WSZYSTKO, CO NAJWAŻNIEJSZE…

White Sands

.

Tylko proste słowa mogą zbliżyć nas do prawdy
nienawidzę, kocham, obojętnieję, pożądam…
i tylko w czuciu, w głębi serca i trzewiach
odzywa się to, co naprawdę twoje
reszta to zaklęcia, otulanie się mgłą
z wymyślonych znaczeń, szukanie sensów
tego co niezrozumiałe
a niezrozumiałe jest wszystko
oprócz tej jednej chwili olśnienia
kiedy nie wierzysz, a po prostu wiesz

Miłość prawdziwa jest prosta jak jedno spojrzenie
jeden gest, jedno krótkie tak, jedno przytulenie.

Chwila, której nie musisz nazywać
bo wystarcza ci to, że jest.

Miłość prawdziwa jest tym, co pozostaje
kiedy opadają z ciebie wszelkie złudzenia.
Miłości tej nie oszukasz, nie wymyślisz jej
nie zmusisz do tego, by tobie służyła
by dawała ci rozkosz, wypełniała próżność
łagodząc ból osamotnienia
i obojętność świata.

Jesteśmy głosem wołającym na pustyni
zagłuszonym milionem innych głosów.

A prawda jest w jednej kropli wody
w jednym małym ziarenku piasku,
bo to, co boskie
nie skrywa się za mgławicami galaktyk.
Ono jest w tobie – czego nawet nie wiesz,
omamiony kolorową bańką złudzeń
otaczającej cię “rzeczywistości”.

***

.
(zdjęcie własne: Białe Piaski Nowego Meksyku)

.

Reklamy

komentarze 72 to “WSZYSTKO, CO NAJWAŻNIEJSZE…”

  1. :) Says:

    Co o tym myślisz? Myślę że to jest dobre, bardzo liryczne, proste w przekazie i powtórzę sobie:

    Jesteśmy głosem wołającym na pustyni
    zagłuszonym milionem innych głosów.

    A prawda jest w jednej kropli wody
    w jednym małym ziarenku piasku,
    bo to, co boskie
    nie skrywa się za mgławicami galaktyk.
    Ono jest w tobie – czego nawet nie wiesz,
    omamiony kolorową bańką złudzeń
    otaczającej cię “rzeczywistości”.

    Zastanawiam się tylko, czy konieczny jest cudzysłów w ostatnim słowie. Pozdrawiam :)

    • Logos Amicus Says:

      Może niekonieczny. Ale ja ująłem „rzeczywistość” w cudzysłów, bo za bardzo nie wiem, czym ona właściwie jest.
      Moim zdaniem, wszystko to, co wiemy o „rzeczywistości”, jest naszą jej interpretacją, może nawet wyobrażeniem.

  2. Simply Says:

    Ty jesteś prozaikiem, Logos ( i rysownikiem !!, co tam słychac? ) ale nie poetą. To jest strasznie nadęte.

    • Logos Amicus Says:

      To nie jest nadęte (bo doprawdy pisząc to wcale się nie nadymałem).
      To jest bardzo pokorne, proste i prawdziwe.
      Niestety, Ty tego nie widzisz, bo pewnie nie jest to Twój sposób widzenia miłości i w ogóle – postrzegania świata. A i pewnie nie Twoja wrażliwość – i nie Twój gust.
      I to jest OK.

      Zazwyczaj to jak odbieramy jakiś wiersz (słowa) więcej mówi o nas samych, niż o samym wierszu (tekście).

      • Simply Says:

        Co się tyczy tego ostatniego, to hmmm…. Kiedyś ktoś mnie zapytał, której postaci z ‚Kubusia Puchatka’ najbardziej nie lubię.
        Po krótkim namyśle odpowiedziałem, ze Krzysia (bo niby jest, ale tak na prawdę, to go nie ma, a jak już jest, to jakiś taki ”transparentny” koleś z niego )
        Wtedy usłyszałem, ze podobno człowiek najbardziej przypomina tę właśnie postać z ‚Kubusia Puchatka’, której najbardziej nie lubi :D

        • Logos Amicus Says:

          No właśnie, coś w tym jest ;)

          Nie chcę tu strzelać z grubej rury (bo znów mnie ktoś posądzi o zadęcie ;) ), ale przypomina mi się znana maksyma klasyka François de La Rochefoucauld: “Tym, co sprawia, że próżność innych jest dla nas nieznośna, jest fakt, że uraża ona naszą własną” co można też strawestować: „nasze wady najbardziej drażnią nas u innych”. :)

  3. sarna Says:

    To prawda , że „prawda jest w jednej kropli wody w jednym małym ziarenku piasku”, ale ludzie boją się prawdy – jest niewygodna. Ja się jej nie obawiam, ale taka postawa sprawia, że ludzie boją się mnie :(

    „Jesteśmy głosem wołającym na pustyni zagłuszonym milionem innych głosów” – już M. Grechuta śpiewał – Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu?

    Dojmująco, dołująco trafne są Twe myśli Amicusie, albo tak je odbieram po obejrzeniu „Chce się żyć”. Nie lubię ostatnio kina (szkoda czasu na fikcję), jeszcze bardziej nie trawię zapachu i resztek popkornu w kinie – a właśnie, gdzie recenzje z Twojego miasta?

