PODGLĄDANIE WIECZNOŚCI

.

Mój dom rodzinny na Podkarpaciu

Śnieżnobiała szadź – piękno (na chwilę) zatrzymane. (Zdjęcie własne: mój dom rodzinny na Podkarpaciu.)

.

“…chybił celu życia, kto nie zaznał goryczy rozpaczy,
choćby jego życie było nie wiem jak piękne i radosne”
Soren Kierkegaard, “Albo-albo”

Kiedy wyludniają się krainy, w których kiedyś żyliśmy – robi się zimno i pustka zatacza coraz szersze kręgi na rzeczach, które czuliśmy w rękach, na skórze, pod naszymi stopami… Materia, którą jeszcze widzimy, staje się coraz bardziej obca w miarę jak słabnie nasza pamięć i obojętnieje serce, bo przecież musi się ono żywić tym, co żyje w drugim człowieku.

Lecz jeśli tego drugiego człowieka zbraknie?

Nostalgia, elegijny spleen… sentyment, który przez jakiś czas ogrzewa nasze stygnące wnętrza. Skoro może być nam tak bardzo żal obcych światów, które odchodzą w przeszłość, to czy dziwne jest to, że ogarnia nas rozpacz utraty i tęsknota za światem najlepiej nam znanym, bo naszym – tym, w którym byliśmy obecni – a który teraz przemija nieuchronnie, znikając kawałek po kawałku, rozpływając się we mgle coraz bardziej przezroczystej nicości?

Piękno? Cóż po pięknie w czasie minionym, zmarniałym? Jego ślady wzmagają tylko smutek spełnionej-niespełnionej miłości do świata i ludzi, która rodziła się jedynie po to, aby zaraz umierać… z coraz bardziej bladą i stężałą twarzą, na coraz mniej wyraźnej fotografii; z coraz bardziej zacierającymi się konturami rzeczy – z wszystkim co z wolna przepada za horyzontem zdarzeń.

A może piękno nie znika? Zwłaszcza wtedy, kiedy zamykamy oczy, chcąc pod powiekami zachować obraz kogoś lub czegoś, co stało się dla nas czymś bliskim i drogim?

A może piękno nigdy nie zniknie – nawet wtedy, kiedy nasze oczy zamkną się na zawsze?

Gdzie jest droga, którą można dotrzeć do tego, co najważniejsze? Z czego musi być zbudowane to, co mogłoby trwać wiecznie? Jaka powinna być świadomość, by mogła oprzeć się trwodze, złu i marności? Czy lepsze światy znajdują się tylko w zaświatach? I czy wszystko, co wydaje się nam dobre (lub złe), jest tylko złudzeniem?

Jednakże chwila gorzkiej rozpaczy również nie może trwać wiecznie. Dopóki oddech pobudza serce do bicia i krew do krążenia; dopóki oczy spotykają się ze spojrzeniem kogoś, kto umie trafić do naszego wnętrza, chroniąc nas przed zranieniem – dopóty dziać się w nas może święto życia, ale i koić ulga śmierci, która tak naprawdę jest – tak jak wszystko – niczym…

A może jednak początkiem czegoś innego?

.

Reklamy

Komentarze 24 to “PODGLĄDANIE WIECZNOŚCI”

  1. Torlin Says:

    I to są właśnie teksty, które na mnie nie działają. Pachnie Stasiukiem. Jeżeli kogoś nie dotknęła straszna, nieuleczalna choroba, to każdy powinien się wykaraskać z rozpaczy. Tak samo nie rozumiem cytatu z „Albo-albo”. Mnie nie jest żal chwil teraźniejszych, ani minionych. Przeżyłem je tak, jak umiałem najlepiej, a teraz myślę o przyszłości, co zmienić, czym sobie sprawić radość.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Rozpacz może wywołać nie tylko „straszna, nieuleczalna choroba”. Może ją spowodować np. utrata kogoś bliskiego, zniewolenie, kalectwo, cierpienie, nieodwracalność losu… cała masa innych nieszczęść jakie dotykają ludzi.
      Rozpacz jest jednym z nieodłącznych elementów ludzkiej kondycji. Można nawet powiedzieć, że jest jednym z fundamentalnych doświadczeń egzystencjalnych człowieka.
      Rozpacz niekoniecznie musi mieć cokolwiek wspólnego z „żalem chwil teraźniejszych, czy minionych” – to nie ten ciężar gatunkowy, nie ta intensywność uczuciowa, nie ta sfera dramatu życia.

