PIĘKNA NEKROFILIA (o obrazie Jacka Malczewskiego „Śmierć Ellenai”)

.

Śmieci blask... (Jacek Malczewski,

Śmierci blask… (Jacek Malczewski, „Śmierć Ellenai”)

.

To chyba najpiękniejsze zwłoki na malarskim płótnie jakie widziałem w swoim życiu. Malczewski jest tu niezwykły i dla siebie nietypowy. Przede wszystkim redukuje kolorystykę do tonacji czarno-brunatno-złotej, rezygnuje z ostentacyjnej symboliki i mimo mrocznego i melancholijnego romantyzmu – dość teatralnego i upozowanego – trzyma się konwencji naturalistycznej. Niezbyt mocno, ale jednak…
Cóż mnie takiego zachwyca w trupie Ellenai? I czy przystoi, aby wobec tajemnicy i majestatu śmierci (zwłaszcza tak tragicznej, romantycznej) przykładać estetyczne miarki?
Ale z drugiej strony: czy aby malarstwo tego typu (bądź co bądź akademickie, niezbyt odległe – w technice przynajmniej – od matejkowskiego… ale to tak między nami, aby nie zawstydzać tych, którym się Malczewski podoba, zaś Matejkę mają za ucieleśnienie kiczu) nie „ściągało” wszystkiego do kategorii estetycznych, nawet jeśli chciało nam opowiedzieć jakąś anegdotę (tutaj: legendę ewokowaną poezją Słowackiego), pozostając przy tym wierne swoim programowym założeniom?
Lekkie zwątpienie formalne? Nic to. Mnie w tym ogromnym obrazie zachwycają nie tylko owe żółto-złoto-srebrno-rude plamy z jakich stworzone jest to martwe ciało i najbliższa mu materia (szaty, łoża i futrzanych okryć), ale – przede wszystkim! – ów zniewalający bezwład, jaki wyczarował swoim pędzlem Malczewski, stosując repetycje falujących linii ciała, łoża śmierci i tła.
Ach, ta zapadła pierś, rozpuszczone włosy, bezwładne ramiona i omdlałe dłonie… Życia już nie ma, pozostało tylko zniewalające piękno zwłok, mające w sobie coś z perwersyjnej nekrofilii, (czy to aby nie jest sposób na to, by odebrać Śmierci jej koszmarne odium?)
Niestety, bardziej chyba sztywny od spoczywającej, zapadłej już w sen wieczysty Ellenai, jest jej kochanek Anhelli, z poszarzałą od eschatologicznego smutku twarzą, usunięty w cień tego olśniewającego zjawiska, w jakie przemieniono tu śmierć młodej i pięknej kobiety.
Anhelli tego blasku już nie zauważa – odwraca wzrok od zimnej poświaty, wpatrzony w ciemną głębię swojej duszy – w otchłań, w której już wkrótce sam się też zanurzy.

greydot.

(Napisane po wizycie w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku w krakowskich Sukiennicach, gdzie znajduje się obraz Jacka Malczewskiego.)

Advertisements

Odpowiedzi: 36 to “PIĘKNA NEKROFILIA (o obrazie Jacka Malczewskiego „Śmierć Ellenai”)”

  1. ulotna_wiecznosc Says:

    ……W ciemności, która była potem, rozwidniła się wielka zorza południowa i pożar chmur.
    A księżyc znużony spuszczał się w płomienie niebios, jakoby gołąb’ biały spadający wieczorem na chatę czerwoną od słońca zachodu.
    Eloe siedziała nad ciałem zmarłego, z gwiazdą melancholiczną na rozpuszczonych włosach…….”

    J. Słowacki

    To ostatnie zdanie bardzo mi się zawsze podobało i przemawiało do mojej wyobraźni.
    Ta gwiazda melancholiczna kojarzy mi się teraz z filmem ,,Melancholia” Larsa von Triera. Nawiązań do znanych dzieł malarstwa zresztą tam dostatek. To tak na marginesie:-)
    Co do Matejki oddzieliłabym tu osobę mistrza od jego obrazów. Są obrazy które mi się podobają, które cenie i lubię a są i takie które do mnie nie przemawiają.
    Sam wkład w malarstwo historyczne polskie Matejki jest przeogromny i wart podziwu.

    A skąd u Ciebie taki temat przed wiosną?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      „Melancholia” von Triera była bardzo „malarska”, to prawda.