    • Logos Amicus Says:

      „Ja się jej (prawdy) nie obawiam, ale taka postawa sprawia, że ludzie boją się mnie.”
      Też mam takie samo wrażenie, jeśli chodzi o mnie. Niekiedy mi się wydaje, że ludzie się mnie boją, bo nie zachowuję konwenansu i mówię wprost o czymś, o czym oni mówić nie chcą (choć przecież to samo może im chodzić po głowie). Życie w dużej mierze polega na zachowywaniu pozorów. Kto tego nie robi często staje się trędowaty, albo… czczony i święty ;) – tyle, ze najczęściej na zasadzie pomyleńca bożego, wariata…
      Ale ja jednak nie uważam, że posiadam monopol na prawdę, Tak naprawdę, to sam za bardzo nie wiem, czym jest prawda, ani czy w ogóle jest nam ona dostępna.

      Mówisz, że mój wiersz jest dojmujący? To dobrze, bo mi zależało a tym, by to było dojmujące – bo sam, kiedy to pisałem, byłem czymś dojmująco przejęty ;)
      Ale czy dołująco trafny? Jeśli trafny, to dobrze – to znaczy, że bliski prawdzie i autentyczności.
      Ale czy na pewno dołujący? Dlaczego? Że wynika z niego, że prawdziwa miłość to rzadki ptak?
      Nie było moją intencja dołować nikogo. Być może odebrałaś to tak dlatego, że wiesz o mnie coś więcej, czego nie wiedzą inni czytający tego bloga?

    • Logos Amicus Says:

      „Chce się żyć” ma być za parę tygodni w Chicago, ale chyba nie będę mógł tego filmu obejrzeć.

      Dzięki rozpoczętemu u nas niedawno Międzynarodowemu Festiwalowi Filmowemu udało mi się obejrzeć film o Wałęsie, ale jakoś nie miałem weny do pisania o nim.
      Podobnie jak „W imię…” Szumowskiej (podobał mi się nawet, miałem też okazję być na spotkaniu a Chyrą, który przyjechał do nas na premierę tego filmu).
      Na Festiwalu obejrzałem też słynny, okrzyczany, moim zdaniem całkiem niezły, choć wyzwany od pornosów film francuski „Życie Adeli”, który zdobył Złotą Palmę na ostatnim Festiwalu Filmowym w Cannes. Mogę Ci go nawet polecić, bo z tego co wiem, pokazują go także w polskich kinach. (Ale uprzedzam: oglądanie tego filmu może być ryzykowne ;) )

      • sarna Says:

        Wałęsy nie trawię i choć wiem, że to głupie, że nie powinnam swojej awersji przenosić na artefakt, to za żadne skarby na ten film nie pójdę. Wyłowiłam dziś w empiku (chyba) interesującą książkę „Miłość ci wszystko wypaczy” i wolę przeznaczyć czas na nią niż Wałęsę.
        Widziałam zwiastun Papuszy, dużo o niej czytałam i pójdę na listopadową premierę – świetna muzyka, poruszająca historia, …

        • Logos Amicus Says:

          Wałęsa kiedyś mnie irytował, później mi to przeszło i teraz nie czuję jakiejś większej niechęci do tego człowieka. (Polecam tryptyk Krasowskiego o Wałęsie, jaki opublikowała w swoich ostatnich numerach „Polityka”.)

          „Papusza” też znalazła się w repertuarze MFF w Chicago, ale niestety nie mogłem jej obejrzeć.

    • sarna Says:

      Jak będą czytać uważnie też będą wiedzieć o Tobie więcej.

      Wiesz Staś, pomyślałam, że generalnie ludzie są podobni do Mateusza z „Chce się żyć” – milczymy i tłamsimy w sobie swoje uczucia. Paradoks polega na tym, że Mateusz swoich nie mógł wykrzyczeć, a my możemy, ale głupio milczymy taszcząc swoje mentalne gorsety.

      • Logos Amicus Says:

        Widocznie nie czytają uważnie ;)

        Elu, tak naprawdę obchodzimy tylko tych ludzi, którzy są z nami rzeczywiście – rodzina, bliscy, przyjaciele – ci którzy nam dobrze życzą, są gotowi do pomocy, współczują… Cała reszta – zwłaszcza ta wirtualna – to powierzchowność, często poza, gra pozorów, tymczasowość i dorywczość.

  4. Megi Says:

    Witam serdecznie. Tak, miłość jest podmiotem drogi, ale czy to do człowieka dociera? Przeczytałam Pana wiersz, ale jeszcze czytam litara po literze, słowo po słowie, tyle w nim głębi, tyle treści, których nie można oczyma zamknąć, warto jest czuciem przenikać i przenikać.
    Spontanicznie, przeważnie jak zawsze jest to moim udziałem, podzielę się z Panem moimi spostrzeżeniami z obecnej czasoprzestrzeni, którą widzę swoimi oczyma.

    Znojem niepewności
    wspinamy się na Mount Everest.
    Czym wyżej, tym prędzej.

    W ciemności źrenic
    mała widoczność drogi,
    światełka mało widać.

    Dla uszu nie słychać Gai,
    która śpiewa pieśni.
    Czas ogranicza.

    Ku górze, czym prędzej
    w modnym stroju alpinisty,
    nienasyconego brzucha.

    W amoku wyżej i wyżej,
    wrzawa pogania buty,
    depcze uśpione tony.

    Bywa, że ciszy chwilą,
    dusza grzbiet rozprostuje
    i na powierzchni kręgosłup połamie.

    Zdziwieniem schowa się pod skórę,
    liżąc obolałe rany
    samotnie zapłacze.

