CHCĘ SIĘ WYZWOLIĆ Z POLSKICH KOMPLEKSÓW – mówi Jerzy Stuhr

Jeden z najpopularniejszych twórców polskiego filmu i teatru, aktor, rektor PWST w Krakowie, a ostatnio – także i reżyser. W ciągu ostatnich tygodni* Chicago było świadkiem prawdziwego festiwalu Jerzego Stuhra. Zaczęło się od prezentacji Szwejka – filmu, w którym z rolą dzielnego wojaka zmierzył się krakowski aktor; później był „Spis cudzołożnic” – debiut reżyserski Stuhra; no i wreszcie „Kontrabasista” – monodram, z którym Stuhr objechał niemal cały świat. Obecność artysty w Stanach Zjednoczonych sprowokowała nas do rozmowy, głównie o polskiej kulturze i zachodzących w naszym kraju przemianach.

Jerzy Stuhr:   (zdjęcie własne)

Jerzy Stuhr: „Sam nie znoszę rozmamłania i chcę być wewnętrznie schludny” (zdjęcie własne)

STANISŁAW BŁASZCZYNA: Czy wykorzystuje pan swoje zdolności aktorskie w sytuacjach codziennych, do osiągnięcia jakiegoś celu? Albo innymi słowy: czy zdarza się panu grać w życiu codziennym?

JERZY STUHR: Ja jestem na to bardzo uczulony i bardzo się przed tym bronię – przed nakładaniem tej maski aktorskiej na życie. Na to pytanie lepiej by odpowiedziała moja rodzina, gdyż oni mnie widzą na co dzień bez tej maski. Oczywiście gram na tyle, na ile każdy gra. Wyznaję teorię Gombrowicza, że jeden człowiek robi drugiemu „twarz”. Na przykład pan mi w tej chwili robi twarz interwistowanego, a ja robię panu twarz dziennikarza. Ja trochę w to wierzę, że każdy istnieje inaczej w różnych relacjach. Nie mógłbym na przykład uprawiać polityki, gdyż wiedziałbym, że moje możliwości wykorzystuję już w innych celach. Jest kilka takich zawodów, które ocierają się o kłamstwo, czy też – jak to się nazywa – interpretację prawdy. Takim zawodem jest polityk – interpretuje prawdę; takim zawodem jest dziennikarz i właśnie aktor. Tyle, że z tych wszystkich zawodów, aktor swoją interpretację prawdy, czy też kłamstwem, nie robi krzywdy, a wszyscy inni mogą tę krzywdę zrobić.

– Czy istnieje prawda obiektywna, a nie tylko „interpretacja” prawdy?

– Tak. Jestem człowiekiem wierzącym, więc wierzę, że istnieje prawda obiektywna, niewzruszony kanon; wierzę, że świat jest urządzony „z zewnątrz”.

– Czy dane jest nam poznać tę prawdę?

– Nie. Dane jest nam dążenie do jej poznania. I to jest piękne. Ale poznać? Nie, nie! Niech zostanie ta Tajemnica. Ale ja nie chcę na takie tematy rozmawiać. To są dla mnie pytania za poważne.

– To dobrze, bo ja jednak i o Polsce chciałem z panem pomówić. Czym dla pana jest tradycja? Czy w kraju dają się teraz zaobserwować jakieś zmiany w podejściu do naszej tradycji narodowej?

– Ja bardziej wierzę w tradycję europejską, niż polską. Wolę być Europejczykiem, niż Polakiem.

– A jednak podkreśla pan swoje przywiązanie do Polski, do Krakowa…

– Ale do miejsc, do ludzi, do pewnego sposobu wychowania… Natomiast ja nie mam w sobie czegoś takiego, że biało-czerwony kolor wywołuje we mnie łzy, a orzeł biały rzuca mnie na kolana. Mam jednak wielkie przywiązanie do Europy Środkowej. Dlatego bardzo źle czuję się w Ameryce.

– A co z tą przemianą świadomości narodowej, jeśli chodzi o tradycję. Czy nadal ważna jest tzw. narodowa „tożsamość”? Czy też idziemy teraz bardziej w stronę „europejskości”, czyli, de facto – w stronę kosmopolityzmu?

– Mogę to panu przedstawić na przykładzie młodzieży. Otóż nasza młodzież jakby się z tego wyzwalała. Także z kompleksu polskiego. Oczywiście ja także mam w sobie te polskie kompleksy. Na przykład kompleks rozdmuchiwania w sobie symboli, do rozgrzebywania tradycji, do motywowania swego nieudacznictwa tragicznym losem… Z tym, że ja się z tego strasznie chcę wyzwolić. Nie chcę, żeby było tak, aby moje mankamenty były tłumaczone losem Polaka. Wydaje mi się, że młodzież z tego wszystkiego już się wyzwala – i już nie jest tak obciążona tymi kompleksami.

– Wyzwala się z tych kompleksów, ale i „wyzwala się” chyba przy tym z polskiej tradycji, która pełni przecież także funkcję pozytywną, budując narodową tożsamość.

– Dlatego naszym obowiązkiem jest im to przypominać. Osobiście ciągle to robię. Mówię: „Jesteś polskim aktorem, pracujesz w polskim słowie, które jest bardzo piękne.” Chcę, żeby ten student był dumny z tego, że operuje polskim językiem; dumny, że ma takie miasto, jak Kraków.

– Dumny… ale konkretnie – z czego?

– Z tego, że jego rodacy wypracowali taki pomnik historii i że ktoś to ochronił.

– Za pomnikiem musi się jeszcze coś kryć. Nie tylko mit i legenda.

– Kultura! Na przykład Włosi mają to w sobie fantastycznie rozwinięte.

– Ich kultura jest przebogata.

– To prawda. Ale oni nie płaczą nad swoją flagą, a będąc na emigracji nie rozrywają ran.

– Może dlatego, że mają prawdziwe powody do dumy. Nie muszą się więc zastępczo czepiać symboli.

