O WYŻSZOŚCI WSCHODU SŁOŃCA NAD ZACHODEM… W BAGANIE

Zanim uda mi się oddzielić ziarna od plew w moim fotograficznym plonie zebranym w Birmie – mała próbka z Baganu, niezwykłego miejsca w Azji, usianego buddyjskimi świątyniami i stupami. Na mojej facebookowej stronie „Światowid” zamieściłem wczoraj to oto zdjęcie:

.

świtanie w Baganie

Świtanie w Baganie

.

Spotkało się ono z komentarzem mojego przyjaciela obieżyświata, Bogdana Kwiatka:Porównaj do zachodu! Zachodu słońca, znaczy się ;)”

I z moją odpowiedzią: Bogdanie, mówisz… i masz :) …

.

Zachód słońca nad Baganem

Zachód słońca nad Baganem

.

… Muszę Ci powiedzieć, że dla mnie wschody (Słońca, oczywiście ) nad Baganem były większym przeżyciem (zarówno estetycznym, jak i duchowym ) niż zachody. PS: Szkoda, że nie widać dobrze tego stadka krów, które prowadzi pasterka po lewej stronie zdjęcia, ani przelatujących ptaków (a mogłyby lecieć kilkanaście metrów wyżej, wtedy byłyby widoczne ;) )

Pod zdjęciem Baganu o świcie napisała też swój komentarz Słowianka Edyta: Oszałamiające wrażenie wywołuje ten obraz.”

Odpowiedziałem: Warto więc było zwlec się z wyra grubo przed świtem, zanurzyć się w mroku nocy, podrapać sobie nogi w ciernistych krzewach, które rosną między jakże licznymi w Baganie świątyniami, wdrapać się na taras jednej z nich i… czekać tam na wschód Słońca.
Mówisz, że oszołomił Cię ten obraz. Lecz zobacz co przed moimi oczami objawiło się w tym samym miejscu jakieś pół godziny później (wrażenie cokolwiek surrealistyczne):”

 .

balony nad Baganem

Balony nad Baganem

.

Słowianka Edyta: Warto więc było zostać na tym tarasie kolejne godziny aby sprawdzić co jeszcze ten dzień przyniesie. Piękny świat, dobrze, że to właśnie Ty nie przespałeś tego poranka :)”

Ja: Warto było, warto… choć spać się chciało i nie chciało się wstawać. Ale wiedziałem, że jak nie pokonam lenia, to ominie mnie coś niezwykłego. I tak by się stało, bo nigdy bym np. nie zobaczył tego ranka takiej oto scenki przed świątynią, gdzie przeżyłem wschód Słońca:”

.

Na polu pod stupami

Na polu pod stupami

.

A tu jeszcze jedno zdjęcie z tego samego pola:

.

bagańska fura

Birmańska fura

.

Słowianka Edyta: Scenka rodzajowa jak u Chełmońskiego :)”

Bogdan Kwiatek: Tak, to jest właśnie to, o czym wcześniej mówiłem… ewidentnie widać przewagę wschodu nad zachodem słońca! O zachodzie nikt balonami nie lata nad Baganem…”

Ja: Bogdanie, jak widać zgadzamy się często nie tylko w politycznych sprawach. Rzeczywiście, balonem lata się nad Baganem tylko o wschodzie słońca, czego zresztą mogłem doświadczyć także na własnej skórze:”

.

w balonie nad Baganem

W balonie nad Baganem

.

Bogdan Kwiatek: Widzę, ze Bagan rozpracowujesz/aleś ze wszystkich stron i o każdym czasie! Twoja tam wizyta jest jak… stek well done ;)

Ja: „Ech, Bogdanie, czy Tobie wszystko kojarzy się z jedzeniem? ;) „

greydot.

© ZDJĘCIA WŁASNE (kliknij na obraz, aby zobaczyć go w pełnym wymiarze)

.

