KINO I KRYTYKA

.

W filmowym raju (kadr z filmu Cinema Paradiso)

     .

        Spotkałem się ostatnio z następującym stwierdzeniem: Recenzja filmowa, przynajmniej w wydaniu profesjonalnym, musi, jak się wydaje, prędzej czy później stać się reliktem przeszłości. Jaki jest bowiem cel istnienia tego typu formy, szczególnie w Internecie, w którym możliwość wyrażenia swojego zdania w o wiele prostszy sposób stanowi niezbywalne prawo? Czy tekst krytyczny ma jakąkolwiek przyszłość w świecie, w którym publicznie oceniać i krytykować – konstruktywnie lub nie – może każdy? (Cytat pochodzi stąd).

       Otóż wydaje mi się, że dopóki będzie istnieć kino, dopóty będzie istniała krytyka filmowa – i będą pojawiać się recenzje filmowe w wydaniu profesjonalnym. Jednakże, aby uznać daną recenzje za profesjonalną, muszą istnieć pewne kryteria, które taka recenzja musi spełniać. Podobnie jest z samym kinem (a ogólnie z całą sztuką): aby ocenić wartość filmu (dzieła sztuki), muszą istnieć kryteria jego oceny – normatywne punkty odniesienia, stanowiące aksjologiczną hierarchię. Bez niej poruszalibyśmy się po omacku, kierując się tylko własnym „widzimisię”.

       Wszelka dyskusja bez określenia czy też odniesienia się do pewnej hierarchii wartości nie ma większego sensu, ale to dopiero zgoda na przyjęcie określonej hierarchii (w tym definicji, norm, reguł, punktów odniesienia, kanonów) umożliwia sensowną wymianę myśli i osiągnięcie ewentualnego porozumienia (czy choćby tylko wzajemnego zrozumienia się).
Dlatego tak ważna w tym wszystkim jest erudycja – wiedza o kulturze, a w przypadku kina – znajomość jego historii, ustalonego kanonu arcydzieł, dorobku wybitnych twórców… etc. Tylko wtedy możliwe jest wyróżnienie (rozpoznanie, ustalenie…) autorytetów wśród ludzi wypowiadających się na temat kina (chodzi mi zarówno o samych twórców kina, jak i jego krytyków), bez których to autorytetów, według mnie, uprawiałoby się tylko amatorszczyznę. Tak jak to ma miejsce obecnie – w dobie rozpasanego Internetu, gdzie wszyscy wygłaszają swoje zdanie, opiniują, krytykują, oceniają – wieszają psy albo gloryfikują, mieszają z błotem albo wychwalają; gdzie każdy jest besserwisserem i ma we wszystkim rację, nie zawracając sobie głowy jakimiś autorytetami, czy ogólnie: własną edukacją i znajomością kultury. Niestety, dezynwoltura ta wprowadza w dyskursie chaos, wykluczając na dodatek zgodę. Ignorancja sprzyja prostactwu, zaś arogancja – tworzeniu podziałów i wzajemnych animozji.

      Nie ma nic złego w tym, że ktoś chce wyrazić (nawet publicznie) swoją opinię o filmie (książce, obrazie, dziele sztuki…), jednak warto mieć świadomość tego, że jest to zawsze nie tylko subiektywne, ale i skrojone na naszą miarę – że przynależy do domeny amatorskiej, z wszystkimi swoimi ograniczeniami. A tym samym nie może sobie rościć prawa do wyznaczania wartości uniwersalnych, ultymatywnych – do forowania sądów ostatecznych. To powinno uczyć pewnej pokory, a tymczasem niemal wszyscy wypowiadają się tak, jakby byli wyrocznią i inkwizytorem, uważając swoje zdanie za jedynie słuszne a własną opinię za nieomylną.
Internetowy zalew radosnej twórczości amatorów i dyletantów powoduje pewne kulturowe rozmycie i zaburzenie hierarchii – w tej powodzi ginie to, co jest rzeczywiście cenne, wybitne i naprawdę wartościowe: choćby właśnie profesjonalna krytyka filmowa.