– Ale przecież my także mamy powody do chluby.

– Dlatego powinniśmy dojść do tych wartości konkretnych, prawdziwych, wymiernych. A hołubienie samych symboli wyrasta z niewiedzy, nieuctwa, wygodnictwa, ulegania złudzeniom i iluzji… Tak naprawdę, to nie chce się nam poznawać polską historię, odkrywać kulturowe dziedzictwo.

– Jeśli chodzi o mnie, to ja chronię w sobie przynależność do Europy.

– Co pan w takim razie rozumie przez te wartości europejskie? W Polsce krzyczy się obecnie: „Idziemy do Europy!” albo: „Nie idziemy!”.

– To są zszargane hasła i bardzo mnie to mierzi. Europę każdy ma w sobie albo… jej nie ma.
Taki Tadeusz Kantor nie musiał iść do Europy. On w niej zawsze był, i był jej liderem. Do Europy chcą się teraz pchać sami nuworysze, z telefonem komórkowym wystającym z kieszeni.
Co to są te wartości europejskie w moim mniemaniu? Otóż chcę chronić w sobie pewną dyscyplinę. Bycie wśród ludzi jest pewnym obowiązkiem, a nie tylko takim – jak mówił Gombrowicz – „rozmamłanym byciem”. Sam nie znoszę rozmamłania i chcę być wewnętrznie schludny. I to jest według mnie europejskie. Chcę mieć poczucie estetyki, chcę umieć patrzeć na dzieła kultury, sztuki – rozumieć je, czuć ich potrzebę. Można tak jeszcze dalej wymieniać, gdybyśmy się chcieli zagłębić w temat. To wszystko chcę w sobie chronić, pielęgnować. Szczególnie dyscyplinę… Nie niemiecką czy pruską ale anglosaską.

– Ale przecież jesteśmy Słowianami…

– Aaaaa! Tu się zaczyna! Rozmamłanie…

– I ten stary już problem: bliżej nam do kultury bizantyjskiej (tej wschodniej), czy też śródziemnomorskiej?

– My jesteśmy zdecydowanie w lidze śródziemnomorskiej, bo w niej żyliśmy cały czas – od przyjęcia Chrztu. Więc na pewno ciążymy w tym kierunku.

– A co z Rosjanami? Bądź co bądź wywodzimy się z tego samego plemienia.

– Właśnie, tym bardziej że jesteśmy zagrożeni od tamtej strony, powinniśmy mieć na uwadze tę „europejskość”. Ze mną sprawa ma się trochę inaczej, gdyż płynie we mnie trochę krwi austriackiej. I to się gdzieś tam odzywa. Dziwne, że jak jadę przez Austrię – po niemiecku mówię haniebnie – to jednak czuję się tam bardzo dobrze i bezpiecznie. Może to jest właśnie ten zew krwi?

Jerzy Stuhr w monodramie "Kontrabasista"  (zdjęcie własne)

Jerzy Stuhr w monodramie „Kontrabasista” (zdjęcie własne)

– Kraków jest blisko Wiednia.

– Od Triestu do Krakowa znaleźć można bardzo wiele wspólnych cech – dawna monarchia habsburgska. Zauważyłem na przykład, że mieszkańcy starych miast zachowują się inaczej, niż mieszkańcy miast nowych. Długo pracowałem we Florencji i mogę stwierdzić, że tam ludzie są bardzo podobni do Krakowian, gdyż same miasta są bardzo podobne. A mieszkańcy takich miast zawsze są bardziej skłonni chronić, niż burzyć. Stąd też nasze konflikty: choćby Kraków – Warszawa – często powstają właśnie na tym styku. W Warszawie wszyscy do burzenia są pierwsi, a w Krakowie już nie za bardzo… i oni mają nam to za złe. Uważają się bowiem za rewolucjonistów, a nas – za konserwatystów. Także za ludzi nieodważnych. To jest nieporozumienie.

– Warszawę już taki los dotykał. W czasie wojny zamieniona była w ruinę, stąd ludzie maja poczucie pewnej nietrwałości rzeczy. No a wcześniej bywała zarzewiem buntów, powstań…

– To prawda – do rewolucji Warszawiacy chcą iść pierwsi, gorzej z wykończeniem. A kiedy już zrobią tę rewolucję, to wszyscy zaraz uciekają – albo są za granicą, albo w gabinetach ministerialnych… A przecież wiadomo, że dopiero po rewolucji trzeba zakasać rękawy i tyrać!

– Wydaje mi się, że w kraju pomieszały się teraz rodakom wszelkie wartości, i to na niekorzyść tej sfery duchowej. Z jednej strony Polacy zachłystują się (albo właściwie chcą się zachłysnąć) zachodnim konsumpcjonizmem; z drugiej zaś deklarują się jako społeczeństwo katolickie, (które ponoć odrzuca materializm).

– To jest nasz mankament odwieczny, historyczny… Jak przyjechała do nas Bona Sforza, to wszyscy nagle zaczęli jeść sałatę. Potem zaczęto mówić po francusku. To jest szczególna cecha Polaków, bo już Rosjanie tego mnie mają – a też Słowianie. Oni nie chcą nikogo naśladować, a my ciągle chcemy kogoś naśladować. No i dzisiaj też jest to ogromne niebezpieczeństwo – znów lecimy na lep. Dziwne jest to zapatrzenie w Amerykę. Dlaczego my się nie chcemy zapatrzeć w taką Anglię, na przykład?

– A jednak to nasze zapatrzenie w obce wzory zawsze jest powierzchowne.

