NOWY JORK (architektura – światło i refleksy)

*

NEW YORK

*

Kilkanaście dni spędzonych w „Wielkim Jabłku”. Nowy Jork odwiedzałem wiele razy, ale po raz pierwszy zamieszkałem w epicentrum manhattańskiego szaleństwa, dosłownie o rzut beretem od Times Square – od tego wciśniętego między 42-gą Ulicę, 7 Aleję i Broadway kłębowiska babilońskich tłumów oszołamianych jaskrawymi światłami kolorowych neonów reklam, będącego ponoć „pępkiem świata”, który tym razem bardziej przypomniał mi śmietnisko konsumpcyjnej cywilizacji, niż jej komercyjny tryumf. Ale zapewne, pisząc to, jestem zbyt surowy i niekonsekwentny, bo przecież zawsze lubiłem pojawiać się na Manhattanie, który bądź co bądź jest miejscem niezwykłym, ekscytującym i podnoszącym poziom adrenaliny, jak żadne inne amerykańskie miasto. Może więc tym razem zmęczyły mnie w końcu nowojorskie tłumy? Może po raz pierwszy z taką oczywistością uświadomiłem sobie, że jednak wolę przebywać wśród kanionów z naturalnych skał, niż z betonu, szkła, aluminium i stali? Że bardziej lubię kiedy otacza mnie las drzew, niż nieprzebrane mrowie nieznanych mi ludzi?
Może więc właśnie z tego powodu postanowiłem pójść niejako „pod włos” swoim fotograficznym instynktom (bo przecież bardzo lubię fotografować ludzi) i spośród setek zdjęć, jakie przywiozłem z Nowego Jorku, zaprezentować tu tylko te, na których ludzi raczej się nie uświadczy. Nie wiem czy to jest dobry pomysł, bo przecież Manhattan bez człowieka – bez samochodów, bez ulicznego ruchu i gwaru – to nie jest jednak prawdziwy Manhattan. Lecz zaryzykuję. Będzie to jednak fotoreportaż specyficzny.

*NEW YORK (2)

*

1. BLACK, GRAY & WHITE – BRYŁY I PŁASZCZYZNY. Pozorny ascetyzm przestrzenny. Wydawałoby się, że nudna – choć nie pozbawiona elegancji – ściana wieżowca po prawej stronie, przełamana zostaje ciekawą, zaskakującą, „rozchwianą” bryłą budynku w głębi. Architektura „urywa” się i zastępuje ją białe amorficzne niebo, podkreślające kontrast między pustką a pełnią objętą przez bryły, linie i płaszczyzny. To nie jest jednak ten Manhattan, który narzuca się nam, kiedy wchodzimy na jego ulice – między budynki. Bo to nie jest absolutnie miasto ascetyczne. Wprost przeciwnie: eklektyzm, natłok i bogactwo form uderza nas i przytłacza, ale jednocześnie zmusza do większego wydatkowania energii w zmaganiu się z materią, którą próbuje się tu na różne sposoby ujarzmić, oswoić i uporządkować.

greydot

*

NEW YORK (3)

*

2. EKLEKTYCZNA DŻUNGLA. Tak, tutaj eklektyzm Manhattanu rzuca się już bardzo w oczy, choć nadal stonowany jest przez (zupełnie jednak przypadkowy) granatowo-niebieski koloryt, zarówno szkła, jak i reklamowych tablic. Jedyne chyba zdjęcie wśród pokazywanych tutaj, gdzie widać dno manhattańskiego kanionu (ulicę) i tłum – ledwie jednak zaznaczony i jakby nieistotny – skarłowaciały wobec architektonicznej dżungli.

greydot

*

NEW YORK (4)

*
3. KOLOROWA BANIA. Rzeczywiście bania – bo twór ten ma dobrych kilka metrów i jest… tak, tak… wielką bańką mydlaną – tyle że wydętą i nieregularną. Różne dziwy na manhattańskim bruku można spotkać – wszystko co tylko może zwrócić uwagę przechodzącego tłumu, bo niewykluczone, że ktoś z tego tłumu wrzuci do kosza/kapelusza/wiadra dolara lub więcej. Trzeba jednak zaznaczyć, że ci, którzy w ten sposób sobie dorabiają, nie sprawiają wrażenia, jakby byli w pracy – to znaczy bardziej wydają się tym wszystkim bawić, niż przejmować się ciułaniem pieniędzy. W tyle, za banią: mur Metropolitan Museum i fontanna, a między nami i tłem – jakby ktoś nie zauważył – przestrzeń zdeformowana i udziwniona tęczową gamą kolorów i fantastycznych kształtów.

greydot*

NEW YORK (5)