    Zagubionym w przestrzeni,
    rzeczywistością otrutym,
    miłością wszystko wybaczy.

    Dziękuję za uwagę, która jest również istotym elementem naszej drogi, inaczej to byłoby dla każdej jednostki iść samotnie.
    Serdecznie pozdrawiam i wszelakiej radości życzę z głębi duszy.

    • Logos Amicus Says:

      To ja dziękuję za uwagę. I za piękny wiersz.
      Wydaje mi się, że to właśnie uwaga jaką poświęcamy drugiej osobie, jest warunkiem koniecznym zarówno miłości, jak i prawdziwej przyjaźni.
      Ale uwaga, a raczej życie uważne, jest także niezbędne do tego, żeby pełnie, rozumnie i dogłębnie odbierać świat w jakim żyjemy. (To brzmi trochę po kaznodziejsku, ale czy można temu zaprzeczyć?)
      Jednakże czy taka uważność jest powszechna? Wątpię. Większość z nas żyje nieuważnie, pośpiesznie, powierzchownie… mamiąc się złudzeniami, zadowalając się namiastkami, otumaniając (uśmierzając) używkami, rozrywając zabawkami, wypełniając pustkę rzeczami, gadżetami, głupotkami i bzdetkami… przytłoczona rutyną, bylejakością, prowizorką, nudą i szarością życia.

      Myślę, że o tym naszym nieuważnym hałaśliwym pośpiechu – gonieniu za chimerami różnych mount everestów jest także Twój wiersz. Ale jeśli Miłość potrafi zwieńczyć wszystko – to dobrze.
      Bo bez Miłości nie tylko my sami, ale i świat cały byłby pustym „cymbałem brzmiącym” – a nasze życie „opowieścią idioty, pełną wrzasku i wściekłości, nic nie znaczącą” (jak pisał Szekspir).

      • Megi Says:

        Zauważyłam, że za dużo oczekujemy od życia, a za mało dbamy o strój człowieczy. Ignorujemy dar życia na Ziemi i łatwiej nam być w czasoprzestrzeni nieobecnym, niż odwrotnie.
        Domniemam, że po części Pana dygresja dotyczyła również i mojej osoby, ale nie mnie jest siebie oceniać. Staram się mieć na uwadze stare prawdy ojców, aby nie zaśmiecać sumienia. Nie zawsze pamięć mi sprzyja, ale po błędach dążę do tego, aby powróciła na właściwe tory.
        W moim odczuciu nasza droga leśna jest piękna, aż do zachwytu, a że ograniczona odcinkiem, to w dwójnasób godna jest uwagi.

        Cenię Pana blog, ale gdyby tak zamienić na książkę? Ciekawych treści nigdy za dużo. Jestem pewna, że znalazłaby szerokie grono odbiorców.

        • Megi Says:

          Przepraszam za widoczne niedociągnięcia w moim powyższym komentarzu, ale Enter nie poczekało na mnie, abym mogła poprawić znaki… Nie znajduję dla siebie usprawiedliwienia, ale mam nadzieję, że Pan mi wybaczy moją nieuwagę.
          Z pełnym szacunkiem pozdrawiam.

        • Logos Amicus Says:

          Moja dygresja dotyczyła nas wszystkich – czyli ludzi w ogóle. Ale to nie chodzi o to, by kogoś dotknąć, albo – tym bardziej – siebie wywyższyć, czy też ukazać w lepszym świetle.

          Jest już dobrze, kiedy zaczynamy sobie zdawać z tego (czyli z naszej nieuważności życiowej i rozproszenia – rozmieniania się na drobne) sprawę.

          Dziękuję za docenianie mojego bloga.
          Cieszę się, jeśli to co piszę, do kogoś trafia – i jeśli ktoś widzi w tym pewną wartość (również dla siebie).

          Ważne jest dostrzegać piękno drogi, którą zmierzamy.

        • Megi Says:

          W moim odczuciu rzeczywistość jest tym, co otacza człowieka (człowieka?) czego doświadczamy w życiu codziennym. To czasoprzestrzeń odcinka drogi.
          Na tle rzeczywistości, smutno mi, kiedy Pana wiersz nie znalazł żyznego gruntu, aby zakwitły kwiaty.
          Zauważyłam na tle komentarzy, że główny przekaz wiersza rozpłynął się w powietrzu, niczym dym w kominie.
          Przypomina mi to zabawę w głuchy telefon.
          Czy zdoła Pan w czas żelaznego wieku, zmienić na lepsze bieg stanu rzeczy?

        • Logos Amicus Says:

          Nie wszystko od nas zależy – czasem zależy bardzo mało. Inaczej mówiąc: musimy poddać się biegowi rzeczy. Mimo wszystko – i naszych ambicji – mamy ograniczony wpływ na rzeczywistość, mimo że staramy się ją kształtować pod nasze ludzkie potrzeby.

          No i niestety, nasze próby porozumienia się, przypominają niekiedy głuchy telefon.

    • Megi Says:

      Jeszcze czytam myślami Pana wiersz, oglądam nowe obrazy i tylko czekam, aż się mój mąż zbuntuje za brak strawy na stole. Ołówek w ręku miesza mi szyki dnia codziennego.
      W nawiązaniu do Pana wiersza, zapisałam nowe spostrzeżenia, które poniżej zamieszczam:

      Żołnierzyki.

      Idziemy gliniane ludziki,,
      przez pola,lasy, pustynie.
      Witając się, żegnając się z losem.

