WIĘŹNIOWIE

Rozszerzając nieco formułę bloga, chciałbym w najbliższej przyszłości zamieścić na stronie Wizji Lokalnej kilka artykułów napisanych przeze mnie przed laty i opublikowanych w prasie (głównie polonijnej). Pod pewnymi względami nie utraciły one bowiem swojej aktualności. (Tekst „Więźniowie” ukazał się na łamach „Dziennika Chicagowskiego”, 28 lutego 1997 r.)

*

za kratami więźniowie

*

KRAJ WOLNOŚCI I WIĘZIEŃ

Liczba amerykańskich więźniów przekroczyła 2 miliony. Statystycznie, relatywnie wobec liczby mieszkańców, jest ich tu ponad 5 razy więcej, niż w jakimkolwiek innym rozwiniętym państwie. (Innymi słowy, w Stanach Zjednoczonych jest 25% więźniów przebywających w więzieniach całego świata.) Żadna cywilizacja w dziejach ludzkości nie miała tak rozwiniętego systemu penitencjarnego (mówimy o więzieniach, a nie obozach koncentracyjnych czy obozach pracy w państwach totalitarnych, wliczając w to Chiny). Jak na ironię Ameryka w oczach świata zawsze – nawet w epoce niewolnictwa – mieniła się krajem wolności i obywatelskich swobód – co, w obliczu tych faktów, wygląda na wielce ironiczny paradoks.
Bogate Stany Zjednoczone mogą sobie pozwolić na luksus (?) odizolowania od społeczeństwa całej armii skazańców, za utrzymanie każdego z nich płacąc 20 – 30 tysięcy dolarów rocznie. My, podatnicy, chcielibyśmy wierzyć, że nam się to opłaca. Lecz wiara ta nie jest w nas zbyt silna. Możemy być jednak pewni, że opłaca się to prywatnym kompaniom obsługującym cały ten więzienny biznes. I, niestety, podejrzenia o to, że taka olbrzymia ilość więźniów motywowana jest właśnie doraźnym zyskiem „przemysłu” więziennego, nie są chyba w tym kontekście bezpodstawne.
Woodrow Wilson przypomniał kiedyś publicznie, że to nie używaniem bata można zrobić z kogoś człowieka, a raczej kusząc go rzeczami, które warte są tego, by je kochać. Wątpliwe jednak by recydywista mógł tę poezję zrozumieć. Już sama miłość jest dla niego zwykle pojęciem jakby z innego świata. Niewątpliwie też, słowa Tagorego mówiące, iż chłostać może tylko ten, który kocha, przyjąłby z osłupieniem. A przecież i w samej Biblii można znaleźć upomnienie, iż ten kto szczędzi rózgi, nienawidzi swego syna (!).
Mało kto wierzy w możliwość pełnej resocjalizacji więźniów. Milcząco przyznaje się więc rację tym, którzy dążą do skutecznej (bo permanentnej) izolacji „niereformowalnych” skazańców. Ową tendencję reprezentuje ustawa amerykańskiego kongresu sprzed 6 lat, przewidująca surowe kary – i to bez możliwości ich złagodzenia – dla kryminalistów, którzy po raz trzeci popełnili poważne przestępstwo.
W to, że karą można poprawić człowieka, wątpiono zawsze. Nietzsche w „Pochodzeniu moralności” pisał: „Ogólnie mówiąc, kara czyni człowieka twardym, uodparnia go i znieczula, wzmaga koncentrację, wyostrza świadomość alienacji, wzmacnia siłę sprzeciwu.”

CZYŚCI I BRUDNI

Jakże różni mogą być więźniowie. Czasami jednego z drugim łączy tylko to, że przebywają za kratami – w zamknięciu. Poza tym – wszystko inne może ich dzielić. Wątpimy, że więzienie może poprawić człowieka, co chyba jest prawdą w stosunku do notorycznych recydywistów i większości pospolitych kryminalistów. W innych przypadkach zmiany pozostawione w psychice uwięzionego człowieka są bardziej skomplikowane i czynią więzienną transformację godną większej uwagi. Wszystko zależy od charakteru, formatu i osobowości człowieka pozbawionego wolności – także od okoliczności (i przyczyn) jego uwięzienia.
Jednych więzienie łamie, drugich umacnia. Jedni zamieniają się w zwierzęta (bo okazuje się to jedynym sposobem by przetrwać), inni chronią w sobie człowieczeństwo, zachowując wewnętrzną godność, mimo zewnętrznego upodlenia. Herling-Grudziński pisze, że najbardziej godnie i odważnie zachowywali się w sowieckich obozach ludzie wierzący. Pewnie takich miał na myśli ks. Jan Twardowski, mówiąc: „Wyobraźmy sobie więźnia łagru, niewinnie pokrzywdzonego skazańca z czystym sercem. Pije brudną wodę, je brudną ręką z brudnej skorupy, na brudnym stołku przykrytym brudną szmatą. Tyle brudu wokół niego, a on został czysty.”
Na wszystkich jednak więzienie pozostawia niezatarte piętno, deformując w jakiś sposób postrzeganą przez nich rzeczywistość. Z tego też chyba względu, niektórzy z polskich opozycjonistów pozbawionych wolności przez komunistyczne władze w czasach PRL-u, kiedy nastąpił przewrót, nie byli w stanie udźwignąć steru władzy, zdradzając nawet czasami symptomy manii prześladowczej, wykazując też skłonność do tworzenia tzw. „teorii spiskowych”, które są jednak zwykle niczym innym, jak pewną formą paranoi.
Czy można porównywać więzienie dla zwykłych przestępców z obozami faszystowskimi lub komunistycznymi, gdzie trafiali ludzie w całej swej różnorodności – często szlachetni i światli? Zresztą, nawet w pospolitym zakładzie karnym, znaleźć można wszelkie ludzkie typy.
Na ścianie więzienia w Edynburgu widniał kiedyś taki oto napis:

„Więzienie jest domem opieki,
Miejscem, gdzie nikt się nie rozwija.
Kamieniem probierczym, by sprawdzić przyjaciela.
Grobem dla tych co żyją.
Czasem to miejsce sprawiedliwości,
Czasem – miejsce krzywdy i bata.
Znajdziesz w nim złodzieja i uczciwego,
Znajdziesz ofiarę i kata.”

WIĘZIEŃ NR 1: NAWRÓCONY

Wraca co jakiś czas sprawa ukarania zabójców księdza Jerzego Popiełuszki, sprawców najsłynniejszej zbrodni politycznej w powojennej Polsce. Przypomnijmy, że w 1985 r. do więzienia trafiło czterech pracowników Służby Bezpieczeństwa: Piotrowski i Pietruszka z wyrokiem 25 lat pozbawienia wolności, Pękala – 15 lat i Chmielewski – 14 lat. Rok później, na podstawie amnestii, dwóm pierwszym zmniejszono kary do 15 lat, pozostałym – do 10 i 7 lat. Z kolei, już w następnym roku kary Piotrowskiego i Pietruszki stopniały do 10 lat, a pozostałych – do lat 6. W latach 90-tych byli już na wolności wszyscy, z wyjątkiem Piotrowskiego, którego jednakże wypuszczano co jakiś czas na przepustki.
Kilkakrotnie próbowano pociągnąć do odpowiedzialności wyższych funkcjonariuszy SB i MSW – generałów: Płatka, Ciastonia i Kiszczaka, lecz – jak wiemy – nic z tego nie wyszło.

Wraca po latach to wspomnienie dreszczu, jaki wielu z nas odczuwało patrząc na zaciętą twarz Piotrowskiego, jego bezlitosne oczy, wypowiedzi ostre, tnące i bezwzględne. Z tego człowieka emanowała wówczas siła, jaką często mają w sobie ludzie opętani złem, zaślepieni ideologią, która w ich głowach przemienia się w paranoję. Ci, którzy odczuli kiedyś grozę stalinizmu na własnej skórze, poczuli jego terror, niewątpliwie mogli przeżyć podczas procesu Piotrowskiego jakieś upiorne deja vu, reminiscencje z czasów zarazy: znowu stanęły im przed oczyma sceny z obozów, gułagów, więzień i kazamatów – ponownie zobaczyli twarze swoich katów. Natomiast ci, których w czasach stalinowskich nie było jeszcze na świecie, mieli oto przed sobą żywy relikt – obraz komunistycznego obłąkania, które wychodząc od „wzniosłych” przesłanek,”szczytnych” ideałów „dobra, sprawiedliwości, równości społecznej i szczęśliwości ludów” oraz „nowego ładu”, kończyło prześladowaniami i mordem – przypieczętowując utopię zbrodnią.

Tymczasem wpadł mi w ręce polski „Super Express”, gdzie zamieszczono wywiad, jaki reporterzy tej gazety przeprowadzili z Piotrowskim podczas jednej z jego półrocznych przepustek, która miała miejsce w 1997 roku. Wypowiedzi Piotrowskiego sprawiają rażenie wręcz pokazowych. Jeśli są szczere, nie mogą chyba nie wywołać satysfakcji – w myśl chrześcijańskiej przesłanki, iż Boga cieszy bardziej jeden nawrócony grzesznik, niż dziesięciu wiernych i cnotliwych (tezy nie do końca przeze mnie zrozumiałej, bo sprzeciwiającej się logice wymierności dobra.)

Grzegorz Piotrowski:

Grzegorz Piotrowski: „Większość służb specjalnych w Polsce żyje w świecie fikcji. Walczy za ogromne pieniądze z fikcjami wytwarzanymi na własny użytek (…) To był kabaret. Tyle, że ja myślałem, że gram w dramacie.”

Oto rozlega się donośne uderzenie w pierś własną Piotrowskiego:
„Byłem zanarkotyzowanym maniakiem. Z całą pewnością nie byłem człowiekiem zdrowym psychicznie. O tym jak myślałem może świadczyć fakt, iż byłem przekonany, że Katyń jest jedynie propagandowym wymysłem. Miałem poczucie posłannictwa. Każdy atak na Służbą Bezpieczeństwa traktowałem jak napaść na mnie samego (…) Zbrodni nie usprawiedliwia nic. Natomiast maniacy zarażeni ideologią są niesłychanie niebezpieczni (…) Więzienie jest najlepszym lekarstwem dla narkomanów, takich jak ja. Proszę mi wierzyć, ze lepszego lekarstwa nie ma.”
Jednak większość uderzeń pada na piersi cudze, głównie „firmy” i panującej w niej ideologii:
„Byłem tak mocno przesiąknięty ideologią, że nawet ryzykując skazanie na śmierć, czego chciał prokurator, postanowiłem, że trzeba bronić interesów ‘firmy’ (…) Na oczach miałem takie bardzo duże klapki. Z procesu wynikało, że zamordowanie księdza to mój wymysł, wybryk spowodowany moimi skłonnościami patologicznymi. Tak to próbowano sprzedać. A ja byłem przesiąknięty nie tylko ideologią partyjną, ale ideologią służb specjalnych. Mój umysł został ‘spacyfikowany’ mentalnością służb specjalnych.”
Niczym cała masa rewolucyjnych buntowników i ideowych prekursorów totalitaryzmu, stawiał się Piotrowski poza dobrem i złem:
„Tak, to trzeba było zrobić (tzn. ‘oczyścić’ ojczyznę z ‘wichrzycieli’ i ‘podburzaczy’ – przyp. LA). Działałem w poczuciu wyższej racji (…) Uważałem, że nawet cierpienia zadawane jednostkom są usprawiedliwione, gdy zapewniają spokój w państwie. Wówczas państwo kojarzyło mi się z władzą”.

