CO WOLNO ARTYŚCIE?

*

Andres Serrano, „Piss Christ” (fotografia plastikowego krucyfiksu zanurzonego w urynie artysty uszkodzona przez oburzoną publiczność we Francji na początku tego roku)

*

W jednym ze swoich komentarzy na moim blogu, Defendo nawiązała do tematu wolności artysty, co pozwalam sobie przedstawić jako punkt wyjścia do niniejszego tekstu: Wielokrotnie stawałam w obronie prawa artystów do naruszania norm, przekraczania granic. Papież przygnieciony kamieniem, który spadł z nieba, ukrzyżowana żaba, powieszenie krzyża, obok umieszczenie gwoździ, młotka, figurki Jezusa i napisu „Zrób to sam” – to prowokacje artystyczne, a sztuka powinna prowokować, artysta jest twórcą, ale i wytworem kultury, funkcjonuje tu i teraz, w określonej sytuacji społeczno-historycznej; a że z założenia jest wrażliwszy od innych ludzi, więc widzi więcej. Ma prawo o tym mówić poprzez swoje dzieła. Kiedy jedna z awangardowych grup austriackich zaczęła „używać” w swoich działaniach wydzielin ciała (krwi, potu, spermy) otrząsnęłam się ze wstrętem. Potem przyszła refleksja, zaczęłam uważniej się przyglądać, pokonując odrazę. Oni po prostu o wiele wcześniej, niż socjolodzy czy etnolodzy, odkryli (może raczej przeczuli), że ciało człowieka stało się towarem, że tak je dzisiaj traktujemy. Zaprotestowali – po swojemu. To ja okazałam się mniej wyczulona, mniej wrażliwa, widziałam obsceniczność tylko, a powinnam spojrzeć uważniej. Uderzyli mocno – fakt, ale celnie. Artystom wolno.

*  *  *

WOLNOŚĆ CZY ROZWOLNIENIE?

Wiek XX-ty przewrócił nie tylko sztukę, ale i całą kulturę Zachodu do góry nogami. Zaczęto kwestionować wszelkie autorytety, rozbito w drebiezgi wszystkie kanony, zaprzeczono powszechnie przyjętym dotychczas wartościom, złamano obowiązujące reguły, przekroczono normy…
Próbowano odrzucić paradygmaty, często myląc je z dogmatami.
Oczywiście robiono to najczęściej w imię tzw. indywidualnej wolności, niczym nieskrępowanej ekspresji – także w imię nowej wyzwolonej sztuki. Rozbito tym samym dotychczasowy porządek, często jednak nie mając do zaoferowania niczego (konstruktywnego) w zamian.
Burzono skwapliwie i ochoczo, ale z budowaniem czegoś było już gorzej. Analiza wychodziła wszystkim dość łatwo, ale syntezy dokonywano już topornie.
Dlatego, moim zdaniem, wiek XX można nazwać wiekiem dezintegracji.

Skupmy się jednak na sztuce. To, co miało być porywem wolności, często kończyło się jakimś rozwolnieniem, albo – nazywając rzecz mniej elegancko – artystyczną „sraczką” (vide: „Merda d’artisa” Manzoniego i inne skatologiczne wybryki). Skutkiem czego, do dzisiaj tzw. “salony” sztuki współczesnej, galerie i muzea są wypełnione tego rodzaju twórczością.

Wolność “totalna” pozbawiona jakichkolwiek norm, reguł, dyscypliny, zamienia się w chaos. Stąd wynika dezorientacja nie tylko twórców, ale – przede wszystkim – publiczności.

DNO I MALINY

Nie jest dobrze, jeśli do opisania wystawionego “dzieła” w postaci np. gwoździa, nożyczek, dętki czy kibla, trzeba spisywać pięć tomów objaśnień, które często przypominają jakiś pseudo-intelektualny bełkot. Każda bzdura może się w takich warunkach doczekać swojej teorii. Tym sposobem sztuka zostaje wyprowadzona w aksjologiczne maliny.

Nie ma wolności absolutnej i w naszym (ludzkim) świecie jej być nie może. Wolność absolutna to mrzonka idealistycznego umysłu.
Kiedy ktoś (w swoim mniemaniu) funduje sobie “wolność” totalną, staje się niewolnikiem dowolności. Świat pozbawiony paradygmatów staje się miejscem, gdzie nie ma żadnego punktu odniesienia i wszystko wydaje się zawisać w próżni.
Nie ma nawet czegoś takiego jak dno, które przecież też ma swoją wartość i znaczenie (a przydaje się choćby tylko dla orientacji, albo do tego, aby się można było od niego odbić).

NA POCZĄTKU BYŁ ZAKAZ

Z czasem naruszono w sztuce wszelkie możliwe tabu. Już od dawna nie funkcjonują w nieje żadne kryteria moralne, a odrzucenie wszelkich względów estetycznych spowodowało powszechny wysyp śmieci, złomu, obrzydlistwa i szkaradnej tandety, na które często „wpadamy”, odwiedzając najbardziej nawet „prestiżowe” muzea i galerie.
Dobry smak i zdrowy rozsądek to dla większości arbitrów sztuki nowoczesnej pojęcia naiwnej i ograniczonej ramoty, i jako takie w ogóle nie są przez nich brane pod uwagę. Nadużywa się przy tym oskarżeń pod adresem „kołtunerii”, „kruchty” i „zaścianka”, dyskredytując jakikolwiek głos sprzeciwu.

