CZYJA TRAGEDIA? – KRYZYS UCHODŹCZY W EUROPIE

Zdecydowałem się przerwać swoje blogowe milczenie, bo właśnie dzieje się w Europie coś ważnego, co mnie dotyka niemal osobiście. Zebrałem więc kilka moich – dość luźno powiązanych – uwag i komentarzy, jakie w ostatnich dniach poczyniłem przy różnych okazjach, by wyrazić moje o tym kryzysie humanitarnym opinie. Oczywiście zdaje sobie sprawę z ich fragmentaryczności – z tego że nie mam monopolu na prawdę i że mogę się zwyczajnie i po ludzku mylić.

Konfrontacja postaw i wartości każdej ze stron w największym kryzisie uchodźczym w historii powojennej Europy (fot. Sedat Suna)

Ludzie i zasieki. Konfrontacja postaw i wartości każdej ze stron w największym kryzysie uchodźczym w historii powojennej Europy (fot. Sedat Suna/EPA)

.

Co najmniej dziwne wydają się próby rozlokowania uchodźców/migrantów po Europie co do ułamka procenta – według jakiegoś tam algorytmu (zasobności, możliwości, populacji danego kraju, chęci?) Widać w tym biurokratyczną mentalność funkcjonariuszy UE, którym się wydaje, że wszystko mogą załatwić za pomocą liczb (przez co samych ludzi de facto traktuje się jak liczby).

A czy ktoś bierze pod uwagę to, że niemal wszyscy ci uchodźcy/migranci chcą się dostać do Niemiec (część do Szwecji i Wielkiej Brytanii?) Jak więc ma to w praktyce wyglądać? Ludzi będzie się rozlokowywać po całej Europie nie pytając ich o zdanie gdzie chcą zamieszkać? Wbrew ich woli? Decydował będzie urzędnik? Czy może odbędzie się jakieś losowanie?

A jeśli już ci ludzie znajdą się w jakimś kraju, to czy będą tam trzymani pod przymusem? Bez swobody poruszania się – a tym samym – decydowania o sobie? (Co w takim razie z ideą Schengen?)
Już nie piszę o konieczności logistycznego rozwiązania tego problemu, ani nawet (mając na uwagę nasz kraj) o ogólnej niechęci Polaków do „obcych” (piszę dość eufemistycznie o „niechęci” rodaków, by nie nazwać tego ksenofobią czy wręcz wrogością).

Coś mi się wydaje, że urzędnicy EU (wraz z przywódcami krajów Unii) szykują kolejny bigos – a dobre intencje można będzie sobie o kant tyłka rozbić, bo w praktyce spowoduje to chaos.
Dobrze gadać – podnosić wartości chrześcijańskie czy solidarnościowe – brylować politycznie i humanitarnie – trudniej to mądrze zrealizować.

* * *

Czy nas (Europę, cywilizację Zachodu) może coś ten kryzys nauczyć? Choćby tego, że mieszając w obcym, nienależącym do naszego obszaru kulturowego rejonie świata (np. Bliski Wschód), destabilizując leżące tam kraje, (co najczęściej powodowane jest “ustawianiem” ich pod nasze zachodnie interesy)… etc. trzeba się liczyć z konsekwencjami – i to nie tylko w postaci demontażu tych krajów (jak np. Libia) czy setek tysięcy ofiar rozpętanych wojen i konfliktów (z tym jakoś dajemy sobie łatwo radę – bo nasza empatia rzadko sięga poza nasze rodzime opłotki) – ale i w postaci milionów uchodźców, którzy będą szturmować nasz kontynent – co już możemy nieco dotkliwiej poczuć na własnej skórze?

Ale my chcemy zjeść ciasto i je mieć. Eksploatować świat, dokonywać ekspansji (choćby ekonomicznej), globalizować – a jednocześnie żyć sobie w ciepełku na naszej zielonej wyspie, niepokojeni przez nikogo.
A to się tak nie da.

* * *

Obecny kryzys znów spolaryzuje całą Europę – o Polakach nie wspominając. Będzie też – czy też raczej już jest – okazją do konfrontacji rzeczywistych, a nie tylko deklarowanych wartości wśród członków europejskich społeczeństw. Mnie np. uderza rozbieżność miedzy tzw. „wartościami chrześcijańskimi”, (wśród których jedną z ważniejszych jest przecież miłosierdzie i miłość bliźniego) a faktyczną postawą polityków, którzy zdecydowanie mianują siebie katolikami, a wykazują się obojętnością na tragedię uchodźców z Azji i Afryki, odmawiając ich przyjęcia i udzielenia im pomocy – lub ignorując potrzebę solidarnego uporania się z zaistniałym kryzysem przez wszystkie państwa należące do Unii Europejskiej. Nie podoba mi się też zdecydowanie wartościowanie tych migrantów pod względem religii i wiary: „dobrzy” chrześcijanie i „źli” muzułmanie – pierwszym należy pomóc, drugim nie za bardzo (bo to przecież gorsi inni, a na dodatek terroryści). Zaiste samarytańska to postawa, godna prawdziwego Chrześcijanina. *

* * *

Zgadzam się, że w dużej części jest to migracja o podłożu także ekonomicznym. Oczywiste jest, że zarabiają na tym całe gangi cwaniaków i bandytów, którzy bez skrupułów poświęcają życie ludzkie dla paru tysięcy dolarów (to nimi przede wszystkim powinna się zająć Unia Europejska, likwidując te siatki – lecz, jak widać, nie ma do tego żadnych instrumentów).

Jednakże ludzi z objętej wojnami Libii czy Syrii, powinno się traktować w tej chwili jako uchodźców. Trudno – widząc dzieci, które się poniewierają, giną, toną – przerzucać się argumentami, czy ich rodzice uciekają przed śmiercią z rąk siepaczy ISIS, czy po to, by żyć w normalnych, ludzkich warunkach, (których już nie ma w ich kraju) albo czy to są imigranci, czy uchodźcy…
Faktem jest, że te rodziny potrzebują pomocy.
Sprawy polityczne (jak również ekonomiczne) są tutaj drugorzędne (co nie znaczy, że nie ważne).

A na marginesie: zarówno politycy (vide: m.in. Donald Tusk), jak i polskie media powinny zaprzestać głoszenia bzdury, że Syryjczycy to są uchodźcy “afrykańscy”. (Od kogo jak od kogo, ale od przewodniczącego Rady Europejskiej powinno się wymagać wiedzy geograficznej na poziomie przynajmniej ucznia szkoły podstawowej.)

* * *

Jestem przekonany, że bez amerykańskiej agresji wojskowej na Irak (2003 r.) nie byłoby ISIS (a wiec i obecnego kryzysu z uchodźcami w Europie). (Korekta: nie powinienem pisać “amerykańskiej”, bo w ataku na Irak wzięły także udział wojska australijskie, brytyjskie, duńskie i polskie.)

A przy okazji dwie ciekawostki (wbrew pozorom – wcale niehumorystyczne):
– Siły Zbrojne RP działały w ramach Operacji Iracka Wolnoć (zamienionej później w Trwała Wolność (jeszcze lepiej!)
– po raz pierwszy od II wojny światowej Wojsko Polskie zaatakowało inny kraj, i to bez wypowiedzenia wojny

Przypomnę tylko jeszcze, że ówczesne władze Polski usprawiedliwiały tę inwazję nie tylko sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi (wersja oficjalna), ale i (expressis verbis) korzyściami ekonomicznymi, jakie Polska odniesie angażując się w wojnę w Iraku (co było według mnie nie tylko bezczelne, ale i nikczemne, bo żadne względy ekonomiczne nie mogą usprawiedliwiać wojny).
Jak się skończyły te nasze “interesy”, to też powinniśmy pamiętać (naturalnie: aferą korupcyjną z udziałem polskich “biznesmenów”)

* * *

Ktoś z komentujących na blogu Daniela Passenta En passant napisał: „Z takich krajów przybywają uchodźcy. Z krajów, w których nie ma poszanowania prawa jako takiego, porządek opiera się na poszanowaniu władzy. Poszanowanie nie wymuszone prawem, ale przemocą. Szalona różnica jeśli chodzi o mentalność.”

Czy naprawdę tym co spowodowało wojnę domową w Syrii było poszanowanie władzy? Przecież to, jakie jest rzeczywiste „poszanowanie” dla władzy, można było zobaczyć kiedy wściekli “poddani” linczowali Kadafiego. Albo obalali pomnik Husajna. Albo wykopali wreszcie Mubaraka z egipskiego tronu.

Nie, to nie żadne “poszanowanie” władzy, tylko terror autorytaryzmu i uległość wobec dyktatury. (“Poszanowanie” wymuszone przemocą nie jest żadnym poszanowaniem.) Zasadnicza różnica. Czy można się więc dziwić, że ludzie ci odreagowują ten “zamordyzm”, któremu są poddawani w swoich krajach? Ci migranci znajdują się teraz w bardzo specyficznej sytuacji, w ekstremalnych warunkach, pod wielką presję (nie piszę teraz, czyja to wina, ale stwierdzam prosty fakt). Zachowują się nienormalnie bo znaleźli się w nienormalnej sytuacji i warunkach.