Jak widzimy, Piotrowski przyznaje, że państwo utożsamiał z władzą, zdradzając tym samym istotę każdego państwa totalitarnego, w którym siła, przymus i władza stawiane są ponad człowiekiem (tzn. ponad człowiekiem z krwi i kości, a nie wyimaginowanym człowiekiem idealnej szczęśliwości, którą ma się osiągnąć w jakiejś bliżej nieokreślonej „świetlanej” przyszłości.”)
Morderca wypowiada się również w sprawie sumienia:
„(Oprzytomniałem), kiedy zobaczyłem w telewizji pogrzeb księdza Popiełuszki. Wstrząsnęły mną te tysiące ludzi. Dotarło do mnie wówczas, co się w istocie stało. Rodziców Popiełuszki widziałem jedynie w kilku migawkach, ale tak głęboko zapadli mi w pamięć, że bez trudu rozpoznam ich na ulicy (…) Bywały momenty, jeśli rozmawiamy szczerze, że siłą woli przywoływałem postać księdza Popiełuszki. Mówiłem do niego per ‘Jurek’. Jednak były to monologi – z tamtej strony była to tylko cisza.”
Czy mamy się w tym momencie wzruszyć? Na ile jest to wyznanie szczere, na ile wyrachowane?
Czy rzeczywiście tak cenne może być dla nas to „nawrócenie” i samokrytyka Piotrowskiego? (Nota bene, „samokrytyka” to był żelazny punkt w repertuarze komunistycznej gry i perfidii.) Jestem pewien, że gdyby układy polityczne z tamtego okresu przetrwały w niezmienionej postaci do dzisiaj, Piotrowski pozostałby przy swojej Ideologii, przy swoich Panach, przy swoim żłobie i dalej by uważał, że „cierpienia zadawane jednostkom są usprawiedliwione”, a nienawiść społeczeństwa do Służby Bezpieczeństwa to „przejaw głupoty i niezrozumienia naszej misji.”
Jego „nawrócenie” się i pokajanie jest więc niczym innym, jak kolejnym „nawróceniem” koniunkturalnym, czyli takim, które wynika z warunków zewnętrznych, a nie z własnej wewnętrznej potrzeby, ludzkich przemyśleń, głosu sumienia…
Lepsza chyba jednak taka przemiana, niż żadna.

Może się to wydać zdumiewające, ale dało się słyszeć wśród Polaków opinie świadczące o podziwie dla charakteru Piotrowskiego, dla jego „nieugiętej”, „twardej” postawy podczas procesu. Taka admiracja jest dla mnie dość wstrętna, nawet jeśli przyjmiemy, iż rzeczywiście wynikało to z żelazności charakteru esbeka. A może jednak było to efektem przeświadczenia, że mimo wszystko zbrodnia ta pozostanie bez kary? (Tak, jak bez kary pozostały inne zbrodnie komunistycznego reżimu.) Właściwie tylko przypadek sprawił, że towarzyszący Popiełuszce Chrostowski uciekł i dzięki temu wszystko wyszło na jaw.
Poza tym, gdzie ten charakter Piotrowskiego, lojalnego wobec własnych wyborów? (Choć przyznaję, że to pretensja cokolwiek przewrotna.) A może nie był to żaden podziwu godny charakter, a ordynarne zaślepienie, omamienie, poczucie bezkarności i buta? Czyli – koniec końców – bezmyślność, głupota i nikczemność. A takimi cechami charakteru trudno doprawdy się zachwycić.
Możemy odnieść wrażenie, iż – udzielając wywiadu – Piotrowski rozumuje w miarę trzeźwo i krytycznie, dochodzi jednak do mylnej konkluzji:
„Większość służb specjalnych w Polsce żyje w świecie fikcji. (Zresztą nie tylko w Polsce – przyp. autora) Walczy za ogromne pieniądze z fikcjami wytwarzanymi na własny użytek (…) To był kabaret. Czytałem ostatnio fragmenty ‘Białej Księgi’. To jest pewien przykład na to, że to jest jednak cały czas kabaret. Tyle, że ja myślałem, że gram w dramacie.”
To prawda, służby specjalne w Polsce często przypominały groteskowy, acz potworkowaty kabaret. Niestety, choć obsada artystyczna i dekoracje nieco się zmieniają, to rodzaj występów pozostaje ten sam, o czym mogliśmy się niejednokrotnie przekonać, czytając choćby wspomnianą przez Piotrowskiego „Białą Księgę” (będącą zapisem rozmów funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa), o której swego czasu było dosyć głośno. Doprawdy, lektura ta mogła wpędzić człowieka w przygnębienie. Po raz kolejny byliśmy w stanie uświadomić sobie jak małym rozumem ten świat jest rządzony – od jakich chamów, bandziorów i kretynów zależy czasem sytuacja w świecie, a tym samym jego (i nasze) losy. Śledząc polskie komentarze na temat „Białej Księgi” odnosiłem niekiedy wrażenie, iż pewnymi ludźmi w kraju nadal powoduje strach (a w najlepszym razie asekuracja), dlatego w ocenie tego arcydzieła polskiej myśli wywiadowczej są tacy ostrożni i powściągliwi. Ostatecznie, obciążona komunistycznym dziedzictwem i nawykami „bezpieka” działa do dziś, a jej macki dalej w dalszym ciągu mogą być silne, długie i chwytne.
Wróćmy jednak do Piotrowskiego i jego stwierdzenia, iż miał wrażenie, że gra w dramacie, a w rzeczywistości był to jednak kabaret. Jeśli już był to kabaret… to tylko do momentu, kiedy w tym kabarecie zamordowany został człowiek. Zdarzyła się tragedia, która farsę zamieniła w dramat. Czy rzeczywiście – do dzisiaj – Piotrowski uświadomił to sobie naprawdę?

WIĘZIEŃ NR 2: OCALONY

To była rozmowa z katem. Kolej teraz na rozmowę z ofiarą.
Harry H. Wu wiele lat swego życia spędził w laogai – chińskich obozach pracy. Zdołał w końcu wyjechać do Stanów Zjednoczonych, gdzie został dyrektorem The Laogai Research Foundation. Swego czasu odwiedził też Polskę z życzeniem, by ta potępiła laogai w sposób konkretny – a więc nie tylko moralny, ale i polityczny – zakazując jednocześnie importu produktów powstających w niewolniczych obozach pracy: „Biznesmenów zachęcam do inwestowania w Chinach, bo do nich rzadko trafiają argumenty o prawach człowieka. Przypominam jednak, że komuniści zagarnęli po rewolucji własność prywatnych przedsiębiorców krajowych i zagranicznych. Biznesmeni uczą się tylko na własnych stratach, a trzeba pamiętać, że komuniści nie wyparli się dotąd celów swojej rewolucji”.

Harry Wu:

Harry Wu: „Jeśli zejdziesz do poziomu zwierzęcia, te problemy znikają. Co cię obchodzi godność albo miłość? To są ludzkie wymysły. Czy ktoś dyskutuje z psem o znaczeniu wolności?”

Mam przed sobą niezwykle interesującą rozmowę z Harrym Wu przeprowadzoną przez Adama Szostkiewicza i opublikowaną w „Tygodniku Powszechnym”.
„Kim Pan jest? Demokratą” – pyta się rozmówca, a Harry Wu odpowiada: „Jestem człowiekiem, który ocalał z laogai. Świadkiem chińskiego koszmaru.”
Tak więc, nie zamierza się on określać politycznie, uznając za istotę swojej osobowości (i postawy) to, co ukształtowało się w nim podczas pobytu w laogai i po późniejszym ocaleniu. Okazywanych mu teraz w świecie objawów szacunku i podziwu nie bierze do siebie. Cóż on bowiem znaczy? To, że świat zna jego twarz i nazwisko liczy się tylko dlatego, że za nim kryją się imiona i twarze milionów anonimowych ludzi. Tylko dlatego ważne jest jego ocalenie. Nadal jednak w jakimś sensie czuje się więźniem – psychicznie bowiem nie opuścił tamtego świata, a jego mieszkańcy wciąż mu towarzyszą. Odzyska wolność dopiero wtedy, kiedy laogai przestaną istnieć.
Jak trafił do obozu? Jak kształtowały się jego poglądy i świadomość? Jak wygląda historia jego życia duchowego i ideowego?
To skomplikowane.
W dzieciństwie był człowiekiem bardzo religijnym, ochrzczono go gdy miał 11 lat. Był więc katolikiem. Po wybuchu rewolucji życie religijne wygasło. Zaczął studia, czytał Marksa, Lenina i Mao, chciał przyjąć ich punkt widzenia. Nawet wtedy, gdy w 1960 roku aresztowano go za „działalność kontrrewolucyjną” (ośmielił się publicznie krytykować interwencję sowiecką na Węgrzech) i wysłano go do jednego z licznych obozów „reedukacji przez pracę”, to nawet wtedy uważał, że zasłużył na karę, że nie miał racji – jak może mieć rację, skoro wszyscy dookoła myślą inaczej, niż on? („99,99% ludzi sądziło, że komunizm jest dobry, a Mao jest bogiem” – mówi Wu.)
Izolacja, dobrowolna czy narzucona, robi swoje. Zaślepia. Odbiera poczucie kierunku: „Strącają cię na dno, między żaby. Mijają lata, dziesiątki lat i zaczynasz wątpić w istnienie nieba. Prawda? Cóż jest prawda? Zaczynasz przeczyć najoczywistszym prawdom. Niebo? Nie, niebo wygląda inaczej. Przecież jesteś tylko żabą wśród innych żab.” Bunt nie ma sensu – nie ma dlań miejsca, ani uzasadnienia.
W pewnym momencie Wu przekroczył granicę między życiem a śmiercią. Groziła mu śmierć z głodu, był torturowany. W kopalni, w której pracował, miał prawie śmiertelny wypadek. W takich sytuacjach rodzi się w człowieku pytanie o sens życia: „Bo wszystko wydaje się warte tyle, co popiół z papierosa.”
Jednak istoty ludzkie różni od zwierząt wyobraźnia i nadzieja, plany, pragnienia… Życie więźnia także rządzi się nadzieją, gdyż człowiek to takie zabawne stworzenie, które – nawet jeśli nie widać znikąd żadnej nadziei – to ją sobie stwarza.
Wielu z jego towarzyszy-współwięźniów, popełniło samobójstwo. On sam próbował się zagłodzić na śmierć. Ale wybrał inny sposób wydostania się z laogai: zapomnieć, że jest się istotą ludzką – zamienić się w zwierzę: „Jeśli zejdziesz do poziomu zwierzęcia, te problemy znikają. Co cię obchodzi godność albo miłość? To są ludzkie wymysły. Czy ktoś dyskutuje z psem o znaczeniu wolności?”
Przestał więc byś człowiekiem.
W obozie modlił się tylko dwa razy: „Najpierw, na samym początku, zanim zamieniłem się w zwierzę. Wtedy jeszcze płakałem na myśl o ukochanej, o kolegach, o życiu na wolności. Później, może po półtora roku, przestałem płakać na długie lata. Po raz drugi modliłem się, kiedy mój współtowarzysz umierał z wycieńczenia, a ja czułem się moralnie współodpowiedzialny za niego i siebie: Boże, uczyli mnie, że jesteś wszechobecny. Gdzie jesteś? Giniemy tu, niewinni. Gdzie jesteś?! Krzyczałem: gdzie jesteś?! I przestałem się modlić. Kiedy mnie wypuszczono, wyjechałem do Stanów. Tam wróciłem do kościoła. Odkryłem, że Bóg jest nadal w mojej duszy.”