Reklamy

komentarze 44 to “O WYŻSZOŚCI WSCHODU SŁOŃCA NAD ZACHODEM… W BAGANIE”

  1. Jula :D Says:

    A mnie te obrazy kojarzą się z Larą Croft i Tomb Raider. Choć bardziej z tym poszukiwanym przedmiotem , czyli zegarem – kluczem do władzy nad czasem i przestrzenią. ;D)))
    Ps. Nie dziwię ,że świtem a nie nocą , bałeś się , że odżyją stare bóstwa. :)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Klucz do władzy nad czasem i przestrzenią… na szczęście nie znajduje się w posiadaniu nikogo z ludzi ;)

      Jula, na wschód słońca musiałem wstawać kiedy jeszcze panowała czarna noc, Wychodziłem z latarką, szukałem schodów w świątyni, by wspiąć się po nich na najwyższy taras (te do których trafiłem na początku były zakratowane z bramką zamkniętą na kłódkę). A posągu Buddy, który majaczył w mroku się nie bałem – on sam by się śmiał z takich strachów ;) Chociaż… sami Birmańczycy są bardzo przesądni, starają się żyć w dobrej komitywie z duchami i „starymi bóstwami” (to jeszcze takie pozostałości pre-buddyjskie – podobni są w tym trochę do Tybetańczyków, z którymi zresztą są spokrewnieni.)

  2. Onibe Says:

    no, no… niezłe ;-). A fotka z balonami super!

  3. Simply Says:

    Czekam na porośnięte pnączami ruiny świątyń w środku dżungli , we wszelkich możliwych ekspozycjach.

  4. Stanisław Błaszczyna Says:

    Simply, mówisz… i masz ;)
    Może nie „we wszystkich możliwych ekspozycjach” (któż by to wytrzymał ;) ) – a jedynie małą próbkę (z Inthein – okolic Jeziora Inle):

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/02/inthein-roots.jpg?w=780

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/02/inthein-stupy-jak-ogrod.jpg?w=780

    • sarna Says:

      Oglądaj Simply i napawaj się pięknem, bo zaraz wykarczują pnącza i urządzą rabatki pod linijkę. Swoją drogą bardziej od tych martwych, łudząco (zdaniem Staszka, tylko pozornie) do siebie podobnych budowli zachwyca mnie uroda birmańskich kobiet (vide zdjęcie kobiet z wioski rybackiej zamieszczone w komentarzach pod poprzednim postem). Birmańscy mężczyźni zupełnie nie są w moim typie :)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      W moim też nie ;)
      Jesteś jednak przewidującą kobietą (z tym karczowaniem pnącz): nie więcej jak sto metrów od tych zarośniętych stup, wybudowano stupy nowe betonowe, (na miejsce tych rozsypujących się ze starości, ale za to autentycznych), właśnie tak jakby od linijki. Efekt jest moim zdaniem koszmarny:

      Spotkałem oczywiście urodziwe Birmanki, chociaż były też i takie kobiety (z pewnych grup etnicznych), których uroda zachwycała mnie tak średnio. Ale we wiosce rybackiej, o której wspominasz, było wiele dziewcząt o wdzięcznych ruchach i sylwetkach. Ot, choćby te:

      • sarna Says:

        Już sam pomysł wyburzania autentycznych i w ich miejsce klecenia replik jest koszmarny, nie dziwi więc stanowisko UNESCO w spr. odmowy wpisania na listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości /nabieram szacunku dla tej organizacji/.

        Kraj ma wielki potencjał turystyczny, ale wygląda na to, że birmańczykom najwyraźniej brakuje jeszcze odpowiednich kwalifikacji by go umiejętnie i mądrze wykorzystać – odnoszę wrażenie, że dla adoracji współczesnego, złotego cielca zarzynają złotą kurę. Zamiast postawić na promowanie lokalnej odrębności serwują turystom to, co oni już mają u siebie – to jakby nosić drwa do lasu. Zauważyłam, że już u progu podróży, w hotelu królują ‚europejskie gadżety’ i róże w wazonach, nie to żeby mnie to nie zachwyciło, ale jest to patrzenie krótko perspektywiczne i destrukcyjne.

        A propos birmańskich kobiet – zauważyłam, że obsługa hotelowa to prawie wyłącznie młodzi mężczyźni, natomiast w wiosce rybackiej kobiety zatrudnia się chętnie. To wynika z systemu edukacji czy uwarunkowań kulturowych?

