O TYM JAK ZABIJA SIĘ AMERYKAŃSKĄ WOLNOŚĆ

*

„…this nation, under God, shall have a new birth of freedom – and that government of the people, by the people, for the people – shall not perish from the earth.”
(„…ten naród doczeka się odrodzenia idei wolności; i że rządy narodu, przez naród i dla narodu nie znikną z powierzchni ziemi.”)

*

O tak! Wszyscy amerykańscy patrioci pamiętają te słowa Lincolna. Ale co one teraz znaczą? Czy aby nie zamieniły się one dzisiaj w czczy slogan?
Nowe narodziny wolności? Kiedy to było?
Prawda jest taka, że nasza wolność w Ameryce zabijana jest każdego dnia i mało kto zdaje sobie z tego sprawę, bo zabijana jest w sposób „miękki”, niemalże niepostrzeżenie.
Nasz rząd przyjmuje formy rządzenia, które stają się coraz mniej „rządami narodu, przez naród i dla narodu” i są mocne przesłanki do tego, by sądzić, że taki rodzaj rządu zniknie jednak wkrótce z powierzchni ziemi – jeśli tylko sprawy nadal będą podążały w tym samym kierunku, w jakim podążają od ponad 10 lat (a wszystko wskazuje na to, że niestety, w tym kierunku zmierzać będą).
Wystarczy tylko poświęcić więcej uwagi informacjom, które do nas docierają (lecz zazwyczaj giną w informatycznym szumie, przytłoczone wiadomościami i obrazami bez większego znaczenia).
Ostatnia afera z zapisem rozmów klientów firmy Verizon (nota bene ujawniona nie przez amerykańskie media, tylko zagraniczne), która udostępniła je agencji rządowej (National Security Agency), to tylko czubek góry lodowej. Od ponad 6 lat działa rządowy program PRISM (będący skutkiem podpisania fatalnej moim zdaniem ustawy „Patriot Act”), który zajmuje się monitorowaniem i kolekcjonowaniem danych przepływających przez internet i inne środki komunikacji. We wrześniu ma ruszyć w Utah nowy olbrzymi (wybudowany kosztem 2 miliardów dolarów) kompleks szpiegowania Amerykanów (bo tak to przecież należy nazwać), który będzie wspomagał te istniejące dotychczas. Istnieją już pierwsze przecieki, że największe korporacje i platformy internetowe – Microsoft, Yahoo, Google, Facebook, PalTalk, AOL, Skype, YouTube, Apple… – udostępniają dane swoich klientów, najprawdopodobniej dając szpiegującym agencjom rządowym (National Security Agency, Central Security Service) bezpośredni dostęp do swoich serwerów, dzięki czemu, mogą one zapisywać (i monitorować) dosłownie WSZYSTKIE dane i informacje, jakie pojawiają się w cyberprzestrzeni – jak np. to, że w tej chwili piszę te słowa, czyli, praktycznie – dostęp nie tylko do informacji, które umożliwiają śledzić każdy nasz ruch (włącznie z tym, gdzie się w danej chwili znajdujemy), ale i nasze myśli. Zdaję sobie sprawę z tego, że może się to wydać lekko paranoiczne, (bo przecież co może w tej chwili obchodzić rząd amerykański myślenie takich maluczkich, jak ja czy Ty) ale faktem jest, że istnieje już techniczna możliwość, żeby monitorować i gromadzić – a tym samym analizować i kontrolować – dosłownie wszystkich i wszystko. A jeśli taka możliwość istnieje, to – nawet jeśli nie jest praktykowana dzisiaj – będzie praktykowana, i to na coraz szersza skalę, w przyszłości. Tym bardziej, że polityka rządów największych państwa świata (z amerykańskim na czele – o chińskim nie wspominając) idzie właśnie w tym kierunku.
Dzisiaj, na spotkaniu w Dolinie Krzemowej, Obama nazwał te praktyki „modest encroachments on privacy” („skromne naruszenie prywatności”? – sic!), usprawiedliwiając je oczywiście koniecznością walki z terroryzmem. „Nikt nie podsłuchuje waszych rozmów przez komórkę”, „dotyczy to tylko obywateli obcych państw”– dodał, co oczywiście było kolejnym jego kłamstwem (jak widać, wskutek… czy to słabości, czy bezradności, kłamanie weszło naszemu prezydentowi w krew – przy czym, on chyba nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że kłamie – tym samym stosując najbardziej wyrafinowany sposób kłamania, czyli taki, dzięki któremu sam kłamca zaczyna wierzyć w swoje kłamstwa).
Ciężko mi się pisze te słowa, bo byłem jednak zwolennikiem Obamy, kiedy wybieraliśmy go na prezydenta. Dałem mu wielki kredyt zaufania, który niestety dość szybko topniał. Obama sprawił mi ogromny zawód, okazał się prezydentem, który – mimo, że startował z liberalnych pozycji – zaczął kontynuować praktyki swojego poprzednika G. W. Bucha, idąc na pasku tych, którzy posiadali dotychczas wpływy, korporacyjną władzę i olbrzymie pieniądze. Co z tego, że Obama ma charyzmę, jest błyskotliwym mówcą i sprawia sympatyczne wrażenie, jako człowiek? Tym gorzej dla nas, bo łatwiej mu uprawiać fatalną w skutkach politykę i pogrążać kraj w dalszej zależności od wielkiego kapitału, zepsutej finansjery, od coraz bardziej wścibskich instytucji rządowych – cały czas zawężając pole naszej wolności.