Z kolei, na tym samym blogu, ktoś inny odmowę przyjęcia przez niektórych uchodźców żywności na dworcu w Budapeszcie, skomentował: Węgierską pomocą gardzą, albo nie jest im potrzebna? To by stawiało sprawę w innym świetle… na co odpowiedziałem:

I to jest właśnie nasza wielka podatność na obrazki, propagandę, “światło”… Wystarczy, że pokaże się ciało 3-letniego chłopca, a już cała Europa i pół świata wzruszona (wcześniej zupełnie nie reagując na tysiące trupów uchodźców w Morzu Śródziemnym, o ciężarówce z 71 zaduszonymi ludźmi nie wspominając – ot, kolejny news).
Wystarczy, że pokaże się kilku arabskich wyrostków, którzy nie chcą chipsów i butelek z wodą od chcących ich upchać w obozie Węgrów – a już: niewdzięczne „byczki”, którym się w głowie przewróciło… etc. I dlatego trzeba na to spojrzeć w “innym świetle” (najlepiej w takim, jakie nam pasuje).

Swoją drogą te maski na twarzach i rękawice ochronne noszone przez tych Węgrów rozdających żywność uchodźcom/migrantom, to też są bardzo wymowne: w podświadomości (a może i świadomości?) sporej części Europejczyków ci ludzie są “nieczyści”, skażeni – są nosicielami wszelkich śmiertelnych chorób (w tym terroryzmu) – to tacy “trędowaci”, wręcz “zombies” od których za wszelką cenę trzeba się odizolować (i których należy izolować).

 * * *

Uprzedzając posądzenie mnie o jakiś naiwny idealizm dodam, że dobrze zdaję sobie sprawę z różnic kulturowych, jakie nas dzielą z muzułmanami, czy ogólnie: z mieszkańcami państw arabskich. Wiem też o zachowaniach agresywnych, przemocy i rozróbach jakich dokonują zwłaszcza młodzi uchodźcy, którzy dostali się na teren Europy. Nie można też – stosując naszą perspektywę laicką – zrozumieć pewnych sytuacji, jak np. odmowę przyjęcia przez nich pomocy (żywność, ubrania, lekarstwa) tylko dlatego, że umieszczone były one w pudełkach ze znakiem czerwonego krzyża, (który muzułmanie utożsamili z chrześcijaństwem). Takie zachowania na pewno nie wzbudzą sympatii Europejczyków wobec migrantów, wręcz przeciwnie. Skandaliczna jest też moim zdaniem obojętność bogatych państw islamskich, takich jak Arabia Saudyjska, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie czy Katar wobec swoich muzułmańskich współwyznawców. Jak widać świat islamski łatwo się solidaryzuje i oburza w wielkich manifestacjach, kiedy obraża się ich proroka, ale kiedy przyjdzie pomóc swoim braciom w wierze, to ma ich daleko w d…

Ale czy wobec tych faktów mamy zrezygnować z wartości, które sami wyznajemy i uznajemy za nasze cywilizacyjny i humanitarny dorobek? Rozwiązanie tego kryzysu nie jest łatwe, ale wierzę, że jest to możliwe. Musimy być konsekwentni, także wobec samych siebie. Koniec końców mogę powtórzyć to, co napisałem dokładnie rok temu w tekście „O zderzeniu cywilizacji i samozachowawczym instynkcie”:

„…istnieją pewne granice, których nie powinno się przekroczyć, a nasza postawa winna być logiczna i konsekwentna: jeśli cenimy takie wartości, jak demokracja, tolerancja, wolność słowa, poszanowanie innych… etc. (a wartości te są produktami Zachodu), to powinniśmy się przeciwstawić tym, którzy owych wartości nie przestrzegają (i to bez względu na ich pochodzenie, kolor skóry, religię, narodowość…), a którzy zaczynają (chcą, zamierzają) wpływać na rzeczywistość (państwową, społeczną, kulturową) w jakiej żyjemy. Nasza tolerancja winna się więc kończyć tam, gdzie zderza się ona z czyjąś nietolerancją. Nie łudźmy się, że jesteśmy w stanie poszanować wartości, jakie wyznają inni, jeśli kłócą się one – albo wręcz zaprzeczają – wartościom, które przyjęliśmy my sami.

Jak by na to nie patrzeć kraje zachodnie udzielają gościny tym, których przyjmują jako imigrantów. Nie tylko grzeczność, ale i uczciwość oraz sprawiedliwość wymagają tego, aby w domu, w którym jesteśmy gośćmi, zachowywać się tak, by nie burzyć jego spokoju, nie obrażać gospodarzy, nie lekceważyć wartości, które on ceni.”

* * *

* DOPISEK. A jednak Kościół w Polsce zajął wyraźne stanowisko w tej sprawie. Gazeta.p w artykule zatytułowanym „Prymas Polski o uchodźcach. Jednym zdaniem przypomniał, na czym polega chrześcijaństwo” przedstawia stanowisko polskiego episkopatu: „Potrzebą chwili staje się w Polsce przyjęcie uchodźców z krajów północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Według nauki Kościoła mamy powinność przypominać społeczeństwu o chrześcijańskim obowiązku pomocy uchodźcom ratującym swoje życie z krajów objętych działaniami wojennymi. Pomoc ta powinna być organizowana wobec wszystkich uchodźców bez względu na religię i wyznanie.” (…) „Państwa powinny eliminować przyczyny masowej emigracji” – zaznacza episkopat. Gazeta.pl przytacza też wypowiedzi abp Józefa Kupnego, który na pytanie, czy należy przyjmować tylko chrześcijan, stwierdził: „Nie wolno dzielić ludzi na lepszych i gorszych, bardziej i mniej godnych ratowania życia.” i dodał:  „Państwa powinny wzmocnić wysiłki, aby stopniowo eliminować przyczyny, które powodują, że całe społeczności opuszczają swoją rodzinną ziemię. Na pewno państwo i społeczeństwo nie może wziąć na siebie ciężarów, które są nie do uniesienia lub które spowodują destabilizację sytuacji ekonomicznej lub zachwianie bezpieczeństwa jego obywateli. Tutaj jednak oczekujemy działań polityków i stosownych organów państwowych. Chodzi przecież nie tylko o to, by przyjmować uchodźców, ale by stworzyć tym, których przyjmiemy, godziwe warunki funkcjonowania.”

.

Advertisements

Odpowiedzi: 48 to “CZYJA TRAGEDIA? – KRYZYS UCHODŹCZY W EUROPIE”

  1. bf Says:

    Zgadzam się z tobą. I tyle. BF

  2. Leszek Says:

    Należy też uzmysłowić sobie Kto tę destabilizację rozpoczął i Kto mieszał w nienależącym do niego terytorium jak piszesz. Odpowiedź jest prosta to USA a nie UE ale UE ma teraz problem z uchodźcami a nie USA. Idea Shengen jest dobra i każdy może się przemieszczać gdzie chce ale byt musi sobie zapewnić sam podobnie jak w USA.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Leszku, a kto jak nie Polacy (jak również Anglicy i Duńczycy) razem z USA zaatakowały Irak w 2003 roku? Bez tej agresji na Irak moim zdaniem nie byłoby teraz ISIS, a tym samym obecnego exodusu uchodźców z tamtych, objętych wojną i terrorem, rejonów. Chcę również przypomnieć, że to Francja była (obok USA) głównym agresorem na Libię Kadafiego, co doprowadziło de facto do ruiny i destabilizacji tego kraju, w którym panuje chaos do dzisiaj – co z kolei powoduje ucieczkę tamtejszej ludności do Europy.Według mnie, teraz ponosimy (chodzi mi o Europę) konsekwencje naszej polityki – wpierw kolonialnej, później zagranicznej – wobec Afryki i Bliskiego Wschodu w dalszej i bliższej przeszłości.

      • Leszek Says:

        Staszek, nie zapominaj Kto nas i ich (Anglików i Duńczyków) do tego namówił? Kto wszczyna wszelkie „zawieruchy” takie jak w Iraku i to na podstawie fałszywych lub delikatniej mówiąc nieprecyzyjnych doniesień wywiadu o istnieniu broni masowego rażenia której nie znaleziono ale kraj zniszczono i na siłę wprowadza się tzw „demokrację”. Są kraje i regiony w których tzw. „amerykański styl życia” nie sprawdza się. Może USA przyjmie sobie połowę tych uchodźców ? jak solidarna walka to i solidarna odpowiedzialność. Pozdrawiam.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Ależ Leszku, jak o tym wiem – i podzielam Twoją opinię. Ale, jeżeli dajemy się namówić – jak piszesz – do czegoś niecnego i przykładamy do tego rękę, to czy nie uważasz, że część winy spada także i na nas (Europejczyków, Polaków…)?

