MIEJSKA DŻUNGLA

*

Racinha – slumsowa dżungla zamieszkana przez ludzi

Miliony ludzi tłoczą się w dzielnicach biedoty – w najpiękniej położonym mieście na świecie

*

Karnawał w Rio de Janeiro się rozkręcał, lecz my, zamiast nasiąkać coraz bardzie gorącą atmosferą ulicznej fiesty, postanowiliśmy wybrać się do Rocinhy – najsłynniejszej faweli Rio. Niektórzy z nas pamiętali głośny film „Miasto Boga”, więc na własne oczy chciało zobaczyć jak wygląda miejsce, które bardziej niż Boże Dominium przypomina – sądząc po tym, co można było zobaczyć na filmie – piekielne mrowisko, w którym panuje przemoc, bezwzględność i zbrodnia; czyli, innymi słowy: gdzie życiem i śmiercią ludzi rządzi prawo dżungli.
Jak wszystkim wiadomo, fawele to bardzo charakterystyczne dla brazylijskich miast osiedla, właściwie slumsy, tyle że mające swoją specyfikę. Napisać, że mieszka tam biedota to mało wyczerpujące stwierdzenie. Fawele głównie zaludniane były przez napływających ze wsi imigrantów, przybywających tu ze stron, gdzie z różnych powodów zabrakło pracy w rolnictwie. Ludzie Ci ciągnęli do wielkich miast z nadzieją właśnie na znalezienie pracy i najczęściej, dotarłszy na miejsce, znaleźli się bez środków do życia, próbując przetrwać w jakikolwiek sposób, zwykle poza prawem. Budowali więc swoje baraki – szałasy tam, gdzie istniał zakaz budowania czegokolwiek, czyli na zboczach otaczających Rio wzgórz. Tym sposobem najbardziej atrakcyjne widokowo miejsca w mieście okupują biedacy, a nie – tak jak można by się było tego spodziewać – bogacze.
W fawelach mieszka większość wszystkich mieszkańców Rio, czyli ponad 4 mln. Są to dzielnice, gdzie „porządek” utrzymują gangi, które dzielą fawele na rejony swoich wpływów. W zasadzie policja federalna nie wtrąca się do tego i dość często widać np. chodzące po ulicach dzieci z karabinami.  Od czasu do czasu próbuje się zwalczać gangi, najczęściej stosując metody brutalniejsze, niż to robią sami gangsterzy. Tworzono np. tzw. „szwadrony śmierci”, które likwidowały podejrzanych i przestępców poza prawem.  Innym wielkim problemem są tysiące bezdomnych i nie posiadających rodziców dzieci, które żyją na ulicy, handlują narkotykami, żebrzą lub kradną.

Mając to wszystko na uwadze, z duszą na ramieniu wybieraliśmy się do Rocinhy, która jest największą fawelą Rio. Wynajęliśmy do tego celu jeepa, którego kierowcą był człowiek przypominający z wyglądu komandosa. Ku naszej konsternacji jeep był otwarty – żadnych tam kuloodpornych szyb. Ale cóż… trudno się było już wycofywać.
To, co zobaczyliśmy zupełnie postawiło na głowie moje wyobrażenia o faweli. Wszędzie bowiem natrafiliśmy na zupełnie normalnych, przyjacielskich, pogodnych i spokojnych ludzi, którzy tylko żyli w tak dziwnych dla nas warunkach i w tak niesamowitej scenerii nawarstwionych na sobie ni to domków, ni to baraków, budowanych bez planu, ładu i składu – spontanicznie – w każdym możliwym (i niemożliwym) do tego celu miejscu.
Okazało się, że Rocinha ma pełną infrastrukturę – wodę, elektryczność, kanalizację, wywóz śmieci… życie zorganizowane społecznie (sklepy, szkoły, przedszkola, rady i komitety mieszkańców…). Tyle że estetyka ulic jest slumsowa – „architektura” domostw wręcz żywiołowa, by nie napisać anarchistyczna. A jednak Rocinha nie jest typową fawelą (może dlatego, że jest jedną z najstarszych, mających już swoją tradycję). Nie we wszystkich życie jest zorganizowane na tak „przyzwoitym” (w porównaniu  z panującymi w innych fawelach warunkami) poziomie.
Chodziliśmy tam po różnych dziwnych zakamarkach, ale paradoksalnie czuliśmy się bardziej bezpieczni niż np. na „cywilizowanej” i pełnej turystów plaży Copacabana, czy też w sąsiedzkiej Ipanemie. Może dlatego, że świat ten wydawał się bardziej jednolity i zintegrowany, niż ten w kolorowym i folderowym Rio, za którym – jak mi się wydawało – czai się desperacja Trzeciego Świata. To właśnie nie pozwalało nam tak do końca zachwycić tym miastem – podskórne napięcie, napór rzeczywistości powszedniej – przyczajonych gdzieś społecznych i politycznych konfliktów, z których najczęściej szeregowy turysta nie zdaje sobie sprawy… do chwili, kiedy np. zostanie ograbiony w biały dzień przez uzbrojonych w nóż lub pistolet rabusiów.

