BALLADA O PUSTYNI I GÓRACH, czyli tam gdzie jest bliżej nieba i piekła

ZAPISKI Z PODRÓŻY DO NOWEGO MEKSYKU I TEKSASU

(cz. I)

EL PASO

Pustynia jako miejsce opuszczone – ale czy opustoszałe? (Miasto-widmo gdzieś na pograniczu Nowego Meksyku i Teksasu.)

Jeszcze kilka godzin temu czułem chłodne chicagowskie powietrze, a oto teraz smaga mi twarz gorący pustynny wiatr wiejący gdzieś znad doliny Rio Grande. Jestem w El Paso, mieście pogranicza. Na sąsiednich wzgórzach, tuż za rzeką, która stanowi granicę, hiszpańskie napisy obwieszczają meksykański patriotyzm mieszkańców Ciudad Juarez. Lecz Meksyk czuje się wszędzie już w samym El Paso, gdzie twarze białe gubią się wśród smagłych, gdzie częściej na ulicy słyszy się język hiszpański niż angielski, gdzie zewsząd dochodzą zapachy meksykańskiej kuchni. A wokół wieżowce, dość eleganckie, dobrze utrzymane budynki… Tak pewnie wyglądałby Meksyk gdyby poszedł amerykańską drogą.
Na przejściu granicznym znowu była dziś strzelanina. Zginęli ludzie. Sytuacja się powtarza. Pamiętam, kiedy zawitałem tu po raz pierwszy 10 lat temu, zastrzelono nad Rio Grande kilku przemytników kokainy.

Rio Grande… Wielka Rzeka. Tutaj jest taka tylko z nazwy. W rzeczywistości wygląda bowiem jak mały potok, który można by przeskoczyć jednym susem. Wąski ściek rudawej wody obwiedziony zielonkawym paskiem drzew i krzewów. Aż dziw bierze, że to granica między dwoma wielkimi państwami, które dzieli ekonomiczna i kulturalna przepaść.
El Paso nie jest jednak miastem – bohaterem mojego romansu. Zatrzymujemy się tu tylko na chwilę, by – po zdobyciu jakiegoś środka lokomocji – uderzyć w prawdziwe pustynie Nowego Meksyku i Teksasu.  Zatopić się w krajobraz, który uśmierzyłby chicagowskie, cywilizacyjne stresy.

WSTĘP DO PUSTYNI

Zawsze fascynowały mnie pustynie, a na ziemi amerykańskiej zetknąłem się z nimi po raz pierwszy. Utah, Nevada, Arizona, południowa Kalifornia… obszary rozległych pustyń o zdumiewających obrazach, nie znanych nam w Europie, tym bardziej więc dla nas egzotycznych.

Pustynia jest naturalnym fenomenem, który zawsze splatał się z pewnymi aspektami kultury człowieka. Co ciekawe, często największy ferment cywilizacyjny miał miejsce na jakimś stosunkowo niewielkim a życiodajnym obszarze otoczonym rozległymi, niezbyt gościnnymi obszarami pustynnymi lub półpustynnymi. Przykładami mogą tu służyć choćby Egipt, Bliski Wschód, dorzecze Tygrysu i Eufratu, Dolina Indusu, czy nawet sama Grecja.
Pustynia jest jak archetypiczny pejzaż, stanowiąc scenę, na której zawrzeć można z bogami przymierze, albo z nimi się wadzić – lub nawet boga ukrzyżować. Nagi i ascetyczny krajobraz to także arena, na której bardziej wyraźnie i ostro widać walkę człowieka o przetrwanie – zwłaszcza wtedy, gdy człowiek ten jest samotny, zdany tylko na siebie, pozbawiony rzeczywistego oparcia w świecie, w którym nie ma już ludzkiej, ani nawet boskiej sprawiedliwości.

