Père-Lachaise

*

WIZJA LOKALNA

*

greydot
Cmentarz Père-Lachaise. Olbrzymia nekropolia. Miasto zmarłych. Zastygłe, znieruchomiałe – otoczone przez tętniące życiem paryskie dzielnice.
800 tys. trupów, zwłok i szkieletów w gęsto upakowanych kamiennych kwaterach.
Kultura dysponowania zmarłymi. Nasze przeklęte – ale i błogosławione – przywiązania do materii.

Obsadzone drzewami aleje wśród niekończących się grobowych pól. Nawiedzane nie tylko przez pogrzebowe orszaki. Każdego roku przewija się przez nie kilka milionów ludzi.

Czego szukają tu żywi? (Jeśli pominąć bezrefleksyjnych, zaliczających kolejną paryską „atrakcję”, turystów.) Własnych nadziei, wspomnień, tęsknot, świętości? Pamięci po zmarłych, pozostałości po czymś co się kochało? Ręki opiekuńczego Boga? Ofiar jakiejś diabelskiej egzekucji? Może to wyraz pragnienia, by obłaskawić przeznaczenie – odsunąć wyrok, klątwę, potępienie?
Uczepieni skrawka marmuru, żelaza, brązu, kamienia, betonu – zaklinamy materię, by tchnąć w nią coś, co nie ulega rozkładowi: ducha, ideę, pamięć, uczucie. Ale czy wraz z rozproszeniem materii nie ginie to, co podtrzymuje zawarte w niej tchnienie?

greydot
Nad jedną z bram wejściowych…

View original post 915 słów więcej

Advertisements

komentarzy 8 to “Père-Lachaise”

  1. sarna Says:

    Ten post jest niezmiennie jednym z moich najbardziej ulubionych. Zawarłeś w nim kilka interesujących przemyśleń, spostrzeżeń.
    Obcowanie z tego rodzaju nekropoliami to klasyka, ale co powiesz na te nowej generacji – wirtualne cmentarze? Fakt, że i one mają swoje prawo bytu i niezaprzeczalne plusy, ale w moim odczuciu zawsze to jakiś rodzaj wykpienia się „od obowiązku”. Tak jak za życia ludzie nie znajdują dla siebie czasu i tuszują to przesyłając kwiaty przez kuriera, tak po śmierci płacą za modlitwę, którą ktoś za nich odmówi, za kwiaty które na grób zaniesie za nich ktoś inny. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, chyba nie o to?

    PS wiem, że nie czas i nie miejsce, by dziś o tym pisać, ale do tego stopnia zaniedbujesz swoje bloogi podróżne, że nawet na widok mnicha uśmiechnie mi się micha ;), o obiecanych przed laty koronkach Radżastanu nie wspominając

    • Logos Amicus Says:

      Można mieć interesujące przemyślenia i spostrzeżenia na temat śmierci, ale kiedy odchodzi z tego świata ktoś nam bliski to… możemy tylko stać oniemiali i cisi – w bólu i bezradności.
      Słowa mogą nas koić ale nie są w stanie odwrócić tego, co się stało.
      Nie rozpacza tylko ten, kto ma wielką wiarę (?)

      • sarna Says:

        Nie rozpacza tylko ten, kto ma wielką wiarę (?)

        -tak? to biada księdzu, który minionego 1-go listopada wadził się w kazaniu z Panem Bogiem, że zabiera tak niespodziewanie, tak młodo, że … (i tu cała lista żalów) :)

        – jeśli wielka wiara chroni przed rozpaczą, to dlaczego tyle rozpaczy jest w scenie zdjęcia Jezusa z krzyża opisanej w Nowym Testamencie?

        – te przypuszczenie obrazuje chyba tylko Pieta M. Anioła (jest taka spokojna i pogodzona), bo inne znane rzeźby i malowidła tej sceny promieniują bólem.

        – być może wielka wiara (taka bezwarunkowa, niezachwiana) koi rozpacz rozstania, dając w zamian nadzieję?