      Mam podobne zdanie o Matejce – i podobny stosunek do jego obrazów. Bez względu na wszystkie kontrowersje wokół jego twórczości (zarówno te estetyczne, jak i ideowe), jest to wielka postać w historii polskiego malarstwa.

      Skąd u mnie taki temat przed wiosną?
      No, cóż, śmierć niestety zawsze jest aktualna – bez względu na porę roku (choć rzeczywiście – bardziej się ją kojarzy z jesienią i zimą, niż wiosną i latem) ;)

  2. jula Says:

    Kolorystyka jak u Styki, portret naszej sławy aktorskiej z kina niemego Poli Negri, to mój ukłon w stronę Ameryki, bo tam odniosła sukces filmowy i towarzyski. :D
    Co do Matejki, jako że piszę teraz z Krakowa, może nadejdzie czas, że wybiorę się do muzeum Matejki na ul. Floriańskiej, chyba ;)
    Natomiast o J. Malczewskim piszą, że On nie malował a pisał pędzlem. :)
    Urodził się w moim mieście i dom ten nadal stoi, choć mocno poturbowany przez czas, tabliczka informacyjna na nim jest.

    Ten obraz, „Śmierć Ellenai”, to jakby tylko niezauważalne zaśnięcie. Piękne przejście pięknej młodej kobiety nie zniszczonej jeszcze przez czas życia.
    Śmierć potem dokona zniszczenia.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Kolorystyka podobna jak u Styki, ale jednak zupełnie inny duch w obu tych obrazach. Pola Negri na obrazie Styki śmieje się, tryska życiem i świeżością… Jednakże obie kobiety są piękne – tak jakby śmierć nie odebrała Ellenai urody.

      Będąc w Krakowie, warto też wybrać się do muzeum Wyspiańskiego.

      Malczewski „pisał” pędzlem (ten jego symbolizm jest przecież bardzo literacki, podatny na narrację i bogate interpretacje), ale „literacki” był też Matejko – niemal wszystkie jego obrazy to próba opisania historii, a w niektórych przypadkach, to nawet… jej tworzenia – głównie mitologizacji, idealizacji…

      Jest jednak taka omdlałość w ciele Ellenai, która odróżnia tu śmierć od snu. W tym stanie Ellenai już śnić nie może.

      Wspomniałaś o portrecie Poli Negri, który wyszedł spod pędzla Styki. Myślę, że dobrze jest go tu zamieścić, bo rzeczywiście jest bardziej „wiosenny” – i lepiej koresponduje z tą słonecznością, którą widzę teraz za moim oknem.

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/03/tadeusz-styka-pola-negri.jpg?w=780

  3. Simply Says:

    Mój faworyt w tym temacie , to ,, Ofelia ” Johna Milaisa -, gdzie pośród całej feerii piękna czuć jednak dotyk śmierci . Bo u Malczewskiego nie . Nie znając tytułu można odnieść wrażenie , że gość po seksie idzie na szóstą do roboty i się zastanawia, czy wszystko zabrał. Conqueror Worm tu się jeszcze nie zrodził , o nie.
    Matejkę szanuje przede wszystkim za ,, Bitwę pod Grunwaldem” , to jest kompletnie szalone malowidło. Układ tych ciał jest nieprawdopodobny , zawsze się gapię na to przez długie minuty i nigdy do końca mi się nie składa, co tu z czego wychodzi i to jest super.
    Ogromną stratą dla polskiego malarstwa tych czasów była przedwczesna śmierć Maurycego Gottlieiba :(

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Pamiętam, że przed „Ofelią” Millaisa w Tate siedziałem dobry kwadrans. Już sam landscape można było studiować godzinami (Millais poświęcił mu pięć miesięcy pracy – malując po 11 godzin dziennie), ale to w końcu tylko tło (choć rojące się od symboli), bo najważniejszy jest tu trup Ofelii.
      Pewnie, jest w tym obrazie Śmierć (w kontraście do bujnej – i kolorowej – natury) ale zwróć uwagę, że Ofelia ma otwarte oczy – i też przy odrobinie erotycznej wyobraźni można odnieść wrażenie, że ona ma minę tak trochę jak przy orgazmie (nie bez kozery Francuzi nazywali orgazm La petite mort – a oni, jeśli chodzi o miłość i Erosa, to wiedzieli co mówią).