        • Leszek Says:

          Staszku, zgadzam się z Tobą że część winy jest po naszej europejskiej stronie. Dlatego USA powinna wysłać z dziesięć (przykładowo) okrętów po „swoją część” uchodźców (to jest wartość dodana do wojny jaką wszczęli). Oczywiste jest że ludziom tym należy pomóc.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Również moim zdaniem (ciągle jednak) bogate Stany Zjednoczone powinny w jakiś sposób wspomóc Europę w uporaniu się z obecnym kryzysem – ale przede wszystkim, zmienić swoją politykę wobec Bliskiego Wschodu (Obama, który skądinąd rozczarował mnie jako prezydent, ma u mnie jednak plus za porozumienie z Iranem – uważam, że to jest krok w dobrym kierunku.) Bardzo ważnie w tej chwili jest to, by zlikwidować ISIS i wygasić w jakiś sposób wojnę w Syrii. Ale w Libii też nie jest najlepiej. Kiedy wreszcie zrozumiemy, że destabilizacja krajów, nawet daleko położonych od nas, pociąga za sobą negatywne skutki także w naszych krajach?

  3. bywalec Says:

    Agresja na Irak w 2003 roku była czynnie wspomagana przez polski SLDowski rząd.
    Do dzisiaj dokładnie potrafię sobie przypomnieć wydźwięk artykułów pojawiających się wtedy w polskiej prasie , a szczególnie tych w “Wprost” znajdującym się wtedy pod redakcją Króla, byłego członka PZPR.
    A był on mniej więcej taki, że świętowano już Polskę jak kolejne mocarstwo kolonialne i zupełnie bezwstydnie oczekiwano korzyści gospodarczych z udziału w inwazji. Wszystko w tenorze: dajcie nam kilka szybów naftowych , a sami skasujemy sobie u Irakijczyków za usługę.
    Kiedy wreszcie dotrze do moich rodaków , że poprzez udział w tej agresji ich państwo stało się współodpowiedzialne za destabilizację Bliskiego Wschodu i obecną falę uchodźców.
    Zastanawiam się jaki sens ma wyliczanie ofiar amerykańskiej i polskiej polityki wobec Iraku w 2003 roku , wobec obecnych ofiar wśród uchodźców z regionu. Trudno tutaj nie oprzeć się wrażeniu , że niektórzy uważają , że tutaj mają jeszcze coś dobrze i koniecznie muszą doszlusować.
    Dzieci które wtedy zmarły nikt już nie wskrzesi, za życie tych które umierają obecnie jest także Polska historycznie współodpowiedzialna.
    Lepiej teraz przestanę , bo jeszcze zacznę apelować do chrześcijańskich uczuć , a to w tak arcykatolickim kraju , w którym brakuje nawet na zwykłej przyzwoitości, na pewno już nie ma sensu.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      A to dlatego, że deklaracja pewnych wartości – to jedno, a ich przestrzeganie – to drugie.
      Często jednak nie idzie w parze.

      Poza tym: mamy pamięć (czy też raczej amnezję) wybiórczą: pamiętamy to co jest nam wygodne, nie pamiętamy tego, co jest nam niewygodne.
      Ot, psychologia, ludzka natura, życie…

  4. Słowianka Edyta Says:

    Zgadzam się z tym co piszesz, ale z jednym zastrzeżeniem, nie uważam, aby Polacy byli wrodzy wobec uchodźców, to raczej klasa polityczna i media, wpychają nam tę niechęć do gardeł i serc, ufam, że po zakończeniu przedwyborczej hucpy, klasa polityczna przemówi wreszcie „ludzkim głosem”.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Niestety spora część Polaków tak się odnosi do uchodźców, do „innych”, „obcych”. Wystarczy sobie tylko poczytać komentarze na pewnych forach. Masz rację jednak, bo nie można jednak tak uogólniać. Mam nadzieję, że większość Polaków nie jest wroga tym ludziom, którzy teraz migrują do Europy, szukając tu schronienia i pomocy. Może bardziej się ich boi?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Jeszcze a propos tolerancji Polaków. „Gazeta Wyborcza” nie jest moją ulubioną gazetą, ale pod dość rozsądnie napisanym artykułem o europejskim kryzysie uchodźców, znalazłem taką oto notę redakcji: „Z powodu wyjątkowo agresywnych treści propagujących przemoc, sprzecznych z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, etnicznej i wyznaniowej, zamykamy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach. Wygląda na to, że Zachód, a więc i Polska, nie wie, jak pomóc ofiarom wojny w Syrii. Nie rozumiemy, co tam się dzieje, boimy się islamskich terrorystów. Ale uchodźców jest coraz więcej. Ich problem sam się nie rozwiąże. Europa mówi, że przyjmie ich 100, może 200 tysięcy. Ilu może i powinna przyjąć Polska? Jak im pomóc? Jak ich przyjąć, żeby dobrze się u nas odnaleźli?”

      • Słowianka Edyta Says:

        To prawda, że w sieci roi się od trolli, ziejących nienawiścią, ale to nie jest wyznacznik poziomu naszej tolerancji i narodowej empatii. Staram się rozmawiać z ludźmi o tych problemach bezpośrednio, a przekrój społeczny mam niczym Wyspiańskiego w Weselu, bo mieszkam na maleńkiej wsi ale sporo czasu spędzam w Krakowie, w większości ludzie są zaniepokojeni, zatroskani ale chcą pomóc.

  5. wyciek Says:

    Dramat milionów ofiar szukających ocalenia w Europie przez bombami i ludobójstwem US/NATO.

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18706634,uchodzcy-kolejny-dzien-koczuja-na-dworcu-keleti-tak-wyglada.html#MT

    Dlaczego Węgrzy ich nie karmią i nie podwożą własnymi autami do granicy? Ich także kiedyś zabijano.

  6. BN Says:

    Niezbędne jest rozróżnianie uchodźców od emigrantów zarobkowych.
    Zresztą prawo miedzynarodowe wyraźnie rozróznia te grupy.

    Cała dyskusja blogowa lezy, bo komentatorzy nie rozróżniają tych kategorii emigranckich. I trudno im się dziwić, bo media stosują te określenia zamiennie. Robią ludziom wodę z mózgu. Głupszą politykę informacyjną w niż obecna w odniesieniu do tego problemu trudno sobie wyobrazić. Nie mówiąc już o bredniach, które plotą politycy.

    Tymczasem polityka emigracyjna rządzi się innymi prawami niż polityka azylowa. Przecież w polityce emigracyjnej aspekt humanitarny nie ma znaczenia.
    Natomiast w azylowej jest podstawą.

    Czytam kolejny komentarz na podstawie doniesień medialnych o “uchodźcach oszustach” tymczasem jest to nieuprawniona generalizacja, bo wśród tych setek tysięcy ludzi mogą być ludzie autentycznie przesladowani.

    Dopiero po przeprowadzeniu drobiazgowych procedur będzie można orzec ilu spośród ludzi kwalifikuje się do skorzystania z azylu a ilu nie.

  7. zyta Says:

    LA jakies dziwne te Twoje pretensje, ze swiat zauwaza smierc kilkuletniego chlopczyka, a nie 71 uduszonych w ciezarowce. Zreszta akurat tych 71 zauwazono, bo liczba jest jeszcze do ogarniecia. Szkoda, ze jeszcze nie zacytowales wypadki samolotowe v. samochodowe…
    Swiat powtarza o ilus tam milionach ofiar holokaustu, a celebruje Anne Frank, czy Schindlera… Wiemy o bardzo niebezpiecznym raku trzustki, czy chorobie Parkinsona, ale walka z tymi chorobami nabiera rozpedu, kiedy zostanie upublicznione, ze to pojedynczy aktor z tym sie zmaga. To jeden przypadek , ktory dotarl do Sadu Najwyzszego spowodowal ustalenie prawa do aborcji. A przeciez sprawa dotyczyla dziesiatkow milionow kobiet. Zapewne upraszczam, ale o to chodzi. I czy to zle?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      „Wiemy o bardzo niebezpiecznym raku trzustki, czy chorobie Parkinsona, ale walka z tymi chorobami nabiera rozpedu, kiedy zostanie upublicznione, ze to pojedynczy aktor z tym sie zmaga.”

      No właśnie, czy to nie jest dziwne (może nawet głupie?)

  8. tejot Says:

    “Nie jest to łatwe, niektórzy – można tu za przykład podać głośną wypowiedź Angeli Merkel – oświadczyli wprost, że polityka „wielokulturowości” poniosła w Europie fiasko. Jednak przykład Stanów Zjednoczonych – kraju należącego przecież to tego samego bloku cywilizacyjnego, co Europa – pokazuje, że pokojowe współistnienie obok siebie różnych grup etnicznych, wyznawców różnych religii – ludzi posiadających korzenie w różnych kulturach – jest możliwe bez większych społecznych perturbacji.”