Wśród wypowiedzi Wu znaleźć też można fragment, który znakomicie potwierdza tezę głoszącą, że totalitaryzm ma szansę choćby tylko czasowego utrzymania się jedynie w społeczeństwie o odpowiedniej tradycji autorytaryzmu i absolutyzmu, sięgającej wieki wstecz. Podobnie było ze społeczeństwem rosyjskim, które od stuleci carat wychowywał na naród niewolniczy (dzięki czemu, do dzisiaj nie milkną głosy sceptyczne, co do szans powodzenia autentycznych przemian demokratycznych w tym kraju).
Harry Wu mówi o Chinach: „Trzeba pamiętać, że chińska kultura i tradycja nie zaczynają się w czasach komunizmu, tylko sięgają dwa – trzy tysiące lat wstecz. W konfucjanizmie nie istnieje pojęcie praw jednostki, człowiek jest częścią społeczeństwa i państwa. Wartość jednostki określa miejsce, jakie zajmuje ona w hierarchii społecznej. Wszystko, co robi władza, jest dobre i należy to akceptować. To są wyobrażenia autorytarne i taka jest też nasza tradycja państwa. Dla Chińczyków władza i system nie pochodzą od Boga, naszym emblematem jest smok. Cóż to jest smok? Nic i wszystko! Za znakiem smoka kryje się absolutna władza cesarza, dynastii, dygnitarza…, którym należy się ślepe posłuszeństwo. Komunizm czerpie z tej tradycji, choć jego ideologia jest produktem Zachodu. A konfucjanizm i buddyzm były popierane przez państwo, bo potwierdzały przekonanie, że człowiek zasłużył sobie na swój los, a jego pozycja społeczna jest z góry przesądzona. Lecz Chińczycy nie buntowali się przeciwko komunizmowi nie tylko z tych powodów, lecz także ze strachu. Strach towarzyszył nam od wieków. Karą za wystąpienie przeciwko cesarzowi była nie tylko śmierć buntownika. Zagłada spadała na całą jego rodzinę. To samo zdarzyło się w epoce Mao. Bezwzględne represje polityczne są częścią naszej tradycji. W Chinach komunistycznych zmuszano ludzi z otoczenia skazanego, do jego potępienia.”
Warto o tym wszystkim pamiętać, podniecając się obecnym tempem wzrostu chińskiej potęgi.

*

Reklamy

komentarzy 68 to “WIĘŹNIOWIE”

  1. ZygmuntMolikEWA Says:

    No proszę, 15 lat minęło, a spostrzeżenia i wnioski – jakby dziś formułowano…

    • Logos Amicus Says:

      Ano niestety – zmieniają się tylko nazwy, etykietki, ludzie, partie, obozy… A branie drugiego człowieka za twarz nie znika z repertuaru tych, którzy wszystko i wszystkich chcą kontrolować.

  2. Torlin Says:

    Mam do powyższego tekstu jedynie taką uwagę, co ma system penitencjarny Stanów Zjednoczonych do Piotrowskiego i chińskiego więźnia. W ten sposób wybierając jakieś trzy osoby jestem Ci w stanie wszystko udowodnić. Przepraszam za krytykanctwo.

    • Logos Amicus Says:

      A co ja Torlinie chciałem wg Ciebie udowodnić? Bo nie za bardzo rozumiem co masz na myśli.

      • Torlin Says:

        To znaczy nie zrozumiałem, dlaczego tak nieprzystające do siebie trzy obiekty znalazły się w jednym wpisie.

        • Logos Amicus Says:

          Ale wyjaśnij mi Torlinie wpierw, co znaczy to Twoje zdanie: „W ten sposób wybierając jakieś trzy osoby jestem Ci w stanie wszystko udowodnić.”

          O jaki trzy osoby chodzi?
          I o jaki (ewentualnie) dowód?

          I dlaczego nie mogłem napisać w tym samym artykule o amerykańskim systemie penitencjarnym, zabójcy księdza Popiełuszki i ofierze chińskich obozów pracy, skoro wszystkie te wątki wiążą się z tematem głównym mojego tekstu, którym są więźniowie (więzienie ludzi)?

  3. Jula :D Says:

    ” … niestety, podejrzenia o to, że taka olbrzymia ilość więźniów motywowana jest właśnie doraźnym zyskiem “przemysłu” więziennego, nie są chyba w tym kontekście bezpodstawne. „

    Jeżeli chodzi o Piotrowskiego, to spec-służby ciągle takie same, choćby nasz słynny „agent Tomek”. No i jeżeli chodzi o drastyczne wydarzenia, fala dziwnych samobójstw „gangsterów” w polskich więzieniach (sic)!
    Mnie niepokoi co innego, bo to okazuje sie jest w całym świecie, olbrzymia znieczulica na drugiego człowieka. Powoduje to, że za ściana u naszego sąsiada dzieja się drakońskie rzeczy, niczym z horroru ale to pzrecież nie film, tylko okrutna rzeczywistość.
    Było naglosnione, chyba 2 lata temu, jak pewien zwyrodnialec więził i upadlał własne córki w Austrii. Rok potem podobna sytuacja została nagłośnona w Polsce. A teraz okazało się podobnie jest i w Ameryce, tej wzorcowej dla całego świata. W TVP widziałam, jak zboczony kierowca autobusu pzrewożącego dzieci więził trzy kobiety i znęcał się nad nimi wraz z braćmi pzrez dobre kilka lat (sic)!. I to bynajmniej nie na uboczu tylko wśrodku miasta. Jak sąsiad zadzwonił do tamtejszej policji, bo widział, jak te najpierw dziewczynki były wyprowadzane nago na podwórko na łańcuchu niczym zwierzęta, choć i tu są protesty, to mu nie uwierzyli i pozwolili by te kobiety nadal cierpiały.
    Czyli co ?…
    Ze społeczeństwem XXI wieku zaczyna być źle.
    W tej gonitwie szczurów, kreowanej dla zysków, w obecnej cywilizacji zanikaja podstawowe wartości człowieczeństwa i tylko tyle i aż tyle.
    Pozdrawiam!

    W nawiązaniu do więziennictwa: my sami zaczynamy żyć jak w celach w tych swoich wypucowanych mieszkankach czy domach, zapominająć, że CZŁOWIEK jest istotą społeczną.
    Co do różnego rodzaju religii, to wszystko jest piękne, dopóki nie wkracza fanatyzm, bo wtedy to nawet nie śmiesznie jest, wtedy jest nawet strasznie !.. :(
    Przecież we wspołczesnej Polsce mamy dokładnie to, co opisywał Tadeusz Żeleński (Boy). Tyle, że to było w latach 20-tych XX wieku a teraz mamy 2013 rok !, to jest straszne co może z krajem zrobć jedna religia zwłaszcza dla kobiet w Polsce w wieku rozrodczym, pisze o tym bo sa autentycznie kary, więzienie za dzieciobójstwo itd.. ale to tylko fatalne skutki braku edukacji, wiedzy i właśnie fanatyzmu na pokaz ! . :(
    Pozdrawiam ! :)

    • Logos Amicus Says:

      Wbrew pozorom casus Piotrowskiego jest niestety uniwersalny: wszystkie służby specjalne całego świata (nawet tych państw, które szczycą się – oficjalnie – umiłowaniem ideałów demokratycznych i wolnościowych) mają tendencję do tego, by się uważać za kogoś poza prawem; uznawać to, że cel uświęca środki (więc można stosować wszelkie sposoby w walce z przeciwnikiem – często zresztą wyimaginowanym). Nie mają więc żadnych skrupułów – często popełniając większe zbrodnie, niż ci, których zwalczają. Świat agentury to jest świat bagna – bez względu na to, jak „szlachetne” cele przyświecają agentom.

      Nie sądzę, że ze społeczeństwem XXI wieku „zaczyna być źle”. Z każdym społeczeństwem – i w każdym czasie – zawsze jest coś „źle”. To taka ułomność ludzkiej natury, której już chyba nigdy nie da się naprawić – zwłaszcza pakowaniem ludzi do obozów i więzień.

      A co do horrorów rozgrywających się za naszą ścianą?
      Zawsze widzimy – albo chcemy widzieć – tylko powierzchnię. Dla świętego (?) spokoju nie dociekamy tego, co pod nią jest. Wystarcza nam podniecanie się tym, co wyskoczy na światło dzienne przypadkiem – albo tym, co wywloką dla nas napawające się sensacją media.

  4. ulotna_wiecznosc Says:

    Logosie ostatnio na ekranach kin oglądałam ,,Układ zamknięty” Ryszarda Bugajskiego i jeszcze chciałam Ci polecić film ,,Uwikłanie” Jacka Bromskiego z Mają Ostaszewską i Markiem Bukowskim. Drugoplanowo też doborowa obsada.
    Ten ostatni film znacznie bardziej mi się podobał i cały dzieje się w Krakowie. :-)

    • Logos Amicus Says:

      Widziałem „Układ zamknięty” Bugajskiego nie tak dawno. Popełniłem zresztą po tym filmie małą notatkę, którą nie zawadzi chyba tu przytoczyć:

      Nie przeczę, że film ten Bugajskiemu się udał – i oczywiście jest poruszający dla większości widzów (także i dla mnie) – ale mimo to nie może mnie opuścić wrażenie, iż jest to film ze zbyt wyraźną „tezą”, a tym samym ma jednak charakter cokolwiek propagandowy (dobrzy biznesmeni vs. źli prokuratorzy, gnębiące ich urzędy i służby specjalne państwa). Mimo więc ambicji zwrócenia naszej uwagi na coś bardzo istotnego dla Polski – kompromituje on w pewnym sensie tę ambicję jednostronnością i uproszczonym widzeniem naszej krajowej rzeczywistości. Nie jest więc czymś uniwersalnym.
      Warto przypomnieć w tym kontekście słowa, które napisał w jednym ze swoich felietonów prawnik, profesor Lech Falandysz: „Adwokat, podobnie jak policjant, prokurator czy sędzia, nie powinien oceniać ludzi i moralnego stanu społeczeństwa na podstawie przypadków, z którymi spotyka się w pracy. Musiałby bowiem dojść do wniosku, że ludzie są nieuczciwi, kłamliwi, interesowni i podstępni, a w życiu społecznym króluje oszustwo i przemoc.”

      * * *
      „Uwikłanie” Bromskiego widziałem przed paroma laty na Festiwalu Filmu Polskiego w Chicago (pisałem o tym filmie TUTAJ). W sumie nie byłem zachwycony „Uwikłaniem” i mimo wszystko uważam „Układ zamknięty” Bugajskiego za film lepszy.

      • ulotna_wiecznosc Says:

        Przeczytałam z uwagą Twoje recenzje. Dziękuję
        Pozostanę przy swoim zdaniu.

        • Logos Amicus Says:

          Oczywiście, przecież nie możesz zmienić tego, jak odebrałaś te filmy ;)

          Dobrze jest jednak czasem spojrzeć na coś z innej (cudzej) perspektywy, bo to jednak może wzbogadzić nasze spojrzenie, nieprawdaż?