       Inną sprawą jest to, że – takie odnoszę wrażenie – krytyka ta przeżywa dziś kryzys (powodów jest zbyt wiele, by się tutaj nimi zająć). Bo gdzie są krytycy takiego formatu, jakimi byli w Polsce choćby Zygmunt Kałużyński, Rafał Marszałek, Krzysztof Mętrak, Bolesław Michałek, Stanisław Janicki, Aleksander Jackiewicz… a na świecie Éric Rohmer, François Truffaut, James Agee, André Bazin, Pauline Kael, Andrew Sarris czy wreszcie Roger Ebert? Wymarli albo przeszli na emeryturę. Wszyscy, których wymieniłem to osobowości wybitne – nie tylko w dziedzinie kina, ale i w szerszym wymiarze kulturowym: literackim, humanistycznym a nawet filozoficznym. Obecna krytyka filmowa nie ma już tego ciężaru, jest moim zdaniem bardziej okazjonalna i efemeryczna, miałka i płytka tudzież zależna, czasem nawet sprzedajna, będąc na usługach jakiegoś medium lub środowiska, pisząc recenzje na zamówienie.

       Dawniej pozycja krytyka filmowego była bardziej określona i ustalona. Na to by uznano kogoś za krytyka trzeba było sobie zasłużyć, czyli innymi słowy: należało spełniać pewne kryteria, które stanowiły o jego poziomie, kompetencji czy wreszcie decydowały o prestiżu i autorytecie. Dziś, kiedy krytykiem jest każdy (bo przecież „śpiewać każdy może”), wszystko się pomieszało i pogubiło a języki, jakimi się mówi o filmie, to istna wieża Babel. Do tzw. średniego widza bardziej zaś trafia to, co pisze „średni” krytyk, bo ten zazwyczaj posługuje się jego językiem, czyli tym, co jest charakterystyczne dla kultury masowej, z wszystkimi jej ograniczeniami i miazmatami (stąd częsta niechlujność wypowiedzi, posługiwanie się językiem potocznym, a nawet wulgarnym). A przecież sztuce bardziej sprzyja elitaryzm niż demokracja – plebejskość wyklucza wyrafinowanie. Postmodernizm jednak poprzewracał ludziom w głowach – relatywizując prawdę, negując wartości, sprowadzając do jednego poziomu to, co dawniej porządkowane było pewną hierarchią. Wmówił ludziom, że wszystko jest sztuką (czyli każdy jest artystą), że to co złe może być dobre, a to co niskie – wysokie. Czy wreszcie: że nie ma filmów złych.

     A przecież filmy są różne. To, co nam się podoba niekoniecznie jest dobre, a to, co nie podoba – niekoniecznie złe. Zawsze należy sobie uświadamiać to, że wszystkie nasze sądy są subiektywne a ponadto dyskurs jaki prowadzimy zawsze posługuje się pewnym kodem, który warto umieć rozpoznawać i zdawać sobie z niego sprawę. To prowadzi nas do konstatacji jak bardzo ważny jest kontekst kulturowy (gatunkowy, historyczny, światopoglądowy…) filmu, a zarazem do stwierdzenia, że wszelka dyskusja na temat wartości filmu powinna zacząć się od rozpoznania (określenia) tego kontekstu. W przeciwnym razie każdy oceniający (krytykujący, opisujący) film będzie się poruszał po innym polu, śpiewając sobie a muzom.

       A i tak najważniejsza w tym wszystkim powinna być nasza miłość do kina. I to, by jednak większą przyjemność sprawiało nam oglądanie filmu, niż pisanie o nim, a tym bardziej – jego krytykowanie.

*  *  *

Reklamy

Komentarzy 18 to “KINO I KRYTYKA”

  1. Beata Says:

    Dziękuję za kadr z cudownego filmu, mojego ukochanego „‚Cinema Paradiso”.
    Zgadzam się z tym, co piszesz na temat krytyki, ale Staś od bylejakości (a tu posłużę się synonimami tego słowa, które powiedzą wszystko – miałkość, miernota, nierzetelność, partactwo, płytkość, fuszerstwo, przeciętniactwo, niedbalstwo, nieznajomość rzeczy, nieudolność, płytkość, tandeta…) nie uciekniesz. Dlatego moja wiara w to, że dobre rzeczy się same bronią, tak też z krytyką, dobrą recenzją. Kto wymaga i oczekuje dobrego produktu, ten znajdzie Staś. Miałkie rzeczy są i zawsze będą dla niewymagających :)
    Pozdrawiam i wierzę, że dziś również znajdą się młodzi, którzy świetnie znają dorobek twórców kina, odnajdują odniesienia do sztuki, muzyki, literatury. Potrafią czytać między wierszami i widzą „więcej „.
    Nie trać wiary recenzencie

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      „Cinema Paradiso” to również jeden z moich ulubionych filmów.

