OBRAŻALSKIE UCZUCIA albo o smaku (i sensie) prowokacji

Scena w The Brooklyn Museum of Art. Zgorszony widz wystawy 'SENSATION" zamalowuje białą farbą pracę Ofili'ego "The Holy Virgin Mary", do stworzenia której artysta użył m.in. zwierzęcych odchodów. Kardynał Nowego Jorku John O'Connor uznał obraz za atak na katolicką religię.

SKATOLOGII CIĄG DALSZY

Największa awantura kulturalna (jeśli w ogóle jakaś awantura może być kulturalna) końca ubiegłego wieku miała miejsce we wrześniu 1999 roku w Nowym Jorku. Brooklinskie Muzeum sztuki wystawiło kolekcję marszanda Saatchi’ego złożoną z dzieł młodych brytyjskich artystów. Kolekcja nazywała się „SENSATION”.
I rzeczywiście, jak stwierdzili jej bywalcy, obcując z tą sztuką można było doświadczyć „sensacji”… głównie żołądkowych. W salonach szacownego Muzeum czekały bowiem na zwiedzających m.in.: rozkładająca się głowa zjadana przez żerujące na niej muchy i robaki, przecięta na połowę świnia z wywalonymi na zewnątrz wnętrznościami, głowa mężczyzny uformowana z  zamrożonej krwi autora, zamarynowany rekin… etc. Lecz największy szok wywołał portret podpisany jako „The Holy Virgin Mary” i udekorowany… wycinkami z pornograficznych gazet i łajnem słonia.

Wybuchł skandal, który wkrótce przerodził się w otwartą wojnę między dyrekcją Muzeum a władzami miasta Nowy Jork z burmistrzem Rudolpho Gulianim na czele. Wstrzymał on wynoszącą 7 mln. dolarów – dotację dla brooklynskiej placówki i polecił zamknąć wystawę. Sprawa trafiła do sądu federalnego, który rozstrzygnął ją na korzyść Muzeum, powołując się na pierwszą poprawką do konstytucji dotyczącą wolności wypowiedzi. W werdykcie napisano, że władze miejskie muszą finansować Muzeum „nawet gdy wystawia on przedmioty (czyimś zdaniem) obsceniczne, obrażające uczucia religijne, nacechowane agresją, chore, obrzydliwe i pełne nienawiści”.
W ankiecie CNN zwolennicy i przeciwnicy obu stron podzielili się równo fifty-fifty.

Podczas kazania w Katedrze Św. Patryka na Manhattanie, kardynał Nowego Jorku John O’Connor powiedział: „Jestem zasmucony tym co wydaje się być atakiem nie tylko na naszą Błogosławioną Matkę… ale można zapytać, czy nie jest to atak na naszą religię i w szczególny sposób na Kościół katolicki”. Głos zabrała także Hilary Clinton, nie aprobująca posunięć burmistrza: „Jest to niewłaściwe, by karać taką instytucję, jak Muzeum Brooklynskie”; co Guliani skomentował w słowach: „Cóż, w takim razie ona się zgadza, by używać publicznych funduszy do ataków na religię katolicką”.

Nazajutrz po tych wystąpieniach, do sal wystawowych ruszyły tłumy. Pierwszego dnia sprzedano ponad 9 tys. biletów po 10 dolarów każdy. W 175-letniej historii Muzeum padł frekwencyjny rekord. Ktoś jednak zasugerował, by do każdej wejściówki dołączyć torebkę na wypadek wymiotów, podobną do tych, jakie dostają pasażerowie w samolotach.

Skutek potępień był taki, że na pniu wykupiono wszystkie dostępne – wykonane podobną techniką – obrazy autora, płacąc za każdy z nich po 45 tys. dolarów. Dla Chrisa Ofili’ego, czarnoskórego Brytyjczyka, którego najsłynniejszym dotychczas obrazem było dzieło zatytułowane „The Adoration of Captain Shit”, burza ta i kondemnacja okazały się żyłą złota. A wszystko zaczęło się podobno w Zimbabwe, gdzie artystę zainspirował robiący kupę słoń. Tam też zaopatrzył się on po raz pierwszy w materiał „malarski”, który następnie uzupełniał w londyńskim zoo.
Groteskę tę ubarwił dodatkowo pewien 72-letni pan, który przemycił na wystawę białą farbę, a następnie rozsmarował ją gołymi rękami na obrazie (action painting?) Natychmiast powstał problem, który z restauratorów będzie w stanie oczyścić… gówno z farby.

Jakie są granice protestu? Obrażony Daniel Olbrychski w Zachęcie tnie szablą wizerunki znanych aktorów przebranych w nazistowskie mundury.