Wszyscy zapominają, że źródłem całej ludzkiej kultury był zakaz. Na początku człowiek powiedział sobie (a może nawet tylko pomyślał) „nie wolno” i tak oto zaczął odchodzić od swojej zwierzęcości, tworząc i rozwijając swoją kulturę, która przecież bez systemu etycznego nie może istnieć. Odrzucenie wszelkich zakazów cofa nas więc do tamtego „dzikiego” punktu wyjścia.

Wolność człowieka, tak naprawdę, nie polega na tym, że może on robić to, co mu się żywnie podoba, ale na tym, że ma on swobodę dokonywania wyboru spośród różnych opcji zachowania, w tym – co jest tu chyba najistotniejsze – swoich własnych ograniczeń, (bo dopiero te ostatnie czynią z niego istotę ludzką, umożliwiając mu przy tym tworzenie kultury i życie wśród innych ludzi).

CZY JESTEŚ FASZYSTĄ?

Ale przecież faszyści…
Oni też naznaczyli to, co jest sztuką „zdegenerowaną”, używając podobnych argumentów o „zdrowiu”, estetycznej „czystości” czy „dobrym smaku”.
A jednak, wobec tych paralel i pozornych (jednak) konotacji, zarzucanie komuś dzisiaj, że krytykując pewne zjawiska we współczesnej sztuce staje się podobny do faszystów, jest nie tylko zniewagą, ale i absurdem. Nie można przecież zapominać o czymś tak oczywistym jak to, że żyjemy obecnie w innym (mimo wszystko) świecie, w innym momencie historycznym, w innych warunkach i układach: i że ani w Polsce, ani w Europie, ani w Ameryce nie istnieje de facto żaden doktrynalny totalitaryzm. Z innej więc pozycji krytykowali sztukę nazistowscy prominenci, z innej pozycji protestują wobec niej dzisiejsi jej krytycy, choć ich argumenty mogą brzmieć – i brzmią – podobnie. Przytaczanie tych podobieństw jest więc swoistym szantażem. To niedopuszczalne, aby stawiać tutaj jakikolwiek znak równości.

Oto jeden z przykładów.
Na otwarciu monachijskiej wystawy „Entartete Kunst” („sztuki zdegenerowanej”), Adolf Ziegler, przewodniczący rady artystycznej Trzeciej Rzeszy powiedział: „Tu, co widzimy tu dookoła, jest monstrualnym wytworem obłędu, bezczelności, niedorzeczności i oczywistej degeneracji. To horror. Po oglądnięciu tego wszystkiego pozostaje w nas jedynie niesmak”.
Dokładnie to samo mogłoby wyrazić wielu z nas po zetknięciu się z niektórymi prezentacjami współczesnego sado-kiczu, obsceny i trafiającej do galerii skatologii.
Czy uczyniłoby to z nas faszystów?
Pan Ziegler, jako osoba prywatna, człowiek o pewnych ustalonych gustach estetycznych i artystycznych preferencjach (o ile takie w ogóle posiadał) miał jak najbardziej prawo do wyrażenia swojej opinii na temat tego rodzaju sztuki, lecz jako człowiek prywatny, a nie z pozycji decydenta i kierownika państwowej instytucji, bo to oznaczało nic innego, jak prawną, oficjalną dyskryminację i ograniczenie swobody artystycznej wypowiedzi przez państwo. Do czego to doprowadziło to wiemy. Wiemy również to, kim się okazali prawdziwi degeneraci.

CENZURA I SŁUSZNOŚĆ

Po strasznych doświadczeniach z XX-wiecznym totalitaryzmem, zdecydowana większość z nas ma awersję do jakiejkolwiek  cenzury. Bowiem, jak pamiętamy, to właśnie za pomocą m.in. cenzury wymuszano na całych społeczeństwach podporządkowanie się „jedynie słusznej” ideologii. Podobnie niebezpiecznie byłoby przyjąć, że istnieje „jedynie słuszna” moralność czy religia, a już katastrofę oznaczałoby prawne tego sankcjonowanie i konstytuowanie. W krajach demokratycznych (zwłaszcza Zachodu) skończyłoby się to niezłym tumultem. Fundamentalizm w społeczeństwach otwartych jest absolutną niemożliwością, choćby już z tego względu, że jest takiego społeczeństwa zaprzeczeniem, wręcz antonimem (akurat tutaj mamy do czynienia z sytuacją albo-albo).

Podobnie jest z kanonami w kulturze i sztuce. Nie są one – i nie mogą być, aby sztuka mogła się rozwijać – sztywne. Przemianę konwencji wymusza tutaj zmieniający się świat, i działają chyba przy tym siły od woli pojedynczych ludzi niezależne.