      Tutaj fragment obrazu Millaisa ukazujący bliżej twarz pięknej topielicy:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/03/ophelia1.jpg?w=780

      Nota bene, te komentarze tutaj się już zapętlają, bo w „Melancholii” von Triera. bohaterka zupełnie świadomie upodabnia się do Ofelii z malunku Millaisa (a że świadomie, to wiadomo z tego, że w filmie widzimy jak ogląda wcześniej album z reprodukcją właśnie tego obrazu).

      No tak, aż się nie chce wierzyć, że Gottlieb zmarł mając zaledwie 23 lata – uważany był zresztą za najlepszego ucznia Matejki.

  4. Simply Says:

    Jasne, w końcu posiadł ja sam Grim Reaper ( ciekawe, czy doszła przed nim ). Ale w tych otwartych oczach tyle jest życia, co w pieczęci ,, którą złamie rejent w pustych po nas pokojach ”
    ,,Melancholii” nie widziałem.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Nie wiem czy wiesz, że modelką Millaisa do „Ofelii” była późniejsza żona Rossettiego Elizabeth Siddall, muza jeszcze kilku innych prerafaelitów. Niestety, bardzo chorowita, wykańczana przez związek z Rossettim, zmarła nie dożywszy chyba trzydziestki (najprawdopodobniej popełniła samobójstwo, zażywając nadmierną dawkę laudanum).

      Tutaj ona, namalowana przez Rossettiego, rok po jej śmierci:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/03/dante_gabriel_rossetti_-_beata_beatrix.jpg?w=780

      Też jakby śpiąca.

  5. Simply Says:

    Beata Beatrix , uwielbiam

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Beatrycze… i znów się zapętlamy, wracając do Dantego ;)

      Nawiasem mówiąc obraz ten też aż roi się od symboli i (bardziej lub mniej) ukrytych znaczeń, o których książkę można by napisać (a co najmniej spory artykuł).
      Ale taki Gombrowicz by pewnie napisał, że to bzdeta, bo takie nieruchawe ;)

      • Simply Says:

        … Dantego Gabriela Rossettiego :)
        Gdzieś czytałem, że ona pozowała Millaisowi leżąc w wodzie; w sukni, udekorowana tą całą florą wód stojących, w specjalnej wannie. I właśnie po iluś takich wielogodzinnych seansach załatwiła sobie zdrowie na dobre.
        A pan Witold, to by raczej wolał ciepło skwitować tego muchacho w białej koszuli z ,,Rozstrzelania Powstańców Madryckich”

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Millais musiał zapłacić za jej leczenie ;)

          Nie wiem, czy by ciepło skwitował bo ten muchacho miał wąsy a pan Witold miał (sam się do tego przyznał) alergię na wąsy i brodę ;)

          On chyba jednak bardziej lubił chłopców, którzy się ruszają: te jego podchody za przygodnie spotkanymi na ulicy młodzieńcami o ciałach młodych bogów ;)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Świetna kompilacja. Tak się zastanawiałem też jaka muzyka najbardziej pasowałaby do Malczewskiego (tutaj jest OK, ale chyba istnieje coś jeszcze bardziej adekwatnego).
      Oglądając ten film po raz kolejny zdałem sobie sprawę z tego, jak odważnym był Malczewski kolorystą (o jego precyzyjnym rysunku, mistrzowskim ujęciu formy, bujnej, symbolicznej wyobraźni nie wspominając). Daltonizujące snoby mogą kręcić nosem, ale ja lubię czasami patrzeć na taką orgię barw.
      Rezygnacja z koloru (odnosi się to zarówno do malarstwa, jak i fotografii) musi mieć jednak swoje uzasadnienie – w przeciwnym razie staje się czymś pretensjonalnym. Do Malczewskiego na szczęście to się nie odnosi, bo on najwyżej czasami (rzadko) redukował kolorystykę swych obrazów do jednej tonacji, która i tak pulsowała bogactwem walorów, tonów i odcieni (jak np. w „Śmierci Ellenai”).