    LA, dość sentymentalnie, powierzchownie i życzeniowo zarysowałeś problem imigrantów w Europie.
    Moim zdaniem fraza „współistnienie obok siebie różnych grup etnicznych” kłóci się z postulowaną, obserwowaną asymilacją imigrantów w Europie.
    Współistnienie obok siebie, to jest recepta doraźna. Imigranci powinni stanowić część społeczeństwa, która nie jest obok, nie współistnieje lecz stanowi integralny jego składnik.
    Takie współistnienie obok było praktykowane w wielu państwach np. starożytnych siłą rzeczy, z musu, wskutek tego, że ludziom Pan Bóg pomieszał języki, np. w Rzymie, gdzie wszystko łączyła państwowość Rzymu, narzucone prawo oraz profity z bycia obywatelem Rzymu. Gdy jeden z tych czynników zacznie słabnąc, to współistnienie również słabnie.
    Chodzi tu o stopień integracji, ekonomicznej, prawnej, kulturowej, a także integracji systemu wartości. Ten ostatni system jest u niektórych silnych grup etnicznych budowany na nieco innych podstawach, co samo w sobie nie przeciwdziała integracji, lecz skłania do rywalizacji i popycha do supremacji choćby lokalnej silną (liczną) grupę etniczną.

    To miała na myśli Angela Merkel, gdy wypowiadała swoją opinię o koncepcji multi-kulti. Koncepcji tej został zadany najcięższy cios, gdy okazało się, że zamachy na WTC New York były w dużej części organizowane przez obywateli, którzy żyli w RFN „obok”, byli wykształceni, udzielni, uprzejmi, obywatelscy, itd. Lecz nie wyparowało z nich to coś, co jest najgłębiej wbudowane w człowieka – kod społeczno-kulturowy. Ten kod namówił ich by spróbować jeszcze raz zawalczyć. Miał to być początek walki o odzyskanie globalnej podmiotowości, o wykazanie, że czyn taki świadczy o sile systemu wartości, o sile tradycji oraz potencjale, który niesie ten system wartości – gdy trzeba stajemy się niszczycielscy, by unicestwić konkurujące zło.
    To nie był wygłup lub lokalne szaleństwo, to inicjatywa obliczona na globalny zasięg, czyli w kategoriach kulturowych chodziło o zademonstrowanie supremacji poprzez sprawnie zorganizowany pokaz siły.
    Idea multi-kulti została poddana straszliwej próbie w tym momencie. Tę próbę wykonali ludzie, którzy (patrząc na nich z zewnątrz) byli całkowicie zintegrowani, nawet nie byli obok.
    Tu nie chodzi o nienawiść, czy podziw, a o chłodną analizę.
    Pzdr, TJ

    • BN Says:

      Jak sobie przypominam RFN do nieomal stanu państwa wyjątkowego doprowadzili w latach 70 terrorysci – rodowici Niemcy z kolejnych generacji Rote Armee Fraktion.

      Do takiego stanu nie udało się ekstremistom islamskim doprowadzić żadnego europejskiego państwa utrzymanego w konwencji multi-kulti – mimo zamachów.

      Ciekaw jestem jaka była specyfika kodów społeczno-kulturowych Baadera, Meinhof, Ensslin, Meinsa, Raspego i setek ich towarzyszy oraz tysiecy ich sympatyków.

      Dodam, że rodowici Niemcy Baader, Meinhof, Ensslin, Meins, Raspe i setki ich towarzyszy oraz tysiące ich sympatyków też najczęsciej ”byli wykształceni, udzielni, uprzejmi, obywatelscy, itd.”

      Oczywiście do czasu.

      Ale mimo tego “nie wyparowało z nich to coś, co jest najgłębiej wbudowane w człowieka – kod społeczno-kulturowy. Ten kod namówił ich by spróbować jeszcze raz zawalczyć. Miał to być początek walki o odzyskanie globalnej podmiotowości, o wykazanie, że czyn taki świadczy o sile systemu wartości, o sile tradycji oraz potencjale, który niesie ten system wartości – gdy trzeba stajemy się niszczycielscy, by unicestwić konkurujące zło.

      To nie był wygłup lub lokalne szaleństwo, to inicjatywa obliczona na globalny zasięg, czyli w kategoriach kulturowych chodziło o zademonstrowanie supremacji poprzez sprawnie zorganizowany pokaz siły.”

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        Podzielam zdanie BN. Tzw. „kod społeczno-kulturowy” nie za dobrze nadaje się do tłumaczenia ludzkich, indywidualnych zachowań.
        Te bardziej zależą od indywidualnych cech człowieka, od warunków i okoliczności w jakich on się znajduje i działa… To jest moim zdaniem „silniejsze” niż jakiś (dość abstrakcyjny) kod społeczno-kulturowy.

  9. Tess Says:

    Właśnie, co z naszymi chrześcijańskimi wartościami? Co z solidarnością, humanitaryzmem???
    Jak to pogodzić z niechęcią, ksenofobią, wrogością… Jak to pogodzić ze strachem?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Do pomocy uchodźcom wojennym i prześladowanym jesteśmy zobowiązani nie tylko naszymi chrześcijańskimi, solidarnościowymi, humanitarnymi wartościami europejskimi ale także prawem.

      Wydaje mi się oczywiste to, że należy tym potrzebującym ludziom udzielić pomocy. Ale same deklaracje niestety nie wystarczą. Ważna jest też logistyka, realne warunki, możliwości… cała praktyczna strona realizacji tej pomocy, żeby nie narobić jeszcze większego galimatiasu, który na złe wyjdzie nie tylko nam, przyjmującym uchodźców/migrantów, ale i im samym.

      Istotne jest również oddzielenie rzeczywistych uchodźców od imigrantów zarobkowych, co będzie bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.
      A co z agresywnym zachowaniem niektórych z tych uciekinierów, jawną niechęcią do podporządkowania się obowiązującemu prawu, wandalizmem…?

      Warto również brać pod uwagę dobro naszego europejskiego zjednoczenia, obronę naszych cywilizacyjnych osiągnięć i deklarowanych wartości – czyli samej Europy – żeby to wszystko w efekcie błędnych decyzji, chaosu biurokratycznego i politycznego lawiranctwa nam się w rękach nie rozleciało.

      Dodam na koniec, że procentowe (de facto: biurokratyczne) rozlokowywanie uchodźców/migrantów po krajach UE wydaje mi się być pomysłem fatalnym (tylko pozornie sprawiedliwym) – a zmuszanie jednych państw (słabszych politycznie i ekonomicznie) przez drugie (dominujące politycznie i ekonomicznie) do pewnych zachowań za pomocą szantażu jest niedopuszczalne. Może to nawet doprowadzić do rozpadu Unii.

      • Agnieszka Zakrzewicz Says:

        Mądre słowa – ale ten rozpad jest już faktem.

      • Agnieszka Zakrzewicz Says:

        Akcja Mare Nostrum trwała ponad rok i Włosi sami z własnego budżetu uratowali tysiące imigrantów (muszę spojrzeć w jakiś artykuł, aby podać ci liczby). Renzi pokazał, że UE musi coś konkretnego robić – bo inaczej oddaje się tylko przysługę mafiom. Bardzo słuszna jest pozycja rządu brytyjskiego – zabieranie uchodźców bezpośrednio z obozów i zapowiedź interwencji militarnej. Migracja to jest problem, który sam się nie rozwiąże…

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Tylko żeby znowu te interwencje militarne nie skończyły się jeszcze większym chaosem i jeszcze większym kryzysem humanitarnym. Chociaż ja też czasami sobie myślę, że bez użycia siły (wojska, policji) nie będzie można rozwiązać tego problemu – zagrażającego nie tylko pojedynczym krajom, ale i całej Europie, z Polską włącznie, (mimo, że do Polski ci uciekinierzy wcale się nie garną – z kilku przyczyn).

        • Agnieszka Zakrzewicz Says:

          dlatego nie wiadomo co robić… to powinna być interwencja pod egidą ONZ i z udziałem państw arabskich. sytuacja polityczno-dyplomatyczna jest skomplikowana….

          a bombardowania trwają – zarówno bombarduje al-Asad, jak i chyba Amerykanie dronami… dlatego ci ludzie tak uciekają i jest ich tylu…

  10. Agnieszka Zakrzewicz Says:

    Maski i rękawiczki są obowiązkowe. Wiele tych osób przebyło dziesiątki kilometrów na pieszo. Maszerowało tygodniami bez możliwości umycia się… To czego się nie mówi w Polsce, to to, że trwa atak Isis na Damaszek. To jest potrójna wojna – z jednej strony ostatni krwawy dyktator Baszszar al-Asad, który potraktował syryjskich sunitów gazem, z drugiej jego opozytorzy, z trzeciej Isis. U nas się straszy islamem – a to jest wojna wewnątrz islamska, której pierwszymi ofiarami są normalni, przeciętni muzułmanie. Na Lesbos jest w tej chwili 17 tys koczujących osób… tylko ponad 1400 dostało się do tego statku, który przybił do brzegu. Znajdujemy się w obliczu wyjątkowej sytuacji humanitarnej, na której zarabia mafia…

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Tak też później pomyślałem (chodzi mi o maski i rękawiczki) ale niestety, zrobiło to na mnie takie a nie inne wrażenie, czym się podzieliłem w moim wpisie. Może zbyt pochopnie.