  5. iwona Says:

    Wydaje mi sie, ze Piotrowski mowil szczerze. „Wypranie mozgu” to rzecz absolutnie ludzka, i niebezpiecznie latwa. Jednemu mozg wyprala partia, innemu inna ideologia, czy wiara. W koncu w imie Boga dokonywalo sie wiele zbrodni na tym swiecie, dokonuje sie nadal i dokonywac bedzie. Wyzsze cele beda czymś nadrzednym – nie jednostka. Jednostka musi walczy sama o swoje orawa. Taki juz los, i prawa mas. Jestem sklonna twierdzic, ze gdyby nie uciemiezenie ludzi (mas) i wrogosc do panujacej ideologii, ci sami ludzi uznaliby Piotrowskigo za bohatera.

    • Logos Amicus Says:

      No właśnie – największe zbrodnie popełniano tam, gdzie poświęcano „jednostkę” dla tzw. „wyższych celów”. (Zresztą nie tylko jednostkę, ale i całe rzesze ludzi). I zauważ, że zawsze mówiono „jednostka”, a nie człowiek. To tak, jak w wojsku: mówi się o „eliminowaniu jednostek wroga”, a nie o zabijaniu ludzi.
      (A to wszystko dlatego, że przywiązujemy tak ogromne znaczenie do pozorów – co przypomina po prostu jakieś zaklinanie rzeczywistości, na które nota bene tzw. „masy” bardzo są podatne.)

      Też wolałbym, aby Piotrowski mówił szczerze. Niemniej jednak chyba nie pozbył się swojego wojującego antyklerykalizmu, bo ponoć pisał po swoim wyjściu z więzienia do mocno antyklerykalnego tabloidu „Fakty i Mity”.

      • iwona Says:

        To normalne dla ludzi, ze nie moga ogarnac wiekszej ilosci osob i odniesc sie do niej emocjonalnie. Polecam ksiazke „The Tipping Point” gdzie dokladnie opisane jest zachowanie ludzkie w stosunku do ilosci osob w grupie, Mniej wiecej nasza mozgownica moze objac „emocjonlanie” 150 osob, pozniej sie to wszystko rozmazuje. Ot, biologia sie znow klania :)
        A co do Piotrowskiego, to tym bardziej jego pozniejsze zachowanie swiadczy o wypranym mozgu, czyli facet mowil prawde.

        Wlasnie wrocilam z filmu „Podarek dla Stalina”- film, ktory mowil o ofiarach w liczbach milionowych. Cierpienie jednostek w imie ideologii. Przejumujacy obraz….

      • Simply Says:

        Bardzo wątpię w tę szczerośc. On przez cały czas jest za bardzo ,,akuratny”. Jak miał system za sobą, wykonał akcję ( od tego był , nikt go do MSW na siłę nie władował ). Jak się system zaczął wybielac po stanie wojennym i go przymknęli, to potem, po upadku komuny zaczął nawijkę w stylu Eichmana, że go coś ,,spacyfikowało” że był ,,niezdrowy psychicznie” i takie tam bzdety, w sam raz dla powierzchownych mediow, żeby było widac, jak się elegancko resocjalizuje : teraz już przejrzał na oczy, ma obiektywny osąd, jaki to był zly ten system, może jakieś punkty do przedterminowego odebrania sznurówek i paska zarobi.
        A te teksty o jego przemianie, jak pogrzeb zobaczył, to już jest totalne pierdolenie o Szopenie – a nuż się ktoś wzruszy. To wszystko, to są piarowe kity dla frajerów. Żeby człowieka naprawdę zrozumiec, nie należy słuchac tego, co on gada, tylko zwrócic uwagę, w jakim celu to robi. On chce wyjśc z pierdla, jako ,,inny człowiek” to wszystko. Zresztą w tym pierdlu to nie wierzę, zeby go w lodowatej wodzie trzymali, szczali mu na twarz, sadzali na nodze od stołka i pakowali pod celę do grypsów z fałszywką, że pedofil.
        Była taka anegdota o jakimś skazanym w Norymberdze SS manie. Dostał KS i miał prawo do ostatniego życzenia. Powiedział, że chce przejśc na judaizm. Na pytanie ,,dlaczego?” odparł:
        – Wtedy powiesicie jednego Żyda więcej.
        Co by o nim nie mówic, był to człowiek honoru. Jak ten niedobry łotr po lewicy.

        • Jula :D Says:

          Simply,
          Jak mógł być człowiekiem honoru, skoro to tylko anegdota!?…
          No i powinni oddać te zloto zdarte z trupów i ten majątek zabrany, a zdeponowany w bankach Szwajcarskich.
          Amerykanie gdyby chcieli wszystkich ss-manów skazać, to musieliby wyeliminować prawie całe pokolenia w Niemczech.
          Celowo po po kilu pokazówkach dali sobie spokój i podejrzewam, potem za duże pieniądze umożliwili pozostałym schowanie się w Ameryce Południowej.
          Z Mosadu mieli spore problemy z „eliminowaniem” tych Hitlerowców.
          :(
          Czytałam ciekawy artykuł, chyba w Polityce w związku z tym pt. „co z hitlerowskimi emerytami?..”
          W Polsce, to nie tylko Oświęcim ?! Istniało więcej tych obozów. No ale np. w Majdanku na murach, teraz w 2013r, rysują szubienicę z napisami cytat „Z Żydami do komory”
          To chyba ci z honorem Simply, tak?… :(

      • Jula :D Says:

        „… I zauważ, że zawsze mówiono “jednostka”, a nie człowiek. To tak, jak w wojsku: mówi się o “eliminowaniu jednostek wroga”, a nie o zabijaniu ludzi.”

        A jakiej terminologii używa sie w religii? dla eliminowania konkurencji?
        Ostatnio kk w Polsce, bardzo jest krytyczny do innych „sekt”. ;)

        • Simply Says:

          Jula D:
          Akurat nieistotne, czy to anegdota, czy prawda. chodzi mi o pewną postawę: byłeś łajdakiem przez całe życie, to w obliczu smierci nie udawaj kogoś, kim nie jesteś i nigdy nie będziesz, idż na stracenie z podniesionym łajdackim czołem, niech czują, że zrobiłbys to wzystko jeszcze raz. Pokaz im, ze ty na prawdę na nic nie liczysz, ani na litosc ani na zrozumienie. Bądż bezczelnie szczery, tak jak wcześniej byłeś, przecież nic się nie zmieniło, tylko tyle, że za chwilę cię już nie będzie. Wzbudź w nich niepokój w tej ostatniej chwili. I tak już po tobie.
          Jak po tych wszystkich skurwysyństwach, które popełniłeś, zaczniesz skamlec i kajac się tylko dla tego, ze nieuchronna śmierc ci w oczy zagląda, to wcale tym sobie karmy nie wyprostujesz, a jeszcze ktos na twoj widok gotów rzucic pawia z oburzenia.
          Jeśli możesz, nie rób za mnie jakiegos adwokata neonazistow, bo Ci żadnego pretekstu do tego nie dalem, a te farmazony o ,,honorowym” rysowaniu po murach, to sobie na prawdę daruj.
          Jasne, masa nazistow uniknęla kary, większośc wierchuszki wyszła z więzien po paru latach, Gehlen ( wysoki funkcjonariusz Abwehry ) zostal szefem wywiadu RFN.
          SS Standartenfuhrer ( pułkownik ) Walter Rauff, człowiek, który opatentował autobusy z rurą wydechową do wewnątrz, do gazowania Cyganów i Żydów – po wojnie w Chile – zostal tam rozpoznany, osądzony i uniewinniony. Potem był bliskim współpracownikiem bezpieki Pinocheta, jako ekspert od tortur. Dożył sędziwego wieku i zmarł elegancko w łózku na raka w 1984.
          Rauff miał byc desygnowany na szefa Gestapo w Jerozolimie – tak Adolf ze swoim przyjacielem Wielkim Muftim Jerozolimy ( w randze SS Gruppenfuhrera ) ustalili. Ale klęska Africa Korps w Afryce Północnej pokrzyżowala te plany.

        • Logos Amicus Says:

          Jeśli ktoś jest łajdakiem, to wg mnie o żadnym (jego) honorze nie można mówić, bo się robi cokolwiek śmiesznie. To jest takie aksjologiczne poplątanie z pomieszaniem. Jak można np. „z honorem” pakować ludzi do komór gazowych czy wieszać tylko dlatego, że należą do innej rasy czy narodu?
          Wiem o co Ci chodzi, ale nie zgadzam się z tym, żeby używać słowa „honor” wobec bandytów, ludobójców i zbrodniarzy. To co robili było nikczemne: czyli wybrali w swoim postępowaniu nikczemność. A nikczemność jest przecież przeciwieństwem honoru.
          Mnie akurat to, że ktoś idzie na stracenie „z podniesionym łajdackim czołem”, nie imponuje zupełnie. W moich oczach jest to właśnie łajdak – i łajdakiem pozostaje tym bardziej, jeśli nie wyprze się swojego łajdactwa. (Bo jednak, mimo wszystko, wierzę w to, że człowiek może się zmienić i przestać być łajdakiem.)

          A Piotrowski to zwykły gorliwy karierowicz – taka chorągiewka na dachu. Manipulator, cwaniak i oportunista – tym bardziej skuteczny, że nie pozbawiony inteligencji. W tym, co w danej chwili robi, nie ma żadnych skrupułów. I nie cofnie się przed niczym (nawet – jak się okazało – przed zamordowaniem człowieka), by dobrze się przysłużyć „sprawie” (czyli temu, co uważa za dobre dla siebie).

        • Simply Says:

          Skoro byłeś łajdakiem i sam się nie nawróciłeś, tylko cię dorwali i postawili przed sądem ( bo twój ochronny system się rozleciał i jesteś teraz SAM ) to zachowuj się jak bezczelny skurwysyn, a nie, jak ofiara, czy neofita. Tak przynajmniej będzie bardziej elegancko, że tak powiem. Nie użyłem słowa ,,honor” w kontekście zbrodni, tylko a propos pewnej uczciwości, co do postawy zbrodniarza w chwili ostatecznej. Wydaje mi się, że tego słowa nie nadużyłem

        • Logos Amicus Says:

          Ja Cię bardzo dobrze zrozumiałem – i wiem w jakim kontekście użyłeś słowa „honor”.
          Lecz, w przeciwieństwie do Ciebie, uważam że jest to pewne nadużycie – przydawanie wartości szlachetnej czemuś, a właściwie komuś, kto na to moim zdaniem nie zasługuje, bo się skompromitował zbrodnią ludobójstwa (cały czas mam tu na myśli przykład – nawiązujący do zagłady Żydów – który sam podałeś), a ponadto nie wykazuje żadnej skruchy (co świadczy o tym, że nadal pozostał przy swoich zbrodniczej ideologii i nie dociera do niego, że to co zrobił jest hańbą.
          Kto wybiera skurwysyństwo, ten rezygnuje z honoru. (Albo inaczej: jeśli jesteś skurwysynem, to automatycznie pozbawiasz się honoru).

          Ja myślę, że nasze różne punktu widzenia w tej kwestii wynikają z tego, że Tobie Zło imponuje (sam to kiedyś przyznałeś), a mnie po prostu brzydzi.

        • Logos Amicus Says:

          Ale, oczywiście, niejednemu skurwysynowi się wydaje, że jest człowiekiem honoru (vide: mafia).

        • Simply Says:

          Nie przeinaczaj. Do czego się sam przyznałem, to do świadomości Zła w sobie. Mnie to nie imponuje, mnie to… ja wiem?… bardzo, może nawet przesadnie, interesuje.