BURZE W ZACHĘCIE

Również warszawska Zachęta przeżywała swego czasu burzę po burzy. Pierwszą wywołał Daniel Olbrychski rzucając się z szablą (Kmicica) na portret przedstawiający go w hitlerowskim mundurze, a pokazany na wystawie „Naziści”. Druga to skutek umieszczenia w galerii figury Jana Pawła II przywalonej meteorytem i reakcji jednego z polskich posłów, który eksponat częściowo rozmontował.

Na pytanie: „kto się w Zachęcie wygłupił?” odpowiedziałbym: wszyscy – zarówno autorzy, jak i protestujący w ten (dość histeryczny) sposób panowie. I chyba jednak Olbrychski z posłem bardziej.
Argumenty Olbrychskiego są wg mnie niepoważne i zgoła sztubackie, zaś Wojciech Tomczyk powinien działać tam, gdzie jego miejsce, czyli w Sejmie. Obaj zdecydowali się na „obronę” pewnych wartości stosując metodę trącącą groteską i chuligaństwem.
W  moim pojęciu „Naziści” byli dość niewinną zabawą z powszechną jednak, choć nie do końca uświadomioną, fascynacją niemieckim mundurem, którą – głównie wśród powojennych pokoleń – rozbudziła kultura masowa, zwłaszcza fikcja kina. Z kolei pomysł włoskiego artysty Maurizia Cattelana raził bardziej niedorzecznością, niż bluźnierstwem przeciwko Papieżowi, i jeśli już kogoś ośmieszał, to swojego autora.
Olbrychski i Tomczyk, chcąc zaprotestować wobec domniemanym przez siebie obrazoburcom, popełnili błąd kardynalny: dali się sprowokować, poświadczając (i uwiarygodniając niejako) swym ostentacyjnym zachowaniem rangę i trafność prowokacji, wyprowadzając ją przy okazji na szersze wody.

UKRZYŻOWANA ŻABA

Swoją hecę z „obrazą uczuć religijnych” mieli także parę lat temu Włosi, kiedy to Museion Museum w Bolzano wystawiło dzieło nieżyjącego już artysty niemieckiego Martina Kippenberga pt. „Zuerst die Fuesse” przedstawiające rozpiętą na krzyżu półtorametrową, pomalowaną na zielono drewnianą żabę z wystawionym językiem, która w jednej ręce trzymała kufel do piwa, zaś w drugiej jajko.

O dziele Martina Kippenberga pt. "Zuerst die Fuesse" wypowiadał się sam papież Benedykt XVI, a szef lokalnych władz strajkiem głodowym domagał się usunięcia żaby z muzeum.

Wśród włoskich katolików zawrzało, nie obyło się nawet bez strajku głodowego przewodniczącego lokalnych władz, który w  ten sposób domagał się usunięcia żaby z muzeum. Głos w tej sprawie zabrał nawet sam Papież Benedykt XVI stwierdzając: „krzyż jest symbolem miłości bożej i naszego odkupienia” i dlatego praca ta „obraża uczucia religijne wielu ludzi”, (dla których właśnie krzyż jest takim symbolem.)

Cóż, pomyślałem wtedy, że jeśli tak bardzo owi Chrześcijanie się oburzyli i poczuli śmiertelnie wręcz obrażeni, to symbol krzyża mogą rozumieć dość infantylnie i raczej płytko, bo kojarzą go (utożsamiają niejako) z dwiema deskami z drewna, zbitymi przez człowieka, który umieścił na nich wyrzeźbioną przez siebie żabę. I tyle… I przez to ma się rozwiać prawdziwa istota symbolu krzyża, który konstytuował przestrzeń religijną Chrześcijaństwa przez dwa tysiące lat?! Dlaczego tak trudno było dostrzec to, że jest to po prostu absurdalne?
Jeśli czyjaś wiara zachwieje się na widok wyrzeźbionej z drewna i pomalowanej na zielono żaby na krzyżu, to co to za wiara?
Konkludując: czy nie byłoby lepiej gdyby papież zignorował po prostu ów pseudo-artystyczny wybryk (nazywam to wybrykiem, bo moim zdaniem żaba ta większej wartości artystycznej nie ma) – a nie wypowiadał się o nim, na dodatek w tak inkwizytorskim tonie? Czyniąc coś podobnego, można jedynie nadwyrężać i podkopać swój autorytet (tym bardziej, że muzeum w Bolzano polecenia papieża nie usłuchało i żaba wisiała sobie dalej).

PROWOKACJA – PO CO?