– Tak, to polskie naśladownictwo, myślenie o Ameryce, jest strasznie stereotypowe. Mieszkam na wsi pod Rabką, z której połowa ludzi jest w Ameryce. Tu, w Chicago, co drugi z mojej wsi siedzi. No i oni nic nie wiedzą o Ameryce… nawet nie chcą wiedzieć. To jest dla nich tylko taka kopalnia dolarów. Byle tu szybko zarobić, wrócić z powrotem i kamienice stawiać, ale na wzór amerykański. I chodzić po Rabce w czapce z napisem UCLA, nie wiedząc nawet, co on oznacza. Chodzą i mówią: „helloł”. To jest wada i ubogość jakaś. Tak dzieje się zawsze z ludźmi, którzy stawiają przed sobą tego bożka konsumpcji. A sprawa jest taka, że on tu w Ameryce jest naturalny. Jak mój szwagier Amerykanin mówi, że on sobie kupi to, tamto; całe życie przelicza na to, co on sobie kiedyś kupi – tu dom, tu dwa auta, potem vana, dom drugi w Kalifornii – to jest to jego życie, on w tym żyje i to jest naturalne, on tego nie fałszuje. Natomiast kiedy nasi zaczynają w te wartości iść, to nie jest to już takie naturalne, bo Polska, Europa, zawsze szczyciła się nieco innymi wartościami. To mnie drażni. Ale cóż – mogę to tylko pokazywać, wykpiwać… Nic więcej nie mogę zrobić.

– Może musi wyrosnąć w Polsce nowe pokolenie, by tę mentalność zmienić?

– Ale takie, które się tym nie zachłyśnie, będzie to traktowało jako coś normalnego.

– Wróćmy jeszcze na chwilę do pańskiego pokolenia. W jednym z wywiadów wspomniał pan, że dawniej artyści w Polsce „chodzili w szatach królów, posłów, senatorów, opiniotwórczych demiurgów”. Co tu kryć – PRL podlizywał się artystom, cieszyli się oni mimo wszystko specjalnym statusem. Nie żal więc panu tamtej sielanki?

– Nie, gdyż to było przesadzone, fasadowo wyolbrzymione i ogromnie sztuczne. Wydaje mi się, że teraz to wszystko normalnieje. Teatr akurat – bo o nim mogę się wypowiadać – sprowadzony zostaje do takich wymiarów, jak na całym świecie. Co tu dużo mówić – to jest sztuka dla wybranych, dla garstki fanatyków. PRL się podlizywał, bo komuniści także mieli swoje kompleksy. Dobrze też było pod płaszczykiem sztuki mówić: „No proszę! Jaki to nasz socjalistyczny kraj jest twórczy.” A trafiało to na podatny grunt, bo Polacy są zdolni artystycznie. Jak każdy naród, gdzie wybijają się jednostki. A my jesteśmy narodem jednostek… później dopiero są „masy”.
To prawda, że mojemu pokoleniu trudno jest się teraz przystosować. Mieliśmy to „państwo opiekuńcze”, które niby wszystkimi się opiekowało. Ciężko się teraz przyzwyczaić do tego, że jednak wszystko od ciebie zależy. Też bym się skłaniał do tego, że to pokolenie, o którym mówimy, jest przegrane, ma rysy tragiczne. Ale z drugiej strony – jakby ktoś chciał obalić tę tezę – można powiedzieć: No dobrze, ale kto teraz rządzi w Polsce jak nie ludzie z tego pokolenia, począwszy od Kwaśniewskiego po lewej, na Wałęsie skończywszy. To jest właśnie moje pokolenie – i to jest paradoks tego pokolenia. Prawdą jest też to, że ono jakby zostało zrobione „w konia” przez historię.

– A może samo się zrobiło „w konia”?

– Nie umiem już na to pytanie odpowiedzieć. Do tego trzeba byłoby pewnie socjologa. Może i samo… może i ideały jeszcze jakieś miało? Mnie też nie jest przyjemnie, kiedy mi wypominają, że ja w PRL-u pobierałem nauki i że to właściwie nie powinno się liczyć, bo to się liczy dopiero od 1989 roku. Czy dlatego więc całe moje życie spisać mam na straty? Mam się nie przyznawać do tego, że byłem w tamtym systemie, że się uczyłem, że kochałem? Gdzie to miałem robić? Czy to moja wina, że się urodziłem i mieszkałem w PRL-u? To jest właśnie ten kompleks naszego pokolenia. Ale ono nie jest jeszcze takie zmarnowane. Jest dość prężne, no i jest u steru władzy.

– A co z tymi ludźmi – z ludźmi kultury, nauki, sztuki – którzy dawniej siedzieli na tych swoich małych pensyjkach, ale i potrafili się poświęcić w imię tzw. celów wyższych. Zdarzało się nawet, że nie brali pieniędzy (aby np. zamanifestować swoją nieprzynależność do systemu), robili coś z pobudek czysto artystycznych, ideowych…

– Oni są teraz upokorzeni. Dla nich świat wywrócił się do góry nogami.

– Podkreśla też pan, że pańskie pokolenie jest ostatnim pokoleniem, które nie bało się uczuć.

– Tak. Było bardziej romantyczne. My wiedzieliśmy, że sfera uczuć jest najważniejsza i że uzewnętrznianie uczuć jest czymś bardzo ważnym w kontaktach międzyludzkich. Na pewno nie jest czymś wstydliwym, ani też przejawem słabości. Młodzież teraz jest inna. Ma ten sam bagaż uczuć – bo każdy człowiek zawsze ma taki sam bagaż uczuć – tylko tak ogromnie skryty, tylko bardzo schowany – i męczy się z tym strasznie. To jest ich wielki problem. Widzę to po moich dzieciach, po studentach, których uczę… i to właśnie w takiej dziwnej szkole, gdzie uczucia jednak trzeba okazywać, bo to w tym zawodzie podstawa. Z tym mam największe trudności: żeby przekonać tych młodych ludzi aby odważyli się pokazać kawałek uczucia, otworzyć się.

– Nawiązał pan do swojej pracy pedagogicznej. W jakim charakterze czuje się pan najlepiej: jako aktor, czy też Jego Magnificencja Rektor?