      Nie warto pytać o prawdy ukryte,
      nikt nie odpowie, bo nie wie.
      Rozum za mały, kaleki.

      Idziemy, głusząc krzykiem
      pytajniki, puste miejsca.
      Wrzawa sposobem za liche odzienie.

      Dookoła tarczy zegara,
      albo radość słonecznej pogody,
      albo smutek w szpalerach cieni.

      Prosto zmierzać po równi pochyłej?
      Nie ma z diamentu podłogi.
      Stopy chodzą na dwa kierunki.

      I jaki sens wnikać w szczegóły,
      kiedy nie mamy kluczy do dna studni?
      Czy nie wystarczy nam zaufanie do Wodza?

      Za krótki mój rozum, aby ogarnąć Świat wielki, aby w pokorze iść drogą leśną, a za nasze przywary obwiniać tylko człowieka.

  5. akwamaryna Says:

    Też mi się wydaje, że prostota najbardziej trafia do serca, do uczuć.
    Dużo głębokich myśli, Logosie, trafiających sedna…wszystko jest w nas i podobne myśli, choć każdy inaczej je interpretuje.
    Pozdrawiam serdecznie:).

  6. Torlin Says:

    Na temat wiersza się nie wypowiadam, bo nie trafił do mnie. Chcę Cię tylko poinformować, że byłem na „AmbaSSadzie” Machulskiego i byłem zachwycony. Świetna komedia (i do tego śmieszna, to rzadkość w naszym filmie polskim).

    • Logos Amicus Says:

      Nie wszystkie wiersze do nas trafiają.

      A film Machulskiego mają wyświetlać na najbliższym Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, który odbędzie się u nas w listopadzie. Nie wiem jednak, czy będę go mógł obejrzeć.
      Machulskiego osobiście lubię (spotykaliśmy się wielokrotnie – jesteśmy nawet na Ty ;) ) ale nie wszystkie filmy w ostatnich dwudziestu latach, moim zdaniem, mu wychodziły. U mnie nadal na pierwszych miejscach są „Va Bank” i „Seksmisja”. Z tych ostatnich podobał mi się np. „Ile waży koń trojański”.

    • sarna Says:

      Torlinie, jak chcesz się zdrowo i szczerze pośmiać na Machulskim, to polecam „Kołysankę”, a przy tym świetna muzyka.

      • Torlin Says:

        Sarno!
        Nie oglądałem, nawet nie wiedziałem, że taki film istnieje. Dzięki.
        ———————
        L.A.!
        Spośród moich ulubionych filmów Machulskiego obok „Vabanku” i „Seksmisji” jest również trzeci – „Girl Guide”. Przepadam za nim, denerwuje mnie tylko w tym filmie brak postsynchronów, momentami nie słyszę, co mówią bohaterowie.

  7. Simply Says:

    Logos, to Ty jesteś nadęty,… bez nadymania :D , a nie ja. Jako poeta, oczywiście

    • Logos Amicus Says:

      To, że Ty tak twierdzisz, wcale nie oznacza, że tak jest.

      Poza tym, w poprzednim komentarzu napisałeś, że nie jestem poetą (jakbyś cokolwiek na ten temat mógł wiedzieć), a teraz piszesz, że jestem poetą, tylko – wg Ciebie – nadętym.

      Używasz typowych argumentów ad personam, na dodatek obraźliwych – i nawet tego nie zauważasz.
      To tylko świadczy o Tobie.

  8. Simply Says:

    Nie przejmuj się, idzie z tym życ ..

  9. Simply Says:

    Napisałem, że jesteś nadęty ( ale nie jako poeta – to sobie sam dodałeś – tylko tak normalnie ) Sorry, jestem najebany ( pewnie nie powinienem w ogóle pisac ) – wybacz zjazd, ale o Twoim byciu poetą trochę wiem, bo nie tak bardzo dawno publikowałeś swoje młodzieńcze teksty … i nie wiedziec czemu mam wrażenie, że ten ostatni tekst powstał dokładnie wtedy co tamte. Nie lubię, takiego walenia kawy na ławę ( jak wtedy i teraz )
    Nie miej mi za złe, najebałem sie trochę na smutno, bo wczoraj zmał Ronald Shannon Jackson., na którego koncercie byłem n Warsaw Summer Jazz Days w 98 Tak, że wybacz…

    • Logos Amicus Says:

      Wytrzeźwiejesz, to pogadamy

    • Miriam Says:

      Gospodarz tej strony winien wykasować wulgarne – i co tu kryć: głupie – występy pijanego niejakiego „symplego”. Niektórym ludziom się wydaje, że jeżeli kogoś poniżą to tym samym się wywyższą – bardzo charakterystyczne dla niektórych środowisk – i typów ludzkich – nie tylko w Polsce, choć u nas to wyjątkowo częste.
      Swoje frustracje i kompleksy winno się leczyć prywatnie, a nie wpadając do czyjegoś miejsca, robiąc w nim kupę i smrodząc – obrażając gospodarzy.

      Jestem czytelniczką tego bloga od wielu lat i bardzo go cenię, bo wyróżnia się zdecydowanie z całej masy innych, podobnych do siebie jak dwie krople wody, o których się zapomina po paru wizytach. Różnorodność tematyczna tekstów Logosa jest niebywała, poziom bardzo wysoki – to jest strona dla ludzi kulturalnych, wrażliwych i myślących. Wymaga skupienia, uwagi i refleksji.
      Ci, co lubią się taplać w błotku, a i szambo im nie straszne, mogą znaleźć dla siebie miejsce na innych forach, gdzie to wszystko jest na porządku dziennym.
      Tutaj zawsze było inaczej – i mam nadzieję, że tak pozostanie nadal.

