DEFAECO ERGO SUM – SZTUKA CENNIEJSZA NIŻ ZŁOTO

*

PRZYPADKI MISTRZA BALDASSARA

Gustaw Herling-Grudziński: "Nędza sztuki współczesnej. Abstrakcyjne nic pomnożone przez abstrakcję nicości. Nie do wiary prawie jest ta absolutna, nieuleczalna już chyba atrofia wyobraźni, wrażliwości, inteligencji. Szarlataneria, błazeństwo, w najlepszym wypadku zręczne kuglarstwo techniczne, jak gdyby temat nie miał żadnego znaczenia".

Swego czasu, pracujący wówczas dla paryskiej „Kultury” Gustaw Herling-Grudziński, popełnił literacki żart, któremu nadał formę szkicu powieści komicznej pt. „Z biografii Diego Baldassara”, gdzie opisuje przypadki twórcy współczesnego, wynalazcy oryginalnego prądu sztuki zwanego „merd-artem”.
W wyda(la)niu prekursora polegał on na tym, że Mistrz Diego robił do szklanych słoików barwne kupy, w surowiec (do przetrawienia) zaopatrując się na obfitych i kolorowych włoskich rynkach i straganach sąsiadującymi z bazylikami i zabytkami Campo di Fiori.
W biografii opisany jest inicjujący prąd moment, w którym Artysta wpada na genialna myśl pozwalająca wyrwać go z marazmu i choroby stulecia – Alienacji. Otóż siedząc – po spożyciu sutego obiadu – na sedesie, pochylił on „sennie głowę ciężką od wina i wtem jego wzrok, pobłądziwszy między rozkraczonymi nogami, natknął się na zawartość muszli. ‚Eureka!’ – krzyknął (…) i zerwał się z sedesu, nie zapinając nawet spodni.”
W taki oto sposób wykluła (?) się nowa sztuka.
Wkrótce odbyły się pierwsze merdisarze twórcy, do interesu wzięli się marszandzi, powstała bogata literatura teoretyczna i filozoficzna kierunku, który rozgałęził się na wiele odnóg, m.in. na amerykański poop-art i polski pup-art.

Jerzy Giedroyć, człowiek bynajmniej nie pruderyjny (ceniący np. pisarstwo Henry’ego Millera), opowiadanie zrazu odsunął zdegustowany, uznając go za „nieprzyzwoite i niesmaczne”, jednak parę miesięcy później ukazało się ono w „Kulturze”. Herling-Grudziński podejrzewał, że do tej powściągliwości przyczyniła się nie tyle skandalizująca treść, co „szyderczy wybuch śmiechu” autora pod adresem „wciąż coraz bardziej nowatorskiej sztuki teraźniejszość u progu przyszłości”.

ZA-KUPY! ZA-KUPY!

Gustaw Herling-Grudziński unikał raczej tematów błahych – jego dziełem jest przecież pamiętny „Inny świat”, jedna z najważniejszych pozycji literatury łagrowej – co, nawiasem mówiąc, kładzie się na jego pisarstwie cieniem głębokiej melancholii, stale obecnej np. w wielotomowym „Dzienniku pisanym nocą”, w którym docieka genezy absurdów i okrucieństw XX wieku. Trudno więc uznać, że nowelką o Mistrzu Baldassarze tylko się zabawił. Mimo prześmiewczego stylu, stanowi ona dość poważny przyczynek do zastanowienia się nad procesem schodzenia współczesnej sztuki na… – i tu chciałoby się napisać, za przeproszeniem Czytelników – zasrane manowce.
Znajdziemy w niej też sporo odniesień do (uznanych za poważnych) krytyków sztuki, a nawet do filozofii modnego w swoim czasie Herberta Marcuse’a

Jednak najistotniejszym atutem owej historii jest to – co dla nie wtajemniczonych w meandry sztuki współczesnej może się wydać wręcz szokujące – że nie była ona bynajmniej wytworem niezdrowej imaginacji pisarza, a powstała w oparciu o autentyczną postać mediolańskiego artysty Piero Manzoniego, którego „dzieła” – słoiki z kałem – osiągnęły na rynku sztuki wartość setek tysięcy dolarów za kupę. (Za-kupy! Za-kupy!)
Manzoni zmarł nie dożywszy nawet 30 lat, a do przedwczesnego zgony przyczyniły się najprawdopodobniej chemiczne barwniki, jakie zażywał merd-artysta, by wzbogacić kolorystyczną gamę swych odchodów.