      A jednak nie rozumiem do końca tego nakazu (?) kontaktowania się z uchodźcami w maskach (tylko dlatego, że się oni nie myli?)
      To dlaczego nikt ich w Niemczech nie witał w maskach? (Ja przynajmniej tego nie widziałem.)
      Dla mnie to jest dwuznaczne i chyba moje wrażenie nie jest tak zupełnie wzięte z sufitu.

  11. Onibe Says:

    w zasadzie nie dyskutuję z płaszczyzną humanitarną problemu. Z punktu widzenia kawałka świata Europa jest jednak bogata, jako taka musi być więc wyrozumiała. I wspierać potrzebujących.

    Inna rzecz, czy Europa jest gotowa na takie eksodusy? Nie można zapomnieć o całej litanii „wypadków” na tle multiculti, które przetoczyły się od państw skandynawskich, przez Francję, po Włochy. Do dzisiaj nie znaleziono na to odpowiedzi – tej zresztą nie ma. Dzisiejsza sytuacja raczej multiplikuje problem i wcale nie dlatego, że ujawnia wyłom w europejskiej polityce (ta nie jest wszak spójna, logiczna i konsekwentna): widzimy kolejne przesunięcie obcych, którzy nie przyjeżdżają do Europy aby się asymilować, ale by najeźdźczo wbić się w jakiś bogaty obszar, korzystać z jego dóbr i otoczyć się zbudowanym własnymi rękami gettem napływowej kultury.

    Ciekawostka, o której parokrotnie przypominano: bogate kraje Zatoki Perskiej wypięły się na imigrantów, choć przecież w kulturze Islamu szeroko rozumiana gościnność i wsparcie dla braci w wierze należy do krytycznych aspektów wiary.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To, że Europa nie jest gotowa na takie exodusy stało się oczywiste – zwłaszcza w ciągu ostatnich tygodni (mam na myśli przede wszystkim to, co działo się na Węgrzech – ta rzeka uciekinierów, której nie udało się zatamować, ani opanować. Na gwałt (to jakaś prowizorka) musiano zmieniać prawo i przepisy, ale i tak wszystko odbywało się żywiołowo, bez żadnego względu na prawo… Ja się zresztą temu nie dziwię, bo to był jednak ewenement w powojennej historii migracji w Europie ( exodusu na taką skalę – i o takim zasięgu – nie wywołała chyba nawet wojna na Bałkanach w latach 90. ubiegłego wieku).

      Olewający stosunek bogatych krajów arabskich (nie zapominajmy jednak o tych biedniejszych krajach sąsiadujących z Syrią, w których znajduje się obecnie parę milionów uchodźców syryjskich) wobec swoich braci muzułmanów (o chrześcijanach nawet nie wspominam) świadczy jednak o przepaści kulturowej między tymi krajami a Europą, jeśli chodzi o wartości humanitarne i prawa człowieka.

      Jednakże – nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło (a mam nadzieję, że wyjdzie). Bo zaistniała sytuacja powinna nas czegoś nauczyć. Ale czy nauczy? Czy wyciągniemy z tego jakieś wnioski? Czy będziemuy się mogli lepiej zabezpieczyć na przyszłość? Czy będziemy bardziej ostrożnie i odpowiedzialnie prowadzić naszą (chodzi mi o kraje zachodnie) politykę zagraniczną – nie tylko wobec Bliskiego Wschodu, ale i w skali globalnej?
      Pytania, pytania…

      • Onibe Says:

        „my”? W polityce nie ma, niestety, „nas”. Pewnie rzecz wygląda tak: koncerny wchodzą do różnych miejsc na świecie i rozpychają się łokciami. Jeśli wejść nie mogą, to wzywają Big Brothera, który bombarduje kogo trzeba. My pojawiamy się później, komentując blogi i przeżuwając bezsilność własną oraz reszty świata ;-). To nie jest tak, chyba, że popełniane są błędy. Błędy w perspektywie jednych, są celowymi działaniami w perspektywie innych…

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Oczywiście masz rację.
          Pisząc „nas” miałem na myśli kraje zachodnie, które jednak starają się (przynajmniej oficjalnie) „mówić jednym głosem” (stąd NATO, UNIA, sojusz państw zachodnio-europejskich ze Stanami Zjednoczonymi – to co ogólnie nazywamy cywilizacją Zachodu). Oczywiste jest, że nawet w tym (z pozoru solidarnym) bloku, są różne grupy interesu, często wobec siebie antagonistyczne.

          Błędy są jednak popełniane – nie tylko w tym sensie, że dzieje się to wskutek celowej manipulacji pewnych sił (np. korporacje, pewne gremia nacisku politycznego…), ale i zwykłej ludzkiej omylności (niedostatek wiedzy, nieudolność, brak kontroli, agresja, irracjonalizm, głupota… lista niestety jest długa).

          Pytanie: czy wobec naszej bezsilności wobec potęgi decyzyjnej „wielkich” mamy zamknąć buzię, siedzieć cicho, nie interesować się mechanizmem funkcjonowania świata, zajmować się tylko naszym ogródkiem – w błogiej nieświadomości szczęśliwego cielątka?

        • Onibe Says:

          powiem tak: od pewnego czasu nabrałem przekonania, że nie jesteśmy w stanie ochronić sami siebie. Obserwuję z narastającym zniesmaczeniem to co się dzieje w Polsce i bynajmniej nie chodzi mi o zjawiska o których głośno w mediach i o których krzyczą politycy (w ramach swoich gierek o wyborców) – chodzi mi o zjawiska, które dziwnym zbiegiem okoliczności umykają uwadze i komentarzom, a które stopniowo zmieniają nasz kraj na niekorzyść. Jestem głęboko przekonany, że za dwie dekady będziemy wyborcami doskonałymi: z wielkim zacietrzewieniem będziemy wybierali odpowiedzi w nieistotnych referendach lub wymieniali polityków u żłoba, podczas kiedy wszystkie ważne decyzje będą nie tylko poza naszym zasięgiem, ale nawet poza naszą wiedzą. Już teraz przeciętny Polak interesuje się tylko dostępnością marketów w okolicy i promocjami cenowymi na coraz bardziej przetworzoną i niezdrową (ale zgodną z przepisami) żywność. Przedsiębiorczość w Polsce zanika, ci którym się chce jadą na zachód, gdzie pracują za ułamek tego, co lokalsi, a i tak wiedzie się im lepiej niż ludziom w Polsce. Współpracuję z firmami brytyjskimi, niemieckimi, francuskimi. Gdybym wszedł w spór z którąś z tych firm, każda z nich może liczyć na wsparcie swojego państwa. Gdyby któraś z tych firm chciała wejść na rynek polski, może liczyć na wsparcie swojego państwa (wiem o czym mówię, wiem jak to wygląda w praktyce i wcale nie mówię o teoriach konspiracji, ale o wsparciu w know-how, kredytach preferencyjnych, ułatwieniach formalnych itd itp). W Polsce można liczyć na to, że jak się potkniesz to państwo po tobie przejedzie i pójdzie sobie dalej, a tematem zastępczym jest wielka afera wokół problemów ludzi, którzy wzięli kredyty we frankach szwajcarskich. Nie rozumiem czemu ci ludzie są grupą wydzielaną przez polityków jako na tyle duża by opłacało się o nią dbać i ją przekupić, podczas kiedy zwykły pracujący człowiek czy przedsiębiorca (jedno nie wyklucza drugiego) jest traktowany ciągle jako przeciwnik. A my mówimy o ratowaniu imigrantów? Za chwilę to nas trzeba będzie ratować ;-P

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Ja się zaangażowałem w ten ostatni „gorący” temat, ale nie dlatego, że chciałem „pomóc imigrantom”, tylko dlatego, że ważne dla mnie było/jest to, jak Europa (również Polska) potraktuje UCHODŹCÓW (jeśli masz znajdziesz czas, to przeczytaj moje dwie poniższe uwagi, gdzie wskazuję na istotną różnicę między imigrantami a uchodźcami plus wyrażam kilka moich zastrzeżeń i wątpliwości co do rzeczywistych motywów „pomagania” uchodźcom).