PS. Have a good read Big Brother ;)

*

Reklamy

komentarzy 49 to “O TYM JAK ZABIJA SIĘ AMERYKAŃSKĄ WOLNOŚĆ”

  1. Krzysztof Says:

    Niestety, gorzka prawda. Paranoja czy nie, kontrolowanie, w ten czy inny sposób, jest rodzajem koncesji na internet i ta koncesja będzie konsekwentnie wprowadzana (może powoli, może „tylnymi drzwiami”). A najlepszym paradoksem jest to, że to Ameryka w dużej mierze powołała i dalej współtworzy projekt GNU – wolnego oprogramowywania.

    Ja w swojej grupie rówieśniczej cały czas słyszę, że „jakie tam ja mogę mieć tajemnice, jeden mały człowieczek, akurat nie ma się czego bać, przecież nie udostępniam newralgicznych danych”. I tak to już działa, zobojętnienie jest formą przyzwolenia, a władza jak to władza, jak będzie mogła – wykorzysta to.

    Logosie, nie wiem jak to z zewnątrz wygląda, a dla części Europy Obama pozostaje Bushem w innym opakowaniu. Pamięta Pan złotą palmę dla dokumentu Fahrenheit 9.11 Moore’a? Ten dokument świadczy, że nawet z amerykańską telewizją nie jest tak źle jak to się może wydawać.

    • Logos Amicus Says:

      Ludzie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji tych wszystkich posunięć agencji rządowych, które wmawiają nam (a może i same w to wierzą), że monitorując nas i kontrolując, robią to wszystko dla naszego dobra. Najgorsze jest to, że spotyka się to z taką obojętnością.
      Jest to być może proces rozłożony na lata całe i dekady (w tej chwili nie wpływa tak bardzo na nasze życie i samą wolność), ale inwigilacja będzie postępować coraz bardziej, zwłaszcza że leży ona w interesie grup sprawujących władzę. Warto zwrócić uwagę na to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych, bo są one nadal – mimo wszystko – awangardą, jeśli chodzi o rozwój infrastruktury informatycznej (choć Azja – a zwłaszcza Chiny i Indie – depcze im po piętach). Ten sam trend dotrze również i do Europy (jeśli jeszcze tam nie dotarł).

  2. czara Says:

    To jest przerażające i naprawdę odpychające. Rozumiem i podzielam zawód co do Obamy… Ciekawy jest też komentarz Krzysztofa „jakie ja tam mogę mieć tajemnice”, to rzeczywiście postawa tak bardzo rozprzestrzeniona, że nie trzeba być żadną tajną agencją, żeby kogoś szpiegować, wystarczy facebook czy inne takie…
    To ważny głos, Logosie, trzeba o tym pisać i mówić jak najwięcej, bo znowu cytując mojego Poprzednika: „zobojętnienie jest formą przyzwolenia”.

    • Logos Amicus Says:

      Unikam w zasadzie tematów politycznych na moim blogu, ale od czasu do czasu ulegam impulsowi, by coś na temat tego, co wyprawia się we współczesnym nam świecie, napisać. Nie mam złudzeń, co do „ważności” mojego głosu, ale przynajmniej wyrażam nim moje zdanie na temat czegoś, co wydaje mi się w danej chwili istotne i ważne. To taki ludzki odruch. A że pewnie odbije się to od pustej ściany – to już inna sprawa.

  3. Ewa Says:

    Nie spodziewaliśmy się, że nas zmonitorują dogłębnie? Tak tak, teraz już o ulubionych winach ani mru, mru, bo ci akwizytor o 6 rano zapuka.