      Oczywiście, że istnieją sposoby, czy też drogi, którymi można (starać się) uciec rozpaczy. Dla wielu ludzi czymś takim jest np. wiara. Albo – tak jak robisz to Ty – udawanie, że coś takiego, jak rozpacz nie istnieje, że nie ma ona do Ciebie przystępu.

      Ponadto rozpacz nie ma dobrej „prasy” – ot, choćby na blogach, czy na Facebooku – bo wszystkich obowiązuje pop-kulturowa dyktatura dobrego zdrowia, pozytywnego myślenia, indywidualnego szczęścia, pomyślnego życia… Tylko niekiedy robi ktoś w tym wyłom – ale to jednak wymaga pewnej determinacji, a nawet odwagi.

      PS. Torlinie, koniec końców, nikt z nas się „nie wykaraska”.

      • Torlin Says:

        Ciężko mi odpowiadać na zarzuty, bo są one znowu (tak jak w „Polityce”) jakby obok tego, co ja piszę. Czy ja nie umiem jasno się wysławiać? „.
        „Tak jak robisz to Ty – udawanie, że coś takiego, jak rozpacz nie istnieje”,
        ależ ja nie udaję, ani tak nie uważam. Są tragedie nieusuwalne z pamięci, jak na przykład śmierć dziecka. Ale nie można uogólniać, większość osób znajomych walczy z rozpaczą, a nie jej się poddaje, jeżeli ich dotknęła. Mój kumpel z gór choruje na nieznaną chorobę, już nie chodzi i nie może mówić. Czy wszyscy mają płakać przy nim? Ja w każdym razie spokojnie z nim rozmawiam, opowiadam, widzę szczęście w jego oczach.

        • Stanisław Błaszczyna Says:

          Jeżeli walczy się z rozpaczą, tzn. że ona istnieje. Nie wiem więc dlaczego, kiedy w moim wpisie pojawiło się to słowo, Ty zareagowałeś tak, jakby była ona jakimś moim wymysłem. Nie, rozpacz mimo wszystko znana jest niemal wszystkim ludziom – zwłaszcza tym, którzy zdolni są do miłości (bo pojawia się zawsze, kiedy traci się kogoś, kogo się kocha). Ale są jeszcze inne powody (przyczyny) rozpaczy (nie tylko choroba).
          Ponadto, czy ja gdzieś napisałem, że należy się poddawać rozpaczy?

          W jednym ze swoich esejów Tischner zwrócił uwagę na to, że w polskiej literaturze brak jest wnikliwego i wszechstronnego opisu rozpaczy. I zastanawia się dlaczego (Polacy o rozpaczy nie mówili)?: Może nie wypada pisać o rozpaczy? Może temat rozpaczy został poddany cenzurze – tej „honorowej” np., która zakazuje przyznawać się do słabości? (tak jakby rozpacz była słabością, a nie zdolnością doświadczenia egzystencjalnej głębi i wrażliwością).
          Według Tischnera powodem tego była szeroko w Polsce rozpowszechniona wiara religijna, która właściwie zakazywała rozpaczać, bo – jak pisze Tischner – „rozpacz była ‚upadkiem’, poniżeniem ‚godności’, ujmą na ‚honorze’, a przede wszystkim grzechem”.

          Ty, jak mi się wydaje, powielasz więc (sam najprawdopodobniej nie zdając sobie z tego sprawy) wiele zachowań wynikających z mentalności religijnej, mimo że deklarujesz się jako człowiek niewierzący i ateista ;)

          PS. Czy na pewno to, co widzisz w oczach swojego sparaliżowanego przyjaciela, to szczęście? Może po prostu nie chcesz dostrzec tam rozpaczy – przed którą sam chcesz uciec, czy też po prostu nie przyjmować jej do wiadomości?

  2. Jula :D Says:

    @Torlin,
    I tu widać, że Ty mieszkasz w Polsce, stuletni twój tata obok mieszka. ;)
    Dzieci i wnuki są przy Tobie itd…
    Choroba a nawet śmierć w „domu”, to nie to samo co na emigracji.
    Jako ateista uwielbiasz tradycje wywodzącą się religii pogańskiej i chrześcijańskiej, kultywowanej od pokoleń w miejscu mieszkania. :D
    Nie masz pojęcia o tęsknocie imigrantów, tak jak i ja. ::D

    Pięknie Stanisławie to napisałeś , moje koleżanki które też wyemigrowały , którym jest o niebo lepiej , w bardziej cywilizowanych i bogatszych krajach niż Polska , maja do kraju nadal sentyment . Bo tu wyrosły, bo tu ich przodkowie i ta konkretnie , a nie inna tradycja :)

    Piękne zdjęcie rodzinnego domu . To chyba tak z 2002 roku , Ja też mam takie zdjęcia parku pokrytego szadzią z rodzinnego miejsca. Razem ze swoja mamą. ::D
    W Polsce jeszcze świętujemy , kolejny dzień wolny od pracy. Nadal wypoczywamy i bawimy się. Ja teraz dopiero odpoczywam po gościach. ::D
    Pa! ;). ..