– Rozdzielam te funkcje. To są dwa odrębne rozdziały mojego życia. Oczywiście to, że jestem rektorem, wpływa w jakiś sposób na moje aktorstwo. Bo to jest rzecz poważna: zajmowanie się ludźmi, pieniędzmi, administrowanie, układanie programu szkoły. W pewnym sensie bycie rektorem traktuję jako oddanie długu wdzięczności tej szkole, która mnie wyuczyła.

– Powiedział pan kiedyś, że aktorstwo panu nie wystarcza. Czym w takim razie chciałby się pan jeszcze zająć?

– Gdybym miał alternatywę, to bym pisał. Pisanie – to jest jednak ta prawdziwa arystokracja sztuki.
Dlaczego aktorstwo mi nie wystarcza? Przede wszystkim, ja jednak nie jestem typem, który się z łatwością psychicznie obnaża. Mnie to bardzo dużo kosztuje i coraz bardziej ciąży. Po drugie: męczy mnie powtarzalność.

– Dlaczego więc wybrał pan ten zawód?

– Gdyż, mimo wszystko, wydawało mi się, że będę to robił lepiej, niż wszystkie inne rzeczy w życiu.

greydot

* Wywiad opublikowany został w „Dzienniku Chicagowskim”, 28 kwietnia, 1995 r.

Inne odcinki cyklu: TUTAJ.

 

Reklamy

Komentarzy 49 to “CHCĘ SIĘ WYZWOLIĆ Z POLSKICH KOMPLEKSÓW – mówi Jerzy Stuhr”

  1. Jula :D Says:

    Stuhrów lubię; tak ojca, jak i syna. ::D
    Obydwaj wydaja mi się sympatyczni i bliżsi ludziom, w przeciwieństwie do J. Englerta. ;;D

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Stuhrowie są OK.
      A jeśli chodzi o Englerta, to za mało go znam, by go lubić, czy nie lubić.
      Ale raczej to pierwsze ;)

      • Jula :D Says:

        Ja prywatnie też ich nie znam. Oceniam ich tylko i wyłącznie przez ich Public Relations, czyli piar maja OK. :D
        Może własnie dlatego , że obydwaj Stuhrowie są kabareciarzami. ;)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Ale np. Pietrzak też jest kabareciarzem, lecz już takiego dobrego PiaRu nie ma.
          Nota bene z nim też kiedyś zrobiłem dłuższy wywiad, ale mój wydawca go nie puścił, bo miał z Pietrzakiem na pieńku (to było wtedy, kiedy Pietrzak sposobił się do wyborów na prezydenta, właściciel gazety zaś popierał innego kandydata). Jednakże był to jeden z dwóch tylko przypadków, kiedy nie puszczono mojego tekstu, chociaż często pisałem „pod włos” poglądom wydawcy, a już nigdy na zamówienie, pod jakąś tezę.

        • Jula :D Says:

          Bo Pietrzak był zbyt „polityczny”. Tamci zaś tylko obyczajowi. ;)

  2. Daga Says:

    Ciekawy wywiad i interesujące spojrzenie. Chyba łatwo by było wejść z panem Stuhrem w polemikę. Szczególnie zainteresował mnie fragment, w którym mówi, że zachowanie szwagra-Amerykanina, który wyznaje konsumpcjonizm w Ameryce jest przynajmniej czymś „naturalnym”, za to u nas coś podobnego to „wada i ubogość”. Po czym odpowiadając na kolejne pytanie wysuwa tezę, że nowe pokolenie, chcą zmienić naszą zaściankową, naśladowniczą mentalność musiałoby traktować to wszystko jako coś normalnego. Czy rzeczywiście to właśnie jest lekiem na coraz popularniejsze w Polsce zachodnie wartości? Nie sądzę. Ale to akurat tylko moje zdanie – rocznik ’93, który jakoś nie potrafi uznać niektórych zjawisk za naturalny porządek rzeczy. Mimo to – ku radości pana Stuhra – są i tacy, dla których to wszystko rzeczywiście nie jest już naśladownictwem, a nową, autentyczną, polską rzeczywistością.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Mnie również uderza teraz pewna niekonsekwencja w wypowiedzi Stuhra. Ale to pewnie dlatego, że takie dla naszego kraju nastały czasy po tzw. „transformacji”: z jednej strony bowiem ciągnęliśmy na Zachód, z drugiej zaś deklarowaliśmy przywiązanie do narodowej tradycji (ot, choćby ta słynna już „prawdziwa” polskość). I Stuhr jakby rezonuje tę ambiwalencję w swoich wypowiedziach.
      I jak słusznie zauważyłaś: z jednej strony krytykuje ową mentalność zachodniego konsumpcjonizmu (z punktu widzenia Europejczyka), a z drugiej oczekuje czasów, kiedy ona wreszcie będzie u nas „naturalna”. Otóż, jak się wydaje, jest to teraz w naszym kraju „naturalne”, ale jednak nadal istnieją konkretne przesłanki, by ów przeszczepiony z Zachodu styl życia – i podejście do tzw. „dóbr materialnych” (materializm, konsumpcjonizm) – wielu Polakom (np. Tobie) po prostu się nie podobał. I tym gorzej, jeśli jest już to obecnie „naturalne”.

      Jeszcze w jednej sprawie jest Stuhr niekonsekwentny. Jak sam twierdzi bardziej czuje się Europejczykiem, niż Polakiem (mówi, że na widok polskiej flagi nie płacze, orzeł biały nie rzuca go na kolana – co jest chyba takim nieco zakamuflowanym sposobem na to, by nie zdradzić się ze swoim dystansem do tzw. „polskości”). Ale już swoim studentom zaleca to, by byli z tej swojej „polskości” (kraju, tradycji, kultury, języka…) dumni.
      To też jest pewna ambiwalencja, charakterystyczna dla wielu naszych rodaków.

      Rocznik ’93! To takie roczniki jeszcze czytają mojego bloga!? ;)
      Miło gościć tak miłą i młodą osobę – zwłaszcza, że (sadząc po Twoim blogu, który z uwagą przejrzałem, a nawet przeczytałem kilka zamieszczonych tam tekstów) Twoje zainteresowania i poruszana przez Ciebie tematyka przykuły moją uwagę, bo w dużej części pokrywają się z moimi.