Reakcja na prowokację przede wszystkim ją uwiarygodnia, z czego nie zdają sobie sprawę ci, którzy dali się sprowokować. Bezwartościowa sztuka jest bezwartościową sztuką dopóki ktoś nie przyda jej wartości – a to może się odbywać także niejako a rebours, np. poprzez jej potępienie, „wyklęcie”, zwrócenie na nią nadmiernej uwagi, wyniesienie jej na widok publiczny w atmosferze skandalu…
Opisane przeze mnie reakcje oburzonych i (w swoich uczuciach) obrażonych nie zawsze jednak świadczą tylko o tym, że połknęli oni haczyk prowokatora, bo przejrzeli wymowę „dzieła” i zrozumieli intencje artysty. Czasem jest wprost przeciwnie: zdarza się, że ich przewrażliwiona i na wskroś neurotyczna reakcja wynika z nieporozumienia, albo wręcz z niezrozumienia utworu czy gestu artysty. Jednak zazwyczaj z artysty nie ma co robić niewiniątka, zwłaszcza jeśli jest kutym na cztery nogi kontestatorem i programowo ustawia się okoniem do powszechnego porządku oraz „tradycyjnie” szanowanych wartości, kwestionując obowiązujące w danym społeczeństwie normy i reguły. Ponadto artysta nie może się dziwić, że wkładając palec między drzwi, ktoś mu może ten palec przytrzasnąć (na co on zwykle woła z bolesną miną: „auć!”)

Jaka może być wartość prowokacji?
Nie mówimy o rzeczy trywialnej: zaistnienie w świecie „sztuki” i rosnące konto w banku (choć kto wie, czy właśnie trywialność nie jest tym, co najbardziej trafia w sedno rzeczy?)
Czy zakwestionowanie albo odrzucenie powszechnie przyjętych zasad i wartości może mieć samo w sobie jakąś wartość? Czy też raczej wprowadza w ludzkie głowy zamęt i zwątpienie w sens tego, w co dotychczas wierzyli? Scala, czy też rozbija? Jeśli jest to walka o inny porządek, to jaki to jest porządek i czy będzie on lepszy od dotychczasowego? A jeżeli lepszy – to dla kogo? A może jednak gorszy?
Czy prowokacja nie bywa po prostu zwykłą agresją i czy nie wynika z charakterystycznego dla człowieka instynktu destrukcji? Może to cios w społeczeństwo – bo skoro ja nie wierzę, to i ty nie możesz  wierzyć, bo skoro ja ginę, to i ty musisz zginąć – tak więc zróbmy jakąś zadymę, dajmy komuś po mózgu, zabalujmy raz jeszcze… a po nas choćby potop.
A może chodzi tu tylko o zabicie nudy?

Wróćmy jeszcze do obrażonych uczuć, zwłaszcza uczuć religijnych, które jakoś szczególnie – jak to często widzimy – podatne są na obrazę.
Sądzę, że dla dobra społecznej terapii, warto byłoby uzmysłowić sobie (zrozumieć) i ponownie ustalić granice między sacrum a profanum – czyli wydzielić obszary, na których obie te sfery byłyby w pewnym sensie autonomiczne, a mówiąc trywialnie – gdzie nie wchodziłyby one sobie w paradę. Mam tu na myśli także – a może nawet przede wszystkim – wymiar umysłowy i psychiczny, czyli dotyczący ludzkiej myśli i psyche.
A wyrażając się prościej: niech sobie Ofili maluje gównami Matkę Boską, a Cattelano przygniata kamieniem kukłę papieża w muzeum; niech wieszają sobie w Zachęcie fotosy idoli pop-kultury w szwabskich mundurach, a we Włoszech przybijają do krzyża drewnianą zieloną żabę z wywalonym na wierzch ozorem; niech sobie pani Nieznalska wiesza (swoje i nie swoje) genitalia gdzie chce, a inny polski artysta tarza się po podłodze, stając się dzięki temu magistrem sztuki i robiąc przy okazji swoich nauczycieli w balona…
Chodzi o to, abyśmy w balona nie dali się zrobić sami. I nie byli aż tak bardzo obrażalscy.

*  *  *

Marcel Duchamp, "Fontanna" - przez wielu europejskich krytyków sztuki pisuar ten uznany został za najważniejsze dzieło sztuki XX wieku (Muzeum Sztuki Współczesnej, Paryż, zdjęcie własne)

Advertisements

Odpowiedzi: 20 to “OBRAŻALSKIE UCZUCIA albo o smaku (i sensie) prowokacji”

  1. mmadalena79 Says:

    Bardzo ciekawa notka, jak i poprzednie na temat sztuki/ „sztuki” współczesnej. Najbardziej podoba mi się stwierdzenie „Bezwartościowa sztuka jest bezwartościową sztuką dopóki ktoś nie przyda jej wartości – a to może się odbywać także niejako a rebours, np. poprzez jej potępienie, „wyklęcie”, zwrócenie na nią nadmiernej uwagi, wyniesienie jej na widok publiczny w atmosferze skandalu…”, bo to najlepsze podsumowanie całego cyklu Twoich postów i tego, co sama myślę na ten temat. I jeszcze masz rację, że potrzeba trochę dystansu do siebie i swoich przekonań i niech sobie pseudoartyści sięgają po symbole i prowokują, tylko my nie dajmy się bez sensu prowokować, czy jak mówisz robić się w balona.