Znikomość ludzkiej drobiny (na Białych Piaskach)

Czym była – i jest – dla ludzi pustynia?
Żywiołem, z którym trzeba było się zmierzyć, udowodnić własną wytrzymałość? Odpowiednikiem Kosmosu, w którym człowiek czuł się zagubiony i przytłoczony? Odzwierciedleniem niszczycielskich sił natury? Przejawem boskiej władzy nad człowiekiem?
Tak, ale nie tylko. Pustynia stała się metaforą, miejscem gdzie ścierały się w człowieku różne tendencje, skłonności, dążenia… gdzie rodził się pewien kulturowy kanon. To na pustynie uciekali eremici, by odnaleźć drogę do Boga i samego siebie.
A więc pustynia jako sztafaż ascetyczny – swego rodzaju czyściec. To na pustyni Św. Hieronim tłumaczył Biblię. To na pustyni miały miejsce kuszenia Jezusa i Św. Antoniego. To na pustyni przemówił do Mojżesza krzak gorejący. A więc pustynia jako arena zmagania się tego co ludzkie, z tym co boskie czy też nawet diabelskie.

Pustynia w literaturze, w kinie…
Dla wielu z nas zaczęło się od przygód Stasia i Nel opisanych przez Sienkiewicza w nieśmiertelnej, pełnej afrykańskiej egzotyki powieści „W pustyni i w puszczy”. Później był Saint-Exupéry ze swoją przerażającą przygodą w „Ziemi, planecie ludzi”; dalej: fantastyczna „Diuna” Franka (przeniesiona na ekran przez Davida Lyncha), „Kobieta z wydm” Abe Kobo, Coelho… Nasze wyobrażenie pustyni kształtowały też filmy: „Lawrence z Arabii”, „Pożegnanie z Afryką”, „Faraon”, westerny… można by tak wymieniać długo.
Specyficzną rolę zaczęła odgrywać amerykańska pustynia w kinie hollywoodzkim ostatnich dekad. Często miała ona obraz pustyń właśnie zachodniego Teksasu, obszaru Trans Pecos. Przypomnijmy sobie „Ostatni seans filmowy” Bogdanovicha, „Paris, Teksas” Wendersa, „Bonnie and Clyde” Peckinpaha, „Badlands” Malicka….
A ostatnio? Choćby „No Country For Old Men” braci Cohen, czy „There Will Be Blood” ze wstrząsającą kreacją Daniela Day Lewisa, wyciskającego bezlitośnie z pustyni płynne „czarne złoto”.
Tutaj pustynia była miejscem, gdzie kwitły egzystencjalne lęki bohaterów, gdzie wreszcie rodził się i nękał ich obłęd. Ale była również „ziemią obiecaną”, którą człowiek czynił sobie poddaną, jak robili to choćby Mormoni w Utah.

Jednym zdaniem – pustynia zagościła na dobre w naszej indywidualnej i masowej wyobraźni…. przy czym niekoniecznie tu mam na myśli pustynię kulturalną.

BIAŁE PIASKI NOWEGO MEKSYKU

Białe Piaski Nowego Meksyku. Największa gipsowa pustynia na świecie. Nieogarniony wzrokiem obszar wydm białych jak śnieg, sypkich jak mąka. Można dostać zawrotu głowy, stając na szczycie jednej z tysięcy gipsowych gór i rozglądając się wokół na rozlewające się aż po horyzont morze falujących hałd, kopców, stożków, kopuł… zwałów gipsowych ziaren, które od tysięcy lat przemieszcza z miejsca na miejsce niespokojny wiatr.
Ta biała pustynia jest tu w ciągłym ruchu, ale schwytana w pułapce kotliny Tularosa, niczym gigantyczna klepsydra pełna miliardów ton białego piasku, odmierza czas mijający od ostatniego zlodowacenia, kiedy nieckę tę wypełniało olbrzymie jezioro. Jednak te przesypujące się drobiny pamiętają czasy jeszcze dawniejsze. Są one właściwie pozostałością po organicznych depozytach, jakie odłożyły się na dnie morza, które znajdowało się tutaj 250 mln. lat temu.

Cóż nam jednak mówią owe czasowe interwały? Miliard lat nie robi na nas większego wrażenia jak milion, ponieważ nasza wyobraźnia jest pod tym względem mocno ograniczona czasem, jaki przebywamy na ziemi i trudno jest jej sięgnąć poza czubek nosa własnego krótkiego żywota. Bowiem w skali Wszechświata jest on niczym mgnienie oka jakiegoś kapryśnego bóstwa.