    • Logos Amicus Says:

      Spodziewaliśmy się. Ale nie spodziewaliśmy się, że tak szybko (i łatwo – bo właściwie bez żadnego sprzeciwu ze strony społeczeństwa) stanie się to programem rządowym aprobowanym (autoryzowanym) przez amerykańskiego prezydenta i (praktycznie) przez Kongres.

      • BJ Says:

        Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym, jestem przerażona i bardzo w to wierzę. Czasami cieszę się, że moje życie idzie już w drugą stronę, ale tak bardzo boję się o dzieci, wnuki, o nieświadomość społeczeństw i utratę czujności, brak dedukacji, brak samodzielnego myślenia, ślepą ufność być może dla wygody. Z reguły boimy się złej prawdy…

        • Logos Amicus Says:

          Ludzie w przeważającej części są konformistami. Wystarczy, że układ (państwo) zapewni im pracę, zaspokoi potrzeby życiowe oraz (złudne przecież zawsze) bezpieczeństwo, a zgodzą się (czy też przymkną oczy) na wszystko. Tym bardziej, jeśli państwo to rozwinie swój aparat przemocy, czy też właśnie – inwigilacji (kontroli) wszystkich i wszystkiego.
          To dzięki temu Hitler omotał Niemców wokół swego palca, to dzięki temu przez dziesiątki lat funkcjonowały komunistyczne systemy totalitarne (Rosja, Chiny); to przez to w naszym kraju były całe rzesze ludzi zgadzających się na zależność Polski od Sowietów i kolaborujących (w ich mniemaniu – w imię dobrej sprawy) z partyjnym reżimem.
          Ale – wcześniej czy później – wszyscy muszą za to jakoś zapłacić, bo życie w zakłamaniu ma swoją cenę.

  4. Krzysztof "Caddi" Kupiński Says:

    Logosie, jesteś dużym chłopcem i nie przypuszczałeś, że Obama cokolwiek zmieni w logice i praktyce działania służb bezpieczeństwa. Wszystkie zapowiedzi z kampanii biora w łeb, gdy zaczyna otrzymywać raporty o zagrożeniach. Wchodzi w inną optykę i zaczyna uznawać racje tych, którzy prewencyjną inwigilację uznają za konieczną. Odpowiada za bezpieczeństwo narodu i nie chce podejmować ryzyka. 11 września był skutkiem nadmiernej ochrony prywatności. Coś za coś. państwo jest dobrem wspólnym i zrzekamy się części swojej suwerenności (prywatności), by żyć razem.

    • Logos Amicus Says:

      Nie musi się być małym chłopcem, by mieć nadzieję (czy też raczej przypuszczać), że nowy polityk może jednak coś zmienić.

      „11 września był skutkiem nadmiernej ochrony prywatności.”

      Nie rozumiem tego. 11 września nie był skutkiem „nadmiernej ochrony prywatności”, ale skutkiem napadu terrorystycznego, mającego motywy polityczne (była to de facto reakcja ekstremistów islamskich na politykę zagraniczną USA).

      „Państwo jest dobrem wspólnym i zrzekamy się części swojej suwerenności (prywatności), by żyć razem.”

      Wybacz, ale to jest zwykły frazes. Jest granica suwerenności (wolności osobistej, swobody obywatelskiej, prywatności), której państwu nie wolno przekroczyć. Jeśli ją przekracza, to jest wtedy na „dobrej” drodze do stania się państwem totalitarnym albo policyjnym.

      Swoją drogą, głosy jakie się teraz słyszy z zagranicy (również z Europy), typu „biedni Amwerykanie”, są wg mnie w dużej części dość obłudne, bo w rzeczywistości – jak mi się wydaje – ci „współczujący” odczuwają bardziej „Schadenfreude”, niż faktyczne współczucie wobec amerykańskiego społeczeństwa w związku z tą sprawą.

      • Krzysztof "Caddi" Kupiński Says:

        Podtrzymuję tezę, że „11 września był skutkiem nadmiernej ochrony prywatności”. gdyby służby miały odpowiednei instrumentarium monitorowania zagrożeń, to nie doszłoby do tej tragedii.

        • Logos Amicus Says:

          Służby miały już wtedy (przed 9’11) odpowiednie instrumentarium monitorowania zagrożeń, ale i tak nie zapobiegły atakowi (terroryści i odpowiedzialni za atak na WTC byli wcześniej znani służbom specjalnym, które dysponowały danymi wskazującymi na to, że oni coś knują. Ale – czy to przez zaniechanie, niedbalstwo czy nieudolność – nic z tym nie zrobiły.
          Podobnie było z braćmi Carnajew, którzy podłożyli niedawno bomby w Bostonie. Tu nie było już mowy o „nadmiernej ochrony prywatności”, bo coś takiego już od wielu lat w Ameryce nie istnieje. Młodzi Czeczeni byli na liście „specjalnej troski” FBI, Amerykanie mieli nawet informacje od Rosjan, którzy przestrzegali przed zagrożeniem z ich strony, a jednak nie zrobiono nic, by zapobiec atakowi.