MAŁA I WIELKA APOKALIPSA

Jednak, trudno tego nie przyznać, że muszą istnieć jakieś granice estetyczne, a tym bardziej etyczne, aby człowiek w ogóle był zdolny do funkcjonowania w społeczeństwie. Każdy z nas musi się godzić na pewnego rodzaju cenzurę, każdy z nas nosi też pewną autocenzurę w sobie. Zaprzeczanie temu byłoby hipokryzją, choć o hipokryzję najczęściej oskarża się tych, co stoją na przeciwnych do liberałów pozycjach (czyli tzw. „obrońców moralności”).

Swoista cenzura istnieje więc wszędzie, nawet jeśli nie jest zinstytucjonalizowana.
Człowiek podlega pewnym normom, (które nota bene są przez niego samego ustalane) – każdy system etyczny jest więc czymś w rodzaju umowy społecznej, bez której społeczeństwo nie mogłoby funkcjonować. Mówiąc wprost: bez norm, nakazów i zakazów nie da się w społeczeństwie żyć. Jest to oczywistością, z którą muszą się zgodzić nawet najbardziej liberalnie nastawieni obrońcy wszelkich swobód (o anarchistach nie wspominam, bo nie zajmujemy się tu utopiami ani skłonnościami do totalnej rozpierduchy państwa, ani społeczeństwa.)

Można więc powtórzyć jeszcze raz: w życiu, a tym samym i w kulturze, wolność totalna nie istnieje (bo istnieć nie może). Przyzwolenie absolutne oznaczałoby nasz cywilizacyjny koniec – a ta nasza mała apokalipsa zamieniła by się rychło w apokalipsę wielką, w eschatologiczny finał o wymiarze zgoła biblijnym.

A może niektórym o to chodzi?

BEZ DEKRETÓW

Napisawszy to wszystko (o konieczności istnienia pewnych etycznych norm i reguł społecznego zachowania), muszę wyraźnie podkreślić to, że jestem przeciwny urzędowej cenzurze, a zwłaszcza stosowaniu policyjnych metod w „porządkowaniu” tego, co dzieje się w kulturze. Artysta sam powinien mieć w sobie tyle uczciwości i zwykłej ludzkiej przyzwoitości, by cenzurować się sam. Także mądrość tutaj byłaby nie do pogardzenia.
Wolność słowa uznaję za wartość bardzo wysoką, doceniam również swobodę artystycznej wypowiedzi. I pocieszam się, że być może ten ekstremalny margines kultury nie stanie się jej głównym nurtem, a sztuka – nie tylko ta tradycyjna, ale i współczesna, poszukująca – pozostanie odkrywcza, mądra i naprawdę ciekawa.

Może więc, gwoli jasności, powtórzę raz jeszcze: nie jestem zwolennikiem stosowania w muzeach czy galeriach metod policyjnych – takich jak np. usuwanie siłą eksponatów, które obrażają (lub mogą obrazić) „uczucia religijne” pewnych osób; tych, które szokują, albo też budzą wstręt i odrazę (jedynymi restrykcjami, jakie powinny obowiązywać to te, które biorą pod uwagę ochronę dzieci).

Moja niechęć do pewnych aspektów sztuki współczesnej oparta jest bardziej na przesłankach estetycznych, niż etycznych, to raczej sprawa gustu, niż moralności – pewne wytwory tej sztuki bardziej mnie zniesmaczają, niż gorszą; bardziej widzę ich pustkę i jałowość, niż czuję zatrute treści… etc.

Nie w głowie mi żądanie wydawania jakichś państwowych dekretów, wielkich cenzorskich regulacji, protesty pełne świętego oburzenia (z powodu domniemanego „szargania świętości”); tudzież odwalanie głazów (z kukły przedstawiającej papieża), albo też rzucanie się z szablą na obrazki (bo akurat komuś się uroiło, że są jego obrazą).
Po co miałbym się wygłupiać bardziej, niż sami twórcy, którzy się wygłupili kreując swoje „dzieło”?

O ŚWIĘTYCH KROWACH, BŁAZNACH I DEMONACH

No i na koniec chciałbym jeszcze nawiązać bezpośrednio do tego, co napisała Defendo (szkoda, że już nie może mi ona odpowiedzieć… w żadnym ze znanych mi języków).
A Defendo stwierdziła: „Artyście wolno”.
Ale co wolno? I czy jednak artyście wolno wszystko?
Mam nadzieję, że powyższa rozprawka rzuca choć odrobinę światła na tę zawiłą przecież kwestię.

Kiedy Defendo zamieściła swój komentarz (pod wpisem „Ukrzyżowana żaba” na blogu „Brain Graffiti”), odpisałem jej mniej więcej tak: „według mnie, fakt przyznania artyście prawa do swobody ekspresji wcale nie musi oznaczać, że takiego artysty nie można krytykować. Nie należy z niego robić „świętej krowy”.
Zresztą, kogo możemy nazwać artystą a kogo nie? To nie jest takie oczywiste. Moim zdaniem, muszą istnieć jakieś kryteria, aby można było uznać kogoś za artystę. (…) Jeśli jednak mówimy już o wolności wypowiedzi, to także musimy przyznać innym ludziom prawo do wygłoszenia własnej opinii na temat sztuki, z którą się stykają, albo którą im się wpycha… niekiedy na siłę.”