  6. dragonfly Says:

    Jacek Malczewski jest jednym z moich ukochanych malarzy. Ale ten jego obraz nie. Gdybym miała wybrać najbardziej wzruszający obraz przedstawiający śmierć, to faworytem byłby Chełmoński i jego „Trumna chłopska”. Zawsze jak jestem w Muzeum Narodowym http://brulionkulturalny.blogspot.com/ to sobie przed nim siedzę i siedzę.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To rzeczywiście bardzo przejmujący obraz. Swego czasu Andrzej Wajda napisał o nim tak:
      Nie znam w polskim malarstwie obrazu, gdzie obecność tragizmu byłaby równie silna. Właśnie tragizmu, nie dramatyzmu. Jest w tym obrazie duch antycznej tragedii, która rozstrzyga się zawsze w pełnym świetle dnia, na oczach sąsiadów, przed domem…

      Chciałbym jednak poprawić Twoje przejęzyczenie, bo „Trumnę chłopską” namalował Aleksander Gierymski, a nie Józef Chełmoński.

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/03/gierymski_peasant_coffin.jpg?w=780

  7. Ina Says:

    Bardzo lubię obrazy Malczewskiego. Jest w nich jakaś tajemnica i ogromny smutek. Ktoś, kiedyś powiedział mi, że ten smutek w obrazach pojawił się po śmierci jego ojca. Być może Malczewski nie mógł sobie poradzić z tym uczuciem , dlatego, tak często malował śmierć na różne sposoby ?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Wydaje mi się, że smutek i melancholia obecne były w twórczości Malczewskiego przed śmiercią ojca (który zarzucał mu np. że maluje za dużo „Sybirów”), natomiast po niej zaczęły pojawiać obrazach malarza motywy śmierci – i to niemal obsesyjnie (warto tu zaznaczyć, że „Śmierć Ellenai” Malczewski namalował na rok przed śmiercią ojca).
      Jest mnóstwo płócien Malczewskiego ukazujących personifikacje śmierci.
      Kiedyś nawet zdarzyło mi się zilustrować nimi mój wierszyk o tej Pani:

      https://wizjalokalna.wordpress.com/2010/10/23/slodka-pani/

  8. Maria S. Says:

    W Galerii w Sukiennicach są dwie główne sale, w których większość zgromadzonych obrazów doskonale znana jest z podręczników szkolnych i wiszących tu i ówdzie reprodukcji: budzący podziw „Szał uniesień” Władysława Podkowińskiego czy plenery Leona Wyczółkowskiego, którego mam za najlepszego polskiego impresjonistę. Wchodząc do sali wystawowej, wiedziałam, że przede mną stoi imponujący „Hołd pruski” Jana Matejki i już szłam w jego stronę, skupiając uwagę na coraz to lepiej widocznych detalach, gdy moje oczy przykuła niezwykła jasność. Była to „Śmierć Ellenai” (z 1883 roku – autor kilka razy poruszał ten motyw) Jacka Malczewskiego. Na całkiem dużym obrazie widzimy leżącą wśród bardzo ubogich sprzętów jasnowłosą dziewczynę, przy której czuwa umieszczony w cieniu strapiony mężczyzna. Nasz wzrok skupia się na niej, na jej pięknie, ale to zupełnie inne piękno, niż to, które widać na dworskich portretach urodziwych (a i jeszcze przez malarzy wyidealizowanych) księżniczek. Z Ellenai bije światło, które zostało tak po mistrzowsku zrealizowane przez Malczewskiego, że nie tylko służy zwróceniu uwagi i zaakcentowaniu niezwykłości, ale wyraźnie mówi o wewnętrznym bogactwie dziewczyny. W zestawieniu z nędzarską chatą i skromnym, prostym wizerunkiem Matki Boskiej, przedstawia tę młodą osobę jak anioła, a jej śmierć czyni dostojną i godną. Trudno powiedzieć, czy patrzymy na izbę tuż przed, w trakcie, czy zaraz po nabraniu przez chorą ostatniego oddechu. Wręcz wydawałoby się, że nic z Ellenai się nie dzieje – ot, śpi tylko – tak, jakby śmierć wcale nie oznaczała końca, jakby była źródłem chwały i nowego, lepszego życia.
    To zdecydowanie najpiękniejszy obraz związany z umieraniem, jaki widziałam dotychczas i nie boję się nazwać go pięknym, mimo że temat raczej kojarzy się z zadumą czy bolesnym współczuciem.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Na mnie również ten obraz Malczewskiego zrobił duże wrażenie i od razu zwrócił moją uwagę, kiedy wszedłem do sali Galerii w Sukiennicach – i bynajmniej nie swoim rozmiarem (który jest wielki), co właśnie ową niezwykłą poświatą, jaka od niego biła. Notkę, która stała się tematem tego posta, napisałem zaraz po wyjściu z Galerii, w którejś z kawiarenek na krakowskim Rynku, kiedy jeszcze miałem w oczach żywy obraz tego malowidła. Napisałem jeszcze wtedy o kilku obrazach, które tam widziałem, ale pojęcia nie mam, gdzie się te notatki zawieruszyły (żal mi zwłaszcza tekstu o ulicznych artystach – rysownikach, który wtedy także powstał – niestety, nie mogę go już odtworzyć w takiej formie, jaką mu wówczas nadałem, bowiem niemożliwe jest odtworzenie atmosfery tamtej chwili, która jest niepowtarzalna – a to właśnie ona decydowała o tym, co i jak napisałem).