*

4. GUGGENHEIMOWY ŚLIMAK I PODNIEBNY ŚWIETLIK. Modernistyczne vertigo – zawrotu głowy można dostać patrząc na kręcące się spiralnie schody w Muzeum Guggenheima, które jest bez wątpienia jednym z najsłynniejszych przybytków sztuki współczesnej na świecie. Frank Lloyd Wright wymyślił budowlę, która stanowić miała kontrast dla znajdującego się w pobliżu Muzeum Metropolitańskiego (chciał aby to ostatnie przy jego dziele wyglądało jak „protestancka stodoła”), a która ostatecznie stała się ikoną XX-wiecznej architektury. Chociaż z tą poręcznością, jeśli chodzi o ekspozycję dzieł sztuki, jest jednak różnie. Podejrzewam bowiem, że wielki Wright bardziej był zainteresowany ekspozycją swojego architektonicznego geniuszu, niż stworzeniem dobrych warunków dla prezentacji współczesnego malarstwa: no bo krzywe ściany, strasznie kiepskie światło, mało w sumie miejsca, tudzież niewygodne wspinanie się po piętrach ślimakiem, jakby po równi pochyłej. Lecz Guggenheim to jednak wielki turystyczny przebój Manhattanu – ludzie walą tu drzwiami i… chciałoby się tu napisać oknami – ale tych tu raczej nie ma – choć oglądania też zbyt wiele w tej wielkiej wstążce z betonu się nie uświadczy (nie miałem szczęścia tym razem, bo wystawa „Picasso – Black & White” nie była jeszcze gotowa i tylko z daleka mogłem podejrzeć, co też z tych biało-czarnego picassów szykują).

greydot

*NEW YORK (6)

*

5. WIEŻE Z WODĄ POD CIŚNIENIEM. Tłok i zagęszczenie form z przeróżnych parafii. Eklektyzm na granicy chaosu – ale jednak ciągle wszystko wydaje się tu być usadzone i na swoim miejscu. Nawiasem mówiąc, jest to widok z okna hotelu, w którym się zatrzymałem (Paramount) – i pewne elementy tego krajobrazu zwróciły moją uwagę dopiero po paru dniach (czy też raczej nocach). Weźmy chociażby owe wieże ciśnień (znane to jako water towers). Są one stałym elementem manhattańskiej skyline, tak powszechnym, że zwykle się ich nie zauważa. Lecz jak się tak wgłębić nieco bardziej w temat, to odsłania się cały, nowy, zaskakujący świat z nimi związany. Bo któż by pomyślał, że niemal wszystkie (w 99%) są z drewna (cedr albo redwood), że muszą je instalować budynki Manhattanu, które mają więcej niż 6 pięter (jest ich więc na samej wyspie kilkadziesiąt tysięcy)? Imponujące wrażenie robi wielka budowla w tle – jej architektura przypomina oczywiście Europę, tyle że w skali macro (jesteśmy przecież w Ameryce). Intryguje też piętrowy parking – wskazujący na to, jak bardzo karkołomne są pomysły usiłujące dać sobie radę z koszmarnym problemem parkowania na Manhattanie.

greydot

*

NEW YORK (7)

*

6. GRAFFITI FACES ON FALISTA BLACHA. W mieście, które wydało Basquiata nie może być złych graffiti. Ta forma ekspresji może być dla miast zmorą (wtedy zazwyczaj ze sztuką nie ma wiele wspólnego), ale też i sporym wyzwaniem estetycznym (wtedy bywa sztuką par excellence). Sporym zaskoczeniem był dla mnie ten widok ściśniętych ze sobą kreskowych twarzy, kiedy spacerowałem po nadzwyczaj relaksującym (jak na tę część Manhattanu, zwaną Piekielną Kuchnią i Dystryktem Pakowaczy Mięsa) nowym deptaku zwanym The High Line, będącym czymś w rodzaju pełnego zieleni mini parku i ekologicznej ścieżki, biegnącej wzdłuż torów dawnej kolejki, która ongiś z wielkim łoskotem przetaczała się nad ulicami dolno-zachodniego Manhattanu, a później, niestety, straszyła już tylko zardzewiałym żelastwem. Tak więc, idąc tym bardzo ostatnio popularnym paskiem obsadzonym przeróżnymi roślinkami, zobaczyłem takie oto twarzowe cudo – przy czym „cudo” nie jest tu bynajmniej napisane przeze mnie z sarkazmem. Bowiem pozorny chaos kreski (a raczej śladu po spray‚u) układa się w uderzająco spójny, skonsolidowany i w sumie chyba harmonijny układ – kompozycję będącą zbiorowym portretem – bez wątpienia karykaturalnych, ale jednak ciągle ludzkich, fizis.

