VIRTUTI MILITARI I MINISTER OBRONY Z WNUCZKĄ PIŁSUDSKIEGO

(ze wspomnień wywiadowcy)

Kolejna część cyklu ukazującego się na łamach “Dziennika Chicagowskiego” w latach 1995-96 i odnoszącego się do wywiadów ze znanymi postaciami polskiej kultury i polityki, przeprowadzonych w latach 1990-94 w Stanach Zjednoczonych, jak również do amerykańskich i polonijnych wydarzeń kulturalnych oraz politycznych tamtego okresu.

.

A teraz przystępuję do ujawnienia treści i przebiegu spotkań szczególnie znaczących dla każdego wywiadowcy. Chodzi o inwigilację środowiska wojskowego. Przedstawię dwa przypadki: kontakt z oficerem lotnictwa amerykańskiego oraz z samym ministrem obrony narodowej Rzeczypospolitej Polskiej.
Państwo wybaczą ten żart. Moja znajomość z profesorem dr. Zdzisławem Wesołowskim, człowiekiem niezmiernie interesującym, oraz zetknięcie się z Januszem Onyszkiewiczem, z którym udało mi się przeprowadzić parogodzinną rozmowę w Miami, to jedne z moich cenniejszych dotychczasowych doświadczeń amerykańskich.

Prof. dr Zdzisław Wesołowski w miłym towarzystwie (Barbary Cooper)

Prof. dr Zdzisław Wesołowski w miłym towarzystwie (Barbary Cooper)

Zdzisław Wesołowski dał się niedawno poznać szerszym kręgom Polonii, będąc jednym z trzech kandydatów w ostatnich wyborach na prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej. Niezwykle barwna postać, życiorys nad wyraz ciekawy. Przybył tutaj z Polski z rodziną, jako 11-letni chłopiec, wkrótce po zakończeniu II wojny światowej. W Nowym Jorku ukończył szkołę średnią, później pływał na statkach handlowych, dostał się do wojska, służył w wojnie koreańskiej, latając na samolotach, po czym rozpoczął studia, zaliczając ostatecznie kilka fakultetów: ekonomię, kierownictwo i zarządzanie, biznes i handel, otrzymując w końcu doktorat z ekonomii. Obecnie jest wiceprezydentem Amerykańskiego Instytutu Kultury Polskiej, wykładowcą  ekonomii i zarządzania oraz… aeronautyki na Florida Memorial College w Miami. Posiada stopień kapitana rezerwy lotnictwa Stanów Zjednoczonych, ostatnio mianowany na pułkownika gwardii stanowej. Kiedy go poznałem, kończył „Złotą Księgę Kawalerów Polskiego Orderu Virtuti Militari”. Wcześnie wydał już kilka innych pozycji z dziedziny falerystyki. Byłem ciekaw, zważywszy na tak szerokie pole działalności profesora, skąd się wzięła ta fascynacja odznaczeniami i orderami, a szczególnie Virtuti Militari, każąca mu poświęcić kilkanaście lat na badanie historii odznaczeń, a w przypadku ostatniej książki – na kompletowanie liczącej ponad 26 tys. nazwisk listy kawalerów Orderu.

Okazało się – jak to często bywa – że przyczyny leżą w biografii rodzinnej bohatera. Wszystko to dzięki jego ojcu, którego życiorys jest naprawdę gotowym scenariuszem na film sensacyjny. (Miałem okazję przeczytać jego, wydaną w Polsce, biografię.)
„Kiedy ojciec przywiózł nas do Ameryki – wspominał Zdzisław Wesołowski – widziałem go często w mundurze, a na jego piersi całe mnóstwo odznaczeń. Nie za bardzo nawet chciał mi objaśniać, opowiadać za co je otrzymał. W ogóle nie opowiadał mi zbyt wiele o swoim życiu. Dopiero kiedy byłem już dorosły, od jego kolegów dowiadywałem się jakim wspaniałym był człowiekiem, jakich czynów dokonał, stając się polskim i amerykańskim bohaterem.”
A zatem kim był Stefan Wesołowski, ojciec Zdzisława? Wystarczy wspomnieć, że trudne dzieciństwo, pełne głodu i poniewierki, które przypadło na okres I wojny światowej, zmusiło 9-latka do wstąpienia w szeregi Wojska Polskiego. Parę lat później, za zasługi w obronie Lwowa i udział w Powstaniu Śląskim, zostaje odznaczony Krzyżem Walecznych i właśnie Orderem Virtuti Militari (jako 13-letnii chłopiec!) Bez wątpienia stał się przez to najmłodszym kawalerem tych odznaczeń, jak i najmłodszym kapralem Wojska Polskiego – bo taki stopień mu wówczas nadano. Później wiążą się jego losy z morzem. Pływa pod różnymi banderami, po wszystkich wodach świata. Walcząc na morzu, podczas II wojny światowej, był dekorowany różnymi odznaczeniami przez 7 państw. Nie mając nawet amerykańskiego obywatelstwa, został w czasie wojny dowódcą jednostki floty Stanów Zjednoczonych.
Nic więc dziwnego, że życiorys ojca stał się dla Zdzisława busolą i drogowskazem, determinując jego karierę i fascynacje. 200-lecie ustanowienia Orderu Virtuti Militari było więc doskonałą okazją do wydania „Złotej Księgi”. Jednak w roku obchodów, sfinalizowanie projektu spaliło na panewce, nota bene z najbardziej powszechnej i prozaicznej przyczyny: braku funduszy. „Prosiłem kilka osób o pomoc w sfinansowaniu tego wydania – skarżył się Wesołowski – otrzymałem nawet kilka obietnic, ale w końcu okazało się, że ci „wszyscy święci” mi odmówili. Np. pani Basia Johnson napisała mi w liście, że owszem, podziwia moją pracę itd…. ale niestety, nie ma pieniędzy. I to twierdzi kobieta, której majątek ocenia się na 550 mln. dolarów!” Autor poskarżył mi się również, że wsparcia odmówiłam mu także Blanka Rosenstiel i że ledwie zdołał ją przekonać, by swój bal „Polonaise” poświęciła obchodom 200-lecia i Kawalerom Orderu, a nie – jak zamierzała – Kolumbowi i Indianom (ostatecznie tematyka ta dominowała w roku następnym). A jednak wszystko skończyło się pomyślnie i obecnie „Złota Księga” – w całej swej krasie i historycznej doniosłości – jest do nabycia u autora.