Nie wiem, może strach ma wielkie oczy, ale czułem się nieswojo, kiedy pewnego razu sam przeszedłem się z jednego końca Ipanemy na drugi, polując z aparatem na jakieś rodzajowe scenki.
Pod koniec dnia zawędrowałem na Arpoador, czyli wysuniętą w Ocean skałę oddzielającą Ipanemę od Copacabany, gdzie zostałem aż do zachodu Słońca. Wreszcie czułem się bezpieczny, siedząc na skale wśród setek ciepłych i zrelaksowanych ludzi, którzy zebrali się by pożegnać zachodzące słońce. Jest to tradycja – każdego wieczoru jest ono żegnane tu aplauzem i oklaskami. Tak więc – mimo wszystko – można odczuć w Rio atmosferę południowego kraju – życia niespiesznego i na luzie, o innej hierarchii wartości, gdzie bardziej liczy się przyjemność z obcowania z drugim człowiekiem, pozytywna sfera związanych z tym uczuć, niż charakterystyczna dla cywilizacji zachodniej pogoń za zyskiem i materialną konsumpcją.

(z notatek z podróży do Brazylii, 2005; zdjęcia własne)

*

Racinha - slumsowa dżungla zamieszkana przez ludzi

Rocinha – slumsowa dżungla zamieszkana przez ludzi. Architektoniczna anarchia.

*

*

Parking czy śmietnisko?

Parking i śmietnisko

*

*

Spacerując po dachach - wśród niebieskich kubłów

Spacerując po dachach – wśród niebieskich kubłów

*

*

Łącza - kto się w tym połapie?

Łącza – kto się w tym połapie?

*

*

Fawelowi przyjaciele

Fawelowi przyjaciele

*

*

Do wszystkiego można się przyzwyczaić?

Do wszystkiego można się przyzwyczaić?

*

Więcej zdjęć z faweli obejrzeć można w brulionie podróżnym TUTAJ. Zaś ludzi z Arpoador na stronie Światowida TUTAJ.

*

Reklamy

komentarze 23 to “MIEJSKA DŻUNGLA”

  1. ROCINHA – FAWELA W RIO | brulion podróżny (ilustrowany) Says:

    […] Zdjęcia stanowią ilustruję wpisu na blogu Wizja Lokalna pt. “Miejska dżungla”. […]

  2. Bazyl Says:

    Logosie, nie myślałeś o wydaniu tych notatek? To się świetnie czyta :-)

  3. sarna Says:

    Zastanowiło mnie wiele rzeczy, ale ugryzę się w język;) – choć wybacz – jak przystało na babę nie wytrzymam :)
    Czasami poraża mnie to, jak tak wrażliwy Człowiek jak Ty, może być ślepy! – ale ok, ostatecznie lepiej późno niż wcale, ważne, że ostatecznie coś zrozumiałeś.
    Jak zwykle roztkliwiła mnie fotografia z udziałem „brata mniejszego”
    macham

  4. sarna Says:

    Zauważ, że nie nagle. Trułam Ci już o tym w postach o Indiach, gdzie widziałeś tylko kolorowe barwy i uśmiechniętych ludzi. Nie widziałeś spoza uginających się od jedzenia straganów ogromnej nędzy i głodu, które tam są problemem na skalę światową, ba nawet nie chciałeś tego przyjąć do wiadomości.
    Widziałam Twoje zdjęcia z karnawału z Rio kilka lat temu. Moja koleżanka mieszkała tam wiele lat i niedawno udało jej się cudem wrócić do kraju. Twoje zdjęcia i jej opowieści to dwa różne światy. Nie mówię, że kłamiesz, ot pokazałeś coś, co jest widoczne dla oka turysty, a realia są zgoła inne. Nawet te roznegliżowane dziewczyny wbrew pozorom są wychowywane wg bardzo purytańskich zasad, choć w domach w których dorastają wśród mężczyzn homoseksualizm jest normą. Dzieci z ubogich rodzin uczęszczają do szkół w slumsach, gdzie w XXI w w oknach zamiast szkła są błony z pęcherzy, a jak cię nie stać na bilet możesz jechać miejską komunikacją na gapę pod warunkiem, że przepełzniesz na kolanach pod poprzeczką ustawioną na wys. ok. 0,5m. Z jednej strony nowoczesność, wręcz szklane domy Żeromskiego, a z drugiej straszny ciemnogród. W obecnym poście zwróciłeś już uwagę na „drugą stronę medalu”, co nie uszło mojej uwadze;) i co mnie cieszy. Uważam, że zbyt często pokazuje się tylko kolorowe foldery jakiegoś zakątka świata, pomijając niewygodne fakty. Nie pamiętam już nazwy, ale określa się nią modną obecnie formę turystyki, gdzie za grosze i tandetne gadżety zagląda się do domostw i garnków „tubylców” , podgląda ich, by poczuć się blisko ich realiów. Przysłuchiwałam się niedawno dyskusji etyków, którzy twierdzili, że to nieetyczne i że żeruje się w ten sposób na nędzy tych ludzi, którzy sprzedają swoją intymność dla przysłowiowej kromki chleba. Osobiście nie chciałabym by ktoś tak traktował mnie, ale marzą mi się bajeczne podróże :)

    PS. Fajnie, że się odzywasz, macham

    • Logos Amicus Says:

      “gdzie widziałeś tylko kolorowe barwy i uśmiechniętych ludzi.Nie widziałeś spoza uginających się od jedzenia straganów ogromnej nędzy i głodu, które tam są problemem na skalę światową, ba nawet nie chciałeś tego przyjąć do wiadomości.”

      Nieprawda. Podczas moich podróży, zwłaszcza do Azji, widziałem nędzę i tragiczną sytuację wielu ludzi, czemu dałem wyraz w swoich tekstach niejednokrotnie. (Nie mogę odpowiadać za Twoje jednostronne interpretacje – zwłaszcza tego, czego, Twoim zdaniem, widzę albo nie widzę.
      Ale również starałem się dostrzec piękno i dobre strony tego kraju – których przecież także w tych krajach nie brakuje i są one tam autentyczne.

      Turystyka współczesna to bardzo szeroki (i kontrowersyjny) temat. Nie można go tu skwitować w paru zdaniach.

      Nie widzę nic złego w tym, że będąc w “boskim” Rio chciałem także zobaczyć, jak naprawdę mieszkają ludzie w fawelach (o których słyszałem i czytałem od dziecka). Właśnie m.in. dlatego, żeby nie widzieć tylko tej “turystycznej”, karnawałowej powierzchni Rio de Janeiro.
      A sam karnawał jest przede wszystkim dla Brazylijczyków, nie dla turystów. Oni tym żyją i autentycznie się cieszą. A czy zawsze wtedy, kiedy widzimy spontaniczną i gorącą radość i poczucie szczęścia tych ludzi (tak jak to jest podczas karnawału) musimy od razu zatruwać to sobie świadomością tego, że na marginesie (większym lub mniejszym) i za kulisami dzieją się także rzeczy okropne? Tak jest na całym świecie.
      Ja nie stronie na swojej stronie o pisaniu o ciemnych stronach naszego życia i świata. Nie wiem dlaczego do tej pory tego nie zauważyłaś.

      PS1. Ten tekst napisałem 5 lat temu (to nie jest więc tak, że dopiero teraz zwróciłem na to uwagę.
      PS. “Trułaś” – tu użyłaś odpowiedniego słowa ;)

      • sarna Says:

        A właśnie, że prawda, i nie są to moje jednostronne interpretacje. Pamiętam wieczne potyczki i ciężkie boje z Tobą – aż dziw, że ciągle Cię bardzo lubię :)
        PS lubię się z Tobą droczyć, więc czasami truję celowo ;)

  5. Bareya Says:

    Zdjęcia piękne, napisane rzeczowo i czyta się gładko choć „obraz” opisywany kłóci się z moimi wyobrażeniami o takich miejscach. Nie wiem czy po 1-2 razach można wyciągać tak „sielskie” wnioski co do życia w takich społecznościach ale ufam w te spostrzeżenia. Nie ufam, że ten błogi stan ludzi żegnających zachodzące słońce odzwierciedla ich życie codzienne.
    p.s. Bardzo ciekawy blog. Muszę zanurkować po więcej…
    pozdro