          Według mnie obecny kryzys humanitarny jest czymś istotnym, bo może zmienić (na pewno na gorsze, niestety) całą Europę – i nawet jeśli nie dotknie Polski bezpośrednio (a chyba dotknie), to wpłynie również na nasz kraj – wątki czy inny sposób.

          Nie znam realiów prowadzenia „biznesu” w Polsce (w Stanach prowadzę małą firmę remontowo-budowlaną, więc coś tam o problemach ekonomicznych małej przedsiębiorczości wiem, tyle że w kontekście bardziej lokalnym) dlatego Twoje uwagi uważam za cenne. Bowiem interesuję się tym, co się dzieje w Polsce (polityka, społeczeństwo, ekonomia), jednak docierają do mnie informacje często przefiltrowane – nie tylko przez media (tym już dawno przestałem wierzyć, rezygnując w międzyczasie z systematycznego kupowania np. „Polityki”, „Newsweeka”, „Wprost”… etc. – ale przede wszystkim przez subiektywizm ludzi, z opiniami których się stykam (niestety ów, „subiektywizm” jest bardzo często zdeterminowany znaczną stronniczością, uzależnioną np. od opcji politycznej – oportunizmu albo konformizmu – czy po prostu tzw. „interesowności”, związanej z egoizmem i osiąganiem różnego rodzaju korzyści.

        • Onibe Says:

          kryzys humanitarny to współczesne określenie na zjawisko stare jak świat, kiedyś określane mianem wędrówki ludów ;-). Przypomnijmy, że to właśnie presja ze strony uciekinierów ze wschodu zmiotła ongiś Imperium Rzymskie, lecz oczywiście wtedy mieliśmy do czynienia z ludami uzbrojonymi i dobrze zorganizowany, dzisiaj są to po prostu pechowcy bez ojczyzny, zdani na siebie.

          Nie jestem zwolennikiem czystości etnicznej – właściwie nie ma żadnego uzasadnienia aby bronić się przed napływem „obcej” ludności. Weźmy Amerykę, w której mieszkasz: ile do jej potęgi dołożyli przybysze z zewnątrz? Pomijam oczywiście fakt, że rdzenna ludność Ameryki – Indianie – nie jest uwzględniana w takich zestawieniach, umownie za „rdzeń” traktuje się przecież także imigrantów z Wielkiej Brytanii (Irlandczycy!), Niemiec i Włoch. Na ogół bywa tak, że do pewnego etapu „przychodźcy” wzbogacają kraj, do którego się dostają, wnoszą także powiew konkurencyjności, bez której każda gospodarka i każde społeczeństwo popada w stagnację. Dobrym przykładem jest Polska, która nie jest pobudzana z zewnątrz, bo mało kto chce się do Polski dostać. Zdolniejsi ludzie wybierają Niemcy, Francję, Wielką Brytanię, kraje skandynawskie. Jednocześnie zdolniejsi z Polaków uciekają na zachód. W efekcie konkurencyjność polskiego społeczeństwa i gospodarki jest niemal zerowa. Właściwie wszystkie nowinki importujemy bez zastanowienia z zewnątrz, a ektremalnym tego przykładem jest import kultury. Dzisiaj, gdybyś przeszedł się po sklepach w Polsce, zwłaszcza w galeriach handlowych, wszędzie będziesz czytał hasła typu „sale”, niemal nigdzie nie znajdziesz już „wyprzedaży” itd itp. Skoro już nawet nazewnictwo musimy importować to nie jest dobrze.

          Problemem z naszą przedsiębiorczością jest to, że jest ona dławiona ilekroć już się rozbudzi. Prawo w Polsce jest tak skomplikowane, że drobny przedsiębiorca praktycznie nie ma żadnej szansy się w nim rozeznać. Piszę to z całą odpowiedzialnością. Póki co niewiele jest z tego tytułu rzeczywistych bankructw (a przecież bankructwo bywa jedynym efektem ukarania drobnego przedsiębiorstwa karą wielokrotnie przewyższającą jego obroty), ale niemal każda firmą jaką znam siedzi na minie, którą ktoś kiedyś wysadzi. I problemem nie jest prawo podatkowe, to akurat pikuś, ale prawa poboczne: ochrona danych osobowych (drakońskie kary kontra nieczytelne i niemożliwe do dokładnego stosowania prawo), ochrony środowiska (mnożące się opłaty, sprawozdania mające z ochroną czegokolwiek tyle wspólnego z polscy politycy z rzymskimi senatorami). Zatrudniam około pięćdziesiątki ludzi – dwie osoby niemal wyłącznie zajmują się ciągłą analizą formalności i wypełnianiem sprawozdań, a przecież oprócz tego korzystamy z usług księgowego, prawnika itd. Przepisy dotyczące pracy jako takiej to już totalna masakra. Co ciekawe, prawodawca oficjalnie bardzo, bardzo dba o uciemiężonych pracowników, ale to oni dostają grosze za swoją pracę, podczas kiedy gigantyczne kwoty trzeba odprowadzać na coraz liczniejsze koszty towarzyszące, o zusie nie wspominając. Mówi się o wzroście konkurencyjności, ale zapomina się, że w Polsce ogromną część społeczeństwa stanowią ludzie ledwo piśmienni, czyli nie potrafiący obsługiwać komputera, nie znający języków obcych, nie mający fachu. Podobno powinni się przekwalifikować i rozwinąć… pozwolę sobie się nie śmiać zbyt głośno.

          Mógłbym tak gadać i gadać, a nawet jeszcze nie dotknąłem najważniejszych kwestii makroekonomicznych. Wolę jednak pomilczeć, bo się tylko nakręcam ;-P

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          A propos tego, co jest lepsze: kulturowa „czystość”, homogeniczność etniczna czy kulturowy tygiel, rasowy kogiel-mogiel?

          Kiedyś miałem wywiad z Franciszkiem Pieczką, który na moje pytanie: „To jest również charakterystyczne, że na styku różnych kultur, tworzy się jakiś ferment, który sprzyja twórczości, działa na artystów stymulująco. Dlatego np. wśród Żydów było wielu ludzi pióra, twórców w różnych dziedzinach, którzy potrafili właśnie wykorzystać te napięcia, jakie tworzą się między różnymi kulturami.” odpowiedział:

          „To jest prawda. Trudno o coś takiego w sterylnej kulturze. Widać to choćby na przykładzie zoologii. Kundle są najbardziej inteligentnymi zwierzętami. Taki rasowiec czysty, zadufany w swojej rasie, jest idiotą przeważnie.”

        • Onibe Says:

          z tym nie dyskutuję. Tak naprawdę jest to kwestia pewnych granic – pewne zjawiska są dobre do pewnego punktu. Później powstają np. wielkie monoetniczne getta jak w USA czy Paryżu (gdzie każdy sylwester obchodzony jest przez mniejszości demonstracjami i hucznym paleniem setek aut). Podobno źle jest kiedy przychodźcy odbierają pracę miejscowym, choć moim zdaniem ten proces jest zdrowy dla gospodarki, przeciwdziała zakrzepicy cenowej. Znacznie gorsze jest, że przychodźcy nie chcą pracować w ogóle i ograniczają się do pobierania zasiłków. To jest problem globalny, ale politycy boją się go ugryźć: nie da się jednocześnie szlifować mord pojęciami równości i braterstwa oraz wykluczać z określonych korzyści całe grupy społeczne. W ten sposób triumfuje pewien uniformizm socjalny, który w miarę jak pula biorących rośnie a dających maleje wpędza państwa w coraz ciaśniejsze spirale zadłużenia… które nie wiadomo kto spłaci. Bo już raczej nie nasze dzieci. I oczywiście problem nie ma swojego źródla w kryzysie imigracyjnym – bieżąca sytuacja jedynie maksymalizuje objawy choroby…

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Muszę Ci powiedzieć, że mnie w związku z tym ostatnim kryzysem uchodźców zadziwiło wiele rzeczy, może nawet zaniepokoiło.
          M.in. to, jak mało odpowiedzialnie politycy (ale i też tzw. osoby publiczne, medialne) szafowali różnymi hasłami, bez rzeczywistego wglądu w zaistniałą sytuację. Powierzchowność tego wszystkiego.
          Z jednej strony pewnych ważnych aspektów związanych z tą masową migracją, unika się jak ognia (tzw. poprawność polityczna), by nie być posądzonym o rasizm, brak empatii, ksenofobię, anty-islamizm; z drugiej zaś szafuje się najostrzejszymi oskarżeniami wobec migrantów, wyciąga najcięższe armaty w obronie Europy i cywilizacji, ostrzegając przed niechybną zagładą jak nas czeka pod muzułmańskim jarzmem. Czyli same skrajności.
          To dlatego tak trudno się w tej sprawie porozumieć, znaleźć jakiś złoty środek – bo bez tego nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji.
          W ogóle mam dość tych wszystkich zacietrzewionych sporów nastawionych tylko na konfrontację – wszystkich tych wzajemnych oskarżeń i ataków, które tylko zamazują obraz rzeczywisty, powodując totalną ślepotę, czyniąc z wielu ludzi durniów.