  2. staszek_lem_lubił_krem_a_bolek_prus_smażył_mróz_vel_giocarte Says:

    Świetny wpis.
    cytat: „Czy zakwestionowanie albo odrzucenie powszechnie przyjętych zasad i wartości może mieć samo w sobie jakąś wartość?”
    Jak najbardziej podług mnie. Tym chyba zajmuje się poezja; ona przekracza język i jego granice, używając języka. Artyści współcześni natomiast używają materiałów, by przekroczyć materializm. Chyba :( .
    W sztuce współczesnej chodzi być może o ciągłe napięcie umysłowe, o nieustanne utrzymywanie czujności intelektualnej. Sam zauważasz, że można ją krytykować lub chwalić, ale nikt nie pozostaje obojętny. Czy to tej sztuki zaleta, czy wada, zależy od danego przykładu. Jeżeli dobrze rozumiem, uważasz, że często jest to wada, bo wprost proporcjonalny do miary prowokacyjności dzieła imperatyw ustosunkowania się do tejże prowokacji jest nieczystym, manipulatorskim gestem artysty. Być może ustosunkować się więc to dać się zrobić w balona. Niewykluczone. Ale czy zawsze ? Może trochę frajersko jest dawać się sprowokować cały czas, ale jeżeli przestanę się sfrajerzać, to może – Boże broń – ominę kiedyś z niesmakiem na ustach dzieło warte swojej prowokacji?

    cytat: „Ponadto artysta nie może się dziwić, że wkładając palec między drzwi, ktoś mu może ten palec przytrzasnąć (na co on zwykle woła z bolesną miną: „auć!”)”
    Nie do końca. Prowokatorzy wkładają ten palec między ramę, a skrzydło drzwi, ABY im go przytrzasnąć. Właśnie na tym chyba polega te nakreślone w notce robienie w balona, bo przytrzaśnięcie palca rodzi hałas (czyli obliczony na zysk i – oczywiście – spowodowany bólem krzyk ofiary ), hałas – ciekawość, ciekawość – rezonans, a rezonans – $. Tutaj mowa o tych cynicznych.
    Są jednak i ci drudzy, może jest ich mniej, czyli artyści prawdziwie kontestujący ( tj. nie w celu multiplikacji $). Jeżeli, jak piszesz, artysta jest kutym na cztery nogi kontestatorem, to on protestuje. Przeciwko czemu, że jest tak lekkomyślny, iż wkłada palec miedzy ramę, a skrzydło drzwi? Trzymając się tej metafory, protestuje wtedy przeciwko zamykaniu drzwi.

    On napina wolność słowa, by sprawdzić czy i gdzie jest cenzura i by ewentualnie z nią powalczyć. Ćwiczy nieustannie świadomość widza stawiając pytanie, gdzie jest granica sztuki. Używa szokującej estetyki implikującej refleksję nad meta-estetyką, artyzmu meta, zastanawiającego się nad artyzmem.
    Jest meta-artystą. I nawet jeżeli „prawdziwa”, konwencjonalna sztuka dzieje się gdzie indziej, na innych polach i w innego rodzaju miejscach niż Centre Pompidou, to moim zdaniem współczesna sztuka jest warta zachodu, warta poświęconego czasu, godna istnienia.
    Warta prowokacji…

    Żeby kogoś tutaj przytoczyć oprócz siebie, mam teraz przed oczyma wywiad z Nieznalską właśnie, bardzo obszerny.
    proces o obrazę uczuć religijnych wymazał jej z życia niemal 10 lat. Polska to specyficzny kraj, owszem, więc może kiepski przykład; ponadto, o takich jak ona zapewne mówiłeś, że wkładają palec i wrzeszczą, że boli. Daleki wszak jestem od jej martyrologizacji, żadna z niej Joanna d’Arc. Polska nie była gotowa na taką sztukę wtedy widać, Giertych z Lepperem biegali z widłami etc.
    Chodzi o coś innego: sąd w uzasadnieniu uniewinniającego wyroku napisał – „Sąd nie znalazł także dowodu na twierdzenia prokuratora jakoby Nieznalska miała wykonać instalację dla zyskania rozgłosu”.