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Wydaje mi się, że standard dobrych hoteli (nie tylko w Azji ale i na całym świecie) oparty jest na wysokim standardzie europejskim. Zresztą, wielu projektantów tych hoteli to Europejczycy (w każdym razie ludzie pochodzący z Zachodu). To dlatego większość tych obiektów jest do siebie bardzo podobna. Wprawdzie wplata się w ich architekturę i wystrój elementy lokalnej kultury, ale i tak można by było mieć trudności ze zorientowaniem się, w jakim kraju się jest, gdyby nas tak z zamkniętymi oczami przywieziono do któregoś z takich resortów ;)

          Ale to nie chodzi o przypodobanie się tylko Europejskim turystom (zwracasz uwagę na „europejskie gadżety”). Weź pod uwagę, że w tej chwili najwięcej odwiedzających Birmę ludzi pochodzi z Chin (na drugim miejscy są bodajże Koreańczycy, choć ja najczęściej spotykałem Niemców, Anglików i Francuzów, czasami Amerykanów – ale to pewnie dlatego, że mogłem z nimi porozmawiać po angielsku, więc to było takie naturalne przyciągani ;) )

          Pewnie chodziło Ci o kurę znoszącą złote jajka, a nie o kurę ze złota ;)
          Tak, masz rację, czasem można odnieść wrażenie, że Birmańczycy zarzynają tę kurę, ale… wydaje mi się, że zdecydowanej większości turytów to nie przeszkadza i oni się kontentują tym, co im się podsuwa (Odnoszę takie wrażenie, że większość ludzi nie ma jednak wyczucia historyczno-estetycznego… zwłaszcza jeśli ich się przegania gremialnie autobusami z miejsca na miejsce ;) )

          Personel hotelowy tworzą na równi kobiety i mężczyźni (kobieta w Birmie, jeśli chodzi o pracę, nie jest jednak tak dyskryminowana, jak to się zdarza w innych krajach, zwłaszcza arabskich). W wielu hotelach menadżerkami są jednak kobiety. Jednak faktem jest, że widziałem kobiety zatrudnione do ciężkich prac, np drogowych czy transportowych (podobnie zresztą było w Indiach, Kambodży czy Wietnamie).
          Ale np. rybakami wyłącznie są mężczyźni – ale nie wynika to z dyskryminacji, tylko z tego, że jest to tradycyjnie „męski” zawód.

  5. dragonfly Says:

    Zdjęcie z balonami jak rysunek Svena Nordqvista. Oniryczne i po prostu przepiękne!

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      No tak, oniryczne… Może to przedłużenie birmańskich snów? ;)
      Po powrocie do domu nadal śnię, że zwiedzam świątynie, pływam po jeziorze Inle, siedzę w klasztorze nad księgami z mnichami… ;)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Widzę, że tych balonów nad Baganem w 2008 roku było trochę mniej.
      I leciały niżej nad świątyniami i stupami, dzięki czemu można było zrobić lepsze zdjęcia. (Film jest amatorski, kamera rozbiegana, ale mimo to, oglądając ten filmik, poczuć można niezwykłość lotu nad tym niezwykłym miejscem, jakim jest Bagan. Wątpię jednak, czy Vivaldi nadaje się na ilustrację tego wszystkiego ;) )

  6. Jo Says:

    Wschód przepiękny, też lubię to miękkie, plastyczne, poranne światło. A zdjęcie z balonami – oniryczne !!!

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      O zachodzie też bywa piękne – miękkie i plastyczne – światło. Bagan jednakże to miejsce specyficzne – nie wszędzie zachodzące słońce wydobywa jego magię – zwłaszcza tam, gdzie w oczekiwaniu owej „magii” zjechały się setki turystów ;) Ja od tłumów w takich momentach uciekałem gdzie mogłem ;)

      • sarna Says:

        Wg relacji innego podróżnika Michała Lubiny, który interesuje się Birmą również z naukowego punktu, chcąc uniknąć tłumów turystów gorzej wybrać nie mogłeś ;) Na pytanie jak masowa turystyka zmieni życie normalnych mieszkańców kraju? , odpowiada – Podejrzewam, że niewiele poza wielką czwórką: Rangunem, Paganem, Mandalaj, i jeziorem Inle z okolicami. Tam wokół turystyki wszystko się będzie kręcić. Natomiast poza wspomnianymi oazami, może jeszcze z jakimiś wyjątkami jak Ngapali, reszta kraju pozostanie w dużej mierze niezmieniona.

        Swoją drogą dziwi tak duże skupisko świątyń w jednym miejscu, w dodatku są łudząco do siebie podobnych. Czy ta ich powtarzalność nie jest dla turysty nużąca?