To wymaga jednak uzupełnienia.
Artysta (nie wdając się tu w skomplikowane dywagację, kogo można nazwać „artystą”), bywa jednak często takim „rzadkim ptakiem”, a tym samym warto mu chyba przyznać coś w rodzaju statusu „świętej krowy”, której „wolno więcej” (ale na którą można się np. wkurzać, kiedy stoi na skrzyżowaniu). Zwykle jest to człowiek o dużej wrażliwości i oryginalnym spojrzeniu na świat – dostrzegający (i zwracający nam uwagę) na rzeczy, których nie dostrzegają „zwykli śmiertelnicy”.

Krytykując sztukę współczesną, czy też pewne zachowania artystów, dobrze jest też widzieć wszystko we właściwych proporcjach. I zdawać sobie sprawę, kto tak naprawdę stanowi dla nas – i dla naszej kultury – zagrożenie. Myślę, że na rzeczy będzie, jeśli przytoczę tutaj fragment mojego wpisu pt. „Błazny i demony”:

„Jedno wydaje się być pewne: do społecznych katastrof nie prowadzą występki bohemy, dziwactwa artystów, wybryki odmieńców, wygłupy błaznów, sztuczki kuglarzy, rozwiązłość erotomanów, wrzaskliwość rockmanów, eksperymenty pacykarzy, dziwaczne instalacje pseudo-artystów, ani jakieś tam świntuszenia. Nie ta osobliwa i w sumie niegroźna w skali społecznej menażeria będzie odpowiedzialna za następne holocausty, (do których oby nie doszło).

Cała demoniczność tego niebezpieczeństwa polega na tym, że kryje się ono w gabinetach skądinąd ułożonych, ustawionych, zasadniczych i z pozoru nawet przyzwoitych gości w czystych koszulach, pod krawatem i w garniturach, ewentualnie w mundurach. Politycy z chorymi ambicjami, zakadzeni ideologią, pozbawieni skrupułów, przedkładający własny, albo zgoła abstrakcyjny interes ponad dobro indywidualnego człowieka z krwi i kości; święcie przekonani, że jedynie machiawelizm może zapewnić im skuteczność.
Pod tym względem bardziej groźny jest amoralizm polityczny niż obyczajowy.
Przy współczesnych zagrożeniach globalnych, stary dobry dekalog zaczyna przypominać jakiś przykurzony eksponat z lamusa. Kto dziś zagląda do wytartych kamiennych tablic, mając przed sobą lśniący ekran nowoczesnego komputera z wykazem giełdowych drgań, skaczących kursów walut, krzywych wzrostu i perspektyw zysku  – całą tę domenę globalnych korporacji, megalomańskich imperiów, szemranych konsorcjów, aroganckich bankierów i wirtualnych a nieludzkich sił?”

*  *  *

Tracy Emin, „Moje łóżko” (Galeria Saatchie)

Reklamy

komentarze 24 to “CO WOLNO ARTYŚCIE?”

  1. marta Says:

    Jezeli dzielo artystyczne nie powstalo na zamowienie, odpowiedzialnosc artysty za dzielo jest indywidualne, zgoda. Nie znam artysty, ktory wypiera sie pozniej swojego dziela (Bunksy sie nie wypiera ale sie nie ujawnia, a to jest zupelnie inna konotacja). Nie mozemy dzisiaj mowic o zaistnieniu artystycznym bez powiazania z mediami i z czynnikami zajmujacymi sie dystrybucja dziel. Miliony dziel artystow jest i pozostanie nieznanych tylko dlatego, ze nikt ich nie wylansowal, nikt nie zaprosil na wystawe, nikt nie „przekleil” zdjecia. Mialam mozliwosc obejrzenia dziel artystow, ktorzy w poprzek pradom promujacym sztuke skrzykneli sie w grupe i sami organizuja wystawy. jest to jakies wyjscie, ale…. to nie jest tak, ze decydenci obrotu sztuka sa tlumokami bez szacunku dla estetyki. Z moich doswiadczen wynika, ze mniesjze zlo jest wtedy gdy ludzie zajmujacy sie zawodowo lansowaniem sztuki sie gubia niz artysci sami decyduja sie wylansowac.
    Akceptacja sztuki wspolczesnej zawsze byla trudna bez wzgledu jaka epoke wezmiemy pod uwage. To nic nowego oburzanie sie, kpiny itd To raczej nalezy do obowiazkowego folkloru.
    W dyskusji co wolno artyscie przenioslabym punkt ciezkosci na – co wolno galeriom sztuki, co wolno czasopismom zamieszczajacym artykuly o sztuce i na koncu – co wolno ludziom pisujacym o sztuce…
    Czy wolno i jakim prawem pisac o sztuce „Nie jest dobrze, jeśli do opisania wystawionego “dzieła” w postaci np. gwoździa, nożyczek, dętki czy kibla, trzeba spisywać pięć tomów objaśnień, które często przypominają jakiś pseudo-intelektualny bełkot. Każda bzdura może się w takich warunkach doczekać swojej teorii. Tym sposobem sztuka zostaje wyprowadzona w aksjologiczne maliny.”
    Jezeli ma pan pelne prawo do pisania tego typu „prawd” jakim prawem odmawia Pan prawo istneinia tego typu dzielom?
    Tolerancja zaczyna sie wtedy, gdy zaistnieje zjawisko pt Rozumienie obcego.
    Jakze jednak ludzie moga chociaz tolerowac sztuke, jezeli odmawiaja wysluchania wyjasnien… jakze pokochac ?
    Apel o cenzurowaniu sie artysty? To strzal w piete maratonczyka, to apel o zbiorowe samobojstwo artystow. Tylko przekraczanie granic pozwala na ich umiejscowienie. To smutne i wrecz tragiczne co Pan pisze…. i w ogole dlaczego Pan pisze o sztuce wspolczesnej, skoro nie rozumie jej Pan i odmawia rozumienia….? Czy nie lepiej byloby pisanie o sztuce do konca XIX wieku lub ostatecznie do konca pierwszej polowy XX wieku? dla ogolnej przyjemnosci.