greydot

Tak więc, dzięki inicjatywie prof. Wesołowskiego i akceptacji prezeski Amerykańskiego Instytutu Kultury Polskiej w Miami, jeden z balów „Polonaise” miał para-militarny charakter. Poświęcony 200-leciu ustanowienia Orderu Virtuti Militari, zgromadził kawalerów tego odznaczenia, jak również kilku wysokich rangą (dwóch generałów) oficerów armii amerykańskiej. Z Polski zaś przybył Janusz Onyszkiewicz, pełniący jeszcze wówczas funkcję ministra obrony narodowej. Jak pamiętamy, w latach 80-tych był on jednym z czołowych działaczy „Solidarności”, rzecznikiem prasowym tej organizacji i doradcą Lecha Wałęsy. W 1990 r. został mianowany pierwszym w Układzie Warszawskim cywilnym wiceministrem obrony narodowej. Te fakty mogły zapowiadać interesującą rozmowę, tym bardziej, że w Polsce zmienił się w tamtym czasie rząd (kierownictwo przejęła ekipa Jana Olszewskiego, którą nazwano wówczas „gabinetem pod choinkę”). Wydawało mi się, że jako osoba siedząca w samym centrum kotła politycznego w kraju, Onyszkiewicz będzie człowiekiem kompetentnym w objaśnieniu pewnych aspektów ówczesnych rozgrywek partyjnych i gospodarczych. Nie rozumiem doprawdy późniejszych pretensji niektórych zagorzałych przeciwników Unii Demokratycznej, że w ogóle ośmieliłem zbliżyć się do Onyszkiewicza. Ależ panowie! Co ma piernik do wiatraka a wół do karety?! Czy wywiady musimy przeprowadzać tylko z tymi, których politycznie kochamy? Oczywiście, że UD się później kompromitowała i osłabła wydatnie, a już zupełnie rozmyła się i pogubiła w mariażach Unii Wolności, schodząc na dalszy plan polskiej szopki politycznej. Wówczas, w Miami, od Onyszkiewicza można się było dowiedzieć paru interesujących rzeczy. Np. tego, że „polskie życie polityczne jest dojrzałe” (słowa samego ministra, które nawiasem mówiąc posłużyły za tytuł wywiadu opublikowanego później w chicagowskiej „Gazecie Polskiej”). Czyż nie jest to interesujące stwierdzenie?

Janusz Onyszkiewicz z żona Joanną, wnuczką Józefa Piłsudskiego

Janusz Onyszkiewicz z żoną Joanną, wnuczką Józefa Piłsudskiego

Nie chciałbym tu jednak ironizować, tym bardziej że odpowiedzi mojego rozmówcy były rzeczowe i można je było rozważyć w kategoriach akceptacji lub negacji. Rezultatem długiej rozmowy były dwa obszerne wywiady: jeden na temat ogólnej sytuacji w Polsce, drugi na temat wojska. To co się stało kilka miesięcy później (upadek rządu Olszewskiego i awantura z teczkami Macierewicza) było jednak antycypowane w naszej rozmowie. Onyszkiewicz np. wyraźnie odciął się od idei dekomunizacji mówiąc: „Dla wielu ugrupowań politycznych dekomunizacja ma być kolejnym hasłem mającym, po pierwsze – wytłumaczyć dlaczego do tej pory z tego kryzysu nie udało się wyjść; po drugie – dać ludziom igrzyska, skoro nie można dać im chleba. To bardzo niebezpieczna droga.”
Na moje pytanie, co sądzi o tych opiniach, które mówią, że mimo ogólnych (wówczas) prawicowych deklaracji, Polska skazana jest – z wielu względów – na lewicowy program ekonomiczny, minister odpowiedział: „Jesteśmy niewątpliwie skazani – i mówię to bez żadnego żalu – na program o zabarwieniu socjaldemokratycznym  w tym sensie, że musi on zabezpieczać pokój społeczny, a więc taki, który w okresie szalonych zmian i napięć, da ludziom pewne poczucie bezpieczeństwa (…). Sytuacja jest naprawdę trudna i wyjścia z ogólnej polityki gospodarczej, zwanej planem Balcerowicza – odejścia od głównych jego założeń – nie ma.”
To co się działo w następnych latach – sami byliśmy tego świadkami – potwierdziło jedynie obawy, które mogły się w nas zrodzić, gdy analizowaliśmy wypowiedzi Onyszkiewicza.