Dyskretne i delikatne piękno niemiłosiernej (skądinąd) pustyni

To nieprawda że pustynia jest pusta. Lepiej chyba i bardziej adekwatnie określa ją nazwa angielska a desert, bo sugeruje ona bardziej opuszczenie, niż pustkę. Opuszczenie przez człowieka, ale nie przez życie w innych formach, które w zadziwiający sposób radzi sobie w tych ekstremalnych warunkach. I odnosi się to zarówno do roślin, jak i do zwierząt.
Zdolności adaptacyjne organizmów żywych są wprost niewiarygodne, chciałoby się napisać – wielce „pomysłowe”, ale przecież mówimy tu o ewolucji, która ponoć jest ślepa i bezrozumna, zdana na przypadek i dyktaturę środowiska, podległa jednak ściśle prawom przyrody. Co byśmy jednak nie sądzili o planie stworzenia i matrycy bytów ożywionych na naszej planecie – siły witalne istnień ją zamieszkujących wydają się być niewyczerpane. Trudno mi jest uwierzyć, że jest to jedynie dziełem przypadku. No ale pisać o Bogu… nie czuję się wszak być do tego powołany.

Wróćmy jednak do Białych Piasków. Jest to bez wątpienia jedno z najbardziej niezwykłych miejsc, do jakich udało mi się w moim życiu dotrzeć. Wiedziałem o nim już od dawna, i mimo że do tej pory kilkakrotnie znalazłem się w jego pobliżu, to jednak nigdy nie zdołałem tutaj trafić.
Wiedziałem, że ponad pół wieku temu wybuchła tu pierwsza bomba atomowa, wymyślona przez Oppenheimera i spółkę w ramach tajnego projektu „Manhattan”, realizowanego w laboratoriach położonego nieopodal urokliwego miasteczka Santa Fe. Wiedziałem również, że Białe Piaski otacza jeden z największych poligonów doświadczalnych na świecie (należące do US Army 4000 mil kwadratowych ziemi), gdzie testuje się najnowszą amerykańską Wunderwaffe. Nie wiedziałem jednak tego, że jest to miejsce tak spektakularne. Trzeba było dopiero samemu to wszystko zobaczyć na własne (zdumione) oczy.

JASKINIE KARLSBADZKIE

Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że pędzimy wszyscy w Kosmosie z zawrotną prędkością? Czy uświadamiamy sobie to, że żyjemy na wulkanie, a pod nami kipi gigantyczny kocioł pełen roztopionej, rozgrzanej do białości skały? Oczywiście większość z nas o tym wie, ale sobie raczej tego nie wyobraża, więc nie robi to w sumie na nas większego wrażenia…
Może jednak jest tak lepiej, że nasze zmysły ślizgają się zaledwie po powierzchni zjawisk, bo tym sposobem możemy zachować pewną równowagę?

Czy jednak ci, którzy wymyślili piekło, wiedzieli o płonących, pełnych żaru czeluściach kryjących się w głębi ziemi. Być może coś takiego przeczuwali i dlatego właśnie tam je umieścili? Otóż byli by mocno zdumieni, gdyby zobaczyli Jaskinie Karlsbadzkie. Gdyż w niczym nie przypominają one piekła, a wręcz przeciwnie – wyglądają bardziej jak bajeczna kraina pełna niewyobrażalnych cudów i dziwów.

Z wielu jaskiń jakie do tej pory widziałem, żadna nie dorównuje tej karlsbadzkiej pod względem różnorodności występujących tam tworów; żadna nie jest tak piękna i osobliwie dekoracyjna. Nie jest to właściwie jedna jaskinia, a cały system olbrzymich komnat, pełnych stalaktytów, stalagmitów, kolumn, draperii, heliocytów i kryształów, które tworzą zdumiewający obraz podziemnego świata o cudownej kompozycji, nieprzebranym bogactwie form i kształtów.
Koronkowa robota natury?

Maleńkie ludzkie postacie giną w nieziemskim otoczeniu ogromnej pieczary (Jaskinie Karlsbadzkie)

Jednakże obawiam się, że i tak nie ma większego sensu o tym pisać, gdyż mało kto uwierzy mi tu na słowo, być może posądzając na dodatek o pewna egzaltację. Podobnie nie chciano wierzyć młodemu „chłopakowi od krów” Jimowi White, który odkrył i eksplorował te jaskinie ponad sto lat temu. Dopiero fotografie, które trafiły do Waszyngtonu, a konkretnie na biurko prezydenta Coolidge’a, przekonały decydentów o konieczności nadania tym terenom specjalnego statusu – wpierw pomnika przyrody, a kilka lat później (w 1930 r.) – parku narodowego. Na swoją listę chronionych miejsc Światowego Dziedzictwa Ludzkości wpisało również jaskinie UNESCO.