    Pragne zaznaczyc, ze przegladajac prase w dniach nastepujacych po smierci Cézanne’a mozemy przeczytac informacje, ze byl „wulgarnym artysta”, ze „mial talent niekompletny”, itd itd … Piszacy te slowa mieli pelne prawo do pisania co im sie podoba? Dobrze. Jakim prawem artysta nie moze tworzyc dziel jakie mu sie podobaja? Skoro uznajemy wolnosc slowa, dlaczego mialby istniec brak wolnosci tworzenia? Reasumujac. Artyscie wolno wszystko.

    • Logos Amicus Says:

      „…to nie jest tak, ze decydenci obrotu sztuka są tłumokami bez szacunku dla estetyk”

      Nie, to nie są tłumoki. To są najczęściej bardzo wyrachowani ludzie – jak to z handlarzami bywa.

      Moje prawo do pisania krytycznie o sztuce trudno zestawić z prawem artysty do czynienia czegokolwiek – zwłaszcza jeśli artysta przekracza granice tak, że jest to szokiem dla ludzi (już nie piszę o łamaniu prawa, znęcaniu się nad zwierzętami, publicznym okaleczaniu własnego ciała, czy też (również publicznej) defekacji… etc.

      Tolerancja ma swoje granice. To nic nie ma wspólnego z „rozumieniem obcego”.

      Uważasz, że jeśli piszę o tym, że każdy człowiek (w tym i artysta) musi siebie samego niejako „cenzurować”, czyli powściągać np. przed tym, by nie ranić innych, by nie być wulgarnym, nienawistnym, wrogim, by nie robić ewidentnych głupot… – to jest to „smutne i wręcz tragiczne”?

      Piszesz wreszcie na koniec: „artyście wolno wszystko”.

      Naprawdę? A co jeśli przyjdzie mu do głowy (w ramach artystycznej ekspresji) ciebie zranić albo nawet pozbawić życia?

      A tak ogólnie – mam wrażenie Marto, że nie rozumiesz (nie chcesz zrozumieć?) tego, co ja piszę.

      Pozdrawiam

  2. Onibe Says:

    dobrze piszesz, jako zwykle

    burzenie norm stało się normą i celem samym w sobie. Czasami słucham wywiadów z artystami (bądź je czytam) i aż przeraża mnie, jak często ci tfurcy za cel nadrzędny uznają prowokację. Czy ja przespałem trzecią wojnę światową? Czemu prowokacja stała się celem ostatecznym?

    prowokację i dekonstrukcję uznaje się za cel uświęcający wszelkie środki. A jak to wygląda w praktyce? Cóż… coraz częściej sprowadza się do myślenia: tej ściany jeszcze nie obsikaliśmy, zróbmy to w imię sztuki. Efekt jest taki, że sztuka tanieje, staje się gigantycznym skrótem myślowym, pustą rurą na ścieki. Mówisz artysta, myślisz: frajer, który chce za minimum wkładu wykroić sobie maksimum tortu.

    tak jak napisałeś: w sztuce nie ma już norm, tabu i granic. Ale prowokacja i obalanie norm nadal jest standardem. Pytanie: co do cholery jest jeszcze obalane, z czym walczą artyści, skoro wokół już tylko bezkresny ocean szamba? Moim zdaniem sztuka już sobie wywalczyła wolność bezwzględną, ze szkodą dla samej siebie.

    czemu służy sztuka? Kim są ludzie, którzy aby cos poczuć potrzebuję dotknąć puszki z gównem artysty? Albo powąchać jego mocz? Co się dzieje z odbiorcami sztuki, którzy są w stanie usprawiedliwić każdy wyczyn artystów? Czemu nie wypada już mieć jakichkolwiek wymagań wobec sztuki? Czemu sztuka sama w sobie nie ma żadnej realnej wartości a jedynie bazuje na wirtualnej nadbudowie?