Naturalnie, rozmowa zeszła także na tematy wojska. Przyznam, że najbardziej zależało mi na uzyskaniu odpowiedzi na następujące pytanie: Co można sądzić pod względem etycznym i moralnym o instytucji, która jeszcze parę lat temu była miejscem najbardziej zaciętej i intensywnej indoktrynacji komunistycznej, a teraz – praktycznie perzy braku realnych zmian i przy tej samej kadrze – chce uchodzić za opokę chrześcijaństwa? (M.in. poświęcano wówczas – z helikoptera! – poligony wojskowe. Mimo tego, wielu nadal uważało wojsko za zakamuflowaną ostoję mentalności komunistycznej, w dalszym ciągu dowodzoną przez „czerwonych generałów”.)
Odpowiedź Onyszkiewicza nie mogła być inna: Wojsko nie ma ambicji uchodzenia za religijną opokę. To prawda, że została kadra, która prawie w całości należała do partii („No są byli towarzysze!”) Jednak okazało się to bardzo naskórkowe. Te posądzanie o komunistyczne przeżytki traktowane są niezwykle instrumentalnie… etc.

Nie sposób wspomnieć tu o wszystkich wątkach rozmowy z szeregowcem, który na stanowisku ministerialnym zawiadować miał generałami. Z okazji tego spotkania miałem także przyjemność poznać małżonkę Janusza Onyszkiewicza, Joannę – nota bene wnuczkę Marszałka Piłsudskiego – kobietę niezwykłej urody, wykształconą w Anglii (architektura), o doskonale sympatycznej powierzchowności.
Nazajutrz dowiedziałem się o chorobie ministra. Otóż okazało się, że przed przybyciem do Miami, bawił on na tygodniowych wakacjach na Jamajce, gdzie wskutek kąpieli w Oceanie nabawił się zapalenia ucha środkowego. Tuż przed wejściem do samolotu stracił równowagę i musiano go przewieźć do szpitala, gdzie zajęli się nim lekarze z US Air Firce Hospital w Homestead (wówczas jeszcze baza istniała, zanim nie rozebrał jej Clinton i jego administracja).
Po powrocie do kraju Onyszkiewicz przestał być ministrem. Może i dobre to było dla niego rozwiązanie, jako że za trzy miesiące wybuchła w Polsce pamiętna afera z agentami i ich teczkami, która zmiotła gabinet Olszewskiego i obnażyła słabość polskiej prawicy. Nastąpiły dalsze zawirowania i Janusz Onyszkiewicz znów trafił do MON, ale tylko na chwilę*, bo oto ponownie nastały ministerialne rządy admirała Kołodziejczyka, byłego wasala Red Army i informatora KGB. Później, jak pamiętamy, zaczęło się nasze pukanie do NATO, a na wojskowej górze znów wydarzyło się parę ciekawych hecy… Jegomoście zajęci byli polityczno-personalnymi rozgrywkami, podczas gdy broń rdzewiała coraz bardziej. I znów pewnie będą na Zachodzie żartować, że armie polską jest w stanie pobić w miarę sprawna drużyna skautów.

c.d.n.
greydot

(Artykuł ukazał się na łamach “Dziennika Chicagowskiego”, 17 marca, 1995 r.)

* Janusz Onyszkiewicz ponownie pełnił obowiązki szefa MON w latach 1997-2000, w rządzie Jerzego Buzka.

Inne odcinki cyklu: TUTAJ.

© ZDJĘCIA WŁASNE

.

Reklamy

Komentarzy 39 to “VIRTUTI MILITARI I MINISTER OBRONY Z WNUCZKĄ PIŁSUDSKIEGO”

  1. rozen-zweig Says:

    Ciekawy artykuł w Gazecie Wyborczej z lutego tego roku:

    http://wyborcza.biz/biznes/12,129723,15404827,Blanka_Rosenstiel___pierwsza_dama_Polonii_w_USA__Teraz.html?v=1&obxx=15404827&order=najstarsze&pId=26308826

    Już samo nazwisko budzi emocje, nie mówiąc o setkach milionów.