  9. Kamila Says:

    Na malarstwie nie znam się prawie wcale, więc swoje sympatie i antypatie opieram jedynie na subiektywnych doznaniach. Opisywany powyżej obraz Malczewskiego, był jednak jednym z tych, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Na żywo nie dane mi było jeszcze go zobaczyć, ale z Waszych relacji wiem, dokąd będę musiała się wybrać

  10. drozda Says:

    Świat, według Jacka Malczewskiego, zarządzany jest przez Śmierć. Słowo to trzeba w tym wypadku pisać dużą literą, bo dla Malczewskiego, jak mówią nam jego obrazy, była to zawsze Śmierć osobowa – Śmierć mająca swoją kobiecą osobowość. Tę osobową Śmierć – konkretną, bo dającą się namalować jako konkretna postać kobieca – możemy oglądać na wielu obrazach Malczewskiego. Jest tuż obok, patrzy w oczy tego, kto ją maluje, albo stoi za jego plecami. Nie wiadomo tylko, czy go widzi – patrzy na niego, nawet wkłada mu palce w oczy, ale może go nie dostrzega, może patrzy wzrokiem niewidzącym – może to jest Śmierć niewidząca – niewidoma. Niemal zawsze ma przy sobie kosę – wiadomo, po co.
    Wystarczy też spojrzeć na którykolwiek z tych obrazów, aby uznać, za Malczewskim, że w Śmierci jest coś bardzo pociągającego – że to jest osoba kusząca, taka, która wabi i zwabia. Czym Śmierć wabiła Malczewskiego, co go w niej kusiło, też od razu widać, bo liczne jego Śmierci są zawsze tej samej urody – mają duże piersi, grube łydki, szerokie plecy, mocne ręce i wielkie tyłki. Rysy twarzy też mają mocne, grube, brutalne. Pewnie właśnie takie miał ten malarz upodobania erotyczne. Ktoś mający inne upodobania mógłby nawet powiedzieć, że te jego Śmierci to nie są piękne, kuszące kobiety – to raczej jakieś straszne, dzikie baby. No i właśnie dlatego Malczewski, choć chętnie brał pomysły z dzieł Słowackiego, kompletnie Słowackiego nie rozumiał – bo uwięziony w swoich erotycznych fantasmagoriach, zrozumieć go nie mógł.
    Przyjrzyjmy się przez chwilę jego anielicy Eloe, tej z „Anhellego”, która unosi na skrzydle zmarłą Ellenai. U Słowackiego anielica Eloe jest bytem domyślnym – urodzona z łzy Chrystusa, jest światełkiem w cmentarnych ciemnościach Sybiru. Eloe u Malczewskiego ma duże łapy, piersi niemal odsłonięte, grubą szyję i grube łydki w eskimoskich butach.
    Na jednym z obrazów (są dwa albo i trzy takie obrazy) ma na głowie eskimoską futrzaną czapę. I podobnie jest w innych wypadkach. Ellenai u Słowackiego jest całkowicie pozbawiona cech erotycznych, a z Anhellim łączy ją miłość czysta – są to dwa kochające się duchy. Na obrazie Malczewskiego przedstawiającym śmierć Ellenai Anhelli całuje grube paluchy u stóp zmarłej kochanki, jak można się domyślać – marząc o bliższym kontakcie z pięknym trupem. Znacznie lepiej, w apogeum modernizmu, zrozumiał intencje Słowackiego inny malarz, Witold Pruszkowski – przedstawiając w roku 1892 anielicę Eloe w postaci jasnej plamy, drżącego światełka migoczącego między polskimi krzyżami wbitymi w śniegi Sybiru.
    (Jarosław Marek Rymkiewicz)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      To może nie tyle chodzi o niezrozumienie Słowackiego przez Malczewskiego, co o interpretację poezji Słowackiego przez malarza, który miał zupełnie inny temperament (nie mówiąc już o wyobraźni) niż poeta. Poza tym, wydaje mi się, że ich pojęcie erotyzmu bardzo się różniło. Wiadomo, że u Malczewskiego Śmierć sama była naładowana erotyzmem – trochę to jednak perwersyjne, że jest ona na jego obrazach pełna takiego sex appealu.