greydot

new-york-8

*

7. ŻELAZKO Z ZEGAREM. Trudno w to uwierzyć, ale ten dziwny, zaledwie (?) 20-pietrowy budynek był przez 7 lat (1902-1909) najwyższym i jednym z najsłynniejszych budynków na świecie. Na powyższym zdjęciu tego dobrze nie widać, ale dziś jest on przytłoczony przez inne budowle (jak choćby ten mieszkaniowy mrówkowiec po lewej stronie). Napisałem dziwaczny, ale jak się tak mu lepiej przyjrzeć, to FLATIRON czyli „żęlazko” (nazwa wzięła się od żelaznego szkieletu, na jakim cała konstrukcja się wspiera) jest bryłą nie pozbawioną piękna, a być może i gracji – przypominając coś w kształcie dzioba statku prującego powietrze, tyle że nie na pełnym morzu, a u zbiegu Broadway’u i Piątej Alei. (Nie bez kozery sama Katherine Hepburn wyznała kiedyś, że chciałaby być tak podziwiana jak ta „stara, dobra budowla”). Mimo upływu czasu i odejścia w przeszłość „swojej” epoki, Flatiron pozostaje jednym z najczęściej obfotografowywanych architektonicznych brył Manhattanu. Trudno jest wszak uchwycić na zdjęciu jego niezwykłą aparycję – cały ten splendor wapiennej elewacji w stylu tradycyjnego beaux arts. Słynny nowojorski fotograf Alfred Stieglitz miał jednak ułatwione zadanie – w jego czasach wokół „żelazka” nie było takiego kłębowiska ludzi, budynków i samochodów, jak dzisiaj. Pewnie dlatego moje ujęcie jest cokolwiek dziwaczne – i jednak nie oddające sprawiedliwości urodzie wieżowca, który znalazł się tutaj nieco w cieniu zwykłego (?) ulicznego zegara.

greydot

*

new-york-9

*

8. GOLAS NA RONDZIE KOLUMBA. Wprawdzie do dzisiaj nie wiem co ten goluśki chłopaczek robi na tym „wojennym” memoriale upamiętniającym ofiary zatopionego w 1898 r. USS Maine (krążownik pochłonął Ocean u wybrzeży Kuby – zginęło wówczas 258 marynarzy a katastrofa ta była powodem strasznej awantury), to jednak ciekawe wydało mi się to ujęcie figurki jakby nie z tego świata, skontrastowanej ze szklanymi taflami wieżowców, (z których ten największy to bodajże siedziba CNN). Klasyczna rzeźba i architektoniczny modernizm wcale się tu jednak nie gryzą. Może dlatego, że cały świat, niczym Babilon, spotyka się tutaj – na Rondzie Kolumba, u Kupieckich Wrót prowadzących wprost do Parku Centralnego (którego, niestety, na zdjęciu tym nie widać).

greydot

*

new-york-10

*

9. W MIEDZIANYM ŚRODKU WIEŻY TRUMPA. Tak jak samego Donalda Trumpa nie za bardzo kocham, to jego „wieża” przy ekskluzywnej i prestiżowej w skali światowej Piątej Alei (warto zauważyć, że tuż obok – po sąsiedzku – znajduje się to słynne wystawowe okno, do którego wzdychała Audrey Hepburn w „Śniadaniu u Tiffany’ego”) swego czasu robiła na mnie spore wrażenie (ale to było dość dawno i sam już nie wiem czy prawda). Wysokie na sześć pięter atrium, obłożone od posadzki po sufit różowym marmurem, ma na swój sposób uwodzące wnętrze. Być może przyczynia się do tego specyficzny, miedziany połysk i kolorystyka, za którą odpowiedzialna jest nie tyle miedź, co oświetlenie. Ciekawostka: gdzieś tam w górze, ponad całym tym szpanerskim shopping-mallem, mieszkali ponoć niegdyś „boski” Michael Jackson i niezbyt chyba jednak „boska” Madonna.

greydot

*

new-york-11

*

10. BLACK MERC SHINING. Czarno, lśniąco, refleksowo, może nawet elegancko (bo limuzyniasto?) Jak widać Merc ma niezłe towarzystwo (Audi) i wypucowany jest na Glanz, dzięki czemu mogą się przeglądać w nim – czy też raczej w jego masce – okoliczne budynki. Ciekawe zagęszczenie czerni, zagiętych linii, jasnych plam i metalicznego lśnienia. Niewykluczone, że Mercem tym przyjechał właśnie jakiś Broadway’owy artysta – ewentualnie jeden z bossów tubylczych drug-dealerów.

greydot

*NEW YORK (12)