Czy owe fakty czynią moją opinie bardziej wiarygodną? Być może, ale i tak w niczym nie pomogą wyobrazić sobie tego fenomenu przyrody. Podobnie jest jeśli chodzi o fotografie: żadna nie jest w stanie przekazać prawdziwego obrazu bajecznie udekorowanych jaskiń; żadna nie zrobi takiego wrażenia, jakiego się doświadcza patrząc na nie własnymi oczami. Darujmy więc sobie tu dalsze opisy.

Zamiast tego chciałbym się tu podzielić pewną kwestią, która czasami zaprzątała mi głowę, kiedy spotykałem się z niezwykłymi tworami przyrody i obserwowałem przeróżne nań reakcje – i to zarówno własne, jak i innych ludzi. W jaki sposób estetyka natury koresponduje z estetyką, którą stworzył człowiek? Co było na początku – harmonia, którą dostrzegliśmy w przyrodzie i której elementy zaadoptowaliśmy dla potrzeb naszej sztuki, czy też kanon estetyczny stworzony przez nas, a który zaczęliśmy niejako rzutować w otaczający nas świat?
Problem ten można sprowadzić do jednego pytania istotnego: co powoduje, że w naturze dostrzegamy piękno? Pomijam kwestie indywidualne, a więc rodzaj wrażliwości, zdolność do estetycznej sublimacji, inne w każdym człowieku wyczulenie na grę światła, faktury, kształtów i barw… etc. Byłem np. świadkiem setek przeróżnych ludzkich reakcji na widok Wielkiego Kanionu rzeki Kolorado. Mieściły się one w przedziale od totalnej obojętności (ktoś ledwie rzucał na Kanion okiem, i pędził do świecidełek i tandetnych suwenirów, które oferowano tuż obok), po autentyczne łzy zachwytu, mniejszy lub większy estetyczno-emocjonalny szok.
Objawy to skrajne ale charakterystyczne i stanowiące jakby estetyczną i emocjonalną skalę reakcji na ten niezwykły twór przyrody, który niektórzy gotowi są uznać za cud Natury.

To prawda, zdarzają się ludzie estetycznie indyferentni, jednakże większość z nas zdolna jest dostrzec istniejące (czy tylko dla nas?) w naturze piękno. I nazywamy to pięknem – obcowanie z tym jest dla nas przyjemnością. I uznajemy, że jest to dla nas czymś dobrym. Dlaczego? Wydaje mi się, że właśnie dlatego, iż piękno w naturze widzimy w tym, co jest dla nas jednocześnie dobrem i przyjemnością. Zwykle łączy się to z ładem i harmonią, ale niekoniecznie, bo pozytywnie estetyczne wrażenie robią na nas także żywioły… ale pod warunkiem, że nie stanowią dla nas bezpośredniego zagrożenia.

Jednak dobrze się chyba stało, że nie zaprzątałem sobie tym wszystkim głowy, kiedy podziwiałem karlsbadzkie jaskinie. (Jest czas na doświadczenie, wrażenia i czas na refleksję). Oglądałem ten fantastyczny świat dla samej radości poznawania go i eksploracji, spacerując po ciągnących się kilometrami bajecznych komnatach, które z każdego miejsca wyglądały inaczej, ale równie pięknie i zadziwiająco.
Kto by przypuszczał, że to pogranicze Nowego Meksyku i Teksasu, które tworzy monotonna równina rozciągająca się u stóp gór Guadalupe, kryje pod swoją powierzchnią takie cuda? Nic bowiem tego nie zapowiada, kiedy jedziemy po tej rozległej pustyni, a jedynym urozmaiceniem są naftowe szyby i olejowe pompy zwane obrazowo końskimi łbami. no i może jeszcze czasami czmychający nam spod kół struś pędziwiatr, który wprawdzie pędzi gdzieś na złamanie karku, ale któremu chyba już za bardzo nie chce się latać.