      Pozdrawiam serdecznie Gospodarza i wszystkich tych, którzy doceniają wartość autorskiej strony L. Amicusa,
      M.

      • sarna Says:

        Simply miał zły dzień. To go nie usprawiedliwia, ale bywa, możemy potraktować to ze zrozumieniem i z przymróżeniem oka?
        Właściwie ta jego wrażliwość, choć niecenzuralna ujęła mnie;)

        • Miriam Says:

          Jeżeli się jest człowiekiem wrażliwym, to się nie chce celowo obrażać ludzi. A wulgarność jest zwykle przejawem chamstwa niż wrażliwości.
          Mam dość tych wszystkich „wyzwolonych” luzaków, co myślą, że im wszystko wolno – i że mogą używać takiego śmieciarskiego języka, jaki im ślina na język przyniesie.
          Mamy takich polityków i celebrytów na jakich sami zasługujemy – bijąc z uciechy w łapki na każdy ich wyskok i wygłup.

        • sarna Says:

          Miriam, Simply powiedział „sorry”

        • Miriam Says:

          Co z tego, jak damage is done a niesmak pozostal

    • Magda W. Says:

      Co to w ogóle ma za znaczenie, czy się nazwie kogoś poetą, czy nie.
      Ważne to co się ma w głowie i co człowiekowi w duszy gra.
      A Amicus dużo w głowie ma i mu w duszy gra, bo jest bardzo wrażliwym człowiekiem.
      Kto tego nie widzi jest ślepy, albo po prostu, jeśli temu przeczy, to jest złośliwy, ewentualnie nieżyczliwy.

      Bogactwo tego bloga przytłacza, i może dlatego co poniektórzy robią się trochę nerwowi, tak jakby odzywały się w nich kompleksy i gryzła ich własna małość.
      A tutaj można się wiele nauczyć – nie tylko dowiedzieć.

  10. ulotna_wiecznosc Says:

    ,, Tylko proste słowa mogą zbliżyć nas do prawdy
    nienawidzę, kocham, obojętnieję…”

    A ten wiersz mi się podoba. Miłość i nienawiść leżą od siebie niedaleko. Dlatego tak łatwo przejść z miłości w nienawiść i z nienawiści w miłość.
    Przeciwnym zaś biegunem miłości jest strach.
    ,, A prawda jest w jednej kropli wody
    w jednym małym ziarenku piasku,..”

    To określenie jest mi bardzo bliskie. Mam wrażenie ze coś już podobnego czytałam ale nie wiem gdzie. :-)
    ,, W deszczowej kropelce – ty,
    W radosnej udręce – ty, ty, ty
    We wróżbach i w kartach – ty,
    w strumyczkach Mozarta – ty,
    u Prousta i Sartre’a – ty,
    i w „Czarach i czartach” – ty.
    W deszczowej udręce – ty
    i w smutnej piosence – ty…”
    Agnieszka Osiecka ,, Listy śpiewające” fragm

    • Logos Amicus Says:

      Lepsze jednak to Ty, Ty, Ty,Ty… Osieckiej, niż Ja, Ja, Ja, Ja… Gombrowicza ;)

      • ulotna_wiecznosc Says:

        A poza tym to, to , to, to zdjęcie jest dobre :-)))

        Podobno ludzie u schyłku swych dni nie żałują miejsc których nie widzieli , prac których nie wykonali ale miłości których nie przeżyli.

        • Logos Amicus Says:

          Ja miejsc, których nie widziałem nie żałuję (może dlatego, że wdziałem ich w moim życiu sporo). Ale jednak żałuję prac, których nie wykonałem.
          Miłości, których się nie przeżyło, po prostu się nie liczą. Liczą się tylko te, które się przeżyło. Najgorzej jest wtedy, kiedy nie przeżyło się żadnej.

  11. Jaro co pali cygaro Says:

    eeee……. dobre to jest …….
    a wszystko się wzięło z miłości……
    to takie nowoczesno-francusko-analityczno-lacanowsko-realne!
    bo życie to dar…

    Blog rzeczywiście się wyróżnia z całej masy pisaniny w necie na pokaz, na popis.
    Ciekawy z Ciebie człowiek chłopie z polskiej wsi wyruszywszy…
    Nauczyłem się czegoś od Ciebie. Zacząłem pracować – podróżując.
    Na razie Podlasie i Mazury. Pięknie było! A ludzie wspaniali, gościnni, jak swoi, jak ludzie… Trzyletnią córkę zapytałem: „gdzie chciałabyś pójść na spacer?”
    Odpowiedziała: „Tato, chodźmy tam, gdzie jest przygoda”

    Tak sobie myślę że zaakceptowanie przygodności własnego życia i realizowanie własnych pragnień nawet za cenę utraty poczucia kontroli nad tym wszystkim i utraty pseudo „poczucia bezpieczeństwa” może być jedynym tym, co w człowieku nie jest złudzeniem i mirażem.
    Otwarcie na wolność i gotowość do spełnienia, nie posiadanie „niczego” do stracenia, to czyste realne, sama kwintesencja istnienia, cała prawda o nas. Nie efekt. Gotowość.
    Człowiek to ten, który ma ODWAGĘ sięgnąć po szczęście…
    Do zobaczenia tam, gdzie jest przygoda Amicus!