        Zdjęcia są piękne, a to z balonami przypomina mi jakieś płótno, tylko póki co nie mogę sobie przypomnieć jakie i to mnie męczy ;)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Od dawna chciałem odwiedzić Bagan (w Polsce używa się chyba nazwy Pagan), podobnie jak Angkor Wat w Kambodży (Angkor udało mi się zobaczyć trzy lata temu) – dwa chyba najbardziej znane miejsca w Azji stanowiące olbrzymie kompleksy świątynne z pierwszych wieków drugiego tysiąclecia naszej ery, będące pamiątką po starożytnych królestwach (Khmerów w Kambodży, Birmańczyków w Birmie). I jako takie tłumnie odwiedzane rzesze turystów. Zdawałem sobie oczywiście sobie z tego sprawę (tego jednak w dzisiejszych czasach masowej turystyki nie da się „przeskoczyć”). Ale ja pisząc o unikaniu tłumów miałem na myśli coś innego. Kompleks Baganu jest na tyle rozległy, ilość świątyń i stup na tyle liczna, że stosując pewne manewry, można tych tłumów uniknąć. Np. na tarasie świątyni, z którego robiłem te zdjęcia, spotkałem tylko kilka (zresztą bardzo sympatycznych) osób: bliźniaków z Kanady, dwie Niemki i młode małżeństwo Chińczyków… Ale prawdą jest też to, że wcześniej (na zachód słońca) wybrałem się tam, gdzie wybierają się dosłownie wszyscy – do świątyni Shwesandaw, z pełną świadomością tego, co tam zastanę, więc potraktowałem sprawę poznawczo i dość humorystycznie, nie nastawiając się zbytnio na indywidualne doświadczenie magii zachodu Słońca nad Baganem ;) (patrz załączone zdjęcie). Na szczęście w Baganie byłem 5 dni, a to wystarczyło, żeby unikając tłumów, zwiedzić niemal cały kompleks bagańskich pagód i stup (na motorze). Zdarzało się tak, że w wielu miejscach, byłem jedyną obecną tam osobą.

          To prawda: masowa turystyka wpłynie najbardziej na te wymienione przez Ciebie miejsca, jednak myślę, że z czasem – i to dość szybko – zmieni się cały kraj (z wyjątkiem może tych odległych, trudno dostępnych rejonów zamieszkałych przez liczne grupy etniczne, które na dodatek chcą zachować swoją odrębność kulturową), ale przyczyną tych zmian będzie nie tyle masowa turystyka, co modernizacja kraju, otwierającego się właśnie teraz (po zniesieniu europejskich i amerykańskich sankcji) na zagraniczne inwestycje. Ten kraj ma bowiem olbrzymi potencjał – i „wielki” biznes (globalny) zdaje sobie z tego sprawę, więc będzie chciał to wykorzystać. A obecne władze, także skuszone perspektywą zysku, na to przyzwolą. Birmańczycy materialnie na tym skorzystają, ale czy wyjdzie im to (psychologicznie, obyczajowo i kulturowo) na dobre – tego już nie jestem taki pewien.

          Wbrew pozorom te wszystkie stupy i pagody różnią się od siebie – każda w sumie jest inna – ale to można sobie uświadomić dopiero wtedy, kiedy się człowiek bliżej przyjrzy tej architekturze. A to nagromadzenie wcale nie jest nużące – wręcz przeciwnie: stanowi o niezwykłości, a tym samym atrakcyjności tego miejsca (i zrobiło już wielkie wrażenie na samym Marco Polo, który zawitał w te strony kilkaset lat temu).

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Gremialne oczekiwanie na zachód słońca (załącznik do odpowiedzi na komentarz Sarny) na tarasach świątyni Shwesandaw:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2015/02/sunset.jpg?w=780

      • sarna Says:

        To tak trwa samo z siebie czy jest remontowane ? Za tą drugą opcją przemawiają balustrady schodowe, których raczej nie było za Marco Polo. Przyznam, że widok zasmuca, bo człowiek wszędzie ‚włazi w butach’ – zadeptuje, niszczy, byle pstryknąć fotkę, która potem gdzieś przepadnie zapomniana w domowych archiwach. Jeszcze troszkę okrzepną i zaczną wieszać na zabytkach monitoring, tablice ostrzegawcze i informacyjne, montować balustrady ochronne, szklić tarasy widokowe, a może nawet dla wygody turysty lub wymogów międzynarodowych standardów zainstalują w pagodach windy, a teren pokryje sieć dojazdów z polbruku. Ciekawe, co człowiek dla pieniędzy zrobi w przyszłości z tego pięknego miejsca. Obawiam się, że Marco Polo plułby sobie dziś w brodę, że dokonał kiedyś tego odkrycia.