.

Część II zapisków z podróży do Nowego Meksyku i Teksasu przeczytać można TUTAJ.

.

Widok pustynnej równiny teksaskiej z Guadalupe Peak – najwyższej góry stanu Teksas (2667 m. n.p.m.)

© ZDJĘCIA WŁASNE

Więcej zdjęć pustyni Białych Piasków w Nowym Meksyku obejrzeć można TUTAJ, jak również w Brulionie Podróżnym (ilustrowanym) – TUTAJ. (Zapiski pochodzą z podróży, która miała miejsce w maju 2008 roku.)

Ponadto, niezwykłe pustynne krajobrazy (położone na terenie Kalifornii i Arizony pustynie Sonora i Mohawe) zobaczyć można TUTAJ oraz (inny zestaw) TUTAJ (Światowid).

Advertisements

komentarzy 20 to “BALLADA O PUSTYNI I GÓRACH, czyli tam gdzie jest bliżej nieba i piekła”

  1. WHITE SANDS « brulion podróżny (ilustrowany) Says:

    […] są ilustracją wpisu pt. “BALLADA O PUSTYNI I GÓRACH, czyli tam gdzie jest bliżej nieba i piekła (zapiski z podróży do Nowego Meksyku i Teksasu)” […]

  2. Ewa Says:

    Szczęściarz z ciebie L.A. Godna podziwu kondycja, dziecięca radość i ciekawość świata.
    I jak zwykle, pięknie o wszystkim piszesz, pięknie fotografujesz.
    Tylko uważaj dziś proszę – to piątek, trzynastego. Pozdrawiam.:)

    • Logos Amicus Says:

      Jesteś przesądna, Ewo?
      Uważać trzeba chyba zawsze, nie tylko w piątek 13-go ;)
      Pozdrawiam

      PS. Wszyscy jesteśmy dziećmi, nieprawdaż?

      • Ewa Says:

        Mea culpa, faktycznie – na samym końcu – figuruje maj 2008. „Czujność rewolucyjną” straciłam więc dopiero po słowach „nie chce się latać”… Boże, a mnie się wciąż jeszcze (od czasu do czasu) chce.

        Uważać ‚zawsze’? przesada. Zrobiłoby się jak w laboratorium. Wolę nie myśleć, że wciąż mogłabym być dzieckiem; w wypadku dojrzałych dam zjawisko nosi niezbyt urocze miano – „dzidzia piernik”. Co oczywiście nie chroni mnie przed zachowaniami bliskimi braku świadomości. :)

        „I tak cię kocham”, jak mawiają Amerykanie w każdym ‚solidnym’ hollywoodzkim filmie.

        P.S. dla niewtajemniczonych – jest to dywagacja dotycząca innego postu w blogosferze.

        • Logos Amicus Says:

          Ja napisałem, że „uważać trzeba zawsze” !?
          Nie wierzę !!! ;)
          Coś podobnego – jakie to człowiek bzdury czasem wypisuje! ;)

          PS. Miałem na myśli… prowadzenie samochodu, of course ;)
          PS2. Nie uważam, że wszystkich trzeba od razu we wszystko wtajemniczać ;)

  3. nutta Says:

    Na pustyni pilot ujrzał Małego Księcia, poznał jego historię, wyruszyli do studni, a potem tylko gwiazdy przypominały mu przyjaciela.
    Pustynia jest też symbolem zawieszenia między życiem a śmiercią, to też królestwo słońca, życiodajnej energii.
    Białe Piaski przypominają trwały, ciepły śnieg. Te rośliny, które z uporem trzymają się życia, są obietnicą przetrwania w ekstremalnych warunkach.

    • Logos Amicus Says:

      Saint-Exupéry doświadczył pustyni na całym swoim ciele (a pewnie i duszy – skoro powracał do tego we wszystkich swoich najważniejszych książkach) kiedy jego samolot rozbił się na Saharze. Swoja walkę o przetrwanie opisał, jak dobrze wiemy, w „Terre des hommes” (tytuł polski „Ziemia, planeta ludzi”, a zwłaszcza „Ziemia, ojczyzna ludzi” niestety nie oddaje w pełni znaczenia tytułu oryginalnego (lepszy jest już chyba tytuł angielski: „Wind, Sand and Stars” – zaaprobowany zresztą przez samego autora). Mały Książę też nieprzypadkowo znalazł się na pustyni.