    • Tess Says:

      Temu co zarzucił nadęcie Amicusowi i wytknął to, że nie jest poetą, polecam jego piękny wiersz „Książki mojego dzieciństwa”:

      „Kiedy więc patrzę teraz na książki mojego dzieciństwa,
      dotykam palcami ich wyblakłych i wytartych grzbietów
      myślę o nich czule, jakbym chciał opowiedzieć im w podzięce
      całe moje życie – wszystkie moje złe i dobre przygody
      oddać im prawdziwy zapach egzotycznych krajów
      nakreślić w nich mapy odległych kontynentów
      zaznaczyć wszystkie przebyte tam szlaki
      opisać piękno twarzy spotkanych tam ludzi.
      Ale też przyznać, że stara jabłoń w rodzinnym ogrodzie,
      łąka za płotem, olchy i płynąca nieopodal rzeka
      sekwoje w Big Sur i karaibskie plaże,
      wielkie lodowce Alaski, pustynny skwar Tybetu
      – to wszystko tak naprawdę jest tym samym światem
      i że liczą się tylko nasze powroty
      oraz pamięć, która ożywia to, co przeminęło
      i co ciągle przemija – wszędzie tak samo”

      Proste i trafione, bez zadęcia, choć lekko sentymentalnie i melancholijnie.
      To jest również nawiązanie do tego, co pisze Jaro – że przygodę można znaleźć za swoim płotem, wybierając się nawet w najbliższą okolicę – do krajobrazu i ziemi, do której i tak zawsze człowiek powraca, choćby tylko w myślach.

      Cały wiersz – jak i ciekawy wpis o bibliotece – przeczytać można tutaj:

      https://wizjalokalna.wordpress.com/2012/05/03/biblioteka/

      Pozdrawiam
      Tess

  12. sarna Says:

    Miriam wyluzuj.
    Amicus to mądry mężczyzna i wyrozumiały;) dla ludzkich słabości.
    Simply miał tu chyba pierwszą taką wpadkę, przeprosił i dajmy mu szansę. Po kiego czorta od razu na stos?
    A co do prowokacji i natchnienia, to bywają i takie, które znawcy sztuki przez wielkie S klasyfikują jako „artyzm” (Manzoni) , a mnie rażą nie mniej niż zachowanie Simplego.

  13. maria Says:

    Była mowa o filmach Machulskiego, jako ciekawostkę dodam, że dom w którym kręcono ostatnie sceny Seksmisji, po wyjściu uciekinierów z podziemnego świata znajduje się w Łodzi w pięknym rejonie Ruda Popioły. Często tam bywam na spacerach i zawsze oglądam sobie ten dom i zastanawiam się co kryją piwnice tego domu :)

    Co do Twojego wiersza, świetnie to ująłeś, bo ja już dawno doszłam do wniosku, że życie to samotność i pustka, przeplatane na przemian chwilami rozkoszy i rozpaczy. Leszek Kołakowski twierdził, że przyjaźń jest najważniejsza i ja mu wierzę :) Pozdrawiam,

    P.S. Rzeczywiście warto iść na Życie Adel? Jest zaskakująco wiele dobrych recenzji dotyczących tego filmu, a z tego co wiem to film trwa 3 godziny z tego godzina to ostre sceny erotyczne, nie wiem co o tym sądzić ? Czy naprawdę te sceny były potrzebne, podobno reżyser zmuszał aktorki do odgrywania wielu dubli tych scen, coś mi się tu nie podoba …

    • Logos Amicus Says:

      To brzmi jak oklepany frazes, ale rzeczywiście to Miłość jest w życiu najważniejsza (i różne jej przejawy, jak np. przyjaźń, pasja czynienia czegoś dobrego i wartościowego, poświęcenie dla drugiego człowieka… etc. ) Wszystko inne – majętność, rozkosze cielesne, dogadzanie sobie, konsumpcja, hedonizm, otaczanie się rzeczami, pogoń za władzą i bogactwem – prędzej czy później objawi swoją pustkę i daremność, marność, pogoń za chimerą… Tylko Miłość (i związana z tym wiara w coś, co jest transcendentne, wyższe ponad nagi byt nasz zwierzęcy) – nawet jeśli jest iluzją – dostarczyć może człowiekowi poczucie sensu i spełnienia.
      Piszę to z pełną świadomością tego, że może to zostać wzięte za patos, może nawet banał. Ale są w życiu człowieka takie momenty (ja chyba jestem właśnie w takim), kiedy to objawia się jako prawda bezdyskusyjna, wręcz absolutna – wyczuta całą naszą istotą, jestestwem.

      Moim zdaniem „Życie Adeli” warto obejrzeć. To prawda, obecne tam sceny erotyczne są podobne w swojej otwartości do tych, jakie się widuje w filmach pornograficznych, (pierwszy raz widziałem taką fizyczną dosadność na ekranie w filmie komercyjnym, „mainstreamowym”) ale moim zdaniem to nie jest pornografia, (bo wyznacznikiem wulgarnej pornografii jest tylko i wyłącznie wywołanie podniecenia seksualnego u odbiorcy). W „Życiu Adeli” obecność tych scen ma inny sens i znaczenie – jest ściśle związana z głęboko intymnym przesłaniem (i tematem) filmu: cielesno-duchowa więź między dwiema kochającymi się kobietami, w której erotyzm pełni bardzo ważną rolę – mimo że seks nie jest dla nich najważniejszy, choć sprawia czasem wrażenie dominanty w tej relacji.
      Ale film – może nie tyle ratuje, co usprawiedliwia i motywuje – znakomita gra aktorska, autentyzm, prawda emocji, złożoność psychologiczna międzyludzkich relacji… jego swoisty humanizm i obecna w nim empatia.