        Widzę, że wcześniejsza przygoda z motorem nie wystraszyła cię przed możliwością zniweczenia urlopowych planów – ;)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Niestety masz rację: to co wymieniłaś (ułatwianie masowemu turyście dostępu do zabytków) ma już zresztą miejsce: brukuje się dojazdy, wiesza tablice ostrzegawcze a nawet szkli tarasy widokowe… etc. a nawet… instaluje się windy (jak to ma miejsce w największej i najważniejszej dla Birmańczyków świątyni Shwedagon w Yangonie ) ;)
          Najgorsze jest jednak to, że za restaurację tych zabytków biorą się ci, którzy nie mają o tym pojęcia – bez żadnego wyczucia artystycznego, bez respektu dla epoki – w sumie w niektórych miejscach dochodzi do tzw. „disneylandyzacji” Baganu, gdzie „odrestaurowane” zabytki przypominają bardziej jakieś makiety, niż obiekty z wiekową architektoniczną tradycją. To jest w sumie straszne. M. in. dlatego UNESCO odmówiło wpisania Baganu na listę Światowego Dziedzictwa Ludzkości (nota bene Angkor Wat jest na tej liście).
          Na szczęście jednak, są miejsca gdzie jeszcze tego nie ma i można poczuć „magię” Baganu.

          Jeśli natomiast chodzi o buty, to akurat nie masz racji: aby się wdrapać na te pagody (i w ogóle wejść do jakiejkolwiek birmańskiej świątyni) należy zdjąć buty (i wszyscy grzecznie się do tego stosują).

          Dla mnie to był ostatni dzwonek, by zobaczyć Birmę jeszcze nie zepsutą do końca przez masową turystykę (choć myslę, że spóźniłem się jednak o jakieś 3 – 4 lata, najlepiej zaś byłoby pojechać tam 20 – 30 lat temu). Obawiam się, że za kilka lat rozkręci się tam olbrzymia turystyczna machina, która przydusi autentyzm tego kraju. Niestety, dzieje się tak na całym świecie – dlatego czasy prawdziwego podróżowania odchodzą w przeszłość.

          A jeśli chodzi o motor, to byłem już ostrożniejszy, niż w Nikaragui ;)

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        A oto dowód na to, że jeśli chodzi o te buty, to pisałem prawdę ;)

        • sarna Says:

          Włażenie w butach było w cudzysłowiu i odnosiło się do deptania duszy, zresztą tej drugiej w szerokim kontekście, zatem również w cudzysłowiu;) – dziś wszystko jest na sprzedaż, nawet to nie dziwi i nie gorszy, tylko zwyczajnie jest mi smutno, bo ‚co było nie wróci, szaty rozdzierać by próżno, cóż każda epoka ma własny porządek i ład…’
          http://www.tekstowo.pl/piosenka,bulat_okudzawa,a_przecie_mi_zal.html

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Wiem, że w cudzysłowiu, ale uznałem to za pretekst do tego by wspomnieć, że po birmańskich świątyniach chodzi się boso – no i do tego, by zmieścić tutaj ilustrujące to zdjęcie ;)

          Tę piosenkę Okudżawy śpiewaliśmy przy ognisku mając 18 – 20 lat i już wtedy przeżywaliśmy jej nostalgię. Więc jakaż może być ta nostalgia teraz, kilkadziesiąt lat później?

          Wątpię czy Birmańczycy tęsknią do dawnych czasów. Zawsze mieli despotycznych, absolutnych władców – właściwie to byli ich niewolnikami we własnym kraju. Dlatego więc myślę, że z niejaką ulgą wielu z nich przyjęło brytyjską kolonizację Birmy.

        • sarna Says:

          Obejrzałam fotki zabytkowych budowli i hotelu, w którym się zatrzymałeś, westchnęłam przy fotkach hotelu – sorry:)

          Fotki stup są ok, a gdzie te pagody?

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        W Birmie nazwa pagoda jest używana wymiennie ze stupą, choć ta pierwsza często jest świątynią (z posągami Buddy wewnątrz), do której można wejść, modlić się czy medytować, natomiast stupa zazwyczaj jest solidna (pełna) i stożkowata (w Birmie często przypomina kształtem dzwon), niekiedy z relikwią (Buddy lub innego świętego) umieszczoną w jej wnętrzu.
        Tak więc, te zdjęcia, które zamieściłem, przedstawiają pagody.