        • Logos Amicus Says:

          Napisałeś, że Zło Cię fascynuje. A to prawie to samo, co „imponuje”.
          Mnie również Zło interesuje (a nawet bardzo), ale się nim nie podniecam – w sensie fascynacji nim.

        • Logos Amicus Says:

          W sumie jednak – pod pewnym względem – przyznaję Ci rację: również i zbrodniarz może zachować się honorowo. Z tym, że podtrzymuję to, co napisałem wcześniej: trudno nazwać honorem to, że łajdak pozostaje niejako „wierny” swojej nikczemności, (która – jako taka – z honorem nie może mieć przecież nic wspólnego).

        • Magy Says:

          Tak jak inne „sekty”, czy ateisci – sa krytyczni w stosunku do KK.
          Krytyka, jesli „madra”i rozsadna, jest konstruktywna, jest czescia dialogu. Jesli motywowana nienawiscia, glupota czy manipulacja, zmierza jedynie do zniszczenia przeciwnika. Dzisiaj mamy bardzo duzo „krytyki”pod katem religii ogolnie, a KK szczegolnie. W kazdej dyskusji musi pasc przyklad „przestepstw” i „win” KK.

        • Logos Amicus Says:

          Magy, moje zdanie jest podobne. Ale ten zarzut (odnośnie nienawiści, głupoty czy manipulacji) odnieść można do każdej ze stron – bo przecież jest on widoczny we wszystkich niemal obozach. Gdyż, tak naprawdę, tym ludziom nie chodzi o dojście do pewnego porozumienia (rozwiązania problemu, zrozumienia argumentów przeciwnej strony, osiągnięcia czegoś konstruktywnego) tylko do skompromitowania, a nawet zniszczenia adwersarza, którego najczęściej uważają za wroga.
          A to nie jest żaden dialog (a tym bardziej konwersacja), tylko zwalczanie się i konfrontacja.

        • Magy Says:

          Alez oczywiscie,w kazdym obozie sa zarowno tacy ,ktorzy krytykuja by zniszczyc,jak i tacy,ktorzy szukaja dialogu.Moja wypowiedz dotyczyla”wyroznienia”KK w tej materii , jakiej dokonala Julia w swojej wypowiedzi.

  6. Marcus Says:

    Polecam ciekawy dokument:

  7. Jula&Jula Says:

    Część Polaków zapytana o to, z czym kojarzy im się Bereza Kartuska odpowiada, że z niczym. Wstydliwym wydaje się temat pierwszego obozu koncentracyjnego stworzonego przez sanację w Polsce, mającego na celu izolowanie i niszczenie środowisk niechętnych sanacji, dlatego też temat ten nie jest zwykle poruszany na lekcjach historii w szkołach. Miejsce odosobnienia zbywane jest jako „drażliwy symptomat niedomagań społeczno- politycznych”.
    Słychać narzekania, że Rosjanie tuszują Katyń a Niemcy Oświęcim, a czy my sami jako Naród ze swym sumieniem jesteśmy od nich lepsi?

    • Logos Amicus Says:

      Nie mówi się za dużo o zamachu majowym, ani o Berezie Kartuskiej, bo uderza to w wodzowski mit Piłsudskiego – Wielkiego Polskiego Patrioty. A prawda jest taka, że Polska sanacyjna była państwem faszyzującym. Nie za dobrze to wszystko pasuje do dobrego mniemania Polaków o sobie – stąd wyidealizowane obrazy z przeszłości i wypieranie niewygodnych faktów. Ale to jest nie tylko polska specjalność: ten mechanizm psychologiczny działa we wszystkich nacjach.

  8. Pola Says:

    Rzadko spotykany w chińskim świecie publicystycznym raport opublikowany przez jeden z popularnych miesięczników The Lens ujawnił niektóre ciemne praktyki jednego z obozów pracy w Chinach:

    http://chinanews.pl/1306,sekrety-obozow-pracy-w-chinach/

    • kompan Says:

      Idealiści za dychę. Wasz dobrobyt (komórka laptop, telewizor, buty) oraz finansowa stabilizacja zachodu (bankowość i budżety państw) oparte są obecnie o restrykcyjny komuno-kapitalizm chiński. Chiny traktując reżimowo swoich obywateli dają tani produkt obywatelom zachodnim i wykupują obligacje stabilizujące zachodnią gospodarkę (finansując częściowo zakup własnych eksportowanych towarów). Korzystają na tym elity chińskie w milczącym porozumieniu z zachodem. Ekonomiści milczą, bo bez Chin konsumpcjonizm społeczeństw zachodnich w prostej linii doprowadziłby do rozruchów i upadku zachodniego systemu walutowego. ALTERNATYWA! Należy sobie także uświadomić mentalność chińskiej nacji. Przyjmijmy wprowadzenie demokracji w Chinach. Bieda pozostanie, a ona rodzi ekstremizmy co przy masie i bezwzględności jednostek stworzy mieszankę korupcyjno-mafijną na niespotykaną skalę z mordami i bezprawiem (Brazylia, Kolumbia i japońska Yakuza w jednym). Do tego otwarcie na religijne fanatyzmy (islam skuteczniej wnika w struktury społecznej beznadziei i daje szanse pseudodziałania… chrześcijaństwo każe biernie czekać). Mam dziwne wrażenie że nikt nawet nie chce wiedzieć jak wielki globalny wrzód by powstał w wyniku gwałtownej libaralizacji i wprowadzeniu „okrągłego stołu” w Chinach. Idealiści krzyczą i takie ich prawo. Praktycy przymykają oko na cierpienia setek aby uchronić miliony (w tym własne dzieci zachodu).

      • Logos Amicus Says:

        Pierwsze Twoje zdanie jest obraźliwe, a w następnych też jednak przesadzasz, bo jednak „nasz dobrobyt” nie jest tak bardzo uzależniony od gospodarki chińskiej. Oczywiście czerpiemy z niej pewne benefity, ale to nie jest tak, że bez chińskiego wyzysku swoich robotników, nasz system by się zawalił (straszysz nawet jakimiś rozruchami).

        Zresztą, w mówieniu o gwałceniu praw człowieka w Chinach nie ma żadnego idealizmu, tylko po prostu niezgoda na prześladowanie, represjonowanie, torturowanie i niewolniczy wyzysk ludzi.

  9. Logos Amicus Says:

    Skoro o więźniach mowa, to polecam bardzo ciekawe filmy dokumentalne Janusza Mrozowskiego, specjalizującego się niejako w tematyce więziennej. Reżysera miałem okazję poznać osobiście w 2011 roku podczas odbywającego się wówczas w Chicago XXIII Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce, na którym pokazał on swój film „Bad Girls Cela 77” (Piałem o tym dokumencie TUTAJ.)

    W kwietniu tego roku kolejny obraz Mrozowskiego pt. „Bad Boy – cela dla niebezpiecznych” otrzymał główną nagrodę w konkursie filmów dokumentalnych podczas 13. Belfast Film Festival:

    Natomiast cały film „Bad Boys Cela 425” obejrzeć można tutaj:

    Polecam wszystkim te filmy.
    I gratuluję Januszowi nagrody w Belfaście.

  10. Marta Says:

    Miasteczka, w ktorych znajduja sie np wiezienia federalne dzieki nim swietnie prosperuja… wiezienia to biznes…

    • Logos Amicus Says:

      Moim zdaniem nie można robić „biznesu” za wszelką cenę. Są wartości cenniejsze niż pieniądze. No ale to raczej mało amerykańskie „attitude”. Niestety, podobnie jak z więziennictwa, zrobiono tutaj wielki biznes choćby z tzw. „służby zdrowia” (stąd absurdalne rachunki za leczenie), o korporacjach obsługujących wojny nie wspominając. (Wygląda jednak na to, że musimy się pogrążyć w jeszcze większym kryzysie, żeby ludzie zaczęli o tym szerzej mówić i przywiązywać do tego większą wagę – i wreszcie coś z tym zrobić.)

      • Marta Says:

        Smutna prawda…nikomu nic nie chce sie rozsadnie planowac na dluzsza mete (np.prewencja raka) zamiast OLBRZYMICH zyskow farmaceutycznych korporacji za jego nieskuteczne leczenie, inwestycja w system oswiaty czy ekologoczne technologie…szybki zysk za wszelka cene…a my jak te barany na wszystko sie zgadzamy (nawet mi sie to zrymowalo ;) )

        • Logos Amicus Says:

          No bo dopóki my – baranki – mamy gdzie się paść i gdzie zabawić, to idziemy potulnie w stadzie, udając że wszystko jest OK i tylko czasem coś tam pod nosem sobie bąkniemy ;)
          Na razie tych co mają karmę jest więcej – dlatego wszystko jeszcze jakoś się kręci, bo jest kogo strzyc.
          Ale kiedyś te nożyczki – czy też maszynki – mogą się jednak zaciąć. Albo nie będzie już co (kogo) golić.

        • Marta Says:

          Czyli nastepna rewolucja ???

        • Logos Amicus Says:

          Nie jestem zwolennikiem rewolucji. Raczej głęboka reforma i zmiana mentalności. A to jest jeszcze trudniejsze do przeprowadzenia, niż rewolucja. Wydaje mi się, że w Stanach Zjednoczonych nadal istnieją pewne instrumenty (konstytucyjne choćby), by dokonać dość radykalnych zmian i zawrócić Amerykę ze złego kursu, na jakim bez wątpienia się ona znalazła. No ale to trzeba chcieć (coś zrobić) a przede wszystkim: pewne rzeczy sobie uświadomić. Lecz niestety, większość z nas gryzie sobie trawkę – popasając się to tu to tam – tak jakby nigdy nic. I starając się nie myśleć o tych sprawach za dużo, bo – wiadomo – od myślenia głowa boli. A ci, co naprawdę dużo mogą (mają władzę i pieniądze) raczej nie są zainteresowani jakimikolwiek zmianami. Wręcz przeciwnie: dążą do tego, by utrzymać istniejące status quo (bo są jego beneficjentami).

        • Marta Says:

          Ja ciagle wierze, ze zdrowy rozsadek i instykt samozachowaczy rasy ludzkiej jednak zwyciezy :)

        • Logos Amicus Says:

          No tak… ale jak to przełożyć na amerykańską rzeczywistość?

        • Marta Says:

          Nie wiem, niestety…

        • Magy Says:

          Nic w naturze nie ginie, wiec rasa ludzka zawsze przetrwa:)) Kosztem „jednostek”, niestety.Raz mniej, raz wiecej ludzi bedzie ginac, w zaleznosci od aktualnego stanu swiadomosci ludzkiej. Ale nie ma co rozpaczac, ja wierze w zycie wieczne:))

        • Logos Amicus Says:

          Ale przecież w naturze zginęło wiele ras i gatunków ;)

          Ja myślę, że natura doskonale mogłaby się obyć bez ludzkiej rasy. Mało tego – miałaby się bez nas znacznie lepiej… niestety ;)

        • Magy Says:

          Czasami i ja tak mysle:)) Ale tak naprawde, mimo wszystko, uważam czlowieka za istote godna przetrwania.

          Nie jestem fizykiem:)), ale jak nam mowi teoria kwantowa, nic nie ginie tylko zmienia swoja forme.