      Rymkiewicz pisze o innej „Śmierci Ellenai”, niż ta, której poświęcony jest wpis. Malczewski namalował kilka wersji tego motywu.
      Tu jest ta, do której odnosi się Rymkiewicz:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/03/c59bmierc487-ellenai.jpg?w=780

  11. ulotna_wiecznosc Says:

    ,, Gdy piękna Pani Maria Balowa szła Plantami w Krakowie nie było mężczyzny który by się za nią nie obejrzał.”
    A była to muza Jacka Malczewskiego.:-)

    W związku z tym prawie wszystkie kobiece postacie – Ellenai, Eloe, Beatrycze, Salome, Eurydyka, Nike, Polonia, boginie, rusałki, harpie, kusicielki, chimery, meduzy, a przede wszystkim muzy na płótnach Malczewskiego mają jej rysy twarzy, figurę, piersi.
    ,, Tobie zawdzięczam jedynie tę nić pogody w mej sztuce, że się objawia i ze płynie. „ – wyznawał Malczewski w swoim dzienniku…
    Myśląc o niej pisał wiersze :-)

    Niebem są dla mnie twoje oczy

    Niebem są dla mnie Twoje oczy
    Patrzące w dal lub w sama siebie
    A gdy się miłość w nich roztoczy
    Klękam i w proch się grzebię
    Usta zaś Twoje rozkoszy ościeże
    W koralu krwi – biały błysk kła
    Kiedyż się śmiejesz otwarcie, szczerze
    sznur pereł rzucony na róż tła.
    Złote twe włosy – włosy złote!
    Falistą linią wieńczą Ci głowę,
    Skrętów wężowych mając prostotę
    W tonach szyi drgają już płowe
    Czarem jest linia Twego ciała …..”

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/03/malcz.jpg?w=780

    ,,Myśl z Tobą złączona posyłam Ci pocałunek z głębi duszy na otarcie łzy melancholii Twej, drogi mój, boli mię cierpienie Twoje, czemu smutny jesteś? Wiem, że odetchnąłbyś inaczej tu, przy mnie, na tle olbrzymiego piękna rozlanego na morzu i lądzie. Czyż życie musi tak często uginać się pod ciężarem własnego bytu?” – pisała do ,, Jacuśka ” drogiego Kinia Balowa. To jeszcze jeszcze fragment z 1906 roku:
    ,, Jacku mój najdroższy, Chciałam czekać listu Twego i jutro napisać, ale gorąco pragnęłam posłać ci kilka słów miłości, więc bazgrzę w pospiechu i gwarze […] chwili nie było wolnej – ale samotność straszną. O przykrych i rozdzierających uczuciach nie będę Ci pisać Jacuśku jedyny, wierzę że jest tobie tak samo smutno jak mnie, tylko ja mam pociechę smutną uśmiechniętych wspomnień przywiązanych do każdego miejsca w Tuligłowach – wspomnień gorących – palących, chwilami tak ostrych, że stają się równocześnie bólem i rozkoszą…. i wstrząśnieniem istoty mojej”

    Nie zachowały się przekazy odnośnie powodów rozstania, cieniem na życiu pracy i romansie kładła się jego choroba. Koniec tego pięknego romansu z naszego polskiego malarstwa jest tajemniczy. Według mnie na uwagę zasługuje też cykl ,,Zatruta studnia” – piękny, poetycki, nastrojowy, wyrafinowany kolorystycznie i tematycznie. Kazimierz Wyka pisał o tym cyklu tak: ,,Studnia jest symbolem tajemnicy, a także obrazem człowieka, lustrem w którym rozpoznaje on mroczne głębie swoje podświadomości.”
    Pięknie napisał tak też ten cykl odbieram jak inspiracje jungowskie.