        Chodzi Ci o Thande Beach Hotel w Ngapali? Bardzo przyjemne miejsce. Tam naprawdę można było wypocząć po dość intensywnym zwiedzaniu, wpierw Singapuru, a następnie Birmy. Świetnie zaprojektowany, pięknie położony nad Oceanem, otoczony ogrodem resort. Na dodatek – rewelacja – świeże (prosto z wody) owoce morza. Już w niewielu miejscach na świecie, można doznawać takich kulinarnych rozkoszy ;)

        Załączę może parę fotek.

        Oto widok z lobby:

        i z mojego balkonu:

        jak również z tarasu przy Oceanie:

        Stoliki przygotowanie do plażowego grilla:

        I mój zastawiony stolik (z sałatką grecką, owocami morza z rusztu i butelką birmańskiego wina ;) ):

  7. eddy Says:

    A dlaczego Birma a nie Myanmar?

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      A dlatego, że ta nazwa podoba mi się bardziej – i posługuję się nią od dzieciństwa (używam jej właściwie do celów prywatnych – ot, choćby we wpisach na moim blogu, w korespondencji…)
      Poza tym, zamiany z Birmy na Myanmar dokonała (nie tak dawno, bo 25 lat temu) sprawująca władzę w tym kraju wojskowa junta, a ja wszelkie junty wojskowe kocham raczej umiarkowanie – jeszcze jeden przyczynek, że nazwy Myanmar używam niechętnie ;)

      W Polsce, jak widzę, używa się oficjalnie nazwy Mjanma (a to moim zdaniem brzmi jeszcze gorzej ;))

  8. pascalalter Says:

    Reblogged this on Pascalalter’s Weblog and commented:
    RESPEKT !
    Ujęcia bajkowe – takie piękne !
    Nie mniej piękne w komentarzach

  9. pascalalter Says:

    Ujęcia bajkowe – takie piękne !
    Nie mniej piękne w komentarzach.
    ..
    Trochę więcej może?
    Jestem tutaj pierwszy raz – nie wypada pytać skąd ta niezwykła podróż ?
    – ale nie mogłem wytrzymać.
    Wielkie dzięki i dobranoc!
    Tutaj minęła północ…
    (00:09)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Cieszę się, że się podoba. Dziękuję za udostępnienie mojego wpisu na Twoim blogu.

      Oczywiście będę chciał pokazać na moich stronach więcej zdjęć z Birmy. Tym bardziej, że jest to kraj bardzo fotogeniczny.

      Skąd ta podróż? Od dawna chciałem pojechać do Birmy. Byłem już kilka razy blisko niej (Tajlandia, Kambodża, Indie, Chiny…) i słyszałem o tym kraju wiele dobrego – także z podróżniczego punktu widzenia ;)

      Tutaj też minęła północ, a już nie śpię ;) Nie mogę się jeszcze przestawić z czasem, toteż budzę się i zasypiam o takich dziwnych porach ;)

      • pascalalter Says:

        „Skąd ta podróż? Od dawna chciałem pojechać do Birmy. Byłem już kilka razy blisko niej (Tajlandia, Kambodża, Indie, Chiny…) i słyszałem o tym kraju wiele dobrego – także z podróżniczego punktu widzenia ;)”
        ..
        Dobrze powiedziane: dyplomacja. Podobają się wszystkie, ale najbardziej te z polem i wieśniakami :) – więc robione z ziemi?Czy chętnie dają się ujmować? Trzeba płacić, czy prosić – ale jak?
        Tutaj wieczór akurat: 19;43. Pozdrowienia,
        Pascal Alter
        PS
        Chętnie zamieszczę Twój wpis na „moim blogowisku” na Bloggerze – uczestniczę w eksperymencie i prowadzę kilka blogów tam…zapraszam!

        http://pascalalter.blogspot.com/2015/02/post-roboczy_30.html

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          A dlaczego dyplomacja?

          To zdjęcie „z polem i wieśniakami” rzeczywiście robione z ziemi. Ci ludzie w takich sytuacjach wydaja się nie przejmować tym, że koś robi im w czasie pracy zdjęcia – raczej na to nie reagują, a jak już reagują, to raczej przyjaźnie. No i (jak dotąd ;) ) żadnych pieniędzy za to oczywiście nie chcą. Oni po prostu robią swoje – to jest ich życie i takie źródło utrzymania… tak się złożyło, że w takiej niezwykłej, unikatowej w skali światowej, scenerii.