      Pozdrawiam

      • Daga Says:

        Czytają, czytają. Aczkolwiek zanim PRZEczytają upłynie jeszcze trochę czasu, bo to jednak imponujący zbiór !
        Muszę jeszcze dodać, że niezwykle cieszę, że takie osoby jak Pan zwróciły uwagę na moje teksty. Tym bardziej, że przełamanie się i publikacja czegokolwiek sporo mnie kosztowała, bo mam świadomość tego jak bardzo to wszystko jeszcze mierne – przez niedostatek doświadczenia i wiedzy, a i język.
        Kiedy powoli, sukcesywnie przekopuję tego bloga i czasem znajduję Pańskie osobiste (albo cytowane) odpowiedzi na pytania, które samą mnie prześladują, to tak sobie myślę, że nawet internet, (w który długo nie wierzyłam) potrafi być jak dobra książka :)

        Serdeczności

        „Przekopywanie” bloga trwa, ale toż to imponujący zbiór ! :)

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Truizmem jest stwierdzenie, że internet ma zarówno dobre, jak i złe strony. Niewątpliwie w jego przepastnych czeluściach znaleźć można wartościowe, a nawet fascynujące rzeczy. W szukaniu tym należy jednak zastosować jakiś klucz – a przede wszystkim być wybiórczym (w pewnym sensie wybrednym), umieć oddzielić ziarno od plew. Bo szkoda naszego czasu (a tym samym i życia) na byle co i plewy.

          Oczywiście cieszy mnie to, że uznałaś moje teksty za „ziarno”, czyli za warte uwagi – i że mogą Ci się one w jakiś sposób przydać – np. do tego, by roztrząsnąć – i wyrobić sobie własne zdanie o sprawach, które zaprzątają także i Twoją głowę (a nawet… „prześladują”, jak sama piszesz ;) ).

          PS. Nie wydaje mi się, aby Twoje teksty były „mierne”. Z zainteresowaniem przeczytałem np. Twoje wpisy o eugenice – bo to temat, który mnie kiedyś interesował. Temat wg mnie ważny, choć tak rzadko poruszany. A przecież, jak myślę, problem eugeniki kiedyś wróci (o ile już nie wrócił), np. w związku z rozwojem inżynierii genetycznej, która coraz bardziej będzie skłaniać się ku temu, by „poprawić” człowieka.

  3. Marcus Says:

    Bardzo ciekawie mówi Stuhr o swoich ulubionych filmach:

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Znakomite! Naprawdę warto posłuchać (i obejrzeć ;) )
      Stuhr gra, a zarazem jest sobą – trudno się od tego oderwać.
      Wielka szkoda, że trwa to tylko 12 minut.

      • sarna Says:

        Rzeczywiście, świetnie się tego słucha i ogląda. Coś mi nie dawało spokoju, aż olśnienie i dotarło do mnie, że to ta maniera mówienia, stylizowana na moim ulubieńcu prof. Wiktorze Zinie – gawęda zabarwiona nutą nostalgii, takim zaśpiewem-zamyśleniem zapraszającym w ciekawą podróż.

        dobrego dnia Staszku

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Tak, maniera mówienia w tym monologu uderza. Dlatego napisałem, że Stuhr gra (i to jest bardzo ciekawe, przykuwające uwagę). Ale jego fascynacje filmami, o których wspomina, wydają się szczere, choć zawężenie liczby filmów, które zafascynowały nas w życiu (a tym samym stały się dla nas czymś ważnym), wydaje mi się dość sztucznym zabiegiem (ja takich filmów mógłbym wymienić co najmniej kilkadziesiąt).

        • sarna Says:

          Lada dzień będę Go podziwiać przez kilka wieczorów na deskach, wiem że nie zawiedzie.
          Wiem z resztą coś więcej, i zastanawiam się dlaczego jeszcze to, tu wpisuję

  4. Jula :D Says:

    Hmm, w tych swoich wywiadach z naszymi luminarzami kultury z pierwszych stron gazet, pokazujesz jak oni próbują się odnaleźć w nowej sytuacji już na początku tej transformacji ustrojowej.
    A tu link do bardzo dobrego moim zdaniem artykułu, jak ta sytuacja, zarówno ekonomiczna, jak i kulturalna, wygląda w obecnej Polsce.

    Tu — > http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/bronislaw-lagowski-polska-misja-na-wschodzie

    No cóż, okazuje się, że mieszkając teraz w Polsce, tak to właśnie odczuwamy – i tak niestety jest :(

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Ciekawy artykuł. Bronisław Łagowski stawia diagnozę Polsce współczesnej, z którą w dużej mierze się zgadzam. Wskazuje ona na to, że nasza integracja z Europą jest, oględnie mówiąc, problematyczna i nie wszystko poszło w dobrym kierunku (jak to chcą nam wmówić niektórzy – jak np. w ostatnim wydaniu „Polityki” – stosując swego rodzaju propagandę sukcesu, podlizując się obecnemu rządowi).
      Łagowski pisze też o sprawach ekonomicznych, ale ja chciałbym przedstawić tutaj fragment jego artykułu, który nawiązuje do kultury i „kulturowego” stanu polskiego społeczeństwa:

      „Prof. Karpiński pisze swoim rzeczowym, beznamiętnym tonem: Z tym wiąże się jeszcze jedno zagrożenie, które może się wydawać dość odległe od wymienionych zagrożeń ekonomicznych. Jest nim postępująca destrukcja języka polskiego. (…) ‚Język jest podstawowym elementem tożsamości narodowej. Zachodzą w tej dziedzinie niepokojące procesy.’ Cytuje prof. Leszka Kuźnickiego, wieloletniego prezesa Polskiej Akademii Nauk: ‚Ani zaborcy, ani okupanci nie zniszczyli tak polszczyzny, jak zrobili to w wolnym kraju sami Polacy’. Trzeba do tego dodać postępującą deformalizację obyczaju, kultury pojmowanej zarówno jako artystyczna ekspresja, jak forma współżycia. Zacierają się granice tego, co w życiu dozwolone, co pożądane, a co zakazane. Częstotliwość samobójstw wskazuje na daleko posuniętą anomię. Z lubością opisywane przez socjologów zjawisko prawie powszechnego braku wzajemnego zaufania wskazuje, że Polacy, statystycznie biorąc, nie są prawdomówni, przeciwnie, są kłamliwi, cechuje ich skłonność do oszustwa, polskie złodziejstwo zadziwia cudzoziemców z Zachodu. Obyczaj i wysłowienie stają się coraz bardziej obsceniczne, takie stały się już film i teatr. Ma się wrażenie, że Polska jest krajem kulturowego brudu. W życiu publicznym nikt nie oczekuje postępowania według fair play, wielkoduszność stała się pojęciem książkowym. To zapóźnienie w stosunku do Europy Zachodniej, które ekonomiści potrafią opisać w języku statystyki, istnieje także w kulturze życia. Wolałbym pominąć to, co się stało w dziedzinie szkolnictwa średniego i wyższego. Skutki pojawią się z opóźnieniem i będą opłakane. Jednym słowem – nie zanosi się na to, aby Polska dorównała swoim zachodnim i północnym sąsiadom pod względem cywilizacyjnym.”

      Dzięki za podesłanie linku.

  5. Marcus Says:

    No to może jeszcze jeden wywiad, też zrobiony w Stanach, ale blisko 20 lat później:

    Stuhr mówi o filmie Morettiego „Habemus Papam”, Janie Pawle II, swoich filmach w Ameryce, o chorobie i napisanej przez siebie książce, a nawet… o swojej wnuczce ;)

  6. argon Says:

    Jakie ma być polskie społeczeństwo, skoro taki jest stan polskiej edukacji?:

    http://vod.pl/matura-to-bzdura-hity-cz-3,148929,w.html

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Toż to raczej kabaret.
      I nie do końca jestem pewien, czy jest to bardziej śmieszne czy smutne.

    • sarna Says:

      Zakładając, że każdy z nich znał poprawne odpowiedzi na pytania, a pomylił się przy jednej (tak jak ja), ale miał pecha i wyciągnął do odpowiedzi właśnie tę jedną, to nie jest jeszcze tak tragicznie. Poza tym nie mamy, no bo skąd? pewności że ci ludzie mają maturę, albo nie są emigrantami ;) na wakacjach w kraju rodziców. W przeciwnym przypadku to faktycznie katastrofa i wstyd.

  7. Simply Says:

    Rzeżnia. Broń biała – amfetamina rządzi :D

    Miałem takich dwóch kumpli przed laty, którzy tez cisnęli podobnymi fajerwerkami. Jeden był faktycznie z tych bardziej tępych:

    – samolot w powietrzu skręca kołami
    – Niemiec strzelał z pancerwała
    – mamuty na ,,Walce o Ogień” to ,,słonie w kocach”

    – Dialog z nim :
    – Co tam u ciebie ?
    – Aaa, dachy robię.
    – Znaczy, dekarzem jesteś?
    – Nie, dachy robię.

    – Po wprowadzeniu stanu wojennego napisał na murze sprayem: Pawiak Pomścimy
    – A kiedy zaciął się zamek do klasy i nauczyciel mozolił się z kluczem, to zaproponował: ,,najlepiej wezwac Piłata, to przepiłuje”.

    A ten drugi, to był bardzo inteligentny, oczytany i w ogóle ciekawy koleżka, tyle ze mu się strasznie wszystko ze wszystkim myliło:

    – najsłynniejsza powieść Hemingwaya – ,,Dzwony Rurowe”
    – ludzie dzielą się na analityków i sublimatyków
    – międzynarodowy język Ekspandoro
    – Bolero Ravela to dla niego była Pawana ,,Morągo”
    – największy pies świata – lew chiński

  8. Stanisław Błaszczyna Says:

    To w takim razie przypomnę coś, co za moich czasów nazywało się „humorem z zeszytów szkolnych”, a pewnie i nadal tak się nazywa:

    JĘZYK POLSKI

    Wieś była samowystarczalna: kobiety dostarczały mleka, mięsa i skór.

    Judym spuścił manto Dyziowi w karecie, bo mu się spocił.

    Alkoholików dzielimy na pijących i niepijących.

    U Żeromskiego ludzie dzielili zapałkę na czworo i tez im się zapalała.

    Zenon kochał Elżbietę mimo, że był w ciąży z Justyną.

    Justyna jest mądrzejsza od Marty – nie gardzi chłopem.

    Wokulski zakupił klacz od Krzeszowskiego, aby później prosić o jej rękę.

    Zygier miał ospowata sylwetkę kulturysty a jego wyłupiaste oczy ładnie przylegały do twarzy.

    Zachowanie dzieci dalece odbiega od rzeczywistości.

    Lato spędzę w górach u kuzynek, z których zejdę dopiero po wakacjach.

    Gdy wiosną umarła babcia, automatycznie powiększył się metraż w mieszkaniu.

    W książce Ten Obcy najbardziej podobał mi się Zenek, bo był głównym bohaterem i bez niego nie byłoby książki

    Pięta Achillesa to miejsce, które jest wrażliwe na śmierć.

    Dedal potrafił rożne rzeczy, więc żona Minosa urodziła dziecko.

    Dawniej wszystkie prace na roli wykonywano ręcznie za pomocą wołów.

    Koń trojański to była zdradziecka sztuka.

    HISTORIA

    Cesarz Klaudiusz był nieśmiały, więc nie odważył się zabić swojej żony.

    Barbarzyńcy byli bardzo miłymi i uprzejmymi ludźmi

    Powstanie Listopadowe było w listopadzie, a Rewolucja Październikowa też.