      Czasem sobie myślę, że doświadczenie pustyni jest dla człowieka ważniejsze – i bardziej „twórcze” – niż doświadczenie dżungli. Paradoksalnie: człowiek na pustyni zdaje się bardziej i dogłębniej „dokopywać się” do swojego egzystencjalnego „rdzenia”, „doli człowieczej”, pełniej rozumieć fenomen (ludzkiego) życia, niż mając wokół siebie tętniącą i kipiącą zwierzęcym życiem dżunglę. Dlaczego? Może dlatego, że pustynia lepiej pozwala człowiekowi identyfikować się ze swoją kulturą, natomiast dżungla to nieokiełznana, atawistyczna – przeciwstawiona ludzkiej cywilizacji – Natura? „Jądro ciemności” jest zwierzęce, pustynną pustkę człowiek wypełnia tym, co najbardziej ludzkie – czyli kulturą. Instynkt życia i popędy przeciwstawione zostają pragnieniu duchowości. Łatwiej chyba o tę transgresję w jasności gorącego Słońca pustyni, niż w redukującej nas do pierwotnej biomasy i zmuszającej do walki i rywalizacji z innymi formami życia, dżungli.

  4. malvina Says:

    No tak.. opis tak wizualny że prawie tam byłam i rozkoszowałam się widokami i smakami… ale najbardziej wizja pustyni.. oazy i Słońca… wszak kocham słońce :-)
    pozdrawiam serdecznie :-)

  5. Magda Says:

    Każdy ma swoją pustynię. Każdy w swoim życiu ma czas, w którym wyrusza na duchowe bezludzie. Czasami nie chcemy podjąć tej wyprawy, bronimy się przed nią wszelkimi sposobami. Bo pustynia boli. Przede wszystkim jednak – pustynia oczyszcza.
    Każdy ma swoją pustynię i powody, dla których się na niej znalazł. Często pustynią jest choroba – ta odcina od pędu współczesnego świata, od codzienności i obowiązków. Bywa, że całkowicie nas ogołaca, zostawia bezradnych i bezsilnych. Choroba daje nam CZAS, czas na przemyślenia i refleksję, czasami na nawrócenie. Jest pustynią pełną pokus, bo cierpienie skłania do rozważań o niesprawiedliwości, do zadawania pytań o sens istnienia, do sporów z Bogiem. Choroba żłobi w naszej duszy mnóstwo ścieżek i skomplikowanych szlaków, łamie nas, nagina.
    Pustynią bywa też śmierć bliskiej osoby. Gdy odchodzi ktoś dla nas najważniejszy, zostajemy sami – ze smutkiem i tęsknotą. Trudno jest dzielić ten ból, bo każdy musi go przeżyć indywidualnie, nawet jeśli wokół jest sporo kochających i przychylnych osób. Odejście pozostawia pustkę – to ona bywa ową pustynią. Pustynią rozpaczy, pytań bez odpowiedzi, emocji, pustynią wieczorów i nocy w pełnym milczenia mieszkaniu, pustynią dokonywania podsumowań.
    Na pustynię mogą nas wyprowadzić nasze życiowe porażki i niepowodzenia oraz tak zwane przeciwności losu. Bankructwo, problemy finansowe, oblana matura czy inny egzamin, brak pracy bywają czasami „zachętą” do wyjścia na pustynię, do zatrzymania się i nadania sensu wszystkiemu, co nas otacza.
    Takich duchowych pustyń jest wiele, każdy ma swoją, indywidualną. I każdy mógłby sporo na ten temat powiedzieć. Bo duchowa pustynia, tak samo jak ta namacalna, jest doświadczeniem niezwykłym, ale też – jak już było powiedziane – trudnym.
    Pustynia wycisza i odseparowuje, zmusza nas do zwrócenia się w głąb siebie. Na pustyni nie ma możliwości schowania się czy ucieczki. Musimy stawić czoła problemom, rozwiązać je, zgłębić. Jesteśmy ogołoceni, prawdziwi. Widzimy siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę i niczym nie zagłuszymy swoich myśli i uczuć.
    Czas pustyni to czas pytań, medytacji.
    Duchowa pustynia to dar. Od nas zależy, jak zechcemy go spożytkować. Ważne jest jednak to, by jej nie przegapić i nie zmarnować.