    Poważne są to zarzuty dla artystki. Jeżeli jednak choć jedna artystka mogłaby zostać skazana za nic ( w przypadku Nieznalskiej było blisko, pierwszy wyrok ją skazywał, poza tym lobby LPRu i TVNu – o TVNie nie ma oczywiście mowy w wywiadzie – było bardzo silne ), zarzuty bardzo śliskie i niebezpieczne. Zarzuty, które Nieznalska z łatwością zbija w tym wywiadzie.Dlatego bardzo cenne jest to, co piszesz w konkluzji – niech każdy sam osądzi. To, że dzieło jest dostępne publiczne, nie znaczy przecież, że ludzie je oglądający nie mają mózgu i własnego zdania. Kościół niepotrzebnie nie docenia zdolności percepcyjnych zwykłych ludzi.

    A jednak nie sposób zapomnieć, że więcej z dzisiejszych artystów zajmuje się cynicznym wyłudzaniem pieniędzy. I raczej to Ty masz rację, Logosie. A jednak… ja wciąż wierzę w sztukę współczesną :-/ .
    pzdrawiam

    • Logos Amicus Says:

      – Niestety, chcąc „przekroczyć materializm” jesteśmy skazani na „materiał” ;)

      „W sztuce współczesnej chodzi być może o ciągłe napięcie umysłowe, o nieustanne utrzymywanie czujności intelektualnej. Sam zauważasz, że można ją krytykować lub chwalić, ale nikt nie pozostaje obojętny.”
      Niestety, od dawna już sztuka współczesna dociera do szerszej świadomości społecznej głównie w atmosferze skandalu. Nie jestem pewien, czy to jej służy i czy nie wypacza tego, co w tej sztuce dzieje się naprawdę i nie przysłania tego, co jest w niej rzeczywiście twórcze, inspirujące, niosące tzw. „pozytywne” wartości.

      – Zgadzam się, są artyści prawdziwie kontestujący, ale Ci właśnie nie pchają się po $. Wprost przeciwnie: oni te merkantylne układy i interesiarskość współczesnej sztuki kontestują. Ale takich artystów jest mało. A część z nich i tak w końcu ulegnie urokowi $, kiedy tylko taka okazja się im przytrafi (choćby tylko z tego powodu, że przecież trzeba mieć na to, aby coś go garnka włożyć ;))

      – Ja też wierzę w sztukę. I nie jest mi ona obojętna (przy czym zdaję sobie sprawę, że jestem jednak w mniejszości). Stąd te ostatnie artykuły na moim blogu.

  3. staszek_lem_lubił_krem_a_bolek_prus_smażył_mróz_vel_giocarte Says:

    http://wyborcza.pl/1,75480,10127729,Nieznalska_na_bramie.html – link do wywiadu. zapomniałem :(

    https://wizjalokalna.files.wordpress.com/2011/03/nieznalska_pasja_pap-stefan-kraszewski-e1300369945499.jpeg?w=780

    Dorota Nieznalska, „Pasja” (fot. S. Kraszewski/PAP)

    • Logos Amicus Says:

      Wywiad przeczytałem. Dużo wyjaśnia.
      Przede wszystkim można się dowiedzieć o traumatycznym dzieciństwie i dojrzewaniu Nieznalskiej w rozbitej rodzinie, despotycznym i zaborczym ojcu, o kryzysie (i wypaczeniu) wiary, o wszczepionej przez ojca anty-religijności…
      W tym świetle sztuka Nieznalskiej wygląda mi na swoistą zemstę na społeczeństwie – na jego mitach, religii, normach i wartościach…
      Tylko – można się tutaj zapytać – czy za to, co się przydarzyło w rodzinie Nieznalskiej (i jej samej) można winić całe społeczeństwo? Albo religię?

      A to, że usiłowano ją skazać wyrokiem sądu, że urządzono jej sądową gehennę (a zarazem szopkę), która ciągnęła się przez dziesięć lat (31 rozpraw sądowych!), uważam za skandal i kompromitacje polskiego wymiaru sprawiedliwości (na szczęście wszystko skończyło się wyrokiem uniewinniającym).
      Akurat w przypadku Nieznalskiej, skandal jaki wywołała swą „Pasją”, okazał się dla niej niefortunnym zaburzeniem jej artystycznej kariery. Wygląda na to, że zapłaciła ona za niego dużą cenę. Ale jest to chyba wyjątek, bo zwykle skandale windują popularność (i komercyjne „wzięcie”) twórcy.
      Ale to w sumie uparta kobieta. Bo jak się okazuje, nawet po tych wszystkich przejściach z „obrażonymi” uczuciami religijnymi, Niznalska – jak sama mówi w wywiadzie – była gotowa dać się ukrzyżować (oczywiście na golasa), gdzieś tam w Niemczech, czy Austrii ;)
      Na szczęście do tego „ukrzyżowania” nie doszło.