      Coś tam słyszałem o nieporozumieniach, jakie wynikły już po powstaniu filmu między jego twórcami (reżyserem, producentem?) a aktorami, wykonawcami, ale na ekranie, w moim odczuciu, nie widać jakiegoś złego wpływu tego konfliktu na efekt końcowy filmu i jego wartość artystyczną, która moim zdaniem jest wysoka.

  14. Sigil of Scream Says:

    Generalnie ładne przesłanie – wydaje mi się wyrastać z prawdziwego doświadczenia tej klarownej chwili wglądu – które ukazuje siłę Miłości i to, czym ona naprawdę jest… Aczkolwiek uważam, że końcówka jest nieco zbyt oczywista, na czym traci nieco klimat wiersza. Chodzi mi o fragment:
    <>

    Osobiście przedstawiłbym to jakoś bardziej metaforycznie. Całość jest dużo lżejsza, a końcówka nieco waży, co daje ogólne wrażenie wzrastającego ciążenia. Niemniej często tak jest że trudno jest dobrać właściwą końcówkę do dobrego wiersza – i sam miewam z tym problemy (niektóre moje teksty czekają 3 lata aż je ukończę). :)

    • Logos Amicus Says:

      Wszystko w tym wierszu jest oczywiste i może dlatego budzi on u niektórych pewne zastrzeżenia.
      Ale takie było moje założenie: to miało być proste i poniekąd oczywiste – to nie miała być wielka Poezja, celowo podrasowana wieloznacznością, stekiem metafor czy niejasnością, która przecież często wszystko gmatwa. Z założenia nie ma w tym wierszu metafor, może z wyjątkiem nawiązania do kropli wody, ziarenka piasku, wołania na pustyni… (też miałem tu świadomość tego, że są to motywy cokolwiek ograne i przez to zbanalizowane).
      A już na pewno nie napisałem tego wierszyka po to, by pokazać wszem i wobec, żem wielki Poeta jest.

      Mógłbym się postarać, by napisać tu jakiś wiersz mniej oczywisty, bardziej “nowoczesny”, wystylizowany na głębię i wieloznaczność, tudzież z wyszukana metaforą. Ale nie chciałem tego robić, bo właśnie w tym przypadku wydawałoby mi to się pretensjonalne.
      Poezja wg mnie bardziej jest impresją, wrażeniem – mniej zależy od intelektualnej wnikliwości.

      Nie za bardzo wiem, do którego fragmentu się odnosisz, bo jakoś nie załapał się on w nawiasach ;)
      Ale rozumiem o co Ci chodzi i w sumie podzielam Twoją opinię. Twoja reakcja jest dobrze umotywowana.
      Rozumiem też to, ze jeden wiersz można pisać 3 lata ;)
      Zdarza się, że jedno słowo – lub jedna fraza – może dojrzewać w Tobie całymi latami.
      (A i tak później może się wydać komuś banalna, oczywista lub wydumana, może nawet zbyt… pochopna. Cóż, nie ma reguł na odbiór poezji i jej interpretacje, które często wymykają się Rozumowi, logice, inteligencji…

      • Sigil of Scream Says:

        Faktycznie, fragment się nie pojawił. Chodziło mi o:

        „Ono jest w tobie – czego nawet nie wiesz,
        omamiony kolorową bańką złudzeń
        otaczającej cię “rzeczywistości”

        W moim odczuciu: zbyt dosłowne i niestety spłyca pointę.

        Ale tak naprawdę nie o tym chciałem: uśmiechnąłem się czytając Twoją odpowiedź. Tak, jakbyś się musiał tłumaczyć… Ja Ci opisuję jedynie mój osobisty odbiór, co z tym zrobisz to Twoja sprawa. Ale po co pisać mniejszą poezję, gdy można pisać większą? ;) Twoje wyjaśnienia wyglądają tak, jakbyś wolał zadowolić się mniejszą. ;)

        Sigillum Natura et artis simplicitas. Pisanie proste wcale nie jest proste – to właśnie ono wymaga największego kunsztu i wyczucia. ;)

        • Logos Amicus Says:

          We wszystkim co tutaj napisałeś przyznaję Ci rację :)
          Innymi słowy: też tak uważam.

          Pytasz: „po co pisać mniejszą poezję, gdy można pisać większą?”
          Otóż to, co napisałem (chodzi o mój „wiersz”) wcale nie musi być traktowane jako poezja – nieważne: większa czy mniejsza. To było po prostu takie wyznanie bez żadnych literackich czy artystycznych pretensji. Dla mnie ważne było to, co wówczas czułem i uznałem za prawdę – moment osobisty, niemalże intymny.
          I właściwie – w tym przypadku i wobec tego, co przed chwilą napisałem – nie jest dla mnie aż tak ważne to, jak to zostanie odebrane (ale, oczywiście, nie wynika to z jakieś arogancji czy lekceważenia ewentualnego Czytelnika ; ) – bo nadal ciekawi mnie to, co ma na ten temat do powiedzenia)

  15. sarna Says:

    Pamiętam to zdjęcie bodajże jeszcze z Brain Grafitti ?
    Mogę podokuczać ;) ?
    Piszesz „Jesteśmy głosem wołającym na pustyni zagłuszonym milionem innych głosów”.
    Nigdy nie doświadczyłam bytności na pustyni i szczerze mówiąc nie marzę o tym, bo jak wiesz nie cierpię pisaku w obuwiu :), ale nie wiem dlaczego pustynia kojarzy mi się z brakiem życia, a więc i ciszą. Wiem, że to stereotypowe myślenie, bo to miejsce tętni życiem. Ty piszesz o „milionach innych głosów”, napisz proszę z jakimi dźwiękami Tobie kojarzy się pustynia.