    i jeszcze jedno: skoro fekalia są obecnie standardem i nadal staramy się usilnie przekonać sami siebie, że sztuka nie może stać w miejscu, to gdzie dojdzie za dwie dekady? Wyścig niesmaku musi dojść do swojej mety. Nie ma na świecie nieograniczonej ilości zakazów i tabu…

    mam trochę do czynienia ze sztuką fotograficzną (nie piszę o swoich marnych wypocinach). Zauważyłem ileś lat wstecz dziwną prawidłowość: grupa ludzi, którym nie chciało się uczyć fotografii stwierdziła, że pójdzie na skróty. Zaczęli promować zdjęcia absolutnie przypadkowe jako sztukę. Nałożyło się to na zbieżny – acz zupełnie odmienny – trend w fotografii „wyższej”: powrót do prymitywizmu, uwielbienie pinholi, prześwietlonych analogów itd. Drugi trend wynikał ze sprzeciwu wobec cyfrowej dominacji, opierał się na poszukiwaniu niepowtarzalności (matryca jest zbyt uporządkowana aby zapewnić analogową nieoznaczoność). Kto się interesuje fotografią odróżni oba nurty i pierwszy wyśmieje, ale dotyczy to bardzo niewielkiego grona ludzi. Odbiorcy łyknęli wszystko. Pozbawieni przygotowania, doswiadczenia a nawet estetyki (wiem co mówię, naprawdę) po prostu wrzucili estetykę analogową i pinholową do jednego worka z nieudanymi, nieprzemyślanymi i pozbawionymi sensu zdjęciami.

    Czemu służy mój powyższy tekst? Nie znając się na innych dziedzinach sztuki zastanawiam się, na ile te wszystkie „artystyczne” dzieła są efektem istnienia podobnego, zbieżnego trendu podwójnego? Jaka część szokujących instalacji wynika ze świadomego działania dobrze przygotowanych merytorycznie twórców, a jaka jest efektem maksymalnego pójścia po bandzie niedouczonego narybku, wychowanego na sitcomach i nauczonych, że lud łyknie wszystko, byle nazwać to sztuką?

    • Logos Amicus Says:

      Bardzo ciekawy i… trafiony nie tylko merytorycznie, ale i emocjonalnie komentarz:

      „Moim zdaniem sztuka już sobie wywalczyła wolność bezwzględną, ze szkodą dla samej siebie.

      Czemu służy sztuka? Kim są ludzie, którzy aby coś poczuć potrzebuję dotknąć puszki z gównem artysty? Albo powąchać jego mocz? Co się dzieje z odbiorcami sztuki, którzy są w stanie usprawiedliwić każdy wyczyn artystów? Czemu nie wypada już mieć jakichkolwiek wymagań wobec sztuki? Czemu sztuka sama w sobie nie ma żadnej realnej wartości a jedynie bazuje na wirtualnej nadbudowie?”

      To jest ten aspekt sztuki współczesnej, który i mnie uwiera.

      Piszesz też: „…grupa ludzi, którym nie chciało się uczyć fotografii stwierdziła, że pójdzie na skróty.”
      Ja odnoszę podobne wrażenie, kiedy się przyglądam twórczości wielu artystów współczesnych: oni idą na skróty. Nie chce im się (nie są zdolni?) np. doskonalić własny warsztat, poszukiwać ciągle nowych form ekspresji, poszukiwać wartości, które także mogłyby być cenne dla innych ludzi, więc… wpadają na „pomysł” – no i mamy sztukę „konceptualną”.

  3. marta Says:

    Mam wrazenie, ze znajduje sie w gronie ludzi, ktorzy z namaszczeniem ubieraja zimowa pora choinke i jedynym problemem jest czy prawdziwa czy sztuczna.

  4. jula Says:

    Wygląda na to,że artysta może wszystko (pod jednym warunkiem ), musi mieć głośne nazwisko i niekoniecznie mieć talent !….
    W końcu wychodzi na to, że obecnie artysta = celebryta ? …

  5. Kartka z podróży Says:

    Logosie, piętnujesz artystów a ja się zastanawiam czy to naprawdę ich wina. Cóż Ci artyści mają tworzyć ambitnego czy pięknego skoro na tym naszym świecie nie żadnych, nośnych artystycznie czy społecznie, inspirujących idei? Ostatnim prądem intelektualnym który wstrząsnął sztuką była kontrkultura a działo się to 50 lat temu. A później bryndza, jałowość, otępienie… . Bo przecież kontrkultura się wypaliła. A raczej ją oswojono udupiając. Przecież cykl, który ostatnio czytam u Ciebie o rozmaitych hochsztaplerach artystycznych to właśnie udupienie kontrkultury. Tak oswojona wolność dla dobrze wychowanych dziewcząt i chłopców – gówno w opakowaniu. I nic nowego, inspirującego przez 50 lat nie wymyślono. Nie zdarzyło się nic takiego co by pobudziło intelektualnie czy artystycznie ludzi. No to co ci biedni artyści mają tworzyć? Każdy orze jak może…
    Pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Logosie, piętnujesz artystów a ja się zastanawiam czy to naprawdę ich wina…