  4. Onibe Says:

    wniosek z tego jest taki, że sztuki trzeba uczyć się samemu. Muzea tracą autorytet wplątując się w medialne przepychanki, wystawiając i likwidując wystawy według niezrozumiałego klucza. Koneserzy i trendsetterzy dawno już powariowali – ich można słuchać tylko jeśli do sztuki ma się podejście inwestycyjne.

    • Logos Amicus Says:

      Zgadzam się: wśród decydentów (jeśli chodzi o ekspozycję w muzeach czy galeriach) panoszy się dezynwoltura – każdy robi co chce, wg własnego widzimisię, ale i według układów, lansowania i promocji… która z artyzmem niekoniecznie musi już mieć cokolwiek wspólnego (choćby z tego powodu, że obecnie zupełnie już nie wiadomo, czym tak naprawdę jest artyzm i sztuka prawdziwa).

  5. Katon Najmłodszy Says:

    Jako ludzie inteligentni doskonale wiemy, o co chodzi w tym zamieszaniu ze „sztuką współczesną”. Proszę zwrócić uwagę, że przedmiotem i celem tych wszystkich „szokujących” aktów artystycznych jest religia katolicka i jej symbole. Myslę, że werdykt sądu w Nowym Yorku byłby zupełnie inny, gdyby zastąpić „The Holy Virgin Mary” dla przykładu Gwiazdą Dawida pływającą w moczu. Wtedy sąd nie powołałby się na „pierwszą poprawkę”…W slangu artystycznym, modernistycznym, krucyfiks jest określany mianem – „trupek na skrzyżowanych kijaszkach”. Taką mają ekspresję. Nie ma powodu robić zamieszania i domagać się penalizacji tego rodzaju „sztuki”. Jej autorzy tylko błądzą, napawa optymizmem, że jednak ciągle poruszają się po terenie religii – bez chrześcijaństwa staliby się bezrobotni, nie mieliby PUNKTU odniesienia. Dopóki nie profanują sprzętów liturgicznych zabranych ze świątyni, nie dokonują swoich „instalacji” w katolickich świątyniach itp., śmiejmy się i cieszmy, że katolicyzm tak bardzo ich inspiruje :)

    • Logos Amicus Says:

      Tak już jest, że komuś bliżej związanego kulturalnie (i etnicznie) z Gwiazdą Dawida łatwiej zaakceptować w galerii zanurzony w moczu krzyż, niż powalaną łajnem Gwiazdą Dawida. I vice versa.
      Jednak dociekanie tego, kim są decydenci i dyrektorzy muzeów odpowiedzialnych za te kontrowersje, jest wg mnie bezcelowe, a na dodatek wzmagające wrogość i pogłębiające wzajemne podziały.
      Moim zdaniem, ewentualny dyskurs powinien być raczej prowadzony w oderwaniu od jakichkolwiek etnicznych konotacji.

      To, że wielu artystów w swojej twórczości (które często jest kontrowersyjna czy nawet prowokacyjna) nawiązuje do tematyki i symboliki religijnej, wynika z tego, że religia była (i chyba nadal jest) ważnym elementem kształtowania się współczesnej świadomości – społecznych i indywidualnych systemów wartości. A artysta współczesny zwykle jest odbiciem kryzysów światopoglądowych i religijnych, jakie obecne są w społeczeństwach (i kulturze) Zachodu od ponad dwustu lat (a który niejako swoje apogeum znalazł w XIX-wiecznym nietzscheanizmie.

  6. mmadalena79 Says:

    staszek_lem_lubił_krem_a_bolek_prus_smażył_mróz_vel_giocarte

    ja się z Tobą nie zgodzę, oczywiście, że można pozostać obojętnym, spojrzeć/przeczytać/zarejestrować i przejść obok, jeżeli coś nie jest godne naszej uwagi, nie dać się sprowokować. Często mam wrażenie, że w sztuce współczesnej (tego specyficznego typu sztuce współczesnej, żeby nie generalizować) i tych wszystkich instalacjach z gównem i symbolami religijnymi, chodzi wyłącznie o prowokację i rozgłos, a do tego artysta dorabia TEORIĘ. Jakoś się nie boję, że coś przegapię, mam oczy szeroko otwarte, po prostu, nie poświęcam dużo czasu na zastanawianie się nad czymś, na co szkoda mojego czasu.