        Nie wiem, nie wiem, nie wiem – ufam tylko, że to ma jakiś sens, czemuś to służy, że na końcu jednak ujrzymy Wiktorię.

        pozdrawiam cieplutko

        • Logos Amicus Says:

          Postawiłem przy tym zdaniu pytajnik, ale chyba jednak nie jest on konieczny: bo jeżeli naprawdę czyjaś wiara jest wielka, to wielka nie może być rozpacz. Ksiądz może się wadzić z Panem Bogiem, dlaczego nie? Ale jeśli rozpacza, to jego wiara jest jednak pełna zwątpienia, albo nie ma jej wcale, albo zwraca tylko uwagę na sprawy ziemskie. A może cierpi bo po prostu jest człowiekiem, a być człowiekiem – nawet wierzącym – znaczy też wątpić.

          Racją istnienia każdej wiary jest nadzieja (na coś lepszego niż to, co spotyka nas w życiu).
          Wiara jest też czymś co zastępuje nam wiedzę tam, gdzie ona nie sięga.

          Dlaczego tyle jest cierpienia w scenie zdjęcia Jezusa z krzyża? Bo ten, kto to pisał był przejęty cierpieniem, które przeżył sam Jezus, jak i cierpieniem tych, którzy go opłakiwali, odczuwając boleśnie jego stratę.
          Bo cierpienie jest nieodłącznym elementem ludzkiego życia i śmierci.
          Tak mi się wydaje.

  2. ZygmuntMolikEWA Says:

    Dwie godziny temu, zmarła moja wieloletnia przyjaciółka, Sybilla.
    Mam nadzieję, że odpoczywają już jej udręczone ciężką chorobą, ciało i dusza.
    Proszę o ciepłe myśli w jej intencji…

    • Logos Amicus Says:

      Przykro mi bardzo, Ewo… zwłaszcza kiedy pomyślę o udręce i cierpieniach, których doświadczyła Twoja przyjaciółka.
      Wczoraj trafiłem na blog osoby, która zmarła na raka parę dni temu. Zaczytałem się, przejąłem… Bliskość śmierci, cierpienie, rozpacz… To doświadczenie, które zdziera z nas wszelkie maski, godzi w nasze wrażliwe centrum, rysuje w naszej duszy (wnętrzu) najgłębsze doświadczenie życia i śmierci.
      Ale dzięki tej świadomości jestem wdzięczny (komu? czemu?) za każda przeżytą chwilę.
      Poraża mnie cudowność życia (choć przerażenie też nie jest mi obce).

      PS. Oto adres bloga, o którym wspomniałem:

      http://chustka.blogspot.com/

      Pozdrawiam

      • Jula :D Says:

        Bo my ciągle boimy się nieznanego – a taką jest śmierć mimo, że już od urodzenia jesteśmy nią naznaczeni. I najgorsze jest to, że nie wiadomo, kiedy?..
        Chcemy mysleć, że kiedy bedziemy starzy ale i wtedy nigdy nie będzie ta pora.
        Dlatego takie rózne propozycje w wiarach .
        Nawet sam kk roznie przedstawia to święto zmarłych , męczenników, wszystkich świętych , zaduszki a nam i tak bliżej do halloween czy dziadów. W końcu w tym czasie , bezczasie między latem a zima , duchy przodków do nas zagladaja, choćby i we wspomnieniach.

        Blogerzy to żywi ludzie , po ich smierci tylko blogi zostają. ..
        Czy to współczesne pomniki obecnych czasów?…

        Byłam wczoraj na cmentarzu.
        Po święcie zmarłych, mam zamiar poodwiedzać znajomych , którzy juz tam … na cmentarzach w moim mieście.
        Pozdrawiam …

  3. ZygmuntMolikEWA Says:

    Jula (wybacz L.A.) to najlepsze, nie najgorsze. Że nie wiemy. Gdybyśmy mieli czekać, wciąż pewnie w ledwie oprawionych skórach siedzielibyśmy na drzewach.
    Zmarł mi siostrzeniec-chrześniak, zmarł również młody syn przyjaciół. Zapytałam, jak sobie radzisz ze świadomością że ‚tak krótko’. Jak to krótko zdziwiła się Matka; miałam go 37 lat!
    Duchy ‚zaglądają’ nie tylko we wspomnieniach i nie tylko w hollywódzkich produkcjach. To (prawie) pewne.
    Odwiedzajmy więc bliskich, gdzie by nie byli. A najlepiej gdy jeszcze są :)


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s