      Cały internet (wliczając w to FB ;) ) zalany jest bylejakością i zaśmiecony zupełnie nieprzydatnymi dla nas informacjami. Jednak myślę, że kiedy człowiek jest bardziej uważny i selektywny, to można w jakiś sposób odseparować się od tego wszystkiego.
      Tak więc, kto będzie chciał dostać się do bardziej wartościowych rzeczy (jak np. krytyka filmowa na właściwym poziomie), to coś takiego znajdzie – bo rzeczywiście, jak sama piszesz, to co dobre może obronić się samo.
      Zwłaszcza wtedy, kiedy będzie miało w nas swojego sojusznika ;)

      Pozdrawiam

      • Beata Says:

        Staś, czytam teraz Młynarski i nie mogłam się oprzeć, by podzielić się słowami, które pasują mi do ostatniej wymiany myśli – „…Czasy, w których żyjemy, to czasy niebywałego postępu technicznego, ale i postępującej głupoty, chamstwa, upadku moralnych autorytetów i powtórnej wewnętrznej emigracji ludzi prawdziwie mądrych, ale skrajnie zrezygnowanych.”
        Tak czuł Młynarski, tak czuje wielu.
        Pozdrawiam

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Myślę, że zawsze tak było (ludzka natura tak szybko się nie zmienia ;) ), tylko że teraz – dzięki rozpowszechnieniu internetu – jest to bardziej widoczne ;)
          A może rzeczywiście jest to jakaś epidemia – charakterystyczna tylko dla naszych czasów? ;)

        • babka filmowa Says:

          Dokładnie tak Stanisławie, zgadzam się z Tobą. Chamstwo i głupota, upadki moralne wpisane są w naturę człowieka (patrz historia), w obecnej dobie, za sprawą internetu jesteśmy bardziej świadomi, że dzieje się to na wielką skalę.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          @babka filmowa – Wydawało mi się jednak, że wraz z rozwojem internetu coraz trudniej będzie robić ludziom wodę z mózgu. Choćby dlatego, że łatwiejszy będzie dostęp do informacji. Okazuje się, że się nie tylko łudziłem ale i myliłem, bo Internet wprowadza jeszcze więcej zamieszania (dezinformacji), rozmywając rzeczywistość, zamulając prawdę… bardziej chyba dzieląc ludzi, niż łącząc. Mam nadzieję, że jest to tylko moje subiektywne wrażenie i że… znowu się mylę ;)

  2. Jula :D Says:

    Myślę, że recenzja i krytyka jest nadal potrzebna. Kiedyś w TVP były dyskusje znawców na poważnie i mniej poważnie.
    Uwielbiałam rozmowy na temat filmów Z. Kałużyńskiego z T. Raczkiem.
    Był taki cykl pt. Perły z lamusa. Świetne były te rozmowy przed filmem, oczywiście nie była opowiedziana treść ale zaznaczyli na co należy zwrócić uwagę, co jest w danym filmie fenomenalnie. Nawet jakiś malutki kadr. Potem był wyświetlany omawiany film.
    Laik taki jak ja zaczął zwracać uwagę na coś, czego by w życiu nie dostrzegł.