RZADKIE ZALETY PIERA

Czy produkcje te zostały wyrzucone tam, gdzie ich miejsce, tzn, do kloaki?
Nic podobnego!
Kilka lat temu londyńska, ponoć prestiżowa Galeria Serpentine, urządziła pośmiertną retrospektywą prac Manzoniego. A ceny z puszkami ciągle idą w górę.

Piero Manzoni „Merda d’artista”, Tate Gallery, Londyn (W maju 2008 roku jedną z 90 puszek „wyprodukowanych” w 1961 r. przez Manzoniego – zawierających ekskrementy artysty – sprzedano na aukcji Sotheby za 125 tys. Euro.)

W katalogu podobnej wystawy, jaką wcześniej można było podziwiać we Włoszech, czytamy: „Mediolan jest miastem Manzonich. Po Aleksandrze – Piero. (…) Ale jeśli nazwisko Manzonich przetrwa w pamięci ludzkiej, stanie się tak nie dzięki Aleksandrowi, autorowi najbardziej służalczej powieści powieści XIX wieku, lecz raczej dzięki rzadkim (ekhm… – przyp. LA)  zaletom Piera, umysłu par-excellence wolnego i niezależnego, który zbyt wcześnie opuścił te nasze burżuazyjne i bigoteryjne Włochy. Jego sztuka jest tryumfem tajemnicy niewyrażonego: defaeco ergo sum.”

Doceniam odwagę i mocny żołądek Herlinga, niepośledniego przecież znawcy sztuki oraz wybornego interpretatora i odbiorcy malarstwa włoskiego, które niejednokrotnie inspirowały go literacko, czego dowody można znaleźć w licznych opowiadaniach, jak również w samym „Dzienniku”. Wysmakowanie, erudycja, serce i wyobraźnia – tym wszystkim wypełnione są owe dystyngowane studia jego ulubionych obrazów lub fresków. Tym większe rozczarowanie i niesmak musiały budzić w nim współczesne wybryki pseudo-sztuki i pseudo-malarstwa w wykonaniu pseudo-artystów, którzy sami już nie wiedzieli co mają wymyślić, by zwrócić na siebie czyjąś uwagę.

NA WYSTAWIE Z KOTEM

Przy innej okazji – miało to miejsce jakieś 20 lat później – Herling-Grudziński wraz z Kotem Jeleńskim (również znany autor „Kultury”), wybrali się z Maisons-Laffitte do Paryża, gdzie w Grand Palais prezentowano wystawę pt. „Neapol, trzęsienie ziemi i sztuka współczesna”, na którą złożyły się prace 70 artystów „spośród najbardziej wybitnych współczesnej sceny” – jak głosił program.
Herling wspomina, że jego obchód wystawy trwał może jakieś pół godzinki, szli z Kotem szybko, wymieniając wrażenia bez słów: co jakiś czas któryś z nich wzruszył ramionami, czasem spojrzeli sobie wymownie w oczy, to znów kwitowali eksponaty „trochę rozbawionym, a trochę rozdrażnionym chichotem”.

Czy warto o tym wspominać? – zastanawia się Herling i sam daje sobie na to odpowiedź: „Warto, warto. Ale tylko po to, by raz jeszcze wytknąć nędzę ‚sztuki współczesnej’. Abstrakcyjne nic pomnożone przez abstrakcję nicości.. Nie do wiary prawie jest ta absolutna, nieuleczalna już chyba atrofia wyobraźni, wrażliwości, inteligencji. Szarlataneria, błazeństwo, w najlepszym wypadku zręczne kuglarstwo techniczne, jak gdyby temat nie miał tu żadnego znaczenia.”
*  *  *

PS. Artykuł powyższy opublikowany został w „Dzienniku Związkowym” (Chicago, 2-4 luty, 2001)

