek. Chyba z tego filmu „Czarna pantera.”
    Kinga Rusin z TVN go wyłoniła bo tam reprezentowała tę stację i nawet z nim rozmawiała.
    Tak Bardzo chciała pochwalić się, że laureat Oskara jest z pochodzenia Polakiem – to Ludwik Goranssor, bo tym razem Pawlikowski przegrał z konkurencją . 😉

  7. Jula :D Says:

    Bardzo interesująca dyskusja na temat filmów nominowanych do Oskara .
    Z pewnością moje wrażenia beda w pewnym sensie zasugerowane , tj.w tym znaczeniu , że bede uważniej zwracała uwagę na te szczegóły zaznaczone przez panów. ;)
    Oczywiście nie planuje obejrzeć wszystkich tytułów ale niektóre tak , być może w wyborze pomoże mi ta dyskusja.
    Pozdrawiam. ;)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Jula, naprawdę wysłuchałaś tych rozmów do końca? ;)
      Jeśli tak, to jak się tego słuchało?

      Zbyszek mówi bardzo swobodnie (i interesująco), bo on jest radiowcem.
      Ja jestem ciągle spięty :)

      • Jula :D Says:

        Z ogromną przyjemnością, podobnie jak kiedyś Kałużyńskiego z Raczkiem. Uwielbiałam te ich rozmowy o filmie przed seansem i o kinie, tj. o filmach w ogóle.
        Ty bardziej krytycznie oceniałeś filmy, Twój rozmówca jakby skupiał się tylko na zaletach. Tak ustaliście ? Taki podział ról, niczym w filmie kryminalnym – policjant dobry i zły.
        Ty jakby starałeś się bardziej podkreślić jakość filmu, jego znaczenie ogólniejsze, on bardziej jako zabawę. Może przez to było ciekawie. Bo faktycznie jedni idą do kina nastawiając się tylko na zabawę, a inni szukają jakieś głębi filozoficznej, czy coś w tym stylu, i Ty to chciałeś pokazać.
        Tak ja to odczytałam, co do samej „gadki” – nie ustępowałeś radiowcowi. Remis. ;) :-D
        To Twoje spięcie, jeżeli było, przypisałabym bardziej wyrafinowanemu poglądowi na temat oglądanych filmów. :)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Rzeczywiście, ja chyba bardziej krytycznie podchodziłem do tych filmów, Zbyszek… bardziej opisowo i – można powiedzieć – gawędziarsko :) Ale to tak wyszło, niczego wcześniej nie ustalaliśmy. Prawdą jest, że inaczej odbieramy filmy. Ja chyba podchodzę do kina bardziej serio – staram się wejść głębiej, bardziej analitycznie. Zbyszek bardziej na luzie – dlatego to, co on mówi, wydaje się chyba bardziej potoczne, lżejsze (tym bardziej, że on się wypowiada – nawet w mediach czy przed większym audytorium – z wielką swobodą.
          Koniec końców, to co nagraliśmy było bardziej wyrażeniem naszych opinii o filmach – i o problemach, które one poruszały – niż rozmową.
          Ale myślę, że dzięki temu zawarliśmy w tym sporo treści.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s