    Gusta ludzi są różne. To widać, słychać i czuć, że tak powiem za klasykiem ;)
    Zastanawiam się czy kino jako takie też odejdzie do lamusa ?…

    Ludzie są już wygodni, każdy ma swoje kino domowe. Coraz więcej jest filmików na Youtube, gdzie sami jesteśmy dla siebie aktorami.
    Ja na przykład śledzę rodzinę z Australii. Super, bo poznaję kulturę jakby od środka, jak chowane są tam dzieci, no w średnozamożnej białej rodzinie pochodzenia anglosaskiego, na razie w odizolowaniu mixu kultur ale już jako drugiego języka są uczeni przez znajomą Chińskiego. ☺

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Taka właśnie powinna być rola profesjonalnej krytyki filmowej: edukacyjna, przybliżająca ludziom kino, pozwalająca lepiej go rozumieć, pomagająca widzom w poszukiwaniu i odbiorze coraz lepszych filmów… To zakłada pewien wysiłek widza, a nie tylko bierną konsumpcję „ruchomych obrazków”. Niestety, wydaje mi się, że zdecydowana większość widowni jest właśnie bierna – bezrefleksyjnie i bezkrytycznie łykając to, co podaje się jej na tacy (za pomocą wielkiej machiny promocyjnej filmów). Podobnie jest zresztą z całym rynkiem masowej konsumpcji.

      Myślę, że kino – podobnie jak książka – będzie istnieć zawsze (tzn. dopóki będzie istniała ludzka cywilizacja ;) )
      Będzie się chyba tylko zmieniać jego forma (np. w kierunku trójwymiarowości, symulacji wrażeń – zmysłowego i psychicznego doświadczania rzeczywistości wirtualnej… etc.)

      Obecnie masę filmów ogląda się na małym ekranie: telewizora (a jeszcze częściej: komputerowego monitora), jednak moim zdaniem nic nie może zastąpić wielkiego ekranu (dotyczy to zwłaszcza filmów, w których ważna jest strona wizualna – które są pan excellence spektaklem).

      • Jula :D Says:

        Myślę, że kiedyś może się bali, że teatr zostanie zastąpiony kinem. Okazało się, że te dwie formy swobodnie istnieją obok siebie. Tak będzie i z „Iluzjonem”, jednak tak jak teatr, opera straciły na rzecz kina w sensie popularności u mas, tak stanie się i z kinem.
        Po co mam się gnieść w tłoku, jak mogę indywidualnie czy w małym gronie przyjaciół obejrzeć coś co mnie relaksuje.
        Te dodatki, to można nałożyć na głowę specjalny, oprogramowanie hełm; ) i w ogóle udawać bohatera czy niewidzialnego uczestnika w filmie, ale można być przy tym we własnym domku. 😉

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          A jednak oglądając film w domu nie można doświadczyć tego, czego się doświadcza w kinie. Oglądając wraz z innymi widzami film w sali kinowej bierze się udział w pewnym rytuale – nie bez kozery mówi się tutaj o filmowym „seansie”. Przypomina to coś w rodzaju zbiorowej „hipnozy” – współuczestnictwo w bardzo szczególnej atmosferze jaka się tworzy w ciemnej sali dzięki „latarni magicznej”.
          Ale to nie tylko to.
          Wspominasz o „tłoku” ale ja dość często oglądam film w kinie w towarzystwie zaledwie kilku, kilkunastu osób, i to rozsianych po dużej kinowej sali.
          Poza tym, jeśli chodzi o mnie, to niektóre filmy wolę zdecydowanie oglądać na dużym (kinowym) ekranie. Mały ekran (telewizora czy monitora) nie jest w stanie zapewnić wrażeń, jakich doświadcza się oglądając ten sam film na wielkim (często o wysokości paru pięter ;) ) ekranie.

          PS. Do kina też można się wybrać z przyjaciółmi, nie mówiąc o randkach ;)

  3. Alicja Says:

    Świetny tekst, może niektóre zdania są zbyt radykalne, ale i tak zgadzam się – zwłaszcza z ostatnim zdaniem.

  4. Tess Says:

    Cinema Paradiso – film uroczy

  5. myslowniejszelife Says:

    Świetny wątek. Zgadzam się z Tobą w każdym calu. Szkoda tylko, że wielu ludzi pędzi za masówką i nie zastanawia się właściwie, dlaczego warto oglądać filmy w kinie, a nie w domu. Ja uwielbiam kina studyjne. Mam swoje ukochane. Na pewno słyszałeś, jako koneser. Nie wiem czy byłeś. Kino Pionier w Szczecinie – notabene noszące tytuł najstarszego kina na świecie. Ma swój niepowtarzalny urok. I czasem właśnie idę tam na seans nie dla filmu, ale dla atmosfery. Z miłości do Kina po prostu.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s