          Jestem bardzo sceptyczny co do skuteczności służb specjalnych w zapobieganiu atakom terrorystycznym, nawet wtedy kiedy nie ma w państwie „nadmiernej ochrony prywatności”. Dlatego kolekcjonowanie wszystkich danych jakie „produkują” ludzie w przestrzeni wirtualnej, uważam za absurdalne. Ono jest nie tylko niezgodne z konstytucją, ale i zupełnie nieskuteczne. Ot, dziesiątki tysięcy pasożytów będzie szpiegować zwykłych obywateli, psując atmosferę wolnego państwa, a pożytek z tego będzie zgoła żaden – na pewno niewspółmierny do strat w sferze obywatelskich swobód i poczucia wolności.

  5. nibiru Says:

    NSA to tylko jedna z agencji bezpieczeństwa, która to robi. To tylko chaos organizacyjny, duplikowanie zadań i brak koordynacji powoduje że takie sprawy wychodzą na światło dzienne. Od maja tego roku Google pod przykrywką NSA testuje, między innymi do celu inwigilacji i błyskawicznego kojarzenia faktów, komputer kwantowy dostarczony przez D-Wave Systems. Nie będzie więcej tłumaczenia że jakieś służby informowały inne służby o zagrożeniu a mimo to wszystko przeoczono (przykład 9/11 i zamachu w Bostonie). Wchodzimy w nową erę gdzie za niedługo w miejscach newralgicznych zainstalowane będą skanery stanu umysłowego zbliżających się osobników. To już niestety nie SF.

    • Logos Amicus Says:

      To co się ujawnia, czy też raczej przecieka do wiadomości publicznej, to jedynie czubek góry lodowej.
      Takie systemy mają to do siebie, że się rozrastają poza wszelką kontrolą społeczeństwa (gwałcąc tym samym zasadę „checks and balances”, będącą fundamentem demokratycznego państwa). Także dzięki temu, że objęte są klauzulą tajności. Ale i dlatego, że wokół nich narasta cała grupa ludzi, która czerpie z tego korzyści (choćby tylko finansowe).

  6. rezydent Says:

    Grzegorz Kostrzewa-Zorbas pisze w Polityce.pl :

    O istnieniu PRISM – największego programu szpiegowania ludzkości w dziejach – świat dowiedział się dzięki amerykańskiemu standardowi wolności mediów. Wolność wyrazu stoi w cywilizacji amerykańskiej wyżej, niż w jakiejkolwiek innej, włącznie z europejską. Standardy europejskie – formułowane i egzekwowane przez Radę Europy i Europejski Trybunał Praw Człowieka – przyznają dużo większe znaczenie dobru publicznemu, przed którym indywidualna wolność wyrazu musi ustępować. Problem w tym, że słuszne pojęcie dobra publicznego bywa często nadużywane przez władze dla obrony ich wszechwładzy i samowoli. W Stanach Zjednoczonych także, ale rzadko i zanikająco.
    (…)
    System amerykański jest brutalnie prosty i skuteczny. Demokratyczna kontrola nad władzami, mającymi absolutną przewagę środków, wymaga absolutnego prawa obywateli do wolności wyrazu i innych swobód. Media są konieczną dla obrony demokracji czwartą władzą, która musi być niezależna od pozostałych trzech: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. W ideale, wolność mediów jest absolutna i święta. W praktyce, bliska absolutności i świętości. Wyjątki istnieją nieliczne i wąsko określone, przewidziane głównie na stan wojny.

    Odpowiedziałem temu Panu, że mowa o absolucie i świętości w odniesieniu do obecnych praktyk amerykańskiej prasy, to chyba jakiś żart. Podobnie jak przekonanie o niezależności amerykańskiej prasy i w ogóle mediów. Tekst Kostrzewy-Zorbasa przypomina mi sztywne, akademickie wypracowanie na zadany temat – pełen frazesów i pobożnych życzeń, zupełnie nie uwzględniający tego, co faktycznie dzieje się dzisiaj z amerykańską „demokracją” i jak manipuluje się opinią amerykańskiego społeczeństwa.