  2. Torlin Says:

    Ciężko mi jest wypowiadać się na tym forum, ponieważ jestem zagorzałym zwolennikiem i miłośnikiem Unii Demokratycznej, i nie przypominam sobie, aby się czymkolwiek skompromitowała. Ale dyskusji podejmować nie będę, ponieważ tego rodzaju spory ideologiczne są li tylko przedstawianiem stanowisk, a nie prawdziwą dyskusją.
    A jeżeli chodzi o religię w wojsku, czy na stanowiskach państwowych, to powinna być zakazana. Każdy ma prawo indywidualnie wierzyć, nikt nikomu nie zabrania, ale w mundurach żołnierze czy policjanci wędrujący na Jasną Górę, czy Prezydent Polski klękający budzi moje oburzenie.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Ależ ja wspomniałem o Unii bodajże w jednym tylko zdaniu, a Ty od razu… nie chcesz na ten temat dyskutować. ;)
      Ja też nie chciałbym na temat UD dyskutować. Z tego, co sobie przypominam, to ugrupowanie wydawało mi się zawsze dość rozsądne. I prawdę pisząc, już dzisiaj nie wiem, co wtedy miałem na myśli, pisząc o kompromitacji UD.

      „Prezydent Polski klękający budzi moje oburzenie”

      Moim zdaniem niepotrzebnie – „oburzenie” to jest wg mnie reakcja dość skrajna, może nawet histeryczna.
      Prezydent Polski ma prawo być osobą wierzącą. I jeśli jest w kościele, nawet w charakterze oficjalnym, to uważam, że może uklęknąć, jeśli czuje taką potrzebę i jest to zgodne z jego wiarą i sumieniem.

      • Torlin Says:

        Przyznaję, że jestem uczulony na krytykę UD, przepraszam.
        Ale Prezydent jest prezydentem wszystkich Polaków, i w momencie pełnienia funkcji nie powinien pozwalać sobie na prywatne poglądy. Przecież w trakcie prezydentury może pójść do kościoła i się pomodlić. Ktoś będąc prezydentem może nie znosić homoseksualistów, i też jako prezydentowi nie wolno mu wypowiadać swojej prywatnej opinii.
        I powtarzam Staszku, ja Kościoła nie chcę zamknąć w kruchcie. Kościół ma prawo do posiadania mediów, gazet, telewizji, stron internetowych, ma prawo krzyczeć, nawoływać, potępiać, organizować pielgrzymki i procesje. ale… Powinien być DLA wierzących, a nie demonstracyjnie PRZECIW niewierzącym.

  3. Jula :D Says:

    Też na temat polityków nie będę się wypowiadać,bo ilu ludzi , tyle różnych opinii .:D
    Postać Janusza Onyszkiewicza – znana mi jest bardziej jako Alpinisty i matematyka.
    Tę tekę w „zbrojeniówce”, to niejako z awansu poślubienia wnuczki Piłsudskiego? .. .
    Też nie mojego guru. Mimo,że większość społeczeństwa polskiego ma go prawie za „świętego”. :)
    Zdaje się, że i z tej przyczyny był jakiś spór, miedzy nim a ówczesnym wysokim w hierarchii kościoła duchownym z rodowodem książęcym. Zazdrość o popularność i sławę, przypuszczam. ;)
    Teraz nic nie wiem na temat Onyszkiewicza. Mieszka z żona w ogóle w Polsce, ma chyba obecnie 76 lat?..
    (W 2004 roku był wybrany do parlamentu europejskiego z ramienia partii demokratycznej, kontynuacji Unii.)

    • Jula :D Says:

      Cd. i tak w ogóle, to nie mogę patrzeć na dziki kapitalizm, który zafundowano nam bezpośrednio po feudalizmie.

      • Stanisław Błaszczyna Says:

        Kapitalizm nie zawsze – i nie wszędzie – był „dziki”.
        Ale – tak jak wszystko – i ten system można „wypaczyć”.

        ja jestem za „złotym środkiem” – czymś w rodzaju połączenia kapitalizmu z socjalizmem, ale zdaję sobie sprawę, że jest to bardo trudne do zrealizowania, bo to jak próba żenienia ognia z wodą.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Też nie wiem, co się teraz dzieje z Onyszkiewiczem.
      Kiedy był jeszcze aktywny politycznie, to na mnie zawsze sprawiał wrażenie człowieka opanowanego, rozsądnego, inteligentnego, ale – na przekór tym jego poza-politycznym zainteresowaniom i pasjom, jak np. matematyka i alpinizm – takiego trochę… mało wyrazistego, może nawet bezbarwnego.

      PS. Co do Piłsudskiego mam podobne zdanie. Nigdy nie był on bohaterem mojego romansu.