    Dorota Kudelska napisała biografię Malczewskiego (,,Malczewski obrazy i słowa”) zbierając materiały około 20 lat. Nie czytałam ale umieszczam na liście książek do przeczytania :-)

    Logosie akurat teraz czytam nowo wydaną biografię Steda ,,Buty Ikara” Mariana Buchowskiego.

    http://lubimyczytac.pl/ksiazka/232097/buty-ikara-biografia-edwarda-stachury

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Dziękuję za ciekawy wpis. Wygląda na to, że Malczewski tak był zakochany w swojej muzie Balowej, że nawet śmierć w jego wyobraźni przybierała jej postać – jak zresztą większość postaci kobiecych w jego obrazach.
      To jednak nie jest wynalazkiem Malczewskiego – to łączenie erotyzmu ze śmiercią, bo od zarania w naszej kulturze wiązano Tanathos z Erosem.

      Warto jest załączyć tutaj portret Ellenai – modelką Malczewskiego też była chyba Maria Balowa:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/03/malczewski_jacek_ellenai.jpg?w=780

      PS. Biografię Stachury sam też bym chętnie przeczytał. Swoją drogą, ciekaw jestem czy w dzisiejszych czasach, taka postać jak on, zdobyłaby serca młodych ludzi? Ja osobiście w to wątpię. Większe wrażenie robi dziś cyniczny eksces, coolizm – taka wrażliwość jaką miał Stachura jest już obecnie passe, dobra dla „frajerów”…

      • ulotna_wiecznosc Says:

        Biografia dobrze napisana (jestem mniej więcej w połowie) autor stara się przedstawić obiektywnie temat i szeroko około sytuacyjnie dając pole do własnych interpretacji ale czuje się wielką nić sympatii do Steda:-)
        Miałam parę smakowitych cytatów Ci załączyć ale zdecydowałam się na coś innego :-)

        ,,Wszystko zmierza do śmierci” – te słowa zacytował Stachura w swoim ”Dzienniku podróżnym” – to cytat z pani ”Madam Frankensztajn”.

        – Naprawdę jest tam takie zdanie? Powiedziałam, że nigdy w życiu nie napiszę nic o Stachurze. Odmawiałam od 33 lat. Nie jestem jedną z wdów po poetach. Bałabym się go urazić topornością, niezręcznością, oceniać. Uwielbiam za to opowiadać anegdoty o nim. Na przykład taką, że jak się rozstawaliśmy, powiedział: ”Wszystko przemija, nawet najdłuższa żmija”. Stachura lubił się śmiać, żyć i jeść. (….)

        Hanna Krall wspomina we wstępie do ”Ocalenia Atlantydy”, że kiedy Stachurze pociąg obciął cztery palce, pani zaofiarowała się, że odda mu swoje dwa, i będziecie mieli po równo.

        – On tak napisał w swoim dzienniku. Miał do tego prawo. Hanka ma prawo to przytoczyć. Pani ma prawo o to zapytać. Ale ja się tego wstydzę. To było takie mówienie z rozpaczy. Nie wiadomo, czy to w ogóle byłoby możliwe, to było zaklinanie rzeczywistości. (…)

        Boi się pani śmierci?

        – Odpowiem jak Woody Allen: wolałabym być nieśmiertelna, niż tworzyć nieśmiertelne dzieła. (…)
        Bo my w ogóle nie wiemy, gdzie oraz kim jesteśmy, i nigdy się tego nie dowiemy. Kiedyś widziałam film o Henryku VIII i Annie Boleyn. Kat przed skróceniem jej o głowę, kiedy już klęczała przygotowana na śmierć, pomachał jej przed oczyma jakąś wstążeczką, żeby odwrócić jej uwagę. Odwróciła głowę, a wtedy on ją ściął. To dla mnie metafora naszego losu. Bezustannie ktoś macha nam przed oczyma jakąś wstążeczką, żeby odwrócić naszą uwagę od nieuchronnego. My się odwracamy, a czapa leci. Może cały świat jest taką wstążeczką? Czasem mam wrażenie, że wszystko, co się z nami dzieje, to są wstążeczki odwracające uwagę od tego, że urodziliśmy się i musimy umrzeć.”

        całość:
        http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,13882678,Zyta_Oryszyn__Chcialam_wytlumaczyc__o_czym_napisalam.html

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Porównanie świata do wstążeczki odwracającej naszą uwagę od śmierci – sugestywne ;)

          Ciekawy wywiad, ciekawa kobieta… Koniec nawiązuje do śmierci, jest cytat ze Stachury, że wszystko do niej zmierza; sama Oryszyn mówi: „Im jestem weselsza, tym jestem smutniejsza”…