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Muszę powiedzieć, że ja w ciągu ostatnich kilkunastu lat, nie czułem się jakoś dramatycznie odcięty od Ojczyzny, od kraju rodzinnego, a nawet od samej mojej rodziny, przyjaciół, czy znajomych w Polsce. Bowiem praktycznie co roku mogłem odwiedzać Polskę, poza tym w obecnej dobie komunikacyjnych możliwości, jeśli się tylko chce i odczuwa taką potrzebę, to można mieć na swój sposób stały i niemalże natychmiastowy kontakt z tymi, którzy mieszkają w kraju, więc to odcięcie – kiedyś bardzo dotkliwe – teraz już nie musi być takie.

      Ta nuta melancholii w moim wpisie – a nawet nawiązanie do rozpaczy – to chyba jednak ma głębszy, egzystencjalny powód – wynika z uświadomienia sobie dotkliwego przemijania wszystkich i wszystkiego – rozpadu i zanikania świata, w którym żyliśmy; utraty bliskich, których kochaliśmy – tych, którzy od nas odeszli i nadal odchodzą.

      • Torlin Says:

        Nie mam takiego egzystencjalnego powodu, aby cierpieć z rozpaczy. Czy mój świat dziecinny rozpadł się? Tak, ale ja wolę dzisiejszą rzeczywistość. Utrata bliskich to w moim przypadku tylko Mama, ale ona tak cierpiała, że śmierć dla niej była wybawieniem.
        Julu, pracowałem w 1980 roku pół roku w Austrii w Grazu, to znam tego rodzaju nostalgię, jeszcze do tego Ania miała wtedy pół roku. Ale w dzisiejszych czasach tęsknić za ojczyzną, to albo częściej przyjeżdżać, albo się sprowadzić z powrotem. Wszystko się zmienia, czasami na niekorzyść, o czym mówi moja ostatnia notka.

      • Jula :D Says:

        Stanisławie,
        Myślę, że masz racje , to coś głębszego. ::D
        Tyle że istnieje powiedzenie starych drzew się nie przesadza – to można odnieść do wszystkiego. ::D
        Każdy ciągnie do swojego dzieciństwa i tamtego czasu a tego już nie ma . To tylko w naszej wyobraźni do końca naszych dni będzie dla nas najpiękniejsze !.. :)
        Kiedyś dziwiłam się swojej babci , że z łezką w oku wspomina piosenki ze swojej młodości. I to miałam na myśli pisząc o imigrantach, że Wy teraz w Polsce już jako turyści , głównie oglądacie , nie jesteście uczestnikami. ;)

        Torlin,
        Można by jeszcze i tak , każde pokolenie ma swój czas. Myślę , że ta książka to jednak dzieciństwo Twojego syna. Co do Sienkiewicza to ja mam podobnie , jak ty z Wiedźminem . ;)
        Na te powtórki filmowe , a są co święta w Polsce już patrzeć nie mogę. :(
        A kiedyś był szał na te filmy i ja w tym uczestniczyłam -moda ?.. ;).
        Są jednak pewne książki z mojego dzieciństwa , młodości , do których chętnie wracam , bo nadal posiadają dla mnie magię. ::D )))
        Pozdrawiam!
        Do siego roku !!! ::D)))

  3. Andrzej Dąbrówka Says:

    piękno nigdy nie zniknie
    Właśnie taką myśl ostatnio wyraziłem, dając blogowej przyjaciółce wirtualną perłę – bryłkę zmrożonej rosy, a potem pokazałem ją wśród innych we wpisie Loss.
    A drzewa całe oszronione to jest najwcześniejszy mój zachwyt pięknem przyrody, jaki zapamiętałem. To dość często widywałem mieszkając nad Wisłą, której mgły tak właśnie osadzał mróz na wszystkim dokoła. Na suchych terenach to się o wiele rzadziej zgadza. Bardzo mi tego brakuje.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Piękno przyrody zawsze zauważamy wpierw tam, gdzie jest (było) środowisko, w którym dorastaliśmy. I to pozostaje taką naszą cezurą, wzorem, punktem odniesienia… właściwie na całe życie. Do tego odnosimy wszystko to, co spotykamy w całym naszym późniejszym życiu – to nadaje jakby tonację temu, co przeżywamy już jako dorośli w naszym związku z Naturą, cz też – ogólniej – z całym otaczającym nas zewnętrznym światem.