    • Logos Amicus Says:

      Nie, to nie tak, że ja twierdzę że tam panuje błogość i sielanka. Ja w tym szkicu chciałem napisać o moim zaskoczeniu, że wchodząc do faweli nie zastałem tam (oczekiwanego) piekła, ale normalnych ludzi, którzy robią wszystko aby żyć normalnie. I że to im się jakoś udaje: naprawdę widziałem tam uśmiechniętych, ciepłych ludzi – nie dostrzegłem głodu czy cierpienia (tak, jak to spotkać można w niektórych krajach w Azji czy Afryce). Nie wątpię, że moje spojrzenie z konieczności musiało być powierzchowne. Ale to była tylko jednak, kilkugodzinna wizyta – a moje „sprawozdanie” to tylko szkic. I ja tego nie ukrywam. Nie miałem wówczas możliwości by przeprowadzać jakieś pogłębione badania socjalne, rozmawiać dłużej z zamieszkującymi fawele ludźmi. To jest tylko coś w rodzaju impresji, lecz mimo tych ograniczeń sadzę, że też mająca pewną wartość.

      Nota bene sami mieszkańcy faweli nie chcą, aby postrzegano ich tylko w tych piekielnych i nędznych stereotypach. jakiś czas temu oglądałem film zrealizowany właśnie przez ludzi, którzy sami mieszkają w faweli, noszący znamienny tytuł: „5 x Fawela – teraz przez nas samych” (“5x Favela, Agora por Nós Mesmos”). Myślę, że warto tutaj przytoczyć notkę, jaką wówczas temu filmowi poświęciłem, bo bardzo ściśle przylega ona do tego, o czym tu mówimy:

      „Pięć nowel o życiu mieszkańców brazylijskich faweli, czyli slumsów, którymi obrosły największe miasta tego kraju, a najbardziej – najpiękniej położone miasto na świecie, jakim jest niewątpliwie Rio de Janeiro. Pięć różnych historii z życia (w tychże slumsach) wziętych, opowiedzianych – jak twierdzą ich autorzy – po raz pierwszy przez ludzi, którzy sami w fawelach mieszkają. Tym samym dając wszystkim do zrozumienia, że ich opowieści są inne od tych, które przedstawiały slumsy dotychczas – a przedstawiały je zazwyczaj jako piekło na ziemi, gdzie syf, kiła i mogiła, walki narkotykowych gangów, szwadrony śmierci i groza czająca się za każdą ruderą i barakiem udających dom. Oczywiście, coś z tego horroru w tych nowelkach pobrzmiewa (w końcu to wszystko też jest częścią prawdziwego życia faweli), ale główna uwaga wszystkich reżyserów (a trzeba zaznaczyć, że film robiła ich cała churma) skupia się na normalnym życiu normalnych ludzi, układających sobie jakoś życie w warunkach, które właściwie tylko nam, mieszkańcom wspaniałych metropolii i szklanych domów, wydają się być czymś nienormalnym.” (Cytat pochodzi stąd.)

      Witam po raz pierwszy na moim blogu,
      pozdrawiam i zapraszam do częstszych odwiedzin,
      dziękując przy okazji za słowa uznania,
      S

      • Bareya Says:

        Oczywiście, że ten „szkic” ma wielką „wartość”. Zdaje sobie sprawę, że to subiektywne spojrzenie a nie esej na temat moralności i stanu życia. Mi takie subiektywne spojrzenie daje pewien obiektywny wgląd na „sprawy”. Wolę taki niż pretensjonalne penetracje skoncentrowane (najczęściej) na efekcie/szoku i wyciąganiu wniosków z jednostkowych sytuacji (dotałem w Niemczech w mordę – Niemcy to mordobijcy). pozdrawiam

        • Logos Amicus Says:

          Ten mój szkic to właśnie jedna z takich małych „cegiełek”, elementów „puzla”, z których można zbudować większy obraz ukazujący rzeczywistość.

  6. inwentaryzacja krotochwil Says:

    Pytanie techniczne – te niebieskie kubełki to na deszczówkę?
    Poza tym bardzo ciekawe, lubim czytać o miejscach tak niebezpiecznych, że nie przewidujem podróży tamże.
    Pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Nie wiem dokładnie, ale chyba nie. To coś w rodzaju małych „wież ciśnień” – zbiorniki na wodę, ale dostarczaną chyba przez wodociągi (lub innym sposobem) – umieszczane na dachach, aby w domowych kranach woda p[oddana była ciśnieniu.