  6. Ulala Says:

    Jakoś nie wyobrażam sobie, że mogłabym się zachwycić pustynią, podobne odczucia mam w stosunku do oceanów.
    Bezmiar wody, bezmiar piachu, przygnębiające uczucie.

    • Logos Amicus Says:

      Fascynacja nie koniecznie oznacza zachwyt. Poza tym, pustynia ma wiele znaczeń, co tez chciałem zaznaczyć w moim tekście.
      Jeśli Ulalala nie widziała pustyni, to być może nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo może być ona interesująca, jak nieziemskie może oferować nam pejzaże.
      Oczywiśce jest też jeszcze pustynia monotonna, nieatrakcyjna wizualnie, groźna, wręcz zabójcza… Po prostu pustynie są niezwykle różnorodne.
      A oceany to jeszcze inna historia.

  7. S. Says:

    Jak każda kobieta nie lubię piasku w butach, ale taka egzotyczna podróż pozostaje dla mnie w sferze marzeń. Widoki niesamowite, ludzie którzy obcują z tym żywiołem też muszą być niesamowici. Na Twoje szczęście nie mam czasu i nie będę się rozwodzić, ale podoba mi się to Twoje specyficzne, zgrabne powiązanie wszystkich wątków, zaakcentowanie istnienia tematu w wielu kulturach, religii i że był on fascynacja wielu pokoleń. A przy tym robisz to tak lekko i spokojnie jakbyś na spacerze przekładał nogę w przejściu na drugi brzeg Rio Grande.
    Jesteś w ciekawych miejscach, opisujesz je tak plastycznie,że chciałoby sie powiedzieć, że się je widzi. Ale to tylko nędzna fatamorgana,bo jak sam mówisz trzeba tam być. Twoje zdumione oczy widzą to i nadal jakby niedowierzają temu co widzą. Podobają mi się wplecione w opis releksje. Np ta o interwałach czasowych, gdzie miliard lat nie robi na nas wrażenia. Coś w tym jest na rzeczy. Potrafimy się jednak zachwycić, gdy komuś stuknie setka. Gdy gdzieś giną anonimowe tysiące ludzi przyjmujemy to do naszej świadomości jak informację prasową z refleksją, która zaraz gdzieś umyka pod naporem innych prasowych newsów. dy odchodzi ktoś bliski wali sie nam cały świat. Wszystko jest względne, wszystko ma swoją miarę. Jaka forma życia najbardziej zaskoczyła Ciebie swoja pomyslowością?

  8. S. Says:

    Na początku wg religii chrześcijańskiej był chaos.Sądząc po iloci bóstw ludów słowiańskich, których religia jest religią indoeuropejską na początku również był chaos, a jednak wszystko to wbrew logice ma jakiś głęboki sens.Nie sądzę by harmonia była dziełem człowieka. O ile cechuje ona jednostki to nie jest właściwa dla całej populacji ludzkiej jako zbiorowości.Zbiorowość ta nawet sądząc, że coś porządkuje, systematyzuje raczej łamie naturalny porządek.Człowiek potrafi tworzyć piękne dzieła, ale są one tylko naśladownictwem natury .O odwrotnych sytuacjach nie słyszałam. No chyba,że ” rada mapa, że się śmieli kiedy mogła udać człeka” tylko czy warto było?
    U mnie, w wazonie oszałamiająco pięknie pachną konwalie i bez.Żadna Chanel nr 5 tego nie przebije.

    Żartując mogę powiedzieć, że się z Tobą nie zgadzam w kwestii nie uświadamiania sobie na co dzień istnienia ” pod nogami” kociołka z wrzącą lawą. Otóż ja ostatnio zbyt często doświadczam uczucia, że pali mi się grunt pod nogami.
    A na poletku z gatunku „serio”. Ciekawe tematy i sposób ich prezentacji, a taka znikoma ilość komentarzy, która kłóci się ze wskazaniami licznika odwiedzin na bloogu w tak krótkim okresie czasu. Zastanawiam się dlaczego. Nie mają własnego punktu widzenia? Nie widzą potrzeby wypowiedzenia się? Nie rozumiem. Myślę,że problem nie tkwi w stopniu trudności.Masz ambitny bloog, ale wysławiasz się w sposób czytelny i przystępny dla każdego (chyba) w miarę rozgarniętego czytelnika. Pytania, które Ciebie nurtują są właściwe też dla każdego (chyba) myślącego człowieka.