        • Logos Amicus Says:

          Ja również uważam człowieka za istotę godną przetrwania (i to nie tylko dlatego, że sam jestem człowiekiem ;) )

          „…nic nie ginie tylko zmienia swoją formę”
          No tak, ale forma też – zwłaszcza dla nas – jest ważna. A pewne formy jednak giną (bo zastępowane są przez inne). Taką „formą” jest chociażby konkretny człowiek ;)

  11. Janusz Mrozowski Says:

    Dzięki Ci, drogi Satnislawie, za ten bardzo interesujący i nadal aktualny artykuł… oraz za miłe słowa odnośnie moich filmów. Od lat walczę, żeby ludzie zrozumieli, że – czerpiąc z tytułu artykulu prof. Karola Modzelewskiego – „w wiezieniach siedzą ludzie tacy jak my”:

    http://wyborcza.pl/2029020,76842,7145595.html

    Serdecznie pozdrawiam,
    Janusz

    • Logos Amicus Says:

      Ciekawa wypowiedź Karola Modzelewskiego. Zwróciło moją uwagę zdanie o tym, że więzienny czas nie płynie, lecz stoi nieruchomo – jest martwy.
      Uderzył mnie też fragment:

      Jestem też przekonany, że film Mrozowskiego pomoże przeciętnemu widzowi odkryć, jak bardzo jesteśmy podobni do uwięzionych za ciężkie, nieraz odrażające przestępstwa kryminalistów. Duszpasterze mówią nam wprawdzie co niedziela, że to nasi bliźni, których powinniśmy miłować, ale nie każdy chrześcijanin traktuje to przykazanie serio, no i nie każdy z nas jest człowiekiem wierzącym (ja nie jestem). Słuchając jednak codziennych rozmów między kryminalistami z celi 425, dotykamy prawdy oczywistej, przed którą uciec nie sposób – ci ludzie są tacy jak my. Warto uznać tę prawdę. Po pierwsze, wynika z niej, że także w nas tkwi zdolność do zbrodni. Nie jest bezpiecznie, gdy wypieramy tę prawdę ze świadomości i przekonujemy siebie o własnym anielstwie. Po drugie, podobieństwo pozwala nam przeżywać współczucie wobec ludzi winnych, skazanych i uwięzionych, którzy kiedyś przecież wyjdą z więzienia i znajdą się wśród nas. Z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa nie jest obojętne, jak ułożą się wtedy stosunki między nami a nimi. Bez współczucia i bez odkrycia podobieństwa nie sposób tych ludzi rozumieć ani budować z nimi bezpiecznych relacji.

      Polecam przeczytanie całego tekstu innym.
      A Tobie życzę dalszych sukcesów i realizacji coraz ciekawszych pomysłów filmowych.

  12. Logos Amicus Says:

    Część artykułu dotycząca wywiadu z zabójcą księdza Popiełuszki znalazła się na moim pierwszym blogu TUTAJ.
    Myślę, że nie zaszkodzi, jeśli umieszczę tu kilka komentarzy, które wówczas pod tamtym wpisem się pojawiły:

    Sarna: Ciągle i ciągle wałkuje się to od nowa…. By nie zapomnieć, by sprawiedliwości stała się zadość, by wyciągnąć z tego naukę na przyszłość. Słusznie, tylko ile tak można rozdrapywać rany? Zwłaszcza, że już masa nowych, cuchnących wrzodów narosła w naszej polskiej rzeczywistości i pozwala się im bezkarnie wylewać. Są sądy i IPN, są nasze prywatne sumienia, niech każde z nich zrobi, co do niego należy. Czasami już się nie chce o tym nawet rozmawiać, zmęczenie, znużenie, czas koi rany, skleroza bywa zbawienna.
    Wiesz Amicusie? czytając Twój mądry wpis w uszach miałam dialogi i piękne głosy z ekranizacji „Nad Niemnem”. Bo z jednej strony często zarzucasz na blogu, że Polacy są zakompleksieni, zgorzkniali, smutni, itp.(może, może to przez tę martyrologię wpisaną w losy kraju – trzy odbudowy kraju w przeciągu zaledwie jednego, ubiegłego wieku, dwa zbrodnicze systemy totalitarne, oszukańcze pakty polityczne o przyjaźni i nieagresji, przesiedlenia, etc), a z drugiej strony otwierasz puszkę Pandory i po raz kolejny każesz nam przywdziać worek pokutny i posypać głowy popiołem.Jak tu się radować skoro oczekuje się od nas tego ciągłego rozpamiętywania i czczenia niezliczonych tragicznych rocznic, nie pozwala na chwilę o nich zapomnieć ( u nas z rocznicami jak z kombatantami, z każdym dniem jest ich więcej mimo trwającego pokoju). Jak to zauważył Zygmunt Korczyński skazuje się naród na „wieczny smutek,… bezwzględny idealizm”. Ty Amicusie, co prawda masz inną filozofię życiową niż Zygmunt Korczyński, ale poniekąd dzielisz jego losy.
    Mówisz tak jak on mówił do swojej matki: „gdzie wiele lat spędziłem wśród najwyższych wykwintów miast, wśród najwspanialszych widoków natury, na łonie sztuki …, że przez te lata zupełnie odwykłem od tutejszej szarości i pospolitości.., Nieprawdaż, moja złota mamo, że tu panuje powszechny zły humor? Wszyscy po kimś albo po czymś płaczą, zbiedzeni,skłopotani, przelęknieni …Stąd płynie melancholia, qui me monte a la gorge i dławi mię jak globus histericus tę biedną Pania Benedyktową…”).
    Spróbuj się uśmiechać przy migrenie, zobaczysz jaka to sztuka :)
    Wracając do samego wpisu to muszę Ci się przyznać, że kiedyś bardzo skrupulatnie śledziłam ustalenia rozpraw sądowych w spr. zabójstwa ks Popiełuszki.Czy mnie satysfakcjonuje wyrok? Nie! i co z tego? Co z tego, że siedzieli właśnie Ci skazani,skoro tak naprawdę prawdziwi mordercy, zleceniodawcy nadal cieszą się wolnością i żyją z sowitych emerytur? Co za różnica ile odsiedzieli, skoro to nie wróci syna matce. A ile lat wg Ciebie byłoby sprawiedliwa karą? Czy dożywocie albo kara śmierci jest wystarczającym zadośćuczynieniem? Sam widzisz, że to prowadzi donikąd, nawet nie chce się tego w kółko wałkować bo ile można?
    pozdrawiam

    Jula: A ja będę jeszcze bardzie cyniczna i powiem szczerze, że mam to gdzieś! No i co z tego, że jeden „dobry” niedługo zostanie świętym a drugi jest klasyfikowany jako ten „zły” diabeł wcielony ;)
    Dobrze,że jesteś tam w Ameryce i patrzysz na wszystko z oddali, z perspektywy, bo tutaj nic się nie zmieniło. Jedne układy zostały zastąpione innymi, tak to wygląda z punktu widzenia szaraczka w Polsce.
    Blichtr i kolory baaardzo powierzchowne, ludzie już nie mają tej odwagi, co w czasach „solidarności”, bo niby z kim mają walczyć? z „komuną” – jej już nie ma – (rządzi niewidzialna ręka rynku – bardzo chętnie wykorzystywana przez nowych właścicieli;)
    Cały czas wałkuje się tych 7 (siedmiu) górników co zostali zastrzeleni. A cicho przeszła straszna śmierć 30 górników na dole z winy nowego właściciela :(
    Nadal nie ma u nas , ani demokracji , ani sprawiedliwości – słynne zdanie naszego prezydenta „spieprzaj dziadu”.
    Na peryferiach kraju, tworzy się znowu Polska B ?…
    Jedyne dobre z tej zmiany ustroju, bo w gruncie rzeczy o to chodziło :D, to , że granice są otwarte i młodzi mogą wyjechać i to robią! Statystyka Kościoła (bardzo wiarygodna) w moim mieście podaje, że 3/4 ludzi pracuje za granicą w systemie rotacyjnym , pół roku tam , pół roku tu – mówi się już o sierotach „unijnych”..
    I z czego się tutaj cieszyć, na policji jak poniewierali ludzmi, tak nadal robią, bo są w tym wprawieni , nie!.. Spec- służby, podsłuch etc..- to wszystko jest , tyle , że teraz dla słusznej sprawy!… A najgorsze dla mnie , to ta służalczość obecnych rządzących i to zarówno z prawa , jak i z lewa wobec Kościoła :(

    LA: Musicie mi dziewczyny wybaczyć, że skazałem Was trochę tym wpisem na „rozdrapywanie ran”. Ale weźcie jednak pod uwagę, że ja to piszę zza Wielkiej Wody – nie jestem więc przesiąknięty polską atmosferą, nie wiem za bardzo co się „wałkuje”, a co nie; czym ludzie są zmęczeni, czego mają dosyć…
    Ja wiedziałem, że pisząc o Piotrowskim zrywam niejako z konwencją mojego bloga, która niemalże programowo unika polityki, a nawet niewiele sobie robi z aktualiów. (To jest blog zajmujący się bardziej kulturą, niż jej brakiem :))
    Ten wpis był czymś spontanicznym: obejrzałem film o Popiełuszce, przypomniałem sobie tamtą zbrodnię i wszystko we mnie, niestety, odżyło. Jeszcze raz zobaczyłem tragedię tego zamordowanego człowieka i bezduszność ludzi, którzy są „ramieniem” aparatu opresji.Ten odruch by o tym napisać, był takim odruchem… humanistycznym, niewiele mającym wspólnego z jakąś polityczną koniunkturą.
    Tak więc na Piotrowskiego patrzę bardziej jak na przypadek psychologicznej dewiacji (pod wpływem warunków zewnętrznych), niż na zbrodniarza politycznego. Nie chcę go już nawet ustawiać w kontekście „komuny”, ówczesnej sytuacji w naszym kraju – a widzę to bardziej uniwersalnie: tacy Piotrowscy, niestety, są na całym świecie (ludzie inteligentni a pozbawieni serca i wyobraźni, która by ich uchroniła przed zbrodnią).

    Sarna: Jula,odebrałaś moją wypowiedź jako cynizm? Nie miałam takich intencji.Po prostu stwierdziłam fakt, raczej sucho, bez emocji bo mnie już to nie rusza.
    Film oglądałam wieki temu, raczej wierny znanym faktom, (nawet oryginalna sutanna Popiełuszki) taki sobie, ale aktor … marzenie ))
    Amikusie to bez znaczenia gdzie jesteś, szambo jest takie samo, ludzie już chyba przywykli do fetoru, fe!)) Zawsze można założyć lub zmienić maskę.
    Mnie naprawdę już nie poruszają te wszystkie afery i mordy. Jest ich zbyt dużo. Media terroryzują nas codziennie takimi informacjami z całego świata. Jest tego tyle, że człowiek nie ma czasu się nad tym głębiej zastanowić, po prostu rejestruje bezwiednie suche fakty, które zaraz tłumią kolejne.Nazwij to jak chcesz. Głupota, znieczulica, egoizm.Ludzie już nie żyją tragedią, a sensacją. Na tym fenomenie współczesnych czasów żerują środki masowego przekazu umiejętnie podkręcając sprężynę.
    Nie traktuj tak serio mojego rozdrapywania ran, bo głupio mi, że wszyscy się skupią na ich umiejscowieniu, a podobnie jak Jula zdążyłam napisać, że mam to wszystko głęboko gdzieś.
    Jest jak w piosence: chwila która obecnie trwa może być najlepszą z chwil mojego życia i nie zamierzam strawić jej rozrywaniu szat, rozpaczaniu nad wylanym mlekiem. Nie zrozum mnie źle. Potrafię docenić, co Ci ludzie chcieli zrobić dla swojej ojczyzny i co zrobili, wiem jakie ponieśli ofiary oni i ich rodziny, chylę przed nimi czoła, ale życie się toczy dalej, a dla uczczenia wszystkich rocznic zaraz zabraknie nam w kalendarzu dat. Nie podoba mi się ten „tłok”, bo święto, które ma się na co dzień przestaje być świętem, powszechnieje i się dewaluuje. Z innymi problemami wałkowanymi przez lata sprawa ma się podobnie.