  4. Jula :D Says:

    Gdzieś u Ciebie czytałam w komentarzach na temat Izraelitów w Patagonii. ;)
    Czyżby nowa teoria spiskowa ?.. bo inny komentarz z Polityki
    „zyta2003
    22 marca o godz. 0:25
    To ja tez zmienie temat, bo nie umiem sie jak panowie bawic zolnierzykami.
    Nie chce mi sie szukac, kto zacytowal tu Kiessingera mowiacego, ze za 10 lat nie bedzie Izraela. Mysle, ze w swojej przebieglosci Kiessinger dorownuje Putinowi, wiec jak zwykle nie wierze mu. Jednak nie obawiajcie sie, to nie Europa stanie sie w razie czego znow nowym domem Izraelczykow. I tu opowiem wydarzenie z grupy teorii spiskowych.
    Bylam ponad miesiac temu w Patagonii, glownie argentynskiej i wielce bylismy zdziwieni ogromna iloscia kilkuosobowych wycieczek mlodziezy z Izraela. Z Ameryki troche mlodych, ale juz nie w wieku ani szkolnym, uniwersyteckim. Mnostwo hiszpanskojezycznej mlodziezy, bo w Ameryce Pld. w tym czasie byly wakacje. Nawet nie moge powiedziec iloktrotna byla nadreprezentacja 20-latkow izraelskich w porownaniu z rowiesnikami z Ameryki i Europy, bo tych ostatnichn wogole nie bylo. W Izraelu tez nie bylio wakacji. Mysle, ze sa to wycieczki drogie i trudno znalezc tak wiele kilkuosobopwych grup przyjaciol, ktorym rodziece zafundowaliby taka impreze. Przynajmniej nie w Stanach. W wielu miejscach byly napisy po hebrajsku (a przeciez kazdy Izraelczyk mowi biegle po angielsku) co wydawalo sie takim „folklorem”, nie komentowalismy nic, za wyjatkiem tego, ze czemu te dzieci sa takie niesympatyczne na szlakach.
    Po powrocie jednak wpisalam sobie „Mlodzi Izraelczycy w Patagonii” .Po angielsku znalazlam 3 wpisy, wiecej po hiszpansku, hiszpanskiego nie znam. No i dowiedzialam sie, ze idea osiedlenia sie w bezludnej Patagonii, zarowno chilijskiej, jak i argentynskiej drazyla syjonistow od 100 lat. Wspomina o tym tez wikipedia, ale kpi z tego. Wprawdzie powstalo panstwo Izrael, ale to jest jakis plan B, stad te masowe wycieczki ( jak sie okazuje sponsorowane mlodziezy po odbyciu wojska), azeby przyblizyc tamten swiat. Just in case, you never know. Teoria spiskowa? Niech mi ja ktos obali. Przyjme to z ulga.Podobno i Wenecja chce się odlączyć od Włoch ?… :O!
    Pa! ::D )))))

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Nie widzę nic złego w tym, że młodzież izraelska podróżuje do Patagonii, a i napisy w języku hebrajskim tamże nie wywołują u mnie paniki, że oto „żydostwo” opanowuje świat.
      Żydzi przez tysiące lat byli narodem bez ziemi (własnego państwa), więc szukali swojego miejsca na Ziemi. To, że mimo to przetrwali, jest swego rodzaju fenomenem.
      Ja nie cierpię, tak jak mój znajomy, że jakaś rodzina żydowska kupiła jakąś tam (choćby największą) winiarnię w Chile. (Czy złamano przez ta jakieś prawo?) Jeśli nadal będą produkować dobre wino i sprzedawać po normalniej cenie, to co mi do tego? Czy ma mi to popsuć jego smak?)

      PS. A Kissingerowi i ja nie wierzę – i nie chcę go słuchać, nawet gdyby teraz wypowiadał same mądrości. To był człowiek, który przyczynił się do polityki, przez którą w Indochinach zginęły dziesiątki, może nawet setki tysięcy ludzi. Moim zdaniem (zresztą, nie tylko moim) podpadało to pod zbrodnię ludobójstwa.

      • Torlin Says:

        Stany Zjednoczone wylądowały w Wietnamie na prośbę legalnego rządu Wietnamu Południowego, z powodu jawnej agresji Wietnamu Północnego, jeszcze do tego naruszającego terytoria innych państw na własne trasy transportowe. Dokładnie to samo było w Korei, toczka w toczkę, i jakoś nikt nie oponował. Zaręczam Ci, że gdyby Wietnam Północny nie zaatakował, to nie byłoby tragicznych walk. Temu, co się stało, winni byli tylko komuniści z Północy.
        ———-
        A Piłsudskiego uwielbiam, tylko dzięki niemu mieliśmy Polskę niepodległą.

        • Jula :D Says:

          Tak?.. A ja myślałam, że to głównie okolicznościom , jakie nastąpiły po I wś – nowa konfiguracja geopolityczna w Europie.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          „Stany Zjednoczone wylądowały w Wietnamie na prośbę legalnego rządu Wietnamu Południowego, z powodu jawnej agresji Wietnamu Północnego.”

          Torlinie, dobrze byłoby, żebyś wpierw poczytał sobie o wojnie wietnamskiej, a nie wypisywał tu takie bzdury. Wybacz, ale Twoje stwierdzenia to jak czysta amerykańska wojenna propaganda.
          Ja wojnę wietnamska przerobiłem wzdłuż i wszerz – z każdej możliwej strony.
          Generalnie uważam, że Amerykanie nie mieli tam nic do roboty. Innymi słowy: nie mieli żadnego prawa, żeby się mieszać w sprawy Azjatów, tocząc wojnę, w której byli ewidentnymi agresorami – przyczyniając się tym do śmierci setek tysięcy (jeżeli nie milionów), ludzi. Lecieć na drugi koniec świata, żeby zrzucać tysiące bomb, spalać tysiące ludzi żywcem napalmem, zabijać ich i potwornie kaleczyć środkami chemicznymi (typu agent orange)… etc. I to całe barbarzyństwo w imię czego? Antykomunistycznej paranoi?
          Podaj mi przykłady, gdzie wojska radzieckie – na taką zmasowaną skalę i w taki barbarzyński sposób – dokonywały podobnej inwazji – i to w miejscach tak odległych od własnego kraju.