    • XYZ Says:

      Jestes demokrata czy republikaninem? Demokratow masz chyba na mysli.

      • rezydent Says:

        Demokraci? Republikanie? Wszyscy ujeżdżają tego samego konia, nieco inaczej tylko pohukując. Niestety, to koń (machina państwowo-korporacyjni-finansowa) dominuje wszystkich, unosząc jeźdźców w swoim kierunku. Innymi słowy: nie ma teraz większego znaczenia, czy u władzy są republikanie, czy demokraci. Na tym właśnie polega kryzys demokracji w Ameryce.

        Bez dwóch zdań, praktyki takich instytucji, jak N.S.A., zwracają się ku totalnej inwigilacji społecznej. Nikt mnie nie przekona, że jest to pozytywne zjawisko, i że nie stanowi zagrożenia dla obywatelskich swobód i samej wolności.

  7. rozmysł Says:

    Czy nie przesada z tym zabijaniem?

    • Logos Amicus Says:

      Chodzi o przesadę w tym, co robią instytucje typu N.S.A., czy też w tym, co zawarłem w tytule tego wpisu? ;)

      Jeśli chodzi o tytuł, to jest on oczywiście celowo przejaskrawiony, by zwrócić uwagę na bez wątpienia ważny problem stopniowego ograniczania swobód obywatelskich, a więc i ludzkiej wolności – w imię bezpieczeństwa państwa (pod szumną nazwą walki z terroryzmem). Moim zdaniem jest to zbyt wysoka cena. To, co się teraz dzieje za naszymi plecami, to jest jednak zwrócone w stronę totalnej inwigilacji całego społeczeństwa – a ta zawsze była jedną z domen systemów totalitarnych. Niestety, patrząc z tej perspektywy, w moim tytule nie ma żadnej przesady.

  8. whistleblower Says:

    wise talk

    Te filmy powstały wiele miesięcy temu sprzed kilku miesięcy. Czemu więc dziwimy się dzisiaj?

    • Logos Amicus Says:

      To co mówił wtedy Assange sprawdza się teraz co do słowa.

      A ludzie teraz dziwią się dlatego, że wcześniej nie chcieli tych samych faktów przyjąć do wiadomości (czy to ze strachu, czy to z umysłowego lenistwa).

  9. Bogdan Says:

    Niestety, TRUTH… :/

    • Logos Amicus Says:

      To prawda. Im więcej takich wiadomości, tym trudniej będzie nam chować głowę w piasek:

      http://www.cnn.com/2013/06/09/politics/nsa-leak-identity/index.html

    • aniaUSA Says:

      Dziekujemy Mr. Edward Snowden !

      • Logos Amicus Says:

        Obawiam się Aniu, że zrobią z niego wariata, albo wynajdą mu jakieś „przestępstwa” (podobnie jak w przypadku Assanege’a). Na pewno będą go chcieli w jakiś sposób skompromitować.

        Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że za naszymi plecami wyrasta (coraz bardziej bezkarny i samowolny) „potwór”, który niby troszczy się o nasze bezpieczeństwo (może nawet jego intencje są w tym szczerze), ale który w każdej chwili może się zwrócić przeciwko nam (bo np. jakaś grupa ludzi będzie chciała zachować swoją władzę, pieniądze i przywileje) – łapiąc nas za twarz (co będzie tym łatwiejsze, że będą o nas wiedzieli praktycznie wszystko – tak się teraz wystawiamy na tacy: najważniejsze nasze dane są już przecież w internecie – i poza naszą – jak się okazuje – kontrolą).

  10. Onibe Says:

    nie ma co się dziwić, że co i rusz ktoś rozważa czy jednak zamachy z 11/9 nie były ukartowane przez jakieś wewnętrzne siły. Winnym zbrodni jest ten kto odniósł z niej korzyść. W tym przypadku większą korzyść niż turbaniarze odniósł rząd USA i koncerny.

    • Logos Amicus Says:

      Jestem chyba mało podatny na poddawanie się teoriom spiskowym – wolę fakty, (które niestety często te teorie na swój sposób „kompromitują”).
      A faktem jest, że po 9/11 coraz bardziej ogranicza się konstytucyjne prawa w Stanach Zjednoczonych, coraz więcej decyzji podejmuje się za placami społeczeństwa (rząd jest coraz mniej „przejrzysty”, działają jakieś „tajne” sądy, które de facto gwałcą niezależność i wolność zarówno jednostek, jak i firm prywatnych), korporacje coraz więcej zarabiają na kontraktach rządowych… Nie wspominając o tym, że 9/11 stał się pretekstem do wywołania dwóch wojen (Irak, Afganistan), na które wydano niesamowite ilości pieniędzy (co zwiększyło tylko wpływy i dochody przemysłu zbrojeniowego, tych wszystkich korporacji i rządowych kontraktorów, którzy „obsługują” cały ten wojenny biznes).
      Nie chcę mi się jednak wierzyć, że – aby to wszystko osiągnąć – posunięto się do tak szatańskiego planu, jak 9/11 – że atak ten został zaaranżowany przez tych, którzy zaczęli potem na tym wszystkim zarabiać. (Choć, niestety, takiej możliwości zupełnie wykluczyć nie można).
      Jednakże to, że 9/11 został wykorzystany następnie przez różne grupy interesów – jest faktem nie ulegającym żadnej wątpliwości.

      • Onibe Says:

        też nie przepadam za teoriami konspiracji – nawet jeśli są prawdziwe, to nie ma możliwości ich dowiedzenia, pozostają zatem jedynie tanimi teoriami, z gatunku tych, które wymyślić może każdy.

        • Logos Amicus Says:

          Ale jednak niektóre „teorie spiskowe” zostały dowiedzione.
          I nie wszystkie są teoriami „tanimi”.

          Jeśli jakaś teoria spiskowa jest prawdziwa, to istnieje możliwość jej dowiedzenia. Z drugiej strony, oczywiste jest, że jeśli teoria spiskowa jest wymyślona lub urojona – czyli nieprawdziwa – to niemożliwe jest jej udowodnienie (bo przecież nie można udowodnić czegoś na co nie ma dowodów ;) )

        • Onibe Says:

          wiesz, mnie raczej chodzi o sposób tworzenia teorii tego typu. Przypadkiem można wpaść na coś, co jest prawdą, ale nie podnosi to wartości procesu ;-)

        • Logos Amicus Says:

          Często tworzenie teorii spiskowych ma swoje racjonalne przesłanki – opiera się na pewnych faktach. Jednak niemal wszystkie dyskredytują się (z racjonalnego punktu widzenia) same – właśnie swoją urojeniowością, „odlotowością”, intelektualnym niewydarzeniem, fantastycznością…
          Jeśli zaś niektóre z nich się sprawdziły, to jednak nie przez przypadek, tylko właśnie przez fakty, na których się opierały.
          Ale zgadzam się: czasami te fakty mogą być domyślne, „wyczute” niejako intuicyjnie.

        • Onibe Says:

          teorie konspiracji – w większości – wpisują się w modny trend pod tytułem: jeśli coś napiszesz, to staje się to faktem. Taki brak higieny intelektualnej szkodzi teoriom, które są oparte na badaniach i zebranych dowodach. Jak to zwykle bywa: w powodzi bezwartościowych informacji trudno wyłowić perły i w pewnym momencie człowiek każdą niepokojącą informację identyfikuje jako bzdurę.

        • Logos Amicus Says:

          Inflacja teorii spiskowych nie ulega wątpliwości. Większość z nich to jednak kompromitacja rozsądku, obraza ludzkiej inteligencji i czysta paranoja. Trudno więc wśród tych plew znaleźć coś wartościowego, godnego bliższej uwagi i przemyślenia… choć przecież niektóre hipotezy na to zasługują.

          A ludzka uwaga jest bardzo wybiórcza, tzn. zwykle przyjmujemy do wiadomości to, co nam odpowiada, co potwierdza nasze dotychczasowe przekonania (naszą wizję świata), albo nie mąci nam spokoju.
          Albo ignorujemy pewne fakty, by nadal funkcjonować w systemie, od którego jesteśmy uzależnieni, dzięki któremu czerpiemy korzyści (czyli jesteśmy tego systemu beneficjentem).

        • Onibe Says:

          paradoksalnie, więcej dla systemów zrobiła eksplozja antysystemowych quasiteorii niż jakakolwiek robota speców od prania mózgów. Zresztą, kompromitacja wrogów to też jedna z broni w niejednym arsenale ;-)

        • Logos Amicus Says:

          Doskonałe przykłady na to, o czym tu dyskutujemy, to np. spiskowe teorie smoleńskie oraz ostatni skandal z amerykańską Narodową Agencją Bezpieczeństwa:

          – niestworzone teorie smoleńskie kompromitują w jakimś sensie te, które zupełnie słusznie wskazują na skandaliczne zachowania (niedopatrzenia, zaniedbania, bagatelizowanie, niechlujstwo, polityczne zagrania…) zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Dzięki temu, w całym tym bigosie mogą się schować ci, którzy za ten wypadek są odpowiedzialni (łącznie oczywiście z wysoko postawionymi oficjelami i decydentami).