DOPISEK: Zważywszy na astronomiczną cenę puszek z ekskrementami Manzoniego (kilkakrotnie przewyższającą wartość złota), wydawać by się mogło, że inwestycja w g… była inwestycją niezwykle intratną, ale z czasem połowa z 90 puszek… eksplodowała, wskutek nagromadzonych w nich gazów i korozji materiału, z jakiego były one wykonane. Możemy sobie tylko wyobrazić efekt, jaki ten wybuch wywołał w gablotach (ewentualnie sejfach) kolekcjonerów. Swoją drogą, mogło to też mieć walor estetyczny, bo przecież – jak zauważył sam Salvadore Dali „paleta ekskrementów przejawia nieskończoną wprost różnorodność: od szarości po zieleń, od ochry po brąz”. Zwłaszcza jeśli jest to g… tak wybitnego artysty, jak Manzoni.

*  *  *

Advertisements

komentarzy 16 to “DEFAECO ERGO SUM – SZTUKA CENNIEJSZA NIŻ ZŁOTO”

  1. Onibe Says:

    czasami się zastanawiam, czy to nie celowy sabotaż. Czy ktos nie wziął sobie za cel zniszczenie sztuki? Nie zdziwiłbym się, gdyby za wszystkim stało KGB. Czyż nie byłby to cios w serce imperialistycznego społeczeństwa w stylu KGB? Za pieniądze uzyskane ze sprzedaży puszkowanej sraczki mogliby finansować wojny w Afganistanie i innych republikach przyjaznych, natomiast imperialiści piłowaliby gałąź, na której siedzą. Bo w pewnym sensie, taka dewastacja sztuki to zniszczenie fundamentu na którym opiera się europejska tożsamość. Lub szerzej: tożsamość białej cywilizacji.

    summa summarum, gówno to gówno, jak by go nie opakować…

    proponuję zatem traktować ten nieprawdopodobny rozdział historii jako kosmiczną pułapkę i wycieczkę na meandry…

    • Logos Amicus Says:

      Tak, to jest sabotaż… głowinie zdrowego rozsądku.
      I wszystkiego co dotychczas w sztuce było naprawdę wartościowe – co wiązało się z pięknem, głębszą myślą, dobrym smakiem…
      To prawda, sztuka europejska jest takimi wybrykami dewastowana, ale nie myślę, że akurat to niszczy „fundamenty” europejskiej tożsamości (cokolwiek ta „tożsamość” miałaby oznaczać).
      Sami wyprowadzamy się na manowce – albo dajemy się na nie zaciągnąć – nawet o tym nie wiedząc.
      I oto nagle budzimy się… z ręką w nocniku ;)

  2. Roman Says:

    Dzieło „Gówno artysty” Piero Manzoni jest wykreowanym i podniesionym do rangi dzieła sztuki przedmiotu wyjętego, wyciśniętego z organicznego ciała i skrzętnie zamkniętego w obudowie w postaci metalowej puszki. Dziewięćdziesiąt puszek z gównem zostało wycenione przez autora do równowartości złota, wprost proporcjonalnie do jego wagi. Dzieło to można odebrać na dwa sposoby:

    – Fascynacją radykalnych prac dadaistów, promując nie skrępowaną formę sztuki (ready mades).

    – Zastosowaniu perfidnej autorskiej prowokacji, mającej na celu zdyskredytowanie snobistycznego świata sztuki.

  3. Marcus Says:

    Tak, sztuka jest gówno warta. Przynajmniej ta dzisiejsza.

    • Logos Amicus Says:

      Jak widzimy, gówno też ma swoją wartość (125 tys. Euro za niecały kilogram, to nie byle co ;) )

      A poważniej: na szczęście nie wszystko we współczesnej sztuce jest tak beznadziejnie absurdalne.

  4. Mat_U Says:

    mistrz marketingu

    nie jest sztuką zrobienie kupy, sztuką jest tę kupę sprzedać… wciśniecie gówna (w tym przypadku dosłownie) konsumentowi….