          Nie wiesz, co piszesz, dlatego Ci wybaczam.
          Wygląda na to, że jesteś jednak zatruty jednostronną propagandą i nic nie zdoła zmienić Twojej fiksacji myślenia po „jedynie słusznej” linii.
          A poza tym: tutaj już nie musisz się przypodobywać red. Szostkiewiczowi ;)

        • Torlin Says:

          Już na koniec rzeczywiście, w stosunku do kogo, jeśli łaska, była skierowana agresja amerykańska? Na kogo oni napadli jako agresorzy? Przypomnij mi, bo nie pamiętam.
          To są mity antypacyfistów i antyamerykanistów. Kropka w kropkę to samo, co ocena Serbii, to wszyscy inni na nich napadli, nawet w Srebrenicy muzułmanie się sami wymordowali.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Gdybyś nawet stawał Jacku na głowie, to nie zmienisz faktu, że to Amerykanie wybrali się tysiące kilometrów po to, by zabijać Wietnamczyków, a nie Wietnamczycy napadli na Stany Zjednoczone na ziemi amerykańskiej.
          To była wojna kolonialna, a według mnie wszystkie takie wojny są zbrodnicze i nieusprawiedliwione etycznie.

          I nie odpowiedziałeś mi na pytanie: kto po II wojnie światowej prowadził na całym świecie działania wojenne na olbrzymią skalę, kto wysyłał swoje wojska w odległe rejony globu w zmasowanej ilości, kto używał broni chemicznej zabijając i kalecząc setki tysięcy cywilów, kto palił napalmem całe wioski, kto obalał rządy wielu krajów i instalował w nich ekipy posłuszne agresorowi i dbające o ich interesy?
          Amerykanie czy Rosjanie?
          Kto tu więc jest/był de facto większym agresorem?

          Ale do Ciebie nie dotrą te fakty, bo Ty jesteś jednostronnie zafiksowany i nie dopuszczasz do siebie tego, że stojące po „jedynie słusznej stronie” Imperium Dobra też jest zdolne do czynienia niewyobrażalnego Zła i zbrodni. Kto wie, czy nie większych, niż ci, których oskarża się o wszelkie możliwe Zło.

          PS. Nie jestem pacyfistą, ani tym bardziej „antypacyfistą”.
          Jestem przeciwko bezsensownemu zabijaniu milionów ludzi w imię interesów ekonomicznych i politycznych. (Czy to tak trudno zrozumieć?)

          Nie jestem też „antyamerykanistą”. (Ale Ty z uporem wmawiasz mi to za każdym razem, kiedy ośmielę się kwestionować poczynania militarne i politykę zagraniczną „mojego” rządu, czyli rządu kraju, w którym nota bene mieszkam, i którego jestem obywatelem.)

        • Torlin Says:

          Miałem już dać spokój. Ale nie mogę, bo unikasz prostych odpowiedzi jak ognia, i bawisz się w ogólniki. Naprawdę, jeżeli kogoś się nazywa agresorem, to ten ktoś na kogoś napadł. Po raz nie wiem który pytam, kto na kogo napadł? Dokładnie tak samo było w wojnie koreańskiej, ale wobec niej już swoich argumentach o tysiącach mil nie dajesz. A tam dokładnie tak samo północ postanowiła zniewolić południe. To komuniści byli agresorami, i dopóki nie zaczniesz bawić się w obiektywizm, tylko będziesz żył swoimi ideałami, to się w życiu nie porozumiemy.
          W takim razie odpowiedz mi na inne pytanie, północ nie atakuje południa w Wietnamie, czy wtedy Amerykanie zrzucają bomby na wioski? Skąd wiesz, że Południowi Wietnamczycy tak chcieli znaleźć się we władaniu komunistów? Dlaczego tak bronisz się przed stwierdzeniem, że to była obrona, a nie atak? Właśnie obrona przed agresją, bo Stany na nikogo nie napadły. To Północ napadła na Południe, które się broniło.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Ja nie unikam prostych odpowiedzi jak ognia – odpowiedziałem ci po prostu, ale do Ciebie to nie dociera. I zadałem Ci proste pytania, na które mi nie odpowiedziałeś. Zamiast tego powtarzasz jak mantrę to, że Wietnam Północny zaatakował Południowy, a ten zwrócił się do Amerykanów o pomoc.
          I to jest Jacku bzdura – i to z kilku powodów.