*

11. POSZATKOWANA LUSTRZANKA. W takim małpim architektonicznym gaju jakim jest Manhattan, kusi niekiedy człowieka by pójść  na łatwiznę i fotografować po prostu to, co mu się jawi przed oczyma – często odbijając się w lustrach. A że tafle szklane są tu przeolbrzymie, to i efekt wręcz mąci człowiekowi w głowie, przypominając widoki zmieniające się – i mieniące – jak w jakimś gigantycznym kalejdoskopie. Bo czymże innym, jak nie takim monstrualnym kalejdoskopem, jest cały ten odjazdowy Manhattan?

greydot

*

Reklamy

komentarze 24 to “NOWY JORK (architektura – światło i refleksy)”

  1. ZygmuntMolikEWA Says:

    Reportaż piękny, pięknością przecudną. A ja zamiast cieszyć się, wyłącznie, posmutniałam. Nigdy, ach nigdy, nie zobaczę tych cudów wszelkich – na własne oczy… Zachwycona jestem, może trochę mniej zdjęciami (choć i owszem), zachwyciłam się twoimi do nich komentarzami.

  2. Cane Says:

    Bardzo sympatyczny reportaż, który utwierdza mnie w przekonaniu, by nie odwiedzać tego miejsca. Wolę mniej-kondygnacyjną architekturę, a najlepiej las. :)
    Pomimo dużej ilości szkła i odbić, ta przestrzeń przytłacza, sprawia wrażenie zamkniętej i nieskończonej..

    • Logos Amicus Says:

      No proszę! Co też ja uczyniłem! Ktoś przeze mnie nie chce zobaczyć Manhattanu ;)
      A już poważniej: jest to jednak miejsce jak najbardziej godne odwiedzin, chociaż by jednorazowych.

      I bardzo trafne spostrzeżenie: te zdjęcia ukazują jednak pewien paradoks, bo Manhattan rzeczywiście sprawia wrażenie przestrzeni zamkniętej, która nasz przytłacza – a jednocześnie wydaje się być czymś nieskończonym.

  3. Kamysto Says:

    Witam. Reportaż jak najbardziej prawidłowy i ciekawe, że oceniłeś pozytywnie graffiti. Mi też się ten rysunek podoba, panuje w nim harmonia – wszystko do siebie nawzajem pasuje. Sam nie byłem na manhattanie, ale moim marzeniem byłoby się kiedyś tam znaleźć. Niekoniecznie w sylwestra. Pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Dziękuję za docenienie „prawidłowości” fotoreportażu ;)

      Życzę spełnienia marzenia – niekoniecznie w Sylwestra (bo powitanie Nowego Roku na Time Square rzeczywiście może być doświadczeniem ekstremalnym).

    • Logos Amicus Says:

      Niezapomniana klasyka!

    • pangrabek Says:

      a tu klasyka by tak rzec surrealistyczna :)

    • Logos Amicus Says:

      No tak, wtedy to była awangarda, dzisiaj – klasyka ;)

      Paul Strand znany jest jednak bardziej jako fotograf.
      A to jest jedno z jego najbardziej znanych zdjęć Manhattanu, przedstawiające – już wówczas notoryczną ;) – Wall Street:

      https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2013/02/wall-street-1915-paul-strand.jpg?w=780

      Ciekawy jest komentarz, jaki znalazłem pod tym zdjęciem:

      In the current choleric atmosphere of financial sector bashing, scapegoating and blame games, Wall Street’s biggest critics can find solace in the above photograph by Paul Strand. In this photo, taken by morning light 1915, the recently built J.P. Morgan Co. building appears sinister and foreboding and dwarfs (perhaps consumes even) the humanity of suited men and women, their long shadows dragging behind them, walked alongside its facade.

      • pangrabek Says:

        indeed Dear Logosie.
        siedziba JP Morgan okropna, jak ulał pasuje do firmy. To już nie architektura, tylko jakaś potworna maszyna, dajmy na to odkurzacz bezdusznie wciągający wszystko co się da. I ci ludzie wszyscy zmierzający w tym samym kierunku, oślepieni blaskiem słońca (?) a może złota?

  4. barbaragorak Says:

    A mnie sie podoba ta eklektyczna dzungla i zelazko i zegar i wieza Trumpa i poszatkowana lustrzanka i merc i banki mydlane. Fajne zdjecia. Lubie NYC :))

  5. Pani Peonia Says:

    Nowy Jork też się zmienia – na moich starych fotkach jest jakiś szary, smutny. Choć stoją wieże WTC, po których dziś już nie ma śladu. Chciałabym tam jeszcze kiedyś pojechać, choćby po to, by sprawdzić, czy rzeczywiście teraz jest inny niż w latach osiemdziesiątych.


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s