          Tutaj wczesne popołudnie akurat: 13:15Pozdrowienia,
          S alias LA

          PS. Udanego eksperymentu życzę.

          PS2. A skoro podobają Ci się zdjęcia „z wieśniakami” to może załączę jeszcze takie, które zrobiłem z tarasu świątyni, skąd obserwowałem wschód słońca (poniżej).

        • pascalalter Says:

          „… Ci ludzie w takich sytuacjach wydaja się nie przejmować tym, że koś robi im w czasie pracy zdjęcia – raczej na to nie reagują, a jak już reagują, to raczej przyjaźnie. No i (jak dotąd ;) ) żadnych pieniędzy za to oczywiście nie chcą. Oni po prostu robią swoje – to jest ich życie i takie źródło utrzymania… tak się złożyło, że w takiej niezwykłej, unikatowej w skali światowej, scenerii.”
          ..
          Sceneria bajkowa – unikatowa – odlotowa…jeśli tak odbierasz, to znaczy, że Cię polubili i dlatego są przyjaźni – czy też takie mają usposobienie?
          Więc pracują spokojnie, lecz dość ciężko w otoczeniu bajkowym; dla nich to real – a jak świętują? Czy są religijni? Modlą się.chodzą do jakiegoś kościoła,
          – czy też gdzieś na polu? – może widziałeś?
          Pozdrowienia,
          – akurat jest tutaj 8:45 , a nad Pacyfikiem dochodzi północ.
          Pascal Alter
          PS.Dzięki, eksperyment jest zarazem publiczny i prywatny; pierwszy dotyczy udostępniania info, drugi ujęć, które też są info.. ale; czy tam są jakieś gazety..?

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          – Ci wieśniacy o których piszesz, nie zdążyli mnie jeszcze polubić ;) Jest to więc skutkiem ich przyjaznego usposobienia.
          – Birmańczycy to jeden z najbardziej religijnych ludów w Azji (świadczą o tym nie tylko ich liczne świątynie). I lubią świętować. Do najważniejszych momentów ich życia należą pielgrzymki do miejsc sakralnych, jak np. Shwedagon Pagoda w Yangonie (jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, jakie odwiedziłem w swoim życiu), Mt. Popa, Mahamuni Temple w Mandalay czy Kyaiktiyo (Złota Skała).
          – Wiele gazet wydaje się w zarządzanej przez wojskowych Birmie. Ostatnimi laty cenzura nieco odpuściła w końcu Aung San Suu Kyi została demokratycznie wybranym członkiem Parlamentu), ale i tak nadal jest mnóstwo prorządowej propagandy.
          – Będzie więcej wpisów o Birmie, ale muszę wcześniej jakoś uporządkować swoje zdjęcia i notatki.

        • pascalalter Says:

          Ci wieśniacy o których piszesz, nie zdążyli mnie jeszcze polubić ;) Jest to więc skutkiem ich przyjaznego usposobienia.
          – Birmańczycy to jeden z najbardziej religijnych ludów w Azji (świadczą o tym nie tylko ich liczne świątynie). I lubią świętować. Do najważniejszych momentów ich życia należą pielgrzymki do miejsc sakralnych, jak np. Shwedagon Pagoda w Yangonie (jedno z najbardziej niesamowitych miejsc, jakie odwiedziłem w swoim życiu), Mt. Popa, Mahamuni Temple w Mandalay czy Kyiaktiyo (Złota Skała).
          – Wiele gazet wydaje się w zarządzanej przez wojskowych Birmie..

          ..
          To dobrze, że wojskowi demokratyzują się :) – jak kiedyś u nas – prawda? Na pewno Cię polubili wieśniacy od razu – to widać na ujęciach.!
          Co w religii fascynuje (Eliade) – chyba nie ma na ziemi „ludów pierwotnych „- niewierzących – prawda?
          Nie wiadomo co naprawdę sądzą o ludziach z Zachodu, ale najważniejsze, że są gościnni i lubią się fotografować – nie mają żadnych przesądów, prawda?.
          ..
          Co do ujęć jeszcze. Ponad 40. lat (wczesny Gierek) zajmuję się „foto – językiem” ujęć przybliżonych. Proponuję nie wybierać ujęć(nie”oddzielać ziarna od plew”), lecz robiąc ich jak najwięcej pozwolić im demokratycznie, aby same wybierały spośród siebie najlepsze.. Mówię to serio: jeśli zrobimy w trzech minutach powiedzmy 30 – 40 ujęć – to powstanie sekwencja (, albo zacznie się…) – w której real, będzie chciał się pokazać najciekawiej.
          Teraz można swobodnie – obejrzeć to zjawisko; nawet pokazać innym.
          Fotografia teraz to naprawdę Magnum Photo – o czym marzyli kiedyś twórcy
          znanej Agencji – ..jak się okazuje – nie bez podstaw. Otóż REAL chce być ujmowany! – mówiąc najkrócej :)
          Tutaj już 1;57 – więc dobranoc,
          Pascal Alter