      A krople rosy piękne.
      I piękne inne fotografie, z których jedną pozwolę sobie tutaj pokazać, zapraszając innych do odwiedzin Pańskiej strony:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2013/12/129navigo.jpg?w=780
      (fot. Andrzej Dąbrówka)

  4. Urszula Says:

    Pięknie poruszający tekst, dotykający tych sfer mojej „duszy”, których doświadczam podczas obcowania z miejscami zapomnianymi.
    Nostalgia, sentyment, zapach, pozostawione w tych miejscach dokumenty, notatki, fotografie odbudowują w mej wyobraźni, obraz tętniącego tam życia. Piękno nie zanika. Jego obraz zapisany jest w naszych myślach. Wystarczy wsłuchać się w ciszę, wiatr goniący po korytarzach, przyłożyć ucho do chropowatej ściany. Ona zapisała wszystkie tajemnice.
    Kiedy zamknę te chwile w myślach, w objęciach migawki ogarnia mnie pewien rodzaj cudownego odkupienia i radość napełnia mą duszę. Radość dotykania wieczności.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Bo wieczność wydaje się przenikać nasz świat – będąc do niego niejako równoległa ;)

      czytając Twój komentarz uświadomiłem sobie, że podobną nostalgię za czymś co przemija – czy też raczej już przeminęło, ale zostawiło w widzialnym dla nas świecie swe ślady – zacząłem odczuwać już wtedy, kiedy byłem jeszcze dzieckiem (np. przeglądając pamiątki rodzinne, albo wchodząc do pokoju, w którym mieszkał ktoś, kogo już nie było wśród żywych, ale pozostały rzeczy, których używał).
      Niekoniecznie więc to uczucie musi być związane z wiekiem, wynikać z faktu naszego starzenia się.

      A ta w ogóle to bardzo spodobało mi się to, co napisałaś. Jest w tym zarówno konkret, jak i dotknięcie liryzmu :)

      • Urszula Says:

        Jak wiesz, wszystko się ze sobą przenika w każdej materii. Wnikliwe dotykanie uczuć, to świadomość, a ta jest tym głębsza, im mocniej pozwolimy porzucić racjonalizm.
        Książka którą dotykam, pachnie stęchlizną minionych lat. Czcionka wgryzła się w papier i na pożółkłych stronicach odbija się echem wspomnień tak odległych, jak chwila która trwa… a już minęła.
        I chyba nawet nie chcę wiedzieć, kim był właściciel pozostawionej w pół słowa, na jednej ze stronic, łzy.
        Dziękuję za miłe słowa.:)

  5. Megi Says:

    Do Itaki, do Itaki,
    po kartkach kalendarza,
    śladami, śladami, cieni
    do Itaki.

    I taki sens ma droga,
    podróż nad podróże,
    tylko rozum miesza szyki,
    mnoży pytania bez potrzeby.

    A kiedy śpiewasz wyżej
    nad ciężar plecaka,
    to ból w krzyżu maleje,
    topnieje gorycz w krtani.

    Do Itaki, nie inaczej.
    I albo dusza się śmieje,
    albo jej nie damy głosu.
    Wybór, według uznania.

    Kiedy duszę zamkniemy na klucz, to nie ujrzymy piękna istnienia na planecie Ziemia.
    Duże treści, istotne dla drogi, odnajduję na tutejszym blogu, w moim odbiorze ciekawego człowieka, który dzieli się z nami swoimi myślami. Miło mi bywać w Twoim internetowym domu.

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      W takim razie proszę się rozgościć :)

      • Megi Says:

        Pierwej weszłam bez pukania do Twojego domu, a po czasie otrzymałam od Gospodarza bilet wstępu.:):):) Wcześniej nie zauważyłam, braku zachowania kolejności – teraz za nietakt z mojej strony przepraszam.:):):)
        Stanisławie, z Nowym Rokiem życzę Ci:

        Szerokiej,jasnej drogi
        w zdrowiu i radości.
        Chleba powszedniego,
        aby nie zabrakło soli.
        Koła rąk przyjaciół,
        drugich otwartych dłoni.
        Na niebie obłoków,
        na ziemi liczb siedem.
        Dobrych, szczęśliwych
        dwunastu braci.
        I co najważniejsze,
        to błogosławieństwa Bożego.