    LA: Zbrodnia, nawet „wałkowana” czy zbanalizowana przez media, pozostanie zbrodnią.
    Jest oczywiste, że nie możemy się przejmować wszystkimi nieszczęściami świata (morderstwami, głodem niesprawiedliwością, wyzyskiem, chorobami… itd.), ale dobrze jest zachować pewną „ludzką” wrażliwość, która pozwala nam opowiedzieć się po właściwej stronie.
    A wtedy nie wolno mówić, że „mam to gdzieś”. No bo wtedy „mam to gdzieś” możemy powiedzieć na wszystko: na Oświęcim, na gułagi, na Katyń, na ludobójstwo, na tortury… To już nawet nie jest cynizm, czy „znieczulica”, a zwykły brak wyobraźni, czy nawet bezmyślność.
    Ja wiem, że jeżeli się skupię na jakiejś jednostkowej tragedii (tak, jak było to w przypadku zabójstwa księdza Popiełuszki), to potrafi ona mną wstrząsnąć. Jeśli więc ktoś, kto zna okoliczności tej zbrodni mówi, że „ma to gdzieś”, to dla mnie jest to w pewnym stopniu czymś nieludzkim.
    Sorry…

    Jula: „Mam to gdzieś”, bo człowiek jest „śmiertelny” i liczy się z tym , że może umrzeć ; czy to na skutek choroby, źle postawionej diagnozy lekarza, przejechany przez samochód, nie przestrzegania bhp. w pracy z powodu oszczędności kosztów i także jeżeli angażuje się w walce o zmianę ustroju w danym państwie to też powinien się liczyć z tym , że każde ale to każde państwo ma odpowiednie siły , które są wyspecjalizowane w „zabijaniu” przy blokowaniu tych zmian.
    Tak było w Polsce przedwojennej , tak i w Polsce powojennej. Tak było i jest od zawsze wszędzie. Każda walka w imię jakiś tam idei pociąga ofiary w ludziach, którzy muszą się opowiadać po jednej lub po drugiej stronie.
    Proszę zobaczyć ileż to mordów było popełnianych w walce o schedę przez Królów, kapłanów (w imię religii) i etc… A ileż to ludzi zginęło przy transformacji ustroju… Są to też ofiary dokonywujących się przemian.Ale o tym się nie mówi, bo to takie nie ideologiczne?…
    Chodzi mi np. o bankrutów, którzy się pozadłużali , którym biznes nie wypalił i żeby nie obciążać rodziny a mieli jakieś sumienie, to popełnili samobójstwo.Nawet sobie nie zdajesz sprawy ,jaki to jest duży odsetek populacji. Wiem , bo koleżanka pisała pracę na ten temat.
    „Mam to gdzieś”, bo więcej jest w tym wszystkim pustego gadania, bo od zawsze w życiu ludzi dobro splatało się ze złem i jeszcze w swoim cynizmie potrafili dobudowywać do tego jakieś ideologie ,że pewne złe rzeczy są dobre a inne złe. coś na zasadzie z „Pustyni i puszczy” Sieniewicza ;) ,że „Ja ukraść krowę to dobry uczynek a ktoś mi ukraś krowę ,to zły uczynek”. I ja nawet nie mówię o tych „systemach totalitarnych”, tylko nawet patrząc przez pryzmat obecnych czasów, jakie to dobro wniosły demokratyczne USA do Iraku?… Niech no w tym temacie wypowiedzą się sami Irakijczycy, co też dobrego dostały w ostatnich latach w swoim kraju. Jakie dobro jest niesione do Afganistanu, co też Ci ludzie dobrego dostają nawet i od żołnierzy polskich?…
    A co też dobrego jest wniesione do Afryki, do tubylców obu Ameryk przez te wszystkie wieki panowania białego, kulturalnego (bo przecież nie dzikiego człowieka?…)
    Jakim prawem zakładamy ,że nasza kultura to samo dobro,a ich to zło?… A poza tym sama religia (każda wymyślona przez mądrego człowieka – zakłada z góry ,że obok siebie musi współistnieć dobro i zło i co ciekawe , daje przyzwolenie czynić zło w imię czegoś!…
    Mój bratanek , po AWF, był w USA i trochę , ponieważ znał „sporty walki”- to pracował w takiej szkole i właściciel-były „marines”, tłumaczył mu dlaczego w swoim życiu „zabijał” , tłumaczył – bo to byli „źli”. A on co zabijając był tym „dobrym”.
    Bardzo chaotycznie to wyjaśniłam, może jeszcze raz skrótowo – dobro i zło jest zapisane w genach człowieka. I nie zawsze wyrządza się krzywdę drugiej osobie bezpośrednio, bo można zabijać skazując kogoś na takie czy inne warunki bytowe. Głód w Afryce, czy silne stresy spowodowane jakimiś drastycznymi zmianami!….

    Sarna
    : Jula masz rację, puste gadanie! Mogę mówić, że mam to głęboko gdzieś, bo na co dzień nie mam sobie nic do zarzucenia. Jestem w porządku, wiadomo harcerz! wrażliwa i pomocna w swoim małym, lokalnym środowisku, a i akcje Ochojskiej i Jej podobnych chętnie wspieram choć czasami kosztem własnych potrzeb. Nie cierpię pustych frazesów i moralizatorstwa, wystarczy mi ich w polskim Sejmie.
    PS Pomóż mi coś Amicusie zrozumieć. Nie jesteś obecnie przesiąknięty polską atmosferą, nie wiesz za bardzo co się „wałkuje”, a co nie(dlaczego, nie interesuje Cie to?) nie wiesz czym zmęczonych jest ok 37 milionów Twoich rodaków, czego mają dosyć… , a porusza Cię los jednego człowieka tragicznie spleciony z historią tego kraju 20 lat temu. Wyobraź sobie, że obecnie w imię prawa, w okresie pokoju umierają w Polsce tysiące ludzi, w tylko dlatego, że odmawia się im godziwej opieki lekarskiej. To też zbrodnia i ironio współczesny gułag, tyle że bardziej komfortowy, bo bez trudu podróży, mamy to na miejscu.

    LA
    : Bo tak to już z nami jest: potrafimy się przejąć tragedią jednego człowieka bardziej, niż tragedią 30 mln. ludzi. Bardziej działa na nas tragedia detaliczna, niż hurtowa.
    Dlaczego?
    Być może dlatego, że konkretny człowiek nie jest dla nas abstrakcją taką, jaką jest 30 mln. ludzi.
    Mało tego!
    Dlaczego wrażliwa, myśląca, inteligentna osoba będzie rozpaczać nad stratą swojego rozjechanego kotka, a nie uroni łzy nad umierającymi każdego dnia z głodu i chorób tysiącami dzieci? (Może nawet w głębi ducha stwierdzić, że tak naprawdę, to „ma to gdzieś”.)
    No, dlaczego?

    Sarna: Też bym chciała znać odpowiedź na to pytanie.

    LA: Ale ta odpowiedź chyba jest prosta: ten kot jest dla niej czymś konkretnym, natomiast te tysiące umierających dzieci – ledwie jakąś abstrakcją.

    Sarna: Odpowiedziałeś w tonie rzeczoznawcy tj. konkretnie.
    Odpowiem Ci w tonie kobiecym: bo go oswoiła i czuje się za niego odpowiedzialna, a może nawet pokochała i „świata poza nim nie widzi”.
    Summa summarum już kiedyś uzgodniliśmy w tej kwestii stanowiska (chyba w Anus Mundi)i to chyba ja tłumaczyłam Tobie, że śmierć milionów jest anonimowa, nie ma twarzy, nazwiska itd, a śmierć jednostki porusza)

    Jula: Dlatego każdy przejmuje się cierpieniem swoich bliskich, znajomych a nie „obcym”! … Człowiekiem Kościoła, niejako też nawiedzonym, którego i tak Kościół uhonoruje sławiąc jako „świętego” w walce z „komunizmem”.
    A co ze współczesnymi anonimowymi, do których i Ja się zaliczam? :)
    W obecnej chwili Kościół wraz z rządzącymi zgotował w Polsce „piekło” dla kobiet i to mnie bardziej przeraża niż śmierć tego , „obcego dla mnie „człowieka Kościoła „, tak bardzo zaangażowanego w politykę.

    LA
    : Lepiej jednak patrzeć na Kościół z różnych perspektyw. Nie tylko z takiej, która zakłada niechęć, czy nawet wrogość.
    Jeśli chodzi o mnie, to już jakiś czas temu przestałem się identyfikować z tzw. „wspólnotą” katolicką w Polsce, ale to nie przeszkadza mi, aby widzieć także to dobro, które Kościół czyni, lub które dzięki Kościołowi się staje. (A jest tego, mimo wszystko więcej, niż ewentualnego zła, do którego Kościół, niestety, także się przyczynia. Oczywiście jest to tylko moje, bardzo subiektywne zdanie.)

    Jula: TAK MOŻNA PATRZEĆ NA KOŚCIÓŁ TYLKO W PAŃSTWIE W PEŁNI DEMOKRATYCZNYM, GDZIE JEST WIELE RELIGII A CZŁOWIEK MA PRAWO WYBORU ;)
    Bo jak państwo jest utożsamiane tylko z jedna religią, mało – ta religia decyduje o wielu podstawowych sprawach obywateli tego państwa – to wtedy nie ma demokracji, wtedy tworzy się państwo wyznaniowe :(

    * * *
    Wszystkie komentarze pochodzą STĄD.

  13. miziol Says:

    Co sie dzieje Amicusie? Dlaczego od pol roku odgrzewasz stare kotlety, ktorych spozywanie przez dluzszy czas moze byc szkodliwe dla zdrowia. Gdzie aktualne problemy? Na przyklad, A. Jolie wyciela sobie dwie zdrowe piersi i caly swiat ja za to chwali, a nikt jej nie zapyta czy sprawdzila tez swoj mozg na obecnosc niebezpiecznych genow i co by wtedy zdecydowala :-)

    • Jula :D Says:

      Myślę,
      że to nie tak.Z pewnością skonsultowała się z najwybitniejszymi specjalistami. Nie wiem czy wiesz , ale czasami też ,żeby przezyć trzeba dokonać amputacji nogi, czasami dwóch nóg itd..
      Ja jako laik nie będę dyskutowała o tym o czym nie mam zielonego pojecia. wiem ,że moja koleżanka umierając na raka też dokonała amputacji ale , stadium choroby było tak zaawansowane ,że to poświęcenie w jej przypadku na nic się zdało.
      Człowiek za cenę życia ,jeżeli ma szansę wszystko da i zrobi , prawda?..
      Czyli temat też stary , jak świat i ciągle odgrzewany. ;)

    • Logos Amicus Says:

      Miziole, a co się ma dziać? Nie wiem czy moje starsze teksty można przyrównać do kotletów. Ja bym ich tak nie przyrównywał. Myślę, że poruszają one na tyle uniwersalne tematy – które nie straciły jeszcze, mimo wszystko, daty ważności – że warto jest wyciągnąć z szuflady na widok publiczny – i że nadal się mogą komuś przydać, kogoś zainteresować (a ludzie do tych tekstów jednak zaglądają – co widzę po liczbie odsłon).
      To jest też forma archiwizacji (a przy okazji czynienia dostępnym) tego, co publikowałem wcześniej w prasie polskiej i polonijnej.
      Ja jednak Wizję Lokalna bardziej traktuję jak swoją stronę, niż bloga (choć zwykle, jako blog to się też sprawdza, bo jednak jakieś dyskusje pod tymi moimi wpisami się odbywają).