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Nie wiem, jak głęboko będzie sięgać ta „demokratyzacja” wojskowych. To, że faceci ściągają swoje mundury a zamiast nich zaczynają ubierać garnitury – to może być tylko fasada. Oni tak łatwo nie oddadzą władzy, bo ta władza, którą teraz mają, przekłada się na niebywałe pieniądze. (Sytuacja przypomina trochę sytuację Polski na początku „transformacji” naszego kraju.)

          Religia może nie tyle ludzi „fascynuje”, co konstutuuje porządek społeczny, zaspokaja metafizyczne zapotrzebowanie człowieka – objaśnia mu świat, oswaja siły, które człowieka przerastają… etc.

          Birmańczykom zawsze imponowali Europejczycy, ale sami (z wyjątkiem elity, która była w konszachtach z Brytyjczykami w czasach kolonialnych – a i teraz trochę jej z tego zostało) nie byli skłonni ich naśladować. Stawiają jednak wyżej własną odrębność kulturową i wynikające z ich tradycji wartości.
          Zdecydowana większość (właściwie wszyscy) Birmańczycy, z którymi się zetknąłem, byli gościnni i przyjaźnie nastawieni. Nie sądzę, że to było interesowny, ani tym bardziej obłudne. (To się wyczuwa.)
          Nie protestują też, kiedy się ich fotografuje (pod tym względem nie są przesądni, ale jednak pod innymi – dotyczy to zwłaszcza kobiet – są przesądni, czasem nawet bardzo: to chyba jakieś pozostałości jeszcze z czasów pre-buddyjskich).

          Mam takie sekwencje zdjęć (np. rybaków na jeziorze Inle), w których REAL dał mi się ująć – i to wszechstronnie ;) Pisząc o „ziarnach” miałem na myśli te ujęcia, w których zaprezentował się on – wg mnie – najkorzystniej, narzucając mi tym samym taki a nie inny ich wybór ;)

    • Stanisław Błaszczyna Says:


      Na zagonie w Baganie – widok ze świątynnego tarasu

  10. Tess Says:

    Zdjęcia z balonami – odlotowe ;)

  11. Joanna Says:

    Wszystkie fotografie zapierają dech w piersiach… Pierwsza, ta ze wschodu :) jest niczym pastelowy obraz, te wszystkie cienie, ahhh. Ja jednak oddaję swoje serce zachodowi. Tak samo wygląda słońce zanurzające się w oceanie, miałam przyjemność mieszkać jakiś czas na południu Portugali i podziwiałam wielokrotnie to zjawisko.

    Swoją drogą, to że Pan świetnie pisze to wiedziałam już od dawana, ale że popełnia tak piękne zdjęcia? Gratulacje!

  12. ulotna_wiecznosc Says:

    Wschód słońca na tym zdjęciu czysta poezja :-) I balonem polecieć do nieba:-)
    Moje skojarzenie jest takie:

    Pieśń o szczęściu

    Dziś rano cały świat kupiłem,
    gwiazdy i słońce, morze, las,
    i serca, lądy i rzek żyły,
    Ciebie i siebie, przestrzeń, czas.
    Dziś rano cały świat kupiłem,
    za jedno serce cały świat,
    nad gwiazdy szczęściem się wybiłem,
    nad czas i morskie głębie lat…
    Gorące morza sercem płyną –
    – pozłocie nieprzebytych sław,
    gdzieś rzeki nocy mnie wyminą
    w głębokich morzach złotych traw.
    Chcę czerwień zerwać z kwiatów polnych,
    czerwienią nocy spalić krew,
    jak piersi nieba chcę być wolny,
    w chmury się wbić w koronach drzew.

    K.K.Baczyński


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s