    Jak dla mnie to jest artystyczne, sarkastyczne poczucie humoru…. a nie dzieło sztuki.
    No i kpina… nie tylko ze sztuki, ale i z jej odbiorcow, także i znawcow

    Któryś z moich znajomych nie ma za grosz zaufania do artystów. Woli rzemieślników wykonujacych pieknie swój zawód, bo z artystą to nigdy nie wiadomo czy zrobił cos z głębi serca, czy tylko na pokaz, żeby tylko pokazać się.

  5. grejek z bajek Says:

    Konrad Kaszuba w „Kupa na przestrzeni dziejow, czyli traktat o dobrej robocie” napisał: „Zjawisko kupy uznać można za nieodłączny element ludzkiej – i nie tylko – egzystencji. Towarzyszy nam ono od czasów praludzkich i jest trwałym atrybutem codzienności, cząstką nieustannych zmagań gatunku z wrogim, tajemniczym światem, immanentnym przejawem walki o przetrwanie. Nic zatem dziwnego, że kupa, jako zjawisko społeczne, psychologiczne i kulturowe, ale także biologiczne, od niepamiętnych czasów intrygowała człowieka – przyciągała uwagę myślicieli i artystów, troskała władców i pasterzy duchowych, wywierała przemożny wpływ na kulturę, tradycję i – należy to odważnie stwierdzić – światopogląd społeczności ludzkich, od czasów prehistorycznych po dzień dzisiejszy.”

  6. in_divi_duum Says:

    Obecnie takie pojęcia jak sztuka czy artysta są względne, zależne nie od poziomu prac artysty czy jego talentu, ale od posiadanych znajomości, kasy przeznaczonej na promocje lub sztucznie stworzonego trendu na dany typ partaniny.Koniunkturę napędzają Ci, którzy żerują na sztuce jako takiej tworząc jej nowe rodzaje czy tandetne pseudo trendy.

    Sztuka kładzenia gówna na papier lub rozwijania papieru toaletowego jest obecnie równie cenna, co płótna, Albrechta Durera lub dzieła Leonarda da Vinci. Nic nietworzący ( poza auto reklamą ) celebrity stali się dzisiejszym ekwiwalentem i tandetną podróbka dawniejszych geniuszy, wieszczów i proroków…
    Zamiast mózgu plastikowa dupa – to najlepszy obraz dzisiejszej patologii nazywanej kulturą i rozwojem… Obecnie łaknienie sztuki i wiedzy zostały zastąpione potrzebą taniej i prostej rozrywki, potrzebą sztucznej nagości a wszystko to oparte na sile mamony, nałogów i popędów.

    Sztuka odzwierciedla stan duszy i rozumu – dzisiejsza sztuka to frustracja, agonia, głupota oparta na fekaliach i kasie, która (kasa) zawsze staje się drogą sukcesu i upadku społecznego, ale przede wszystkim upadku duchowego.
    Artysta bez duszy i wizji „ponad czasowej” staje się żałosnym pajacem skaczącym na linkach kasy i trendów…
    Umie za to stworzyć obrazy symbolizujące próżność, pustkę, bezsens…

  7. marta Says:

    Sznowni Koledzy i Kolezanki. Prosze o spokoj Juz dawno ustalono, ze gowno jest sztuka. Nie ma sensu otwierac drzwi, tzn puszek. Ze wzgledu na prawo natury, ktora karze eksplodowac puszkowym gazom – uwazam, ze najciekawszym zjawiskiem jest eksplodowanie takiej puszki w sejf kolekcjonera, ze o twarzy nie wspomne.
    Zegnam, ide zrobic plagiat.
    Z powazaniem.
    marta

  8. P2M365 Says:

    […] albo – nazywając rzecz mniej elegancko – artystyczną „sraczką” (vide: „Merda d’artisa” Manzoniego i inne skatologiczne wybryki). Skutkiem czego, do dzisiaj tzw. “salony” sztuki […]

  9. NAJDROŻSZA FOTOGRAFIA ŚWIATA | WIZJA LOKALNA Says:

    […] kupieckie handlarzy. (To dlatego m. in. za sztukę – i to wysoko cenioną – uznano puszki z gównem Manzoniego, czy kibel Duchampa, który nota bene w pewnej ankiecie uznanych krytyków uznano za […]


Co o tym myślisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s