        Serdecznie pozdrawiam.

  6. babka filmowa Says:

    A ja odkrywam piękno w pogodzeniu się z przemijaniem. Bo gdyby go nie było, czy moglibyśmy dostatecznie mocno docenić piękno, i ból istnienia? Natura mądrze to urządziła.
    Co do uczucia rozpaczy, rozczarowania, lęku i innych tego typu, one są niezbędne, by człowiek tworzył swoje najlepsze, najbardziej poruszające dzieła sztuki.
    Piękno nie zanika, ciągle jest w nas (i w rzeczach, które przemijają), to prawda, najlepszy przykład, gdy spotykamy kogoś z dawnych lat (można to odnieść także do dawno nie widzianego na ekranie autora), kiedyś młodego, przystojnego i dziarskiego, a obecnie z fałdkami tłuszczu tu i tam czy łysiną na skroniach, to jednak ciągle widzimy tamten wizerunek człowieka i uśmiechamy się do niego. Taki Travolta choćby, gdy na niego patrzę, ciągle mam go w pamieci, z czasów, gdy tańczył w „Gorączce sobotniej nocy”. :)

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Jeśli istniejemy w czasie, to przemijanie jest czymś nieuniknionym. Przemijania nie ma tylko tam, gdzie nie ma czasu. A tego nie sposób sobie wyobrazić, ani też pojąć.

      Natura nie jest ani mądra, ani głupia, choć… dość często odnosiłem wrażenie, że jest mądrzejsza od nas ;) (Może dlatego, że Natura nie myśli? ;) )

      tak, człowiek tworzy sztukę, m.in. po to, by wyrazić te wszystkie uczucia, i donieść się do nich – w ten sposób może określić samego siebie, próbuje wyłuskać z tego jakiś sens.

      Twarz człowieka starego też może być piękna.
      Poza tym, jest coś takiego w człowieku, co się nie starzeje – i to jest jego istotą.

  7. Miriam Says:

    „Kiedy nie można znaleźć nawet śladu rodzinnego domu, kiedy odmienione są drzewa i rzeka, jedynym głosem, jaki spodziewamy się usłyszeć od pielgrzyma, jest głos rozpaczy, lament, gorycz.”
    Julia Hartwig – poetka, o „Dworze” Miłosza

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Wydaje mi się, że Miłosz był przywiązany nie tyle do miejsca, w którym dorastał, co do czasu, kiedy dorastał. Podobnie: był bardziej przywiązany do języka polskiego, niż do samej Polski. Materia obchodziła go o tyle, że dzięki niej mógł snuć swoją poezję, mierzyć się z kulturą i jej ideami – z intelektualnym konceptem. Wychodził od konkretu ale zawsze ciągnęło go w ezoteryczne krainy, ku metafizyce. To wszystko świadczy o jego religijnym temperamencie. Ale to nie powinno dziwić, bo większość poetów ma taki temperament.

  8. Marcus Says:

    „Jeśli nie wystarcza tu sama rutyna pracy, człowiek pokonuje swoją nie uświadomioną rozpacz przy pomocy rutyny rozrywek, biernego konsumowania dźwięków i obrazów, jakie stawia mu do dyspozycji przemysł rozrywkowy.”

    Erich Fromm, „O sztuce miłości „

    • Stanisław Błaszczyna Says:

      Każdy człowiek ma w swojej duszy miejsce, gdzie czai się rozpacz. Ale dzięki Bogu kryje się w nim także potencjał szczęścia. Zresztą, rozpacz podobna jest do szczęścia w tym, że nie jest czymś permanentnym, stałym: szczęśliwym się raczej bywa, niż jest – rozpaczać też nie można długo (zwykle rozpacz przechodzi w melancholię i smutek – a wreszcie mija… tak jak wszystko).

      Tak, można powiedzieć, że przemysł rozrywkowy podszyty jest strachem, nudą i pustką – tym wszystkim, co świadczyć może o skrywającej się za tą jałowością rozpaczy.

  9. Beata Says:

    Zaglądam, by poczytać Ciebie, nie Kierkegaarda, chociaż mądrze jego słowa brzmią…


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s