      Kiedy byliśmy w faweli nie odbieraliśmy jej jako szczególnie niebezpiecznego miejsca. Ale generalnie – Rio de Janeiro, choć niezwykle pięknie położone – jest miastem niebezpiecznym. W żadnym azjatyckim kraju nie czułem tak duszy na ramieniu, jak w pewnych rejonach Rio – i to wcale nie w faweli (tam bowiem byliśmy niejako „pod opieką” tubylców).

  7. Miriam Says:

    Jedną z faweli Rio de Janeiro odwiedził też niedawno papież Franciszek. Podczas spotkania z jej mieszkańcami powiedział m.in: „to nie kultura egoizmu, indywidualizmu, która często panuje w naszym społeczeństwie, buduje świat bardziej ludzki i do niego prowadzi, ale kultura solidarności”.

    Więcej w artykule tutaj:
    http://www.polskatimes.pl/artykul/954049,papiez-franciszek-odwiedzil-fawele-w-rio-nikt-nie-moze-pozostawac-obojetny-na-nierownosci-zdjecia,id,t.html?cookie=1#czytaj_dalej

    Pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      To co mówi Papież sprawia czasami wrażenie sloganu, ale sloganem nie jest choćby dlatego, że Franciszek rzeczywiście wierzy w to, co mówi, chcąc – w prosty i przystępny dla „zwykłych” ludzi sposób – przekazać pewną ważną prawdę dotyczącą życia ludzi i kondycji współczesnego świata.
      Moim zdaniem warto brać pod uwagę te społeczne (i polityczne) przesłania Kościoła, a nie tylko dyskredytować go jak to robią jego wrogowie, dostrzegający w religii samo zło.

  8. Onibe Says:

    niesamowite miejsce… bardzo interesująco złapałeś specyfikę faweli na zdjęciach. Masz oko do szczegółów – czytując Twoje wypowiedzi często zapominam o tym, że jesteś także fotografem. A fotografów traktuję na innych prawach, bo oni z natury widzą więcej i pełniej chłoną świat (współcześni poeci?). Pewnie dotyczy to tylko jakiejś grupy fotografów, ale kto by tam barwił się w podziały ;-D

    • Logos Amicus Says:

      Szczegóły mnie interesują, bo… nie tylko diabeł tam leży, ale i to, co najważniejsze – co jest składową esencji pewnej całości, a często i esencją samą.
      Fotografia łowiąca szczegół wydaje mi się najbardziej interesująca, chociaż… wśród mojej kolekcji zdjęć z całego świata, sporo jest pejzaży i panoram. Ale ten rodzaj zdjęć też potrafi uchwycić piękno świata, no i mogą być one traktowane, jako wstęp do bliższego poznania danego zakątka, rejonu świata.

      • Onibe Says:

        tak, szczegół decyduje o wszystkim. A fotografia uczy dostrzegać szczegóły. Ostatnio bawię się niemal wyłącznie w makro (na bardzo amatorskim poziomie), a efektem tej zabawy jest to, że mając kiepski wzrok potrafię dostrzec owada ileś metrów ode mnie i to nie szukając go celowo. Kiedy chadzałem z aparatem i łowiłem „scenki” jakoś tak naturalnie wpadały mi w oko ciekawe formy itd. Nie chciałem pisać o sobie, ale po prostu łatwiej opisać mi o co chodzi w ten właśnie sposób ;-)

        • Logos Amicus Says:

          Widziałem Twoje zdjęcia makro. Ciekawe. Także dlatego, że ciekawe są formy, który potrafisz wyłowić. Fotografowanie to ciągłe uczenie się – uważności, spostrzegawczości, techniki (ta zawsze powinna być wg mnie czymś wtórnym, tj. środkiem a nie celem), wrażliwości na tzw. „piękno”, czy choćby tylko ciekawość formy, deseni rzeczywistości i jej faktur.
          Ja też nie zastanawiam się na jakim poziomie „artystycznym” jest moja fotografia (i nawet nie chcę nazywać się „fotografem”). Ja po prostu lubię robić zdjęcia. I to jest bardziej fotografia opisowa, dokumentująca, niż kreatywna – to taki mój sposób zbierania ulotnego piękna świata, z którym się spotykam, i w którym żyję.

          Choć akurat na zdjęciach z faweli to piękno jest cokolwiek problematyczne ;)

        • Onibe Says:

          o, no właśnie! Znowu: widzimy podobnie ten temat!


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s