      Jak może zauważyłeś, ja raczej unikałem na swoim blogu tzw. tematów „gorących”, aktualiów, także polityki – moje wpisy zawsze miały swój własny rytm, w zależności od tego, co mnie w danej chwili zajmowało (Albo też – co chciałem udostępnić z tego, co publikowałem dawniej. Ewentualnie – co wyszperałem z moich notesów, zapisków…)

      Nie widzę takiej konieczności, nie mam obowiązku – ani nawet chęci – by się wypowiadać na tematy takie, jak np. decyzja Angeliny Jolie, o której trąbią teraz wszyscy. Nie dlatego, że uważam, że jest to nieważne (moim zdaniem jest ważne), ale dlatego, że nie chcę jej decyzji oceniać, jako że zbyt mało wiem na temat raka piersi i rzeczywistego zagrożenia, z jakim musiała się ona zmierzyć. Na pewno konsultowała się z najlepszymi światowymi specjalistami – genetykami, onkologami, lekarzami – więc miała chyba wystarczająco dużo danych, by podjąć taką, a nie inną decyzję, (do której, nota bene, miała niezbywalne prawo). Koniec końców, jest to jej prywatna sprawa, tyle że – jak to w przypadku celebrytów bywa – nagłośniona przez media całego świata.
      Jeśli jednak miałbym wyrazić swoje zdanie, to napisałbym, że – kiedy ktoś się decyduje wyciąć (usunąć) zdrowe organy – to jest jednak problem nie tylko medyczny, ale i etyczny. Myślę też, że nie można zestawiać ze sobą mózgu i piersi, tak samo jak np. palca, oka, wątroby, żołądka… bo każdy z tych organów pełni różną funkcję i jego ważność (istotność, niezbędność) dla całego organizmu jest jednak różna.

  14. Magy Says:

    Jak zwykle ciekawe „pisanie”, ciekawy temat. Osobiscie nie wierze w poczucie winy Piotrowskiego. Mysle, ze nalezy do tych osobnikow, ktorzy jesli nie ideologia komunizmu, to jakies inne „usprawiedliwienie” pchneloby go na droge, w ktorej moglyby zmaterializowac swoja agresje. Takie jest jego przeznaczenie, droga zyciowa, karma, wybor zyciowy, los czy jak by to nie nazwal.

  15. Simply Says:

    Jeżeli treśc jest interesująca, to nie ma znaczenia, kiedy to zostało napisane. Natomiast dziwi mnie trochę, że zapodajesz wyłacznie archiwalne recki filmowe. Teraz nic nie oglądasz ? – tak ogólnie, nie mam tu na myśli nowości.

    • Logos Amicus Says:

      Oglądam sporo, ale – z różnych powodów – nie piszę o wszystkich tych filmach. (W każdym tygodniu oglądam 1 – 2 nowości + kilka tytułów starszych).
      Niestety, rzadko który z tych filmów mobilizuje mnie do tego, aby o nim napisać (o wielu po prostu nie warto tego robić).
      Ale skrobnąłem coś o „Wielkim Gatsby” i nowym „Renoirze” (niedługo powinno się to ukazać na Wizji).

      Jednakże, w najbliższych miesiącach – też z różnych powodów – większość wpisów będą stanowiły teksty archiwalne. Myślę, że warto je w ten sposób wskrzesić, upublicznić i zarchiwizować – wprowadzając do sieci i czyniąc je dostępnymi dla innych.
      Mam nadzieję, że zawsze kogoś czymś zaciekawią, a może nawet komuś się do czegoś przydadzą?

      Niektóre z tych archiwalnych tekstów nadal mają sporą ilość odsłon (prym wiedzie tu tekst o „Poetach przeklętych”, do którego codziennie zagląda kilkadziesiąt osób), mimo że opublikowałem go już kilka lat temu.

  16. Onibe Says:

    bardzo ciekawy artykuł. Ja, tak trochę obok tekstu, wspomnę że Amerykanie mają jednak nieco inne podejście do więzień i aresztów, bowiem w ciągu życia, przeciętny Amerykanin ma szansę trafić nawet parę razy do takiego miejsca (na ogół za drobne wykroczenia), podczas kiedy u nas, zarówno areszt jak i więzienie to coś, co praktycznie zamyka szereg drzwi przed człowiekiem, definiując go stricte jako kryminalistę. W USA podobno (wg. moich znajomych), łatwo jest trafić do ciupy na chwilę. Inny świat.

    • Logos Amicus Says:

      Nie wydaje mi się, żeby przeciętny Amerykanin trafiał do więzienia parę razy w życiu. (Ja znam wielu zupełnie przeciętnych Amerykanów i żaden z nich nie siedział za kratkami ;) ) Ale prawdą jest, że w USA wsadza się ludzi na krótkie okresy. Zwłaszcza młodych ludzi, członków gangów, rabusiów… Sprzyja temu choćby to, że system więziennictwa jest tutaj bardzo rozwinięty (bardziej, niż w jakimkolwiek innym kraju na świecie). Ale też warunki ponujące w tych więzieniach są chyba – mimo wszystko – lepsze, niż gdziekolwiek indziej.
      W Polsce natomiast (tak mi się wydaje) więcej jest „chronicznych” więźniów – czyli takich, którzy z pobytu w ciupie urządzili sobie styl życia. Ale wszędzie – dla tych, którzy odsiadują długie wyroki – rehabilitacja i powrót do normalnego życia są trudne.

      • Onibe Says:

        chodziło mi o np. siedzenie za wypicie alkoholu i takie tam. To nie tyle siedzenie co krótkie, ostrzegawcze „posiadywanie” – jest to zupełnie inna kategoria spotkań z systemem penitencjarnym niż bycie skazanym i odsiadywanie wieloletnich wyroków…

        • Logos Amicus Says:

          No tak, ale Ty mówisz o zatrzymaniu – areszcie. A tu chodzi o wyroki. Nie wsadza się ludzi za DUI (driving under influance – nota bene bardzo popularne w Stana określenie), chyba że popełnią jakiś szczególnie niebezpieczny wypadek, w którym np. są ofiary w ludziach.
          Nic nie wiem na temat „ostrzegawczych posiadywań”, jak piszesz. To tak, jakby „prewencyjnie” wsadzać ludzi do kryminału – nie sądzę, żeby coś takiego miało miejsce.

        • Onibe Says:

          wymieszałem areszt i więzienie – nawet o tym wspominałem. Pomiędzy jednym i drugim jest ogromna różnica, ale niknie ona jeśli porównamy to do Polski. W Polsce nawet wizyta w areszcie jest czymś dziwnym i od razu sugeruje ludziom, że ktoś ma sporo na sumieniu. W USA nie jesteś od razu kwalifikowany na podstawie jednej czy kilku przygód z aresztem bo właśnie z uwagi na mocno rozwinięty system bezpieczeństwa i ogromne przywileje policji, do aresztu jest trafić bardzo łatwo. Polski policjant boi się przyskrzynić kogoś, jeśli nie ma pewności, że ten ktoś ma coś więcej na sumieniu bo prawo de facto nie popiera policji, ale raczej patrzy jej na ręce. W USA prawo zapewnia standardy postępowania w przypadku aresztowań, ale jednocześnie pozwala zachować bezpieczeństwo operacyjne policjantom – mają większą wolność w temacie ewentualnych pomyłek. Choć wiem, że to śliski temat i wdając się w szczegóły łatwo byłoby trochę ten obraz skomplikować ;-)

        • Logos Amicus Says:

          Temat rzeczywiście „śliski”. W zasadzie policjanci w Stanach mają dobrą opinię i – jak mówisz – sporą „wolność operacyjną”. Na ulicy np. patrzy się na policjantów raczej z sympatią – zwykle zachowują się oni jak „równi” faceci.
          Byłem kilkakrotnie zatrzymywany przez amerykańskich policjantów (za tzw. „speeding”), ale za każdym razem odnosili się do mnie grzecznie, nie czułem się w ich w obecności czymś zagrożony. No i oczywiście, odpadają jakiekolwiek łapówki (w zamian za darowanie mandatu – co jest nagminne w Polsce) – już za taką propozycję można być zaaresztowanym (nie twierdzę przez to, że Stany to kraj wolny od korupcji, wręcz przeciwnie – tyle że korupcja tu przebiega na innych szczeblach).
          Oczywiście zdarzają się „kapy”, którzy potrafią zmaltretować człowieka, którzy zachowują się brutalnie (słynna sprawa sprzed lat, kiedy to policjanci skatowali Rodney’a Kinga, co wywołało w Los Angeles rozruchy; albo przypadek Polki, która została skatowana przez policjanta, kiedy odmówiła mu w barze sprzedaży alkoholu, bo był on pijany – co zarejestrowała kamera i tylko dzięki temu całej sprawy nie zatuszowano i dziewczyna sprawę wygrała, dostając odszkodowanie w wys. bodajże 600 tys. dolarów). Są też policjanci, którzy współpracują z gangami, mafią, a nawet sami zawiązują jakieś bandy przestępcze. Ale na szczęście jest to margines.

        • Onibe Says:

          ano, im głębiej w las, tym więcej drzew – nie sposób sprowadzić tego do paru zdań, bo ta sprawa ma wiele odcieni. Podobno jednak „asfaltowanie” czyli spacyfikowanie podejrzanego poprzez przyklejenie go do asfaltu, jest dość częstą praktyką policjantów i wcale nie traktowaną negatywnie.

        • Logos Amicus Says:

          Ja też tego nie traktuję negatywnie.
          To zresztą trzeba ustalić: podejrzanego o co?

          Najczęściej policjanci robią to w stosunku do tych, którzy stawiają agresywny opór. Zwykle są to członkowie gangu, albo zwykłe rzezimieszki, które często posiadają broń więc wtedy życie policjanta (albo innych ludzi) jest bezpośrednio zagrożone. Moim zdaniem nie można się z takimi patyczkować i niemal we wszystkich przypadkach ostre postępowanie policjantów jest usprawiedliwione, a nawet konieczne.
          Często widzę na ulicach Chicago wyrostków zatrzymywanych (najczęściej przez agentów nieumundurowanych – chodzi zwykle o narkotyki), ale ani razu nie zauważyłem, aby ktoś się nad nimi znęcał (czy też zachowywał się wobec nich brutalnie).
          Naturalnie, jak wszędzie zdarzają się brutale, którzy zachowują się brutalnie (katując zatrzymanego) dla samej przyjemności bycia brutalnym, albo ze strachu – albo dlatego, że tracą kontrolę zalani przez adrenalinę, testosteron i hormony walki.

  17. OD LIZBONY PRZEZ TABORY PO SYBERIĘ (o filmach XXV Festiwalu Filmu Polskiego w Ameryce: “Papusza”, “Imagine”, “Baczyński”, “Nieulotne”, “Syberiada polska”, “Wałęsa. Człowiek z nadziei&# Says:

    […] bo i mnie samemu ten temat jest bliski (mogę tu na świadka przywołać swój tekst “Więźniowie”), ale chyba jednak nasze drogi w niektórych momentach nieco się rozchodzą – zwłaszcza w […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s