    PS Namierzyłam krasnala i przysiadłam z nim na ławeczce;) pewnie długo ten błogostan nie potrwa, ale fajnie jest :) – ufam, że też spotkasz swojego krasnala.

    • Logos Amicus Says:

      Tak, to zdjęcie pojawiło się w moich zapiskach na Wizji z podróży do Nowego Meksyku i Teksasu, we wpisie „BALLADA O PUSTYNI I GÓRACH, czyli tam gdzie jest bliżej nieba i piekła”, a wcześniej na moich blogach fotograficznych: Światowid (tutaj) i brulion podróżny (tutaj).

      „Głos wołającego na pustyni” (we wcześniejszych przekładach Biblii było „puszczy”) to oczywiście metafora.
      Można wołać będąc wśród tłumów i nikt nie zwróci na to uwagi, bo każdy woła swoje. O to mi chodziło: puszczą (pustynią) może być nawet tysięczne audytorium, które nie zwraca na ciebie – i na to co mówisz/wołasz – żadnej uwagi. To jest ta ludzka samotność w tłumie – wśród ludzkiej rzeszy, której jesteś zupełnie obojętny – i która jest obojętna na to, co chcesz przekazać (czasem nawet wykrzyczeć) światu. Takie rzucanie grochem o ścianę.

      PS. To prawda, przydałbym mi się teraz jakiś… może nie krasnal, ale dobry duszek ;)

  16. sarna Says:

    Wiem co ozn. ten frazeologizm, ale nie o niego mi szło, a o to z jakimi dźwiękami Tobie kojarzy się pustynia – no wiesz: przywołujesz we wspomnieniach obraz, a on brzmi. Zdaję sobie sprawę z tego, że współczesna pustynia może przypominać przeludniony szlak turystyczny i jej dźwięki mogą mieć niewiele wspólnego z naturą, ale jestem ciekawa, co Tobie utkwiło w łepetynie :)

    PS Nie lekceważ roli krasnala ;), bo jak śpiewały maluchy z Gawędy:

    „Tak prędko się rośnie, wyrasta się z ubrań.
    Już spodnie za krótkie, za ciasna wiatrówka.
    Już dziecko nie dziecko, już z chłopca jest chłop.
    Kochany poczekaj, zastanów się, stop !
    Z krasnoludka nigdy w życiu nie wyrastaj, nie wyrastaj, nie wyrastaj
    bo weselej iść przez świat, gdy jest z tobą taki skrzat,
    taki śmieszny i pocieszny mały krasnal”

    macham

    • Logos Amicus Says:

      Pustynia, mimo wszystko, kojarzy mi się z przejmującą ciszą.
      Innymi słowy: ona dla mnie brzmi ciszą.
      To także skwar, który pochłania wszystko i powoduje, że obraz pustyni drży i faluje – jakby gotów był do odpłynięcia gdzieś w inne wymiary przestrzeni i czasu. A przez to rzeczywistość, która cię otacza, zaczyna wydawać ci się mirażem.

      PS. Takiego krasnala, dzięki któremu możemy odczuć śmieszność i pocieszność rzeczy, nie lekceważę.
      I chyba do końca życia pozostanie ze mnie coś z takiego krasnoludka ;)

  17. sarna Says:

    Chcesz powiedzieć, że nigdy nie zgolisz brody ;)?

  18. AndySd Says:

    Piękne! Bardzo mi się podoba!

  19. Sigil of Scream Says:

    Wiesz, stary dobry schemat Jacobsona: komunikacja zachodzi wtedy, gdy nadawca i odbiorca spotykają się w obrębie tego samego kodu i kontekstu. Jeśli piszesz wyznanie w formie wiersza to oczywiste, że jako wiersz zostanie odczytane. ;)
    I zapewne ocenione także pod tym kontem.
    Pozdrawiam! :)

    • Logos Amicus Says:

      Tak, tak, zgoda…
      Często nadawca i odbiorca nie spotykają się w obrębie tego samego kodu i kontekstu (jak to zgrabnie ująłeś ;) ) – a stąd się bierze cała masa nieporozumień.
      Dochodzą do tego także różnice w odbiorze, odmienna wrażliwość, sprawa tzw. „gustu” i preferencji, obszar zainteresowań, wiedza… etc.
      Aż dziwne, że wobec tego wszystkiego, jakoś udaje się nam czasami porozumieć :)

  20. Hannah Says:

    “For the first time in my life I saw the truth as it is set into song by so many poets, proclaimed as the final wisdom by so many thinkers. The truth — that Love is the ultimate and highest goal to which man can aspire. Then I grasped the meaning of the greatest secret that human poetry and human thought and belief have to impart: The salvation of man is through love and in love.”

    Viktor Frankl, „Man’s Search for Meaning”
    http://www.huffingtonpost.com/2014/02/04/this-book-youve-probably-_n_4705123.html?ncid=edlinkusaolp00000009


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s