    • Logos Amicus Says:

      „Często mam wrażenie, że w sztuce współczesnej (tego specyficznego typu sztuce współczesnej, żeby nie generalizować) i tych wszystkich instalacjach z gównem i symbolami religijnymi, chodzi wyłącznie o prowokację i rozgłos”

      Może nie wyłącznie, ale dość często.
      Czasem jednak warto zastanowić się nad tym, dlaczego (a nie tylko po co) artysta prowokuje. Bo niekiedy on sam nie zdaje sobie sprawy z tego, gdzie tak naprawdę znajduje się źródło jego aktu twórczego, (który często nacechowany jest frustracją i jakąś osobistą traumą).

  7. mmadalena79 Says:

    I jeszcze, nikt tu moich uczuć nie obraża, jeżeli jest zapotrzebowanie na taką „sztukę” niech ją sobie „artyści” tworzą. To raczej smutne, że ktoś swoją wiarę łączy tak mocno z symbolami, przecież to tylko symbole. Nie przejdę obojętnie wobec przejawów okrucieństwa w sztuce współczesnej, nie podoba mi się mordowanie i wypychanie zwierząt. Dopóki Nieznalska nie obcina komuś genitaliów, żeby je powiesić na krzyżu, dopóki Kippenberg przybija do krzyża sztuczną żabę, to proszę bardzo, dla mnie absurd, ale nie powód do ataków na nich.

    • Onibe Says:

      to jest kwestia tolerancji, ale często zapomina się o tym, że tolerancja w najwyższej formie jest bliska kompromisowi. Nie polega tylko i wyłącznie na tym, że jedna strona robi to co jej przyjdzie do głowy a druga zawsze to stara się zrozumieć. Tolerancja odbiorcy jest i tak zawsze większa niż twórcy, ale tolerancja twórcy nie moze być na poziomie zero. A obecnie tak właśnie to wygląda. Podobno artyści to wybitne jednostki ludzkie, szkoda tylko że pozbawione empatii. Artysta zawsze wytłumaczy się z tego co zrobił. Bo sztuka, bo to, bo tamto. I nigdy nie interesuje go ile uczuć obraził. Wiadomo: sztuka usprawiedliwia wszystko. Gdyby Hitler zaatakował Polskę tłumacząc to jako artystyczny performance to mapa świata wyglądałaby dzisiaj inaczej ;-).

      do brzegu: czemu jest tak, że mniej praw i zasad obowiązuje artystów niż nieartystów? Empatia, kultura osobista, poczucie wspólnoty – po stronie wielkich twórców zbiór pusty. Szkoda, ale moze tak powinno być. Dzięki temu nie mamy powodu by się utożsamiać z artystami (z wyjątkiem maniaków danej kategorii sztuki). Zdarzyło mi się wiele razy uczestniczyć w dyskusji o sztuce i artyści zawsze bywali klasyfikowani jako „oni”. Nikt się nie chciał przyznać do nich, nigdy nie było to „my” lub „jedni z nas”. Już nawet polityków szybciej adoptujemy niż artystów. Czy tak musi być? Musi, skoro sztuka karmi się czymś innym niż ludzie.

    • Logos Amicus Says:

      „Podobno artyści to wybitne jednostki ludzkie, szkoda tylko że pozbawione empatii.”

      Też, niestety, odnoszą niekiedy takie wrażenie.
      Niby artysta jest bardziej wrażliwy od „zwykłego” człowieka, ale kiedy tworzy, to często zapomina o tym, że może tą swoją twórczością kogoś po prosu zranić. Użali się nad zwierzątkiem, ale jest obojętny na cierpienie człowieka; przejmie się abstrakcją, ale zlekceważy konkret… etc.
      Sporo prawdy jest więc w stwierdzeniu: „Artysta zawsze wytłumaczy się z tego co zrobił. Bo sztuka, bo to, bo tamto. I nigdy nie interesuje go ile uczuć obraził. Wiadomo: sztuka usprawiedliwia wszystko.”

      Onibe pisze też: „…czemu jest tak, że mniej praw i zasad obowiązuje artystów niż nie artystów?”
      Do tego właśnie nawiązuje mój następny wpis pt. „Co wolno artyście?”
      A tu może tylko stwierdzę: wolność artysty ograniczona jest choćby kodeksem karnym, jaki obowiązuje w kraju, w którym on tworzy (twórca musi się mu podporządkować, jeśli nie chce być uznany za kryminalistę). Wszystko inne jest mu dozwolone, a w twórczości ograniczać go może (i powinno) tylko własny rozum, serce i sumienie.