      Skad Ci to przyszlo Kartko do glowy, ze ja pietnuje artystow? Ktory fragment moich ostatnich wpisow na to wskazuje?
      Nikogo nie pietnuje. Po prostu zastanawiam sie, jak do tego doszlo, ze w muzeach i galeriach w ciagu ostatnich kilkudziesieciu lat, pojawil sie zlom, smieci, a nawet gowno… i w jaki sposob mozliwe stalo sie to, ze uznano to za sztuke, a produkujacych te bzdety cwaniakow, cynikow i ludzi majacych poprzewracane w glowie, uznano za artystow?
      Dlaczego ktos stajac przed plotnem, na ktorym nic nie widac, albo widac jakas kropke czy inne mazniecie zachwyca sie Mistrzem, ktory to genialne Dzelo splodzil – pozostajac przy tym doskonale obojetnym np. wobec dawnych mistrzow malarstwa, jak chocby Rembrandt, Mantegna czy El Greco…
      Jak to mozliwe, ze takiego kpiarza handlarza reprodukcjami jak Warhol uznaje sie za najwybitniejszego (obok Picassa) tworce (artyste) XX wieku a zwykły sedes znaleziony w rupieciarni i zaniesiony go galerii uznano za „najważniejsze dzieło sztuki XX wieku”.
      etc…

      Piszesz takze – Cóż Ci artyści mają tworzyć ambitnego czy pięknego skoro na tym naszym świecie nie ma żadnych, nośnych artystycznie czy społecznie, inspirujących idei?

      Nie moge sie rowniez zgodzic z tym, ze na tym naszym swiecie nie ma zadnych nosnych artystycznie czy spolecznie, inspirujacych idei (ale to temat na dluzsza dyskusje, na ktora teraz nie za bardzo sobie moge pozwolic bo nadal jestem odciety od sieci).

      Pozdrawiam

      • Kartka z podróży Says:

        Logosie, słowa „piętnujesz” użyłem trochę na wyrost. Powiedziałbym „natrząsasz się” z nich.
        Masz rację, że temat idei wymaga odrębnej dyskusji. Już się na nią cieszę.
        Miłej wędrówki, bo sądząc po kłopotach z dostępem, jesteś w podróży. Też cieszę się na relację
        Pozdrawiam

        • Logos Amicus Says:

          Tak, „natrząsam się” to chyba lepsze słowo ;)

          PS. Wróciłem już na domowe „pielesze”, ale nie wiem jeszcze co będzie z „relacją” i kiedy ona się pojawi.
          (Zresztą: czy ja ze wszystkiego muszę składać relację?)

  6. Laudate44 Says:

    Zgodzę się z Tobą Logosie bez zastrzeżeń. Tyle tylko, że arbitralna racja zawarta w zdaniu „wolność w sztuce jest zgubna dla samej sztuki” nie musi być oczywista dla samych artystów. Niektórzy tego po prostu nie kumaja i wolą poparzyc sobie rączki a potem popłakać, że boli i że „nikt ich nie rozumie”. Oni zresztą nie są jednorodną masą, bo prócz twórców wybitnych (wciąż wierzę, ze tacy są!) funkcjonują hochsztaplerzy. A kto jest kim – to już kwestia indywidualnej oceny.
    Obawiam się też, czy spoglądanie na sztukę współczesną głównie przez pryzmat prac hochsztaplerów nie zamazuje całego jej obrazu. Śmiem zapytać, czy na pewno cała obecna sztuka to efekt kombinowania, udawactwa i bezczelnego wykorzystywania zagubienia-niewiedzy-łatwowierności potencjalnej publiki?
    Żaba na krzyżu albo słoik z uryną nie mogą przesłaniac całej artystycznej działalności naszych czasów. O tym, że chodzenie drogą na skróty może być niebezpieczne i zubażające nas samych uświadomił mi artykuł dotyczący całkiem innego, lecz fascynującego, zagadnienia. Oto cytat:

    „Nad estetyką ogrodów działkowych znęcać się jest nadzwyczaj łatwo. Że ocierają się o kicz, a nawet że zanurzone w kiczu, że bezguście, że Nikifor to przy nich Picasso. Ale można też inaczej. Jak wspomniany już Jan Bujnowski, który pisał: „spojrzenie na »sztukę sąsiadów« z perspektywy sztuki współczesnej mogłoby sprawić, że np. patyki i sznurki przeznaczone do podwieszania pomidorów, otulane papierkami drzewka czy firanka rozciągnięta nad poletkami dla ochrony przed ptakami po zainstalowaniu w galeriach zaczęłyby działać jak obiekty rzeźbiarskie”. Święta prawda.” (Piotr Sarzyński – Polityka.pl)

    • Logos Amicus Says:

      Szukam u siebie tego zdania: „wolność w sztuce jest zgubna dla samej sztuki” i jakoś nie mogę go znaleźć? Może mi pomożesz Laudate? Czy ja rzeczywiście coś takiego napisałem? ;)
      Ale, moim zdaniem, narzeczy byłoby napisać coś takiego: dowolność w sztuce jest zgubna dla samej sztuki.