    Koalicja w sejmie polega na bliższych stosunkach w ławie.

    Kościuszko wyciągnął i powiedział że nie schowa.

    W roku 1863 w Ameryce wybuchła wojna sensacyjna.

    Komisja Edukacji Narodowej obejmowała wszystkie dziewczęta.

    W XVI wieku Polacy mieli wojsko ciężarne.

    Hitler był najgroźniejszym z hitlerowców.

    Anders był umundurowany aż po pas.

    Kara śmierci ma charakter nieodwracalny.

    Żeby Kolumb mógł odkryć Amerykę to najpierw musiała być zakryta.

    Całemu oddziałowi wojska złożono najserdeczniejsze życzenia ekshumacji.

    Duży wpływ na rozwój kultury miał Cyryl i jego metody.

    W dawnych czasach chłopi żyli dłużej, bo orali sami a nie traktory.

    Drzymała woził się wozem naokoło a Niemcy mogli mu naskoczyć.

    Żołnierze noszą zielone mundury żeby udawać trawę.

    Król nosi na głowie czapkę, zwaną przez niektórych koroną.

    Pod broń powołano całą młodzież od 16 do 60 lat.

    Skrzydła husarskie ważyły pół metra.

    Niewolnicy rzymscy byli używani do najcięższych prac, niektórzy jako nauczyciele.

    Na mordy carów państwa Europy patrzyły złym okiem.
    (ONE OF THE BEST;))

    Dokument składał się z trzech części: pierwszej, drugiej i trzeciej.

    Mumie służyły jako wkłady do grobów i były robione przez Egipcjan.

    W XVI wieku uprawiano wiele roślin, których jeszcze nie znano.

    Ludzie pierwotni gdy chcieli rozpalić ogień musieli pocierać krzemieniem o krzemień a pod spód podkładali stare gazety.

    Dzięki seppuku Japończycy mogli pokazać swoje prawdziwe wnętrze.

    Tylko przez kobiety są wojny, bo to one przeważnie rodzą żołnierzy.

    Królowa Bona sprowadziła do Polski seler, kalafiory i makaroniarzy.

    Emilia Plater była pułkownikiem o kobiecych piersiach widocznych spod munduru.

    Franciszek Józef oprócz kobiet klepał również konie, podczas gdy inni klepali biedę.

    Rycerz średniowieczny składał się z głowy, zbroi i konia, który stawał na każde zawołanie.

    Słowianie mieszkali w domach z drewna, z których dym wychodził mniejszymi otworami a Słowianie większymi.

    GEOGRAFIA

    Kolumb myślał ze odkrył Indie, a to były Stany Zjednoczone.

    Kopernik ruszył Ziemię i dlatego zobaczył, że jest okrągła.

    Azja jest największym kontynentem na Ziemi, a nawet na świecie.

    Ze Śląska kilofem wydobywa się węgiel kamienny i brunatny górnik.

    Klimat to coś stałego, co nie wiadomo kiedy się zmienia.

    W Australii człowiek współżyje z Aborygenami.

    MUZYKA

    „Marsz Turecki” Mozarta wcale nie był marszem tureckim, on się tylko tak nazywał.

    W czasie wakacji widziałem operę, ale tylko z wierzchu.

    W karczmie muzykant rznął skrzypce od ucha do ucha.

    Chopin znał się na muzyce, a szczególnie na fortepianie.

    Beethoven był głuchy, ale przynajmniej widział co komponował.

    Bach w swoim życiu wyszedł za mąż i dorobił się trochę dzieci

    Chopin umarł na zapalenie skrzeli.

    „Bogurodzica” śpiewana była często na rozpoczęcie bitwy pod Grunwaldem.

    W wierszu „Pieśń o bębnie” bęben gra pierwsze skrzypce.

    Organy zbudowane są z dużych i małych piszczeli.

    PLASTYKA

    Barak, burak, czy jak mu tam, to kierunek w sztuce.

    Picasso swe trójkątno – okrągłe, za przeproszeniem obrazy, malował kwadratowym pędzlem, dlatego nie zawsze mu wychodziły.

    Przy rekonstrukcji konserwatorzy usuwali to, co przyniosły wieki, bo piękno zawsze jest pod sukienką.

    Pegazowi zaniknęły skrzydła w drodze ewolucji i stąd mamy konie.

    Michał Anioł malował sobie po ścianach kaplicy Sykstyńskiej.

    Malarze odrodzenia na swych obrazach czcili piękno ludzi i kobiet.

    Reprodukcje obrazu namalował Gierymski.

    Rubens malował bez ubrania.

    Przez uderzenia pędzlem malarz uzyskuje smutek na twarzy modelki.

    UWAGI Z DZIENNICZKÓW SZKOLNYCH

    Syn na lekcji przeżuwa pokarm.

    Leszek biega w czasie przerwy.

    Janek wisi za oknem po dzwonku.

    Kowalski w trakcie lekcji uprawiał ziemię cyrklem w doniczce.

    Schowany za podręcznikiem fizyki wydaje odgłosy przyprawiające mnie o mdłości.

    Podpalił koledze teczkę na lekcji i zapytał, czy może wyjść po gaśnicę.

    Zamknął nauczyciela na klucz i odmówił zeznań.

    Podał nie swoje imię, motywując, Że chciałby się tak nazywać.

    Wysłany w celu namoczenia gąbki, wrócił z mokrą głową i suchą gąbką.

    Stale obraża się na nauczycieli.

    Wyrwany do odpowiedzi mówi, że nie będzie zeznawał bez adwokata.

    Zjada ściągi po klasówce.

    Naraża kolegów na śmierć, rzucając kredką po klasie.

    Zabrał z ubikacji przetykacz do w.c. i robił stemple na ścianie.

    Przemek bawi się na lekcji wszystkim, nawet chorym palcem.

    Uczeń przeszkadzał pani w lekcji, m.in. leżał na podłodze, robił zamieszanie.

    Rzuca w koleżanki spreparowaną żabą.