  8. staszek_lem_lubił_krem_a_bolek_prus_smażył_mróz_vel_giocarte Says:

    artyści nie znoszą wszelkich klasyfikacji, Onibe. Być może o to chodzi w tym wzbranianiu się tej nazwy – artysta. Artysta to słowo, które – jak każde – ma jakiś ograniczony zakres znaczeniowy, a ego artystów nie lubi, gdy się je ogranicza jakimkolwiek zakresem. Może lekko to banalne uzasadnienie… nie wiem, może istnieje jakieś bardziej skomplikowane :(
    Myślę, że sztuka jest taka oderwana od reszty dziedzin życia społecznego, bo istnieją dzieła sztuki, które istotnie wydają się być czymś nieludzkim, czymś meta, czymś zupełnie odseparowanym od przyziemnego życia. Pomni Mozartów, Beethovenów, Vincich, Buonarottich i całej reszty jesteśmy w stanie pozwolić ich następcom tworzyć w spokoju i przymykając oko na ich ekstrawagancje, bo mamy nadzieję usłyszeć coś, co wynagrodzi nam znacznie więcej niż tylko przymykanie oka. Coś, co wynagrodzi nam istnienie i jego trud.
    Są obrazy, utwory muzyczne i literackie, które wznoszą naszą świadomość na jakiś metafizyczny poziom.

    mmadalena79
    nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że przechodząc obok np. męskiego fallusa przełożonego przez kręcącą się oponę ktokolwiek jest zdolny potraktować to z obojętnością. Może istnieją osoby, które lepiej czy gorzej ukrywają swoją reakcję na podobne eksponaty, ale nie sądzę, by istniał ktoś niereaktywny :). A nawet jeśli ktoś taki istnieje, to wynika z tego pytanie, a brzmi tak, mmadalena79: jak odróżniasz te eksponaty, które są warte twojej uwagi od tych, którym nie jej nie poświęcasz?

  9. mmadalena79 Says:

    Ja chyba jestem w tej kwestii dość konserwatywna, dla mnie sztuka, godna mojej uwagi, to połączenie pomysłu, nie koniecznie szokującego, ale nowego i oryginalnego świadczącego o talencie i stylu danego artysty, z techniką wykonania i warsztatem świadczącym o przygotowaniu w danej dziedzinie. Nie wystarczy sam pomysł, nie wystarczy sama technika. Dlatego fallus w oponie nie zasługuje w moich oczach na więcej niż zarejestrowanie i przejście dalej, z resztą poza okrucieństwem trudno mnie czymś zszokować.
    Co do określenia artysta, mam znajomych artystów, którzy tak o sobie mówią, mam też znajomych artystów, którzy mówią, po prostu jestem rzemieślnikiem, malarzem, fotografikiem, projektantem, rzeźbiarzem, muzykiem, itp., często Ci, którzy żyją ze sztuki mają do siebie więcej dystansu, robią projekty komercyjne i te dla siebie i dla sztuki.

    • Logos Amicus Says:

      „Ja chyba jestem w tej kwestii dość konserwatywna, dla mnie sztuka, godna mojej uwagi, to połączenie pomysłu, nie koniecznie szokującego, ale nowego i oryginalnego świadczącego o talencie i stylu danego artysty, z techniką wykonania i warsztatem świadczącym o przygotowaniu w danej dziedzinie.”

      Także i mnie bliskie jest to pojęcie sztuki i artystycznej twórczości (choć wydaje mi się, że ciągle jednak więcej we mnie liberała, niż konserwatysty ;) )

  10. W BOŻYCH ŻARNACH (O filmie Lecha Majewskiego „Młyn i krzyż”) « WIZJA LOKALNA Says:

    […] żalów nad upadkiem sztuki współczesnej, tym bardziej, że zrobiłem to niedawno m.in. tutaj, tutaj i tutaj. Może więc tylko przypomnę o tym, jak wielkim przeżyciem może być dla nas obcowanie z […]

  11. Woj Says:

    Ukrzyżowana żaba jako sztuka?
    Czy jakikolwiek ‚artysta’ chciałby, żeby przedstawiać coś lub kogoś dla niego ważnego w sytuacjach nieadekwatnych? Np jego dziecko rozjechane przez pociąg? Jeżeli by nie uznał tego za sztukę, to powinien również sam takich ‚dzieł’ nie tworzyć. Dziękuję.

  12. GENIUSZ W METRZE « WIZJA LOKALNA Says:

    […] PS2. Zainteresowanych tematem zapraszam także do przeczytania artykułów pt. “KONCEPT W SZTUCE WSPÓŁCZESNEJ – PRZYKŁADY” oraz “OBRAŻALSKIE UCZUCIA albo o smaku (i sensie) prowokacji”. […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s