          Zacznijmy od tego, że Europejczyków – ani Amerykanów – w ogóle tam nie powinno być. Indochiny były kolonią Francuską i każdy rząd (tak jak właśnie rząd Południowego Wietnamu) współpracujący z kolonistami, uważany był niemal przez całe społeczeństwo za rząd marionetkowy, bo będący na usługach obcych mocarstw. Kiedy Francuzi się wycofywali, ich miejsce postanowili zająć Amerykanie. (Tak więc, oto pierwszy przyczynek do tego, kogo tu uznać za agresora – a agresorem zawsze jest państwo, które podbija obce terytorium i instaluje na nim swoją kolonię).
          Ale to jeszcze nie wszystko.

          Wietnam Północny wcale nie „napadł” – jako pierwszy – na Południowy. Oto co mówi choćby taka wikipedia, na którą tak często się powołujesz:

          „Od połowy lat pięćdziesiątych CIA prowadziła tajne operacje dywersyjne przeciwko Wietnamowi Północnemu. Polegały one na nocnych rajdach komandosów – południowowietnamskich, nacjonalistycznych chińskich (tajwańskich) i południowokoreańskich – zwerbowanych i przeszkolonych na Filipinach, przerzucanych łodziami rybackimi do Wietnamu Północnego, gdzie niszczyli ważne gospodarczo i militarnie instalacje.”

          Tak więc masz kolejny dowód na to, kto tu kogo atakował i kto był faktycznym agresorem.

          Południe wcale się nie zwróciło do Amerykanów o pomoc, tylko zrobił to marionetkowy, posłuszny Amerykanom prezydent Wietnamu Południowego Ngô Đình Diệm, (który nota bene kilka lat wcześniej odwołał wolne wybory w swoim kraju, bo większość mieszkańców Południa by go w tych wyborach po prostu wysiutała). To jest zresztą stary i prymitywny sposób, by prosić obce siły, którym się służy, o „bratnią” pomoc (vide: Sowieci na Węgrzech albo w Czechosłowacji).

          Rzeczywistą przyczyną amerykańskiej interwencji była paranoiczna obawa Amerykanów przed komunizmem (nawet na odległych kontynentach!), rozszerzenie własnej strefy wpływów, a następnie rozkręcenie intratnego dla USA (a zwłaszcza dla lobby przemysłu zbrojeniowego) biznesu, pod pretekstem wojny w Indochinach. Tak więc w latach 60-tych Amerykanie rozkręcili machinę wojenną w Indochinach na ogromną skalę, stając się de facto najbardziej zabójczym agresorem w powojennej historii świata. (Cóż, niezbyt to wygodna prawda o „Imperium Dobra”, po stronie którego chcielibyśmy się opowiadać.)

          PS. A jeśli chciałbyś dowiedzieć się jakim gagatkiem (fanatykiem i nepotą) był ten cały Ngô Đình Diệm, który tak prosił Amerykanów o pomoc, to też możesz sobie przeczytać o nim w wikipedii:

          „W 1945 r. Hồ Chí Minh zaproponował Ngô Đình Diệm przyłączenie się do rządu na północy. Ngô odrzucił tę propozycję i wyjechał do USA, gdzie przez 2 lata przebywał w klasztorze w okolicach Nowego Jorku, a następnie przeniósł się do klasztoru benedyktynów w Belgii. Powrócił w 1954 r. i stanął na czele rządu Wietnamu Południowego. W październiku 1955 r. obalił cesarza Bảo Đạia, obwołując się prezydentem powstającej Republiki Wietnamu. Ustanowił autokratyczne rządy, a najwyższe stanowiska państwowe rozdał rodzinie: młodszy brat Ngô Ðình Nhu został szefem policji, szwagier – sekretarzem stanu, syn – ministrem oświaty.
          Wszedł w konflikt ze stanowiącymi większość mieszkańców kraju buddystami, czego źródłem był jego fanatyczny katolicyzm. Ngô zabronił m.in. wywieszania tradycyjnych flag buddyjskich, przy jednoczesnym nakazie wywieszenia w całym kraju biało-żółtych flag papieskich z okazji ogłoszonego świętem państwowym 25-lecia święceń kapłańskich prezydenckiego brata. W 1959 roku ku powszechnemu oburzeniu, uroczyście oddał kraj w opiekę Matce Bożej.”

      • Torlin Says:

        W Gruzji też widziałem mnóstwo młodych Izraelczyków. Na pytanie, dlaczego przyjeżdżają do tego kraju odpowiadali, że jeżdżą tam, gdzie czują się bezpieczni.

  5. tumry Says:

    Rzecz jest doskonała. Polski rząd, który zabiegał o NATO, okazał się być zmiecionym przez agentów i ich teczki, gdyż prawica polska była rzekomo słaba. Tymczasem Onyszkiewicz Janusz Adam, który robił za znakomitość, a zwalczał wówczas ideę wstąpienia do Sojuszu Atlantyckiego, dzisiaj politycznie dzięki Bogu jest nikim, a owa prawica, dodajmy niepodległościowa, kwitnie, będąc najbardziej popularną w Polsce siłą. Gratuluję retoryki typu semantycznie pokręconego, a więc posługiwania się blagą, czyli według marksizmu kulturowego, prawdą inaczej. Robienie jednak z miernoty, mimo, że związanego z rodziną Wielkiego Marszałka kogoś wybitnego, jest nie na miejscu. Narbuciarze wiedzą o co chodzi.