          A ja, jeśli miałbym się oddać na moment czarnemu humorowi, napisałbym: „Za każdym uśmiechem czai się smutek psujących się zębów”. ;)

          PS. Ta żmija to jest chyba Leca, tyle że u niego nie przemijała tylko mijała ;)

  12. Simply Says:

    Nekrolog :
    16 marca Andy Fraser ( 62 ) dołączył do Kossa.
    RIP

  13. Simply Says:

    Piękny moanin’ z lekko bimbrowym tytułe. W ogóle Paul Rogers to mój wokalista nr 1 jak chodzi o tamte czasy i białego bluesa . Ale najbardziej lubię te jego somnambuliczne, balladowe rzeczy , jak ta . Kisiel w majtach .

    A to rzecz z ostatniej płyty dedykowana Kossowi, jak już miał równo z górki . Doskonały hard rockowy numer , który powinien był się stać takim hitem, jak ,, All Right Now”.

    Aa tam, cała ich pierwsza płyta to jest w ogóle ( tu wyładowują cały kontener superlatyw ) Jak dla mnie, ich najlepsza.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Paul Rogers to zdecydowanie najwybitniejszy wokalista białego bluesa tamtych czasów – a swoją pozycję przypieczętował w Bad Company.
      Był jednak w tamtym czasie człowiek, którego można by z Rogersem zestawić – chodzi mi o Jamesa Dewara, którego vocal słychać, kiedy słuchamy Robina Trowera (jednego z najbardziej niedocenionych gitarzystów blues-rocka w historii tej muzyki).

      Ale byli jeszcze inni, choćby Steve Winwood, Peter Green…
      Zakładamy jednak, że nie mówimy tu o wokalistach rockowych, wśród których Numerem Jeden był jednak Plant.

  14. Bolesław Uryn Says:

    opis: Poemat „Anhelli” Juliusza Słowackiego inspirował Malczewskiego przez blisko czterdzieści lat, od czasu studiów w krakowskiej SSP, aż po rok 1918, w którym Polska odzyskała niepodległość. Z treści i ducha tego utworu zrodził się cykl obrazów ukazujących zarówno losy młodego zesłańca Anhellego i Ellenai, jego towarzyszki niedoli, jak i interpretowane szerzej piekło sybirskiej katorgi. Artysta nadał scenie zgonu Ellenai monumentalny wyraz. Układ ciała zmarłej, powtórzony horyzontalnymi liniami elementów tła oraz skamieniała z bólu i bezradności postać Anhellego oddają bezruch i ciszę śmierci. Kontemplacji sceny sprzyja jednolita, brunatno-złotawa kolorystyka oraz rozproszone światło skupiające się silniejszymi plamami na ciele i włosach kobiety. Malczewski zrezygnował z ukazania mistycznego charakteru śmierci wygnanki. Namalował obraz w konwencji naturalistycznej, nadając mu charakter rodzajowo-historyczny. Wzorował się przypuszczalnie na głośnym dziele Józefa Simmlera Śmierć Barbary Radziwiłłówny (1860), które zachwycało współczesnych elegijnym nastrojem i wysokimi walorami warsztatowymi. Wacława Milewska

    ekspozycja: Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach,
    Sukiennice, Rynek Główny 1/3

  15. O SAMOTNYM TŁUMIE, WIELKIEJ MIŁOŚCI I INNYCH DEMONACH | WIZJA LOKALNA Says:

    […] Oglądając album z malarstwem Jacka Malczewskiego po raz kolejny zdałem sobie sprawę z tego, jak odważnym był Malczewski kolorystą (o jego precyzyjnym rysunku, mistrzowskim ujęciu formy, bujnej, symbolicznej wyobraźni nie wspominając). Daltonizujące snoby mogą kręcić nosem, ale ja lubię czasami popatrzeć sobie na taką orgię barw. Rezygnacja z koloru (odnosi się to zarówno do malarstwa, jak i fotografii) musi mieć jednak swoje uzasadnienie – w przeciwnym razie staje się czymś pretensjonalnym. Do Malczewskiego na szczęście to się nie odnosi, bo on najwyżej redukował czasami (rzadko) kolorystykę swych obrazów do jednej tonacji, która i tak pulsowała bogactwem walorów, tonów i odcieni (jak np. w „Śmierci Ellenai”). […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s