    Kowalska i Jóźwiak nie chcą podać swego nazwiska.

    Rzucił w nauczyciela doniczką i krzyknął: „Trafiłem!”.

    Zwalnia się z lekcji. mówi, że boli ją głowa, a potem widzę ją z przystojnym brodaczem.

    Demonstrując działanie gejzeru, opryskał pomidorem całą klasę.

    Pije wodę z kranu, mówiąc: „Kaca mam”.

    Z radości, że nie ma nauczyciela, zwalił tablicę. Śmieje się parszywie.

    Na lekcji dłubie w nosie i mówi, że to jak narkotyk.

    Nie wiesza się w szatni.

    Ukradł dziennik lekcyjny, nie chce oddać i żąda okupu.

    Ukradł sedes z ubikacji szkolnej. (Ciekawe tylko po co? ;)

    Przeklinał podczas modlitwy.

    Śpiewa na lekcji muzyki.

    Na wycieczce szkolnej zerkał nieznacznie ku sklepowi z napojami alkoholowymi, gdzie potem dokonał zakupu pamiątek.

    Pociął koledze sweter, chcąc sprawdzić jakość wyrobu.

    Uczeń chodzi po ścianie.

    Na wf-ie nosi za małe spodenki. Zapytana dlaczego, twierdzi, że takie są bardziej sexy.

    Wysłany po kredę, przyniósł ślimaka.

    Uczeń siedzi w ławce i zachowuje się podejrzanie.

    Przyszedł w butach do szkoły.

    Namalował na ławce gołą babę goniacą knura.

    Molestuje kolegę długopisem.

    Udaje, że słucha nauczyciela.

    Zenek oświadcza mi się.

    Córka eksponuje swoje ciało na lekcji religii.

    Przyszła do szkoły w samym swetrze.

    Rzuca ślimakami po klasie.

    Po napisaniu kartkówki nie oddał jej, twierdząc, że zostawił ją w domu.

    Mimo złamanej ręki nadal żuje gumę na lekcji.

    Kradną ze szkolnej kuchni ziemniaki i robią z woźną frytki.

    Rozmawiałam z nią i nie dała mi dojść do słowa.

    W czasie wyścigu międzyszkolnego umyślnie biegł wolno, by, jak twierdzi, zyskać na czasie.

    (Wklejone STĄD)

  9. Simply Says:

    Te uwagi z dzienniczków biją teksty uczniów na łeb, na szyję. Co jedna, to psychokiller, dawno takiej beki nie miałem, ci nauczyciele to powinni się zgłosić na casting na nowego Chapmana do Pythonów. Na bank by paru przyjęto :D

  10. Simply Says:

    A tak, kiedyś rzuciłem okiem. Ale to i tak się nie umywa do powyższych tekstów nauczycieli. Poważnie, miałem głupawkę, jak po dobrym splifie. Będę do tego wracał, jak do ,,Wilka Stepowego” za młodu.

  11. Simply Says:

    … i angielskie ,,kino gniewnych” ( ostatnia pozycja )
    Mój faworyt to ten, co ,,podpalił teczkę koledze i zapytał, czy może iść po gaśnicę”. Podejrzewam, że to ten sam, co ,,po napisaniu kartkówki nie oddał jej twierdząc, że zostawił ją w domu” i ,,przeklinał podczas modlitwy”, a ,,wysłany po kredę, przyniósł ślimaka”. I jeszcze ,,śpiewał na lekcji muzyki”.
    Boris Vian i sytuacjoniści nie mogą już spać spokojnie.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Nie tylko przyniósł ślimaka, ale i rzucał nim po ścianie.
      A gdy siedział w ławce (w butach, bo przyszedł w nich – nie wiadomo dlaczego – do szkoły), zachowywał się podejrzanie, udając, że słucha nauczyciela, podczas gdy, tak naprawdę, molestował kolegę długopisem, chowając się przy tym za podręcznik do fizyki i wydając okrzyki przyprawiające nauczyciela o mdłości.
      No i na koniec zeżarł frytki, które zrobił (razem z woźną) z ukradzionych ze szkolnej kuchni ziemniaków.

  12. Simply Says:

    Taa, frytki z woźną są git. No i jeszcze podał nie swoje imię motywując, że chciałby się tak nazywać :D :D

  13. ulotna_wiecznosc Says:

    :-)
    Bardzo lubiłam film z wielbłądem.

  14. sarna Says:

    Wygląda na to, że na Wielkim Zwierzu, Ktoś wyruszył kiedyś w podróż, dzięki której stał się nam znany – wielka postać pod wieloma względami – poznajesz?
    http://metromsn.gazeta.pl/Gwiazdy/1,135230,8938279,Kto_to_jest_.html

  15. Simply Says:

    Gombrowicz i Lem się specjalnie nie zmienili. Loviego nie wkleiłeś, jak go zobaczyłem, byłem w szoku :D

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      A, rzeczywiście – z Lovecrafta zrobili cudeńko! Pewnie dlatego zwróciłeś na niego uwagę, bo to poniekąd Twoja działka:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/05/hp-lovecraft-dziecko.jpg?w=780

      Ale Faulkner też wygląda niezgorzej:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/05/william-faulkner-dziecko.jpg?w=780

      Bo Wilde jest już sobą ;)

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/05/oscar-wilde-dziecko1.jpg?w=780

      *
      *
      *

      Zresztą, co tu kryć – ja też się chyba bardzo nie zmieniłem ;):

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2014/05/ja1.jpg?w=780

  16. „SPIS CUDZOŁOŻNIC”, czyli z Jerzym Stuhrem rozmowa o męskiej menopauzie | WIZJA LOKALNA Says:

    […] opublikował obszerną rozmowę, której za tytuł posłużyły słowa Jerzego Stuhra: „CHCĘ SIĘ WYZWOLIĆ Z POLSKICH KOMPLEKSÓW”**. A jednak był to tylko jej fragment. Druga część była bardziej pikantna, mniej […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s