    • sarna Says:

      Nie jestem Narbuciarzem, zaledwie domyślam się o czym mówisz, choć przyznaję, że i mnie jedno stwierdzenie gospodarza wprawiło w osłupienie, a dot. niezwykłej urody pani Onyszkiwicz. Ponieważ o gustach się nie rozmawia, to pozostaje mi mieć nadzieję, że gospodarz jako koneser piękna mówi o cechach charakteru, które jako ukryte nie są na zdjęciu w żadnej mierze widoczne – wiem, powinnam ugryźć się w język, ale tak ta opinia kłoci się z moim poczuciem piękna, że nie zdzierżyłam ;)

      • Torlin Says:

        Jaka prawica kwitnie, Tumry? Może dasz choć jeden przykład, czy sobie tak gadasz sobie a muzom. Wzorem dziesiątków wpisów w blogach politycznych, które niestety przy braku moderatora muszą przyjąć każdą bzdurę.
        ————
        Sarno!
        Moim zdaniem przesadzasz
        http://www.onyszkiewicz.demokraci.pl/tekst,305,moja_rodzina
        Ona kończy 64 lata i wygląda całkiem przyzwoicie.

      • Jula :D Says:

        @Sarna,
        Ona wysoka kobieta o twarzy , o której się mówi „końska”. Cóż to kwestia gustu. Dobrze, że on alpinista, bo wyższa od niego o ponad głowę. ;)
        Ciekawa jestem ,czy uroda po babce , a może jej mama wyszła za anglika ?… Jej babka czyli druga żona Piłsudskiego twarda była , znosiła kochankę. Bo mało brakowało aby zalegalizował związek z trzecia, osobistą lekarką, która była ostatnią kobieta Piłsudskiego.

        @Torlin,
        Owszem, jak na swoje lata dobrze zakonserwowana. Lecz uroda pospolita. Mieszkają w Polsce?…
        Ja oczywiście nie kwestionuje jej erudycji.

        • sarna Says:

          Jula, możliwe, że ta uroda po babce, bo trzeba mieć końskie zdrowie żeby znosić kochankę ;)

      • tumry Says:

        Pani Onyszkiewicz jest osobą niezwykle urokliwą, co nie ulega kwestii zupełnie. (W-wa Narbutta 17). Pozdrawiam

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      @tumry
      ja tam nie widzę w Polsce „kwitnącej” prawicy. Zresztą, moim zdaniem, takie anachroniczne pojęcia jak lewica i prawica już dawno powinno odesłać się do historycznego lamusa. (Ot, choćby dlatego, że mamy teraz niekiedy takie kurioza, jak prawicę z programem de facto lewicowym i lewicę, zachowującą się jak prawica.)
      Nie uważam, że Onyszkiewicz jest miernotą. Ale też nie robię z niego kogoś wybitnego.

      @Sarno, Jula – strasznie złośliwe z Was baby ;) („końska” twarz… etc.)
      Joanna Onyszkiewicz zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, zwłaszcza urokiem osobistym. A jeśli chodzi o aparycję to wydała mi się kobietą urodziwą (miała wtedy czterdzieści kilka lat, a wiec była w wieku, kiedy kobieta jeszcze kwitnie – i nadal może być w pełnej krasie ;) )

      • tumry Says:

        Panie Stanisławie,
        zgoda co do anachroniczności klasyfikacji na prawicę i lewicę. Ronald Reagan mawiał, że jest tylko jazda w górę bądź w dół.

        Przykro mi, ale potwierdzam, że Onyszkiewicz Janusz Adam jest miernotą, lub co najmniej był, gdyż znalezienie się w tak wyjątkowej rodzinie zobowiązuje. Tymczasem człowiek ten wyspecjalizował się w opowiadaniu różnych głupstw na temat armii i polityki. Dziadek jego żony słysząc te androny mógł nie wytrzymać, i posłał mu zapewne niejedną stosowną wiązankę ze swego zaszcztnego miejsca pobytu na Wawelu. Za czasów ministrowania Janusza Stanisława, agenci robili w wojsku, co im się żywnie podobało. Ten zaś podobnie jak inny geniusz absolutnego regresu – Kozłowski Krzysztof Jan – chodził i pykał fajeczkę, W tym czasie Ruso-Sowiety odbudowywały swoją agenturę, nadwyrężoną rejteradą do wolnego świata. Obawiam się też, że Pan Onyszkiewicz stał się fatalnym przykładem dla innych. Jestem nawet pewien, że bez jego udziału nie byłoby już jawnego padalca na stanowisku ministra obrony, a więc Klicha Bogdana Adama. Pozdrawiam

      • sarna Says:

        Wiem ;)
        Również Twoje postrzeganie tłumaczy, Staszku, Twój ówczesny wiek ;)
        macham i serdeczności

  6. ilona Says:

    Wspaniali ludzie…

  7. nela Says:

    Znakomity dokument – kulisy odwołania rządu Jana Olszewskiego:

    Warto obejrzeć – łatwiej wtedy zrozumieć to, co się dzieje w polityce polskiej do tej pory


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s