  12. Stanisław Błaszczyna Says:

    Ta Unia to jest jednak durna (albo bezsilna) (albo jedno i drugie).
    Pozwolić setkom tysięcy ludzi poniewierać się przez pół Europy, rozbudzać ich nadzieję, karmić iluzje – grając po drodze na ludzkich emocjach i uczuciach, by wkrótce większość z tych ludzi wyrzucić z powrotem tam, skąd przyszli (tak się stanie jeśli zapewnienia Merkel* zostaną zrealizowane, a wiadomo, że w Niemczech Ordnung Muss Sein).
    To wygląda na zamierzony lub niezamierzony cynizm.

    Ale przedtem (a dzieje się to teraz naszych oczach) cały świat zobaczy, jacy to Niemcy są współczujący, pomocni i gościnni – jak to z narodu wynoszącego się Über alles zamienili się w naród opanowany przez Willkommenskultur.
    ***

    * KONTEKST: Rozróżnienie między uchodźcami a imigrantami zarobkowymi jest sprawą zasadniczą, bo do przyjmowania uchodźców jesteśmy zobowiązani istniejącym prawem azylowym, natomiast imigrację reguluje prawo imigracyjne. Uchodźcy i imigranci to są dwie zupełnie różne kategorie ludzi ubiegających się o pobyt w danym kraju.
    To właśnie dlatego większość migrantów, którzy w tej chwili są tak ciepło, wręcz entuzjastycznie przyjmowani przez Niemców, będzie wkrótce (najprawdopodobniej) deportowana (bo z tego co mi wiadomo, większość z tych ludzi to obywatele krajów bałkańskich).
    Jeśli się nie mylę, to właśnie dzisiaj zapadły w UE pewne decyzje, głównie pod naciskiem Niemiec (Albanii, Czarnogórze i Kosowu nadano status “bezpiecznych państw”) więc niedawne deklaracje Angeli Merkel, że ci, którzy nie spełniają warunków by uznać ich za uchodźców, będą natychmiast odsyłani (de facto: deportowani) do swoich krajów, nabrały niejako mocy decyzyjnej, oficjalnie aprobowanej przez UE.
    My z kolei jesteśmy durni bo dajemy się łapać na różne haczyki: od humanitaryzmu po ksenofobię – też ujawniając przy tym naszą bezsilność, tudzież inne mało chwalebne cechy.

  13. Stanisław Błaszczyna Says:

    INNE STRONY UCHODŹCZEGO KRYZYSU I PRZYJMOWANIA MIGRANTÓW W NIEMCZECH

    Garść wiadomości z dzisiejszej niemieckiej Deutsche Welle:

    – “Niemieckie koncerny chcą werbować specjalistów już w ośrodkach recepcyjnych (domów azylanckich – Bar)”

    – Prezesi czołowych niemieckich koncernów zapowiedzieli, że zamierzają zaangażować się na rzecz napływających do Niemiec uchodźców.

    – Już w ub. sobotę (05.09.2015) szef Porsche Matthias Müller odpowiedział monachijskiej „Süddeutsche Zeitung” na pytanie, jak niemiecki przemysł może praktycznie pomóc: „Tworząc nowe miejsca pracy”.

    – Szef Porsche Matthias Müller namawia niemieckich managerów do zdecydowanego przeciwstawiania się ksenofobii.

    – W Niemczech jest do obsadzenia blisko sto tysięcy miejsc pracy, przypomniał Frank Appel, szef zarządu Niemieckiej Poczty. Na łamach „Handelsblatt” apelował o jak najszybsze wystawianie imigrantom, którzy szukają zatrudnienia, pozwoleń na pracę, aby przedsiębiorstwa mogły wykorzystać ich potencjał.

    – Prezes Daimlera Dieter Zetsche zapowiedział, że koncern zamierza wśród uchodźców szukać rąk do pracy . – Potrafię sobie wyobrazić, że w ośrodkach recepcyjnych moglibyśmy informować imigrantów o możliwościach i warunkach znalezienia zatrudnienia w Niemczech lub w koncernie Daimlera – powiedział Zetsche
    Większość imigrantów to młodzi ludzie, dobrze wykształceni i bardzo zaangażowani – tłumaczył szef koncernu. – Oni mogą nam pomóc, podobnie jak kilkadziesiąt lat temu gastarbeiterzy, utrzymać nasz dobrobyt lub go pomnażać – przekonywał. W jego opinii, Niemcy mają tyle wolnych miejsc pracy, że nie są w stanie obsadzić ich swoimi własnymi obywatelami.

    – Prezes DIHK (Zrzeszenia Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych) Eric Schweitzer zaapelował o zwiększenie oferty nauki języka niemieckiego dla imigrantów na potrzeby rynku. – Znajomość niemieckiego jest warunkiem zdobycia kwalifikacji zawodowych i pracy – powiedział. O szybką integrację imigrantów na niemieckim rynku pracy apelował już w ub. piątek (04.09.2015) prezes organizacji niemieckich pracodawców Ingo Kramer.”

    ***

    Przypomnę niedawną deklarację Angeli Merkel: “Przyjmiemy każdego potrzebującego”
    Czy aby te słowa – w kontekście przytoczonych powyżej informacji o zapotrzebowaniu niemieckich biznesmenów na siłę roboczą – nie należy rozumieć jako: PRZYJMIEMY KAŻDEGO KOGO POTRZEBUJEMY?
    A reszta: won?
    Wobec tego postawa Niemiec to nie jest żadna etyka ani humanitaryzm tylko utylitaryzm: ty się nadajesz, bo będziemy mieć z ciebie korzyść, a ty bezwartościowy nieudaczniku raus!

    Jeżeli wiec polityka Merkel przyjmowania wszystkich “jak leci” nie wynika z głupoty czy z bezradności, tylko z wyrachowania, to też nie jest w porządku (delikatnie mówiąc), zwłaszcza wobec innych państw członkowskich Unii, którym rzeczywiście może się podsyłać (w ramach tzw. “redystrybucji”) “mniej wartościowych” imigrantów, po wcześniejszym odsianiu i zatrzymaniu dla siebie tych wartościowych bardziej.

    Mnie się taka utylizacja ludzi nie podoba.

    Zwłaszcza, że dopuszcza się do poniewierki setek tysięcy ludzi. (Nie chcę być cyniczny i mówić, że dzięki temu jest większy wybór i jest z czego wybierać.)

    ***

    Doprawdy nie wiem co z tego wszystkiego wyniknie.
    Całkiem możliwe, że jeszcze większy humanitarny kryzys.

  14. TOM T. Says:

    Nie znam statystyk ilu jest w tym tłumie uchodźców jest mężczyzn, ile kobiet ile dzieci, ale nikt ich nie zna i liczba 75% mężczyzn jest równie/dobra zła jak każda inna. Pewnie faktycznie mężczyzn jest ‘nadreprezentacja’ – różne źródła to podawały, ale mogę się domyślać prostej przyczyny – otóż część z tego tłumu,
    i to pewnie spora część, to są emigranci ekonomiczni, a tacy z reguły rodziny ze sobą nie ciągną.
    Jeśli żona i dzieci albo starzy rodzice mają w takiej sytuacji gdzie zostać, to zostają – a samotnemu mężczyźni podróżować łatwiej.
    Nie doszukiwałbym się teorii spiskowych tam, gdzie są racjonalne (nie-spiskowe) wytłumaczenie. Przy czym jest wg mnie pewne, że w tych kilkuset tys ludzi którzy w ramach tej fali są w Europie znajdują się też jacyś bandyci/terroryści itd. ale to nieznaczna część. Żeby przemówiła do biednego człowieka propaganda unijnych wariatów, którzy obiecują raj na ziemi , to ten człowiek naprawdę nie musi być bandytą. Nie musi też być wcale uchodźcą wojennym. Może być po prostu biedny. Bieda jest dużo powszechniejszym zjawiskiem niż fanatyzm. A główną siłą napędową tego wszystkiego nie jest wcale propaganda islamska, tylko unijna – socjalne bajki, krótko mówiąc.
    Tzn dla tych, którzy dotrą do UE to nie będą bajki, ale bajką jest stwierdzenie, że pomoc będzie dla wszystkich potrzebujących. Taktyka przyjmowania imigrantów/uchodźców w Europie jest taktyką idiotyczną i dla UE samobójczą, ale żeby dojść do powyższego wniosku mówić nie musimy sobie samemu robić wody z mózgu, że oni tu (w swojej większości) przyszli bomby podkładać. Jeśli mają taki cel – bo bardzo nieliczni, a my od tego płacimy skandalicznie wysokie podatki, żeby nasze służby sobie z takimi sytuacjami radziły.
    To raz.