          – skupienie się na sensacjonizmie zaistniałego wydarzenia (typu: szpieg nie szpieg?, zdrada nie zdrada? bohater czy przestępca?… etc. ) odwraca tylko uwagę od rzeczywistego – i bardzo ważnego, moim zdaniem – problemu (ewentualnego) pogwałcenia konstytucyjnych praw obywatelskich i masowej (nota bene bezgranicznej) inwigilacji wszystkich i wszystkiego (bo właśnie cały ten system do tego zmierza).

        • Onibe Says:

          bardzo zasadne przykłady – sam stoję na stanowisku, że Smoleńsk to sytuacja „pomiędzy”, ale zarazem zmuszony do zajęcia zdania raczej popieram tych, którzy wybielają rząd i Rosję – czynię to tylko po to, by nie być łączonym z nawiedzonymi geniuszami. Prawda w tym przypadku umiera pierwsza. Jak zwykle.

        • Logos Amicus Says:

          No właśnie – problem w tym, że niektórzy skłaniają się do – jak piszesz – „wybielania” rządu polskiego i rosyjskiego, tylko dlatego, żeby nie być „łączonym z nawiedzonymi geniuszami”.
          Moim zdaniem to ostatnie tej postawy „wybielania” nie usprawiedliwia – bo to jest de facto ucieczka od ujawnienia prawdy – czyli tego, co rzeczywiście było przyczyną tej katastrofy (a to moim zdaniem było bardzo ważne – zważywszy na charakter tego wypadku i jego znaczenie dla spraw państwa). Bo gdyby ci, którzy rzeczywiście byli za to odpowiedzialni, byli do tej odpowiedzialności pociągnięci, to nie byłoby moim zdaniem tego całego zamieszania i wojny „nawiedzonych”. A tak, te wszystkie uniki, tylko tę niezdrową atmosferę podgrzewają.
          Zamiatanie takich spraw pod dywan – oraz wykorzystywanie tak tragicznego wydarzenia do walki politycznej – jest moim zdaniem niedopuszczalne – i do niczego dobrego nie prowadzi (co widać wszem i wobec od kilku lat).
          Dlatego trzeba było zachować twarde stanowisko w tej sprawie, a nie pozwolić na to, by całe to szambo się rozlało.

        • Onibe Says:

          też uważam, że problem nierozwiązany generuje więcej kłopotów w przyszłości. Ale co do postawy ludzi – ja ich usprawiedliwiam, bo nie każdy ma czas zajmować się takimi rzeczami i mozolnie, informacja po informacji przesiewać dane. Pamiętam, kiedy studiowałem stosunki międzynarodowe, że nierzadko problemy przez vox populi uznawane za rozwiązane i załatwione były przedstawiane jako ciągle czekające na znalezienie zakończenia. Bo jedną rzeczą jest rzeczywistość medialna, a inną jest rzeczywistość. Jest takie powiedzenie: im głębiej w las tym więcej drzew. Im bliżej problemu tym często więcej opcji i ścieżek do wyboru. Tzw. normalny człowiek ma prawo się tym nie interesować bo na ogół ma rodzinę do utrzymania i pięć lub sześć dni w tygodniu pracuje, całą tą szopkę traktując jak film fabularny dziejący się w tle. Aby ludzie się nie izolowali od problemu ktoś powinien zatroszczyć się o dostarczenie im konkretnych danych. Pomijam fakt, że bez odpowiedniego wykształcenia wielu Polaków nigdy nie zrozumie co się do nich mówi – bo polityka, wbrew pozorom, to trudna sprawa i aby się po niej sprawnie poruszać trzeba mieć z jednej strony dystans, z drugiej kupę wiedzy historycznej, społecznej itd. A każda wiedza wymaga pielęgnacji, czyli znowu: trzeba w tym siedzieć dzień i noc. Nieroby, czyli politycy, mają fajnie, bo właśnie za to dostają spore pieniądze. Normalny człowiek już nie. Stąd unikanie angażowania nawet w ważne spory.