    • Tess Says:

      S. – spóźniona nieco dygresja : Mój ś.p. nauczyciel wychowania muzycznego z podstawówki (skrzypek i chórzysta) widząc a raczej słysząc indolencję większości uczniów zwykł mawiać :”nie rzuca się pereł przed wieprze”. Niestety, miał rację. Z naszej klasy nikt nie został zawodowym muzykiem. Ale znikoma, jak twierdzisz, illość komentarzy moim skromnym zdaniem może wynikać zarówno z niewiedzy na dany temat jak i z tego ogromu informacji, który w internecie jest. Dokopać się do treści wartościowych wcale nie jest łatwo.

      A jaskinie ? Znam tylko te ze Słowacji ( Wolności, Lodowa ). Rzeczywiście nawet profesjonalne zdjęcia, które oglądałam potem, nie zastąpią tego dreszczyku emocji. Z przyjemnego chłodu – też. Pozdrawiam

  9. Stan T Says:

    Twoje niedawne wspomnienia parku”BIG BEND” ozywily moje ktorymi wiedziony raz jeszcze wizytowalem odwiedzony koncem marca ubieglego roku Texas a w nim „Chisos Basin ,Santa Elena Canyon ,hotel Gage w Marathonie jak rowniez Mc Kitrick Valley w Guadalupe Mtn. gdzie towarzyszyl nam egzotyczny bardzo przyjemny zapach [jakby cynamonowy] , ktory do dzis pozostaje dla mojej zony i dla mnie nierozpoznany . pomimo Twoich jakze sugestywnych opisow gdy przegladalem wpisy zrozumialem chyba jak trudno a moze niemozliwe jest przekazanie czytelnikom atmosfery miejsc i subiektywnych odczuc jakich doznaja bezposredni uczestnicy podrozy pochlaniajacy wrecz a moze i zatapiajacy sie w tym co ich otacza . Odczuc takich doznaja ci ktorzy potrafia zespalac sie z otoczeniem i poddaja sie odczuwanym wrazeniom .Moze ujalem to zbyt patetycznie ale czyz glebia odczuc nie od tego zalezy .Dla mnie podroze chociaz niezbyt czeste pozostana priorytetowym tematem a ponadto pozwalaja mi one identyfikowac uplywajace monotonne lata .

    • Logos Amicus Says:

      Podróż, nawet jeśli sama staje się monotonna (dotyczy to jednak tylko długich podróży, na których dzisiaj niewielu z nas niestety stać – zarówno ze względów czasowych jak i finansowych) jest także przerwanie monotonii i rutyny życia naszego powszedniego. Ale to jest tylko jedna z zalet (i właściwości) podróży.
      Główną wartością podróży jest dla mnie poznawanie świata… właśnie na własnej skórze – własnymi zmysłami, doświadczeniem, wrażeniami… Ponieważ nie zastąpi nam tego ani lektura, ani oglądanie filmu, ani słuchanie czyichś opowieści. Bo, jak pisałeś, nie da się w piśmie (na filmie, w opowieści) oddać w pełni atmosfery miejsca, jego „ducha”, także piękna, namacalnej „istoty”, czy też innych głębszych jego właściwości.

      Dziękuję za podzielenie się z nami swoimi uwagami
      i pozdrawiam serdecznie

  10. WIELKI PRZEŁOM RIO GRANDE, czyli na szlaku do Rio Bravo | WIZJA LOKALNA Says:

    […] Część I zapisków z podróży do Nowego Meksyku i Teksasu przeczytać można TUTAJ. […]

  11. AMERYKAŃSKA MAPA I TERYTORIUM: W PUSTYNI I W PUSZCZY | WIZJA LOKALNA Says:

    […] szkiców. Otóż swego czasu, przy okazji podróży przez pustynie Nowego Meksyku i Teksasu (TUTAJ), napisałem ustęp, który pozwolę sobie tutaj przytoczyć in extenso: “Pustynia jest […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s