    Dwa:
    Odrzucam rozumowanie tego typu, że jeśli gdzieś mają miejsca zbrodnie na chrześcijanach popełniane przez muzułmanów, to jest to powód do jakiejś nienawiści religijnej wobec wszystkich muzułmanów. Każdej religii można użyć jako listka figowego dla zbrodni, tak samo jak noża można użyć do chleba i do podrzynania gardeł
    (przykład z chrześcijańskiego podwórka – ksiądz Tiso). Za zbrodnie odpowiada konkretny zbrodniarz, a nie – dajmy na to – sklepikarz, który przypadkiem wyznaje tą samą religię co zbrodniarz.
    A przy okazji taka uwaga: tym co dziś jest głównym dążeniem terrorystów islamskich jest wojna religijna. Bo ona na razie nie jest wcale religijna. Zdecydowaną większość ofiar terroryzmu islamskiego stanowią dziś muzułmanie – jak na razie. Ale tacy muzułmanie, ktorzy się z radykałami nie zgadzają. Wojnę z Państwem Islamskim toczą i w niej giną (po naszej stronie) głównie Kurdowie – a więc muzułmanie, to nie są chrześcijanie przecież.
    Dziś największym marzeniem islamskiego terrorysty jest Zachód atakujący na ślepo Islam jako całość, bo wtedy zwiększa się szansa na to, że miliard muzułmanów poczuje się zaatakowanych – poprzez atak na religię. Ale – na dziś – Islam jako całość wcale takiej nie chcę, a przeciętny muzułmanin ma mnie i Ciebie w nosie
    i fajnie byłoby, żeby tak zostało. Sugeruję się chwilę zastanowić czy my – Zachód – chcemy robić sobie wrogów z miliarda ludzi nam obojętnych, a czasem nawet trzymających naszą stronę.
    Nie jest mądrą taktyką robienie sobie wrogów, jeśli można tego uniknąć.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Obecny kryzys uchodźczy w Europie bardzo wszyscy „uetniczniają” i „ureligijniają”. Tymczasem jest to przede wszystkim problem ekonomiczny. Religia jest tylko tłem.
      Ponadto nie można całego islamu utożsamiać z jego agresywną, radykalną, fundamentalną, fanatyczną odmianą, czy też częścią, z której wywodzą się terroryści, bojówkarze i ci, dla których opresja i przemoc jest jedyną (konieczną) formą sprawowania rządów.

  15. pak4 Says:

    @1:
    Czytając mądrzejszych od siebie — to wygląda na przełożenie na całą UE algorytmu niemieckiego, który pozwala względnie sprawiedliwie dzielić koszta uchodźców. Dla uchodźców najlepsze to nie jest, ale może być najmniej kontrowersyjne dla decydentów.
    @2:
    a) Akurat Libia to nie jest dobry przykład. Chyba. Tam włączono się w wojnę, która wybuchła wcześniej.
    b) To też. Ale bardziej mnie dziwi szeroka niechęć do imigrantów wśród zwolenników liberalizmu gospodarczego. Dlaczego pieniądze mają mieć większą wolność i prawa od ludzi? Dlaczego akceptuje się takie ograniczenie rynku pracy, jak zamknięte granice?
    @3:
    a) Ba! Wartością jest także gościnność! Kiedyś Polacy byli z niej dumni, a dzisiaj jakoś to słowo nie pada.
    b) Zastrzegłbym, jak Benda — można być nacjonalistą, czy rasistą, to czasem nawet wartościowe dla kraju, w którym się żyje (nie o rasizmie tu piszę, tylko nacjonalizmie), ale robić to jako biskup, albo jako chrześcijanin? To zaprzeczenie posłannictwa.
    @4:
    Skala zjawiska (a dokładniej — wzrost) sugeruje, że ekonomia jest drugoplanowa.
    @5:
    Z „wolności” w nazwie bym nie szydził. To była operacja absurdalnie wręcz źle skalkulowana, co świadczy o ogromnej bucie i niewielkiej inteligencji decydentów amerykańskich (tak, kalkulacje Kwaśniewskiego były jednak inne). Ale nie była to operacja obliczona na zniewolenie Irakijczyków.
    @6:
    Do linczu zawsze znajdą się chętni. Nie potrzeba dyktatury. Byłoby przyzwolenie władzy na licz na Tusku (Kaczyńskim, Kopacz, Milerze, Szydło — listę można sobie rozpisywać), to chętni by się znaleźli i ładne obrazki w telewizji też.
    @7:
    Z tego, co rozumiem, większość uchodźców osiada w Turcji, czy Iraku, a więc państwach muzułmańskich.
    Akty przemocy wśród młodych? Będą… Bo młodzi, bo pozbawieni perspektyw, bo oderwani od zwykłego środowiska (które jakoś ich kontrolowało).
    —-
    Dodam, że problem jest rzeczywiście trudny. Bo oczywiście, jeśli są ludzie bez środków do życia to im pomóc trzeba. Ale nie ma pomocy pozbawionej wad — gdy się zacznie pomagać pojawią się zarzuty, że zniechęca do pracy, zbytnio obciąża obywateli, czy też pomaga tylko tym, których na ucieczkę było stać, gdy najbardziej potrzebujący zostali na miejscu. Do tego trzeba dodać taką ‚drobną’ rzecz, jak pieniądze; pomyśleć o asymilacji (choćby tylko ułatwieniu znalezienia pracy w czasach dużego bezrobocia), bo bez tego będziemy mieć wszelkie patologie w tej społeczności.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Tekst ten napisałem na samym początku kryzysu, ale – jak widzę po ponownym przeczytaniu go teraz – nie stracił on nic ze swojej aktualności i w zasadzie nie muszę nić w nim zmieniać, choć moje spojrzenie na ten cały kryzys, ulegało jednak z czasem pewnej ewolucji.

      Teraz np. wyraźnie widać, jakim błędem była deklaracja Merkel, ze Niemcy przyjmą „wszystkich potrzebujących”. Więc ci potrzebujący parli zachęceni – przedzierając się przez mury i zasieki – do Niemiec. A że była to katastrofa dla krajów, które leżały na ich drodze – to już Merkel o tym nie wspomniała.
      Poza tym, to wszystko (miłosierdzie Niemiec) zrobiło się dwuznaczne, kiedy stało się jasne, że za tym wszystkim, krył się jednak utylitaryzm (czyli nie: „przyjmiemy wszystkich potrzebujących”, tylko – de facto – „przyjmiemy tych, których potrzebujemy”.)

      Z czasem też doszło do rozbicia jedności państw grupy Wyszehradzkiej („zdrada” Polski, które z pewnością zostanie jej popamiętana), niezdecydowana postawa rządu polskiego, (który był za a nawet przeciw – to lawiranctwo Polski znów ujawniło naszą słabość i nijakość, co z kolei powoduje, że nikt się z nami tak naprawdę nie liczy.

      I może jeszcze odniosę się do niektórych Twoich podpunktów:

      1. Nie uważam, że ten „algorytmiczny” rozdział uchodźców na poszczególne kraje Unii jest sprawiedliwy. On jest przede wszystkim biurokratyczny – a na dodatek nie uwzględnia wielu ważny i istotnych uwarunkowań. Ale to wyjdzie „w praniu” – ja np. się obawiam, że dla Polski tak czy owak może to skończyć się kompromitacją.

      2. Ja nie widzę tej niechęci wobec imigrantów ze strony zwolenników liberalizmu gospodarczego. Wręcz przeciwnie. Oni podchodzą do imigrantów jako do siły roboczej. (Tak mi się wydaje.)

      3. Bp łatwiej mówić o gościnności, niż ją w rzeczywistości stosować. Poza tym, ta polska gościnność, to ma chyba wymiar bardziej indywidualny, odnosząc się do poszczególnych osób. Ludzi o innej kulturze, rasie, kolorze skóry, wyznających inna religią Polacy en gross traktują bardzo niechętnie i podejrzliwie. Mówienie o polskiej ksenofobii ma jednak swoje podstawy.

      4. Wydaje mi się jednak, że ekonomia jest w tym parciu migrantów na Niemcy czymś pierwszoplanowym.

      5. To miała być wolność dla Irakijczyków, ale jak to się skończyło – to każdy widzi, Z owej „wolności” zostało teraz szyderstwo. Jeśli Amerykanie popełnili błąd, a Polacy ich bezkrytyczni parli, to błąd ten obciąża również Polaków (więc Polska też ponosi część odpowiedzialności za destabilizację Iraku, na której to glebie wyrosło ISIS – a to z kolei stało się główna przyczyną ucieczki ludzi z rejonów ogarniętych wojną i doświadczających zbrodni dokonywanych przez ISIS.


      Przyszłość pokaże, jak będą się zachowywać ludzie, którzy teraz „zwalają się” na kark Europejczykom. I jak Europejczycy będą zachowywać się wobec nich.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s