        • Logos Amicus Says:

          Unikanie angażowania się w politykę ma wiele przyczyn – są one zresztą w każdym przypadku różne. Niemniej jednak można chyba wymienić kilka tych najpowszechniejszych. Tak więc ludzie unikają polityki dla tzw. „świętego spokoju” – nie chcą się w tym całym politycznym błotku taplać, brać udziału w niekończących się (i w sumie niewiele zmieniających) sporach.
          Wielu ludzi polityka też po prostu nie interesuje – zwykle uważają oni, że nie jest warta tego, by poświęcać jej swój czas, bo np. są tematy (rzeczy) przyjemniejsze i przynoszące większą satysfakcję.
          Są również tacy, którzy się w tym całym politycznym światku (i rozgardiaszu) nie potrafią rozeznać – nie ogarniają po prostu problemów, którymi polityka się para.
          Niestety, jest też cała masa tych, którzy niewiele wiedzą, ale za to najgłośniej gardłują, wygłaszając wszem i wobec swoje nieomylne – i zwykle kategoryczne – mądrości.

          Nie ulega jednak wątpliwości, że sprawy polityczne są dla nas bardzo ważne i wypada mieć własne, wyrobione zdanie na pewne najważniejsze kwestie, którymi polityka się zajmuje, i które często decydują wręcz o naszym życiu (czy też raczej o warunkach w jakich żyjemy. Ale do tego potrzebna jest wiedza i pewien intelektualny wysiłek, któremu jednak nie wszyscy mogą podołać – czy to z lenistwa, opieszałości, ignorancji; czy też z powodu indywidualnych ograniczeń.

        • Onibe Says:

          dodam jeszcze, że nawet ci, którym się wydaje, że sobie radzą w temacie, często są niedoinformowani lub manipulowani. Mówiąc krótko: losowo decydujemy kto ma rację a kto nie. Równie dobrze o przyszłości nas samych i naszego świata możemy decydować grając w rzutki lub karty – czynnik losowy występuje tam na podobnym poziomie, mz.

  11. elen Says:

    W tej chwili Snowden odpowiada na pytania internautów:

    http://www.guardian.co.uk/world/2013/jun/17/edward-snowden-nsa-files-whistleblower

    Oto garść Q & A:

    Q: My question: given the enormity of what you are facing now in terms of repercussions, can you describe the exact moment when you knew you absolutely were going to do this, no matter the fallout, and what it now feels like to be living in a post-revelation world? Or was it a series of moments that culminated in action? I think it might help other people contemplating becoming whistleblowers if they knew what the ah-ha moment was like. Again, thanks for your courage and heroism.

    A: I imagine everyone’s experience is different, but for me, there was no single moment. It was seeing a continuing litany of lies from senior officials to Congress – and therefore the American people – and the realization that that Congress, specifically the Gang of Eight, wholly supported the lies that compelled me to act. Seeing someone in the position of James Clapper – the Director of National Intelligence – baldly lying to the public without repercussion is the evidence of a subverted democracy. The consent of the governed is not consent if it is not informed.

    Q: Do you believe that the treatment of Binney, Drake and others influenced your path? Do you feel the “system works” so to speak?

    A: This disclosure provides Obama an opportunity to appeal for a return to sanity, constitutional policy, and the rule of law rather than men. He still has plenty of time to go down in history as the President who looked into the abyss and stepped back, rather than leaping forward into it. I would advise he personally call for a special committee to review these interception programs, repudiate the dangerous “State Secrets” privilege, and, upon preparing to leave office, begin a tradition for all Presidents forthwith to demonstrate their respect for the law by appointing a special investigator to review the policies of their years in office for any wrongdoing. There can be no faith in government if our highest offices are excused from scrutiny – they should be setting the example of transparency.

    Q: What would you say to others who are in a position to leak classified information that could improve public understanding of the intelligence apparatus of the USA and its effect on civil liberties?

    A: This country is worth dying for.

    (…)

    Więcej:

    http://www.guardian.co.uk/world/2013/jun/17/edward-snowden-nsa-files-whistleblower

    • Logos Amicus Says:

      Obawiam się, że istniejący system ukręci temu wszystkiemu głowę i skończy się – bez żadnych efektów – na gadaniu.
      Zmierzamy ku czasom, kiedy ludzie będą pozbawieni jakiejkolwiek prywatności – jak również instrumentów, by wpływać na władzę. Będzie to oczywiście koniec demokracji, władza będzie należała do finansowej „elity” (jeśli do niej jeszcze nie należy) a wszystkie państwa będą się po kolei zamieniać w państwa policyjne. Zbyt czarny scenariusz? Oby się nie sprawdził… choć wiele wskazuje na to, że to tylko kwestia czasu.

  12. robert Says:

    President Obama said that NSA secret data gathering is „transparent”.

    This is how the „transparency” works:

    http://projects.washingtonpost.com/top-secret-america/articles/a-hidden-world-growing-beyond-control/

    And also this:

    http://www.wired.com/threatlevel/2012/03/ff_nsadatacenter/

    Big Brother s growing.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s