      Ja także wierzę wo to, że oprócz „hochsztaplerów” i tych idących „na skróty” są w sztuce współczesnej twórcy wybitni, prawdziwi artyści, wnoszący do naszego świata godne uwagi treści, wzbogacające nas, pomagające zrozumieć to co się wokół nas dzieje i co nas otacza, pomagające po prostu żyć i znosić tę naszą nieszczęsną (chyba jednak) condition humaine ;)

      Nie chciałbym, aby „spoglądanie na sztukę współczesną głównie przez pryzmat prac hochsztaplerów” zamazało cały jej obraz. Bo sztuka współczesna jest pojęciem tak szerokim, że obejmuje także to, co jest w niej wartościowe, naprawdę ciekawe, a nawet piękne.
      Ja w swoich ostatnich tekstach skupiłem się jedynie na tych aspektach sztuki współczesnej, których za bardzo nie aprobuję, które mi się po prostu nie podobają. Zdaję sobie sprawę, że jest to „skupienie” cokolwiek negatywne, dlatego w przyszłości – aby oddać sztuce sprawiedliwość – chciałbym się zająć czymś bardziej radosnym, czy choćby tylko przyjemnym :)

      Pozdrawiam

  7. Ewa Says:

    Gdybym umiała formułować myśli tak jak „Logos” – napisałabym tak samo. Jeśli choć trochę uwagi poświęcimy tekstowi, święte oburzenie np. „marty” robi się zabawne. Każda przestrzeń naszego społecznego życia jest, może i powinna postrzegana być wielorako – obrażanie się nic nie zmieni a na pewno nie pomoże. Jeśli domagamy się przestrzeni dla swojego postrzegania rzeczywistości, dajmy też przestrzeń innym. A ‚stare dobre 10 przykazań’, rozsądek i dobry smak – nie ucierpią.
    Miły L.A. – jak na pobyt w miejscu bezsieciowym świetnie sobie radzisz. To video z Pamplony – przezabawne. Wszystkie hity ‚razem’. I to też jest sztuka. Pozdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      Szkoda mi trochę tej Marty. Niepotrzebnie tylko się dziewczyna zdenerwowała. Pewnie odniosła wrażenie, że ja krytykując pewne aspekty sztuki współczesnej, krytykuję całą sztukę, (którą ona tak „kocha”).
      Pewnie trudno jej byłoby przy tym uwierzyć, że ja też sztukę „kocham” :)

      Dziękuje Pani Ewo za dobre słowo.

  8. Marcus Says:

    Taka sobie rozmowa z panią Andą Rottenberg o artystach:

    http://mariuz666.wrzuta.pl/film/18GuotjPsnt/wolnosc_artystyczna_i_jej_granice

    Pozdrawiam

  9. Torlin Says:

    Wybacz Logosie, ale mam wrażenie, jakbym już na ten temat rozmawiał wielokrotnie, i to na tym blogu również. Czuję się lekko tą tematyką wypalony.

    • Logos Amicus Says:

      Torlinie, ja czuję Twoje „wypalenie” nie tylko tą tematyką. (Czy nie mam racji?)
      Naprwadę uważasz, że zagadnieniem wolności człowieka (w tym i artysty) można się znużyć?

      Ale rzeczywiście, jeśli chodzi o samo roztrząsanie tych wybryków w sztuce współczesnej, to można się tym znużyć. Mam teraz wątpliwości, czy temat ten wart jest na dłuższą metę naszej uwagi? Chyba jednak nie. Na pewno, jeśli kiedyś napiszę coś o sztuce współczesnej, to będzie to o czymś, co mi się spodoba i co uznam za wartościowe.
      Bardziej zwrócę uwagę na to, co ludzi raczej łączy, a nie dzieli.

      A tymczasem… powiedziałem to co miałem do powiedzenia, uporządkowałem sobie przy tym nieco własne myśli, usłyszałem kilka ciekawych spostrzeżeń od komentatorów…
      Na razie to powinno wystarczyć.

  10. W BOŻYCH ŻARNACH (O filmie Lecha Majewskiego „Młyn i krzyż”) « WIZJA LOKALNA Says:

    […] nad upadkiem sztuki współczesnej, tym bardziej, że zrobiłem to niedawno m.in. tutaj, tutaj i tutaj. Może więc tylko przypomnę o tym, jak wielkim przeżyciem może być dla nas obcowanie z […]

  11. NAJDROŻSZA FOTOGRAFIA ŚWIATA | WIZJA LOKALNA Says:

    […] wpisy: „ZACHWYT NAD BEZSENSEM”, „DEFAECO ERGO SUM”, „CO WOLNO ARTYŚCIE”, „KONCEPT W SZTUCE […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s